Napisane przez: pirath | 26 listopada 2013

Cartier – Pasha de Cartier EdT, czyli pozdrowienia z europejskiej części Stambułu…


Cartier, podobnie jak Tiffany, słynie przede wszystkim z produkowania eleganckiej biżuterii i zegarków… patrząc na te marki z perspektywy perfumomaniaka, jest to wysokiej klasy mainstream, pokroju Diora albo Chanel – gdy małe rodzinne manufaktury, to jubilerska nisza… wprawdzie luksusową biżuterię produkują też Bvlgari, Chopard i Van Cleef & Arpels, ale to Cartier jest najlepiej rozpoznawalną marką, jeśli chodzi o sygnowanie perfum… oczywiście jest to działalność poboczna, podobnie jak w przypadku Prady, Diora oraz Chanel – ale rozpiętość perfumowego portfolio Cartiera robi ogromne wrażenie i co istotne, jakość i niepowtarzalność ich kompozycji idzie w parze z nadrzędnym przedmiotem ich działalności…

zegarek Cartier Pashazegarek Cartier z kolekcji Pascha – czy pokrętło na zegarku nie przypomina Wam kształtem nasadki od flakonu?…

Ostatnio uzmysłowiłem sobie, że których perfum Cartiera nie wziąłbym do łapy, zazwyczaj jest to coś wybitnego, albo chociaż wyjątkowego… szlachetność, delikatność i wysmakowany pietyzm, z którego słyną olfaktoryczne koncepty tej marki, nieodmienne wprawia mnie w zauroczenie… Roadster, Declaration, Santos, Must, Eau de Cartier Concentre, czy nawet damskie Le Baiser Du Dragon (które sam z przyjemnością bym nosił) – to prawdziwe perełki, że pozwoliłem sobie wymienić tylko te w mym odczuciu najwybitniejsze… a dziś dołączył do nich Pasha, będący niesamowitym połączeniem subtelnego tchnienia bliskowschodniego orientu, z klasycznie europejskim brzmieniem…

Pojęcia nie mam jak to możliwe, że ten zapach jest tak słabo znany i tak mało popularny… może dlatego, że nazywa się Pasha, jego flakon wygląda jak wygląda – a z orientu Polacy najbardziej preferują kebaba, arafatki i wczasy all inclusive w Hurghadzie… swoją drogą nie ogarniam, jak można tłuc się samolotem na inny kontynent, by przez bite dwa tygodnie, leżeć bladym dupskiem przy basenie hotelowym – ale, de gustibus non est disputandum… przecież mężczyzn pragnących pachnieć męsko, elegancko i charyzmatycznie nie brakuje, więc jakim cudem o Pashy niemal nikt nie słyszał?…

Cartier Pascha

Pasha choć staromodny (to naprawdę czuć, że powstał we wczesnych latach 90-tych) niespecjalnie się zestarzał… wciąż jest diabelnie męski, rasowy, elegancki, ździebko orientalny i sprawia wrażenie idealnego zamiennika dla Egoiste od Chanel, ze szczególnym naciskiem na podobieństwo do Rive Gauche od YSL… powiem tak, wyobraźcie sobie bliźniaki, rozdzielone tuż po urodzeniu… jeden wychował się w Paryżu, zaś drugi w Stambule, a konkretnie po europejskiej stronie Bosforu… obaj bracia otrzymali staranne wykształcenie, dorastali w dobrych domach, zwiedzili kawał świata, są przebojowi, tak samo się uśmiechają – i choć nigdy się nie widzieli, tak samo mieszają herbatę… pachną podobnie, choć Pasha przez wzgląd na środowisko w którym dorastał, wybrzmiewa z delikatnym przechyłem w stronę ledwie zaakcentowanego orientu… śmiem twierdzić, że gdyby nadano tym perfumą inną nazwę i dano im mniej oczywisty flakon, przez wzgląd na niemal uderzające podobieństwo do europejskiej klasyki, sprzedawałyby się dużo lepiej, gdyż stylistycznie niewiele odbiega od klimatów, którymi wybrzmiewa europejski oldskul…

model z kampanii Vistulawiem, że to zdjęcie pochodzi z kampanii reklamowej Vistuli, ale typ urody i ubiór tego mężczyzny idealnie oddaje charakter i nieco orientalny rodowód tych perfum…

Jego dominujące akcenty, to lawenda, drewno sandałowe i różane, wytrawne zioła oraz paczulaPasha pachnie niewątpliwie męsko, nieco cierpko i bardzo wyraziście, na granicy wyzywającej wulgarności – ale jest to spowodowane faktem iż jego bukiet zaaranżowano w czasach, gdy nikt się z brzmieniem perfum nie pieścił i zapach dla faceta, zwłaszcza tytułowany per Pasha, miał pachnieć rasowym samcem… odnalazłem w nim butę i krnąbrność Egoiste, żywą, odświeżającą wyrazistość Rive Gauche, lekko różaną głębię Ungaro III oraz rozmach i przepych Drakkar Noir… te perfumy pachną po prostu spektakularnie, ale nie jest to blichtr oczojebnego Rolexa, wysadzanego pierdylionem kamieni – zaprojektowany z myślą o arabskich szejkach i rosyjskich nuworyszach, lecz wciąż szykowne i dobitne bogactwo nut, z którego słynęło europejskie perfumiarstwo, jeszcze dwie, trzy dekady temu…

reklama Cartier Pascha

To mocne perfumy, chwilami ostre i przejmujące, obdarzone tytaniczną projekcją i tylko ździebko mniejszą trwałością niż obstawiałem… mężczyzna Pashy często chodzi nie ogolony, nie katuje swoich jąder obcisłymi rurkami, nie goli pach, a z warzyw preferuje steki… zdaję sobie sprawę, że bukiet tych perfum dalece rozmija się z współczesnymi trendami, jałowością, upraszczaniem i trywialnością kompozycji robionych z myślą o jak najszerszym targecie docelowym – a to naprawdę wyborny kawał perfumiarstwa, obwieszczający światu mężczyznę z tupetem, pewnego siebie i nie wstydzącego się swej męskości (w sensie płci, a nie rozmiaru przyrodzenia)… takich perfum już się nie robi, Rive Gauche wycofano do segmentu ekskluzywnego (dobre i to), Egoiste wykastrowano podczas niedawnej reformulacji i podzielił los innego synonimu męskości lat 90-tych, czyli Adidasa Active Bodies – zaś Azzaro Pour Homme i Drakkar Noir wypierają delikatne słodziaki i bezpłciowe świeżaki… Panowie, to być może ostatni dzwonek, by wciąż pachnieć męsko i z klasą, bo tego kalibru perfumy już nie powstaną, zwłaszcza, że w akordzie bazowym wspaniale finiszuje ponoć zakazany, a bardzo męski mech dębowy

1992

Jacques Cavallier (Bvlgari Aqua i Pour Homme, Armani Diamonds for Men, Issey Miyake L’Eau d’Issey Pour Homme, YSL Opium, M7 i Rive Gauche) i już wiadomo dlaczego ten zapach tak bardzo przypomina mi Rive Gauche

reasumując: wyrazisty, charyzmatyczny i bezsprzecznie męski zapach dla prawdziwego mężczyzny… jego nazwa i flakon wprowadzają poniekąd w błąd, bo to świetny kawał rasowego europejskiego perfumiarstwa, z dawnych czasów jego świetności… jeśli szukacie godnego zamiennika dla Egoiste, i Rive Gauche, warto sięgnąć po Pashę, gdyż wciąż pachnie nieodmiennie wyraziście i spektakularnie…

przypomina mi: to ta sama stylistyka co Drakkar Noir, Ungaro III, Rive Gauche, Chanel Egoiste, mniej różany Guerlain Heritage, a nawet Azzaro Pour Homme,Cartier Pasha EdT

Głowa: lawenda, mandarynka, mięta, kminek i anyż;
Serce: kolendra i brazylijskie drzewo różane;
Baza: labdanum, drzewo sandałowe, paczula i mech dębowy

Reklamy

Responses

  1. Baaardzo lubię Pashę, choć to dryndus – ale jest w nim tyle charakteru, stylu, że mu wybaczam. Niestety, nie spotkałam mężczyzny nim pachnącego – mam wrażenie, że młody (znaczy nie dziadek) takich perfum by nie wybrał – oczywiście oprócz perfmomaniaków. A szkoda.

    • no właśnie, mają zbyt dojrzały bukiet, wręcz staroświecki w obliczu „teraźniejszych standardów”, mają mocno orientalną nazwę, i z wyglądu orientalny flakon – a takie perfumy nie cieszą się szerokim wzięciem… a wystarczyłoby przepakować je w coś bardziej dyskretnego, zmienić nazwę i wypuścić w otoczce retro, bo niestety tak są obecnie odbierane brzmienia pokroju Pashy… 🙂

      i paradoksalnie, tak jak zauważyłaś, tylko perfumomaniak połapie się, że to pomimo nazwy i flakonu nie jest orient, ani zapach dla dziadka – ale przecież nikt już nie pamięta jak pachniały perfumeryjne killery lat 80 i 90-tych… 🙂

  2. Doczekałem się Piracie, nadszedł czas dla Pashy :). Znam je od lat, a to dzięki Tacie, który z lubością je używał i robi to nadal. Nie sposób pomylić je z innym zapachem, a fakt, że nie są powszechnie znane odbieram na plus, podobnie jak z Deklaracją czy Santosem. Ponieważ jeszcze w tym roku zamówię swoją pierwszą flaszkę Pashy (dotąd korzystałem z „resztek” tatusiowych), nasuwa się pewna obawa…. Ciekawe, czy przypadkiem Cartier nie namieszał, tak, jak to zrobił w Deklaracji….? Pozdrawiam, znowu świetna recenzja 🙂

    • he he dziękuję Ci… jest recenzja, bo wreszcie doczekałem się próbki, gdyż Paschę trudno zdobyć, bardzo trudno… owszem to bardzo mocny, wyrazisty i specyficzny zapach, ale przy tym diabelnie męski i władczy… co do reformulacji, to moje źródełko jest z 2008 roku, więc głowy nie dam… 😉

  3. Dawno nie czułem tego bogactwa dlatego ponieważ gdzieś go przesunąłem za to bezsprzecznie męskie wybrzmienie. Ze mnie zbyt młody typek by nosić takie dziełko. Charaktery też mamy odmienne ale doceniam jak inne kompozycje tej szanownej marki. Na razie moim nieustannym faworytem od Cartiera pozostaje wrażliwy Must.:)

    • he he narde, a gdzie Ty wyszarpałeś tester Paschy?… owszem to zapach dla zdecydowanie dojrzałego mężczyzny, a co do Must to uwielbiam, posiadam i recenzja już niebawem… 🙂

  4. Piracie, a czy zetknąłeś się już z najnowszym Pasha Noir ? 🙂
    Właśnie wróciłem z lokalnego Douglasa i cieszę zmysły tą wyjątkową wonią…, nieco odmienną od protoplasty. Na pewno jest ciekawie, lecz poczekam na Twoją recenzję. Pozdrawiam 😉

    • jeszcze nie, ale wiem o jego istnieniu już od przeszło miesiąca i czekam na próbkę… jak będę miał szczęście to może uda mi się go opisać jeśli próbka dopisze, bo coś mi się wydaje, że wąchany kilka tygodni temu na lnianej ściereczce nie pachniał tak jak powinien układać się na skórze, ale jest wyraźnie bardziej kwiatowy i ździebko słodszy z tego co zauważyłem, również pozdrawiam… 🙂

    • Nowa Pasha jest bardziej subtelna i delikatniejsza. Tez wachałem ten zapach jest naprawde bardzo ciekawy.

      • owszem, jest delikatniejsza, ale zachowała charakter pierwowzoru, co bardzo mnie cieszy…

  5. Kupiłem! Mam nadzieję, że nie pożałuję wyboru…;-)

    • starą (EdT) czy nową (EdP) wersję?…

    • EdT. Człowieku!!!!!!!!To jest coś pięknego . DZIĘKUJĘ ZA INSPIRACJE!

  6. Nie mam próbki, kiedyś testowałem, lata wstecz…
    Pięknie czekam na recke genialnego Cartiera 😀

    P.S. ..w sumie o Nemo też bym poczytał u ciebie 😉

    • kto wie, może już niebawem jak szczęście dopisze, a próbkę Nemo chyba gdzieś mam, ale głowy nie dam… 🙂

  7. Testowałem raz – wtedy wybitnie kojarzył mi się z przepoconym wschodem (kminek), ale w tym dobrym sensie. Czuć kunszt Cavalliera, z tego co pamiętam nie było w Pashy dużo słodyczy i chwała mu za to. Sama kompozycja bogata i otulająca (w przeciwieństwie np. do Rive Gauche), jednym słowem – oldskul (a ja lubie oldskul 🙂 ).

    • owszem nie jest słodki, jest raczej wytrawny i nieco cierpki (dużo zależy tu od konkretnej skóry, z której się go wącha)… też lubię oldskul, choć nie ukrywam, że musiałem poświęcić parę lat by do niego dojrzeć i móc go docenić… szczególnie, że wkraczam w wiek, gdy mogę go już nosić, bez popadania w groteskę… 🙂

  8. Ja pamiętam że masz, zapiewiam cię.., no chyba że zgubiłeś 😉

    • wybacz, zgubiłem się… 😉 czasem nie ogarniam już co i gdzie mam poupychane po szufladach, bo nie ma tygodnia by nie przyszły jakieś nowe próbki… 🙂

  9. Rafale – cieszę się, że zapach trafił w Twój gust… 😉

  10. Sam odpsikiwałeś chwile przed pożegnaniem w KrK ode mnie z flakonu 😉
    Też bym tak chciał..

    • narde pamiętam, ale widzę, też w szufladzie zawiniątka z próbkami, które mam od ponad roku i nawet nie miałem okazji ich jeszcze rozpakować… 🙂 żeby się z tym wszystkim obrobić, musiałbym pisać po 2-3, góra trzy zdaniowe recenzje dziennie (tylko gdzie tu miejsce na miarodajność testu), albo zrezygnować z pracy zawodowej i zarabiać na reklamie… 😉 z trojga złego, wolę już stan obecny… 🙂

  11. Rozumiem, dlatego rzeczywiście zostań w obecnym stanie. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich 😉

    • te tak myślę… 🙂

  12. Dla mnie zbyt podobny do Houbigant’a – Duc de Vervins, którego nie cierpię… miałem 100ml de Pasha w 2002 roku. Ale po zużyciu około 20ml „powędrował” dla taty. Zbyt nobliwie wybrzmiewał… natomiast Rive Gauche, Egoiste i Ungaro III uwielbiam.

    • he he, tata pewnie się ucieszył… 🙂

  13. Czy Pasha nie miała reformulacji ostatnim czasem ? Uwielbiając perfumy Cartier-a chciałem spróbować klasycznej Pashy. Niestety nie wyczuwam jej na skórze ani odrobinę. Dla porównania zapodałem na blotter i efekt ten sam. Gdzieś po godzinie dało się wyczuć tylko lekko ziemisty aromat. Piracie jak myślisz ? Dzień nie ten, czy może reformulacja ?

    • hmmm nic mi o tym nie wiadomo, ale niewykluczone – wszak to nie jest informacja którą producent chce się chwalić. Tyle, że: wąchałeś Paschę czy nową Paschę Noir, bo Noir pachnie wyraźnie delikatniej. Nie potrafię też tego zweryfikować, gdyż w żadnej perfumerii w Opolu klasycznej Paschy nie mają, a ja dysponuję wyłącznie flaszką z przed około dekady.

      • Klasyczną taką jak na zdjęciu w dużym Warszawskim Douglasie. Może kojarzysz House of Beauty w Arkadii. Kiedyś podejdę do testów jeszcze raz i sprawdzę batch code.

        • no u siebie Paschy nie widziałem, no bo Opole jest zbyt mało prestiżowe na Paschę i powinniśmy się cieszyć, że sa inne Cartiery i Hermesy. Zresztą Pascha jest dość specyficzna jak na gusta przeciętnego polaka i pewnie dlatego niezbyt się sprzedaje. Dziwne to bo kupujemy arabskie kebaby, a arabskiej Paschy nie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: