Napisane przez: pirath | 27 listopada 2013

Annick Goutal – Ambre Fetiche, czyli zmysłowa symfonia łagodności…


Mam szczególną słabość do zapachów Annick Goutal, głównie ze względu na tę specyficzną delikatność, ujmującą zwiewność i nietuzinkowe podejście do dobrze znanych nut, które marka lubi ukazywać w zupełnie odmiennych, lżejszych odsłonach… sięgnąłem po próbkę z Ambre Fetiche, zaaplikowałem na dłoń i wąchając je po raz pierwszy, pomyślałem ulaaaa laaaa… a później dodałem: to będą prześliczne, zmysłowe, delikatne, ciepłe i otulające perfumy skórzano ambrowe

Delikatne i cudownie otulające brzmienie Ambre Fetiche natychmiast skojarzyłem z równie subtelną interpretacją kadzidła, w moim ulubieńcu od Annick Goutal, czyli Encens Flamboyant – gdzie zdawać by się mogło ciężkie kadzidło, ukazano z niewymowną wręcz finezją i niewinnością, godną dziewicy OrleańskiejEncens pachnie po prostu zniewalająco, a Ambre Fetiche zaaranżowano z tą samą lekkością, gdzie nuty pachną dyskretnie niczym muśnięcie i subtelny, miękki dotyk, wyrażający miłość w najczystszej postaci… mógłbym pławić się w tej otulającej orgii bez końca… drzemać w jej ramionach i sycić zmysły emanującym od nich błogostanem… te perfumy są jak ciepła pościel, z której przedwcześnie wyrwani – na powrót się weń wślizgujemy, aby jeszcze przez chwilę oddać się rozkosznej drzemce…

śpiąca kobieta

Zaskakujące jest to, że te perfumy zaczynają tak, jak zazwyczaj perfumy kończą… zupełnie jakby bazę zamieniono z otwarciem miejscami, gdyż nie często się zdarza, aby perfumy pachniały na wstępie ambrą, benzoesem i cudownie miękką skórkąAmbre Fetiche są przy tym nie tyleż niszowe, co bardzo w stylu Annick Goutal – czyli zaskakująco lekkie, przystępne i łatwe do pokochania… są łatwe, wręcz uwodzicielskie i absolutnie strawne od przysłowiowego pierwszego niucha – czego nie mogę powiedzieć nawet o mym dotychczasowym skórzanym faworycie, czyli arcypięknym Cuir Ottoman od Parfum d’EmpireAmbre Fetiche są jeszcze łatwiejsze, są jak pluszowa maskotka… są jak widok kochanej z wzajemnością osoby, jej ciepły uśmiech i rozpostarte w geście powitania, gotowe do przytulenia ramiona… moszczą się na skórze jak mruczący na kolanach kocur – dosłownie stapiają się z nosicielem, tworząc prawdziwą symfonię dyskretnej błogości…

reklama Annick Goutal - Ambre Fetiche

W fazie głębokiego serca, perfumy robią się nieco gourmand – popadając w nieco cukierniane klimaty pachnące czekoladą i wanilią… klimaty ambrowe stopniowo odchodzą na dalszy plan (a czegóż tu nie było, labdanum, styraks, benzoes i ambra) i zapach ulega stopniowej metamorfozie… no cóż, to co piękne nie trwa wiecznie, a szkoda, bo nie miałbym nic przeciw temu by akord otwarcia i serca, poprowadzono do samego zmierzchu kompozycji… jakże miłe dla nozdrzy klimaty ambrowo skórzane, oddalają się i zapach staje się bardziej wytrawny, wręcz suchy i pylisty… zapewne dodatek irysa odbił swe chłodne piętno na ciepłym, otulającym brzmieniu tych perfum i zaczynają przypominać mi mniej ostrą i pieprzną odsłonę Azzaro Visit i coś popadającego w pylistość sproszkowanego węgla z Balmain Carbone… to wprawdzie tylko niuans, ukazany w tle bukietu, ale niewątpliwie okazał się przysłowiową łyżką dziegciu na niewinnym obliczu Amber Fetiche

para kochanków

Wstępując w okowy wspomnianej suchej pylistości, zapach ukazuje też swoje drugie skórzane dno, zdecydowanie bardziej dojrzałe i swoiste – lecz niestety nie tak uwodzicielsko piękne jak w przypadku aranżacji utkanej w ambrowo żywicznego otwarcia… w pełni dojrzałe stadium Amber Fetiche wybrzmiewa głównie skórą, nieco cięższą, bardziej surową i dobitną – też piękną, nieznacznie złagodzoną wanilią, ale uleciała gdzieś ta zniewalająca lekkość i przytulność z początkowej fazy tych perfum, choć miłośnicy perfum z wyraźnym akcentem skórzano benzoesowym, ceniący subtelne klimaty Lubionowego Idole, będą ukontentowani… jeśli bardzo zgrabny i przyjemny bukiet tych perfum zestawić ze świetną projekcją i tytaniczną wręcz trwałością (u mnie ponad 12 godzin), Amber Fetiche staje się szczególnie godny polecenia… zwłaszcza jeśli nie lubimy skóry zwalistej i wybrzmiewającej w klimacie rustykalnym, jak w Cuir Pivera i Ambre Russe Lutensa

reasumując: z początku jest jak anioł, niosący spływający na nozdrza błogostan, a który w późniejszej fazie zstępuje z nieboskłonu na pylistą powierzchnię ziemskiego padołu… pomimo iż stracił przez to część swej zniewalającej, nieziemskiej mocy, którą koił, pieścił i wprawiał w błogostan – wciąż pachnie zaskakująco przyjemnie i zaskakująco przystępnie jak na standardy niszy… dla miłośników subtelnych klimatów skórzano ambrowych pozycja obowiązkowa…

przypomina mi: znacznie delikatniejszą odsłonę Parfum d’Empire Cuir Ottoman, muśniętą w fazie dojrzałej suchą pylistością Azzaro Visit i utrzymaną w nieco powściągliwej, acz diabelnie łatwej w odbiorze stylistyce Lubin IdoleAnnick Goutal - Ambre Fetiche EdP

2007

Isabelle Doyen i Camille Goutal

Głowa: labdanum, kadzidło, styraks, ambra, wanilia,
Serce: irys, benzoes,
Baza: skóra, wanilia, geranium, paczula,

Reklamy

Responses

  1. No popatrz, a na mnie to labdanowo-skórzany potwór, surowy i ascetyczny w okazywaniu uczuć (by nie napisać – srogi). PS. Jaka zmysłowa recka, zakochałeś się, czy może premia jaka wpłynęła na konto? 😉

    • he he, ani jedno, ani drugie, po po prostu strasznie mi się te perfumy podobają… 🙂

  2. Już zeszłego roku miałem stestować tę kompozycję ale jakoś mi wyleciało, więc dzięki za przypomnienie. 🙂
    Nowa ambra do kolekcji na zimę o takim obliczu w sam raz będzie. A skórę bym jakąś nową wychaczył dla siebie… 😉

    Naprawdę rozróżniasz styrax i benzoes? 😀 -mam rozumieć że styrax jako drzewo a benzoes jako żywica z tego drzewa, bo to jest to samo żyjątko. Już nieraz to rozkminiałem no i znów okazja by nie dało mi to spokoju 🙂

    • cała przyjemność po mojej stronie… uwielbiam perfumy skórzane, zwłaszcza te epatujące delikatnością i popadające w subtelną słodycz, a te na dodatek pachną skórą w dwóch odsłonach…

      szczerze? wąchane oddzielnie (styraks i benzoes) pachną dla mnie łudząco podobnie – więc nie byłbym tu w stanie wyłuszczyć obu jednocześnie, więc wymieniłem obie nuty… abstrahując od wykazu nut, staram się wymieniać tylko te nuty, które rzeczywiście poczułem, a że nie mogę się z całą pewnością zdecydować którą z nich czuję, wymieniłem obie… 🙂

  3. Wiesz, o ile mi wiadomo do produkcji perfum używa się przeważnie absolutu z samej już ‚gotowej’ gumo-żywicy z drzewa Styrax Benzoin. Drewna jako takiego się nie stosuje. Dlatego domniemam że ze względu na to samo źródło w obiegu są dwie prawidłowe nazwy które określają tę samą woń. A sam aromat może się nieznacznie różnić w zależności od wielu znanych nam czynników. Tak myślę 😉

    • w sumie masz rację – tyle, że w perfumiarstwie obie nazwy nie występują jako synonim (labdanum-czystek, agar-oud, nieśmiertelnik- kocanka, etc), a jako dwa odrębne składniki… o ile sobie przypominasz Krakowskie warsztaty, Sabbath pokazała nam i granulki styraksu i grudki benzoesu… 🙂

      sądzę, że czymś muszą się jednak różnić, może metodą pozyskiwania – choć dobrze wiedzieć, że z moim nosem nie jest tak do końca źle, skoro jednego od drugiego nie odróżniam… 😀

  4. A jakie to dwie odsłony skóry w Fetishe bo chyba przeoczyłem..?

    • w pierwszej fazie dominuje miękka skórka zaaranżowana przez benzoes, labdanum i ambrę, zaś w fazie dojrzałej rozkwita skóra właściwa, już oparta na nutach animalnych…

  5. Niestety pamiętam tylko granulki o jasnej barwie i wapnistym zapachu. A one nijak się miały do dobrze znanej mi żywicy…Muszę koniecznie to zbadać jeszcze dokładniej.

    Czuję że to będzie udana Ambra tego sezonu, brzmi bardzo zachęcająco 🙂
    A co do animalności to tak właśnie wybrzmiewa dziś na mnie Aoud Man..,spowity dzikim miodem.

    • te granulki pachną zupełne inaczej, jak je rzucić na rozżarzony węgielek, jak zresztą wszystkie żywice (kadzidła)… 🙂

    • Witam Narde 🙂 Żebyś nie mówił że sieję tyko zament 😉 to polecam zakupić olejek benzoes z Zielonego Klubu.Moim zdaniem jest wyjatkowy,skórzany żywiczny,doskonale łączy się z alkoholem a z pomarańczą i pozostałymi składnikami pozwala wyczarować akordy zbliżone do Terre-Hermesa i do Habanity-Molinard,Jevel-Michalef i wiele innych.Oczywiście dla tych co lubią sami poeksperymentować :)Pozdrawiam.

  6. Nie wszystkie i niezupełnie. Żywica styrax benzoes ( ta pomarańczowawa)pachnie bardzo podobnie jak ta w postaci palonej…Choć wiadomo że podczas spalania ujawniaja się jej nieco inne spekty. Ale surowo podana, zawiera wszystkie swoje cechy charakterystyczne. Czego nie można powiedzieć o Olibanum czy Mirrze.(?)

    • niektóre substancje lotne (aromatyczne) żywic, stają się aktywne dopiero po podgrzaniu a wręcz spaleniu – stąd zupełnie inne brzmienie olibanum w stanie surowym (grudek) i zapachu kadzidlanego dymu… z jedzeniem i perfumami jest podobne, bo pierwsze po podgrzaniu pozwala łatwiej przyswoić smak i zaczyna roztaczać swój aromat, a drugie w wyższej temperaturze osiąga zdumiewający przyrost „sprawności” w epatowaniu bukietem… a wszystko zawdzięczamy połączonym siłom fizyki i chemii, choć z drugiej strony to przykre, że czasem trzeba coś nieodwracalnie zniszczyć (spalić kadzidło) by cieszyć się jego walorami w pełnej krasie… 😉

  7. taki urok 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: