Napisane przez: pirath | 1 grudnia 2013

Mirato – Malizia Uomo Gold, czyli trącące plagiatem, acz zaskakująco miłe odkrycie…


Wybrałem się dziś do Tesco i krążąc pomiędzy regałami, doszedłem w końcu do działu z kosmetykami… tradycyjnie obrzuciłem regał wypełniony głównie oryginalnymi alternatywami innych zapachów – ale w pewnym momencie coś mi mignęło… podeszwy zapiszczały o kafelki, wyhamowałem niemal w miejscu i wrzuciłem wsteczny (przy wtórze nieodzownego przy moich gabarytach, czujnika cofania)… piiip!, piiip!, piiip!, w końcu znów stanąłem przed regałem i przecieram oczy ze zdumienia… obok bardzo przeze mnie lubianej i cenionej (za niesamowicie przyjemny i oryginalny bukiet – przy jednocześnie niezwykle przystępnej cenie) Malizii Uomo Vetiver, stoi sobie Malizia Uomo Gold

No wreszcie! (pomyślałem, sięgając po wystawiony tester), mam okazję poznać i sprawdzić, jak pachnie wersja Gold – której poza internetem, jeszcze na żadnej półce sklepu stacjonarnego nie uświadczyłem… psiknąłem kilka razy na wierzch dłoni i nadgarstek i czekając aż nośnik odparuje – ruszyłem dalej… jakież było moje zdziwienie, gdy już po pierwszym niuchu – od razu stwierdziłem, że to Dolce & Gabbana Pour Homme… i żeby była jasność, nie chodzi o podobieństwo stylistyczne – to jest dosłownie Dolce & Gabbana Pour Homme z 1994 roku, którego flakon mam przecież na półce…

Mirato - Malizia Uomo Gold EdTchodzi o ten produkt

Mirato - Malizia Uomo Gold dezodorant perfumowanyale w tej wersji, czyli dezodorant perfumowany

Pojęcia nie mam kiedy powstało Uomo Gold (nie dokopałem się do tej informacji), natomiast dokopałem się na jednej z niemieckojęzycznych stron, do pełnego wykazu nut wspomnianej Malizii Uomo Gold – i chyba nie muszę Wam mówić, że w ponad 90% jest identyczny ze składem Dolce & Gabbana Pour Homme (przy okazji, te perfumy nie powstały w 2012 roku i na polskiej fragrantice jest błąd – bo w tym roku co najwyżej dokonano kolejnej ich reformulacji)… oczywiście wykaz nut to tylko rys poglądowy, gdyż nigdy nie jest kompletny i w jakimkolwiek stopniu wiążący – ale nie da się zaprzeczyć, że to co czuję na dłoni, pachnie identycznie jak Pour Homme… przypadek? nie sądzę…

Ale mimo wszystko dostrzegam pewien pozytyw w tej sytuacji… nie sądzę, by Mirato świadomie popełniło plagiat, bo w końcu Malizia to marka własna i firma nie zajmuje się produkowaniem podróbek, alternatyw i zamienników udających znane oryginały… niewątpliwie ktoś tu od kogoś ściągał, albo inspirował się cudzą pracą – gdyż podobieństwo obu zapachów jest zbyt uderzające, by można mówić o przypadkowej zbieżności… Dolce & Gabbana Pour Homme, to wspaniała, nośna, wytrawna, diabelnie męska i swoista kompozycja i nie sposób jej pomylić z czymkolwiek innym… nie mam prawa zarzucić którejkolwiek ze stron plagiatu, ponieważ nie posiadam informacji, kiedy Mirato wypuściło na rynek Malizię Uomo Gold… na ten moment mamy więc na rynku dwa identyczne zapachy, dwóch różnych marek i pod dwoma różnymi nazwami handlowymi…

Dolce & Gabbana Pour Homme EdTMalizia Uomo Gold, pachnie do złudzenia jak Dolce & Gabbana Pour Homme

Wprawdzie tester, z którego dzięki dobrodziejstwu Tesco skorzystałem, to nie EdT (woda toaletowa), lecz dezodorant perfumowany w sprayu (dziwne ustrojstwo – ale pewnie rozchodzi się o niższe niż w przypadku perfum i wody toaletowej stężenie ekstraktu), więc teoretycznie w tej formie ma prawo pachnieć mniej intensywnie i krócej niż bardziej stężona woda toaletowa – ale jak dotąd minęło kilka godzin i zapach naprawdę ostro daje po nosie… zmierzam do tego, że mamy na rynku dwa produkty pachnące niemal identycznie (biorę poprawkę na dysonans związany z rozbieżnym stopniem koncentracji) ale jeden kosztuje grubo ponad 100 zł za 50 ml, zaś drugi ~30 zł za 100 ml perfumowanego deo lub 50 ml EdT (podpowiem, że DEO na alledrogo jest jeszcze ze dwa razy taniej)… a więc jeśli lubicie te perfumy (nie wątpię, że Pour Homme ma wielu zwolenników), wiedzcie, że na rynku występuje też ich tańsza i równie dobra alternatywa i aby raczyć się wspaniałym bukietem tych perfum – wcale nie trzeba się uciekać do nabycia szemranych substytutów…Malizia Uomo Gold EdT

Głowa: bergamotka, mandarynka, pomarańcza, neroli, cytryna,
Serce: lawenda, szałwia, estragon, kardamon, pieprz,
Baza: drewno sandałowe, cedr, bób tonka, piżmo, tytoń, irys, kumaryny,

Reklamy

Responses

  1. Nie pamiętam tego D&G więc nic mi to nie mówi ale do Tesco podejść mogę 🙂

    • Świetna wiadomość ! 😀 Na bank zaopatrze się w butelkę

      • he he, wersja deo wytrzymała na mnie ponad 6 godzin, EdT pachnie pewnie dłużej – i nawet biorąc poprawkę na tytaniczną trwałość produktu duetu D&G, za tę cenę warto… 🙂

    • no to chyba najlepszy męski zapach w ofercie D&G, bardzo specyficzny, ziołowy i wytrawny… warto go poznać, bo nigdy nie wiadomo w czym tkwi nowa miłość… 🙂

  2. Nie znam starej wersji D&G ale cieszy mnie ta informacja. ps jeśli dysponujesz pustymi atomizerkami na próbki to podeślij mi 5 sztuk bo nigdzie nie moge kupić tych małych fiolek.

    • Tomku, wkrótce mam nadzieję na pozyskanie większej partii, to Ci wyślę, ale na ten moment wciąż czekam na mój umówiony kontakt… cierpliwości… 😉

  3. Na allegro za 8.99 zł.

    Nic tylko brać i testować 🙂

    • ekhm, pozwoliłem sobie wymoderować link do konkretnej aukcji, gdyż nie chcę uprawiać kryptoreklamy – i nie wątpię, że moi czytelnicy potrafią korzystać z allegro… 🙂

  4. Nie znam starej wersji D&G,ale mam Malizie Gold,którą porównujesz do D&G.
    Znam za to zapach Davidoff Good Life,który w swojej recenzji również porównujesz do D&G PH.A tu to już mi się wydaję że Malizia Gold i Good LIfe to dwa różne zapachy….

    • widzisz każdy zapach na kimś innym pachnie trochę inaczej i nie wątpię, że na Tobie może pachnieć inaczej niż u mnie… inna sprawa, że gdy powstawał wpis o Davidoffie, nie znałem jeszcze bardzo dużej ilości dostępnych na rynku perfum (wciąż znam ich tylko ułamek), więc nie znając lepszej alternatywy – wskazałem zamiennik, który najbardziej na ten moment ilustrował bukiet tych perfum…
      z perspektywy czasu i nabytej wiedzy, dziś nie określiłbym Davidoffa jako klona Dolce – a co najwyżej zapach podobny do niego stylistycznie…

  5. Kupiłem ten Malizzia Gold razem z wetiwer i Musk z rok temu zainspirowany twoją opinią o Wetiwer piracie i mam je na półce.Teraz psiknałem gold -on do mnie nie przemawia,wetiwer używałem parokrotnie idąc na basen bo jak pływam czuję się w nim świeżo i czysto i o dziwo woda chlorowana go nie zmywa, a ten gold to w moim oczuciu orientalna ambra leciutko podprawiona kolendrą i przyprawami oraz labdanum cedrem i sandałem,dla mnie ledwo wyczuwalna, choć bardzo ciepła i korespondująca z jesienną aurą.Przypomina mi Tobacco Oud Toma forda i jeszcze bardzo podobny Ambre Noir od Ives Rocher.czy powąchałeś również musk?Polecam szczerze Amber Wood teraz do kupienia w Zarze jest moim zdaniem nowoczesny, ciepły i otulający i bardzo podobny do Gold Malizzia.

    • Piotrze niestety nie znam zapachów o których wspomniałeś, ale prościej chyba będzie jak sprawdzisz na sobie wspomnianego Dolce, gdyż jest dostępny w każdej sieciówce…

  6. Czy jest opcja, aby edt i dsp wersji gold to byly inne zapachy? Zgodnie z powyższym wpisem gold edt podobne do yr ambre noir? Przecież gabbana a yves to dwie odmienne grupy olfaktoryczne.

    • nie sądzę, gdyż zazwyczaj oferta komplementarna (deo, sztyfty, AS, żele, balsamy i pianki) to ta sama mieszanka zapachowa, choć już w przypadku EdT i EdP różnice i rozbieżności w samym bukiecie potrafią być znaczne… ale nawet wówczas główny temat kompozycji zostaje dobrze zachowany… tym niemniej ja wąchałem tylko wersję DEO, zaś o tym jak pachnie na mnie wersja EdT nie miałem możliwości sprawdzić… grupami olfaktorycznymi, a nawet podawanym przez producenta składem bym się nie sugerował, bo to często czarnowidztwo i cechy mniej lub bardziej wydumane – więc skupił bym się na efekcie końcowym, uzyskanym na skórze…

      oto przykład:

      Balmain – Carbone – wykaz nut
      Głowa: pieprz Bourbon, żywica elemi, zielony bluszcz
      Serce: czarna figa, kadzidło
      Baza: benzoes syjamski, kadziło,

      oraz Olfactive Studio – Autoportrait
      Głowa: bergamotka, elemi
      Serce: benzoes syjamski, kadzidło, piżmo
      Baza: mech dębowy (mąkla tarniowa), cedr, wetiwer,

      to tak naprawdę te same perfumy, pachnące identycznie – ale po wykazie nut można wywnioskować, że to zupełnie różne od siebie kompozycje… 🙂

  7. Ambre Noir Ives Rocher można zawsze przetestować w większym centrum handlowym a Malizzia Gold kupić za 20zł i też przetestować i mieć.Tak dokładnie zrobiłem aż zapomniełem co jest na którym nadgarstku.Oczywiście każdy z nas ulega złudzeniu że jak za 100ml zapłaci 190zł jak za Ambre Noir to myśli że to jest lepsze a tu niespodzianka-wcale tak nie jest bo chyba nawet sam Pirat po kilku godzinkach by się pomylił.a może to tylko ja nie wyczuwam różnicy.Polecam przetestować samemu i wyrobić sobie własne zdanie.

    • zanotowałem, dzięki… 😉

    • Każdy mógł by się pomylić zwłaszcza, że „po kilku godzinkach” i jednego i drugiego w ogóle nie czuć

  8. Testowałem dsp w tesco i faktycznie D&G PH. Kupiłem edt – inny zapach: słodki, lekko mdławy. Różnica ogromna.
    Niestety moje obawy się potwierdziły:((

  9. Ciekawe że wersja Malizia Gold EDT ma słabiutką opinie i to zarówno jeżeli chodzi o parametry jak i o sam zapach

    • Ciekawe ze Deo podobny jest do D&G a edt do YR bo nigdy bym tych dwóch nie powiazal. Jakas magia

      • pierwsze słyszę, deo i edt to stopień koncentracji, owszem ma pewny wpływ na brzmienia, ale głównie odpowiada za trwałość…

        • http://www.perfuforum.pl/viewtopic.php?f=42&t=4756&start=20 Chyba wiem o co chodzi: wersja Edt znacznie dłużej „trzyma” nutę głowy, która jest dosyć słodka przez, co podobna do YR Ambre Noir podczas gdy w wersji deo nuta głowy szybko ulatuje i zapach idzie w klimaty D&G PH przy czym nie wydaje mi się żeby to było zamierzone, po prostu tak im wyszło. Co do samych „perfum” no cóż sam zapach nie jest zły ale do parametrów Malizia Vetyver sporo mu brakuje.

          • wiesz z perfumami, a zwłaszcza ich trwałością jest tak, że najwięcej tu zależy od właściwości i chemii skóry. U jednych zapach będzie trwały, zaś u innych szybko się ulotni, dlatego każde jedne perfumy dobrze jest sprawdzić przed zakupem na własnej skórze…

    • wypróbuj i daj znać 🙂

  10. Zapach trzymający kilka godzin? Wolne żarty…. Kupiłem Malizię Gold z uwagi na ten artykuł oczywiście wersja perfumowany deodorant. Ucieszyłem się i zawiodłem jednocześnie. Zapach faktycznie bardzo mocno przypomina D&G Pour Homme, tylko co z tego skoro projekcja nie trwa nawet jednej godziny, a po 3h nie ma po nim śladu nawet przy skórze. Zapach ładny parametry beznadziejne. Rzecz jasna niczego więcej w tej cenie nie należy wymagać, jednak uważam, że autor skoro już się zabiera za tego typu test powinien przede wszystkim oceniać wersje retail i to zarówno deodorant jak i EDT, a nie żadne testery, o których w przypadku Malizii nie od dziś wiadomo, że parametrami odbiegają od tych, które kupuje klient..

    • Na fragrantice ten sam zapach ma 2 skrajne oceny jeśli chodzi o trwałość. U mnie tez sie malizia gold trzyma 1 może 2h ale niektórzy twierdza ze u nich jest znacznie dłużej i nie mam powodu zeby im nie wierzyć. Można tylko po zazdrościc „chemii skóry”

      • Myślę, że to nie jest kwestia PH. Skóra nie ma zdolności wydłużenia trwałości zapachu o kilka godzin… Zapach może się różnie zachowywać w zależności od PH, ale w to, że na jednym projektuje 1h, a na innym kilkukrotnie więcej to nie uwierzę. Po prostu żadna chemia skóra nie uczyni zapachu o dobrych parametrach z czegoś co ma beznadziejne parametry. Poza tym na Fragrantice jest jedynie pozycja wersji EDT, której Autor nie testował, a która wg. choćby tutaj się wypowiadających jest inna i nie pachnie podobnie do D&G Pour Homme. Autor testował tylko tester w wersji deodorant perfumowany. Najprawdopodobniej tester ma znacznie lepsze parametry. Tak, czy inaczej dla mnie Malizia Gold nie jest alternatywą dla DG, a raczej jedynie jej wspomnieniem. Czujemy go tylko my i to przez moment od psiknięcia. Wersja deodarant perfumowany (nie tester) ma parametry co najwyżej wody odświeżającej. Zamówiłem jeszcze EDT, więc zobaczymy, czy będzie lepiej, ale cudów nie oczekuję 🙂

        • Ogólnie się z tobą zgadzam. Nie sądzę jednak aby Malizia robiła specjalną linię produkcyjną dla testerów, jaki by to miało sens (zwłaszcza w tej cenie) ??
          Co do fragrantica chodziło mi o zasadę nie o ten konkretny przypadek – zobacz jakąkolwiek „perfumę” dla jednych trwałość jest bardzo słaba dla innych bardzo duża – co zresztą potwierdzają opinie choćby na perfuforum, jak to jest możliwe to nie wiem, nie mniej jednak tak jest – przykład pierwszy z brzegu na pirath’cie Malizia gold „trzyma”, czy choćby Lalique White o czym pisze w recenzjach, a narzeka na Zirh Ikon, który z kolei ja przy 3 psikach czuję cały dzień (tak że wszystko w naturze się wyrównuje ;D ).
          Przy czym zauważyłem że nie jest to zasadą tzn. trwałość na skórze jest zależna od perfum. Jedne trzymają u innych lepiej a z kolei inne gorzej i na odwrót.

          • zrozumcie… to jest MIT, że testery są trwalsze od wersji pułkowych/pudełkowych, prawdopodobnie wymyślony przez ludzi handlujących testerami, aby zyskać w oczach nabywców. A ludzie podchwycili tę bujdę i powtarzają innym, wprowadzając kolejnych w błąd. Tester to ten sam (pod względem perfum) produkt, co droższa wersja pudełkowa – tyle że rozlana do inaczej oznaczonych (często tylko naklejką) i opakowanych w skromniejsze opakowanie flakonów!.

          • Robienie lepszych testerów ma właśnie największy sens w produktach najtańszych, gdzie trzeba przekonać klienta, że zapach jest cokolwiek warty 🙂

          • Bzdura, tester musi dokładnie odzwierciedlać właściwości produktu, który prezentuje. A w przypadku najtańszych perfum niemal w ogóle nie trzeba zabiegać, by przekonać kogoś do zakupu. Klient zaczyna się zastanawiać dopiero, gdy coś jest drogie i zaczyna kalkulować.

          • @pirath
            Mitem jest, że wszyscy producenci robią lepsze testery od produktów nabywanych przez klientów. Ale tak samo mitem jest, że żaden producent tego nie czyni. Kupiona przeze mnie Malizia Gold w wersji Deo Spray absolutnie nie posiada parametrów opisanych w teście.

          • Więc poprzestań przy swoich mitach i wierze w wyższość testerów nad produktem pułkowym, a ja poprzestanę na faktach. Tester ma dokładnie tę samą zawartość co produkt, który sobą reprezentuje i nie podlega to dyskusji. Wyobraź sobie skalę pozwów sądowych za sprzedanie komuś produktu innego niż w wersji testowej. Podłoże i przyczyny rozbieżności w trwałości u poszczególnych osób wyłożyłem dość obszernie, zresztą zwróć uwagę, że żaden producent nie deklaruje minimalnej trwałości i niczego nie obiecuje, właśnie ze względu na powyższe. Z trwałością perfum jest tak jak ze średnim spalaniem samochodu. Jednemu wyjdzie 4 litry na 100, a innemu 9 i obaj będą mieć rację, bo nie mówimy tu o parametrach deklarowanych, miarodajnych i możliwych do zadeklarowania/zagwarantowania (jak pojemność silnika i ilość biegów) a osiągach zależnych od preferencji i modelu jazdy użytkownika pojazdu. Przełóż to sobie teraz na język perfum i zrozumiesz dlaczego tak po prostu jest i dlaczego kiepska trwałość nie jest to powód do np. reklamacji.

          • @pirath
            Wszystkie testery każdego producenta są zgodne z produktami retail? To nie jest żaden fakt, tylko naiwna wiara niestety. Nie odkryłeś Ameryki, że ten zapach może się inaczej zachowywać na dwóch osobach, ale nie aż tak, że na jednym godzine, a na drugim kilka razy dłużej. Mitem jest sugerowanie, że chemia skóry może niesamowicie podkręcić parametry jakościowo słabiutkiego produktu. Podobnie jak niestety tylko twoją wiarą jest przekonanie, że producentom nie wolno podkręcać testerów.

            Zarzucasz mi pisanie mitów, ale swojego argumentu nie uwiarygodniłeś jakimś konkretem, który by producentom zakazywał tego typu praktyk. To jasne, że poprzestaniemy na własnych zdaniach, ale to ja opieram się tutaj na faktach np. twierdząc, że nie ma takiego zakazu, który sugerujesz.

            Trwałość perfum nie jest powodem do reklamacji nie dlatego, że miałaby być kiepska, tylko dlatego, że producenci w żaden sposób jej nie reklamują, a więc klient nie ma podstaw do roszczeń związanych z wprowadzeniem w błąd.

        • tu nie chodzi o PH, to zbytnie uproszczenie, bo znaczenie ma również skład skóry, dieta, ciepłota skóry, ukrwienie miejsc na które aplikujesz, wilgotność powietrza i tzw. chemia skóry, więc mechanizm kształtujący i charakteryzujący trwałość perfum jest dość złożony i indywidualny, podobnie jak subiektywny jest sam odbiór i skala, która u każdego jest inna. Bzdura, tester ma, bo musi mieć identyczne parametry co produkt półkowy, a deodorant perfumowany to raczej nieokreślony wynalazek, który może mieć różne, bo niezdefiniowane odgórną normą parametry. Co więcej zauważyłem, że teoretycznie bardziej skoncentrowane i pozornie trwalsze wersje EdP i pure Parfum często wypadają w praktyce dużo słabiej i pachną krócej oraz mniej intensywnie, niż teoretycznie słabsze wody toaletowe, więc jak widać teoria lubi rozmijać się z praktyką. A jeśli porównać obecne brzmienie D&G Pour Homme z Malizią Uomo Golkd – dostajemy bardzo dobrą alternatywę, za niewspółmiernie niższe pieniądze. Owszem prawie czyni różnicę, ale ile osób wychwyci różnicę? Daj znać jak z trwałością wersji toaletowej, ale w ciemno twierdzę, że be będzie bardziej nośna i trwalsza, pozdrawiam

          • Zobaczymy jak to będzie z wersją EDT. Może być trwalsza, bo nabyłem wraz z gold deo spray także malizię vetyver (okropny amolowy śmierdziel) i faktycznie tutaj EDT jest całkiem trwałe. Można snuć opowieści o zachowaniu perfum na różnych skórach, ale prawda jest taka, że jak parametry produktu są słabiutkie to żadna chemia skóry wiele tu nie pomoże.

          • Owszem, trwałość wynika pośrednio z samej jakości produktu (jakości składników i stężenia nut zapachowych), ale jest to parametr niedefiniowalny – czyli nikt nie zagwarantuje, że zapach będzie na każdym tak samo trwały i bez znaczenia jest czy kosztuje 10, 100 czy 1000 zł. Niestety żyjemy w czasach gdzie cena nie jest już wymiernikiem jakości, bo nierzadko producent wody za kilkadziesiąt złotych przyłożył się do jej zrobienia lepiej, niż znana i ceniąca się marka.
            p.s. to nie opowieści, to czysta autopsja. możesz się ze mną przemawiać że na Tobie coś pachnie krótko. I nie zapominaj, że to iż Ty już nie czujesz – wcale nie znaczy, że nie czują inni. Niech posłużę się przykładem Gucci Pour Homme II na którego sam utyskiwałem za jego domniemaną nietrwałość, a po 8 godzinach wciąż dostawałem komplementy, czym tak ładnie pachnę. A więc trwałość perfum to bardzo płynne zagadnienie i jak widać mocno zależne od punktu widzenia i wąchania.

      • wcale mnie to nie dziwi, bo u każdego trwałość jednych i tych samych perfum będzie inna. To zależy wyłącznie od właściwości i chemii skóry, oraz wrażliwości i percepcji zapachowej – więc jedni będą zachwyceni, zaś inni zawiedzeni trwałością, stąd dobrze jest przed zakupem sprawdzić ten parametr na własnej skórze. Owszem mam bardzo przychylną dla trwałości perfum skórę, choć nie dla wszystkich nut.

        • Gdzieś czytałem nie pamiętam czy to był wywiad (moze z Geza) czy cos innego w każdym razie wychodziło z tego artykułu ze trwałość perfum zależy od życzenia klienta i ew.od użytych składników. Taki Kurkdijan jak chce to robi perfumy ktore projektują >12h (jpg, narcisco, inne) a jak nie chce to nie robi (choćby autorska kolekcja). Wydaje mi się wiec ze może to być prawda. Jestem przekonany ze jakby JC Ellena chciał to by ogródki miały trwalosc Terre jednak tego nie zrobił z jakiegoś powodu.

          • owszem, trwałość perfum można założyć i regulować za pomocą chemii, a konkretnie różnej maści utrwalaczy i wzmacniaczy (podobnie jak ze smakiem jedzenia). Podobnie wiele zależy tu od użytej palety składników, bo jedne z natury pachną dłużej inne krócej, stąd przykładowo zapachy cytrusowe pachną krótko (wspomniane kompozycje Elleny), a inne, oparte na nutach ciężkich i esencjonalnych, utrzymują się na skórze bardzo długo. Istotne jest też stężenie olejków zapachowych, ale wpływ na trwałość i przede wszystkim lotność perfum mają również temperatura i wilgotność, więc założenie to jedno – a co wyjdzie w praktyce to drugie. Ja bym obstawiał, że 60-70% leży po stronie samych perfum, a reszta to właściwości skóry i warunki w jakich są wystawione na ekspozycję (są używane). A co do Elleny, on tworzy dla idei i treść stawia ponad formą, więc jego dzieła są monumentalne, porywające i widowiskowe, ale okupiono to niewielką trwałością. Perfumy pachnące sugestywnie i naturalnie, niczym prawdziwy owoc lub sceneria, niestety tracą swą lekkość i autentyzm, gdy wzbogacić je wianuszkiem chemicznych wspomagaczy, które kaleczą i zacierają subtelność naturystycznie ujętej kompozycji. Reasumując, perfumy mogą być bardzo trwałe, aczkolwiek zależy to od bardzo wielu czynników – więc nie da się odgórnie zagwarantować określonej trwałości, stąd zwykle podaje się ją umownie.

        • Mogę uwierzyć w jakieś drobne różnice, ale nie w to, że chemia skóry u jednego przedłuża 6-krotnie trwałość zapachu w stosunku do kogoś innego 🙂 Dlatego bardziej skłaniam się do wersji, że tester, którym się psikałeś został nieco podrasowany względem wersji retail. Aż tak gigantyczne różnice w parametrach nie biorą się tylko z indywidualnych wrażeń i PH skóry.

          • Wierzyć można w różne rzeczy, nawet w mity o nadprzyrodzonych właściwościach testerów, ale pozwól że ja poprzestanę na niezbywalnych faktach. Nasza rozmowa przypomina dyskusję wierzącego i ateisty, z tym że ja moje stanowisko opieram na faktach, logice, fizyce i chemii oraz znajomości regulacji prawnych, a Ty wierzysz i powtarzasz z uporem bajki. Zastanów się nad konsekwencjami prawnymi i blamażem producenta, który zdecydowałby się mamić i okłamywać potencjalnych klientów, oferując mu podrasowany tester i słabszą wersję do zakupu. Nawet serki i jogurciki serwowane na degustacjach w marketach, to ten sam produkt co na półkach, a przecież mowa o żarciu za parę złotych. Takie coś po prostu by nie przeszło i producent stosujący taką zagrywkę byłby spalony – pomijając konsekwencje prawne za świadome oszukanie i wprowadzenie nabywców w błąd. Wyobraź sobie że telewizor demo w markecie ma matrycę Full HD i 5 portów HDMi, a model który kupiłeś już tylko HD i połowę portów deklarowanych w przypadku sprzętu demo (naszego testera). Mam nadzieję, że ta analogia jako przykład wystarczy, by Ci to uświadomić. A jeśli nie, to kolejny przykład. Powiedz mi po ilu piwach będziesz tak pijany, że padniesz nieprzytomny i wytłumacz mi – a najlepiej zapewnij mnie, że u mnie ten sam efekt wystąpi po identycznej ilości piw. No bo skoro indywidualne preferencje organizmu nie mają według Ciebie znaczenia, to obaj powinniśmy paść po X piwach i wytrzeźwieć w tym samym momencie, czyż nie? 🙂

          • Właśnie niestety sęk w tym, że się nie opierasz na faktach, tylko nas czarujesz się opierasz na faktach. Testery jako w 100% zgodne z produktami retail wszystkich marek to niestety nie jest żaden fakt, lecz naiwna wiara. Liczą się konkrety, a nie czarowanie. Skoro twierdzisz, że jest to zabronione to mnie nie interesują opowieści podparte historyjkami jogurcikowymi, tylko konkrety, a więc poproszę konkretny zapis prawny, który uniemożliwiałby wystawienie na półce testera o lepszych parametrach w stosunku do tego co nabywa klient. Jeśli nie przytaczasz to naprawdę żadne jogurciki nie sprawią, że swoją wiarę przemienisz w fakt. Póki co bazujesz na własnych subiektywnych odczuciach i wyobrażeniach. I ja również, tyle, że ja to konfrontuję z:
            a) brakiem zakazu prawnego jaki sugerujesz,
            b) własnym doświadczeniem i informacjami nt. różnic tester vs. retail dotyczących niektórych marek,
            c) znakomitą większością opinii w necie o tym zapachu (szczególnie wersja deo spray) oraz ich gigantyczną rozbieżnością z twoimi wrażeniami z testera.

            I tyle, nie ma się co denerwować, że ktoś opisuje fakty 🙂

          • he he równie liczne są opinie i doniesienia o tym, że ktoś widział Yeti, UFO albo Elvisa, ludzie wierzą i powtarzają różne rzeczy, że nie wspomnę o religiach opierających się tylko na wierze… Co nie zmienia faktu, że to bajki, mitologia i urojenia, które niestety przez wielu traktowane są na poważnie i powtarzane jako prawda – podobnie jak Twoja niezachwiana wiara, w wyższość testera nad produktem półkowym. Powtórzę raz jeszcze, nie mam zamiaru udowadniać że ziemia nie jest płaska, więc odwracając pytanie – przytocz mi jakąkolwiek oficjalną wypowiedź/ oświadczenie jakiegokolwiek producenta/kontrolera – kogokolwiek kto może przedstawić, potwierdzić i imiennie podeprzeć się pod wynikami badań laboratoryjnych, potwierdzających urojenia, które próbujesz mi tu wciskać… podpowiem, nie znajdziesz, więc nie kompromituj się, bo niewiedzę i nieświadomość można wybaczyć i skorygować, ale twoje świadome trwanie przy swoim, polemikę z faktami i powtarzanie takich bzdur publicznie, to po prostu głupota… 🙂

          • @pirath
            Ehh i znowu ten autorytatywny ton… Wszystko z czym nie zgadza się pirath to „przedmiot wiary”, bo tylko on opiera się na faktach 🙂

            Już napisałem co miałem napisać w mojej odpowiedzi na samym dole. Tutaj nie zamierzam więcej dodawać poza tym, że proszę nie przekręcać moich wypowiedzi. Możesz sobie głęboko wierzyć, że nie ma na rynku testerów podrasowanych, możesz to sobie nawet nazywać „faktem”. Proszę jednak nie wkładać w moje usta sugestii jakobym uważał, że absolutnie wszystkie testery, albo ich większość to są wersje lepsze do tego co dostaje klient. Takie sformułowanie z moich ust nie padło.

    • widzisz, trwałość u każdego objawia się inaczej i nie mamy na to wpływu. Skóra każdego człowieka inaczej przenosi określone wonie, czasem sprzyjając wydłużeniu brzmienia kompozycji, a czasem po kilku godzinach zapach znika. Niewiele można na to poradzić, z tym się trzeba po prostu pogodzić. Nie bardzo rozumiem dlaczego miałbym oceniać tylko retile, skoro nie od dziś wiadomo, że tester NIE MA PRAWA różnić się w czymkolwiek od wersji pudełkowej (zakładając że oba są z tej samej serii)? To ten sam produkt (ciecz), więc wersja opakowania nie ma żadnego znaczenia i wpływu na sam test. Co zaś się tyczy wersji deodorant, to ze względu na nikłą trwałość samych dezodorantów, nie biorę tej wersji koncentracji (podobnie jak after shave) w ogóle pod uwagę. Równie dobrze mógłbym opisywać antyperspirant pod pachę, albo szampon – gdyż trwałość kompozycji zapachowej jest w tego rodzaju produktach na zbliżonym, bardzo niskim poziomie 🙂 A klientom po prostu radzę czytać etykiety, bo oznaczenia EdP, EdT, EdC, Deo, AS i EF – same w sobie i bez testu sugerują z jakim poziomem względnej trwałości będziemy mieć do czynienia po użyciu.

      • Nie ma czegoś takiego jak „tester nie ma prawa się różnic od wersji retail”. Niestety ma prawo, nie ma żadnych prawnych obostrzeń, a producenci mogą w tym zakresie robić co chcą. Sam niejednokrotnie spotkałem się z lepszymi testerami niż wersje zafoliowane, choć oczywiście nie znaczy to, że większosć firm tak postępuje. Nikt nie każe robić testów after shave i dezodorantu, ale jednak EDT (zwłąszcza EDT) to powinno byc minimum i chociaż porównanie do deo spray, szczególnie, ze jak się okazuje z doniesień wielu użytkowników wersje te od siebie odbiegają kompozycyjnie, gdzie EDT podobno niewiele ma wspólnego z DG Pour Homme.

        • Otóż nie mogą, bo wersja pokazowa musi mieć identyczne parametry co produkt, który sobą reklamuje, koniec i kropka. Regulują to stosowne przepisy sankcjonujące dopuszczenie produktu do obrotu, w oparciu o zadeklarowany przez producenta skład i określone w karcie charakterystyki normy – do których przestrzegania producent się zobowiązuje i które podlegają kontroli. Nawet auto pokazowe u dealera, choć w full opcji wyposażenia i dodatków, jeśli ma 3 litrowy silnik – to nawet samochód w bieda wersji, ale tym samym motorem pod maska, musi mieć te same parametry i osiągi co silnik w wersja demo – ale to chyba oczywiste, prawda?. Więc nie pisz mi bzdur, że wielokrotnie spotkałeś się z procederem lepszych testerów, bo albo to sobie uroiłeś, albo sięgnąłeś po tester w innej koncentracji – ale to nie zamierzone działanie producenta, tylko twoja ignorancja lub niedopatrzenie. To jedyne prawdopodobne wyjaśnienie takiego fenomenu, bo w całym swoim życiu, tylko raz miałem styczność z podobnym przypadkiem, że Tester EdT pachniał inaczej niż produkt EdT. Ale sprawa się szybko wyjaśniła – gdyż ów tester był w starej wersji z przed prawie roku, a produkt na półce był w nowej wersji poreformulacyjnej i ot cały sekret. Zawiniła perfumeria, bo z nową dostawą, powinni byli wymienić tester, na ten, odpowiadający oferowanej wersji produktu.

          Nikt nie wystawia testerów AS bo to nie ma sensu, gdyż najwięcej o zapachu mówi tester EdT/EdP – gdy AS, czy DEO jest jedynie wspólnym tematycznie elementem jednej linii, elementem większej kolekcji, o tym samym zapachu, acz różnych parametrach i przeznaczeniu. Zrozum wreszcie, że tester EdT i produkt EdT MUSZĄ pachnieć identycznie i ta zależność nie podlega dyskusji.

          • Otóż wersja pokazowa nie musi mieć identycznych parametrów. Fajnie by było, ale niestety producenci nie mają takiego obowiązku, co nie znaczy, że taką praktykę stosuje większość marek. Nie mam do tego wiedzy, aby to twierdzić i zresztą nie sądzę aby większość marek podkręcała swoje testery, szczególnie tych droższych. Podobnie jak ty nie masz żadnej wiedzy, by twierdzić, że producent nie może wystawiać lepszego testera i że żaden tego nie czyni. Niestety szczególnie tańsze marki często uciekają się do tego sposobu, aby skłonić klienta do zakupu taniego badziewia. Przykłady to chociażby David Beckham, czy STR8 (tutaj wręcz kosmiczne rozbieżności). Zdarza się to nawet w nieco wyższej półce np. jeden z moich ulubionych zapachów Lacoste Essential (sprzed reformulacji) w wersji tester zawsze był trwalszy i mocniejszy od wersji retail, a wiem to po zużyciu kilku flakonów obu wersji. Tester zawsze wypadał lepiej w tym konkretnym przypadku, więc proszę nie opowiadaj bajek, że to nie ma miejsca.

            Przytocz konkretny zapis prawny nt. testerów perfum, a nie znowu swoje wyobrażenie interpretacji przepisu, który ma się nijak do tego o czym tutaj mówimy. Tester jest formą reklamy producenta, a reklama nie we wszystkich aspektach musi odpowiadać rzeczywistości, nie wspominając o czymś takim jak „product is subject to change without notice”, a także to, że wrażenia zapachowe to kwestia mega indywidualna i trudna do zmierzenia.

            Zwróciłem jedynie uwagę, że testuje się przede wszystkim EDT (i to nie tester, tylko retail), a ty mi z after shave’ami wyskoczyłeś jakby tutaj ktokolwiek tego oczekiwał 🙂

            Mniej czary-mary, a więcej konkretów proszę 🙂

          • Słuchaj, męczy mnie ta czcza dyskusja, bo nie mam czasu ani ochoty udowadniać komuś, że ziemia nie jest płaska… Masz wątpliwości?, to zwróć się do producentów i dystrybutorów perfum, najlepiej formalnie zarzucając im stosowanie podobnych, oszukańczych praktyk – w końcu twierdzisz że masz rację, nie? Jestem pewnie, że PIH i PZH wskażą ci odpowiednie regulacje i konkretne przepisy – ale wpierw zwróć się do perfumerii trudniących się sprzedażą testerów z pytaniem: czy testery które sprzedają są lepszej jakości, mocniejsze i trwalsze od produktów półkowych. Niecierpliwie czekam na skan z ich odpowiedzią… 🙂 bez urazy, ale nie mam ochoty kopać się z koniem…

          • Ehhh czyli to ja mam teraz udowadniać, że nie ma prawa zakazującego producentom wystawiania testerów o zmienionym składzie, a nie ty masz takie prawo pokazywać? 🙂 Ja nie mam wątpliwości, że część marek podrasowuje swoje testery, sam tego doświadczyłem i nie ja jedyny. To ty wyskoczyłeś z autorytatywną pewnością, że takich testerów nie ma, a żeby było zabawniej nie uwiarygodniłeś tego w żaden sposób poza historyjkami o jogurcikach i silnikach samochodowych…

            Natomiast ja mogę dolać jeszcze więcej oliwy do ognia, podbudowując moją argumentację kolejnym faktem, poza wcześniej wspomnianym „subject to change without notice”. To będzie fakt banalny, a mianowicie często na półkach testery różnią się od produktów zafoliowanych choćby już tylko tym, że te drugie potrafią być już po reformulacji. Już tylko ten fakt czyni obie wersje różnymi względem siebie. No więc gdzie te pozwy sądowe, gdzie te masowe protesty? 🙂 Tester ma za zadanie zaoferować klientowi ogólne wrażenie z kompozycji. Nie ma obowiązku być toczka w toczkę identyczną kopią soczku znajdującego się w sprzedawanych flakonach. Napisałeś, że taki obowiązek istnieje, lecz w żaden sposób tego nie wykazałeś. Co więcej ogromnie mnie zaskoczyło, że w ogóle ktokolwiek mógłby powątpiewać w istnienie podrasowanych testerów. Cóż jesteś pierwszy 🙂

            Podsumowując twoje wrażenia z oceny parametrów jakościowych testera są sprzeczne z większością opinii o tym zapachu. To by było na tyle w kwestii FAKTÓW tego czy tester odzwierciedla wersję retail oraz jak się sprawują parametry tego produktu. Nikt ci nie zabrania wierzyć sobie w co chcesz, tylko nie nazywaj tego „faktami”, gdyż twoje wyobrażenie nie poparte dowodami z pewnością do kategorii faktów zaliczyć nie można. I jeszcze się autorytatywnie oburzasz, że ktoś ci to śmiał wytknąć. Tak na pewno wszyscy są w błędzie, tylko nie ty, w takiej sytuacji raczej wszystko już zostało napisane i faktycznie nie ma co się bić z koniem…. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć miłego użytkownia Malizii Gold. Dla mnie ten produkt to jedynie wspomnienie DNA z D&G Pour Homme, w żadnej mierze nie alternatywa.

          • Widzisz, różniąca polega na tym, że poruszając w stosownym wątku kwestię testerów – nie zająłbym stanowiska, nie mając absolutnej pewności, że mam rację. Ty twierdzisz że się mylę, wobec tego poproszę o konkretne i niezbite przykłady marek i ich produktów, które oszukują potencjalnych nabywców podstawiając testery o polepszonych, zawyżonych i w ogóle odmiennych parametrach, niż produkt półkowy. Skoro napisałeś, że możesz wskazać liczne przykłady tego rodzaju karygodnych praktyk, to poproszę konkrety. Prześlij mi kopię maila, w którym z imienia i nazwiska, donosisz stosownym organom – który zapach, jakiego producenta i w jakim sklepie (dokładny adres i przybliżona data) sprzedawany jest w oparciu o testery o zawyżonych i polepszonych parametrach. Skoro twierdzisz, że masz dowody i to co mówisz jest faktem i prawdą, to nie powinieneś mieć z tym problemu, prawda? Niecierpliwie czekam na Twoją wiadomość… 🙂

          • Skoro twierdzisz, że się mylę (ja przynajmniej powołałem się na racjonalną i rzeczową argumentację), to mi to udowodnij, przedstawiając te ponoć liczne przykłady oszustw ze strony producentów. Widzę po ostatniej wiadomości, że zaczynasz się wykręcać, ze stwierdzenia że wszystkie testery są lepsze – to może wymień chociaż przykłady tych, co do których masz pewność i przede wszystkim oficjalnie poinformuj o tym organy ścigania, bo to przestępstwo. Swoją drogą gratuluję uporu i determinacji w obronie tak wierutnego steku bzdur, albowiem tester ma za zadanie przedstawić potencjalnemu klientowi realne, a co za tym idzie prawdziwe – a nie wyśrubowane, polepszone lub w jakiejkolwiek formie lepsze parametry niż produkt, który sobą reklamuje. Testery to część flakonów pochodzących z jednej transzy produkcyjnej rozlewni perfum – tyle że inaczej opakowane i stosownie oznaczone, wiec jakim cudem miałyby się różnić zawartością od reszty flakonów w ładniejszych kartonikach?

          • Przecież już wskazałem takie produkty i to co najmniej 3 marki. Czytamy uważnie 🙂 Ja mam ci przedstawiać dowody? Na co na to, że nie ma prawa zakazującego testerów odbiegających od wersji retail? Nie żartuj. To ty wyskoczyłeś z takim prawem, a na moje pytanie nie potrafiłeś go przytoczyć, bo zwyczajnie go nie ma. Ja nie mam wątpliwości, że część marek stosuje podrasowane testery. Natomiast nigdzie nie twierdziłem, że wszystkie. Mogę się wypowiadać jedynie o tych, które sam pod tym względem zweryfikowałem i takie przykłady już podawałem (STR8, Lacoste Essential, DB). Masz wątpliwości idź pytaj pań w Sephorze i Douglas’ie, ja ich nie mam. I na przyszłość ilekroć będziesz w perfumeriach stacjonarnych polecam weryfikować kody testerów i wersji retail, a następnie po stwierdzeniu rażących rozbieżności w dacie produkcji (i wiedzy o czasie reformulacji) wszcząć raban i postraszyć przepisami, których nie potrafisz wskazać 🙂 Z mojej strony EOT.

          • Nie, nie wskazałeś. Czekam na skan pisma lub maila, w którym z imienia i nazwiska wskazujesz stosownym służbom, konkretne marki i produkty, co do których masz pewność, że przy sprzedaży perfum stosują testery o odmiennych (na plus) w stosunku do reklamowanego produktu parametrach jakościowych. Zresztą te same służby wskażą ci na życzenie podstawę prawną i przepisy regulujące odnośnie zasad, których istnienie kwestionujesz. Ponieważ proceder o którym wspominasz jest ściganym z urzędu przestępstwem, liczę że niezwłocznie wskażesz winnych – a ja w obliczu niezbywalnego dowodu, w postaci wszczęcia wobec owych firm postępowania karnego, z przyjemnością przyznam się do błędu publikując stosowne oświadczenie i przytaczając dostarczony przez twoją osobę materiał dowodowy. A do tego momentu wciąż twierdzę, że trollujesz mi bloga, wyssanymi z palca bredniami… 🙂

          • Po pierwsze nie proceder – przypominam, że w świetle prawa nie jest to zabronione. Po drugie to nie ja mam problem z faktem uznania testerów niektórych marek odbiegających od wersji retail, tylko ty nie jesteś w stanie przyznać oczywistego faktu, zasłaniając się przy tym argumentacją bez pokrycia, bo wydaje ci się, że tester, którego testowałeś ma identyczne parametry c retail i to pomimo, że nikt prócz ciebie nie wskazuje na takie parametry tego konkretnego produktu. Po trzecie jakoś szczególnie nie cierpię z powodu cwaniakowania co poszczególnych producentów, w końcu testery są łatwo dostępne do kupienia w internecie. Wreszcie po czwarte jeśli ktokolwiek miałby tu na cokolwiek czekać to raczej czytelnicy na przedstawienie dowodu na twoje wymysły w postaci prawnego obowiązku identyczności testera z produktem retail, a przede wszystkim na rzetelny test porównawczy EDT vs Deo Spray.

            Chętnych przekonać się jakie opinie przeważają o parametrach wynalazku Malizii zachęcam na chociażby perfuforum, zresztą nie tylko nt. zapachu GOLD.

            Teraz to już faktycznie EOT. Na więcej emocjonalnych zaczepek w autorytatywnym tonie nie odpowiadam 🙂

          • tak jak myślałem, bełkot, odwracanie kota ogonem, więcej bełkotu i zero obiecanych – a ponoć niezbywalnych dowodów na ponoć oczywistą i niepodlegającą dyskusji wyższości testera, nad produktem komercyjnym… czemu mnie to nie dziwi?… no to wracaj na perfuformum i tam trolluj, tfu wciskaj ludziom swoje urojenia i teorie spiskowe… 🙂
            p.s. nie zapomnij napisać tam rzetelnego porównania EdT i Deo, oczywiście uwzględniając ich tuningowane testery 🙂

  11. Bardzo przyjemny zapach (edt) na chłodniejsze dni. Trwałość bardzo dobra, projekcja dobra. Myślę, że warto kupić. Pachnie drożej niż kosztuje. Pozdrawiam.

    • dokładnie, trudno uwierzyć, że to takie taniutkie – zwłaszcza gdy zerknąć na cenę mocno pochlastanego reformulacjami Dolce & Gabbana… również pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: