Napisane przez: pirath | 5 grudnia 2013

słówko o opakowaniach perfum, czyli jak nie dać się nabić w butelkę…


Muszę wyznać, że kwestia opakowań perfum nie stanowi dla mnie istotnego zagadnienia i mam do nich bardzo pragmatyczne podejście… swoje perfumy mógłbym trzymać nawet w butelkach po mleku, byleby atomizery były szczelne i dobrze rozpylały zawartość… owszem zdarza mi się zachwycić kunsztownie i pięknie wykończonym flakonem (zwłaszcza bogactwo orientalnych ornamentów oraz niebanalną formą tych co bardziej wyszukanych flaszek) – jednak bardziej przemawia do mnie piękno surowej prostoty, bez zbędnych dodatków… nigdy nie podjąłbym decyzji o zakupie perfum, ze względu na ich flakon – albo opakowanie, w którym ten flakon zamknięto/dostarczono…

Dla mnie liczy się wyłącznie zawartość flakonu, a puste opakowanie (w tym flaszki i kartonik) jako pozostałość po zużytym przedmiocie użytkowym, zazwyczaj wyrzucam… przecież nie będę ich eksponował na honorowym miejscu, niczym w PRL, kolekcję pustych puszek po piwie, kryształów i serwisów do kawy – narażając (w przypadku pełnych flakonów) kolekcję na uszczerbek, w długotrwałym kontakcie ze światłem… moim gościom ich egzotyczne nazwy też niewiele powiedzą – natomiast noszenie perfum na sobie ma tę zaletę, że zaintrygowani ludzie sami zagadują, co tak ładnie pachnie… 🙂

w temacie flakonów, interesują mnie następujące cechy:

– poręczność flakonu… komu kiedyś wymsknął się flakon i roztrzaskał o posadzkę (czasem ją też uszkadzając), albo musiał użyć obu rąk do przytrzymania go i dosięgnięcia atomizera – doceni zwarte, poręczne i kompaktowe konstrukcje, które obsługuje się wygodnie jedną ręką…

– jakość atomizera i jego szczelność… nic mnie tak nie irytuje jak ledwie psikający, zacinający się, lejący i pracujący jak sprężyny w starym materacu atomizer… nie lubię też jak trzeba używać wobec niego przemocy fizycznej, w celu wprawienia go w ruch… prawdziwą zmorą są też atomizery nieszczelne, co szczególnie drażni – gdy zapachu się nie używa, a wciąż go ubywa… najbardziej cenię te, które pozwalają na uzyskiwanie mniejszych lub większych objętości pojedynczego psika, np. poprzez wciśnięcie ich tylko do połowy – co pozwala na oszczędniejsze nanoszenie, co bardziej wyrazistych perfum…

– łatwość zdejmowania i stabilność zatyczki… nie lubię mocować się z zatyczką, korkiem ani nasadką, lubię jak schodzi z atomizera intuicyjnie – ale nie może być zbyt luźna, aby nie spadła w trakcie podróży… kiedyś zdarzyło mi się, że pozbawiony zatyczki flakon zaczął samoczynnie psikać, miotając się po wnętrzu walizki…

zaś w temacie kartonika (ew. skrzyneczki, czy co tam producent wymyślił):

– kartonik… gdyby był większy, dałbym kotom do zabawy – ewentualnie wysyłam w nich większą partię próbek, co by poczcie trudniej było zmiażdżyć zawartość… 😉

reszta istotnych zagadnień od strony technicznej, to:

– pojemności flakonów… jeśli mamy tylko kilka flaszek, które używamy regularnie, warto kupić możliwie największą pojemność… perfumy o małej pojemności, rzędu 30-50 ml są zazwyczaj tylko symbolicznie tańsze niż te o pojemności 100-125 ml, gdyż taka jest polityka producenta… opakowanie to niestety jeden z największych (obok marketingu) kosztów towarzyszących produkcji perfum, więc czasem warto dołożyć te 10-30 % i kupić opakowanie o większej pojemności… opakowania o relatywnie małej pojemności doskonale nadają się do zabrania ich w podróż (wielkość i ciężar) oraz w sytuacji gdy mamy liczną kolekcję perfum , sięgamy po dany zapach rzadko i nie chcemy trzymać większej ilości w obawie, że nie zdążymy takiego flakonu zużyć, nim zawartość flakonu się przeterminuje…

– zamknięcia flakonów… obecnie najpopularniejszą wersją perfum są flakony wyposażone w wygodny i szybki atomizer… pozwala on na precyzyjne i w pełni kontrolowane (ilościowo) użycie perfum i doskonale zabezpiecza zawartość przed wietrzeniem i parowaniem – choć wbrew pozorom nie nie chroni przed dopływem powietrza atmosferycznego, które dostaje się do wnętrza flakonu grawitacyjnie, w miejsce ubywającej cieczy…

są jeszcze flakony w wersji splash, tzw „chlapanej„, z której perfumy można wylać na dłoń, aby się nimi skropić (bardzo popularne w przypadku wód po goleniu, albo niektórych perfum damskich, np. oldskulowe edycje Chanel No 5)… to najstarsza i jednocześnie najbardziej niedoskonała wersja zamknięcia (często spotykana we flakonach vintage), gdyż „czopujący” flakon korek, rzadko kiedy jest szczelny… metoda aplikacji (przez kontakt ze skórą maczanego w zawartości korka) i bezpośrednie wystawienie na powietrze i kontakt z sebum skóry – ma bardzo niekorzystny wpływ na trwałość perfum w takim flakonie… poza znacznie niższą żywotnością perfum w tego rodzaju flakonie – zapach może też samoczynnie odparować, zwłaszcza jeśli zapomnimy domknąć zatyczkę albo korek…

perfumy wysoce skoncentrowane (ekstrakty) albo attary (perfumy których nośnikiem jest nie np. alkohol, a wysokiej klasy olejek) mają korek zaopatrzony w szklany „patyczek„, którym po zanurzeniu w perfumach (jak pędzelek, w przypadku lakieru do paznokci) oszczędnie i precyzyjnie nanosi drogocenny (i bardzo intensywnie pachnący) płyn na skórę, zazwyczaj przez dotknięcie i wtarcie perfum w ciało (co poniekąd kłóci się z zasadą nie wcierania i nierozcierania perfum o ciało, gdyż zmienia to ich zapach)… ta metoda, choć oszczędniejsza w porównaniu z wersją splash – również nie należy do higienicznych, dlatego zaleca się, by po naniesieniu perfum, obetrzeć „pręcik” czystą chusteczką, nim znów zanurzymy go w zawartości flakonu…

– co znaczy to 3,4 Fl.oz.?… to nic innego jak pojemność danego flakonu, ale wyrażona nie w mililitrach (system metryczny), a uncjach objętości (system imperialny), gdzie przyjmuje się (niezbyt dla europejczyka intuicyjny) przelicznik z galonu (ichniejsze litry) na uncje (nasze mililitry)… i tak nasze 50 ml to wg. standardów imperialnych 1,7 fl.oz., a 3,4 fl.oz. to oznaczenie flakonu o pojemności 100 ml… i tu mała uwaga, bo system imperialny nie jest ujednolicony i na przykład według standardów amerykańskich (gdzie 1 uncja to 1/128 a nie 1/160 galonu) 50 ml, to 1,6 fl.oz.… i pomyśleć, że do późnych lat 50-tych, Anglicy nie chcieli zrezygnować ze swojego przelicznika miar i jednostek – uważając nasz podział (1 cm to 1/100 metra, 1 ml to 1/1000 litra i np. 1 grosz to 1/100 złotówki) za uwaga, nieintuicyjny i niepraktyczny… 🙂

Pozwolę sobie nieco odejść od głównego wątku i zacytować jeden z genialnych przypisów Terrego Pratchetta z Dobrego Omenu, w którym tak oto opisuje brytyjski system monetarny: „Informacja dla młodzieży i Amerykanów. Jeden szyling= pięć pensów. Łatwiej można zrozumieć starożytny system finansowy Armii Tropicieli Wiedźm, jeśli zna się pierwotny system monetarny brytyjski. Dwa ćwierciaki= jeden półpens. Dwa półpensy= jeden pens. Trzy pensy= trojak. Dwa trojaki= szóstak. Dwa szóstaki= jeden szyling, czyli bob. Dwa boby= floren. Jeden floren i jeden szóstak= półkoronowka. Cztery półkoronówki= banknot dziesięciobobkowy. Dwa banknoty dziesięciobobkowe= jeden funt (czyli 240 pensów). Jeden funt i jeden szyling= jedna gwinea. Brytyjczycy opierali się przed przyjęciem dziesiętnego systemu monetarnego, ponieważ uważali, że jest zbyt skomplikowany.

a teraz pora na zwyczajowe bajania (dla wytrwałych, bo niemiłosierna dłużyzna)…

Zaraz ktoś mu wypali, że przecież topowy luksus rządzi się swoimi prawami i wysokiej jakości materiały i opakowania są wręcz niezbędne, aby trafić do określonego grona przyzwyczajonych i oczekujących zbytku nabywców… owszem, ale nie mówimy o zrobionych w jednym egzemplarzu perfumach (najlepiej z ceną w dublonach), mających zaspokoić oczekiwania sułtana Brunei – lecz zapachach będących w zasięgu przeciętnie zarabiającego, a ukierunkowanego na realizację celów, korporacyjnego leminga… sądzę, że w roli najlepszego narzędzia do epatowania swoim statusem majątkowym, lepiej sprawdza się zaparkowany na podjeździe Mercedes CL 6,3 AMG, tudzież Alfa Brera (w aspekcie epatowania pięknem), albo Monet, który niby w roztargnieniu zawisł w kibelku – niż misterny i drogocenny flakon, który i tak po opróżnieniu wyrzucimy?… ale ok, kto bogatemu zabroni – gorzej w sytuacji, gdy zamknięty w tym drogocennym opakowaniu zapach, nie idzie jakościowo w parze, ze swym wymuskanym zewnętrzem…

Czasem mam wrażenie, że producenci tak bardzo skupiają się na zewnętrzu – iż zapomnieli o istocie tematu, czyli samych perfumach… piękny flakon i misterne pudełeczko o luksusowym wykończeniu, dopieszczona kampania promocyjna, znana gęba na plakacie lub w filmiku – a zawartość pachnie jak „weź pan skocz po wino„… osobiście mogę trzymać perfumy w butelce po lemoniadzie, byle zamknięcie było szczelne i atomizer pracował bez zarzutu… nie przeszkadza mi, że mam oryginalnego flakonu, a tylko odlewkę i nie spędza mi to snu z powiek… czyżbym był zdziczałym nerdem i kompletnej znieczulicy na piękno i wrażliwości porównywalnej z butwiejącym podkładem kolejowym?… wbrew pozorom cenię piękno i lubię rzeczy ładne,  ale wolałbym podziwiać jakiś piękny, robiony na zamówienie, tudzież antyczny mebel, interesujący bibelot, albo nietuzinkową umywalkę – niż zmywarkę do naczyń Prada Edition, tudzież blender z cekinami od Swarovskiego… perfumy jako przedmiot materialny, są dla mnie dobrem użytkowym, jak szczoteczka do zębów, laptop i mikrofalówka – zaś piękno, szlachetne materiały i artyzm, wolę kontemplować na rzeczach rzeczywiście stworzonych dla podziwiania ich urody, tudzież wypoczynku w miłym dla oka otoczeniu… ale to też kwestia umowna i co kto lubi…

Biorąc do ręki flakon nie obchodzi mnie, że to wenecki kryształ, ma pozłacany korek, i obszyty jest skórką z nietoperzowych napletków – a skrzyneczka jest z drewna, które sadził za młodu Jan Chrzciciel we własnej osobie… oczywiście ironizuję, ale po prostu mnie to nie rusza i postrzegam to jako klasyczny przerost formy nad treścią – który jednak nie pozostaje bez znaczenia na cenę gotowego wyrobu… z drugiej strony nie wątpię, że część ludzi chętnie da się porwać nietuzinkowemu opakowaniu, pięknej formie flakonu, szlachetnym materiałom i epickiemu dossier – opiewającemu w samych superlatywach te wszelkie wyjątkowe cechy, które nabędziemy wraz z danym flakonem… czasem gdy czytam opis jakichś wybitnie ekskluzywnych perfum, mam ochotę producenta całować po stopach – za to, że wspaniałomyślnie zechciał to w ogóle zaoferować na sprzedaż… a jednak to nie wspaniałomyślność, tylko całkiem przyziemna próba zmanipulowania i wpłynięcia na klienta poprzez misterną grę pozorów… jak można pisać o wyjątkowości, elitarności i niepowtarzalnym pietyzmie – skoro mowa o produkcie jak najbardziej komercyjnym i wyprodukowanym w celu sprzedania go?… niepowtarzalny i wyjątkowy to może być obraz, rzeźba, albo jeden jedyny egzemplarz Ferrari 250 GTO, które ekscentryczny właściciel, postanowił kreatywnie „zarżnąć” kolorem sino koperkowym – dorzucając do kompletu lamparcią tapicerkę, a nie flaszka „tłuczona” niejednokrotnie w tysiącach egzemplarzy…

Do tego dochodzi jeszcze aspekt dorabiania ideologii i przedstawiania rzeczy i cech oczywistych, jako coś rewolucyjnego i przełomowego… jak powiedziała mi ostatnio znajoma – szlag ją trafił, gdy czytała dossier jakiegoś producenta kosmetyków, a w tłumaczonym tekście stoi „rewolucyjna pomadka„… a cóż w niej takiego rewolucyjnego?… ano nic, znaną od kilkudziesięciu lat cechę ubrano w nowy, chwytliwy slogan reklamowy, coś w deseń „no more obfajdana łapa” – reklamujący przełomowy papier toaletowy, o aż czterech warstwach!… Wy też zauważyliście, że każda kolejna generacja męskich maszynek do golenia, posiada o co najmniej jeden rząd ostrzy więcej?…  albo klękajcie narody, bo „słoiczki naszych kremów mają odkręcane wieczka„…. łaaaał!, Wielki Zderzacz Hadronów w CERN’ie, to przy tej innowacji jakaś zapuszczona latryna na Podbeskidziu… normalnie poczułem się jakby od nowa wynaleźli koło, albo co najmniej sześciopak piwa!… no ale gdy się nie ma pomysłów i realnych inwencji do zaoferowania – to trzeba na siłę dorabiać wyższą ideologię do tego co się ma i wciskać ludziom starocie i truizmy jako cuda niestworzone, koniecznie z dopiskiem New! i najlepiej na oczojebnym, żółtym tle…

Jestem wybitnie nieczuły i odporny na bajeczki o wyjątkowości, elitarności (w końcu perfumy to produkt komercyjny i na sprzedaż), szczególnym pietyzmie przy doborze najbardziej wyszukanych składników (co najmniej jakby budowali procesor, albo prom kosmiczny), bajanie o dotąd nieosiągalnym luksusie (którego częstokroć najzwyczajniej nie czuć), piania nad drogocennym flakonem i kunsztownym opakowaniem (nie obchodzi mnie jak wygląda garaż, w którym parkuję auto którym jeżdżę) i pierdylion górnolotnych aktów strzelistych, mających mnie przekonać o wyjątkowości tych jedynych w swoim rodzaju perfum… „dla pewnego siebie, pełnego życia, aktywnego i seksownego mężczyzny – który zniewala i elektryzuje swym zapachem kobiety„… normalnie koleś pachnący tym objawieniem, powinien zapładniać je samym wzrokiem!… zasada jest prosta – jeśli zapach nie potrafi obronić się bukietem – to choćby zapakowali go w jajko od Faberge i dali cenę jak za kawalerkę na Złotej 44, nijak mnie to nie rusza (przepraszam, nie jestem snobem)… a najgorsze jest to, że chętnych do miłego połechtania ego (któż nie chce mieć czegoś wyjątkowego i poczuć się wyjątkowo), próżności, snobów i nowobogackich z pękatymi portfelami nigdy nie zabraknie – więc hulaj duszo, piekła nie ma… 😉

Advertisements

Responses

  1. Perfumy to z założenia towar luksusowy więc lubie jak flakon ma elegancki dizain ale też bardziej interesuje mnie jakość samej cieczy. ps świetnie napisany i przydatny tekst

    • dzięki, oczywiście to kwestia preferencji, każdy ma inne i dla każdego liczą się inne kluczowe cechy produktu, przyświadczające i optujące za jego zakupem… przykładowo kupując laptopa patrzę na parametry matrycy, rodzaj procesora i zwracam uwagę na kulturę pracy (przegrzewanie się i cichość sekcji chłodzenia), zaś jego wygląd i kolor (poza czerwienią bo nie znoszę), a tym bardziej marka nie ma dla mnie większego znaczenia… nie rozumiem jak można coś kupić mając za podstawowe kryterium wyłącznie wygląd i cenę (koniecznie wysoką) – a wyobraź sobie, że znam osobiście taką osobę… i ten argument, padając z jej ust, dosłownie mnie powalił – czyniąc dalszą dyskusję w oparciu o jakiekolwiek inne argumenty, za kompletnie bezcelową… 🙂

  2. Pięknie nam się rozkręciłeś. Dobry tekst 🙂
    Osobiśce uważam perfumy za dzieła sztuki. Pomijając czy to Mainstream, nisza, produkty o orientalnym rodowodzie lub domowe robótki próbujących swoich sił swieżutkich nosów-pasjonatów. To w większości twory które (bez całej otoczki marketingowej itp..) są godzinami czasu spędzonego w miejscu ich tworzenia w stanie wymagajacym ludzkiej kreatywności. Wiadomo że większość kreatorów, głownie tych pracujących na zlecenie nawet pojecia nie ma w co firma ubierze później ich pachnidła… Jakkolwiek by jednak nie było, jeśli produkt jest spójny co zawsze podświadomie da się odczuć to opakowanie nadaję im pełniejszy kontekst. Jak i nazwa bez której dzieło byłoby nieskończone chyba że taki był faktyczny zamysł twórcy co również wynika z jakiegoś artystycznego kontekstu i ma a bynajmniej powinno mieć swoje uzasadnienie. Od zawsze odzienie pachnidła miało wielkie i nieprzypadkowe znaczenie i było to dużo wcześniej nim wymyślono chorą politykę zysków z sprzedaży.
    Lubię patrzeć na flakony i podziwiac ich design ponieważ kocham piękno więc otaczanie się nim w każdej formie z pewnością ma sens. Mam gdzieś że trzeba trzymać flaszki w szafie by dłużej żyła ciecz bo taka zasada..
    Naprawdę mógłbyś posiadac wszystkie swoje zapachy w reklamówkach z Biedronki? 😀
    Praktyczna strona to już wiadoma sprawa bo gdzieś musi być równowaga w sposobie użytkowania. Ale jeśli wszystko działa, jest szczelne to chyba nie się co czepiać. Nie da się wszystkim dogodzić dlatego jak dobrze że mamy z czego wybierać i każdy ma szansę by znaleźć coś dla siebie 🙂

    • he he narde, widzę, że Ty również się rozkręciłeś… 🙂 ja rozgraniczam perfumy jako ciecz generującą zapach, posiadającą bukiet, nuty i akordy i perfumy jako przedmiot (w sensie flakonu) i każde z nich oceniam za pomocą odrębnej skali… podział na niszę i mainstream choć trochę na siłę, również jestem w stanie sobie racjonalnie wytłumaczyć i choć sztuczny i płynny – honoruję ten podział, choć nie wedle deklaracji i umiejscowienia przez producenta, lecz wedle własnych odczuć, bo nie wszystko co jest mianem niszy tytułowane, jest nią w istocie… podobnie zresztą podchodzę do określania przeznaczenia perfum względem płci…

      mało który perfumiarz sam decyduje o tematyce i jej wyrażeniu za pomocą określonej wizji tematycznej, albo tworzy całkiem swobodnie, np. do szuflady – zazwyczaj są to konkretne zlecenia, na konkretnie skrojone pachnidło, pod konkretnego odbiorcę… o flakonie decyduje już ktoś inny (w zależności na co jest zapotrzebowanie), a dossier można sklecić dosłownie na papierze, co w przypadku woni niezbyt specyficznych, a bardzo ogólnikowych (tzw uniwersalnych) pozwala tak naprawdę na nieskończoną kreację i ilość wariacji… tak naprawdę często przypadek i konieczność, a nie planowanie z góry i z wyprzedzeniem decyduje o tym jako co skończy dana kompozycja… świetnym tego przykładem są korporacje zrzeszające nosy, które tworzą pod precyzyjnie zadeklarowane oczekiwania, potem pakuje się taki zapach w odpowiedni flakon, dorabia odpowiednią ideologię i gotowe… sporo firm kupuje gotowe kompozycje i same decydują o ich ostatecznym kształcie, który zastajesz później na półce perfumerii…

      ja rozumiem, że opakowanie jest ważne, bo ludzie kupują oczami, lubią piękno i estetykę, ale jakie jest praktyczne uzasadnienia aby zapakować perfumy w kryształ wykończony złotem, gdy stoi on na półce w łazience i nie widać tego całego kunsztu w noszonym anonimowo na ciele zapachu?… to nie jest biżuteria, ubranie, ani nawet oprawki okularów, perfumy to rzecz dość osobista i mentalnie oscylująca bardziej w okolicach bielizny którą nosimy pod ubraniem niż drogim zegarkiem, którym lubimy błysnąć w towarzystwie… 🙂
      noszonymi perfumami trudno się jest chwalić, podkreślić swój wyjątkowy status, bogactwo i elegancję, gdyż epatowanie za pomocą perfum nie ma dosłownego przełożenia na kreowanie wizerunku, gdyż przeważająca większość ludzi większą uwagę przywiązuje do zmysłu wzroku i słuchu niż węchu… 😉

      dlatego oceniając kompozycję nie biorę w ogóle pod uwagę wyglądu flakonu, ceny, a sama marka służy mi jedynie za orientacyjny drogowskaz czego mogę i powinienem się (głownie w kontekście stylistyki i jakości) spodziewać poi produkcie z konkretnym logo… uważam perfumy w sensie kompozycji za dzieło skończone i w pełni niezależne od otoczki w którą je ubrano, która często nie wyraża nic, a to dla mnie największa zbrodnia, nieporównywalnie większa niż kiczowaty i obciachowy flakon…

      tak, wygląd flakonu nie ma dla mnie żadnego znaczenia, gdyż wybierając zapach na dany dzień kieruję się swoim samopoczuciem i zachcianką na określone klimaty, otwieram szafkę, sięgam po flakon, nanoszę zapach, odstawiam flakon i zamykam szafkę i koniec… przecież nie będę z tą flaszką biegał po mieście, rozkoszując się jej piękną formą, gdyż nie jest to kluczowy i w najmniejszym stopniu istotny element, w dodatku pozostający totalnie obojętny na sam zapach (pomijam nieszczelność i uszkodzenie atomizera)… istotą perfum jest zapach, a nie jego opakowanie i warto o tym pamiętać… 🙂

      i wreszcie, ładne opakowanie to wabik na klienta, który ma go zwabić do sięgnięcia po konkretną butelkę i nakłonić do powąchania… i tu wkracza akord otwarcia, ulotny, zniewalająco piękny i robiący za kuszącą i nie mówiącą wszystkiego wizytówkę danych perfum… zatem uświadom sobie, że zarówno opakowanie jak i akord otwierający to element bezwzględnej i nieprzebierającej w środkach kampanii reklamowej, która ma klienta najzwyczajniej w świecie urobić… 🙂

  3. Padłam! sprostuję jeszcze tylko ze perfumy zakrecane korkiem dobrze „skrojonym” są szczelne. Na prawdę, on jest tak docinany że nie tyle go wciskasz, co zakrecasz. Nie zmienia to jednak faktu, że przy uzywaniu maja one kontakt z powietrzem. Wiec najlpiej jak juz sie taka flaszka trafi przelewac co jakis czas do atomizera.
    Cod o rozcierania perfum w olejku z tego co wiem, przy tej formie to nie rzutuje negatywnie.

    dal mnie zapach przede wszystkim ale przyznaję się bez bicia że im dalej w las tym więcej odczuwam je całościowo i lubię opakowania też…

    • o jejciu!, ale mam nadzieję, że padłaś w sensie pozytywnym?… 🙂
      Polu ja spotkałem się z różnymi splashami, nawet takimi przez które perfumy wyciekały po odwróceniu flakonu do góry dnem… taki korek jest na tyle szczelny na ile powierzchnia korka jest równa i czysta (pozbawiona nierównomiernie rozlokowanych resztek zaschniętej cieczy) i na tyle na ile go dokręcimy… atomizer ma tę przewagę, że nie wymaga od użyszkodnika zastanawiania się nad tym aspektem eksploatacji perfum… 🙂

  4. WYSOKA CENA NIE JEST I NIGDY NIE BYŁA GWARANCJĄ JAKOŚCI BA BYWA I TAK,ŻE ZA WYSOKĄ CENE OPYCHANY JEST CZĘSTO NAJWIĘKSZY BADZIEW I TAKIE SĄ NIESTETY SMUTNE REALIA.

    • ekhm, chyba CAPS Ci się omsknął… 🙂
      owszem, wysoka cena nie jest absolutnie gwarancją najwyższej jakości (choć niestety producenci często stosują tą taktykę w nadziei, że ktoś tak myślący da się nabrać), ale w przypadku większości perfum niszowych jednak cena ma jak najbardziej przełożenie na jakość, bo umówmy się, to nie są wyroby dla laików, a wysokiej jakości składniki kosztują krocie… 🙂

  5. Na to wygląda 🙂
    Co do niszy to jest to oczywista oczywistość choć nawet i tam czasem robi się z klienta przysłowiowego jelenia.

  6. Piracie widzę że trochę z innej strony odczuwamy tą strefe, zarazem rozumiem i szanuję twój punkt widzenia.. 🙂

    • bardzo mnie to cieszy 😉

  7. Drogi piracie pisząc : „prawdziwą zmorą są też atomizery nieszczelne, co szczególnie drażni – gdy zapachu się nie używa, a wciąż go ubywa” jakie zapachy miałeś na myśli? Możesz podać wszystkie takie żebym wiedział jakich nie kupować?

    • to nie jest reguła, czasem po prostu się takie trafiają i to dosłownie wszystkim… raz trafił mi się flakon Prady z fabrycznie uszkodzonym atomizerem, ale został bez problemu wymieniony, gorzej z tymi które po porostu działają lipnie od nowości, choć działają… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: