Napisane przez: pirath | 19 grudnia 2013

poradnik: jak używać i aplikować perfumy, aby pachnieć dłużej i mniej upierdliwie…


Każdy miłośnik perfum, prędzej czy później zadaje sobie pytanie, czy inni ludzie czują nasze perfumy i jak je odbierają… zastanawiamy się jak długo nimi wyczuwalnie pachniemy i jak ten czas wydłużyć – albo przeciwnie, czy woń naszych perfum aby innym nie przeszkadza… przede wszystkim perfum używamy jak najmniej, oszczędnie i z wyczuciem – aby nie obrzydzić życia naszym znajomym, rodzinie i współpracownikom… trzeba mieć na uwadze, że jeśli przez dłuższy czas używamy jednego rodzaju perfum – nasz nos z czasem tak się do nich przyzwyczai, że w odruchu obronnym po prostu zacznie je ignorować…

Większość nieświadomych tej zależności miłośników perfum, po prostu zwiększa ilość „psiknięć” – nie zdając cobie sprawy jaką krzywdę robią sobie i otoczeniu… takiej osobie wydaje się, że słabo pachnie, ale to nie prawda – gdyż tylko ona przestała w następstwie przyzwyczajenia czuć własne perfumy… najlepiej temu zaradzić, używając kilku zapachów naprzemiennie, albo odstawiając ulubiony zapach na kilka tygodni… obiecuję, że po tym zabiegu, będziecie delektować się i czuć ulubiony zapach równie intensywnie, jakbyście użyli go po raz pierwszy…

bad smell

Pewnie nie raz mijaliście, albo przebywaliście w pomieszczeniu, z kimś zlanym perfumami jak „cap„… w przypadku kogoś noszącego kilkanaście/kilkadziesiąt „psików” inwazyjnych i ciężkich perfum – cel ich użycia został zabity w zarodku, gdyż taka osoba już nie pachnie, a śmierdzi perfumami… nadmiernie skoncentrowane perfumy nie mają szansy pachnieć tak jak powinny i zapach sporo na tym traci… w dodatku otoczenie dusi się i skręca od szczelnie wypełniających wnętrze oparów – a trzeba pamiętać, że nie każdemu musi odpowiadać zapach naszych perfum (kwestia odmienności gustu)…  o ile od niezbyt przesadnie pachnącej osoby da się uciec, odsuwając się o kilka metrów, poza zasięg projekcji noszonych przez nią perfum – to w przypadku powiedzmy 25 psiknięć Joop! Homme (znam takich), A*Mena, Le Male, albo One Milion po prostu nie da się uciec… ból głowy, nudności i uczucie odrazy u osób postronnych gwarantowane, a czyż poza zrobieniem przyjemności sobie – nie stosujemy perfum, aby zrobić na otoczeniu dobre wrażenie?…

kobieta z flakonem

Na początku musimy sobie uświadomić, że na trwałość noszonych przez nas perfum, największy mają trzy czynniki:

po pierwsze, trwałość samych perfum… jedne perfumy są trwałe inne nietrwałe i nie mamy na to wpływu, gdyż ich bazowa trwałość wynika z ich gatunku, jakości użytych w produkcji składników, ilości użytych substancji utrwalających i wzmacniających oraz woli samego producenta…

po drugie, indywidualne właściwości naszej skóry… każdy z nas ma inną „chemię” skóry, z tym się rodzimy i taki nasz urok… jedni z nas dostają od natury skórę tłustą – inni bardziej suchą i co za tym idzie, zapach na cieńszej i suchszej skórze utrzymuje się zauważalnie krócej… oczywiście można próbować to korygować, za pomocą różnych tricków – ale na trwałe efekty bym nie liczył…

i po trzecie, temperatura i pora roku… określone gatunki perfum lepiej i gorzej spisują się w różnych warunkach pogodowych… perfumy reagują na wilgotność i temperaturę otoczenia i wpływ środowiska w którym ich używamy ma spory wpływ na ich trwałość i projekcję… tam gdzie sucho i zimno perfumy będą pachnieć powściągliwie, blisko skórnie i apatycznie – by gdy dać im ciepła i wilgoci, będą buchać z nad skóry ze zdwojoną mocą…

Poniżej kilka praktycznych porad, jak wydłużyć żywotność noszonych perfum – bez konieczności zwiększania ich aplikacji…

Zwiększyć aplikację perfum można, jeśli mamy do czynienia z bardzo delikatnymi i obdarzonymi słabą projekcją zapachami, lub gdy przebywamy na świeżym powietrzu… w przypadku pomieszczeń zamkniętych, jeśli czujemy że zapach znikł, zawsze można ponowić aplikację korzystając z przyniesionego w torbie/torebce flakonu, bardziej poręcznego opakowania typu travel – tudzież dyskretnej perfumetki, którą można ukryć dosłownie wszędzie… lepiej ponowić aplikację niż uperfumować się na zapas, bo pomimo zyskanego na początku „kopa„, jeśli zapach ma zniknąć po paru godzinach, to i tak zniknie – a na pewno zniknie dobre samopoczucie osób, zmuszonych do wąchania przesadnie użytych perfum…

nanoszenie perfum

Zawsze perfumujemy ciało, nigdy ubranie… perfumując ubranie można je zniszczyć (trwale odbarwić), zaś tkaniny zniekształcają i opóźniają rozwój bukietu w stosunku do ciała, gdzie akordy rozkwitają i przemijają szybciej… można perfumować wilgotne jeszcze włosy, ale to z kolei może je osłabić… generalnie włosy świetnie przenoszą i utrwalają zapach (nie tylko perfum) – o czym mogą przekonać się panowie, nanosząc perfumy na owłosienie ramion i klatki piersiowej…

Można perfumować odzież wierzchnią od środka, np. podszewki płaszczy oraz szaliki i rękawiczki, ale ta zasada sprawdzi się tylko, gdy stale używamy jednego zapachu – bo inaczej doprowadzimy do kakofonii zapachowej, gdy resztki różnych perfum będą się na siebie nakładać i gryźć ze sobą… w przypadku, gdy stale używamy ulubionego zapachu – dobrą metodą na polepszenie trwałości i projekcji perfum, jest używanie kompletnych linii kosmetyków… wodę toaletową i perfumy można wspomóc w działaniu przez używanie innych produktów uzupełniających daną linię zapachową, czyli mydeł i żeli pod prysznic, sztyftów, dezodorantów, wody po goleniu, balsamu, pianki, kremu… zasada jest prosta, im większą połać skóry pokryjemy zapachem – tym większą powierzchnią i tym samym skuteczniej, woń będzie oddawana do otoczenia…

perfumy na nadgarstku

Ciało najlepiej perfumować w miejscach o podwyższonej ciepłocie, jak szyja, kark, nadgarstki, zgięcia ramion, tors (u mężczyzn) oraz dekolt i zgięcie pod kolanami (u kobiet) – gdyż zapachy najlepiej unoszą się i emanują do otoczenia, w kontakcie z miejscami o podwyższonej temperaturze… jeśli mamy suchą skórę, z  której perfumy znikają bardzo szybko, wystarczy nakremować wcześniej perfumowane zwykle miejsca bezwonnym kremem – ponieważ nawilżona i tłusta skóra lepiej oddaje i wydatnie wydłuża życie perfumom…

Dobierając stosowny rodzaj perfum do  temperatury i pory roku, dłużej cieszymy się ich zapachem… nie bez przyczyny zapachy ciężkie, mają opinię najlepiej spisujących się zimą – gdyż chłodne i suche powietrze wyjątkowo nie sprzyja i spowalnia proces ulatniania się perfum do otoczenia… dlatego lekkie cytrusowe wonie są zimą niemal niewyczuwalne – a z kolei ciężkie perfumy duszą i męczą nas podczas upałów…

wąchanie zapachu

Perfumując czyste ciało, unikniemy przykrej kakofonii zapachowej, w połączeniu perfum z zapachem potu i sebum skóry… pot zniekształca i wypacza woń perfum i w połączeniu z nimi, daje wyjątkowo nieprzyjemną woń… co więcej, inaczej pachnie osoba czynnie uprawiająca sport, a która używa dedykowanych pod wysiłek fizyczny zapachów, zaś woni starego potu lepiej nie tuszować, gdyż efekt będzie opłakany… w tej sytuacji pomoże wyłącznie prysznic…

Perfumy w atomizerze nanosimy z dystansu około 10-20 cm (w zależności od sprawności atomizera), by uzyskać jak największą powierzchnię pokrytej perfumami skóry, a która będzie intensywniej i skuteczniej oddawać zapach do otoczenia… perfum nie wciera się w skórą, bo zniekształca to ich bukiet – a paniom, którym zależy na bardzo dyskretnym zaaplikowaniu perfum (szczególnie tych ciężkich) polecam ich rozpylenie bezpośrednio w powietrze i przejście przez taki pachnący obłok… drobinki perfum osadzą się na ciele, włosach i ubraniu – tworząc bardzo efektowną aurę, która będzie kusić subtelną i zmysłową wonią…

Reklamy

Responses

  1. Niby wszyztko o czym tu piszesz jest oczywiste ale wystarczy wsiąść np do autobusu aby poczuć że jednak nie dla wszystkich

    • z nadmiarem perfum jest podobnie jak z nadmiarem makijażu… więcej nie zawsze oznacza lepiej, a efekt końcowy nie rzadko jest groteskowy… 🙂

  2. Znam osobę z premedytacją stosującą killerowy terroryzm wobec bliźnich 😀

    Druga rzecz to to, że z tymi ciężkimi woniami latem czy zimą to chyba trochę utarty schemat. Słyszałam już kilka razy, że warto łamać stereotypy i nie dzielić woni na letnie i zimowe. Zwróć uwagę, że w krajach południowych ( hiszpania, włochy) mimo upałów kobiety używają bardzo silnych perfum ( i o dziwo to nie razi), to na prawdę zaskakujące. Podobnie jest w krajach arabskich, ciężkie oudy, jaśminy, róże piżma to norma a gorąco jest cały rok, kompozycje tzw we francuskim stylu to te lżejsze produkowane z myślą o europejskim odbiorcy. Natomiast jak popatrzymy na Azję to tam lepiej się sprzedają zapachy lekkie, transparentne. Myślę więc, że rodzaj używanego zapachu jest przede wszystkim podyktowany kuturowo.

    • he he Polu, chyba każdy zna taką osobę… a co do ciężkich i wyrazistych perfum, owszem spore znaczenie mają uwarunkowania kulturowe, w Stanach używanie wyrazistych perfum w ogóle jest postrzegane jako nietakt i gafę, gdyż ich woń narusza formalnie czyjąś przestrzeń… w krajach arabskich i ciepłych, owszem uwielbiają wonie ciężkie i dobitne, ale tu kluczem jest ilość… 😉

  3. Marcin,napisałes ,że znasz takich co używają 25 psików?
    Ja nawet nie wyobrazam sobie użyc 10 psików nawet tak lekkiego zapachu jak Kenzo Ice.

    • owszem i nie jest to przyjemne… i co więcej próby zasugerowania, że deczko za dużo zbywane są zwykle słowami: „no co ty, przecież ja ledwie to czuje”…

  4. http://bookjob.pl/2012/08/wielokropek/

    • tia… szkoda, że autorka pominęła w swoim „myślę że”, aspekt iż wielokropek oznacza również zbiór luźnych myśli, niedopowiedzianych zdań i refleksji niekoniecznie zachowujących jednolitość kontekstu – a które wielokropek wyraźnie od siebie separuje… taki mam styl wypowiedzi i jeśli komuś to przeszkadza, to już jego problem…

      • Takie wypowiedzi, jak w cytacie, pełne zadufania, przypominają nieco nadmierne zlanie perfumami.Przesada nic dobrego nei przynosi.

        A o wielokropku pisał lata temu Umberto Eco („Zapiski na pudełku od zapałek”), przy czym nie neguje tam używania go w ogóle, ale radzi w swój charakterystyczny, pełen humoru sposób: „jak używać wielokropka”.

        A skoro został wymyślony, to w jakimś celu.
        Koniec. Kropka. A może wielokropka?….
        😉

  5. Oczywiście, praktycznie i w pigułce. Wszystko na temat .Fajny wpis wart odświeżenia 🙂

    • dzięki, tez mi się wydaje, że pewne kwestie trzeba naświetlać i uświadamiać… 😉

  6. Moustache – doceniam piękną pointę (gratuluję inwencji i wyczucia we wbijaniu szpili, zwłaszcza w kontekście podparcia się genialnymi „zapiskami” Eco_ – ale czyż przesadą nie jest też czepianie się, ekhm (wybacz kolokwializm) nieistotnych pierdół, w rodzaju nadużywania wielokropka?… 😉

  7. Witaj pirath
    Przez przypadek kilka tygodni temu odkryłem Twojego bloga – jestem zachwycony! Świetnie piszesz i dzięki Tobie odkryłem jak bajecznie cudny jest świat zapachów. Faktem jest również iż pomogło mi w tym to że niemal rok temu rzuciłem palenie, odzyskałem wreszcie węch 🙂
    Po godninnych lekturach Twojego bloga na mojej póleczce, prócz przebywających tam od dawien dawna Coolwater Davidoffa, Chic Herrery i Allure Chanela, pojawiły się Obsession CK (z początku byłem nim przerażony ale coraz abrdziej uwielbiam ten zapach), Terre D’Hermes (tu mam problem, albo dojrzę do tego zapachu albo rzadko będę go uzywał), Kouros (bardzo mnie urzekł, tytanowa trwałosć i ogromna projekcja mimo oszczędnego dawkowania) oraz platynowy egoista (straszny senstyment mam do niego,juz wiem czego urzywał mój wujek lata temu gdy jeszcze byłem smarkiem, uwielbiam ten zapach). Zapachy zdecydowanie dla mnie, takie jak lubie choć większosć z nich chyba raczej na szczególne okazje, kolację, bardziej oficjalne spotkania itp. Mylę sie?
    Jeśli jednak mógłbym prosić o radę, jaki zapach Twoim zdaniem poleciłbyś dla prawie 40-letniego mieszkającego w przeważnie zachmurzonej pozbawionej upałów ale i mrozu Irlandii, przewaznie ubranego w skórę, jeansy i kraciaste koszule faceta lubiącego męskie, mocne a nieznoszącego uniseksualnych, bardzo słodkich i kwiatowych zapachów ojca i męza? Co pasować będzie tak „na codzień”, do luźnego ubrania?
    Bardzo dziekuję za bloga, robisz świetną robote.
    Pozdrawiam

    • Witaj, bardzo mi miło i dziękuję z tego miejsca za miłe słowo… 🙂 mi generalnie palenie nie przeszkadza, gdyż nie palę w domu i podczas testowania, pomimo iż mój nos się przyzwyczaił i po prostu ignoruje resztki nikotyny… Terre to bardzo specyficzny, władczy i wyrazisty zapach z gatunku kochaj albo znienawidź i rzeczywiście nie na każdą okazję jego spektakularne brzmienie się nadaje… Egoiste, Platynowy i Terre to zapachy uwielbiane przez mężczyzn w garniturach, bardzo oficjalne, inwazyjne i despotyczne w oddziaływaniu na otoczenie, stąd często korzystają z nich ludzie którym zależy na wywarciu wrażenia i osiągnięciu przewagi psychologicznej (zdominowania) kogoś za pomocą używanych perfum, więc Twoje spostrzeżenie jest bardzo trafne… te zapachy świetnie spisują się w roli dodatku do garnituru i krawata, więc przez wzgląd swą ostentacyjność i dynamikę rzadko kiedy sprawdzają się podczas mało formalnych okazji, ale to oczywiście kwestia gustów, samopoczucia i osobowości nosiciela, który dopiera sobie perfumy pod siebie…

      Z racji miejsca w którym pomieszkujesz, polecam Ci skupić się na nieco cięższych i wnoszących ciepło zapachach, a więc lepiej znoszących chłód i surową aurę… koniecznie wypróbuj YSL Opium, Lalique Encre Noire (ten zapach uwielbia wilgoć i deszcz), Guelain L’eau Boise, Guerlain L’Instant Homme EdP i Vetiver, Cartiera Must Essence (jeśli lubisz anyżek) i obowiązkowo Declaration, Diora Eau Savage Extreme i Homme Intense… warto też pochylić się nad Cartierem Pasha, Boucheron Jaipur, Bugatti Design&Motion i Ungaro III… sprawdź proszę, najlepiej w jakiejś perfumerii, które najbardziej Ci odpowiadają stylistycznie i w razie będziemy szukać innych… ubieram się bardzo podobnie do Ciebie, więc nie wykluczone że mamy również zbliżone gusta zapachowe… również pozdrawiam… 🙂

      • Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź.
        Co do Terre cos jeszcze dodam. Zapach jest cieżki choc mnie odpowiada. Mam zastrzeżenia co do jego trwałosci, w porównaniu z Obsession CK czy Kourosem wrecz tragiczna, projekcja również wg mnie bardziej średnia niż duża. Perfumy kupuje tylko w dosyć ekskluzywnej drogerii wiec za ich oryginalnosć myślę że można poręczyć. Ale może tylko mam takie wrażenie jeśli chodzi o ich trwałość

        Co do Twoich propozycji, dziękuję również, będę szukał.
        W Ire ogromnego wyboru nie ma, jest Chanel, jest Dior, YSL i oczywiście kilka innych znanych marek. Z Homme Intense Diora czy YSL Opium problemów nie będzie, inne będzie tu cieżko znaleźć.
        Co myślisz o Fahrenheit jak dla mnie i na tutejsze warunki? Wstyd się przyznać ale nigdy go nie miałem, nawet nie wąchałem a wiele czytałem dobrego o tym zapachu. Wiem że sam go lubisz.

        P.S. Dzięki za artykuł o Oriflame i ich Sir Avenbury, mam tu koleżanke która sprzedała mi za kilkanaście euro buteleczke pllus kilkanaście ich próbek innych zapachów ze „stajni” Oriflame 🙂
        Wg mnie za takie pieniądze bardzo, bardzo fajny zapach.

  8. Przepraszam, nie wiem jak mogłem napisać używał z takim bykiem? 🙂

    • nic się nie stało, nawet maszyny się mylą (w efekcie softu napisanego przez człowieka), więc nie przejmuj się, gdyż nie jestem fanatycznym purystą językowym… 🙂

  9. zack – klasyczny Fahrenheit jak najbardziej powinien Ci paskować, to zapach bardzo specyficzny, jak najbardziej dla dojrzałego faceta i ostatnio jego popularność jakby spadła, więc jeśli podoba Ci się bukiet, to gorąco polecam… szczerze powiedziawszy sądziłem, że doskonale znasz i używasz tego murowanego pewniaka, dlatego nawet go nie proponowałem… 🙂

    p.s. jesteś kolejną osobą, która mi donosi o fatalnej trwałości Terre… to zaczyna być niepokojące, zwłaszcza, że dysponuję testerem z bardzo świeżą datą i jakością oraz trwałością zapach nie odbiega od flaszki Terre z 2009 roku, którą wciąż posiadam…

    p.s. Sir Avebury możesz kupić w ciemno, gwarantuję że Ci się spodoba, choć uprzedzam że trwałością nie grzeszy, ale za tę cenę?… 🙂

    • Sir Avebury kupiłem, dobry stosunek cena – jakość. Fahrenheit już jutro będzie mój choć obawiam się że jeszcze trochę i prócz nowego zapachu będę miał przed sobą świeżutki, pachnący pozew rozwodowy:-)
      Wg mnie jeśli tak wiele osób donosi o kiepskiej trwałości Terre to coś w tym jest. Gdzieś wyczytałem o możliwej wadliwej partii produktu, zastanawiam się nad wysłaniem zapytania do producenta. Jeśli to cokolwiek może dać. Nawet nie szkoda mi tak bardzo tych 50 euro ile tego że już po prostu więcej nie kupię Terre.
      Pozwolę sobie jeszcze zapytać czy nie wiesz gdzie moge bezpiecznie kupić próbkę Gucci PH1? Na Allegro jest ich trochę ale obawiam się ich autentyczności. Cena pełnowymiarowego PH1 na portalach aukcyjnych przyprawia o ból głowy. Choć to rozumiem, to już unikat

      • uważaj, bo rozwód bywa bardziej kosztowny niż perfumowe hobby – więc kup ślubnej na otarcie łez flakonik, to przymknie oko… 🙂

        widzisz ja postąpiłem podobnie, skrobnąłem do dystrybutora, który co mnie nie dziwi zaprzeczył doniesieniom o reformulacji, a na poparcie tej tezy – wysłał mi tester z bardzo świeżej na tamten moment partii, już rzekomo poreformulacyjnej… w oparciu o test łapa w łapę jakichkolwiek odstępstw nie stwierdziłem, a znam ten zapach od lat… ale napisz do dystrybutora, wszak Irlandia to bardziej cywilizowane i szanująca klientów miejsce – więc nie wykluczone, że reklamacja zostanie uznana, zwrócą i kasę, albo wymienią na produkt pełnowartościowy…

        Gucci PH to już unikat, ma iście kolekcjonerskie ceny i szukać go można na rodzimym Allegro – ale uprzedzam, że z racji niskiej podaży jest kosmicznie drogi i coraz trudniejszy do nabycia… podróbki bym się nie obawiał, bo to zapach dość niszowy, a produkowanie podróbek jest opłacalne tylko w przypadku sprzedaży perfum bardzo.popularnych… 😉

        • Jeśli będę miał ochote na rozstanie kupię ślubnej flakon Kourosa, pewnie ją zabije:-)
          Czytałem wiele o jego „kloaczej” proweniencji i choć zapach klasa i nie załuje że go kupiłem to kurcze, cos w tym jest, ma coś takiego brudnego i właśnie kloaczego w sobie:-)
          Do Hermes Ireland napisałem, gdy tylko odpiszą dam znać jakie zajęli stanowisko.
          Gucci PH 1 obawiałem się gdyż na allegro są firmy które sprzedają próbki, często po 10 czy 20 sztuk więc zastanawiałem się nad ich oryginalnością.

  10. owszem, ale on miał tak pachnieć… jak mawia moja przyjaciółka, kouros to zapach pachnący pracującym, spoconym chłopem, wracającym po pracy do domu… prawdziwym samcem, ciężko pracującym fizycznie… generalnie w woniach filozoficznych jak pot, nie ma nic złego, gdyż są dla naszego gatunku swoiste – pod warunkiem, że jest to pot świeży, a nie odór wynikający z braku i zaniedbań higieny…

    co do próbek, to przy ich cenie, jak myślisz ile musieliby tych podróbek wyprodukować i sprzedać, aby wyjść na swoje?… 😉

    • No właśnie, to była druga strona. Tak samo jak nie warto bawić się w podrabianie 1 PLN gdyż lepiej wyjdzie się na produkcji 100 PLN tak pewnie jest z zapachami w fiolkach.

      • paradoksalnie jednogroszówki w skupie złomu, są za kilogram warte więcej niż ich wartość nominalna… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: