Napisane przez: pirath | 24 grudnia 2013

Oriflame – Sir Avebury, czyli wyrafinowany powrót do korzeni…


Oriflame potrafi robić przyzwoite perfumy, czego przykładem jest Architect, którego lekkość i świeżość formy, osiągnięto dzięki sięgnięciu po sprawdzony projekt ujmującego casualowca – ale w oparciu o nowoczesne materiały wykończeniowe (gwajak, sekwoja, piołun)… dzięki temu powstał zapach bardzo uniwersalny i asekuracyjny (czyli sprzedający się), ale i nietuzinkowy… ale dopiero odważną koncepcją Sir Avebury, Oriflame przeszło samo siebie – deklasując w zasadzie większość tegorocznych mainstreamowych premier o kilka długości…

Jestem zdumiony i jednocześnie pokrzepiony faktem, że rok 2013 przyniósł tyle sensacyjnych objawień, głównie ze strony marek niezbyt znanych – choć nie ukrywam, że największym szokiem jest pojawienie się dzieła tego kalibru, nie u tuzów kojarzonych z sygnowaniem olfaktorycznych perełek – a w szeregach marki zajmującej się sprzedażą bezpośrednią… wpierw pojawił się Bentley for Men i Calvin Klein Dark Obsession, potem Bottega Veneta pour Homme i trojaczki Embers, Silvan i Cynefin od Rouge Bunny Rouge, wreszcie Armani Eau de Nuit oraz Sir Avebury od Oriflame… mam cichą nadzieję, że te liczne przebłyski są początkiem stałego trendu nawracania się współczesnego perfumiarstwa – a nie tylko chwilowym kaprysem, tudzież dziełem przypadku…

Sir Avebury Oriflame EdT
Aplikując te perfumy na skórę dosłownie zamarłem urzeczony ich dojrzałością, pięknem, finezją, szykiem i wyrafinowaniem bukietu… bukietu subtelnego, nietuzinkowego i niewątpliwie ocierającego się o wymuskane klimaty niszowe… moja konsternacja trwała dość długo, zwłaszcza gdy spróbowałem podstawić bukiet Sir Avebury pod coś mi znanego… utknąłem pomiędzy Bentleyem for Men, Dirty English, Amouage Honour, L’Artisan Parfumeur Tea for Two, Tumulte Christiana Lacroix, Lalique Hommage i Burberry London… niesamowita, wyrafinowana szlachetność bukietu tych perfum wprawia w błogostan i oczarowuje nienagannie skorelowanym, wykwintnym bukietem – godnym i swoistym dla wysoko urodzonej perfumeryjnej arystokracji, a nie perfum za kilkadziesiąt złotych…

Szlachetny bukiet Sir Avebury tworzy miks doskonale uzupełniających się nut, zaaranżowanych z niesamowitą finezją, choć zapach lekki bynajmniej nie jest… jest tu upojna słodycz dojrzałej mandarynki, pachnącej w labdanowej tonacji – przywodzącej na myśl żywiczne powidła śliwkowe, słodkie i zarazem orzeźwiające… owocowe powidełka dopełnia odrobina różowego pieprzu i nutka piołunu (pojęcia nie mam jak pachnie ostrokrzew, ale jest tu coś bluszczowego)… w tle drzemie aromatyczny muszkat, imbir i herbata, nadające bukietowi głębi i wybitnie męskiego zacięcia oraz przecudny, dosłodzony miodem tytoń… co by nie było zbyt herbalnie i sucho, całość rozświetla odrobina geranium i fiołka, szwendające się w tle tonkowe olibanum, wnoszące do kompozycji odrobinę głębi i tajemniczości…

Sir Avebury Oriflame reklama

W fazie dojrzałej bukiet układa się przez chwilę na podobieństwo Tobacco Vanille Toma Forda, zmieszanego w proporcjach 1 : 2 z Hommage L’Homme od Lalique – ale Sir Avebury jest od tej mieszanki nieco dyskretniejszy, choć nie mniej wyrafinowany… oto wymuskana elegancja w najszlachetniejszym, nieco powściągliwym, bardzo dojrzałym i kulturalnym wydaniu… z początku wyraźnie owocowo przyprawowy bukiet dojrzewa nieśpiesznie i z dostojeństwem gentlemana o nienagannych manierach… wpierw wytraca stopniowo tę owocową rześkość, przelewając pełną moc na akordy przyprawowo kwiatowe, podbite wymuskaną słodyczą miodowo tytoniowej tonki – by w fazie dojrzałej skupić się wyłącznie na tematyce przyprawowo drzewnej, wyrażonej poprzez powściągliwy, nieco herbaciano imbirowy cedr… w porównaniu z okazałym, obfitym i ociekającym owocami otwarciem, serce wypada bardzo klasycznie, zaś schyłek skromnie i powściągliwie – co nie zmienia faktu, że to przecudnej urody, oryginalne, szlachetne, szykowne i uniwersalne pachnidło, wprost wymarzone na chłodniejsze pory roku…

reklama Sir Avebury Oriflame

reasumując: zapach dystyngowany, wyrafinowany, finezyjny i szlachetny – po prostu wybitny…. wprawdzie jego trwałość nie powala, bo już po 4 godzinach opuszcza skórę „po angielsku„, ale jego wymuskany, doskonale skrojony bukiet w pełni rekompensuję tę drobną niedogodność… zważywszy na niską cenę tych perfum, Sir Avebury posiada szokujący stosunek ceny do jakości i niewątpliwie jego premiera zawstydziła niejedną utytułowaną markę… śpieszmy się go kupować, bo znając metodologię Oriflame, najdalej za rok wypadnie z oferty… dla mnie absolutny AMH – a z racji ceny, kupię sobie kilka flaszek na zapas…

przypomina mi: to bardzo złożony i obfity w wyszukane niuanse bukiet, stylistycznie zawieszony pomiędzy Lalique Hommage, Bentley for Men, Burberry London, Dirty English, Amouage Honour, L’Artisan Parfumeur Tea for Two i Tumulte Christiana Lacroix, więc gorąco polecam miłośnikom gatunku…Sir Avebury Oriflame

2013

Skład: mandarynka, różowy pieprz, geranium, fiołek ostrokrzew, imbir, muszkat, olibanum, czarna herbata, miód, bób tonka, tytoń, drewno cedrowe,

Reklamy

Responses

  1. przyznam, że zaintrygowałeś pirath.

    • polecam, za tą kasę trudno znaleźć równie zgrabne pachnidełko… pachnie tak ze 6 x drożej, niż samo kosztuje… 🙂

  2. 11x bukiet…Pirath zrób coś z tym 😉

    • no co? tuzin „bukietów” mogę u NPC wymienić/scraftować na 1 „kosz”, więc jest o co się ścierać… zresztą czymże jest te 11 bukietów w porównaniu z użyciem 784 razy słowa kompozycja, we wcześniejszych wpisach… 😀

      p.s. naprawdę liczyłeś?… 🙂

      • Z ciekawości policzyłem 😉

  3. Nigdy nie spodziewałem się wybitnych perfum od tej firmy a tu prosze , 4 godziny to bardzo mało ale skoro Ty jesteś zachwycony to raczej ja nie powinienem być rozczarowany więc musze dorwać jakąś konsultantke i sprawdzić to coś.

    • ja też nie, ale życie uczy, że nigdy nic nie wiadomo… czasem prawdziwa perełka wynurza się ze strony z której objawienia człek się nie spodziewa, a gwarantowane pewniaki zawodzą na całej linii…

  4. Moja żonka posiada Oriflame Lovely Garden który żyje na skórze 24h przy czym świetnie pachnie, wiec chyba warto sprawdzić ten produkt.

    • bardzo bardzo warto, zwłaszcza że przy jego cenie i wyrafinowaniu kompozycji (zauważ, że nie użyłem „bukietu”) praktycznie nie ma konkurencji… 🙂

  5. Moja żona na kolejne perfumy tylko kręci głową i mruczy pod nosem…”kolekcjoner kosci”.

    • he he, też kup jej flaszkę na otarcie łez, to przymknie oko… 🙂

  6. Pięknie piszesz ja jestem wobec opisania ich dość bezradna. Bardzo mi się podobają i na mnie i na facecie :P.

    Zlewam się dopępkowo. W moim odczuciu to 100% procent uniseks :). Mi ze skojarzeniami najbliżej do Wonderwood CdG.

    Swoją drogą cieszę się że mój flakon zbudził tyle emocji :D. Ciekawa byłam jak się spodoba perfumowym freakom.

    • ja poczekam na własny flakon, bo z racji powierzchni mego cielska, trudno zlać się dopępkowo taką skromną próbeczką, ale nie omieszkam wytruć sobą wszystkie żyjące w łóżku roztocza… 🙂

      Polu po tysiąckroć Ci dziękuję za zapoznanie z tym objawieniem… który to już raz sprawiłaś mi podobną radochę? następnym razem wyściskam Cię mocniej i wylewniej niż zwykle… 😀

      p..s. w początkowej fazie też pomyślałem o Zagorsku i Wonderwood, ale w sumie zamarło tu kadzidła i drewien, więc musiałem przeszacować wstępne typowania…

      • biedna Pola – mocniej to już będzie faza duszenia 😉 … a pachnidlo (na te kilka niuchow) rzeczywiscie wydaje sie zacne

  7. Piracie dzielenie się jest jedną z głównych składowych całej tej okołoperfumeryjnej radochy. Jak jeszcze uda się znaleźć takie fajne skarby to tym bardziej :D.

    Damarkos spoko, spoko ja wbrew z pozoru kruchej posturze to mocna dziołcha jestem, tak szybko nie da mnie się udusić 🙂

    • Polu i właśnie za tę dobroduszność, poczciwość, prostolinijność, szczerość, bezinteresowność i szlachetność tak bardzo Cię lubię, cenię i podziwiam… 😉 gdyby po świecie chodziło więcej takich osób jak ty, byłbym spokojniejszy o przyszłość i bardziej dumny z faktu przynależności do naszego gatunku… 🙂

  8. Na te kilka niuchów ja tam wyczuwałem brata bliźniaka męskiego Arabian Night od Jezusa. 😉

    • i Black Oud LM i Bois Noir Pigueta, ale trzeba by „wyłączyć” oud, choć tego na szczęście w nich niewiele… 🙂

  9. Ze spotkania pamiętam że bliźniaczo z Bois Noir Pigueta pachniał zapach Roots od pani Horowitz, tylko zdecydowanie dłużej skóry się trzymał. Tutaj tego podobieństwa w ogóle nie wyczułem. A black Oud to dla mnie zupełnie inna bajka… 😉

    • mi chodzi o to, że gdyby z Arabian Nights, Blaco Oud i Bois Noir wyjąć oud, to pozostała reszta dawała by podobny obraz do Sir Avebury…

  10. Mialem probeczke i zużylem calą.
    Mimo,że jest nie za bardzo trwaly,na mnie jakies 2,5 do 3 godzin to warto go miec.
    Minimalizm składników a efekt jest piękny.
    Pachnie wybornie.
    Polecam.

    • Robercie, minimalizm składników jest tu tylko pozorny… wiem że oficjalnie podano tylko trzy składniki, ale zapewniam Cię, że w rzeczywistości jest ich dużo więcej, co poniekąd pozwoliłem sobie uzupełnić własnym sumptem… 🙂

  11. Kupilem sobie, bo liczylem na zapach retro. I sie sprawdzilo, bardzo dobry, tak jak ta recenzja 🙂

    • dziękuję i cieszę się, że to cudeńko powstało… coś czuję, że jego niepozorne pojawienie się ucieszy więcej osób… 🙂

  12. Jedno przyciśnięcie atomizera Lalique Hammage Homme, czy też tylko jedno Tom Ford Tobacco Wanille wystarczy by zagłuszyć doszczętnie 8 do 10 psiknieć Sir Avebury.Przyzwyczajony do orientalnych koncentracji Rasasi prawie wcale tego zapachu nie czuję.Tylko mocno wciśnięty nos w nadgarstek pozwala mi ledwie wyczuć jakąś dziesięciokrotnie rozcieńczoną nutę Rasasi Faquad All Rijal tyle że zamiast oud jest tu herbata chyba ,a ostrokrzew paragwajski to nic innego jak Yerba-mate też da się leciutko wyczuć tylko bez tego zielono gorzkawego pierwiastka.Masz racje Piracie że pieprz labdanum i mandarynka w otwarciu najwięcej graja a potem nuta zielonej herbaty podkrecona iso-E bez wątpienia.W tej chwili już 4 godz od aplikacji nic nie czuję w powietrzu a tylko nos w nadgarstku przypomina że coś użyłem.Cena moim zdaniem bardzo wysoka bo kupujemy tu alkohol 3-5% zaprawiony kompozycją olejków z marnym utrwalaczem.Ah gdyby Oriflame stworzyło koncentrację 20% prawdziwych perfum to może bym polubił te perfumy bo jest to faktycznie bardzo ciekawa kompozycja.Ale widac taka jest polityka Oriflame Sweden żeby coś lekko pachniało tylko nie wiadomo co.

    • owszem, mają słabą projekcję i trwałość, co potwierdza Twoją słuszną tezę o nikłym stężeniu olejków, co jest poniekąd typowe dla tego segmentu – ale czasem 10-12% EdT bije na głowę 20-25% EdP, ale to już nie tylko kwestia koncentracji i jakości składników, co czysta fizyka… 🙂

      ja poradziłem sobie waląc na siebie 15 chmurek i zapach dał radę utrzymać się ponad 5 godzin i na projekcję nie narzekałem… w sumie to dobrze że kupiłem od razu dwa flakony, bo przy tej aplikacji, dość szybko zejdzie… 🙂

  13. Jest faktycznie bardzo intrygujący bo choć spokojny to raz otwiera się zespołem przypraw w bardzo eleganckim gronie,innym razem to tylko geranium i zielona herbata.Skąd Ty Piracie wynalazłeś ten fiołek,kadzidło,tytoń?Ja jak zwykle analizuję jak to stworzyli i wyszło mi że to przyprawowe otwarcie to pieprz,labdanum,cedr,ambra, srodek to jaśmin,geranium i zwykły olejek zielonej herbaty plus Iso-e.mandarynka zmienia to wszystko w Dark Obsesion więc chyba jej tam nie ma bo próbowałem dodać.Czy Ty sam wyczułeś fiołek,kadzidło i tytoń?Czy ze źródła jakiegoś to masz? Bo ciekawy jestem.Muszę przyznać że nie powinienem ganić dnia przed zachodem słońca-bo coraz bardziej mi się zaczyna ten zapach podobać.Choć opinie moich znajomych słabiutkie.Koleżanka że odświeżacz z Rosmana o zapachu zielonej herbaty lub taka mgiełka do ciała Ives Rocher,a kolega że pospolity zapach do dresów podobny do wszystkich którymi pachną przechodzący obok faceci.Ja dziś dostrzegłem piękne,eleganckie,męskie, przyprawowe otwarcie z lekko kwiatowym podbiciem.Oryginalnie połaczone z nutą yerba-mate i geranium.Czy jest olibanum,fiołek,tonka,tytoń to nie wiem.No ale 8 chmurek może dać pożądany efekt i daje bo użyłem do pracy i czułem przez 3 godziny-warto było choć otoczenie nie zwróciło na ten zapach uwagi.Widzę pokrewieństwo Declaration Cartier-LolitaL.Midnight de ninuit-Oriflame Sir Avebury.Te 3 kompozycje mam teraz w 3 punktach ręki i wspaniale korespondują i uzupełniaja się poprzez wspólny mianownik tajemniczej zapachowej zieloności z lekkim pierwiastkiem, wręcz powiewem nuty Gucci por Homme.

    • Piotrze, odwróćmy pytanie – skąd Ty wynalazłeś te nuty?…
      analizuję podobnie jak Ty, czyli gdybam – i takie nuty ponad te trzy które oficjalnie podano, podpowiedział mi nos… oczywiście mogę się mylić, ale tak to czuję i tak to opisałem… zresztą jak widzisz po swoich znajomych, co człowiek to inna reakcja i interpretacja… zatem rozwodzenie się nad czymś tak hipotetycznym, subiektywnym i przypominającym wróżenie z fusów, co licytowanie się na zgadywanie nut – uważam za niewiele wnoszącą stratę czasu…

  14. Pytałem skąd wiesz w sumie z ciekawości ,czy nie znalazłeś przypadkiem innego źroódła niż fragrantica.Dla mnie analizowanie to takie hobby czyli przyjemna strata czasu.Lubię wiedzieć z czym dokładnie mam do czynienia i nie daje mi spokoju dopóki nie zrobię sam podobnej mieszanki sam.Wiesz przecież że potrafię czasem fajną miksturę zamieszać,a jestem samoukiem (pomijając literaturę fachową). Wielu zapachów bez Twojego bloga bym nie poznał nie odtworzył w mniej lub bardziej udany sposób,a twoje ubranie zapachu w słowa było do tego inspiracją.Gdyby nie odtwarzanie i gdyby nie analiza i pytanie „czy na pewno” niczego nowego bym nie umiał stworzyć.Wracając do tematu miałeś trochę racji z tym fiołkiem i kadzidłem wychodzi coś jak by Pan Avebury zaprzyjaźnił się z Gucci por homme II. 😉

    • wszędzie podawane są tylko trzy nuty, ale już na pierwszego niucha można stwierdzić, że bukiet Avebury jest znacznie bardziej rozpięty niż te trzy składniki – a resztę tradycyjnie dopowiedziałem (czasem przemilczałem) sobie sam… mi osobiście nie spędza snu z powiek fakt, czy coś rzeczywiście jest w danych perfumach – zwłaszcza, że przy tej mnogości ingrediencji, mnogości odmian, stężeń i miksów coraz częściej trudno określić co tak naprawdę do perfum dodano – bo to utopia… przyjąłem więc taktykę, że jeśli coś rzeczywiście w kompozycji znalazłem, albo w ogóle znalazłem to o tym wspominam, jeśli nie – to przemilczam… inna osoba może wyczuć zupełnie inną konfigurację, ale przecież nie jestem w stanie tego zweryfikować, a tym bardziej uwzględnić…

      spójrz na Coca Colę… niby skład na butelce jest, możesz go przeanalizować w laboratoriach (czego nie jeden już dokonał), a jak dotąd nikomu nie udało się odtworzyć wiernej receptury i podróbki, które pojawiają się na rynku różnią się smakiem od oryginału, co potwierdzi Ci każdy koneser tego napoju… do tego dochodzi jeszcze nieco odmienne postrzeganie, wrażliwość i percepcja na smaki i zapachy, która cechuje każdego człowieka i w efekcie co osoba, to werdykt i opinia… na ten przykład ja uwielbiam Colę, zaś Pepsi mi w ogóle nie smakuje, choć kiedyś było na odwrót… lata temu Pepsi zmieniło recepturę i wyszło z tego coś pozbawionego smaku i mdłe, zaś Cola wciąż zachowała tę cytrusową kwaskowatość i posmak, który tak lubię i który tak ożywia jej smak… mało kto zwróci na to uwagę, podobnie jak mało który użytkownik perfum zastanawia się jakimi składnikami one pachną – a jeszcze mniejsze pojęcie, jak dana nuta pachnie i co istotne może pachnieć w oryginalnej formie…

      producenci i spece od marketingu dobrze o tym wiedzą – więc mogą napisać sobie cokolwiek i zawsze się wyłgają – choćby faktem, że wykaz nut poszczególnych perfum zawsze jest niekompletny i w dowolnym momencie może ulec zmianie… nie znając kompletnej receptury, łącznie z konkretnym rodzajem użytego składnika, a czasem są dziesiątki i setki odmian jednej nuty – wreszcie nie znając technologii, proporcji, kolejności mieszania i maceracji poszczególnych sekcji, wyniki będą zawsze jedynie (czasem ledwie) zbliżone do pierwowzoru, co zresztą czuć w podróbkach i widać w ich parametrach… i nawet jeśli z chemicznego punktu widzenia zrobisz niemal wierną kopię jakiegoś zapachu, to o jego docelowym kształcie, tonacji i woni jaką dany zapach wygeneruje – decyduje skóra nosiciela, która nada mu końcowe brzmienia, a na to nie masz już żadnego wpływu – stąd tak częste rozbieżności i odstępstwa w ocenie walorów każdej z kompozycji… teraz już wiesz czemu przestałem się tym przejmować?… 😉

  15. Wystarczą mi wyniki zbliżone do pierwowzoru.Może kiedyś te wielkie kompozycje tak powstawały,teraz już miesza się wszystko szybko bo takie wymagania stawiane są „nosom”. Szybko, prosto ,z łatwo dostępnych składników najlepiej chemicznych bo takie są zawsze powtarzalne w przeciwieństwie do naturalnych ,które bywają zmienne,a technologia zamawiana za grube pieniądze ma być dziś ekonomiczna więc nie może zajmować czasu.Często koresponduję ze znajomym z wiodącej firmy chemicznej G….an i korzystam z jego rad,opinii i pomocy w sprowadzeniu np iso-E itp i tylko powtarzam jego zdanie.Ja zawsze odgaduję nuty i widzę że Ty przecież też bo żeby coś napisać sam chyba musisz nie tylko polegać na wrażeniu ogólnym ale i na szczegółach czyli na składnikach to znaczy że trzeba je hipotetycznie odgadnąć.Ja przecież wiem że nikt nie pisze pełnego składu to oczywiste.Jest również oczywiste że ludzie tacy jak ty bez problemu odgadną nuty trafnie przynajmniej w 90%. Najbardziej dziwnym faktem jest dla mnie nuta kolendry(koriander),już jedna kropla tego olejku naturalnego dodana do 10cm alkoholu pachnie paskudnie oskrobanym korzeniem pietruszki i wszelkie stężenia są brzydkie i po prostu pietruszkowe.Dziwi mnie to że występuje w wielu kompozycjach bo ja jej wkomponować nie mogę bo psuje wszystko.Może Ty wiesz coś na ten temat?Zapraszam przejazdem przez Radom do mojego hobbystycznego laboratorium a udowodnię jak łatwo jest zrobić coś na kształt i podobieństwo ,tylko na podstawie testu nosowego.No ok może jakość nie taka i trwałość słaba ale mi to sprawia przyjemność i czasem nawet pomagam komuś zrobić ulubiony już wycofany zapach,i robię to dla przyjemności, takie dziwne hobby.Koneserka Black Cashmere DK była była co prawda nie zachwycona ale tylko zadowolona to nie załamuję się, może coś kiedyś wyjdzie mi jeszcze lepiej ;)Pozdrawiam i dzięki za twoje odpowiedzi.

    • podstawowym kryterium dla zlecenia komercyjnego jakie otrzymuje nos, jest by zapach się sprzedawał, co z góry narzuca określony krój kompozycji i zawęża ramy kreatywności, bo cytując klasyka: „jak może mi się podobać piosenka którą słyszę pierwszy raz w życiu?”… nowy, bardziej wymagający i odbiegający od głównego nurtu krój kompozycji wymaga czasu na przetrawienie, zapoznanie się z nim i polubienie, czasem po dłuższym czasie – a perfumerie chcą sprzedaży tu i teraz, więc zapach musi przynajmniej częściowo kojarzyć się ludziom z czymś znanym, czymś co lubią (a wiadomo co lubią), bo tylko taki zapach ma szansę na błyskawiczny sukces… wiedzą o tym zarówno zleceniodawca i nos, stąd zapachy komercyjne muszą być miłe, łatwe i niezbyt złożone, co poniekąd wynika z obowiązującej mody i trendów we współczesnym perfumiarstwie i coraz śmielszego sięgania po chemię, właśnie z powodów które wymieniłeś…

      mnie nie interesuje która konkretnie chemia wykreowała dane brzmienie, co przy jej mnogości i podobieństwach i stosowanych trickach w zasadzie traci sens… zresztą nigdy nie byłem ortodoksyjnym zwolennikiem zgłębiania technikaliów w perfumach – bardziej interesuje mnie idea, emocje, uczucia, obraz, chwila i miejsca, które w danym zapachu odnajduję… zmierzam do tego że bardziej oceniam zapach jako małe dzieło sztuki niż przedmiot użytkowy… interpretuję wykreowany zapachem obraz jako całość, a nie rozbijam na poszczególne elementy układanki z których go złożono, bo to zabija ducha kompozycji i burzy zaaranżowany klimat… owszem jakość i rodzaj składników ma znaczenie, ale perfumy to ich bukiet, misterna mieszanka, której łączne brzmienie składa się na mniej lub bardziej oszałamiający efekt końcowy – i to na tym się skupiam…

  16. Przyznam że kupiłem buteleczke bez większego zastanowienia, miałem wcześniej próbkę której nie wylałem na skórę przed zapachem.
    A szkoda,
    Zapach zacny ale na mej skórze robi się koszmarny. Użyłem raz, nie wiecej niż 3-4 „strzały” ale do dziś pamietam ból głowy i strasznie duszący zapach.
    Pewnie tylko ja tak mam ale wiecej nie uzyję tego flakonu.
    Jeśli ktos chce – odstapię za free, tudzież za kilka próbek Gucci PH1 czy innego meskiego klasyka.

    • przykro mi, choć czasem tak bywa, że zapach na skórze pachnie fatalnie, albo boli od niego głowa… i właśnie dlatego zaleca się zrobienie prób na skórze, zamiast kupowania w ciemno, albo w oparciu o papierek…

      • Pirath, teraz jestem mądry:-) No ale to moje początki jesli chodzi o zapachy:-) Co innego jesli chodzi o piwo, znam tyle gatunkow i marek ze kupuje juz tylko w ciemno:-)
        Tom, dziekuje bardzo, to miłe z Twojej strony. Nie wiem jak sie odwdzieczyc. Na Fragrantica.pl zajrze, dziekuje za info

  17. Zack zamiast oddawać za friko lepiej wymień je na forum Fragrantica.pl napewno znajdzie sie jakiś klient, a co do próbek Gucci ph to jak już dojdzie do mnie szkło to moge Ci podesłać próbki obu wersji za free oczywiście

    • cóż za godna pochwały, altruistyczna postawa… 😉

  18. sądze że koło wtorku/środy będe robił wysyłke więc poprosze abyś przesłał mi swoje dane na meila
    tomm-1980@wp.pl

  19. zack – każdy kiedyś zaczynał, sam popełniałem te same błędy w przeszłości, ale odkąd się sparzyłem na Lancome Hypnose, nie kupuję nic w ciemno, ani w oparciu o czyjąś euforyczną recenzję…
    p.s. w kwestii piwa, perfekcję osiągniesz w momencie, gdy po smaku będziesz w stanie ocenić wiek piwowara i ciśnienie w ogumieniu ciężarówki wiozącej piwo do sklepu… 🙂

    • pirath, jestem blisko:-) Wiek piwowara oceniam bezbłędnie, czasem jeszcze walnę się w kwestii tego co jadł na sniadanie, ale coraz lepiej mi idzie:-)
      Tom zaskoczył mnie bardzo, strasznie to miłe z Jego strony!

      • prawda?… taka postawa w obecnych czasach to rzadkość porównywalna z rycerskością i szlachetnością… 🙂

        p.s. ja wprawdzie piwa nie piję w ogóle, ale jako koneser Coli, rozpoznaję rozlewnię po smaku… 🙂

    • Pirath, jesteś w stanie polecić mi coś jeszcze do potestowania?
      Cos lzejszego niż Terre i Couros, nie tak inwazyjnego i bezkompromisowego ale rownie męskiego, o dobrej projekcji i trwalosci, coś mało kwiatowego i mało słodkiego?
      No i może coś nieco bardziej znanych, latwiejszych do kupienia producentów. Dior, Chanel, Gucci itp
      Po prostu będzie mi łatwiej znaleźć.
      Pozdrawiam

  20. Zack podawałeś mi dane do wysyłki? Pytam bo ostatnio mój telefon ma tendencje do zawieszania poczty .
    Pirath wybacz że nie odpowiadałem na Twoje e-maile miałem zawieszoną skrzynke odb, pozostaje mi tylko Cie przeprosić .Nigdy więcej nie kupie telefonu LG. ps co cię tak odrzuciło od Hipnose?

    • Tomku, nie przepraszaj, takie rzeczy się po postu zdarzają… 🙂
      p.s. obyś nie kupił czegoś z nadpsutym jabłuszkiem… 🙂

  21. Boże uchowaj!

    • nie Boziu uchowaj, tylko na litość Jobsa!… 🙂

  22. Dobre : )

  23. zack – tak, Guerlain Vetiver i Dior Eau Savage są wszędzie i to bardzo zacne pachnidła… 😉

  24. Ja ich nosić nie mogę. Czuję tą herbatkę cały dzień i w połowie dnia mam jej naprawdę dosyć… ale na mojej żonie całkiem miło wybrzmiewają

  25. Ciekaw jestem innych dzieł Frank’a Voelkl’a (zwłaszcza że Sir Avebury i Ikon trzymają się mojej skóry tak że czasem prysznic nie daje rady) nowego Rihanna Rogue Man, na fragrantice dobre opinie i znakomite parametry ma to coś i Signature Summer for Him David & Victoria Beckham ale niestety oba kompletnie niedostępne u nas (jeden to już był i chyba już nie będzie a drugi to jeszcze nie ma i nie wiadomo czy będzie).

    • czasem stosunkowo niska półka i słabo znany brand potrafią zawstydzić dużo droższe i markowe koncepty, co jedynie potwierdza tezę – iż w dzisiejszych czasach uznana marka i wysoka cena nie jest najmniejszym wyznacznikiem jakości…

  26. kusi, oj kusi. Niestety nie mam gdzie niuchnąć. Już raz na podstawie twoich recek zaryzykowałem zakup w ciemno męskiego Diesla Plus Plus i przyznam szczerze, że zapach jest cudowny. Moja dziewczyna powiedziała, że ma ochotę go zjeść 😉 Z tym, że trwałość na mojej skórze gorsza niż skandaliczna – po 1,5h praktycznie nie ma po nim śladu…

    Niemniej jednak parę pytań:
    Czy to zapach dla młodego mężczyzny, który jeszcze nie dorósł (no znieść nie mogę…) do kompozycji typu Guerlain Vetiver, Joop! Homme i innych zapachów z tych kategorii? O dziwo Kenzo PH też mi nie podszedł i to bardzo. Na pewno nie zaryzykuję zapachu, który albo się kocha, albo nienawidzi – preferuję zapachy bezpieczne, słodkawe, które po prostu ładnie pachną. Wspomniany wcześniej Diesel Plus Plus mnie urzekł, CK In2U też jest ok, Gucci PH II jak najbardziej na plus (poza irytującym otwarciem, w którym coś bardzo mnie drażni). Podoba mi się nielubiany Invictus czy Black XS, lubię też Armani Black Code.
    Czy z takimi preferencjami można zaryzykować kupno Sir Avebury? Czy to zapach „na codzień” czy raczej mocno elegancka kompozycja do koszuli i krawata?

    • Nie kupuj go. To nie dla Ciebie (przynajmniej nie w tej chwili).

      • Jeśli mówisz o Sir Avebury, to ja jestem jak najbardziej na tak.

    • Jak najbardziej, to w sumie delikatny, dyskretny i bardzo uniwersalny zapach, którego elegancja nie kojarzy się z nobliwym jegomościem w średnim wieku, więc z powodzeniem może być noszony przez młodą osobę. Sir Avebury to bezpieczny zapach, więc nie musisz się obawiać, że kupisz siekierę pokroju Kenzo PH czy Joop Homme.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: