Napisane przez: pirath | 29 grudnia 2013

tegorocznych pachnących premier niewielkie podsumowanie – edycja 2013…


Tradycyjnie pod koniec roku, prezentuję moje subiektywne podsumowanie mijającego roku – z podziałem na pachnące objawienia i porażki… z góry zaznaczam, iż ranking jest niepełny – gdyż wielu tegorocznych premier, a które mogły lub powinny znaleźć się w niniejszym zestawieniu zabrakło, gdyż nie zdążyłem ich poznać… ten rok osobiście zaliczam do wyjątkowo udanych, gdyż swą premierę miało wiele kompozycji, będących swoistym światełkiem w tunelu – zwiastujących mam nadzieję stały trend nawracania się marek na jakość, świeżość i swoistość w kreowaniu odważnych konceptów – a których zabrakło mi w szeregach ubiegłorocznych premier… o ile ubiegłe lata wniosły głównie zalew kompozycji dość mocno nawiązujących do siebie treścią i stylistyką, w tym roku pojawiło się kilka zapachów przedstawiających sobą trend powrotu do korzeni perfumiarstwa – objawiający się swoistą odwagą, wyrafinowaniem, klasą, różnorodnością i inwencją w podejmowanej tematyce oraz zauważalnym ukłonem w stronę klimatów będących dotąd domeną niszy… Wy też macie wrażenie, że sztucznie podkreślany rozdział perfumeryjnego królestwa na niszę i mainstream, ulega stopniowemu zatarciu?…

w kategorii mainstreamowe objawienia roku 2013:

Bentley for Men EdT, za nienaganną elegancję, szyk i klasę, której obecnie próżno szukać w szeregach współczesnego perfumiarstwa… bezsprzecznie wytworny, elegancki i taktowny, niczym dobrze urodzony młodzieniec, godnie noszący znamienite nazwisko, które nosi… ten młokos na pewno nie przysporzył marce Bentley wstydu i ujmy na wizerunku…

Bentley for Men EdT

Calvin Klein – Dark Obsession – za pieszczotliwą lekkość, finezję i misterny kunszt z jakim poprowadzono jego subtelny, kaszmirowy bukiet… ten zapach to kolejny przykład swoistego renesansu formy w szeregach Calvina Kleina… po naprawdę dobrym One Shock, przyszła pora na coś dyskretnego, eleganckiego i zaskakująco świeżego jak na tę półkę…

Calvin Klein - Dark Obsession

Giorgio Armani Eau de Nuit – no i wreszcie kompozycja wieczorowa z prawdziwego zdarzenia… ciepła, otulająca, finezyjna i zarazem dyskretna, choć w początkowej fazie wyraźnie zbliżona do Diora Homme… oto bukiet który oczarowuje swą klasą i bynajmniej nie używa do tego taniego i nierzadko ordynarnego blichtru, z którego słyną statystyczne „wieczorowe wypusty„…

Giorgio Armani Eau de Nuit

Oriflame Sir Avebury – to jeden z najpiękniejszych i najbardziej odważnych zapachów, jaki miał swą premierę w mijającym roku… jego ocierający się o niszę, kunsztowny, bogaty, wyrafinowany i nienaganny bukiet – wyraźnie wyróżnia się na tle konkurencji, czym niewątpliwie Oriflame zawstydziło teoretycznie znacznie wyżej notowanych adwersarzy… zaskoczenie tym większe, iż spadło ze strony, z której tego kalibru kompozycji, zupełnie się nie spodziewałem…

Oriflame Sir Avebury

Avon – Pure O2 for Him – niby Avon, niby zwykły syntetyczny, zupełnie przeciętny ozonowy świeżak na lato – ale podbił me serce w pierwszym natarciu… O2 to lekko, przestrzennie i transparentnie zakreślony obraz świeżości ocierającej się o czystość świeżo upranego prania… lekki, ujmujący i absolutnie rozbrajający swym niewymuszonym uśmiechem, zapach – wybornie i z łatwością rozprawiający się z najcięższymi 30 stopniowymi upałami… cena około 20 zł, ale jakością i brzmieniem zdeklasował zapachy ponad 10 x droższe…

Avon - Pure O2 for Him

Givenchy – Gentlemen Only – za udowodnienie, że można bez szkody dla medialności i klasy perfum – pogodzić ze sobą cnoty staro europejskiej klasyki z komercyjną nowoczesnością… pięknie i lekko poprowadzony bukiet, całkiem szykowny i neutralny, subtelnie naznaczony wybornie zaaranżowaną różą – świetnie sprawdzi się w roli nienagannie skrojonego, choć wciąż niezobowiązującego garnituru na dzień…

Givenchy - Gentlemen Only

rodzina Embers, Silvan i Cynefin od Rouge Bunny Rouge – to jedno z najpiękniejszych, najbardziej okazałych i spektakularnych premier na mainstreamowej półce… oto trio będące totalnym zaprzeczeniem idei współczesnego perfumiarstwa – czyli sygnowania maksymalnie uproszczonych, zdawkowych i pozbawionych charakteru perfum… trojaczki od RBR nawiązują do najpiękniejszych, a już nieistniejących w mainstreamie kanonów szyku, klasy, wyrafinowanych i odważnych brzmień – poprowadzonych z niemal niszowym zacięciem i godną pozazdroszczenia wirtuozerią…

Embers, Silvan, Cynefin Rouge Bunny Rouge

Lalique – Encre Noire Sport – za podarowaniu światu letniej wersji genialnego klasyka, bez dokonania uszczerbku na jego niedoścignionym w szeregach mainstreamu bukiecie… Nathalie Lorson nie dość, że nie popsuła wybornego brzmienia Encre Noire – to podarowała miłośnikom tych niepowtarzalnych perfum, możliwość noszenia ich przez cały rok… oto Encre Noire w wersji Light, wciąż godne swej budzącej pokorę nazwy i nieodmiennie intrygujące…

Lalique – Encre Noire Sport

niekwestionowany lider w zestawieniu Bottega Veneta pour Homme – to w mym odczuciu najwybitniejsza premiera mijającego roku… oto pachnidło tak doskonałe, wykwintne i wyrafinowane, że żadna niszowa marka nie powstydziłaby się tych perfum we własnym portfolio, którego byłoby niewątpliwym klejnotem w koronie… męska Bottega Veneta, to kwintesencja perfekcyjnie, wręcz niszowo zaaranżowanego bukietu, która przedziwnym zrządzeniem losu stała się ozdobą perfumerii sieciowej – czym bezsprzecznie podniosła średnią zgromadzanych w niej zasobów…

Bottega Veneta pour Homme

w kategorii niszowe objawienia roku 2013:

Amouage – Beloved Man, czyli nie Fate, nie Interlude, nie Opus VII, a wyraźnie odcinający się od ich jednolitej stylistyki Beloved… ten zapach to niedościgniona, urokliwa lekkość i finezja nawiązująca nie do orientu – lecz do najdelikatniejszych, niezobowiązujących casualowców, w których lubuje się Europa… zapach wybitnie odstaje od stylistyki aranżacji Amouage, ale zachował jakość z której słynie marka…

Amouage - Beloved Man

Rasasi – Dhan Al Oudh Al Nokhba, za najpełniejsze, najbardziej swoiste i bezkompromisowe ukazanie potęgi oudu w pełnej krasie… owszem zaciąga wielbłądem i jest dość kontrowersyjny, ale próżno szukać lepszego wzorca czystego agaru, w jego najczystszej, najbardziej surowej i nieokiełznanej postaci… no i dopełnia go nie oklepany duet z różą, a kandyzowane owoce – co jeszcze bardziej podkreśla oryginalność tych nie ukrywam dość trudnych perfum…

Rasasi - Dhan Al Oudh Al Nokhba

Rasasi – Dhanal Oudh Nashwah, za niesamowicie urokliwe, dosłownie porywające ukazanie unurzanego w miodzie tytoniu… oto zapach, który trwa w swej niewymuszonej, pieszczotliwej i wybornie zaaranżowanej roli od uniesienia, aż po opadnięcie scenicznej kurtyny… mało znany, równie wyborny, choć skromniejszy i o niebo tańszy zamiennik dla Tobacco Vanille Toma Forda

Rasasi - Dhanal Oudh Nashwah

L’artisan Parfumeur – Caligna, za przywołanie najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa i jedno z najpiękniejszych ujęć jaśminowca jakie znam… to przepięknie, nastrojowo i delikatnie skomponowana kompozycja kwiatowa, wprost idealna na cieplejsze pory roku… oto delikatność i jasność z jaką jaśminowca jeszcze w żadnych innych perfumach nie zaznałem…

L’artisan Parfumeur - Caligna

Serge Lutens – La Fille De Berlin, za niezwykle świeże, lekkie i nowoczesne ujęcie róży… oto róża piękna, energetyzująca, nowoczesna i zmienna jak współczesny Berlin… oto róża zupełnie odmienna od chwilami ciężkich, staroświeckich i typowych ujęć królowej kwiatów – co niewątpliwie wpłynęło na korzystne odświeżenie jej zaśniedziałego wizerunku w perfumiarstwie…

Serge Lutens - La Fille De Berlin

Royal Crown – Habanos, za przejmujący sugestywnością, egzotyczny, gorący tytoń, w najszlachetniejszej i najpełniejszej ze swych odsłon… oto najpiękniejszy i najbardziej przejmujący tytoń, z jakim spotkałem się w perfumach… jest gęsty, gorący, lepki i temperamentny… te perfumy kosztują fortunę, ale z ich pomocą można poczuć klimat i duszę Kuby, bez ruszania się z domu…

Royal Crown - Habanos

w kategorii sorki za obsuwę, ale dopiero teraz poznałem„:

Adidas – Classic – takich perfum już się nie robi… są schludne, delikatne i bezsprzecznie męskie… miło było chociaż na chwilę poczuć klimaty młodości, gdy po zapachu dało się poznać, czy za plecami minął mnie mężczyzna czy kobieta… pomimo iż zapach nie jest już produkowany, a jego vintageowe aukcje osiągają zawrotne ceny – miło było znów poczuć klimat rasowego Adidasa, poprowadzonego w klimacie kultowego kanonu męskości, jakim jest wciąż produkowany Active Bodies

Adidas - Classic

Boucheron – Jaipur – oto zapach będący w mym mniemaniu trzecim, muszkieterem obok YSL Opium EdT i CK Obsession Men… przejmujący, upojny, otulający i bezsprzecznie męski, choć kipiący wyraźnie orientalną słodyczą przypraw… wyborne pachnidło na zimne pory roku, obdarzone tytaniczną projekcją i trwałością…

Boucheron - Jaipur

Robert Piguet – Bois Noir – choć nie ustrzegł się obecności agaru – jest tu tylko dodatkiem, jedną z wielu nut tworzących wysublimowany, ciepły i wykwintny bukiet złożony ze szlachetnych, balsamicznych drewien… nieznacznie tylko słodki, kunsztowny, obdarzony niesamowitą głębią i szalenie przyjemny zapach – o nienagannej, acz dyskretnej projekcji i tytanicznej wręcz trwałości… po prostu cudo i prawdziwa orgia dla miłośników hojnie i z finezją wyrażonych drewien…

Robert Piguet - Bois Noir

Floris – Santal – choć z początku całkiem niepodobny, w późniejszej fazie to wysokiej klasy, równie wyrafinowany zamiennik dla kultowego Gucci Envy… to ciepła, dyskretna, otulająca, przyprawowo drzewna kompozycja na każdą porę dnia i roku i choć trwałością nieco ustępuje protoplaście – jest jego godnym następcą… ba, w moim odczuciu kunsztem i rozpiętością bukietu, przebił sobą oryginał…

picture 68625

Cartier Must – zniewalający, subtelnie przyprawowy, lekki, ujmujący, otulający i dosłownie rozbraja swym wyrafinowanym, wymuskanym bukietem… to jeden z najpiękniej skrojonych casualowców, o wybitnie kawiarnianym charakterze jakie znam… oto subtelnie anyżkowe ciasteczko, które aż chce się schrupać…

Cartier Must

Olivier Durbano – Heliotrope – nie znam precedensu dla tej perły, choć uwzględniając ocean szafranu i mirry w roli głównej – kompozycji tej jakby bliżej do bardzo subtelnego, bliskowschodniego orientu, niż oceanu kadzidła którym lubią ociekać kompozycje Durbano… zdjęcia tego nie oddają, ale to nie jest prawdziwy kolor tych perfum… jego czerwień bardziej przypomina złamany fioletem róż – zupełnie jakby wymoczono w nim kwiaty heliotropu i szafranu… w rezultacie zapach pięknie konweniuje z wysublimowanym, ciepłym i otulającym bukietem tych niesamowitych i zadziwiająco noszalnych jak na niszę perfum…

Olivier Durbano - Heliotrope

Montale – Patchouli Leaves – przepięknie, czysto i dobitnie ukazana paczula, a za sprawą nadających jej gładkości, łagodnych nut uzupełniających, bardzo ucywilizowana i przyjazna w noszeniu… zapach ma szansę spodobać się miłośnikom niszy w wydaniu klasycznym – czyli prostej, sugestywnej i stawiającej na bezkompromisową jakość składników, a przede wszystkim miłośnikom paczuli zaserwowanej w wydaniu lekko słodkim i orientalnym… dla miłośników paczuli pozycja obowiązkowa – zwłaszcza, że ukazano ją zupełnie inaczej niż u Etro i Villoresi

Montale - Patchouli Leaves

Lalique – Hommage L’Homme – wybornie i ze smakiem zaaranżowana kompozycja, pięknie nawiązująca do najlepszych ideałów europejskiego perfumiarstwa… nieobowiązująca, intrygująca wyrafinowanym i nietuzinkowym bukietem… oto dyskretny, szykowny casualowiec, poprowadzony z niesamowitym wdziękiem i finezją jaką dało połączenie szlachetności szafranu, niemal oleistej barwy bergamoty i finezyjnej, zielonkawej, niewinnej zwiewności fiołka… nienaganna projekcja i trwałość, czyni z Hommage wybornego towarzysza na każdą porę dnia i roku… gorąco polecam, tym którzy cenią sobie wyrafinowaną, dyskretną elegancję i jak ognia unikają stylistyki wiodących bestsellerów…

Lalique - Hommage L'Homme

Lolita Lempicka – Illusions Noires Au Masculin Eau de Minuit – prawdziwe objawienie, w postaci fenomenalnie zaaranżowanego, ciepłego przyprawowego casualowca z wyraźnie zaakcentowanym anyżkiem i lukrecją… oto zapach niemal doskonały i równie wszechstronny, nienagannie trzymający zadany fason i godnie uświetniający sobą każdą okazję… finezja, polot, szyk, elegancja i najwyższych lotów wirtuozeria w kreacji i to pod nazwą, pod którą absolutnie bym się nie spodziewał tak wybornie skrojonego pachnidła…

Lolita Lempicka - Illusions Noires Au Masculin Eau de Minuit

Laura Biagiotti – Mistero di Roma Uomo – szykowny, elegancki, uwodzicielski, wyrafinowany – niezobowiązujący i dyskretny słodziak, który sprawdzi się w każdych okolicznościach – a przy odrobinie finezji i urokowi osobistego nosiciela, z pewnością pomoże zakończyć miły wieczór wspólnym śniadaniem do łóżka… oto zniewalający, bliski doskonałości casualowiec, w pełni zasługujący na należne mu zainteresowanie…

Laura Biagiotti - Mistero di Roma Uomo

Jovoy – Les Jeux Sont Faits – fantastycznie skrojone perfumy, głębokie, dostojne, wyraziste, niesamowicie przytulne i będące kwintesencją niszy… niesamowicie bogaty, sugestywny i majestatyczny bukiet, zaaranżowany w starym dobrym stylu – symbolizuje atmosferę komfortowego angielskiego saloniku, przepełnionego wonią tytoniu, paczulowego kadzidła, dobrego alkoholu i wiekowych skórzanych mebli… projekcja dobra, trwałość wyśmienita, raczej na chłodniejsze i ciemniejsze pory roku – gorąco polecam tę perłę najwyższych lotów perfumiarstwa…

Jovoy - Les Jeux Sont Faits

Jovoy – Private Label – robiąca piorunujące wrażenie, spektakularna wizytówka rasowej niszy, w najlepszym wydaniu… najwspanialsze składniki połączono tu z niesamowitą gracją, wspaniałą projekcją i całkiem dobrą trwałością – dopełniając tym oblicza tego olfaktorycznego arystokraty… prawdziwa gratka dla miłośników niszy autentycznej, szlachetnej, swoistej, staroświeckiej i wyrafinowanej – wybrzmiewającej w zgodzie z kanonami prawdziwego, niezmąconego marketingiem, najwyższych lotów perfumiarstwa… gorąco polecam i maczając i inkauście pióro ze stalówką, poskrzypującą o pożółkłą ze starości, ręcznie czerpaną papeterię – dopisuję to niewątpliwe arcydzieło do listy AMH…

Jovoy - Private Label

Maison Francis Kurkdjian – Aqua Vitae – niesamowite pachnidło… porywające zarówno innowacyjnością jak i lekkością i gracją z którą zostało zaaranżowane… szapo ba Panie Kukrdjian – tę arię wysublimowanej, przestrzennej delikatności ciężko będzie przebić komukolwiek i czemukolwiek… choć projekcja jest cicha, a trwałość nie rzuca na kolana – delikatność i finezja bukietu Aqua Vitae rekompensuje wszelkie niedogodności… oto przykład dzieła stworzonego w imię Sztuki, a nie sztuki…

Maison Francis Kurkdjian - Aqua Vitae

Les Exclusifs de Chanel – Sycomore – bardzo vetiverowe, ciepłe, umiarkowanie wytrawne perfumy dla każdego, niezależnie od płci i sugestii producenta… gorąco polecam, szczególnie miłośnikom vetivery i fanom męskiego Encre Noire… prawdziwa perełka wywodząca się z szeregów ekskluzywnej, butikowej linii Chanel

Les Exclusifs de Chanel - Sycomore

LM Parfums – Black Oud – wyrafinowany, upojny, zniewalający, doskonale skomponowany – po prostu bezkonkurencyjny orient o bardzo wysublimowanym, dyskretnym i upojnym brzmieniu… porywające misterium delikatnie zaserwowanych przypraw, upojnych drewien, spowite zjawiskową magią ISO E Super… gorąco polecam wszystkim chcącym pachnieć urzekająco, intrygująco i niebanalnie, zwłaszcza miłośnikom Black Afgano

LM Parfums - Black Oud

ISO E Super as himself – składnik dosłownie magiczny i dodający perfumom mistycznego polotu… już sam w sobie pachnie przepięknie, a dodany do kompozycji zapachowej, wybornie podkreśla wysublimowanie i wyrafinowaną kształtność ich bukietu… aż strach pomyśleć ile wspaniałych kompozycji nie osiągnęłoby wyżyn, na które się wspięły – bez udziału magicznej molekuły…

ISO E Super

Cartier – Eau de Cartier Concentree – prawdziwa orgia dla miłośników ISO E Super w najgłębszej, najobfitszej i najwspanialszej odsłonie, jaką miałem dotąd przyjemność poznać… trwałość bardzo dobra, projekcja znakomita, nic tylko wąchać i wyć z rozkoszy nad porywającym pięknem tych perfum- racząc się najokazalej i najbardziej czytelnie wyrażonym ISO E Super, jakie dotąd znalazłem w perfumach… tu ISO nie ucieka przed spragnionym go nosem, tu je czuć przez cały czas…

Cartier - Eau de Cartier Concentree

Hermes – d’Orange Verte Concentre – wybornie, dosłownie po mistrzowsku skrojony świeżak na cieplejsze pory roku – misternie przyozdobiony ciepłymi, zwiewnymi jak cała kompozycja detalami z jakby kaszmirowego drewna, liści porzeczki i lekkiej jak mgiełka paczuli… wąchając te perfumy poczułem się jak w niebie – wykreowanym przez wybitnego wirtuoza minimalizmu, króla szyku i niewymuszonej elegancji…  szykowny, subtelny i zjawiskowo piękny – zatem gorąco polecam te urocze perfumy wszystkim miłośnikom dzieł nietuzinkowych, wybitnych i wyartykułowanych z najwyższych lotów minimalizmie w wykonaniu Elleny

Hermes - d'Orange Verte Concentre

w kategorii porażki roku 2013:

Dior – Homme Cologne – rozlazły, wodnisty, pozbawiony wyrazu, finezji i czytelności zapach – będący zaprzeczeniem precyzji, pietyzmu i jakości z której słynie w moim odczuciu Dior – wreszcie poważny cios na wizerunku nazwiska, które to „coś” popełniło… po nosie i marce, które wykreowały tak wiele wybitnych i ponadczasowych kompozycji, spodziewałem się więcej talentu, polotu i charyzmy – których mając na uwadze wysokie standardy Diora, najzwyczajniej tu zabrakło…

Dior - Homme Cologne 2013

Gucci – Made to Measure – nie ma czego podsumowywać, ot kolejny beznamiętny, niemiłosiernie nijaki klon swoich starszych braci, równie zdawkowy, nijaki, do bólu zachowawczy i komercyjny… projekcja bardzo szybko staje się zdawkowa, choć trwałość o dziwo dobra – a jedynym pozytywnym aspektem jest ładne opakowanie, będące w stosunku do poziomu bukietu, totalnym przerostem formy nad treścią…

gucci-made-to-measure

Roberto Cavalli – Just Cavalli Him – przerysowany, krzykliwy i niemiłosiernie wtórny, zaskakujący jak obejrzenie 8 razy z rzędu Szóstego Zmysłu – wybitnie mainstreamowy zapach jakich pełno i pomimo ponadprzeciętnej nośności, wcale się na ich tle nie wyróżnia… pomimo iż bardzo trwały i obdarzony niemiłosiernie donośną projekcją – naprawdę nie warto zawracać sobie tym klonem uwagi, choć choć nie wątpię, że będzie się całkiem nieźle sprzedawał…

Roberto Cavalli - Just Cavalli Him

YSL – L’Homme Parfum Intense – prostota w perfumiarstwie to cnota, ale prostota wynikająca z zachowawczej asekuracji i ślepego podążania za jednym, oklepanym wątkiem – to już zakrawające na kpinę względem swojej klienteli pójście na łatwiznę… ile razy można wąchać ten sam nudny, beznamiętny, pozbawiony wyrazistości, smętny i nijaki spektakl – szczególnie iż kolejne, utrzymane w tej samej, pozbawionej charyzmy, inwencji i polotu wypusty – jeszcze bardziej pogłębiają stagnację w szeregach i wrażenie, że YSL już się skończyło… to najnudniejsze, najbardziej niemrawe i zdawkowe EdP, z jakim się dotąd spotkałem…

L'Homme Parfum Intense

Lacoste – L12.12. Noir – to zapach, którym marka znów błysnęła swą legendarną formą – wysoce skłonną do sygnowania nudnych, płytkich, przewidywalnych i bezpłciowych perfum – a tym razem noszących do kompletu wysoce nieadekwatną do walorów bukietu nazwę… tego zapachu nawet legendarny Perwoll (notabene obdarzony ciekawszym bukietem zapachowym) nie uratuje przed zupełnym spraniem i wyblaknięciem domniemanej czerni tych perfum… smętne, pozbawione charakteru nudy, buńczucznie kreowane na zapach wieczorowy – gdy stylistycznie bliżej tym perfumom do dziennego casualowca, choć zupełnie pozbawionego jaj i polotu…

Lacoste - L12.12. Noir

i niekwestionowany liter, który przebił sobą wszystko inne razem wzięte – Puma Sync Men… oto pozbawiony życia i bukietu zapach, który od dziś stał się moim nowym synonimem olfaktorycznego dna – deklasując i detronizując długo niezastąpione w tej roli wypusty od Gucci… nowa Puma Sync Men to beznamiętna, nudna i pozbawiona polotu katastrofa – porażający akt ignorancji względem nabywców i gniot jakich mało… przeraża mnie myśl, że ktoś chce za to emulujące perfumy „coś”, prawdziwe pieniądze…

Puma Sync Man

Reklamy

Responses

  1. Co za bogate podsumowanie! Ja swoje zamierzam opublikować jutro

    • dziękuję, cały dzień je klepałem – a i tak mam wrażenie, że coś pominąłem… 🙂

  2. Już widzę których nie znam 🙂

    • a ja się zastanawiam jak wielu wartych poznania, nie poznałem… 🙂

  3. ….no to też jest dobre 😀

  4. Pod kontem perfum to był udany rok, udany na tyle że z nadzieją patrze w pszyszłość. Dior Homme Eau już nie moge się doczekać aż go powącham ,2014 może być lepszy niż obecny rok.

    • ja dla odmiany czekam na Lalique Heritage w wersji EdP i znając Lalique, coś mi się zdaje, że nie będę rozczarowany… 🙂

  5. Pojechałeś Piracie po YSL L;Homme, na temat którego ja poematy mogłabym pisać 🙂 Rozkochał mnie ten zapach w sobie i gdyby mój mąż pachniał tylko nim, nie miałabym nic przeciwko:)
    Swoją drogą trójcę Rouge Bunny Rouge, którą poznałam dzięki „Pracowni alchemicznej” i zasiała mi zamęt w głowie, uważam za najpiękniejszą zapachową mieszankę unisex ever!

    • he he, gwoli ścisłości pojechałem po wersji Intense Parfum, choć szczerze powiedziawszy – klasyczne L’Homme oceniam niewiele lepiej… 🙂 owszem RBR to śliczne trio, które reprezentuje sobą dokładnie to czego we wspomnianej linii L’Homme próżno szukać (inwencji)… coś drgnęło w wersji Frozen Cologne, ale jeszcze nie dokopałem się do próbki… 🙂

  6. Zaskakuje mnie umiejscowienie trzech pachnideł: Bottega Venetta (wg mnie przereklamowany na blogach i forach – bo nie w TV rzecz jasna – niewypał), Dark Obsession (adekwatnych słów nie znajduję…) oraz Dior Homme Cologne, który uważam za bardzo dobrą współczesną kolońską. 4
    Ale jedno zastanawia mnie najbardziej: gdzie jest …. INVICTUS????? 😉

    • A mnie przeciwnie w lot podbiła finezja, wyrafinowanie i spójność wysublimowanego brzmienia oraz wyraźna odmienność od oklepanej stylistyki mainstreamu i wybitnie niszowe zacięcie Bottegi… ten zapach pięknie wypełnił lukę po ś.p. Rush i zrobił to naprawdę w pięknym stylu, więc czegóż chcieć więcej?… owszem to co reprezentuje już częściowo jest w szeregach niszy, ale jak na realia mainstreamu, jest to perełka…

      Dark Obsession to finezja, delikatność i wyraźne odejście od oklepanej, banalnej i niemiłosiernie wyeksploatowanej stylistyki, którą CK katuje nas od lat, więc pojawienie się czegoś wciąż lekkiego i wyraźnie wyróżniającego się na plus niecodziennym i naprawdę pięknie poprowadzonym bukietem, w moim mniemaniu zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie…

      Co do Diora Cologne, to w przeciwieństwie do Twojego zachwytu, ja nie odnajduję w jego zdawkowym i sztucznym bukiecie absolutnie nic wartego uwagi… już YSL Libre Cologne wypadł zgrabniej i bardziej przekonywająco, ale to oczywiście subiektywna opinia każdego z nas…

      a co do Invictusa, to ranking zawiera wyłącznie zapachy, które poznałem dogłębnie i zrecenzowałem na blogu – zaś po pobieżnym powąchaniu Invictusa, straciłem ochotę na bliższe poznanie tych arcy komercyjnych perfum… ale nie wątpię, że nowy krzykliwie ostentacyjny trend, który wyznaczył nowy Paco i Just Cavali – zostanie w niedługim czasie ochoczo podchwycony przez rynek… 🙂

      • Oczywiście nie kwestionuje Twoich ocen i wyborów. Jedynie dzielę się moimi na ich temat refleksjami. Każdemu podoba się co innego. Mam akurat na ręce Bottega i owszem, pachnie to przynajmniej niesztampowo,ale czegoś mi w nim brak. Kolejne testy może zweryfikują moją opinię, a może nie. A co do Invictusa, to ja się poświęciłem w imię …. sam nie wiem czego. Świeżutka recenzja już na blogu.

  7. Wiesz co chyba masz racje bo. na stronie perfumerii na y znalazłem twór w stylu Paco marki Arabian oud ,aż mnie oczy bolą jak patrze na te arabskie flakony. Totalny kicz , w całym tym oceanie tandety znalazłem raptem 6. flaszek na które moge spokojnie spoglądać i żeby było jasne mówie o flakonach bo do ich zawartości nic nie mam

    • widzisz, stylistyka tych flakonów jest robiona pod gusta rynku z którego te marki się wywodzą… to co podoba się tam, niekoniecznie musi znaleźć akceptację tu i odwrotnie… Arabowie lubują się w luksusie, przepychu i bogatych orientalnych ornamentach, złocie i szlachetnych materiałach, bo wynika to bezpośrednio z ich kultury… to nie jest bynajmniej tandeta, bo to co wygląda na zdjęciu na plastik, jest w istocie metalem, w dodatku pięknie wykończonym… o gustach się nie dyskutuje, a te flakony miały schlebiać gustom arabskim, a nie europejskim… 🙂

  8. fqjciorze -chyba wiem czego Ci w Bottedze brakuje, pewnie chodzi o nośność bukietu i brak wyróżniających się niuansów, gdyż w moim odczuciu jest to dość powściągliwy i bardzo liniowo poprowadzony bukiet, bez wyraźnie uwypuklonych akcentów przewodnich w dojrzałym stadium bukietu…
    p.s. recenzja Paco świetna, przeczytałem ze sporym zaskoczeniem i jeszcze większym bananem na gębie… 🙂

  9. Lubie flakony proste i z klasą w stylu Gucci ph i Diora h z tych arabskich podobają mi się te proste nie wydziwione i te wykończone drewnem nadmiar złota i przekombinowane flaszki to nie mój klimat

    • też lubię prostotę i szlachetny minimalizm form, ale nie wszystko co nam się podoba, znajdzie uznanie u osób, które np. w przeciwieństwie do mnie zwracają uwagę jak prezentuje się flakon… 🙂

  10. znam Twoją opinie w tej kwestji i szanuje ją ale perfumy to z założenia towar luksusowy,po flakon który kupie będe sięgał dość często więc musi mi się podobać.

    • czyli nawet jeśli zapach Ci się podoba, to go nie kupisz, jeśli miałby brzydki flakon?…

  11. kupie bo jednak bardziej liczy się jego zawartość( Kokorico kupiłem choć jego flakon był szpetny)ale lubie kiedy flakon prezentuje się równie okazale co ciecz w jego wnętrzu , tak już mam. Czy to zle że oczekuje spujności

    • nie, po prostu chciałem się przekonać jak bardzo umiłowanie do estetyki jest w stanie wpływać na Twoje postrzeganie innych (zasadniczych) przymiotów perfum… 🙂

  12. Rozumiem, że pisałeś o zapachach, które poznałeś w 2013 roku, bo np Chanel Sycomore jest bodajże z 2008 r a Lalique Hommage a L’Homme z 2011…
    Przepraszam bardzo, gdzie jest w Givenchy Gentlemen Only róża? 😮 Ja wiem, że w klasyku – Gentleman – i owszem, róża występuje. Ale we flankerze jej NIE MA.
    A na koniec – czemuż się uczepiłeś tego biednego kolońskiego Diora? Powtórzę, że przy Sporcie o rok starszym to o wiele lepsze perfumy…

    • tak pisałem w kategorii “sorki za obsuwę, ale dopiero teraz poznałem“ opisałem zapachy mające premierę w minionych latach, a które szczęśliwie dane mi było poznać w roku 2013… szerzej opisywałem genezę tej kategorii w uzasadnieniu ubiegłorocznych nominaci i jak widzę błąd polegał iż w tym roku nie zaznaczyłem tego równie wyraźnie… przesłanie jest takie, by wspomnieć i przypomnieć o zapachach naprawdę wybitnych, a nieco już zapomnianych…

      róża nie jest wyszczególniona w oficjalnym wykazie nut, ale zapewniam Cię, że jest tam na pewno, bo to wyraźnie czuć… wykazy nut są wyłącznie poglądowe i zawsze niekompletne, pewnych nut się tam nie umieszcza – zaś ja bazuję nie na tym co raczono oficjalnie podać do wiadomości klientów, lecz co rzeczywiście zastaję w bukiecie… stąd nuty, których nie wyczułem przemilczam i dodaję te, które udało mi się wyłowić… recenzowanie perfum nie polega na łopatologicznym przeleceniu po opisie nut, ale opisaniu tego co się samemu zastało… owszem co człowiek to skóra, inna czułość i percepcja na określone nuty – ale tutejszą różę, choć zgrabnie przemyconą, nie sposób przeoczyć…

      w temacie Diora napisałem wyczerpująco (w stosownym wątku) to co miałem do dodania – więc nie widzę powodu, by powtarzać się w innych, nie związanych z tematem…

  13. Cóż… Równie żarliwie jak Ty mnie, ja mogę zapewnić Ciebie, że róży w tych perfumach NIE MA. W żadnej z trzech faz, jakie następują po sobie na mojej skórze(tak, ten zapach ma trójfazowy akord) nie czuję żadnych kwiatowych konotacji, a już na pewno nie różę. Ten zapach jest drzewny – to na pewno. Przypisałbym go do kategorii woody-aromatic, może woody-spicy i do tego dodałbym odrobinę „smoky”.
    Co do wykazu nut – staram się nie bazować na Fragrantice (w najnowszym Dior Homme Eau for Men niespodziewanie „wyskoczył” im kardamon zamiast kolendry), lecz na stronach producentów. Ale masz rację, masz prawo ją czuć, mimo tego, iż jej tam nie ma(i Twoje zapewnienia nic nie pomogą 🙂 ) Ja mam tak samo z wieloma perfumami – np. w Kourosie czuję kamforę.
    To nie mój blog i nie moje zestawienie 😀 Ale zdecydowanie zamieniłbym miejscami parę zapachów 😀 N Osobiście nie widzę żadnych powodów by zachwycać się np. Bottegą Veneta Pour Homme – na mojej skórze słodkie nie wiadomo co bez ładu i składu o marnej trwałości oraz kiepskiej projekcji (a jak zobaczyłem cenę, to już w ogóle złapałem się za głowę, i mówię tu o cenie „z internetu”) , zaś widzę powody dla zachwytu nad Diorem Homme Cologne 2013…

    • ależ ja nie mam najmniejszej ochoty wmawiać Tobie ani komukolwiek, że jest inaczej, gdyż co człowiek to inna skóra, percepcja i czułość na określone nuty zapachowe – więc inne będą wnioski i odczucia w odniesieniu do obecności konkretnych składników, zwłaszcza, że to co często bierzemy za jakiś składnik niekoniecznie musi nim być… że nie wspomnę o psikusach wynikłych ze specyficznego nałożenia się na siebie określonych nut, dając w efekcie coś zgoła innego… wyraziłeś swoje zdanie ja swoje i nie widzę powodów do dywagowania nad tak subiektywnym zagadnieniem…

      ja też staram się nie bazować ani na fragrantice, ani jakimkolwiek innym medium, zaś sam wykaz zamieszczam podobnie jak rok premiery dla formalności… nigdy nie traktuję wykazu obligatoryjnie, właśnie z powodów jakie wyłuszczyłem w pierwszym akapicie – zwłaszcza, ze jak zauważyłeś fragrantica nie jest nieomylna, podobnież moje własne i czyjekolwiek typowania…

      co do Bottegi, to jak sam napisałeś „na mojej skórze” zagrała inaczej i oczywiście masz prawo do odmiennej oceny – choć akurat Twoje zdanie w kontekście projekcji i trwałości podzielam… tym niemniej na mojej skórze Bottega zagrała na tyle interesująco i co najistotniejsze nietuzinkowo, iż zagościła w niniejszym zestawieniu… zwłaszcza w kontekście porównania bukietu tych perfum, do innych zapachów stojących na półce perfumerii, która wprowadziła ten zapach do oferty… co do ceny, to wynika ona z polityki dystrybutora i niskiej podaży spowodowanego polityką wyłączności – ale sądzę, że wystarczy poczekać, aż perfumerie internetowe ściągną zapach własnym sumptem, by jego cena osiągnęła bardziej konkurencyjny pułap…

  14. Zaś Armani Eau de Nuit jest przyzwoity – jak na mainstream w wykonaniu Armaniego nawet więcej niż przyzwoity, ale niestety, wtórny. Motyw irysa żywcem zerżnięty z linii Homme Diora, w ogóle więcej EdN i Homme łączy niż dzieli.

    • owszem wtórny i bardzo „Diorowy” co zresztą zaznaczyłem w mojej recenzji – ale oceniając go całościowo, w porównaniu z flankierami tego gatunku od innych marek i tak wypada wręcz wybitnie…

  15. Zresztą, Gentlemen Only, aż do swojej bazy jest także wtórny, wg mnie aż do momentu pojawienia się kadzidła bardzo przypomina mi YSL L’Homme Libre. Ale to nie czepialstwo, GO jest odkąd go poznałem bliżej na mojej liście :absolutnych chciejstw 😀

    • wcale się nie dziwię, to diabelnie szykowny, bezpieczny i zgrabny zapach codziennego użytku… jest też pięknym przykładem, że można określoną wizję odmłodzić, uczynić ją przystępniejszą bez najmniejszej ujmy, ani uszczerbku dla wizerunku i dorobku marki…

  16. Nie zgodzę się do końca, że Gentlemen Only to taka sama „wizja” co Gentleman. Choć, muszę przyznać, że doszukałem się niewielu elementów łączących zapachy z 1974 i 2013 r. Oba są bez wątpienia drzewne, chociaż Gentleman bardziej drzewno-aromatyczny z nutką fougere, a Gentlemen Only podąża w stronę drzewno-przyprawową.
    Oba są w mojej ocenie bardzo dobre, bez dwóch zdań.

    • oczywiście, że nie ta sama, bo oba zapachy dzieli prawie 40 lat – więc trudno mówić o dosłownym kontynuowaniu wizji w przypadku perfum, których stylistykę dzielą lata świetlne i prawie dwa pokolenia… klasyczny Gentleman bardzo się zestarzał, choć w swoich czasach pełnił dokładnie tę samą rolę (wypełniał tą samą lukę), którą bardzo zgrabnie wypełnił Only…

      p.s. oba są dobre i oba fantastycznie wstrzeliły się w swoje realia…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: