Napisane przez: pirath | 1 stycznia 2014

Boucheron – Boucheron pour Homme EdT, czyli epicka bitwa o zaskakująco przyziemnym finiszu…


Te perfumy będzie w stanie docenić tylko dojrzały mężczyzna, pamiętający czasy gdy tego rodzaju stylistyka perfum była w modzie – ewentualnie pozytywnie kojarzy je z zapachem perfum wujka, albo ojca… swoją drogą to zadziwiające jak bardzo odmienne stylistycznie są współczesne i zaledwie 20 lat temu sygnowane perfumy… dzieli je dosłownie przepaść i bynajmniej nie spadek jakości, złożoności i artykulacji bukietów mam na myśli – lecz zupełnie inny wachlarz składników i diametralnie inaczej poprowadzoną choreografię aranżacji… współczesne brzmienia są wyraźnie lżejsze, ale odważniej czerpią z bogactwa nowych ingrediencji i nierzadko zupełnie zrywają z utartymi kanonami…

To bujny, i że tak to ujmę, bardzo Boucheronowy zapach – ociekający bogactwem, masywny i wyrazisty, choć tylko w początkowej fazie… jego rozłożyste i pełne temperamentu otwarcie zwiastuje zapach wyraźnie ocierający się o orientalny przepych, tak naprawdę będący staro europejskim oldskulem, co wyraźnie uwypuklono w jego dojrzałej fazie… Boucheron pour Homme to zapach zrodzony w czasach, gdy triumfy święciły rasowo męskie, dziś nieco już zapomniane szlagiery Diora (Eau Savage), Chanel (pour Monsieur), Guerlain (L’Instant) i YSL (pour Homme)… pomimo iż wielu współczesnym młodzieńcom te klimaty kojarzą się z zapachem starego dziadka – tęsknię za ich specyficznym, pełnym rozmachu krojem…

Boucheron pour Homme

Boucheron pour Homme jest mi bliski zarówno z racji wieku, jak i sentymentu za bezkompromisowym i bezsprzecznie męskim charakterem starych perfum, którego zdołałem jeszcze zakosztować… oczywiście to kwestia gustu i preferencji, ewoluujących i dojrzewających wraz z naszym wiekiem – ale aż mnie ściska w dołku gdy sobie pomyślę co stracą przyszłe, dorastające obecnie pokolenia mężczyzn… chociaż w sumie nie da się tęsknić za czymś czego się nie zna i nigdy nie pozna… gusta dzisiejszych chłopców i model postrzegania „męskich perfum„, zostanie wykreowany na już zupełnie innych wzorcach – gdyż nie wątpię, że większość starej daty szlagierów, wykruszy się najdalej za dekadę… mentalnie są tak przestarzałe i niezgodne ze współczesnymi trendami – iż jako nierentowne (bo mało kto je kupuje), znikną z rynku, gdyż nowe pokolenia raczej nie podchwycą ich brzmienia…

natarcie

Zapach otwiera się klasycznym i staroświeckim miksem ziół i cytrusów, ale już od pierwszych taktów wręcz monstrualnie głośnych, przysadzistych i ociekających obfitością… wyrazista cierpkość trawy cytrynowej, bergamotki i cytryny zderza się z obfitą słodyczą wylewającą się z pomarańczy i mandarynki – a całość spływa na umiarkowanie donośną, lawendową łąkę… cóż za ogrom, obfitość i potęga brzmienia – ta góra lodowa złożona z wzajemnie atakujących się cierpkich i upajająco słodkich akcentów cytrusowych byłaby w stanie zatopić swą masywnością Titanica!… niewątpliwie osoby utożsamiające cytrusowe otwarcia z lekkością i orzeźwiającą świeżością – poczują się wylewnością otwarcia tych perfum co najmniej przytłoczone, a to dopiero początek…

atak jazdy

Cytrusowe pole bitwy w najlepsze wybrzmiewa ferworem i zgiełkiem bitwy na śmierć i życie – gdy z pobliskich zboczy, na odsiecz walczącym owocom, ruszają husarie złożone z kwiatówirys i konwalia walczą pod sztandarem nut cierpkich – zaś nuty słodkie wspierają proporce konnicy goździka i róży… cóż za epicka bitwa, żadna ze stron potyczki nie odpuszcza, kwiatowo cytrusowy trup ściele się gęsto, a ich utoczone w boju soki, obficie wsiąkają w lawendowe pole, na którym walczą… pojawienie się kwiatów z wyraźnie wyróżniającym się w boju goździkiem jeszcze bardziej podbiło wypełniającą serce kompozycji słodycz, czyniąc ją wręcz gęstą i przejmująco upojną – ale odsłoniętą flankę konnicy „słodkich” zaatakowała z furią irysowa jazda, unosząc końskimi kopytami pudrową mgiełkę, które na długo spowiła wypełnioną walczącymi dolinę…

Boucheron pour Homme reklama

Niestety bitwa, choć dynamiczna i gwałtowna, bardzo szybko dobiega końca… wykrwawiony bezlitosnym bojem bukiet wytraca niemal cały swój impet i redukuje się do postaci ziołowo drzewnego pobojowiska, pełnego jęków konającego cytrusowego rycerstwa obu stron… wieczorny wiatr wartko porusza porastającymi dolinę połaciami lawendy i niesie w dal coraz słabsze jęki rannych cytrusów i dogorywających kwiatów… na placu boju pozostaje jedynie subtelny film ziołowy z delikatnie pudrową nutą i przebijające się z oddali akcenty drzewne… jeszcze kwadrans temu powietrze rozdzierał szczęk oręża, którą zastąpiła pustka i przejmująca cisza… oczywiście ten przeskok pomiędzy żywiołowym akordem serca a cichą bazą w rzeczywistości nie pojawia się aż tak szybko – tym niemniej jestem zaskoczony, że degradacja bukietu nastąpiła tak szybko i radykalnie…

bitwa

Schyłek tej potęgi, a właściwie obu potęg jest jest stosunkowo przygnębiający i poniekąd rozczarował mnie swą schematycznością… z wieczornej mgły, spowijającej horyzont tego epickiego jeszcze godzinę temu pobojowiska – stopniowo wyłaniają się drewniane wozy… ciągną nieśpiesznie, majestatycznie i w nieregularnym szyku… drewno z których je zrobiono też pachnie, ale da się wyczuć że niegdyś przewoziły piżmo, benzoes i drewno sandałowe oraz prawdopodobnie cedrowe – ale przede wszystkim mech dębowy… całość układa się na kształt rasowego i zaskakująco dobrze znanego brzmienia… dostojnego za sprawą drewna, wytrawnego i diabelnie męskiego za sprawą mchu i pyliście suchego dzięki zdystansowanemu piżmu…wprawdzie w tle da się usłyszeć coraz słabsze jęki kwiatów, delikatne tchnienie ziemistej vetivery – ale na pierwszym planie słychać głęboki tembr głosu, spacerującego pośród ciał w poszukiwaniu żywych – mchu dębowego… jak na ironię, finisz każdej epickiej bitwy w wykonaniu oldskulowych wojowników, ma niemal dokładnie ten sam przebieg…

pobojowisko

reasumując: bardzo klasyczny, rasowo oldskulowy zapach będący ikoną dawnego perfumiarstwa… otwiera się z rozmachem, walczy zaciekle i kona w milczeniu, w gronie najwierniejszych towarzyszy boju… pomimo iż zaskoczyło mnie wyraźne załamanie, wręcz wyrwa w bukiecie, w fazie przejścia do akordu bazy – jest to wybornej jakości przykład zacnego europejskiego perfumiarstwa, zaserwowany w iście epickim wydaniu… gwarantuję, że tak zaserwowanych cytrusów i tak głębokiego ujęcia ponoć zakazanego w perfumiarstwie mchu dębowego, próżno szukać wśród „oszczędnych” perfumowych nowinek… śpieszmy się poznawać dawnych wojowników, o potężnej projekcji i trwałości – gdyż jest ich coraz mniej…

przypomina mi: u schyłku, roztaczającego swój rasowy bukiet przez wiele godzin, czuję starą europejską klasykę, pokroju YSL pour Homme, Chanel pour Monsieur, i Guerlain L’Instant pour Homme – noszącą dopisek „pour Homme” nie od parady… klasykę charyzmatyczną, władczą i bezkompromisową – pachnącą pełną, wciąż umięśnioną piersią i posiadającymi ramiona o obwodzie większym niż przeciętne udo, wbite w przyciasne rurki… 😉Boucheron pour Homme EdT

1991

Francis Deleamont i Jean-Pierre Bethouart

Głowa: pomarańcza, lawenda, mandarynka, bazylia, werbena cytrynowa, bergamotka, cytryna,
Serce: goździk (kwiat), korzeń irysa, jaśmin, yang-ylang, konwalia, róża,
Baza: drzewo sandałowe, fasolka tonka, ambra, piżmo, benzoes, mech dębowy, wetyweria, kadzidło,

Advertisements

Responses

  1. Jaipur całkiem przyzwoicie pogodnie wypadł na pierwszych testach to i chętniej poznam klasycznego Boucheron’a 🙂
    A ostatnio zaciąga mnie do woni starszych i rzekomo nie w moim guście …;)

    • czyżbyś dojrzewał?… 🙂

  2. Piracie, testowałeś ten zapach z próbki, czy z „butli”? Ile godzin wyczuwałeś ten zapach?

    • ze sporej, fabrycznej próbki o bardzo dobrym atomizerze… trwałość ma co najmniej dobrą, choć niestety za mchem dębowym trzeba powłóczyć nosem, gdyż to dość blisko skórna nuta… 😉

      • W takim razie, pozostaje mi polecić ponowny test, w pewien upalny dzień. Ten zapach uwielbia gorący klimat, i dopiero przy wyższych temperaturach ukazuje w pełni swoje niesamowite właściwości (przy niższych, staje się nadzwyczaj ciężki, i za sprawą wetywerii, „trudniejszy” w użyciu). Ponadto, ten zapach jest bardzo podobny do Cerruti 1881 (który powstał rok wcześniej) – i mam wrażenie, że Boucheron pH jest jego udoskonaloną wersją. Pozdrawiam

  3. Bardzo ciekawy blog, dużo przydatnych informacji. Przydałby się jednak jakiś dobry korektor, który doszlifowałby stronę językową. (Ciężko czyta się tekst z taką ilością wielokropków, itd.) Pozdrawiam serdecznie!

    • dziękuję, ale obawiam się, że wielokropki jako integralny element lata temu przyjętej maniery stylistycznej, pozostanie ze mną na dobre… 😉
      również serdecznie pozdrawiam…

  4. Co ci ludzie mają do wielokropków itd. to ja nie kumam… Jak to najlżejszy blog pod słońcem. Namacalny, oczywisty i bez owijania bezpośredni. Uważam że nie ma się co czepiać tak nieistotnych szczegółów 🙂

    • Po prostu zdaje mi się, że forma wpływa na sposób odbioru treści. Tekst pisany rządzi się własnymi prawami, w świetle których nadużywanie wielokropków nie jest dobrze widziane. Oczywiście pisać można jak się komu podoba, czyta też się różne rzeczy. Szkoda tylko, że tak cenna i interesująca treść nie ma odpowiedniej dla siebie formy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      • badania naukowe dowodzą, że nawet zamiana miejscami poszczególnych liter w słowach nie wpływa niekorzystnie na czytelność i zrozumienie czytanego tekstu – gdyż ludzki mózg i tak zobaczy to co ma zobaczyć, więc uważam że przesadzasz… 🙂

    • narde – nie mam pojęcia, skąd ta nagła nagonka na moje wielokropki (po trzech latach pisania), ale szczerze powiedziawszy niespecjalnie się tym przejmuję… 😉

  5. I dobrze bo nie masz czym się przejmować. Taki styl obrałeś i jest git ja nie widze problemu a jeśli kogoś to uwiera to niech nie czyta . Czytam Twojego bloga niemal od początku i jakoś nigdy mi nie wadziły te wielokropki , zauważyłem za to spory dystans do własnej osoby i wielką pasje .Absolutnie nic nie zmieniaj bo stracisz autentyzm.ps jest takie powiedzenie ” jeśli coś nie jest zepsute to nie naprawiaj” i tego sie trzymaj.

    • dzięki, też tak to widzę… 🙂

  6. Wielokropek faaajny jest, sam go nadużywałem onegdaj w listach do kumpeli, w LO jeszcze 😉

    • no widzisz?… aż miło patrzeć jakie rozrzewnienie i nostalgię wzbudza zwykły, znienawidzony przez purystów wielokropek… 🙂

  7. a gdy już nikt nie będzie pamiętał jak pachniały ów klasyki, a coś w stylu YSL L’ Homme czy Gucci Guilty będzie dla kolejnego pokolenia młodych mężczyzn zapachem „dziada”, moda zakończy kolejny cykl i pewnego dnia powrócą jako nowości i objawienie

    • i chyba masz rację. Dzisiejsze słabizny i miernoty, dla następnych pokoleń będą wyznacznikiem dobrego stylu i smaku – ale wtedy chyba we flakonikach będą sprzedawać już samą wodę 🙂
      liczę po cichu że skoro moda lubi powracać, to i wraz ze zmianą kierunku wiatru, wróci moda na kompozycje wyraziste, z charakterem i zwrot ku jakości. Wszak czymś trzeba klienta zaskakiwać, rynek lubi nowości i inwencję (nawet jeśli to tylko ruchy pozorowane i marketing) więc czemu nie tą drogą?

  8. A czy coś z Eau Sauvage to Panu Pitahu się ciśnie na nos przy Boucheronie? Bo coś tak jakby, jakby…

    • tylko równie potężna projekcja i trwałość, bo z zapachu nijak nie są w moim odczuciu podobne


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: