Napisane przez: pirath | 9 stycznia 2014

Serge Lutens – Ambre Sultan, czyli od sułtanatu do caratu…


Na pierwszego niucha Lutensowy Ambre Sultan wydaje się bardzo podobny do Ambre Russe Parfum d’Empire… ale co może łączyć woń inspirowaną Cesarstwem Bizantyjskim/Imperium Ottomańskim, z rosyjskim Caratem?… wbrew pozorom całkiem sporo i nie łączący obie kompozycje przepych mam na myśli…  otóż późniejsi carowie szukając wzorca, głownie religijnego, a mającego pomóc w scementowaniu młodej Rusi – posiłkowali się wpływami Bizantyjskimi, adoptując w efekcie nie tylko model religijny, ale i po części tamtejszą kulturę… jej wpływy widać nawet dziś w architekturze (zwłaszcza sakralnej, na którą nigdzie nie szczędzono wydatków), modzie i obyczajach – gdzie niepodzielną władzę sprawowali autorytarni władcy, którzy z czasem przyjęli tytuł Carów, będący pochodną bizantyjskiego Cesarza… jak na ironię, kilkaset lat później car Piotr Wieli, pragnąc dla Rosji dostępu do portów morskich – podbił Krym, należący już wówczas do Imperium Ottomańskiego… koniec końców Rosja wchłonęła kolebkę kultury, która dała podwaliny pod jej własną potęgę, a Piotr Wielki przyjął tytuł Cesarza – choć bynajmniej nie w hołdzie dla spuścizny Bizancjum, lecz wzorując się na nowoczesnych monarchiach europejskich, do których pragnął upodobnić zacofaną przez wieli izolacji Rosję

Serge Lutens - Ambre Sultan

Wybaczcie mi tego przydługiego wstępniaka, ale to swoiste podobieństwo stylistyczne zapachów Parfum d’Empire (2003) i Serga Lutensa (1993) wydało mi się na tyle nieprzypadkowe – iż postanowiłem sięgnąć po historię, aby dowieść jego być może, zupełnie przypadkowej zasadności… wprawdzie wątpię by Sheldrake i Corticchiato rzeczywiście „wykładali” historię za pomocą bloterów – ale zawsze miło móc uargumentować wzajemne podobieństwo dwóch kompozycji nie „odgapiostwem„, a uwarunkowaniami kulturowo historycznymi… 🙂

Souk

Bez wątpienia Ambre Sultan nosi swą nazwę nie od parady… bliskowschodni przepych, rozmach i bogactwo aż kipi od z tych perfum, ociekając wonią aromatycznych przypraw, wspaniałymi, hojnie palonymi żywicami i balsamiczną, otulającą słodycząAmbre Russe wyraża przepych i bogactwo carskiego sioła – a te perfumy przenoszą nas żywcem do gwarnego pałacu osmańskiego sułtana… stoły uginają się pod ciężarem przedniego jadła i napitków, a powietrze szczelnie wypełnia woń upajająca woń szlachetnych żywic, palonych w niezliczonych kadzielnicach… wnętrze wypełnia też gwar tłumnie zgromadzonych dworzan, zauszników, wasali, posłów, straży pałacowej i setek niewolników wyczekujących na najmniejszy gest swego pana… od sułtana bije niesamowity majestat, a jego wzrok wyraża pogardę dla wszystkich zgromadzonych… skubiąc od niechcenia jakiś podtykany mu przysmak, słucha znużony przemowy jednego ze swych wezyrów… władca nudzi się i myślami jest już w haremie, gdzie znów posiądzie swą najnowszą zdobycz – a przybyłą na dwór z ostatnim jasyrem…

przyprawy

Zniecierpliwiony władca, przerywa nudną tyradę w pół słowa jednym gestem i podrywa się ze swego siedziska… niżsi stanem padają plackiem, a najwyżsi dostojnicy skłaniają się nisko w oczekiwaniu na polecenia pana ich karków… sułtan przywołuje ledwie widocznym skinieniem jednego ze swych doradców i udają się by porozmawiać bez światków… wielki monarcha przemierza salę pewnym krokiem, dostojnie i pewnie, gdy jego zausznik drobi małymi kroczkami z boku, nie śmiąc nawet spojrzeć na oblicze władcy… wychodzą na taras ogrodu, skąpany w promieniach zachodzącego słońca… z oddali słychać nawoływania do zamknięcia pobliskiego suku i przygotowań do wieczornej modlitwy… jest ciepło, ale nie gorąco… minarety i baszty górujące nad murami miasta, goreją płomienną czerwienią zachodzącego słońca… nawet najmniejszy powiew wiatru nie porusza liśćmi drzew, palm daktylowych, ani nie marszczy spokojnej toni ogrodowej sadzawki…

mirra

Sułtan staje przy misternie zdobionej balustradzie tarasowej i omiata wzrokiem swoje włości… spogląda na dym wydobywający się spod baldachimów chroniących kupców w suku, przed żarem południowego słońca… dobywa się stamtąd zadziwiająca mieszanka zapachowa… słodycz i aromatyczna woń zamorskich i rodzimych przypraw, suszonych owoców i cennych wonności… wszystko zmieszane razem i doprawione snującą się od pałacu wonią palonych kadzideł… niesamowity zapach… słodki, nieco korzenny i ożywiony upajającą wonią palonych żywic… odległość zamazuje kontury tych potężnych żywiołów i do nozdrzy monarchy dociera ich bardzo spokojne, niemal dyskretne i otulające brzmienie…

arabian incense

Przejmujące bogactwo niezliczonych, aromatycznych przypraw, ich ostrość uległa zatarciu i miesza się ze sobą w jedną niezbyt czytelną, ale bardzo przyjemną woń… kolendra, muszkat, kardamon, cynamon, liść laurowy i inne zazwyczaj pachnące przejmująco wonności, teraz brzmią spokojnie i harmonijnie… dopełnia ją woń dobiegająca z wnętrza pałacu… szlachetne wonności dworzan i wyszukanych przysmaków dopełniają niesiony przez powietrze zapach suku… słodka wanilia, kandyzowane daktyle i owoce, paczula i drewno sandałowe, spowite okadzającym dymem mirry i benzoesu… palone żywice pachną zarówno orzeźwiająco i zarazem słodko… ich woń pobudza swym niemal leśnym zacięciem zastygających na pniach żywic iglaków i otula, kojącą słodyczą balsamicznej ambry i benzoesu

Serge Lutens - Ambre Sultan reklama

To niemal mistyczna, obfita – ale przy tym zaskakująco dyskretna i delikatna woń… zupełnie jakby dobiegała do nozdrzy z pewnej odległości, które wyobliły, przytępiły i rozmyły wyrazistość, rozmach i ostrość przyprawowych konturów – a żywice wytraciły swój gryzący impet… w fazie dojrzałej ten obfity przyprawowo żywiczny tembr, staje się zaledwie tłem, dla wyczuwalnej na pierwszym planie otulającej swą błogością słodyczy – zaaranżowanej z lekkich i niesamowicie miękkich nut balsamicznych… któż by pomyślał, że Ambre Sultan na tak delikatne, wręcz powściągliwe oblicze… spodziewałem się zgiełku, donośnej i rozkrzyczanej artykulacji – a okazuje się, że to jeden z najdelikatniejszych hołdów względem orientu, jaki dane mi było zakosztować… w dojrzałej fazie zapach sprawia wrażenie przygaszonego i wyciszonego, pieści nozdrza swym wyrafinowanym, bardzo złożonym – ale zaskakująco skromnie okazującym moc i bogactwo obfitującego w niuanse bukietu… zupełnie jakby Ambre Sultan martwił się zbliżającym się nieuchronnie schyłkiem swego imperium i panowania… a może to tylko skromność, do jakiej przejawiania zdolni się jedynie najbardziej wielcy z wielkich?…

kadzielnica

reasumując: przepiękne, żywe żywice, wspaniały wianuszek przypraw i ciepły balsamiczny schyłek stanowią serce i trzon tego zaskakująco powściągliwego pachnidła… zgromadzono w jego wnętrzu niesamowite bogactwo, przepych i potęgę, którą zaserwowano z wręcz nieprawdopodobną skromnością i wyrafinowaniem… zapach przedstawiany jest jako kompozycja dla kobiet, ale to bzdura, gdyż jest z niego wręcz wybornie zaserwowany uniseks – bez wyraźnego przechyłu na którąkolwiek ze stron… nosi się go zadziwiająco łatwo i przyjemnie… zapach stroni od ostentacyjnej głośności, epatowania bliskowschodnim blichtrem i zagłuszania sobą otoczenia, przez co nadaje się do noszenia nawet w ciepłe dni… projekcja umiarkowana, ale w zupełności wystarczająca, trwałość bardzo dobra…

przypomina mi: znacznie dyskretniejszego i paradoksalnie przez brak skóry, bardziej ucywilizowanego – Ambre Russe od Parfum d’Empire… ale miłośnicy kandyzowanych i ociekających balsamiczną słodyczą klimatów Aziyade i generalnie stylistyki Corticchiato oraz obfitujących w złożone i wyrafinowane konfiguracje pokroju Amouage Jubilation XXV, też będą ukontentowani…Serge Lutens - Ambre Sultan EdP

1993

Christopher Sheldrake

Głowa: kolendra, liść laurowy,
Serce: mirra, mirt, dzięgiel, oregano,
Baza: sandałowiec, benzoes, paczula, balsam tolu, styraks, ambra, wanilia,

Reklamy

Responses

  1. Oj, nie lubimy się z AS, zdecydowanie… na mnie wychodzi zatęchła, kuchenna szafka wypełniona lekko zwietrzałymi przyprawami… no, nisza czyli, jakby nie patrzeć 😉 Pozdrawiam!

    • bywa i tak, czasem jestem zdumiony tym jak znane mi perfumy, których od lat używam potrafią pachnieć na kimś innym zupełnie nie do poznania… ale w sumie to ciekawsze niż jakby na każdym miały pachnieć tak samo – albo wszyscy mieli mielibyśmy jednakie gusta… 🙂

      • Odwołuję! Chodziło mi o Arabie, że ta szafka itd. Wybacz 😉

  2. Pamiętam że coś mi nie grało w AS ale i tak planowałem wrócić do ponownego testu, więc takie przypomnienie się przyda 🙂

    Póki co mam na przedramieniu Daim Blond który mimo że spoczywa tu w opcji perfumowanego firmowego kremiku to i tak zachęca do bliższego poznania.

    • kremiki nie nadają się wprawdzie do napisania recki, ale do poznania brzmienia jak najbardziej… ciekaw jestem jak Ci się spodoba cholerna blondynka… 🙂

  3. gryx’ie – nie ma sprawy, chowam atomowy guzik do szuflady z przetworami na zimę i odwołuję wojska stacjonujące na granicy… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: