Napisane przez: pirath | 10 stycznia 2014

Cartier – Must de Cartier Essence Pour Homme, czyli anyżkowe ciacho do kwadratu…


Klasyczny Must jest jak przytulenie, ale Must Essence to już wylewny, niesamowicie serdeczny przytulas (dokładnie taki, jakie lubię najbardziej)… lubię też, gdy dopisek Intense, Extreme i Essence rzeczywiście znajdują odzwierciedlenie w treści kompozycji… w końcu Intense i Essence znaczą „bardziej intensywny i esencjonalny„, wciąż zachowując ducha pierwowzoru… i tak Dior Homme Intense jest fantastycznym, jeszcze pełniejszym rozwinięciem klasycznego Homme, podobnie CK Euphoria Intense i Dior Eau Savage Extreme pasjami czerpią z Euphorii i Eau Savage – zaś Cartiery Must i Declaration Essence, eksploatują tematykę swych regularnych odpowiedników… stąd nie bardzo kupuję model Prady, której Luna Rossa Extreme i Pour Homme Intense, niemal zupełnie ignorują i rozmijają się ze stylistyką swych pierwowzorów… w końcu ten dopisek i wspólna nazwa coś sugerują, obligując do swoistej konsekwencji…

Cartier Must Essential

Jedno jest pewne, Cartier Must Essence, to Must pełną gębą i do kwadratu… jeśli zostaliście oczarowani jego subtelnym, otulającym i ujmującym brzmieniem i chcecie więcej – koniecznie wypróbujcie anyżkowe ciasteczko w wersji „full flavor„… jeszcze więcej anyżku, jeszcze więcej subtelnej, wyrafinowanej słodyczy i dwa razy potężniejsza projekcja… mój kolega, o którym mogę powiedzieć tyle, że nie potrzebuje perfum, drogiego samochodu i tabletek gwałtu w celu polepszenia swojej atrakcyjności w oczach pań – po użyciu obu Cartierów (w ramach eksperymentu), określił pierwszego z braci Cartier mianem „rozpinacza staników„, zaś wersję Essencezrywaczem majtek„… tym niemniej eksperyment uznałem za niemiarodajny – gdyż choć oba zapachy bardzo podobały się paniom, wynik testu z udziałem jakichkolwiek perfum – zawsze oscylował w granicach 100% skuteczności… a to dowodzi tezie, że żadne perfumy lub desperacko wylewane na siebie feromony, nie zastąpią walorów osobowości, zachowania i aparycji samego nosiciela…

anyż

Zostawiając eksperymenty z udziałem żywego organizmu – muszę wyznać, że Cartier Must Essence jest po prostu 2 x bardziej uroczy… oczywiście to moje bardzo subiektywne zdanie – co wyraźnie zaznaczyłem już przy okazji recenzji regularnego Must (kocham te perfumy!), bo nie każdy pała miłością do anyżku i kawiarnianych casualowców, ale te perfumy niewątpliwie mają w sobie coś zniewalającego… ich dość wyrazisty bukiet (w przypadku wersji Essence) zaaranżowano z nieodmienną finezją i wyrafinowaniem – iż nic tylko leżeć, wąchać i wzdychać… otulająca, jowialna słodycz bucha obfitymi obłokami i dryfuje z majestatem nad skórą – pieszcząc nozdrza niekończącą się epopeją wykwintnej harmonii, utkanej z przypraw korzennych i pieszczotliwej, subtelnej słodyczy… w zbliżonej tonacji odgrywał ongiś swą imbirową serenadę nieodżałowany Gucci Envy, którego flakonu nie zdołałem posiąść – ale szczęśliwie linia Must, zdołała w pełni i godnie wypełnić lukę po nim…

imbir

Must Essence wybrzmiewa dość jednolitym, ale wręcz niemożliwym do znudzenia się miksem przypraw, z delikatną nutką drewna i kwiatu goździka w tle… emanująca od tych perfum, delikatna słodycz pochodzi jedynie od stanowiących trzon kompozycji przypraw… a jest ich tu całkiem sporo, choć wszystkie wybrzmiewają z ewidentnie pacyfistycznym zacięciem… nie doświadczyłem jeszcze bukietu w którym podbite waniliąanyż, cynamon, goździk, imbir i paczula grają tak zgodnie, rytmicznie i kształtnie… ich misterny koncert, wzajemne przeplatanie się i upajająca koegzystencja – nie mają najmniejszej tendencji do kakofonii, wzajemnego zagłuszania się i niekontrolowanego wyostrzania brzmienia… nie uświadczyłem w tych perfumach najmniejszej chropowatości, ani warknięcia – sugerującego iż ucywilizowanie kompozycji wynika jedynie z powierzchownego ujarzmienia jej temperamentu, o czym nie raz daje o znać choćby temperamentny YSL Opium EdT

goździk

Najbardziej zadziwiającą i ujmującą cechą tych perfum, jest ich delikatność – choć wersja Essence projekcję ma słuszną… pojawiający się w otwarciu grejpfrut wyostrza i podbija bukiet tylko przez chwilę, by ustąpić miejsca imponującej plejadzie szlachetnych i szlachetnie wyrażonych przypraw… to o tyle intrygujące, że przecież anyż, cynamon i imbir nie są nutami grzeszącymi skromnością w epatowaniu swą charyzmą – a tu ukazano ich kwartet (pospołu z kwiatem goździka) z niesamowitą harmonią i lekkością… pełny bukiet Must Essence, zniewala majestatycznością i kunsztowną wirtuozerią z jaką został popełniony… od tych perfum bije niesamowita obfitość, spokój i szlachetna głębia, ocierająca się o stoicki, dalekowschodni orient… bukiet tych perfum, choć zdecydowanie bardziej wyrazisty, wciąż nieodmiennie koi, uspakaja i wycisza swą absolutnie nienatarczywą prezencją… mam cichą nadzieję, że Cartier nie wycofał tych wyrafinowanych i nietuzinkowych perfum z oferty – gdyż współczesne casualowce, mogą tej kompozycji co jedynie lizać buty…

cynamon

reasumując: przepiękna, jeszcze pełniejsza i bardziej wyrazista odsłona fenomenu Must i jednocześnie Essence z prawdziwego zdarzenia… jeszcze więcej przypraw, dwa razy głębszy – a wciąż nienagannie finezyjny, wyrafinowany i nieodmiennie kojący… stoicki spokój i uwodzicielska słodycz, wyrażona przez perfekcyjnie ujarzmiony arsenał potężnych ingrediencji… gorąco polecam wszystkim miłośnikom kunsztownych, otulających, wyrafinowanych i niebanalnych brzmień opartych na przyprawach… trwałość i projekcja bez zastrzeżeń i mam nadzieję, że Cartier przywróci te perfumy do łask…

przypomina mi: znacznie bardziej pełną niż Gucci Envy i daleko bardziej finezyjną i ucywilizowaną wersję YSL Opium – o zdecydowanie lżejszej, choć równie zniewalającej słodyczy z jaką wybrzmiewają CK Obsession i Boucheron Jaipur… powinien też spodobać się miłośnikom Cerruti Si i Mont Blanc PresenceCartier Must Essential EdT

2000

Skład: imbir, paczula, goździk, anyż, cynamon, grejpfrut, wetyweria, cedr,

Reklamy

Responses

  1. To naprawdę dobry zapach… Tym razem nie polemizuję 🙂

    • wietrząc misternie utkany spisek i tak Ci nie wierzę… 🙂

  2. I tym razem nie będę ukrywał swego uwielbienia do Must…
    Jeśli jest tak jak piszesz to na chwilę obecną Essence przeszedł na początek kolejki moich zapachowych chciejstw. I nie jako próbka do poznania a flakon ‚w ciemno’…!
    Biedne dziewczęta,.. choć w sumie będą szczęśliwe 😉

    • najwyżej zostaniesz pożarty… 😉

  3. nie mam nic przeciwko… 🙂

  4. A to Opium jest nieucywilizowane ;)?

    • wielokrotnie spotkałem się z opinią (której osobiście nie podzielam), że Opium (zwłaszcza EdT) to bardzo ostry i agresywny zapach… trochę prawdy w tym jest, a zważywszy że żyjemy w czasach gdzie uważa się Biebera za śpiewaka, a braci Mroczek za aktorów – Opium to wybitnie niecywilizowany i aspołeczny zapach, zwłaszcza gdy zestawić go z obecną i mocno wydelikaconą „średnią półkową”… 😀

  5. Za Mustem w wersji klasycznej nie przepadam, blady jakiś, bez wyrazu… ta wersja to jednak absolutny fenomen, teraz się już chyba takich perfum nie tworzy, niestety 😦 Pamiętam, gdym pierwszy raz spryskał się nimi w Sephorze (jakieś 10 lat temu, krótko potem zniknął z półek), do nocy samej chodziłem z nadgarstkiem przyklejonym do nosa, tak mi ten zapach w głowie zawrócił 😉 Chyba już wiem, co sobie zaraz zapodam 😀

    • spróbuj zatem klasycznego Must latem, albo ciepłą wiosną… ja noszę go gdy jest ciepło, a wersję Essence na zimę… pięknie się razem uzupełniają przez cały rok… 😉

  6. Tyle wspaniałości można tu znaleźć a finanse ograniczone przecież: (

    • ojtam ojtam, zawsze możesz sprzedać nerkę, albo inny organ, tak jak chińscy fanboje 🙂

  7. Jest przepiękny. Rzeczywiście zrozumiałem co to znaczy, że chce się przytulić do ręki. I zmienia się, czuć anyż, potem korzenie, a gdzieniegdzie znowu anyż. Piękny, szkoda, że 100 ml nie występuje.
    Co jest najbardziej podobne, tylko mocniej projektujące i trwalsze?

    • jeszcze mocniejszy i trwalszy niż Must Essence? ojej, no to zostają CK Obsession, USL Opium EdT i Boucheron Jaipur…

  8. Boucheron Jaipur jako Edt czy edp?

    • EdT, bo EdP sprawia wrażenie bardziej delikatnego i obłego.

  9. A czy EdP z definicji nie są trwalsze i mocniej projektujące? Kupię tak czy owak ale nie wiem którą wersję – moc i projekcja to mój cel. 🙂

    • pierwsze słyszę, aby męski Cartier Must był produkowany w wersji EdP i EdT. Damski owszem (ma tę samą nazwę choć wysoki flakon dla odmiany), ale męski Must występuje wyłącznie w wersji toaletowej. Jeśli kupisz EdP, to kupisz wersję dla pań 🙂

  10. Ależ nie, Mówiłem o Boucheron Jaipur – bo tego cudownego Cartiera już szczęśliwie posiadam. Po prosty chcę wiedzieć czy Boucheron Jaipur EdP z definicji nie powinien być trwalszy i mocniej projektujący?

    • aaaa, powiem tak, nie wąchałem wersji EdP, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi oraz moja podszyta autopsją intuicja – podpowiadają iż wersja EdT będzie mimo wszystko pachnieć dłużej i bardziej wyraziście niż teoretycznie bardziej skoncentrowane EdP.

  11. Kiedyś używałem tego obłędnego pachnidła… niestety obecnie resztka we flakoniku jest już zepsuta, a kupienie niepsikalnego flakonika graniczy z cudem…

    Jednak jakiś czas temu udało mi się dorwać dwie próbki tego dzieła sztuki, dzisiaj zaaplikowałem delikatnie na rękę… I tak, to jest to. Nie są zepsute. Są jak kiedyś. Ja żądam, żeby znowu zaczęli je produkować. Nosz cholera, nie mogę znaleźć niczego na jesień/zimę (w domyśle słodkiego i przytulaśnego), co by chociaż nadawało się do postawienia obok Must De Cartier Essence… :/

    • Mam ten sam problem, bo oba moje Musty są na wykończeniu, a widoku na dokupienie kolejnych nie widzę. Zostaje tylko odwiedzenie zachodnich lub zamorskich perfumerii online…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: