Napisane przez: pirath | 27 stycznia 2014

Hermes – Eau de Mandarine Ambree, czyli ascetyczne mandarynkowe skórki…


Ellena niemiłosiernie pochlastał tę tytułową mandarynkę, wykroił z niej niemal wszystko (dość typowa taktyka u Mistrza) ale zapewniam Was, że te bardzo proste, delikatne niczym mgiełka perfumy – są kolejnym przebłyskiem geniuszu ich autora… pewnie część z Was dziwi się skąd recenzja tak „ażurowego„, iście purystycznego dzieła pod koniec stycznia – ale zapewniam, że pomimo -15 stopni mrozu, nie telepię się z zimna na tarasie, próbując zgrabiałymi od mrozu palcami trafić w spust atomizera… mam termostat ustawiony na neutralne 23 stopnie, nawilżacz powietrza i postanowiłem ich użyć – aby wydobyć głębię tych delikutaśnych perfum… 🙂

Hermes - Eau de Mandarine Ambree

Mandarine Ambree są przykładem wybitnie „ogródkowej” aranżacji, są lekkie, minimalistyczne, zwiewne i nieodmienne zniewalające delikatnością swego wymuskanego, purystycznego bukietu… zaaranżowano je z tak dalece posuniętą finezją, iż ledwie pachną… jestem pewien, że to efekt całkowicie zamierzony i urocze brzmienie tych perfum zachwyci i sprawdzi się dopiero w parny, upalny dzień – gdy wszystko inne co pachnie, przeszkadza, męczy i dusi… i oczywiście Ellena nie byłby sobą, gdyby objawił światu mandarynkę, pachnącą jak zwykła mandarynka, którą znamy z innych perfum i patery z owocami w kuchni… zaserwowano ją tak odmiennie i wyjątkowo iż próżno gdzie indziej szukać tego cytrusa, sparowanego w tak wyjątkowy, choć niestety znacznie pozbawionego swej naturalnej widowiskowości… i pomyśleć, że intrygującą swą odmiennością woń tych nietuzinkowych perfum, Jean Claude wykreował z odpadku… szapo ba Maestro!…

obrana mandarynka

W otwarciu przez krótką chwilę mandarynka rzeczywiście przypomina owoc jaki znamy z perfum – ale już chwilę później jej aromatyczne oblicze świeżego owocu dosłownie wysycha… to pachnie nie jak żywy, dojrzały owoc, tryskający sokami, lecz porzucone i zapomniane skórki, o których ktoś zapomniał… leżały sobie na stole kilka/kilkanaście godzin, zeschły i nieco się skurczyły, a lotna woń olejków zdążyła już niemal zupełnie się ulotnić… w takim oto stadium zastałem tytułową mandarynkę, purystyczną, diabelnie lekką, nietuzinkową, ba drastycznie odmienną od jej typowego ujęcia – ale mimo wszystko wciąż autentyczną, jak przystało na niedościgniony warsztat Elleny… dyskretny, ulotny i ledwie zdefiniowany bukiet tych perfum cechuje fantastyczna przestrzenność i zwiewność, choć trzeba zaznaczyć iż aspekt ten zachwyci raczej koneserów gatunku – gdyż dla większości perfuserów, brzmienie tej kompozycji będzie nazbyt lakoniczne…

Hermes - Eau de Mandarine Ambree reklama

Hermesowa mandarynka pachnie nie tyleż owocem, co wnętrzem swojej nieco zasuszonej skórki… pachnie tym białym łykiem, nieco pudrowym i suchym, choć wciąż na tyle swoistym by dostrzec w nim żywy owoc… jest to na tyle prawdziwe, że gdy zamknie się oczy i powącha skórę – czuję się jakby do mego nosa doleciała woń porzuconych na biurku resztek owocu… o dziwo akord tej zdawkowej mandarynki trwa stosunkowo długo, okupując nie tylko serce, ale pozostając wyczuwalną po sam schyłek kompozycji… dopiero po około 15-20 minutach od aplikacji bukiet zaczyna ewoluować, wytraca stopniowo resztki swej soczyście owocowej powłoki i robi się ledwie wyczuwalnie słodki…

reklama Hermes - Eau de Mandarine Ambree

Mandarynce towarzyszy równie dyskretna, wręcz symboliczna marakuja, której powściągliwa rześkość tworzy symboliczne, mocno wycofane tło… jej obecność jest wręcz homeopatyczna, choć przysięgłym że w składzie występuje też równie transparentny petitgrain i szczypta anyżku nadająca brzmieniu odrobinę bardziej namacalnego tchnienia… muszę jednak zmartwić miłośników ambry, którzy czaili się na jej walory – ponieważ jeśli w ogóle przyjmiemy jej obecność za fakt, to jest bytem tak wyidealizowanym i do siebie niepodobnym, że aż hipotetycznym… Ellena wprost uwielbia tego typu transformacje i przeobrażenia dobrze znanych nut i trzeba przyznać, że z wyśmienitym efektem końcowym… dla tego niesamowicie awangardowo skrojonego świeżaka próżno szukać precedensu, a przy tym jest bardzo przyjemny i doskonale niezobowiązujący w swej formie…

skórki mandarynki

Pomimo, że perfumy są niesamowicie subtelne, spirytualne, eteryczne i powściągliwe w epatowaniu swym minimalistycznym i wydelikaconym bukietem – o dziwo uczepiły się mej skóry na ponad 6 godzin, czym zapach niewątpliwie mile mnie zaskoczył… projekcja jest cicha, ściszona wręcz do szeptu, choć zapach dzięki swej wrodzonej lekkości bez trudu podrywa się ze skóry do lotu… Mandarine Ambree to bardzo subtelny mandarynkowy monolit, z niezbyt mocno zaakcentowanym podziałem na poszczególne akordy, nieznacznie tylko draśnięty słodyczą u schyłku… pierwszy raz w życiu nie mogę doczekać się nastania letnich upałów, by wypróbować to ascetyczne pachnidło w boju…

reasumując: niesamowicie delikatny, ultra dyskretny, zwiewny i transparentny w epatowaniu swą stonowaną, zupełnie do siebie niepodobną nutą mandarynki – objawioną przez przesuszoną, niemal wyblakłą woń pozostawionych na stole skórek po spałaszowanych owocach… projekcja cicha, choć dobrze wyczuwalna, a trwałość jak na tak delikatną kompozycję, zadziwiająco dobra…

przypomina mi: absolutny precedens… przy delikatności tych perfum, nawet Eau d’Hadrien i Concentre d`Orange Verte, również Hermesa – zdają się przytłaczającym ciężarem, poprowadzonym z zapierającym dech rozmachem…Hermes - Eau de Mandarine Ambree Cologne

2013

Jean Claude Ellena

Głowa: mandarynka,
Serce: marakuja,
Baza: ambra,

Reklamy

Responses

  1. Mniam,mniam też potestuje je latem bo narobiłeś mi na nie smaka.Fajnie że już jesteś

  2. A ta mandarynka bardziej kobieca czy bardziej męska?

    • w moim odczuciu idealnie neutralna… 🙂

  3. mmmMandarynka jako cytrus najbliżej memu sercu…tak że będą testy 😉

    • ale ta mandarynka nie pachnie jak cytrus… 😉

  4. …To tym bardziej mnie to intryguje 🙂

    • więc idź za swym sercem narde… 🙂

  5. No cóż – J.C Ellena to Mourinho pefumiarstwa (oczywiście wiem, że na odwrót). Niemniej, fajnie jest obserwować ludzi z talentem od Boga, którzy dostarczają nam wrażeń i emocji 🙂

    • dziękuję, miło mi… 😉

  6. Idąc za swym sercem kupiłem
    Essence Oud i dużą odlewkę utęsknionego Jubilation 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: