Napisane przez: pirath | 28 stycznia 2014

Abercrombie & Fitch – Fierce Cologne, czyli po prostu perfekcja…


Miałem nie pisać o tych perfumach, bo mierzi mnie polityka tej marki, ostentacyjnie  dyskryminująca ludzi za ich niezgodną z kanonami powierzchowność – ale wąchając te perfumy niemal co drugi dzień na koledze z pracy, nie mogłem się już dużej opierać ich urokowi… konsekwentnie ignoruję oficjalne wzmianki o rzekomej „zajefajności” jakichś perfum, a te ponoć rozpyla się w salonach marki i na oferowanej tam odzieży – zapewne w celu wywołania u kupujących przemożnej chęci zakupu produktów A&F…  ale tym razem to nie patetyczna propaganda sukcesu – te perfumy naprawdę są fenomenalne i dosłownie oczarowują swym niepowtarzalnym, głębokim, fascynującym brzmieniem czegoś wyjątkowego…

Abercrombie & Fitch - Fierce Cologne
Wąchając te perfumy i patrząc na flakon odnoszę wrażenie, że w zamyśle mają sobą wzbudzać ekstremalne pożądanie – choć tak naprawdę ta wyrzeźbiona goła klata i niemal zsunięte spodnie, nie są w najmniejszym stopniu konieczne dla podkreślenia oszałamiającego brzmienia tych perfum… akurat ten zapach obroni się sam, ale w kraju z którego się wywodzi panuje tak wysokie ciśnienie na promowanie idei „good looking” (niejako sprzecznej ze statystykami, wedle których statystyczny obywatel waży tyle co Kallisto, księżyc Jowisza) iż wszystko co choćby ideologicznie nawiązuje do obsady Słonecznego Patrolu i kojarzy się z seksem i pożądaniem – jest z góry skazane na komercyjny sukces… zresztą golizna zawsze dobrze się sprzedawała (niezależnie od szerokości geograficznej) i spece od marketingu doskonale wiedzą co kręci nabywców… mówicie, że przede wszystkim liczy się intelekt i niebanalna osobowość?… owszem, ale teraz łapka do góry – który facet nie chciałby mieć prezencji gościa z flakonu i która kobieta wywaliłaby go z łóżka?…

reklama Abercrombie & Fitch - Fierce

Fierce jest intensywnie zielony, niemal koloński, dość tradycyjny i dzięki temu szeroko akceptowalny w odbiorze (choć nie banalny), a ostre krawędzie jego wyrazistego brzmienia zręcznie łagodzi i wygładza spora domieszka ISO – sprawiając, że naprawdę trudno oprzeć się zniewalającemu brzmieniu tych uwodzicielsko zmysłowych perfum… brzmienie tej „cologne” (Amerykanie określają tym mianem perfumy dla mężczyzn – ponieważ perfume / eau de toilette brzmi niezbyt męsko i nazbyt z francuska – a jak wiadomo amerykanie nienawidzą francuzów… 🙂 ) jest zadziwiające i jednocześnie zaskakująco swojskie – stąd wcale się nie dziwię, że Fierce z taką łatwością podbija serca i pacyfikuje nozdrza, zwłaszcza, że ofiary podstępu nie znają sekretu oddziaływania tych perfum na żywe organizmy…

Abercrombie & Fitch Fierce Cologne

Zaczyna się dość klasycznie i niewątpliwie przyjemnie od lekko świdrującego połączenia niezbyt krzykliwych cytrusów z dość krzykliwą zieleniną, hojnie reprezentowaną przez fantastycznie podkręcony petitgrainem kardamon – w towarzystwie jodły, nadającej tej „zieleni” ciemniejszej i wytrawniejszej barwy… pachnie to jak zderzenie niezobowiązującego cytrusowego świeżaka w charakterze Lanvin Oxygene i Gucci by Gucci Sport – z czymś dojrzalszym, bardziej tradycyjnym, pełniejszym i bogatszym w konkretne detale, aka Cartier Declaration, Drakkar Noir, Ungaro III… w akordzie serca zapach wytraca cytrusy, robi się aromatycznie ziołowy, nieco pieprzny i klasycznie śródziemnomorski… melodia tych perfum jest bardzo spójna i wbrew emanującej od niej wyrazistości, pod względem finezji i wyrafinowania, bliżej Fierce do wykwintnego Hermesowego Voyage – choć jest to tylko zbieżność stylistyczna, niż fizyczne podobieństwo…

Abercrombie & Fitch - Fierce Cologne reklama

Owszem są tu kwiaty, jest nadająca głębi dyskretna róża i niosąca dźwięczność na podobieństwo geranium konwalia… to dzięki nim ziołowy charakter kompozycji nie mdli ani nie nuży – nieustannie wibruje i podsyca ciepło bijące od tych widowiskowych perfum… przyjmijmy umownie, że w fazie schyłkowej zapach robi się drzewny i lekko pyliście piżmowy, z wciąż delikatnie wybrzmiewającym wątkiem ziołowym z serca – choć wspomniana „drzewność”  to bardziej zasługa wycofywania się poszczególnych nut z linii melodycznej na rzecz wylewnego ISO, które szczelnie wypełnia sobą każdą powstałą w bukiecie szczelinę… a ISO jest tu wszędzie, towarzyszy każdej z nut nieznacznie zmieniając jej odbiór i kształt, rozmywa krawędzie – wreszcie nadaje ciepła i głębi gdzie trzeba, łagodzi i tonizuje brzmienie tam gdzie nazbyt frywolna nutka próbuje zdominować sobą kompozycję i zburzyć jej harmonię, jest duszą i istotą tych perfum… to dzięki niemu Fierce jest tak pełny, zwodniczy, fascynujący, uwodzicielski, zmysłowy i pachnie perfekcyjnie…

reklama Abercrombie & Fitch

Widzicie gdzieś ISO w składzie?… ja też nie widzę, ale bez wątpienia to ono kreuje klimat i zniewalającą aurę tych perfum… równie dobrze mógłbym umieścić w składzie nie tylko brazylijskie drewno różane, ale też paragwajskiego kasztanowca albinosa, zapach płóz sań świętego Mikołaja, zapach dryfującej po morzu Barentsa palety Euro i nowozelandzką jabłonkę modro plamą – sadzoną i osobiście pielęgnowaną przez Henryka VIII… spektakularną głębię tych perfum mogłoby stworzyć teoretycznie wszystko, co zrodzi kreatywność działu PR, bo nie sposób tego zweryfikować… a przecież większość Amerykanów i miłośników tych perfum w Europie powie who cares? – grunt, że fantastycznie pachnie, a ten cel został osiągnięty wybornie i koncertowo…

Abercrombie-an-Fitch-FIERCE

Tak naprawdę Fierce byłyby zwykłym, regularnym zapachem, o bardzo poprawnym ale niezbyt rewolucyjnym wątku zielono cytrusowym – ale smaku, głębi i niesamowitej lotności bukietu nadaje mu (co najbardziej czuć w stadium dojrzałym) wyraźnie wyczuwalna obecność ISO… pod tym względem przypomina mi hybrydę wspomnianego kardamonowego Declaration z kolendrowym Cartierem Eau de Cartier Concentree, którego wątek przewodni również ocieka „perfumeryjną przyprawą„… tajemnicze, powabne, magiczne, intrygujące i oczarowujące brzmienie Fierce nie miałoby racji bytu, gdyby nie wplecenie w kompozycję obfitej i jakże w tych perfumach spektakularnej, magicznej molekuły… efekt użycia bodaj po raz pierwszy ISO w tak bujny, odważny i otwarty sposób jest po prostu powalający – i tylko dla formalności wspomnę, iż Escentric Molecules 01 ujrzał blotery dopiero w 2006 roku…

reasumując: naprawdę wybitne perfumy, nieprzeciętne pod każdym względem i nie sposób im się oprzeć… nie przeszkadza mi nawet wszechobecność magicznej molekuły, bo poza nią jest też coś jeszcze i w dodatku wspaniale skorelowane w naprawdę zgrabny, bardzo uniwersalny i wszechstronny bukiet o wybitnie męskim i dość klasycznym zacięciu… projekcja fenomenalna i jednocześnie bardzo nienarzucająca się otoczeniu, trwałość bardzo dobra… po prostu perełka i oczywiście trafia na listę AMH!…

przypomina mi: zjawiskowe za sprawą ISO połączenie charyzmy i wyrazistości brzmienia nieco oldskulowych klimatów kolońskich pokroju Cartierów Declaration i Eau de Cartier Concentree, przy jednoznacznym zachowaniu najlepszych przymiotów obu perfum…Abercrombie&Fitch - Fierce Cologne

2002

Christophe Laudamiel i Bruno Jovanovic

Głowa: petitgrain, kardamon, cytryna, pomarańcza, jodła,
Serce: jaśmin, rozmaryn, róża, konwalia,
Baza: wetyweria, piżmo, mech dębowy, brazylijskie drzewo różane,

Advertisements

Responses

  1. Mam odlewkę od kilku miesięcy. Muszę dziś jeszcze raz przetestować, bo jakoś nie umiem odkryć fenomenu tego zapachu:-)

    • może dlatego, że ten męski zapach wymaga do zadziałania z pełną parą, również męskiej skóry?… 🙂

    • Też nie umiem. Normalne mainstreamowe perfumy.

      • Sabb, a wąchałaś je na facecie?

  2. Mnie jednak Iso nie przekonuje… Klimat całości też nie mój. Wali nieco banałem, nawet przymykając oko na szatę graficzną i politykę. Niespieszno mi by poznać Fierce, ale przy okazji dlaczego by nie… 🙂

    • ale tu Iso jest przepięknym dodatkiem dla niebanalnej całości więc tym bardziej polecam Ci poznać te wspaniałe perfumy…

  3. Mnie polityka firmy nie przeszkadza – dbac o siebie trzeba i forme. Co z tego ze bedzie ktos uzywal dobrych perfum jak bedzie zaniedbany?

    • owszem pełna zgoda, dbać o siebie trzeba, ale dyskryminowanie kogoś za to, że nie jest piękny/przystojny i jego fizjonomia (wzrost waga) odbiega od jakiegoś kanonu „perfekcji” jest w mym odczuciu niczym innym jak namiastką faszyzmu… Hitler też schlebiał idei Aryjczyka, niebieskookiego blondyna z rasy panów… dostrzegasz subtelną analogię?… 😉

      • Gdzie tu dyskryminacja i faszyzm? Faszyzm to ideologia państwowa a nie prywatnego przedsiębiorcy, który, w odróżnieniu od państwa, do niczego Cię nie zmusza. Równie dobrze można powiedzieć, że dyskryminuje Dior, Mercedes, Ferrari, Louis Vitton, producenci strzelanek komputerowych, podpasek czy kremu do opalania (bo czarni nie używają). Taki wizerunek obrała sobie firma i to wyłącznie jej sprawa.

        • Marcinie, dyskryminować można na wiele sposobów i bynajmniej nie do ustroju politycznego piję – co modelu zachowań i segregacji na lepszych i gorszych, których dowody nie rzadko można spotkać na rodzimym podwórku, choćby zawodowym… nigdy nie spotkałeś się z ideą zatrudniania na określonych stanowiskach ludzi danej płci, koloru skóry, wyznania, lub środowiska?… oczywiście pomijam tu klasyczny nepotyzm, ale znając historię choćby USA, pewnie wiesz do czego piję… niby demokracja i równość, ale jeśli ktoś szyje ciuchy w oparciu o kształt manekina, albo odmawia komuś zatrudnienia przez wzgląd na współczynnik BMI, albo wzrostu – odpowiedni wniosek nasuwa mi się sam… a nie mówimy o pilocie myśliwca, ani astronaucie, którzy rzeczywiście muszą spełniać określone kryteria fizyczne (tam kształt brwi kandydata ma marginalne znaczenie przy aplikacji), tylko sprzedawcy w sklepie z ciuchami… wake up!…

  4. jak sie jest spasionym mozna przeciez schudnac. kwestia wyboru.
    o ile na bycie pieknym czy przystojnym nie mamy wplywu, to na ilosc tluszczu tak.

    • zapominasz, że otyłość nie zawsze wynika z obżarstwa… a co z tymi za niskimi, za wysokimi, nieproporcjonalnymi i w inny sposób odbiegającymi od „ideału”?..,. ta marka zapomniała, że nie prowadzi agencji modeli/elek, tylko sklep z ubraniami…

      • Piracie, to co robi dana firma jest jej sprawą. Jej działalność, jej zysk, jej strata, jej sprawa. Może sobie nawet pluć i muchy łapać a w przerwach produkować żyletki. Twoja sprawa natomiast to to czy dany produkt kupujesz czy nie. Kalectwo też nie wynika często z winy poszkodowanego a gdzie reklamy perfum dla inwalidów? No chyba, że futurystyczny spot A Mena: piękny młody przystojny niby inwalida ale zrobiony na kosmitę. Wybrnał. A reszta? Faszyzm!!!

        • masz rację, to jej sprawa, jej polityka i ich konsekwencje tej polityki – zaś moim prawem jest wyrazić własną opinię na ten temat i zagłosować nogami przez bojkotowanie ich wyrobów… bo choć Fierce strasznie mi się podoba, a zapach trafił na listę AMH – nie dam im zarobić dopóki ich polityka wewnętrzna nie przestanie przypominać targowiska z bydłem…

    • nie zawsze można schudnąć, podobnie jak zaradzić innym „defektom” odgórnie wykluczającym z czyjegoś wyidealizowanego kanonu piękna… zresztą ocenianie książki po okładce i ludzi po wyglądzie, to chyba najbardziej płytkie i stronnicze i płynne kryterium oceny… przecież kanony urody są równie rozbieżne i odmienne co gusta odnośnie perfum…

      • Tak samo płytkie jak ocenianie po inteligencji bo jeden się rodzi z potencjałem intelektualnym a drugi nie.

        • owszem, ale konwenans o którym wspominasz jest zjawiskiem o wiele rzadszym (i jeśli już, to zazwyczaj zdecydowanie racjonalne do uzasadnienia, jak wspomniany wzrost u pilotów) w społeczeństwach (szczególnie rozwiniętych) – niż nagminne ocenianie po wyglądzie, wyznaniu, orientacji, poglądach, gustach…

          może zabrzmi to patetycznie – ale mnie życie tak dotkliwie nauczyło nie oceniać ludzi po zewnętrzu, że teraz skupiam się wyłącznie na tym co mają do zaoferowania w głowie i sercu – a jeśli feruję wyroki, to w oparciu o ich własne czyny, uwzględniając motywację… niby proste i naiwnie truistyczne, ale paradoksalnie przychodzi najciężej…

  5. Mówisz, że takie fajowe? 😀 Tyle się o nich czyta tu i ówdzie, ochy, achy i peany… ale mnie ta odpustowa flaszka w oczy kłuje, no kto wpadł na ten tandetny pomysł? Nie mówiąc już o tym, że wstydziłbym się toto na widoku postawić (i nawet nie o sprawy „okołoorientacyjne” mi chodzi) 😉 Jeszcze co do figury modela, ja nie zazdroszczę, bynajmniej… mam identyczną, a może i lepszą nawet… dobrze ukrytą pod „kochanym ciałem, którego nigdy za wiele” 😀 Wiem, taki śmiech przez łzy troszkę 😉

    • fajowe, to mało powiedziane, te perfumy są po prostu nieziemskie… dzięki dodatkowi ISO, bardzo zręcznie wplecionemu i ubarwiającemu całość – Fierce jako całość pachnie naprawdę zjawiskowo… mój stosunek do flakonów znasz, zaś umieszczanie na nim zdjęcia roznegliżowanej osoby (kobiety, mężczyzny) to w mym odczuciu pokraczny akt desperacji próbujący coś zdziałać, lub coś przykryć przez odwrócenie uwagi… 🙂 i tak jak napisałem, te perfumy absolutnie tego nie potrzebowały, obronią się nawet w opakowaniu po kleju poliuretanowym do drewna… 🙂 p.s. też jestem dumny z mojego idealnie wyrzeźbionego sześciopaka, skrzętnie i wstydliwie ukrytego przed oczami ciekawskich pod zgrabnie skrojonym bojlerem… 🙂

  6. pisalam o dbaniu o siebie rowniez w kontekscie Twoich wpisow: np. „Big Maca i duże frytki temu (+ colę light, bo jestem na diecie)”. Nad tym panowac mozna w kontekscie masy. dobre perfumy nie pomoga …

    • ekhm… rozumiesz znaczenie słowa „ironia”?… 😉
      i jeszcze w temacie piękna i dbania o siebie… o mojej tuszy mogę ironizować w nieskończoność i bynajmniej nie wpadłbym by tuszować ją perfumami… podobnie jak piękna buzia, w obliczu gdy jej posiadacz odezwie się – nierzadko rozwiewając wszelkie wątpliwości, co do w moim odczuciu ważniejszych walorów… na to perfumy też nie pomogą… 🙂

  7. Skoro tak mówisz to jeśli napotkam gdzieś na swojej drodze to nie omieszkam. Przeczucie jednak mam takie że nie wpadnę..może i na szczęście, bo ostatnio za dużo tych cudów zdecydowanie 😉

  8. Piracie, czy to prawda, że Fierce jest podobny do Egoiste Platinum? Może Paco Rabanne XS (nie Black XS) lub Burberry for Men? Co do statystycznego Amerykanina… możliwe że jest cięższy od statystycznego Polaka, co niewiele mówi, gdyż kultura fizyczna jest tam rozwinięta o wiele bardziej, i każdy kto zrobi trochę masy nie mieści się w widełki BMI. Powiem Ci jedno: byłem w Stanach 3 razy i widziałem tylu pakerów przez dwa miesiące ilu w Polsce nie zobaczę do końca życia. Stany to kraj kontrastów i wolnych wyborów. Są grubi, chudzi, przypakowani, sobowtóry Elvisa, itd, itp. Nie mam wątpliwości, że takich modeli (i lepszych, znacznie lepszych) jak na zdjęciu z Fierca jest statystycznie o wiele więcej w Stanach niż w Polsce.

    • hmmm dobre pytanie… wprawdzie Platynowego pamiętam jak przez mgłę, ale coś jest na rzeczy… oba zapachy są z początku bardzo żywe, wibrujące, wytrawne, nieco cytrusowe z delikatnie geraniowo różanym podbiciem, są bardzo lotne i dość dominujące… niestety klasycznego Paco XS i BfM nie znam, więc nie mam zdania… wiesz, mam kupę znajomych i rodzinę za oceanem… sporo mówią o tym kraju i bynajmniej nie jest to raj i propaganda sukcesu – opiewana w propagandzie medialnej, uprawianej przez kinematografię i oficjalny PR… owszem tam gdzie mieszkają ludzie zamożni jest parcie na zdrowy i aktywny tryb życia (bo w stanach zdrowa żywność, naturalnego, nie modyfikowanego pochodzenia jest drakońsko droga) ludzie wyglądają fajnie – a mniej zamożna i wyedukowana (bo tego tam przede wszystkim brakuje) reszta żyje na taniej wysoko przetworzonej masówce i tyje na potęgę… zresztą pojedź na środkowy zachód i południe, a będziesz wiedział do czego piję… otyłość to choroba cywilizacyjna, coraz mniej się ruszamy, coraz więcej jemy, żywność jest coraz bardziej śmieciowa i bynajmniej nie sam tłuszcz i jego rodzaje mają wpływ na co się odkłada w naszych ciałach… i co do jednego się z Tobą zgodzę, tam jest wielokrotnie więcej ludzi pięknych (twarze), co jest niewątpliwie zasługą wymieszania i różnorodności wszelkiej maści genów/krwi pochodzących od równych nacji i ciśnienia na kult ciała w metropoliach, zwłaszcza zachodniego wybrzeża… no i brnąc na dobre w suchą statystykę, w końcu Stany liczą ponad 310 milionów mieszkańców – czyli przyjmijmy 9 razy więcej niż Polska, więc wynik rachunku prawdopodobieństwa nasuwa się sam… 🙂

      • Nie miałem na myśli twarzy. Stany to ojczyzna kulturystyki i fitnessu. Na takiej Chodakowskiej nikt by w stanach dolara nie postawił bo jest za kiepska. Nie miałem na myśli klasy średnio wyższej robiących orbitrek 10 minut dzienni i jogging. Wśród klasy średniej jest jeszcze lepiej Parki pełne biegajacych ludzi, więcej siłowni. Nie obchodzi mnie średnia waga. Jestem pewien, ze na 1000 mieszkańców więcej by było ładnie zbudowanych Amerykanów niż Polaków. Wpisz sobie w youtybe crossfit games i zobacz co robią amerykańskie dziewczyny. Przy tym polskie wygibasy chodakowskiej to jakas zabawa. Paleo diet, intermittent fasting, los carb to też nie wymysły Polaków tylko Amerykanów. O takim prostym sprzęcie jak trap bar, Neck harness czy prowler możesz w Polsce pomarzyć mimo, że to bardzo proste urządzenia. Polacy jak zwykle za Stanami są ze 20 lat i tyczy się to również kultury fizycznej. Gdybym miał rzucać procentami to myślę że w Polsce otyłość wśród dorosłych oscylowałby wokół 90% jeśli liczyć ja nie jako wagę a jako procent tłuszczu dajmy na to powyżej 15-17 procent dla mężczyzn tyle ze pewnie żaden polski geniusz nie wpadł na to by tak podchodzić do tematu. Mieści się w walonki i kufajke znaczy normalny. Siedzę w temacie kulturystyka – diety – sporty siłowe od lat i wiem jakie informacje i wyniki można znaleźć choćby w sieci wsrod bloggerow i na forach amerykańskich a co na polskich. Zresztą sam byłem i widziałem. Pojedź do Międzyzdrojów czy molo sopockie latem i na byle plażę w stanach. Pewnie, nie jadą tam ludzie grubi ale to się tyczy obu krajów. Budowa ciała typu słoneczny patrol to nie propaganda sukcesu, to raczej miernota w porównaniu z tym jakie okazy można spotyka się tam w realu.

        • Marcinie, nie byłem tam, więc nie mam zdania, ale mój obraz bierze się z relacji ludzi, którzy tam po prostu żyją… dlatego sądzę, że Twoje okazjonalne wizyty w tym jakże rozległym (nie tylko terytorialnie) kraju oraz zainteresowania, oscylujące wokół tej tematyki mają spory wpływ na dość specyficzne postrzeganie pewnych kwestii… w moim środowisku, 80% moich znajomych, przyjaciół, współpracowników to ateiści, ale czy mogę pokusić się na tezę, że Polska to społeczeństwo laickie?… mam nadzieję, że celnie dobrałem pointę do tego co chciałem powiedzieć… sądzę, że najbardziej miarodajne i obiektywne stanowisko, może wyrazić tylko neutralna osoba, wywodząca się z tej nacji i to nie jedna, ale grupa – stanowiąca przekrój wszystkich warstw społecznych…
          wspominasz o plaży, której osobiście nie brałbym pod uwagę jako miejsce opiniotwórcze i miarodajne do wyrażania opinii o całym społeczeństwie, zwłaszcza w stanach (Kalifornia, Floryda) gdzie panuje wręcz moda na obnoszenie się ze zgrabną sylwetką… proponuję pojechać do centrum handlowego i zobaczyć statystycznego Amerykanina na zakupach, bo w parkach i na plażach spotkasz przeważnie ludzi dbających o swoją kondycję, a nie tych tak chorobliwie otyłych, że ledwo chodzą…

          a w kwestii współczynników min. otyłości – można je dowolnie kształtować, definiować od nowa, przemieszać progi, regulować i manipulować wynikami, by uzyskać konkretne (lepsze lub gorsze) średnie odczyty – podobnie jak współczynniki PKB kraju, oraz inflacji… moi znajomi, z różnych kręgów i środowisk jednoznacznie podkreślają, że Stany to kraj grubasów, co potwierdzają statystyki podkreślające, że problem dotyczy około 1/3 populacji… i co z tego, że na 1000 mieszkańców, znajdziesz tam więcej ludzi o wysportowanej sylwetce, skoro co trzeci (a w niektórych środowiskach, co drugi) jest otyły lub ma nadwagę… piję do tego, że w określonych lokalizacjach możesz się spotkać z różnym zagęszczeniem osób o konkretnej budowie ciała, ale tak naprawdę jedyne miarodajne pojęcie daje uśrednienie wyników globalnych z kilku źródeł…

          • W każdym bądź razie polecam przetestowanie Burberry for Men, PR XS i Herrera for Men bo to klasyki z klasą z lat 90ych przy których obecne wynalazki zasługują na rachityczną klatę nastolatka na butelce ala Fierce. XS to taka lepsza wersja Eternity – nie wali tak chemią i ma w sobie nutę cos jakby kurkumy która powoduje ze zapach jest mniej czysty. Jeszcze więcej tego ma Herrera for Men. Burberry z kolei to chyba taka bardziej esencjonalna i gęstsza wersja Fierce, także z lekkim akcentem stołówkowym w bazie przechodząca nieco w klimaty Adidas AB. W każdym bądź razie szanujący się perfumomaniak powinien znać te kompozycje gdyż reprezentują ciekawy trend z przeszlosci, obecnie kontynuowany z, niestety, ugrzecznieniem poprzez np. Mont Blanc Legend, Davidoff Champion i moze jeszcze inne ale to juz nie to samo, więc zachęcam do przetestowania. Myślę, że Ci się spodobają.

  9. Marcinie nie wątpię, że warto je poznać, ale zważywszy na ilość znajdujących się choćby aktualnie zapachów na rynku, nie sposób znać wszystkie… cierpliwości, ale dziękuję za rekomendacje, a prędzej czy później się na nie nadzieję… 😉

  10. No maja coś w sobie, ten pieprz za mną chodzi cały czas…Pirath-czytam z ciekawością co wypisujesz..Nawet Ci to wychodzi…;))) Lecę do lektury..się natchnę może czymś..Mąż dostanie na urodzinki w marcu Fierce’a..;)Czyli ten dopisek „koloń”,to woda toaletowa po naszemu?Pozdrawiam!

    • dziękuję, nawet się staram… 🙂 owszem amerykanie mówiąc cologne, mają na myśli po prostu wodę toaletową, również pozdrawiam… 🙂

  11. Jedne z niewielu perfum za które otrzymałem komplement od żony 😉
    Choć jak przesadzę z aplikacją to jedną moją koleżankę z pracy boli głowa.
    Patrząc obiektywnie wydaje mi się że jednak przesadzili z nutami syntetycznymi , nie wiem tez jak nuty zapachowe jodły mają sprawić aby zapach budził pożądanie 😉

    • niewątpliwie mają coś w sobie…

      • coś mają, ale kto chce pachnieć jak sklep z ciuchami?
        Polityka rozpylania tego zapachu w sklepach (i to nie tylko A&F ale bardzo zbliżoną nutę zapachową rozpylają w Stradivariusie) sprawiła, że przestał być tak wyjątkowy. Do tego jest jeszcze Mont Blanc Legend, który pachnie również podobnie (który na marginesie jest znacznie mniej chwalony).

        • widzisz ludzie zwykle kojarzą zapach z miejscem, a jeśli zapach przyjemny, to i miejsce miło im się kojarzy i chętnie doń wracają wydać więcej pieniędzy… i właśnie o to chodzi z rozpylaniem perfum w sklepach i centrach handlowych… 🙂

          • I właśnie o tym mówię, cyt. „ludzie zwykle kojarzą zapach z miejscem”, więc kto chce być kojarzony ze sklepem odzieżowym? Chyba perfumy mają być wartością dodaną dla danej osoby, czymś dodatkowo wyróżniającym (wierzymy, że jesteśmy przez to bardziej atrakcyjni, pociągający, że ten zapach wyraża nas czy co tam jeszcze każdy sobie możecie dopisać), dla niektórych nawet „signature scent” czy więc nie jest to strzałem w stopę? Wyobraźcie sobie jesteście na imprezie poznajecie fajną dziewczynę a ona mówi „pachniesz jak moja bluzka ze S”. Dla mnie była by to porażka. Reasumując jaki by ten zapach nie był wspaniały przez nieodpowiednią politykę marki zapach stracił kilka bardzo ważnych zalet.

          • Widzisz Grzegorzu, tyle że tu nie chodzi o ordynarne i rozpylanie zapachu celem wbicia ludziom do głowy, że sklep X pachnie cytryną, a sklep Y konwalią, a delikatne oddziaływanie, celem pobudzenia podświadomości klientów, którym wizyta w salonie marki Z ma zapaść w pamięci jako coś bardzo przyjemnego, uwodzić ich zapachem, by często i chętnie wracali. Taka bardziej wyrafinowana wersja triku stosowanego w marketach, gdzie wentylacja piekarni wychodzi na sklep, podsycając apetyt i zwiększając wartość pojedynczego koszyka u głodnych klientów, bo wiadomo głodny kupi więcej 🙂 Fierce pachnie w sposób tak cudownie niezdefiniowany, podprogowy i uwodzicielski, że w niewielkim stężeniu praktycznie nie wychwycisz jego obecności, ale zdecydowanie polepszy aurę miejsca, stając się w oczach klientów niezwykle atrakcyjnym miejscem, o co chodzi w tym zamyśle 🙂

  12. Ponarzekałem na Fierca ale prawda jest taka że jak nie wiem, co użyć żeby „dobrze” pachnieć i żeby pasowało do sytuacji to wybieram właśnie jego. Z ciekawostek mamy już całkiem sporo zapachów w mniejszym lub większym stopniu zbliżonych do niego: Mont Blanc Legend, Mont Blanc Legend Intense, Franck Olivier Sunrise i ponoć S.T. Dupont Passenger Cruise (choć ten ostatni to chyba bardziej do Chanel Platinum Egoist, ale zdania są podzielone).

    • hmmm nie znam żadnego z powyższych, a wąchając przelotnie MB legend, raczej nie wskazywałbym na podobieństwo do ultra wyrafinowanego i magnetycznie pociągającego Fierce’a… te perfumy są po prostu wyjątkowe i absolutnie bezprecedensowe, nie znam nic innego co pachnie równie porywająco, szkoda tylko że firma tak nadęta i snobistyczna 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: