Napisane przez: pirath | 4 lutego 2014

nazewnictwo perfum – od lingwistycznej łamigłówki, po przerost formy nad treścią…


Wróciłem i na wstępie przepraszam za niezamierzoną absencję, ale w moim życiu ostatnio wiele się wydarzyło i był to czas, który bardzo chciałem spędzić z osobami najbliższymi memu sercu… dziękuję Wam za to że jesteście, za otuchę, wsparcie i dobre słowo… każdemu życzę posiadania tak wspaniałych przyjaciół i bliskich znajomych jak Wy, kocham Was…  ;* a skoro jesteśmy przy przyjaciołach…

Moi znajomi i przyjaciele z kręgu perfumoholików wiedzą (w kółko poprawiają i nieodmiennie szydzą), że mam spory problem z zapamiętywaniem i prawidłowym wymawianiem nazw perfum, zwłaszcza tych w języku Voltaira… o ile zapis i wymowa nazw anglosaskich jest w miarę zgodna (w mowie i piśmie) i dość prosta do ogarnięcia – to przysłowiowe „rzucanie żabami” jest dla mnie horrorem… tu zapis i wymowa nazwy (zgodnie ze sztuką) są tak dalece od siebie różne, że często nie jestem w stanie skojarzyć słyszanej nazwy, z konkretnym zapachem… zupełnie jakbym słuchał języka węgierskiego, którego ni w ząb nie rozumiem, a brzmi dla mnie jak biblia recytowana wspak (czyta Adam Darski)… poniekąd wynika to z mojej świadomej ignorancji, bo choć uważam język francuski za przepiękny – znam go równie pobieżnie, co uczestnicy Warsaw Shore przeznaczenie Wielkiego Zderzacza Hadronów… poproście francuskiego native speakera, aby wypowiedział Hermes Concentre d`Orange Verte, Jovoy Les Jeux Sont Faits, albo L`Artisan Parfumeur Passage d’Enfer… z pozoru nie brzmi to groźnie (da się przeczytać), ale to co zostanie wymówione – nijak nie pasuje do wersji pisanej, pomyślicie, że ktoś Was właśnie obraża i prawdopodobnie zostaniecie opluci… 🙂 tym niemniej chcę w przyszłości przygotować odrębny wpis o prawidłowej wymowie nazw perfum (jak co się prawidłowo czyta i wymawia) z pomocą profesjonalistów…

Yves Saint Laurent Opium

Oczywiście to tylko moje luźne i sarkastyczne dywagacje, mające oparcie i odzwierciedlenie głównie w niszy – silnie zabiegającej o ekskluzywność i podkreślenie swojej ponadprzeciętności, zwłaszcza przez nietuzinkową nazwę i adekwatną cenę… spoglądając w stronę mainstreamu, im dłużej w tym siedzę, tym silniejszemu ulegam przekonaniu, iż wszystko co nas otacza ulega stopniowemu, nadmiernemu uproszczeniu… lakoniczne, niemal przypadkowe jednowyrazowe nazwy i numerki, choć w zamyśle minimalistyczne i łatwe do zapamiętania – są równie pasjonujące co numer listu przewozowego i niewiele mówią o samych perfumach… inna sprawa, że coraz częściej nie ma o czym mówić, ale to temat na odrębny wpis… ale są też nazwy pokroju Soul, Touch, Venezia, czy Midnight in Paris, które przywołują konkretne skojarzenia, obrazy i okazje… słysząc Black, Noir widzimy noc, tajemnicę, ciemności, kojarzymy to z czymś wieczorowym, Soul, Touch wiążemy z bliskością, czymś zmysłowym, uduchowionym i może nawet mistycznym – ale nasuwa się pytanie: czy nazwa perfum ma być tylko chwytliwym chwytem reklamowym, czy też powinna ściśle konweniować z obrazem kompozycji, który opiewa?…

Calvin Klein Obsession

Mijając na ulicy knajpkę o włoskiej lub greckiej nazwie, od razu wiemy jakiej kuchni i wystroju możemy się spodziewać i chyba podobnie jest z perfumami – bo czytając na flakonie Pure O2 spodziewam się ozonowej przestrzenności, a przy Wonderwood oczekuję wybitnie drzewnej kompozycji, godnej swej nazwy… problem pojawia się gdy wspomniana nazwa sprowadza się tylko do roli „wabika„, nie idącego logicznie za tematyką/nastrojem/stylem samych perfum… często spotykam się z nazewnictwem na wyrost, będącym totalnym przerostem formy nad treścią i choć brzmiącym intrygująco – w zestawieniu z istotą przedmiotu, wypadają po prostu groteskowo, pompatycznie i żałośnie… podobnie dopiski Intense, Extreme, jeśli nie idą w parze z wyrazistością bukietu, do którego powinny w obliczu użytej nazwy nawiązywać – są w mym odczuciu sromotnym nadużyciem… zwłaszcza jeśli zapach nosi nazwę odziedziczoną po sławnym przodku/protoplaście – zaś stylistycznie jest czymś zgoła innym, niespójnym, wręcz przypadkowym…

Calvin Klein Euphoria

Innym istotnym aspektem jest trafność i „fajność” nazwy, która powinna być chwytliwa i łatwa do zapamiętania… wiedźma powiedziała mi kiedyś, że wielkie marki dosłownie patentują, rezerwują i kolekcjonują najlepsze nazwy dla swoich perfum na zaś – licząc na ich wykorzystanie w odpowiednim czasie… trudno nie zgodzić się z tą tezą, bo słysząc Poison, 1 Milion, Fahrenheit, Obsession, Bang!, Roadster, Opium, Voyage, Euphoria, Egoiste, trudno uwierzyć, że taka perełka samoczynnie ocalała na placu boju… chwytliwą nazwę dużo łatwiej jest zapamiętać – choćby po to by pochwalić się znajomym co skomplementowali i bardziej prozaicznie, wrócić do perfumerii po konkretny flakon… za tymi nazwami podążają też emocje, nie mniejsze w oddziaływaniu niż piękny flakon, tudzież trafiona kampania reklamowa…  słysząc wzniosłe Lolita Lempicka Illusions Noires Au Masculin Eau de Minuit, czuję się zaintrygowany jej wzniosłością, jest jak nazwisko kogoś szlachetnie urodzonego i o dziwo odnajduje to odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale tak wytwornie skrojonych perfum będzie coraz mniej… a co nas czeka w przyszłości? samogłoski, pojedyncze cyfry, pojedyncze literki, ikony graficzne i emotikony?…

Dior Fahrenheit

Reklamy

Responses

  1. Wreszcie jesteś . Strasznie tu pusto było ostatnimi czasy

    • heh dzięki, wprawdzie z wąchaniem muszę jeszcze poczekać, bo jestem wciąż w rozjazdach, ale cieszę się że ktoś czekał… 🙂

  2. Nie cierpię fhąsuskich nazw perfum, gdyż… nie cierpię języka fhąsuskiego 😉

    • ohhhh, do świntuszenia jest wręcz idealny… wypróbuj na ślubnej i patrz jak rozszerzają się jej źrenice… 🙂

      • Ale ja ani ślubnej, ani nawet nie-ślubnej nie mam 😀

        • farciarz 😉

          • 😀

  3. „samogłoski, pojedyncze cyfry, pojedyncze literki, ikony graficzne i emotikony”, powiadasz? 😉 Naści, jak żartobliwie mawiali moi kresowi Dziadkowie: http://nasengold.com/en/ 😛

    I dziękuję za podlinkowanie!

    • wszystko jak u Orwella zmierzać będzie w stronę unifikacji, upraszczania i ikonografii… po co czytać, wystarczy dać guzik kupuj, jedz, pij, śpij i inne, bardziej kolokwialne… 🙂 i cała przyjemność po mojej stronie ma nieoficjalna muzo… 😀

  4. Nazwa ma znaczenie. Pisałam wielokrotnie, ze jak mucha na lep łapię się na wszelkie Blacki i Noiry oraz Woody.
    I owszem, prostota jest fajna. I cudnie, kiedy nazwa odzwierciedla zapach (albo zapach nazwę), ale czasem, kiedy czytam o kolejnym Saffron – Rose, Amber – Vanilla, Rose Oud – czuję się rozczarowana brakiem kreatywności copyrwiterów. Bo lista nut to jedno, a nazwa… Niech będzie choć ciut niezwykła. 🙂

    • heh, nie dziwota,w końcu nazwa musi być medialna… mnie to swego czasu zirytowało u Kiliana… Musk Oud z oudem w nazwie, a paradoksalnie pachną głównie czymś innym… 😉 ściski i dzięki że wpadłaś… 🙂

  5. Witaj, nawet nie zauważyłem że Cię nie było. Sam ostatnio staram się ogarniać z różnym skutkiem to życie by sens nie zaniknął…
    Do tego komp mi padł i nie prędko chyba uda mi się go naprawić(polityka Apple’a…itp), dlatego jak już jestem to z doskoku.

    Miło jednak że wróciłeś i znów Ci się w życiu oraz gronie przyjaciół układa.
    A wpis bardzo na temat i jak zwykle kompletnie potraktowany.
    Czekam i na ten traktujący o prawidłowej wymowie gdyż nie tylko Ty masz z tym problem. A jak jeszcze dochodzą do tego nazwy Arabskie to już jest w ogóle jest jazda.. 😉

    • heh, też zauważyłem że Cię nie ma narde i zastanawiałem się co jest przyczyną… 🙂 no to teraz kup sobie coś bez jabłka i ciesz się funkcjonalnością, kompatybilnością, wydajnością, pełną gwarancją i możliwością naprawy za psie pieniądze i w każdym serwisie… 🙂 nazwy arabskie sobie podaruję, bo krzaczki i tak mało kto jest w stanie przeczytać… 🙂

  6. Zobaczę co ostatecznie zrobię z tym rzęchem.. Jak na razie próbuję skombinować zewnętrzny napęd (bez skutku) by zainstalować oryginalny system z płyt gdyż inaczej się nie da, bo mała jabłkowa szparka już dawno dała d..y. 😉 Jak to dobrze ze mamy w mieście kulturalną bibliotekę z dostępem do internetu.

    • a nie masz czasem obrazu recovery na ukrytej partycji dysku? słyszałem kiedyś, że Maki maja opcję pobrania obrazu systemu bezpośrednio przez internet z poziomu „biosu”, więc przyjrzyj się z bliska specyfikacji swojego sprzętu… 🙂 ja od tak dawna nie korzystałem z napędu DVD, że gdy ostatnio chciałem go „odkurzyć” reżyserską wersją Gladiatora, ze środka wyfrunęły nietoperze… 🙂

  7. Aż taki haker nie jestem by grzebać tak głęboko, nie znam się kompletnie bo nie lubię tematu.. Ale spróbuję coś doczytać w tym aspekcie. Dzięki Piracie za opcję.

    Uwielbiam ścieżkę dźwiękową z Gladiatora jako osobny wręcz produkt, na dobrym odsłuchu audio zmiata z fotela wielobarwnością tematów, jakością realizacji, kunsztem muzycznym i magicznym głosem Lisy. 🙂

    Ostatecznie zainspirowany, skusiłeś się obejrzeć Batmana 😉

    • owszem Hans i Lisa rządzą, to jeden z lepszych kawałków filmowych jakie słyszałem ever… aż się łezka w oku kręci gdy tego się słucha… 😉
      p.s. nie znoszę Batmana i filmów o superbohaterach… Star Trek rulez!… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: