Napisane przez: pirath | 5 lutego 2014

Coca Cola, czyli napój zadziwiająco wszechstronny…


Ostatnio trochę chorowałem i właśnie Coca Cola (nie substytut, koniecznie oryginalna i żaden kastrat z light i zero w nazwie) okazała się najlepszym remedium na niespodziewane problemy żołądkowe… uwielbiam ten napój, piję go od zawsze – pomimo iż mam pełną świadomość jak bardzo jest niezdrowy i kaloryczny… swoją drogą, kiedy słyszy się od lekarza zapewnienia, że najlepszym rozwiązaniem na grypę żołądkową są słone paluszki i Coca Cola – dochodzi się do powierzchownego (i jakże krzywdzącego) wniosku, że pan doktor to nawiedzony konował, pokroju tych od wahadełek, różdżek i wypędzania demonów za pomocą swego przyrodzenia… wprawdzie to nie przebiło „rady„, którą otrzymała moja serdeczna znajoma, zmagająca się swego czasu z nowotworem – która dla odmiany usłyszała od swego lekarza prowadzącego, że powinna się dużo modlić by Jezus zesłał na nią łaskę… przyznacie, że ten rodzaj terapii brzmi dość dziwnie – zwłaszcza w ustach bądź co bądź wykształconego człowieka, którego profesja stoi w jawnej sprzeczności z tzw. „sferą zabobonów„…

puszka Coca Coli

Tym niemniej ochlałem się Coli, obżarłem paluszków i przeszło jak ręką odjął… normalnie rewelacja, skutek natychmiastowy i już nazajutrz wróciłem do pracy… potrafię sobie wytłumaczyć jedzenie paluszków, bo zawarta w nich sól powoduje zatrzymanie wody w organizmie, opóźniając i minimalizując proces odwodnienia organizmu – ale za cholerę nie potrafię dociec dlaczego Cola (lub który z jej licznych składników) powoduje „cudowne” ozdrowienie… uwielbiam jej smak i zapach (dla przykładu Pepsi nie znoszę) i przy sprzyjających warunkach potrafię osuszyć dwulitrową butelkę w jeden wieczór… owszem robię to rzadko, bo okrutnie tuczy, niszczy zęby i w tej ilości pobudza lepiej niż Espresso – a z autopsji wiem, że jest też doskonałym odrdzewiaczem, odplamiaczem i wybornie czyści srebra rodowe… wprawdzie nie zweryfikowałem doniesień sąsiadki, jakoby leczyła kurzajki, ale ponoć rewelacyjnie usuwa osad z kamienia z baterii i wybornie dezynfekuje armaturę…

butelka Coca Coli

Nie macie pod ręką odrdzewiacza (np. WD-40), a zapieczona śruba nie chce puścić?… polejcie ją Colą, odczekajcie kilka minut i voila!… rodowe srebra poczerniały, pokryły się dziwnym nalotem i straciły blask?… nie ma problemu!, zanurzcie lub potrzyjcie je ściereczką nasączoną „czarnym złem” jak określa ją mój serdeczny przyjaciel i po chwili nie poznacie babcinego serwisu – przechowywanego pieczołowicie na wypadek, gdyby królowa Elżbieta II, przypadkiem wpadła na herbatkę… 🙂 coś pokryło się rdzą i nie chce Wam się czyścić tego mechanicznie?… wlewacie do słoika Colę, wrzucacie przykładowo gwoździe, trzymacie je w tej zalewie, co jakiś czas potrząsając i wkrótce po rdzy nie będzie śladu… ubiliście opitego komara na ciele i przypadkiem pobrudziliście ubranie krwią?… nic straconego, polewacie plamę Colą, pocieracie zwykłą chusteczką higieniczną i po plamie nie ma śladu (wiedza z autopsji)… w następnym odcinku opowiem jak wydziergać gustowny pokrowiec na czajniczek z herbatą i zdradzę swój sekret na idealny biszkopt… 😀

butelki Coca Coli

Aż strach pomyśleć, jak bardzo złożony, żrący i imponujący musi być skład takiej butelczyny… no i te wszystkie cuda kryjące się pod lakonicznym US Patent, przy których tablica Mendelejewa plus kilka nieodkrytych jeszcze pierwiastków chowają się ze wstydu… i pomyśleć, że IFRA czepia się mchu dębowego i paru innych teoretycznie alergizujących składników – a tym czasem nikt nie ma obiekcji, że ludzie kupują w sklepach i wlewają w siebie napój wywabiający krew z tkanin i usuwający korozję z metali… 😀 cóż za perfidna hipokryzja, podobna do ostatnio przeforsowanego zakazu wędzenia naturalnym dymem wędzarniczym, który wspaniałomyślna UE (oczywiście w trosce o nasze zdrowie, a nie interes lobbystów) nakazała zastąpić bejcą chemicznego pochodzenia – zapewne dużo bardziej zdrową, zupełnie nieobojętną i dającą te same efekty wydłużenia przydatności żywności, co znane ludzkości od tysięcy lat wędzenie… smacznego… 🙂

bottle Coca Cola

Advertisements

Responses

  1. Daruj sobie nawiązania do religii, dobrze?

    • stwierdzam fakt… miejsce dla religii jest w sferze prywatnej, a nie w szkole, urzędzie, czy szpitalu… a to mój prywatny blog i poglądy, do których wyrażania mam pełne prawo, więc daruj sobie, dobrze?…

      • Pirath, powiem językiem fejsbukowym – Mr. Ed „like this” !

  2. Może gdyby Cola powodowała alergię byłoby inaczej… Uzależniacze mają się jak widać znacznie lepiej – fajki i alkohol też raczej z półek nie znikną 🙂

    • w dzisiejszych czasach alergię wywołują też powietrze, woda, marchewka, banany, mleko i inne… tak naprawdę uczula nas toksyczne środowisko w którym przyszło nam żyć… cenię ideę prewencji i profilaktyki, ale proponuję zacząć krucjaty od rzeczy oczywistych, bo nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu… 🙂 jak widać prawdziwie uzależniające używki są cool, bo rządy czerpią z tego haracze w postaci astronomicznych akcyz, więc lepiej czepić się biednego mchu dębowego, który towarzyszy ludziom od tysięcy lat… prawdopodobnie dlatego, że mech nie odpowie kontr pozwem od bandy wygłodniałych, krwiożerczych prawników i nie ma lobbingu… 🙂

  3. Na początek powiem wszystkim „Witajcie”, bo to mój pierwszy wpis na Twoim blogu 🙂 Czytam Cię od dawna z ogromna przyjemnością.
    A teraz trochę „się wymądrzę” 😉
    Otóż to że Cola (koniecznie TA, jak to ująłeś) stosowana jest jako remedium na niedyspozycje gastryczne, nie jest znowu takie dziwne; o czym możesz się przekonać choćby przy pomocy Wikipedii.
    Jest to bowiem specyfik opracowany przez aptekarza i początkowo sprzedawany jako lek ;D
    Cała historia jej powstania jest całkiem ciekawa i warto ja nieco „zgłębić” jeżeli ktoś lubi takie „anegdotki” dotyczące genezy „kultowych” produktów.

    Pozdrawiam gorąco i mam nadzieję że samopoczucie już lepsze.

    P.S. Ja też spotkałam się kiedyś z Coca-Colą jako lekiem na niedomagania żołądkowe, co niezmiernie ucieszyło chorego (dziecko) który zwykle ma szlaban na tego typu napoje:)
    Pozostałe „patenty” też już sprawdziłam:D

    • Niestety, Coca-Colę już dość dawno wykastrowano (powiedziałbym nawet że przeszła poważną reformulację :-)) ) z najważniejszego składnika leczniczego – wyciągu z liści koki.

      • no ba 😉 wiem, ze przy formule już nie raz majstrowano, dało się to wyczuć nie raz w ciągu ostatnich 20 lat, ale cieszę się, że nie poszli w stronę Pepsi, którą zupełnie wykastrowano ze smaku… liście koki występowały w składzie bardzo dawno temu, a z czasem ich obecność stała się dosłownie homeopatyczna, ale wciąż pobudza, zapewne dzięki dodatkowi kofeiny i ogromnej ilości cukrów… 🙂

    • WildAtHeart – bardzo mi miło i witam na pokładzie… 🙂 wiem, ze w genezie Cola była lekiem, była zielonkawa i sprzedawano ją w aptekach, wiem też że ekstraktu z liści Koki też już nie zawiera… 🙂 dziękuję samopoczucie mam znów już wyśmienite… 🙂

  4. Kiedyś czytałem że coca cola ma bardzo duża zawartość cukru i każdy człowiek po konsumpcji takiej ilosci cukru poprostu wymiotuje. W składzie CC jest podobno środek przeciw wymiotny i pewnie dlatego pomaga na dolegliwości żołądkowe.

    • hmmm bardzo cenna uwaga… wprawdzie ja potrafię opędzlować słoik Nutelli w jeden wieczór i nawet mi się nie czknie, ale rzeczywiście to może tak właśnie działać – zatem bardzo Ci dziękuję za wysnucie tej bardzo racjonalnej tezy… 🙂

  5. Za maskowanie dużych ilości cukru w Coca-Coli (i w Pepsi też) odpowiedzialny jest kwas ortofosforowy (E338 – regulator kwasowości). Przy okazji, jest też składnikiem środków odrdzewiających.

    • he he i kolejna tajemnica wyjaśniona… szkoda, bo już chciałem Coca Colę i jej twórcę beatyfikować… 🙂

  6. mniam, napiłabym się coli ;>

    • ja też, ale o tej porze już tylko marchwiowo bananowy Kubuś… 🙂

  7. Lubię, szczególnie z „wkładką” 😉

    • a którego „Jaśka” preferujesz? wędrowniczka i jeśli tak, to w jakiego koloru ubranku?… 🙂

      • Hehe, może Cię rozczaruję (a może nie), ale preferuję whisky Grant’s, ew. Jack’a Danielsa 😉 Z naszą swojską czyściochą też nie pogardzę 😀

      • A nie doradzał Ci lekarz, że jeżeli na żołądek to tylko ze szklanej butelki nie jakieś puszki, czy PETy ?
        Jana do coli…nieee. Najlepsza luksusowa na ziemniakach, ale jeszcze lepszy rum. Dawno, dawno temu na Czesko-Austriackiej granicy można było kupić 80% rum. Z prawdziwym rumem to nie miało wiele wspólnego, ale 3 szklaneczki i nóg nie ma : )

        • Co do tego rumu, to były dwie marki: „Inlander” (litera „a” z dwoma kropkami), I „Spitz”. Teraz można jeszcze dostać w sklepach „Stroh” o tej samej mocy ale jak smakuje, nie wiem. Pierwsze dwa były wyborne, oczywiście z Coca-Colą !

          • Polecam Captain Morgan 73%, ciemny rum, w drinkach absolutnie doskonały 🙂

          • oj słyszałem słyszałem, ponoć bardzo zacny rum i jest w dwóch wersjach, mocniejszej i słabszej… 🙂

          • dzięki, wypróbuję 🙂

        • o opakowaniu nie wspominał, ale już kiedyś słyszałem że ze szkła smakuje najlepiej z czym jak najbardziej się zgadzam, choćby przez wzgląd na absolutnie obojętne właściwości tego rodzaju opakowań… cola jest agresywna i nie wątpię, że nawet w wersji rozcieńczonej (ekstrakt przechowuje się w naczyniach ze stali szlachetnej i najlepiej z wkładem ceramicznym) może wchodzić w reakcję z aluminium i plastikiem, które ten smak zmieniają… 🙂 mnie najbardziej sponiewierała niepozorna szklaneczka 80 letniego Burgunda… nawet nie wiem kiedy odleciałem, ale ten ból głowy nazajutrz pamiętam do tej pory… 🙂

  8. tego Szatana nie tykam, odrzuca mnie choć w lecie zdarzyć się może że ulegnę…
    Za to Drop of Łota is the Best 🙂
    U Rashy gdzieś w tle czai się absolut mchu dębowego który może znacząco podkreślać zwierzęcą stronę jaśminu. W oficjalnym składzie nie podano. 😉

    • całkiem możliwe, a jeszcze w temacie napojów, kiedyś bardzo mi smakował Sprite i Canada Dry… 🙂

  9. Canada Dry nie znam chyba za młody jestem. W UK zasmakowałem w soczkowych -napojach o nazwie J20 no i ten idealnie orzeźwiający w lato smak Liczi w puszce niezbyt znanej manufaktury Angielskiej 😀
    Ale grzańce ostatnio całkiem zgrabnie mi wchodzą do czytania czy to odsłuchów audio… 😉

    • he he tylko nie przesadź ze znieczulaniem się tymi grzańcami… 🙂

      • A ja podziwiam każdego, kto pija jakiekolwiek grzańce – czy to piwo, czy to wino, czy to herbata z prądem… mnie od alkoholu na ciepło otrząsa na samą myśl 😉

        • umówmy się, w napitkach z których przyrządza się grzańce jest alkoholu tyle co nic, w dodatku podczas obróbki termicznej sporo procentów ucieka – i tak naprawdę grzeje nas placebo i przyprawy korzenne… a co do ciepłej gorzały, piłeś kiedyś sake? Japończycy podają je na ciepło… 🙂

  10. Nie wpadnę w to, nie moje klimaty.
    A to placebo to nie czasem samo ciepło przyrządzonego płynu… Tak, wiadomo że przyprawy robią swoje, no i gdyby nie one plus miód to na pewno bym tego nie pił. A procentów nie ucieka tak dużo jakby się wydawało… 😉

    • owszem sam ciepły płyn też rozgrzewa, ale w przypadku grzańców grzeją tak naprawdę przyprawy korzenne (stymulują metabolizm) i ot cały sekret… 🙂

  11. Również ubóstwiam pić Colę, choć smakuje coraz gorzej, można powiedzieć że przechodzi stopniowe reformulacje 😀 Jednak w smaku moim zdaniem Coca Colę, sto razy przebija Pepsi. CC zrobiła się sztuczna i słodka, Pepsi jest mniej słodsza i ma bardzo ciekawy posmak. Ale mimo to obie uwielbiam i piję litrami. Podróbki podobnie jak perfumy, nie mają tego czegoś co oryginalne markowe, choć cola oryginal z biedronki (czytaj Hoop Cola) jest na prawdę smaczna 🙂

    • Jako smakosz i koneser tego napoju, mam świadomość że co kilka lat majstrują przy recepturze, usiłując Colę upodobnić do tego badziewia Zero/Light. Koncern ciągle dostaje po dupie za kaloryczność ich flagowego napoju, stąd mają ciśnienie, by na siłę przyzwyczaić konsumentów do smaku nowej Pepsi i popłuczyn w rodzaju Cola Zero i Light. Ze mną to nie przejdzie, bo cenię sobie smak oryginału i jeśli przegną pałę, to po prostu przestanę ją pić, choć staram się ją ograniczyć do góra litra miesięcznie, ze względu na niewiadomego pochodzenia i kontrowersyjny skład. Ja wychodzę z założenia że wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba mieć umiar, ale nie lubię jak ktoś mnie do czegoś zmusza…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: