Napisane przez: pirath | 9 lutego 2014

Serge Lutens – Laine de Verre, czyli wełna szklana…


wełna szklana

Wreszcie jest, najnowsze i chyba jedno z najbardziej awangardowych (na pewno pod względem nazwy) dzieł Serga Lutensa… nazwa wełna/wata szklana brzmi co najmniej intrygująco i działa na wyobraźnię zdecydowanie bardziej niż choćby celofan… ale w tych perfumach bynajmniej nie chodzi o kaleczącą, wbijającą się w skórę fakturę izolatora termicznego – lecz o jego właściwości cieplne, które ujawniają się dopiero po pewnym czasie od aplikacji… owszem szpileczki z otwarcia nawiązują pośrednio do niesfornej faktury tego kaleczącego dłonie materiału ocieplającego – ale jego schyłek to zaiste otulające, przytulne ciepło jakie można odnaleźć zimową porą w solidnie docieplonym pomieszczeniu, od którego ścian nie bije chłód…

Serge Lutens - Laine de Verre 02

Dziś doświadczyłem Extreme Makeover Home Edition z ekipą budowlaną Sergea LutensaSerge wyskoczył wartko z vana, odziany w czarny zamszowy kombinezon (i nieodzowny czarny golf), założył ochronniki na swe krzaczaste brwi i wydarł się na tłum wylewających się z reszty pojazdów modelek, pomalowanych rzecz jasna w firmowe barwy wojenne – czyli arlekiny, mimy i pierroty… kościste i wysmukłe istoty, ubrane w świeżo uprane, idealnie dopasowane kostiumy, w zorganizowanym chaosie wyjmują sprzęt, narzędzia i materiały… ich chude dłonie o nienaturalnie długich palcach sięgają po kolejne gabaryty i uginając się pod ich ciężarem, znoszą to wszystko na plac budowy…

Serge Lutens - Laine de Verre 03

Jedna niesie kielnię, druga wiaderko z gładzią (ciekawe czy właśnie tym malują twarze), kolejna taszczy drabinę, a reszta niczym mrówki zmaga się z wielkimi belami wełny/waty szklanej/mineralnej, którymi Lutens ma zamiar docieplić moją hawirę… rzuciłem okiem na plany przebudowy i przerażony myślą, że mój salon będzie w kolorze blado lawendowym, a kuchnia będzie wykończona surowym, zacieranym betonem, więc próbuję oponować – ale jedno demoniczne spojrzenie, uniesione w szale brwi i grymas wściekłości na twarzy mistrza spowodował, że tylko zachichotałem nerwowo i ledwie umknąłem przed ciśniętym za mną nożem tapicerskim…

Serge Lutens - Laine de Verre 04

Owszem w momencie otwarcia zapach jest w pewnym sensie mineralny, kłuje miniaturowymi szpileczkami drobin szkła – ale przede wszystkim są to ukłucia świeżości… i nie jakichś tam spłowiałych środków piorących ani ozonowej bryzy – lecz hiper świeżości, bijącej od świeżo wyjętego z pralki prania, do którego ktoś dodał zdecydowanie za dużo niemieckich detergentów piorących i całość zalał butelką Perwolu… to świeżość niesamowicie rozległa, inwazyjna i przestrzenna, ożywiona wyczuwalnym dodatkiem mięty i świeżych białych kwiatów… paradoksalnie Laine de Verre, pomimo swej nazwy to najbardziej konkretny i co najdziwniejsze najbardziej przyjemny w odbiorze, noszalny koncept z całej serii L’Eau

cięcie wełny szklanej

Wypełnione po brzegi oblicze Wełny to cytrusy, kwiaty (konwalia), mięta świdrują, kłują i drażnią, pobudzają i ożywiają swym wyrazistym brzmieniem, zwieńczonych ostrymi krawędziami ingrediencji… ich brzmienie przypomina chropowatość drobnoziarnistego papieru ściernego i bynajmniej nie sugeruję się nazwą – te perfumy naprawdę wybrzmiewają mineralnie i chwilami aż za bardzo żywo… skrzą się i połyskują niczym kula dyskotekowa, choć tak naprawdę to tylko złudzenie – a wylewająca się z bukietu mnogość ingrediencji, to zasługa obficie upchniętych w kompozycji aldehydów, objawionych bardziej niż bujnie i obficie…

Serge Lutens - Laine de Verre 05

Zewsząd atakuje nos żywa, skrząca, przypominająca zapach odzieży wypranej w wysokiej jakości detergencie i wypłukana w zmiękczaczu świeżość prania… za to wrażenie odpowiada spora (no dobra, nieprzyzwoita) dawka aldehydów, których obecność sprawia i czyni tę przestrzenność, wielowątkowość i rozległość niuansów składających się na brzmienie Wełny… nieco później ta purystyczna świeżość niknie, ulega stopniowemu wyciszeniu i zapach staje się mineralno ściółkowy, mam na myśli runo leśne z opadłymi liśćmi, pachnie grzybami, drobnymi mchami porastającymi kamienie – czyli robi się diabelnie intrygująco i w bardzo w klimatach Sekretów Molvizara

Serge Lutens - Laine de Verre 06

W dojrzałej fazie zapach robi się ciepły, słodki, upojny i skórzano mydlany, coś a’la Prada Men, Tabac Original i Chanel Coromandel, zmieszane z czymś o wybitnie oldskulowym zacięciu, pokroju Krizia Moods, Bel Ami Hermesa, Adidasem Active Bodies/Original i Cuir Pivera… z tym, że nie jest to dosłownie słodycz, ale ciepło promieniujące od promiennika (grzejnik, gorące kamienie, lampa na podczerwień), ale diabelnie sugestywne (viva aldehydy!)… zapach robi się naprawdę ciepły i przytulny, zupełnie jakby docieplenie z wspomnianej wełny szklanej właśnie zaczynało działać… po ultra świeżości, szpileczkach i mineralnych drobinkach z otwarcia nie został nawet ślad, zapach nabiera głębi i robi się naprawdę kojący…

montaż wełny szklanej

W fazie dojrzałej czuję się, jakbym nosił jakieś bardzo stare i bardzo aldehydowe perfumy, pachnące niemal wszystkim co nawinęło się pod rękę, ale jednocześnie jest to brzmienie na tyle zwarte, wielowątkowe i lakoniczne – iż nie sposób wyróżnić więcej niż kilka składających się na nie nut… w sumie Wełna jest podobna do L’Eau z 2009 roku, ale klasyczne L’Eau poprzestaje na purystycznej, wyalienowanej świeżości – oscylującej wokół kwiatów, gdy Wata Szklana ociepla się i rozgrzewa aldehydowo mydlaną słodyczą…ciepły, balsamiczny i otulający schyłek jest dla mnie kompletnym zaskoczeniem i dowodem, że Serge Lutens znów zakpił ze swych wielbicieli i na dodatek uczynił to w nader ironiczny sposób…

Serge Lutens - Laine de Verre 07

reasumując: zaskakująca, niesamowicie przyjemna i łatwa w odbiorze purystyczna awangarda, w ironicznym, prześmiewczym i przewrotnym stylu, jaki reprezentuje całą linia L’Eau Lutensa… wpierw pacyfikuje nozdrza hiper aktywną czystością utkaną z aldehydów – z wdziękiem emulujących świeżość ledwie wyjętego z pralki prania, by koniec końców rozgrzać i otulić nic nie podejrzewającego nosiciela ciepłem mydlano skórzanej słodyczy, będącej dla nozdrzy tym, czym jest dotyk zziębniętymi dłońmi ciepłego kamienia… gorąco polecam, zwłaszcza że dzięki imponującemu wianuszkowi aldehydów, trwałość Wełna ma iście imponującą…

przypomina mi: stylistycznie zapach dość mocno nawiązuje do linii L’Eau Lutensa, aldehydowej ekstraklasy z przed dekad i pośrednio do kilku mineralnych Sekretów MolvizaraSerge Lutens - Laine de Verre EdP

2014

Serge Lutens i Christopher Sheldrake

Skład: cytrusy, aldehydy, mięta, białe kwiaty, piżmo i drewno kaszmirowe

Reklamy

Responses

  1. Trzeba będzie koniecznie stestować 🙂

    • gorąco polecam, pachnie niesamowicie i jest idealnie neutralny, więc dla chłopca i dziewczynki… 🙂

  2. O, może być pięknie! Zapachy Molvizara bardzo mi się podobają(ceny już mniej), a L’Eau Froide Lutensa jest świetne. Jeśli ta szklana wata to swoista mieszanka tych zapachów, to będzie ciekawie. Ależ intrygujący wpis!

  3. Froida jeszcze nie zamieściłem, ale gwarantuję że Wełna Szklana pachnie nie mniej intrygująco niż udało mi się ująć to w słowa, ale dziękuję Ci… 🙂

  4. No! Czekam na materiał do recenzji i przyznaję, że do teraz nie czułam szczególnej ekscytacji. Ale teraz już czuję.
    Świetny tekst, Piracie!

    • heh dzięki Sabb… 🙂 coś czuję, że podzielisz mój zachwyt, to naprawdę niebanalne pachnidło… 🙂

      • Niebanalne, owszem. 🙂

        • mi się strasznie podoba i dostałem już za LV kilka komplementów w pracy… 🙂

  5. Przeważnie stronię od aldechydów które zawsze mnie jakoś drażnią i wywołują skojarzenia retro nie na miejscu, za to cenie awangardę więc takiego dzieła Mistrza nie wypada przegapić 🙂
    Luknę z wielkiej ciekawości w naszym Silesiańskim Douglasie, może już mają na stanie.

    • tu jest i retro i bardzo nowocześnie, to bardzo dobrze wyważona kompozycja, zarówno w kontekście równowagi samego bukietu, jak i jej „płci”…

  6. no to dobrze wiedzieć, że jest kolejny „masthew” do obwąchania. Od jakiegoś czasu notorycznie „walczę” z próbkami które zakupiłem rok i wcześniej. tyle tego… za dużo tego… dobrze, że są takie problemy 😉

    • he he lepiej takie niż, czy wejdę na minę przeciwpiechotną, idąc 4 km po wodę pitną… 🙂

  7. Jako jedynego „z linii” nie znam. Rozumiem, że jest bardziej w klimacie L’Eau niż L’Eau Froide? Jak już pisałem – L’Eau to nie moja bajka, a L’Eau Froide posiadam, używam i uwielbiam.

    • ani to, ani to… Verre dosłownie kłuje, kipi, szczypie i zaciekle atakuje nos wściekle zaserwowanymi aldehydami, więc nazwa koresponduje z bukietem jak ulał… ale pomimo tego że Verre jest tym najbardziej narowistym i tak uważam go za najciekawszy z całej serii…

  8. Przetestuję, ale jak mniemam, nie zrobi na mnie wrażenia. Widzisz, L’Eau Froide kocham bardzo, ale to bardzo. Dla mnie to chyba najlepszy Lutens z dotychczas poznanych, obok Noire, Ambre Sultan, Szpilek i Noire, a już na pewno najbardziej z nich wszystkich uniwersalny.

    • Wełna jest jeszcze bardziej wyrazista i konkretna… poważnie uważasz Froide za najbardziej uniwersalny z Lutków? ja cenię tę markę właśnie za bujność, niepowtarzalność i swoistość ich kompozycji, daleką od asekuracyjnych półśrodków i kompromisów…

  9. Oj, z rozpędu napisałem dwa razy Noire 😛 Znam jeszcze Musc Koublai Khan, ale słabo, poza tym ten z 50 ml podobno różni się zapachowo od tego z „dzwonka” 75 ml.

    Tak, uważam, że jest najbardziej uniwersalny – nadaje się zarówno do szortów latem, jak i do garnituru. Nosiłem go w każdą porę roku i w zależności od pory roku właśnie inaczej się rozwija. Poza tym, jest lekki i ciężki jednocześnie. Pozamiatał mną od pierwszego niucha.

    • starszyzna wioski właśnie debatuje nad tym wierutnym i haniebnym napisaniem dwa razy Noir i miejmy nadzieję, że okażą łaskę… 😉 owszem jest lekki i przytłaczający zarazem, to ciekawe doświadczenie, ale osobiście wolę zapachy bardziej konsekwentne i mniej rozchwiane… 😉

  10. Właśnie jadę na tym zapachu bo wydaje mi się że na taką temperaturę ( ponad 30 dychy w cieniu ) jak najbardziej sie nadaje ( pewnie inni wybiorą Froide ) nie będę ukrywał ze jest najmniej kontrowersyjny z całej trójki i taki pogodny dla mnie przypomina męskie Happy od Clinique zmiksowane z Homme Cologne od Diora , jakby tu napisać zamiast wodno-pomarańczowo-Brzoskwiniowo jak jest w Happy , tutaj mamy suchą cytrynę jak w Cologne i na mojej skórze własne zapach ma szpileczki jak wata szklana , oczywiście projekcja i trwaołść niezła , zresztą większość rzeczy Lutensowych na mojej skromnej osobie ma dobre parametry . Pozdrawiam

    • ciekawe spostrzeżenie, choć osobiście nie odważyłbym się na użycie LdV przy 30 stopniach na termometrze 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: