Napisane przez: pirath | 24 lutego 2014

Yves Saint Laurent – L’Homme Parfum Intense, czyli epicki przerost formy nad treścią…


Jako wampir (mam światłowstręt, jestem nocnym markiem i najlepiej funkcjonuję nocą), posiadam wybitnie przerośnięte „trójki„, czosnek mi szkodzi (choć uwielbiam) i jestem uczulony na srebro… ponadto panicznie boję się kontaktu z wodą święconą w kropielnicy (zarazki i bakterie coli) i mam zaniżoną ciepłotę ciała – co poniekąd tłumaczy, dlaczego zapachy w wersji EdP tak słabo na mnie pachną… jak przystało na „ssacza” temperatura mojej skóry jest zbyt niska, przez co przeciętne EdP (dużo bardziej skoncentrowane niż EdT) nie dostaje dostatecznie dużo „mocy„, aby efektywnie podźwignąć się ze skóry… no ale żeby każde EdP (mające swój toaletowy odpowiednik) i nawet latem?…

Yves Saint Laurent - L'Homme Parfum Intense

W ciągu ostatnich lat (po wielu testach porównawczych) zaobserwowałem, że teoretycznie mocniejsze, trwalsze i bardziej „treściwe” wersje EdP w praktyce wypadają na skórze (w moim odczuciu) wyraźnie słabiej i pachną mniej interesująco (są uboższe) niż bukiety teoretycznie mniej stężonych wód toaletowych… nie ważne czy mowa o YLS Opium i La Nuit, Terre i Voyage Hermesa, Guerlain L’Instant, nowym Bentley’u, czy Pradzie Luna Rossa – za KAŻDYM razem wersja EdT wypada lepiej, barwniej, dźwięczniej, żywiej, pełniej i ciekawiej niż wersja perfumowana… nim w przypływie zniecierpliwienia zaatakujecie mnie osikowym kołkiem – przechodzę do meritum: L’Homme EdP, pomimo iż kompozycyjnie, prezentując się nader miernie, wtórnie i schematycznie – okazał się zapachem, który ów trend przełamał!… paradoksalnie Parfum Intense jest pierwszym EdP, które utrzymało się na mojej skórze dłużej (pachnąc przy tym obficiej) niż EdT… 🙂

Co nowego i wartego uwagi pokazało YSL w nowym, nieco pretensjonalnie i wiele obiecująco nazwanym LPI?… ano nic, bo to wszystko to już było, a w dodatku wcześniej zaprezentowano to za znacznie niższą cenę… po zapachu z dopiskiem Intense i Parfum spodziewam się wyraźnie więcej, niż po zwykłym EdT – ze szczególnym naciskiem na konweniującą z szumną nazwą treścią… a zastałem monotonny, wtórny, powściągliwy, asekuracyjny i komercyjny do bólu zapach – w dodatku pozbawiony temperamentu i przez większość swego żywota, śmiertelnie nudny… zapach w rodzaju 3 x Z, ale nie zakuj, zdaj i zapomnij – lecz zaaplikuj, zmęcz i zapomnij… sam nie wierzę, że przechodzi mi to przez gardło, ale L’Homme EdT wypada mimo wszystko zgrabniej i bardziej finezyjnie, niż bardziej dosadnie wyartykułowane i bardzo solidne jakościowo Parfum Intense

reklama Yves Saint Laurent - L'Homme Parfum Intense

Ha!, pewnie powiecie, że „źle noszę” (parafraza słynnego zwrotu Steva Jobsa „źle trzymacie”, w kontekście niedziałającej poprawnie anteny iPhona 4), dlatego test postanowiłem powtórzyć z udziałem kolegi, o jak najbardziej prawidłowej ciepłocie ciała – ale poza powtórką ze wspomnianej monotonii, nie doświadczyłem eksplozji domniemanego bogactwa treści tego pachnidła… no dobra, trochę przesadziłem z tą niewyczuwalnością i kiepską projekcją LPI – zapach czuć całkiem wyraźnie przez wiele godzin (zanika stopniowo dopiero po kilkunastu godzinach!), ale wciąż nie jest to „dzieło” godne swej szumnej, iście megalomańskiej nazwy… owszem jest bardziej esencjonalny (treściwy), wręcz oleisty w porównaniu z L’Homme – co więcej pachnie naprawdę przyjemnie (jest słodki i słitaśny), ale pod względem charyzmy i złożoności aranżacji (w kontekście nazwy i koncentracji), to takie Seicento z oponkami jak od roweru górskiego i z naklejką Rally Sport na zderzaku…

W fazie środkowej objawia nawet lekko pikantnego pazura w postaci „muszkatowegodzięgla (pięknie zestrojonego z pieprzem i kadzidłem w Casbah Pigueta)… niestety ten intrygujący i wybitnie ożywiający brzmienie detal, nie wytrzymuje próby czasu i wraz z jego zanikiem – zapach wraca na utarte tory swej monotonnej, monolitycznej słodyczy, urozmaiconej jedynie subtelnym dodatkiem niezbyt czytelnego wątku drzewnego… zupełnie jakbym wąchał Joop! Homme w 6-8 godzin od aplikacji i dopiero po około 10 godzinach (trwała bestia), zapach redukuje się do delikatnej, balsamiczno ambrowej słodyczy, która pachnie naprawdę wytwornie i pociągająco… szkoda, że nie wcześniej, bo detal ten prezentuje się naprawdę uroczo…

Yves Saint Laurent L'Homme Parfum Intense

Parfum Intense w znacznym stopniu zachował stylistykę L’Homme, ale szare mydło z odrobiną nudnej i karmelowej tonki i rozlazłego (a przy tym upierdliwie słodkiego), wyraźnie „kwiatowegokwiatu pomarańczy stanowiące istotę bukietu Parfum Intense wypada tak blado, wtórnie i nieprzekonywająco – iż klasyczny L’Homme to przy nim wybitne czysta awangarda i wirtuozeria w kreacji… LPI da się lubić, broni się też parametrami – ale w kontekście swej nazwy i koncentracji, wybitnie nie zasługuje na swoją szumną nazwę… w fazie schyłkowej, przez wiele godzin pachnie jak zramolały Le Male, draśnięty słodkością bijącą od Custo Man, L’Homme, Joop! Homme i odrobinę owocowym polotem Paco Black XS (subtelnie owocowo przyprawowa słodycz)… niby fajnie, tyle że uzyskany efekt jest mało przekonywujący i zawiewa od niego wtórnością jak stąd do Pasa Kuipera… cóż z tego, że po kilkunastu godzinach robi się diabelnie przyjemny dla nosa, skoro to równie urocze co kameralne stadium poprzedza prawdziwa orgia nudy i powtórek?… no ale w sumie to „przedłużenieYSL L’Homme, więc jego asekuracyjna powściągliwość nie powinna nikogo dziwić… na dobrą sprawę ta wersja wypada jak zwykłe L’Homme EdT, na kimś kto właśnie wyszedł z domu i w dodatku ma bardzo „ciężki” palec… 😉

reasumując: jak mawiali bracia sarmaci „nihil novi„, czyli prawie to samo, choć zauważanie mocniejsze – ale w tej samej mało widowiskowej, ultra zachowawczej i oklepanej formie… trwałość bardzo dobra, projekcja całkiem niezła, a ortodoksyjni fani L’Homme będą zachwyceni, ale szczerze?… osobiście kupiłbym zwykłego L’Homme EdT i zaoszczędzone dublony roztrwoniłbym na inne uciechy – no chyba, że lubicie powtórki…

przypomina mi: klan YSL L’Homme i Joop! Homme w bardziej kwiatowej wersji light…Yves Saint Laurent - L'Homme Parfum Intense EdP

2013

Anne Flipo i Dominique Ropion

Głowa: cytryna, bergamotka, czarny pieprz,
Serce: dzięgiel, kwiat pomarańczy,
Baza: nuty drzewne, szara ambra,

Reklamy

Responses

  1. To się Roq wścieknie… 😉

    • tylko mu nie mów… 🙂

  2. Czekalem na ta recenzje Pitacie.fakt masz racje nic nowego ale ladny jest skurczybyk hehehe i trwalosc naprawde dobra do 10 godz na mnie siedzi.ale szczerze i tak kupilbym L’homme.pozdrawiam

    • nie sposób się z Tobą nie zgodzić… 🙂
      również pozdrawiam 😉

  3. No, no.Myślaĺem że zmasakrujesz tego zawodnika ale nie jest aż tak źle.

    • bardzo chciałem, ale nie dało rady… 🙂 obronił się zaskakująco ujmującym finiszem finiszu oraz parametrami jakościowymi i po prostu nie miałem sumienia… 🙂

  4. Lubię te perfumy. Naprawdę. I też dopiero co o nich wspominałam – bo dla mnie mają to „coś” i facet nimi pachnący wydaje się po prostu atrakcyjniejszy 🙂

    • nie wątpię, pachnie przyjemnie, ale jakby postawić pachnącego nim faceta w tłumie innych mężczyzn pachnących innymi klonami tych perfum, nie sposób dostrzec różnicę… 🙂

  5. Ja bym go sprawdził choć do kwiatu pomarańczy nie pałam sympatią ( coś mi w Olibanum PR strasznie spaścił) , ale oswajam i chciałbym poczuć ten finisz.. Nie będę też ukrywał że mniejszy flakon bardzo mi się podoba 🙂

    • owszem flaszkę (tę mniejszą) ma rzeczywiście bardzo ujmującą… 🙂

  6. Ten zapach nie jest zły… Jest po prostu zrobiony na miarę „dzisiejszych czasów”. Zgodzę się, że jest wtórny, ale jakoś urzekł mnie ten kwiat pomarańczy w tej kompozycji(choć mistrzowsko podany jest tylko i wyłącznie we Fleur du Male – podobno jest tam neroli i petitgrain, ale ja czuję kwiaty pomarańczy). Parametry nie są tragiczne, ale nazwa zobowiązywałaby do lepszych… Na mojej skórze wytrzymuje ok. 8 h, projekcja jest dobra tylko przez pierwsze 2…
    Jest o niebo lepszy np. w porównaniu do La Nuit de L’Homme Le Parfum, ale jednak gorszy od klasycznego L’Homme – tamten ma więcej hm.. powiedziałbym, że ma więcej klasy.

    • owszem, Fleur to najpiękniejszy kwiat pomarańczy jaki w życiu wąchałem (nie chodzi mi o autentyzm i moc), ale właśnie o jego urocze ujęcie… 🙂
      p.s. wszystko jest lepsze od Nuit EdP… 🙂

  7. Tak ściślej mówiąc, to ani La Nuit, ani L’Homme nie występują w koncentracji EDP, tylko Le Parfum. Czyli jakby coś a’la Parfum u Hermesa (nawiasem mówiąc, Terre d’Hemes Parfum to dopiero jest porażka… Z kolei Voyage wolę właśnie w wersji Parfum).
    Ach, jeszcze chciałem dodać, że nazwa tych perfum beznadziejna. Tak jakby L’Homme Parfum albo L’Homme Le Parfum nie wystarczyło.
    PS jak ktoś wymyśli, żeby i Libre zrobić w wersji Parfum, to się powieszę 😀 🙂

    • dzis liczy sie chwytliwa nazwa bo jak określić np. dior homme eau for men , czyżby dior traktował swoich klientów jak ćwierć mózgi i musi po dwakroć podkreślić że to dla mężczyzn? albo hermes terre d hermes eau tres fraiche zamiast cologne to dali „bardzo fajna” -tres fraiche.

      • xintao12 – coś w tym jest, nawet damskie Miss Dior doczekało się aż czterech odsłon i choć wszystkie noszą tę samą nazwę (pomijając stopień koncentracji) każda pachnie nieco inaczej… i tu nasuwa się pytanie, czy ten „sztuczny tłum” ma na celu wyciśnięcie z rynku ostatniej kropelki, sygnując po wersji na każdą okazję, czy też maksymalne wykorzystanie potencjału i popularności samej nazwy?… czekam na Terre w wersji Eau Freche, jeśli pogłoski o reformulacji się potwierdzą i tym samym żenująca trwałość Terre stanie się faktem (mam wielką nadzieję, że nie), będzie jak znalazł… 🙂

    • wiem do czego pijesz Marcinie… 🙂 po Le Parfum, Parfum i Pure Parfum (jak szumnie etykietki w/w głoszą) należały się spodziewać co najmniej adekwatnej wylewności i trwałości – ale coś mi się wydaje że ewolucja perfumiarstwa, jakiej nieustannie doświadczamy, powoli zaczyna dewaluować pewne pojęcia, zamieniając je w czysty populizm i marketing… na mnie klasyczny Terre EdT pachnie co najmniej dwukrotnie dłużej niż EdP, że o przytępionym bukiecie nie wspomnę… może to wina właściwości mojej skóry, ale noszenie wód toaletowych sprawia mi niewspółmiernie więcej frajdy niż czystych perfum…
      Libre EdP? sądzę, że to tylko kwestia czasu i niszy w ofercie, którą ktoś desperacko postara się zapełnić… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: