Napisane przez: pirath | 18 marca 2014

Dolce & Gabbana – Anthology La Force 11, czyli ocierając się o siłę…


Szczerze napisawszy, seria Anthology duetu Dolce & Gabbana niespecjalnie mnie porwała… przelotny i niepełny rekonesans, którego dokonałem kilka lat temu, nie znalazł jak dotąd ujścia w postaci choćby wybiórczej recenzji, bo i o próbki niespecjalnie zabiegałem… ale, że ostatnio nawinęła mi się próbka La Force 11, więc postanowiłem dla formalności skrobnąć słówko…

Dolce & Gabbana - Anthology La Force 11

Najbardziej zaintrygowały mnie zgrabne, minimalistyczne flakony, które swym stylem nawiązują do równie ascetycznych i zarazem wysmakowanych flaszek Chanel z kolekcji Les Exclusifs, włączając w to specyficzną manierę numeracji kolejnych dzieł (wyobraźcie sobie, jak bardzo rozczarował mnie zapach, skoro zwróciłem uwagę na flakon?)… męskość i „siła” tych perfum ociera się o ich metroseksualno hermafrodytyczny archetyp, równie umowny i naciągany jak skóra Madonny, po kolejnym liftingu… gdyby chcieć określić „samczość” tych perfum wedle skali 1-5 gdzie „dwójka” to Michelle Rodriguez (trzeba przyznać, że ma dziewczyna jaja), a „piątką” będącą wyidealizowanym wizerunkiem* cara Władimira – nasze La Force 11 byłoby „jedyneczką„, czyli emanacją męskości, bijącą od całego „męskiego” (z nazwy) boysbandu Nu’Est… 😀

* ulokowanym gdzieś pomiędzy polowaniami z włócznią na mamuty, jazdą konną wierzchem, pilotowaniem myśliwca, szusowaniem na nartach wodnych i siłowaniem się z niedźwiedziem – oczywiście bez koszulki… 🙂

Nu Est„chłopaki” z koreańskiej kapeli Nu’Est… mam nadzieję, że jakaś fanka nie wydrapie mi za to świętokradztwo oczu… 😀

La Force 11 to delikatny, niemal tonkowo waniliowy, odrobinę pudrowy i subtelnie przyprawowy zapach… totalne zaprzeczenie rasowego killera, tudzież kapiącej od wyrazistych, samczo uchwyconych przypraw – z których słynie wylewny i dobitny orient oraz klasyczne europejskie perfumiarstwo… to raczej „ryż na mleku” z odrobiną przypraw (kardamon, cynamon) niż wyrazisty przyprawowiec… jego leciutkie oblicze jest dość zwarte, pyliste, suche i pudrowe, muśnięte subtelną słodyczą, ciepłe w brzmieniu i delikatne w odbiorze… może zbyt delikatne, bo pozbawiając je pazura – nie przejawiają jakiejkolwiek determinacji w walce o atencję, po prostu są i nic więcej… warto zauważyć, że pomimo swej delikatności i pozbawionej „jaj” umowności, są to perfumy dość eleganckie, by nie powiedzieć wytworne – ale ich lekka jak piórko fizjonomia, w bezpośrednim starciu z nawet najbardziej delikutaśnymi casualowcami, nie ma większych szans…

reklama Dolce & Gabbana - Anthology La Force 11 EdT

Dzięki lekkiemu, acz wyczuwalnemu i co więcej dominującemu brzmienie kardamonowi, w początkowej fazie te perfumy wybrzmiewają niemal w klimacie śródziemnomorskim – choć bardziej mam na myśli finezję, polot i zwiewność samego bukietu, niż klasyczne „włoskie” zacięcie… i bynajmniej nie sugeruję się rodowodem marki, lecz swoistym podobieństwem do Essenzy LB, Roadsterem Cartiera i Dolce ToG, choć wszystkie są od La Force 11 o niebo bardziej donośne i miażdżąco lepiej skrojone… wprawdzie gdzieś w tle przemyka odrobina papryczki pimento (tej samej, która podgrzewa atmosferę w Kenneth Cole Signature), ale jej bytność rozpływająca się w kojących objęciach heliotropu – to stanowczo zbyt mało, by tchnąć w te perfumy życie… to bardzo neutralne, przyjazne i całkiem przyjemne perfumy, ale na dłuższą metę nudzą… ich delikatna powierzchowność nie porwie, nie zaintryguje i raczej nie pozostawi na obliczu miniętej w korytarzu belli, maślanych oczu – ale jako totalnie niezobowiązujący „czasoumilacz„, da radę, o ile ktokolwiek zwróci na te perfumy uwagę…

reasumując: w sumie nic ciekawego, ot grzeczny, zachowawczy i niemal transparentny zapach, który nie ma nic wspólnego z tytułową „siłą„… projekcja umiarkowana, trwałość przeciętna – choć przy tak umiarkowanie ujętych składnikach, tytanicznej trwałości oczekiwać nie sposób…

przypomina mi: podobny do Escady Magnetism, z tym, że Escada to przy La Force 11 kipiący testosteronem samiec… 🙂Dolce & Gabbana - Anthology La Force 11 EdT

2009

Głowa: kardamon, cynamon, papryczka pimento,
Serce: gałka muszkatołowa, heliotrop, cyprys,
Baza: drzewo sandałowe, wanilia, kminek,

Reklamy

Responses

  1. Z całej serii najbardziej (z resztą jako jedyny) przypadł mi do gustu tylko L`Amoureux który jako tako nie jest ‚mój’ ..ale naprawdę uroczy, zwiewny, refleksyjny i taki ‚zielony’ z tego co pamiętam…

    • właśnie oblatuję Submarine i jestem pełen podziwu dla determinacji i graniczącej z szaleństwem odwagi, by określić tę kompozycję mianem uniseksowej… 😉

  2. Pink Submarine 🙂

    • interesujące, ale nie 🙂

  3. Jak nie jak nie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: