Napisane przez: pirath | 20 kwietnia 2014

Hermes – Eau de Narcisse Bleu, czyli zmusztrowany narcyz się nazywam…


Dziwne to i wręcz niepokojące perfumy… minimalistyczne do bólu, schludne i zarazem wyniosłe… wyłączając nieco żwawszy (ergo kwiatowy) początek, wzorcowo zunifikowana, hiper neutralna i pozbawiona uczuć hermafrodyta nie będąca ani nim, ani nią… dosłownie zapach pozbawionych uczuć i emocji ludzi, rodem z filmu Equilibrum… a przecież perfumy jak najbardziej powinny mieć duszę, epatować emocjami i wywoływać uczucia… stylistycznie posiadają krój zbliżony do ultra wytrawnego, suchego i purystycznego Eau de Gentiane Blanche – tyle, że jego surowy, symbolicznie ocierający się o klimaty kolońskie bukiet nosi mi się wprost wybornie, czego o Eau de Narcisse Bleu powiedzieć nie mogę… i bynajmniej wcale mi nie przeszkadza, że trzonem kompozycji jest żonkil

Hermes - Eau de Narcisse Bleu

Kilkanaście podejść nadgarstkowych, kilka użyć globalnych i wciąż nie mogę do oblicza tych perfum przywyknąć… niby nie mają w sobie nic groźnego, groteskowego ani w innym stopniu odstręczającego, a przynajmniej nie jest to nic co mogę zlokalizować i wskazać palcem – a jednak jałowa powierzchowność tutejszego narcyza nie daje mi spokoju… rośliną totemiczną Mandarine Ambree jest mandarynka i choć Mistrz Ellena ukazał ją zupełnie inaczej niż zwykła bawić nasze nosy w perfumach (zeschłe skórki) – w przypadku Narcisse Bleu wykazał się nie mniejszą oszczędnością formy i wyrazu… żonkil as himself występuje tu przez kilka kwadransów i blednąc z każdą kolejną minutą, stopniowo zanika – stapiając się z pudrowym tłem, o jeszcze bardziej zatartych konturach…

kadr z filmu equilibrium

Narcyz z Eau de Narcisse Bleu jest sobą tylko z nazwy, gdyż Ellena pochlastał go tradycyjnie, zostawiając samą jego dość sztuczną istotę – ale w moim odczuciu, tym razem posunął się o jedno cięcie za dużo… w efekcie przeobraził żywy, swoiście wybrzmiewający kwiat, w warzywko – które niczym mrożonkę, poddano wielokrotnemu procesowi zamrażania i rozmrażania… pozbawiony głębi i detali szkielet, wykastrowany z pełnego spektrum z jakim ten specyficzny kwiat zwykł sobą epatować… pachnie tak do siebie niepodobnie i neutralnie, że gdy eksperymentalnie zaaplikowałem te perfumy na nadgarstki kolegów z pracy – żaden nie potrafił choćby w przybliżeniu wskazać czym pachnie… co więcej, gdy informowałem, że to kwiat, a konkretnie narcyz – unosili niedowierzająco swe krzaczaste brwi (tudzież brew – w zależności, czy ze zrostem lub bez), nie potrafiąc przypisać tego co czują, do zapamiętanego wzorca zapachu żonkila

reklama Hermes - Eau de Narcisse Bleu

Teoretycznie, brawa dla Elleny, za stworzenie perfum uniseksowych, które pomimo wybitnie kwiatowego charakteru, ani o jotę nie przechylają się w stronę wątków kojarzonych ewidentnie z kobiecością – ale ujmując rzecz kolokwialnie, te perfumy nie kojarzą się z niczym i nie wywołują sobą żadnych emocji, poza wspomnianym niepokojem… czy właśnie o taki efekt ich twórcy chodziło?… tutejszy narcyz choć gra pierwsze skrzypce został okiełznany, okaleczony, spętany i wtłoczony w zgrzebny sześcian, w który Ellena wkomponował jego zdziesiątkowaną, kwiatową frywolność… no żeby tak potraktować jeden z najwdzięczniej wybrzmiewających symboli wiosny?…

narcyz na tle niebieskiego niebaspodziewałem się żywej, intensywnej słodyczy żonkila, wkomponowanej w intensywnie błękitne tło…

Ellena poddał go swoistej musztrze i indoktrynacji, wyciął z niego emocje i niemal zupełnie pozbawił subtelnej słodyczy, z zasady towarzyszące spontanicznej i naturalnej naturze kwiatów – i ubrawszy w równie perfekcyjnie co minimalistycznie skrojony bukiet, pchnął na barykady… żonkil wybrzmiewa tu utemperowaną wonią kwiatu, a nieco później głównie jego łodygami – układając się na podobieństwo pudrowych i bardziej roślinnych niźli kwiatowych, kłączy irysa… jest sztywny i suchy niczym dopełniające go kameralnie, niezdefiniowane drewna – jeszcze bardziej symboliczne, mgliste i wymuskane co trzon kompozycji…

żonkile na tle błękitu niebaa zastałem blady, wyblakły, zupełnie do siebie niepodobny kwiat, stapiający się z Microsoftowym błękitem Windows…

W efekcie powstał zapach suchy, blady, lekko wytrawny i pylisty, powściągliwy i nader oszczędny nie tylko pod względem bukietu ale i epatowania nim otoczenia… trwałość bardzo słaba, co jest w przypadku dzieł Elleny (i formy koncentracji wody kolońskiej) dość swoiste, projekcja bardzo umiarkowana i jest to już drugi zapach z kolekcji Colognes (obok Eau de Mandarine Ambree), który wywołał u mnie tak ambiwalentne uczucia… nie potrafię wydać jednoznacznej oceny tym perfumom, poczekam z tym do lata – w nadziei, że wilgoć i pot skóry będzie w stanie poruszyć tę mumię i tchnąć w nią odrobinę więcej życia… w kontekście mego wiernopoddańczego uwielbienia dla geniuszu Elleny może zabrzmieć to świętokradczo, ale na ten moment jestem na nie wiem…Hermes - Eau de Narcisse Bleu EdC

2013

Jean Claude Ellena

Skład: narcyz, nuty drzewne, oraz bezuczuciowy klimat z filmu Equilibrum,

Reklamy

Responses

  1. Gentiane Blanche jest mi szorstki i obcy dlatego pewnie i ten choć inny nie przykuje mnie niczym szczególnym. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć jak woni Narcyz, chyba nie znam…Upss 🙂

    • on miał być szorstki, purystyczny i surowy, to taka wariacja Elleny na temat wód kolońskich i wyszło mu przednie… choćby dlatego, że zapach zachował ostry, odświeżający charakter tej grupy zapachowej, ale mistrz Ellena przedstawił go w swoisty i bardzo odmienny sposób… śmiem twierdzić że nie ma na świecie drugich, tak pachnących perfum, włączając w to nawet Narcisse Bleu, tegoż samego autora…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: