Napisane przez: pirath | 22 kwietnia 2014

L’Artisan Parfumeur – Amour Nocturne, czyli karmel z orchidą i przypalonym garnkiem po mleku figowym w tle…


Jest taka grupa zapachowa, która nieodmiennie kojarzy się z jedzeniem… mowa oczywiście o kategorii gourmand, czyli apetycznych aranżacjach zapachowych, których woń wzmaga uczucie głodu, albo wywołuje burczenie w brzuchu i ślinotok… w sumie nie ważne jak taki zapach jest prosty lub wręcz banalny – jeśli kojarzy się z kulinariami, a najlepiej słodkościami i tak się obroni… Amour Nocturne nie jest zapachem specjalnie złożonym, to raptem trzy nałożone na siebie nuty – ale pomimo tej prostoty, to bardzo nietypowe i wyszukane perfumy… bezsprzecznie nietuzinkowe i absolutnie niepowtarzalne, wręcz awangardowe… oto nisza pełną gębą, dość delikatna i na dodatek cudownie noszalna…

L'Artisan Parfumeur - Amour Nocturne

Ten zapach jest w równej mierze kwiatowy, co owocowy – a dopełniający całość karmel, to już wątek wybitnie deserowy… z tym, że ten karmel bardziej przypomina nadpalone mleczne toffi, niż karmelizowany cukier… słodycz tych perfum jest miękka, delikatna i obła, zupełnie różna od przytykającego nozdrza swą mocą, karmelowego kafara – jaki wylewa się strumieniami z Blue Sugar, czy ujętego w bardziej cywilizowanej formie z A*Mena… w zestawieniu z delikatnym i umownym Skin on Skin, Amour Nocturne wypada dużo bardziej okazale, cechuje go też o wiele lepsza projekcja i trwałość – ale to zapewne zasługa dość wylewnej słodyczy, którą zapach emanuje do otoczenia… nie bez przyczyny wonie słodkie i na dodatek kwiatowo owocowe – uznaje się (w obiegowej opinii) za ciekawsze i bardziej atrakcyjne, niż kompozycje od nich mniej hmmm ewidentne… parafrazując  inżyniera Mamonia: „jak mogą mi się podobać perfumy, które czuję pierwszy raz w życiu?„… owszem mogą, ale pod warunkiem, że ich obraz wydaje się znajomy, jest łatwy do zinterpretowania i milusio się kojarzy… a kto nie kojarzy specyficznej, jakże przyjemnej woni karmelu lub toffi z figą i orchideą w tle?…

orchidea

Połączenie delikatności mlecznej figi, z dobitną rozwiązłością orchidei może wydawać się nie na miejscu, ale wierzcie mi – w tych perfumach udało się wybornie połączyć te dwie, pozornie wykluczające się ingrediencje… w efekcie ich skorelowania, buduarowa wylewność orchidei wyraźnie zelżała – a mająca tendencję do popadania w mdłą apatię figa, zyskała na wyrazistości i świeżości brzmienia… no właśnie, nie mleko – a piękna pełna, krąglutka, słodka, mięsista figa!, która rzeczywiście popada w lekko słodkie, kremowe klimaty mleczne… doprawdy, nie spodziewałem się, iż można tak wybornie skomponować figę z karmelem i orchideą… zwłaszcza jeśli wziąć poprawkę, że figa to nie tylko owoc, a również drewno i liście, pachnące zdecydowanie żywiej i świeżej niż znany z szamponów – dojrzały, lekko mleczny owoc figowca… mamy więc piękną, czytelną i niezbyt zachłanną orchideę, mleczną figę i słodki, apetyczny karmel, który za sprawą łagodnej, mlecznej słodyczy – zamienił się w toffi rodem z Werthers Original… a całość układa się w zgrabną, niezbyt ciężką i wspaniale się wzajemnie uzupełniającą całość…

L'Artisan Parfumeur - Amour Nocturne EdP

Wszystkiego jest tu dokładnie tyle ile potrzeba, żaden składnik nie dominuje bukietu – nie wyczułem też najmniejszego śladu kakofonii, ani nawet najdrobniejszego dysonansu… no może z wyjątkiem tradycyjnie precyzyjnego i wiarygodnego niczym mitologia grecka, wykazu nut… proch strzelniczy? srsly??? mam pewne wątpliwość, czy osoba która tworzyła dossier tych perfum, ma w ogóle pojęcie jak pachnie proch strzelniczy (odstrzelony i nie)… a może pył z klocków hamulcowych Bentleya Continentala księcia Yorku, albo lepiej pył księżycowy?… owszem na upartego czuć tu suchą, spaleniznę, ale składa się na nią karmel i zapach garnka po przypalonym mleku – ale litości, jaki proch strzelniczy?…

toffi

Rozumiem, że nisza lubuje się w dziwactwie, a jej twórcy w walce o klienta prześcigają się w inwencji – nierzadko zaskakując czymś szokującym, wydumanym i wyśrubowanym, ale czy naprawdę konieczne jest wypisywanie takich kalumnii?… a wszystko w kontekście zasłużonej marki L’Artisan Parfumeur, już dostatecznie sławnej za sprawą swoich porywających perfum – więc uciekanie się do tak tanich chwytów po prostu nie przystoi… to tak jakby księżna Kate szukała rozgłosu, świecąc gołym tyłkiem podczas ceremonii otwarcia nowej Biedronki w Supraślu

figa

reasumując: bardzo oryginalne i zarazem cudownie noszalne perfumy… przez zgrabnie wpleciony w całość wątek orchidei – ździebko, a nawet bardzo podobne do Black Orchid Toma Forda, tyle, że osadzono je nie w klimacie buduarowym lecz kulinarnym, przywodzącym na myśl kawiarnianego Rochas Men i Muglerowego A*Mena… projekcja dobra, trwałość bardzo dobra, zaś ich uniseksualność wyrażono z niesamowitym smakiem i polotem…L'Artisan Parfumeur Amour Nocturne

2013

Bertrand Duchaufour

Skład: cedr, mleko, karmel, proch strzelniczy, orchidea,

Reklamy

Responses

  1. Doceniam. Nie dorosłam jednak do takiej niszy, a tak chciałam,żeby mi się spodobał…Może kiedyś jeszcze spróbuję:-)

    • wbrew pozorom (w moim odczuciu) to nie jest niszowy hardcor, bardzie przyjemnie i łatwo się te perfumy nosi… 😉

  2. No i mam smaka 🙂
    Bertranda cenię bardzo jak i samą markę dla której stworzył niejedno już wybornie kształtne pachnidło… mniam.

    • owszem, to jedno z najwybitniejszych nazwisk branży i cieszę się, że wciąż pracuje na usługach niszy…

      • Ostatnio zrobił dwa zapachy dla rosyjskiej faberlic ( marka sprzedaży bezpośredniej jak Avon czy Oriflame)

        • bo z tworzenia na rzecz samej niszy raczej rachunków by nie zapłacił, że o nowym samochodzie nie wspomnę 🙂

  3. oo mój typ!! Nie spocznę, zanim nie poznam i już wiem, że zakocham się w nich bez pamięci 🙂

    • nim połkniesz cały flakonik, proponuję zacząć od skromnej i mniej zobowiązującej próbki, choć nie wątpię, że może Ci się spodobać od pierwszego niucha… i co więcej śmiem twierdzić, że te perfumy bardzo do Ciebie pasują, zwłaszcza do kreacji wieczorowej, przez wzgląd na Twój delikatny typ urody… 🙂

      • Dziękuję za komplement 🙂 A zacznę od próbeczki, wiadomo – w ciemno nie zdarzył mi się jeszcze żaden zakup perfum.

        • ależ cała przyjemność po mojej stronie… 😀

  4. Dla mnie cała ta trójca to jadowita trauma próbki dostałam przy zakupie Botrytisa. Serio, lubię zapachy słodkie, lubię też „naładowane” składnikami ale ich nie jestem w stanie zdzierżyć, jakaś nuta wyłazi paskudna fałszywa i mdląca. Ot co skóra to odczucia, dlatego tak WARTO najpierw zaopatrzyć się w próbkę 🙂

    • może to kwestia skóry, ale na mnie aż tak się nie wysładzają 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: