Napisane przez: pirath | 28 kwietnia 2014

Lalique – Pour Homme Equus, czyli Paul Smith Portrait w wadze ciężkiej + tego fenomenu potencjalne wytłumaczenie…


Wyrazisty, a z początku nawet nieco despotyczny charakter tych dość specyficznych perfum, pozwala domniemywać czym mógł się inspirować twórca Portrait, Paula Smitha… tytułową męskość wyrażono tu poprzez stanowczą, przyprawową aranżację – która szczęśliwie nie próbuje dowieść swej męskości poprzez epatowanie jakże dziś modną, tonkowo przyprawową słodyczą… tutejsza męskość, zakrawająca swym brzmieniem o terroryzm, to intrygujący miks fiołka i bergamotki, który taktownie wpleciono pomiędzy bardziej wyeksponowane, wytrawne nuty zielono przyprawowe z wpierw dominującym jałowcem, a później kardamonem i mam wrażenie odrobiną liścia laurowego – a nieco później zgrabnie wtopiono w drzewno balsamiczne, nieco zbyt ciche tło kompozycji… pomijając miękkie, mało czytelne i niezbyt narzucające się ze swą jaskrawą naturą „owoce” z otwarcia, nadrzędnie dominują tu wyraziste klimaty herbalno przyprawowe, chwilami przejmująco ostre… liść fiołka, kardamon, muszkat, pieprzny jałowiec i mam wrażenie laur i oregano – tworzą tu szykowne, donośne i chwilami wręcz agresywne brzmienie bujnego serca…

Lalique - Pour Homme Equus

Faza dojrzała Pour Homme to głównie zmiękczony miękką acz wyrazistą słodyczą, pikantny, aromatyczny kardamon oraz muszkat z dodatkiem wybujałego jałowca, liścia laurowego i goździka (upieram się)… a więc da się zrobić szykowny i wyartykułowany ze smakiem zapach, przykuwający uwagę stanowczym bukietem przyprawowym – którego przerysowanym przeciwieństwem jest ordynarny Paco Rabanne InvictusLalique Por Homme to w dojrzałej fazie dość despotyczne i ostre perfumy, ale z czasem łagodnieją – popadając w przyjemne i nieco sielankowe drzewno przyprawowe brzmienie, bardzo zbliżone do tego z Portrait Paula Smitha… pomimo iż Pour Homme ma już swoje lata, nie zestarzało się – ani co dość specyficzne dla kompozycji Lalique, nie przypomina nic innego (wyłączając wspomniane Portrait, które powstało długo po nim) na perfumeryjnych półkach… jeśli więc ktoś szuka wyrazistego i stroniącego od wylewnej słodkości zapachu pod garnitur, a jest zmęczony wszechobecną hegemonią kwartetu Terre, A*Men, Fahrenheit i Egoiste – warto aby rozważył zastosowanie Pour Homme jako ich niebanalne i nie mniej treściwe zastępstwo…

Paul Smith Portrait

Stylistycznie jest to połączenie ciemnej, wytrawnej, masywnej zieleni rodem z Lalique Encre Noire i Monocle Scent Laurel – zmieszanej z wybitnie ziołowo przyprawowym i nieco szorstkim oldskulem pokroju Cartier Declaration Essence, Kenzo Jungle i Azzaro Visit… w efekcie wyszła z tego połączenia bardziej esencjonalna i nośna, wybitnie zielono przyprawowa odsłona wspomnianego Portrait… tyle, że to Lalique Pour Homme było na rynku szybciej i to o dobre 12 lat… patrząc na skład obu zapachów (co absolutnie mnie nie dziwi) trudno zauważyć jakiekolwiek potencjalne zbieżności w brzmieniu docelowym – ale wąchane łapa w łapa, pachną zaskakująco podobnie, zwłaszcza przez pierwsze godziny od aplikacji… co jedynie potwierdza tezę, że oficjalne wykazy nut, to w większości przypadków czyste voodoo i radosna twórczość speców od marketingu…

reklama Lalique - Pour Homme Equus

Jeśli jeszcze tego dostatecznie nie podkreśliłem, robię to teraz: oficjalne wykazy składników nigdy nie są kompletne (to nie pasztet drobiowy, gdzie producent MUSI podać jego kompletny skład) – stanowią jedynie orientacyjną informację, czego można się po danym zapachu spodziewać… bez poznania kompletnej listy ingrediencji, ich dokładnych proporcji i konkretnych rodzajów użytych olejków zapachowych oraz kolejności ich macerowania (które stanowią pilnie strzeżoną tajemnicę producenta) – nad faktycznym brzmieniem tak rozpatrywanych perfum, można jedynie hipotetycznie dywagować…

przyprawy

Ale nawet wówczas, osiągnięty na skórze efekt końcowy (względem teoretycznie domniemanego), naznaczony jest sporą dozą dowolności… oczywiście nie będę się upierał, że Paul Smith pożyczył sobie coś od Lalique, w końcu Equus bestsellerem nie jest – ponieważ poruszając się po dość wąskim poletku ingrediencji, zwłaszcza korzystając z tych najpopularniejszych i najbardziej specyficznych, trudno uniknąć nawet niezamierzonych porównań… piję raczej do tego, że próba odgadnięcia jak określone perfumy pachną w oparciu o wykaz nut, to książkowy przykład szarlatanerii… równie dobrze można sobie w tej intencji postawić Tarota, albo wejrzeć w fusy po Earl Grey’u

Dotychczasowe obserwacje skłoniły mnie do wniosku, że można spłodzić najbardziej egzaltowany i pełen aktów strzelistych opis perfum (grunt to dobrze się sprzedać) i załączyć do niego najbardziej wymyślny zestaw nut i dla producenta kompletnie nic wiążącego z tego nie wynika… większość z tego co tam zawarto to ledwie namiastka, czasem propaganda, albo pobożne życzenia – które rzadko kiedy odnajdują odzwierciedlenie w faktycznym brzmieniu… producenci doskonale wiedzą, że ludzie którzy kupują perfumy nie mają pojęcia jak dany składnik pachnie solo, a zwłaszcza wpleciony w wiązankę innych nut… a więc wymyślają na potęgę urojone i w najlepszym przypadku podają niepełne wykazy składników – wiedząc, że mało kogo to obchodzi, a jeszcze mniejszy odsetek jest w stanie to zweryfikować…

Lalique - Pour Homme Equus reklama

Pamiętacie tę słynną reklamę z połowy lat 90-tych z olejem roślinnym, „bez cholesterolu„?… jak myślicie, ilu widzów wychwyciło, że producent bezczelnie robi ich w konia – prezentując oczywistą cechę tego rodzaju produktu, jako nadzwyczajną korzyść?… tym razem wyjątkowo zamieszczam „oficjalny” wykaz nut w tekście, a nie pod nim – właśnie po to, aby porównać jak bardzo są rozbieżne, pomimo fizycznego podobieństwa obu bukietów… potraktujcie to jako przykład jak bardzo teoria może odbiegać w perfumiarstwie od praktyki – choć zapewniam, że w praktyce oba zapachy wypadają całkiem podobnie…

skład Lalique – Pour Homme Equus

Głowa: bergamotka, cytryna, cytron,
Serce: gałka muszkatołowa, jałowiec, liść fiołka, kardamon, owoc muszkatołowca, brazylijska sekwoja,
Baza: skóra, piżmo, wetyweria, sekwoja, amarylis, benzoes,

i dla porównania oficjalny spis z natury Paul Smith – Portrait

Głowa: bergamotka, kardamon, różowy pieprz,
Serce: geranium, kwiat czarnej porzeczki,
Baza: cedr, balsam Tolu, mirra i labdanum,

cechy wspólne: bergamotka i kardamon… pomijając ulotną brgamotę, ton i charakter obu kompozycjom nadaje kardamon – zaś reszta to tylko robiący za tło wypełniacz…

Tak wiem nieco odpłynąłem od wątku przewodniego, ale chciałem podkreślić, że nie warto sugerować się (a zwłaszcza ślepo polegać) opisem nut i deklarowanym składem, aby odgadnąć potencjalne brzmienie docelowe… a przecież na każdym z nas i tak dany zapach będzie pachniał trochę inaczej… abstrahując od ich wzajemnego podobieństwa, oba zapachy pachną męsko (choć Portrait wyraźnie delikatniej i mniej pikantnie), przyjemnie i przede wszystkim inaczej niż otaczające je „środowisko„… w przypadku Lalique, to w sumie cecha rozpoznawalna marki, która przoduje w kreowaniu nietuzinkowych, innowacyjnych i niepowtarzalnych brzmień, które choć z pozoru brzmią kontrowersyjnie – z łatwością podbijają sobą rynek (fenomen Encre Noire), udowadniając, że można pokazać coś nowego, mieć własny charakter i wypiąć swój wydepilowany tyłek na koniunkturalną modę…

reasumując: bezsprzecznie męski, wyrazisty, wręcz napastliwy przez wzgląd na swą pikantną i wytrawną naturę zapach – stworzony z myślą o niewerbalnym podkreśleniu kto tu rządzi… trwałość przyzwoita, projekcja bardzo dobra, choć z czasem zapach wytraca ten początkowy impet uderzenia i redukuje się do dyskretnej aranżacji drzewnej – nieznacznie podbitej wybrzmiewającym echem esencjonalnych przypraw…Lalique - Pour Homme Equus EdT

2001

Emilie Coppermann

Advertisements

Responses

  1. Nie ogarniam tych twoich porównań. Portrait i Equus? Zero podobieństwa jak dla mnie.

    • mógłbym odwrócić to co sam napisałeś, tylko po co?…

  2. uwielbiam Equus, dla mnie ten zapach to kwintesencja klasy. absolutnie niebanalny, przykuwający uwagę, a w dodatku niedrogi. nie mogę się jednak zgodzić, że jest to zapach garniturowy, mnie zawsze pasował bardziej do wizerunku „elegancji na luzie”, np. koszula + spodnie, coś w rodzaju gościa z plakatu promującego. ale to tylko takie moje odczucie, sam zapach zaś – genialny.

    • widzisz, na różnych skórach ten zapach rozwija się inaczej, u mnie wypadł bardziej ostro, możliwe że u Ciebie delikatniej – stąd stwierdzenie że z innymi „garniturami” mógłby się po boksować, ale to oczywiście kwestia indywidualnych preferencji co komu lepiej brzmi do krawata… 🙂 p.s. niskie ceny Lalique nad Wisłą to zasługa wciąż kiepskiej rozpoznawalności marki (patrz na ceny perfum Prady), więc nic tylko się cieszyć… 🙂

  3. Posiadam Portrait, niestety nie wąchałam Lalique, ale jeśli jest trochę podobny, to na pewno nie może być przeciętny.

    • jest bardzo podobny, ale znacznie mocniejszy, bardziej esencjonalny i pikantniejszy… w moim odczuciu Portrait to Equus w wersji Light

  4. Piracie jaka wersje opisujesz – EDT czy EDP? ja ostatnio mialem nasaczony bloter tymi perfumami (nie wiem czy bylo to edp czy edt) i w pewnym momencie pachnial bardzo podobnie do sir Avebury od Oriflame (a raczej sir pachnie podobnie do niego), a pozniej przez chwile byl bardzo podobny do EN.
    wg mnie rewelacyjny zapach- jest w tej chwili nr 1 na liscie zakupow

    • heh, owszem nie doprecyzowałem (mój błąd), ale jak można domyślić po ostatnim obrazku (dbam o to by zawsze zamieszczać adekwatne) wpis jest o wersji toaletowej… w Sir Avebury też jest szczypta kardamonu, stąd pewnie podobieństwo, a to baaaaardzo specyficzna nuta… 🙂

  5. Właśnie miałem się zapytać, czy opisywana wersja to EDP czy EDT 🙂 moim zdaniem pachną podobnie, tyle tylko, że w EDP niektóre nuty pachną wyraźniej… No dobrze, a teraz chciałbym się zapytać, bo widzę, że nie tylko ja czuję zbieżności: dostrzegasz, a raczej czy potrafisz wyłapać nosem podobieństwa Konia z Czarnym Atramentem? Moim zdaniem wetyweria „gra” momentami podobnie w jednym i w drugim… A żeby nie było, że trzymam się kurczowo składu, to ja czuję dla odmiany w Equusie pimento, bądź jakąś inną papryczkę. Ale czuję ją na pewno, jest znacznie ostrzejsza od gałki muszkatołowej i kardamonu.

    • EdT (ostatni obrazek), z wersją EdP jeszcze się nie zetknąłem, ale znając umiłowanie Lalique do jakości, zapewne jest to EdP z prawdziwego zdarzenia… 🙂
      Tu nie chodzi o fizyczne podobieństwo do EN, a stylistyczne – pod względem głębi i artykulacji wątku zieleni (głębokiej, ciepłej i esencjonalnej)… też myślałem o pimento, ale ono bardziej zaciąga mi umiarkowanie pikantnym olejkiem paprykowym niż wręcz pylistą, przyprawową ostrością, która emanuje od Equusa… choć z drugiej trony jeśli nałożyć na siebie taką ilość jałowca, kardamonu i muszkatu, poziom ostrości wzrasta niebotycznie…

  6. dla mnie wlasnie wetyweria w tym zapachu uklada sie, jak juz wspomnialem wczesniej, bardzo pidobnie jak w Encre Noir. niestety nie wiem ktoej wersji Konila uzylem na bloterze

    • jesteś pewien, że czujesz w Equus wetywerię, czy po prostu intensywną, głęboką i ciepłą zieleń?…

      • czuje ja wyraznie. zreszta moj nos ma tendencje do wylapywania zapachu wetywerii, nawet jesli jest „zakopana” pod tona innych.

  7. Equus, Portrait for Men oraz Gucci Pour Homme II – każdy z nich posiada wspólny pierwiastek i wszystkie jednakowo ubóstwiam. Następny na mojej liście „must have” czeka Kenzo Jungle. Jestem niezmiernie ciekaw, czy tutaj również istnieje jakaś analogia z powyższymi.

    Wracając do Equusa, posiadam wersję EDP tego pachnidła i mogę powiedzieć, że poza składnikami wymienionymi przez autora, mój nos wychwytuje nutę majeranku oraz lekką „pudrowość”. Podobieństwo do Encre Noire również zauważam, jednak występuje ono dopiero po kilku godzinach od aplikacji na TKANINĘ i tylko z pewnej odległości (gdy zapach swobodnie dolatuje do nozdrzy).

    Natomiast w Portrait for Men czuję bardzo wyraźnie balsam tolu, który miałem okazje wąchać w „czystej” postaci.

    • jeśli przeczytasz uważnie pierwsze akapity, to wspominam tam również o Kenzo Jungle, zresztą nie bez przyczyny… 😉

  8. Portrait nie znam, ale związku Equusa z Gucci II nie widzę. Nie czuję znaczy. Żadnego.

    • Equus akurat najbardziej się z tej trójki wyróżnia, lecz na mój nos wszystkie dzielą podobną stylistykę – są wysmakowane, delikatne i lekko słodkawe, ale w taki elegancki sposób. Ta słodycz, będąca wynikiem działania różnych składników w przypadku każdej z tych kompozycji, ma dla mnie jakiś wspólny element. Nic na to nie poradzę.

      • owszem łącząca je słodycz jest bardzo zgrabna, zwłaszcza w Portrait gdzie jest najlepiej przysłonięta donośniejszymi nutami i lepiej wyczuwalna…

    • owszem jest, Gucci II też z początku zaciąga laurowo, ziołowym (coś a’la ziele angielskie) wątkiem, i ten sam występuje w początkowej i środkowej fazie Equusa…

  9. Equus dla mnie jawi się jako elegancki i wyrafinowany świeżak. Nie pamiętam zbyt dokładnie gdyż nie zaiskrzyło między nami. Nie miej jednak doceniam jak wszystkie kompozycję Lalique które dane było mi poznać.

    Ciekawy wątek porównawczy jak i edukacyjny dla niewtajemniczonych szczególnie. Już dawno zauważyłem jakie głupoty wymyślają w tej materii ludzie za biurkiem i nie tylko…
    A tak najbardziej razi mnie chyba niezgodność nazw pachnideł z faktycznym stanem rzeczy. Byle by sprzedać i to nawet w niszy coraz częściej. Choć to i tak bez większego znaczenia 😉

    • Nazwy, nuty, spoty reklamowe – wszystko po to, żeby sprzedać więcej.
      Sa przecież setki zapachów z ambrą czy oudem w składzie, które ambry ani oudu nie widziały nawet w śladowych ilościach. Takie czasy. Kurka flak.

      • Sabb otóż to!… w zdecydowanej większości przypadków nawet symbolicznie nie czuć tego co reklama i wykaz nut obiecuje, a ponoć w majestacie prawa reklama nie ma prawa wprowadzać w błąd…

    • w moim odczuciu jak na świeżaka jest zbyt wyrazisty i esencjonalny, ale nie wykluczone, że na cudzej skórze jawi się mniej okazale… 🙂

  10. Bo oud jest teraz w modzie – to co jest trendy jepiej się sprzedaje 🙂

    • nie inaczej, czekam niecierpliwie na oudową Lacoste, oczywiście z mojej ulubionej linii L.12.12. 🙂

  11. *lepiej

    • hej, pewno masz rację, ja np oudu nie lubię!

  12. Ja też nie przepadam, ale nie pisałem o tym, co ja lubię, tylko o tym, co „jest trendy” 😉

  13. Oj, powyższy komentarz jest zbędny. Bo odczytałem „nie masz racji” zamiast „masz rację”….

  14. Ojezu, omal się nie zakrztusiłam, bo fusy po Earl Gray’u zrozumiałam dosłownie, jako fusy po tym bezbożniku Greyu, którego nazwisko widzę ostatnio wszędzie, czytają to nawet panie w berecikach… a podobno tyle tam perwersji. No więc może niedowidzę ale nie zauważyłam z początku, że napisałeś Earl Gray’u a nie Grey’u (zresztą błędnie, bo nazwisko tego od herbaty pisze się przez e) i… zaczęłam zastanawiać się jakby pachniały fusy po „tym” Greyu… Oj strasznie pewnie!

    • he he miałem na myśli herbatę i tylko herbatę… p.s. dzięki za poprawkę, już edytuję i pozdrawiam… 🙂

  15. Czy Wam też Equus przypomina dawno wycofane Kenzo Air Intense?

    • niestety nie znam Air Intense, więc nie mogę się wypowiedzieć, ale poza naprawdę nielicznymi przypadkami, zazwyczaj dane perfumy przypominają coś innego… pomijając celowe zabiegi, to nieuniknione… 😉

      • Szkoda, że nie znasz Kenzo Air to z przyjemnością przecztałbym Twojej recenzji.
        Powracając do Equus’a to w wielu opiniach powtarzało się, że jest to trwały zapach. U mnie początkowo też tak było po aplikacji z testera w D. Po tygodniu stosowania zaupionego flakonu, zapach wyczuwam maks. godzinę. Chciałbym dłużej się delektować tym zapchem, a szczególnie jego ostrym otwarciem.
        Czyżby mój flakon był trefny? A może moj zmysł powonienia przez tydzień zaadoptował się do tych nut, że są one dla mnie tak krótko wyczuwalne?

        • obawiam, się że nie znam wielu z pośród kilkunastu tysięcy stale dostępnych na rynku perfum… 🙂
          jeśli używasz jakichś perfum w sposób ciągły i dodatkowo często je re aplikujesz – to Twój nos w mechanizmie obronnym, zacznie te bodźce po pewnym czasie ignorować i jedyne co można w tym momencie poradzić, to dać mu odpocząć jakimś przerywnikiem lub czasową abstynencją od ulubionych perfum… to zwykle pomaga znów cieszyć się nieprzytłumionym brzmieniem swych ulubionych perfum…

  16. Mam już EN i jestem bardzo zadowolony. Którego lalika powinienem wybrać na dzień? Konia, lwa, white czy Hommage a L´Homme? Bo ceny są zbliżone.

    • w sumie każdy pasuje (kwestia preferencji), ale Hommage i White wydają mi się najbardziej casualowe…

  17. Ja bym obstawiał Equus (EDP), następnie Hommage. Lion nie przypadł mi za bardzo do gustu – czuję się „za mało dojrzały” na niego. Na lato zaś świetne jest White.

  18. w dniu wczorajszym wypróbowałem próbkę Lalique – Equus i kude balans (że aż tak pozwolę sobie się wyrazić he he) ja w tym zapachu wyczuwam (tylko prosze się nie śmiać he he) coś delikatnie tak jakby słodkiego,coś na kształt jakiejś tak jakby wiśni czy cuś (co to może być za składnik?)…..nie wiem,nie znam się…. a może po prostu mój zmysł powonienia ma jakieś hardcorowe wizje he he (w końcu w ostatnim czasie,miał do czynienia z kilkunastoma próbkami co nigdy wcześniej się nie zdarzało….dawniej był ino str8 albo jakiś brunon BANAN i tyle….a teraz tyle zapachów,że mój zmysł powonienia najzwyczajniej w swiecie ”odjechał” he he) …..w takim przypadku jedynym ratunkiem byłby chyba tylko przeszczep nosa he he 🙂

    • specyficzne właściwości naszej skóry + bagaż skojarzeń i kalibracja modelu zapachowego u każdego człowieka wyglądają inaczej, to też różne, a czasem i sprzeczne reakcje i skojarzenia z określonymi perfumami to poniekąd norma… nie ma powodu do wstydu, po prostu coś Ci ta woń przypomina, choć nie bardzo wiesz do czego to przyłożyć… przydałoby się zaliczyć warsztaty zapachowe i podszkolić, wówczas interpretacja poszczególnych składników kompozycji przyjdzie Ci znacznie łatwiej, tym bardziej że każdy składnik też występuje w wielu różnych barwach i odmianach… vetivera może być albo ciepła albo zimna, świeża albo ziemista, jasna albo mroczna, to zależy czym ją uzupełniono, oraz od rodzaju i pochodzenia użytej esencji zapachowej…

  19. W związku z tym, że obecna cena tego pachnidła (mając na względzie jego bardzo kiepską trwałość) nie zachęca do kupna,
    proszę więc Was o pomoc w znalezieniu zapachu zbliżonego do konika, jednak z lepszymi parametrami użytkowymi.
    Wiem wiem, każde perfumy są (powinny być) niepowtarzalne. Jednak coś zbliżonego „klimatem” do Equus’a na pewno się znajdzie.

    Z góry dziękuje za pomoc.

    • Hmmm a sprecyzuj gdzie go wąchałeś, skoro masz zastrzeżenia względem jego kiepskiej trwałości. Equus to dość trwały i bardzo nośny zapach, no i nic mi nie wiadomo by Lalique przeprowadzało drastyczne reformulacje swych klasyków. A przynajmniej jest to ostatnia marka, jaką obok Hermesa bym o to podejrzewał 🙂 Equus jest dość specyficzny, jakby ziołowo majerankowy i chyba najmocniej będzie go przypominać Cartier Declaration, a zwłaszca w wersji Essence, pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: