Napisane przez: pirath | 4 Maj 2014

Undergreen – Black, czyli przykurzony wazon z suszonymi ziołami…


Już ponad rok temu, wyszarpałem próbkę tych perfum od Sabbath (pozdrawiam serdecznie), która jest w posiadaniu flaszki Undergreen Black… wówczas zapach tak mnie zaintrygował, że zrobiłem sobie samplerka, z myślą o zrecenzowaniu czegoś naprawdę niecodziennego… a później wiadomo setki innych próbek, praca i inne obowiązki sprawiły, że zupełnie o Undergreen zapomniałem… do wczoraj, gdy z okazji wiosennego odgruzowywania i odchwaszczania przepastnych kufrów z próbkami, natknąłem się na Black ponownie…

Undergreen - Black

Powitała mnie ultra wytrawna, pylista suchość ziół, zupełnie jakbym wdychał zapach przyprószonej kurzem, 20 letniej wiązanki suszonych polnych kwiatów i ziół – ściągniętej z regału jakiejś PRL-owskiej meblościanki na wysoki połysk… zaschłe w bezruchu, powykręcane kwiaty, osty i zioła, które choć zmumifikowane brakiem wody – wciąż pachną echem niegdyś wysoce aromatycznych olejków zapachowych… kwiaty już dawno temu straciły swój zapach, ale zioła wciąż zachowały w formie szczątkowej swą ongiś esencjonalną woń… ona wciąż tam jest, tkwi zakrzepła w żyłach zdrewniałych kłączy, drzemie w rozsypujących się w palcach listkach – a gdy je rozetrzeć, czuć na palcach tę lepką, esencjonalną  oleistość, gęstych niczym 200 letni ocet balsamiczny, soków…

suszone zioła w wazonie

Black to czysta awangarda w niszy, zawierająca w sobie kurz, zjełczałą oliwę lub jakiś wieki temu nałożony na mechanizm olej i wspomniane suszki w wazonach… przez pierwsze kwadranse, zapach panie jak tłusty, ziołowy kurz, a perfumy zawierające pierwiastek umami (smak tłusty) w czystej formie, to coś nieczęsto spotykanego w branży perfumeryjnej… tak naprawdę ta oleistość bierze się z samych składników, których użyto przy komponowaniu bukietu, a na których nie szczędzono – co widać po godzinami utrzymującej się na skórze tłustej plamie… przecież lawenda, szałwia, rozmaryn, tymianek, kolendra, lukrecja i inne, występują w perfumiarstwie właśnie w formie olejków, które mam wrażenie w wysoce skoncentrowanej formie użyto przy konstruowaniu jakże sugestywnego i przy tym wypadającego całkiem dyskretnie brzmienia tych perfum… szczerze? pachnie to świetnie, bo ta „oleistość” dodała brzmieniu masywności i głębi, których nieco jałowy bukiet Black desperacko potrzebował…

Undergreen - Black EdP

Jeśli sięgnąć po olejki zapachowe w ich skoncentrowanej formie, uzyskany tą drogą zapach wcale nie będzie buchał płomieniami na kilka metrów od skóry… im coś bardziej skoncentrowane, tym ciepłocie naszego ciała trudniej unieść cząsteczki estrów zapachowych z nad skóry i to dlatego zazwyczaj bardziej esencjonalne perfumy i ekstrakty pachną mniej okazale niż teoretycznie znacznie mniej od nich skoncentrowane wody toaletowe… doprawdy bogactwo i esencjonalność tych perfum może onieśmielać swą zbitą strukturą, ale szczęśliwie nie przekłada się ono na równie obfitą projekcję i to co dociera do nosów otoczenia, jest lekką, niezdefiniowaną, rozmytą i wielowątkową mieszanką pylistych i lekko pikantnych ziół

reklama Undergreen - Black

Zapach jawi się jako purystyczny, skromny, niejednorodny i niepozorny w swym stricte ziołowym zacięciu – a jednak szalenie intrygujący odmiennością swej aranżacji… w fazie dojrzałej ta jego początkowa „tłustość” zanika, bukiet staje się suchy, jeszcze bardziej pylisty i diabelnie wytrawny… sprawia wrażenie lukrecjowo, szałwiowo, pieprzno, kocankowego, czegoś zaaranżowanego w klimacie Sables, ale mniej monolitycznego i zdecydowanie ostrzejszego… o dziwo specyficznego imbiru i cynamonu tu nie czuję, no chyba że ich specyficzną woń zdegradowano, jak w przypadku innych ingrediencji, do roli sproszkowanego suszu – którego obecność objawia się wyłącznie poprzez podkreślenie pylistej pikanterii kompozycji…

Undergreen Black

Po około godzinie pachnie to trochę jak suchy, niemal zupełnie zwietrzały pieprz – albo drewniana szafka, w której przez dziesiątki lat składowano niezbyt szczelne pojemniki z suszonymi ziołami i przyprawami, które wietrzejąc oddawały swój aromat meblu, który przez lata przesiąkał, nasycał się i wędził w ich aromacie… na pierwszym planie na się wyczuć niezbyt wylewną „szałwiowąlukrecję, nieznacznie zmiękczającą ultra herbalno pieprzne zacięcie Black i gdyby dodać do tego zestawu równie miękkie kadzidło i ując nieco pieprznej pikanterii – powstałoby z tego niemal pełne Encens Flamboyant od Annick Goutal… zlewający się w bezkształtnie drzewny finisz jest „termicznie” bardzo neutralny i o dziwo rzeczywiście zawiera kawę – lecz nie tę świeżo parzoną lub rozpuszczalną, a zaschłe na dnie zapomnianego kubka fusy, z których wieki temu odparowały resztki wody… projekcja od tytanicznej i zapierającej dech przy samej skórze, aż po delikatną woń przykurzonych ziół w przypadku ogona – zaś trwałość bardzo dobra…

suszone zioła

reasumując: pomimo iż obiecywanego agaru, gwajaku i kadzidła nie doczekałem, jest to bardzo ciekawy i nietuzinkowy zapach – żywcem ocierający się o najprawdziwszy, najszczerszy artyzm, z którego prawdziwa nisza poniekąd słynie (i powinna)… miłośnicy Annick Goutal Sables i Encens Flamboyant, Robert Piguet Casbah, Hermes Eau de Gentiane Blanche oraz fani starej wersji Dolce & Gabbana Pour Homme będą zachwyceni surowo wytrawnym, ostrym – a przez to bardzo męskim brzmieniem BlackUndergreen - Black in box

2011

Fabrice Olivieri

Głowa: imbir, cynamon, pieprz,
Serce: fasolka tonka, kawa, lukrecja,
Baza: brzoza, drzewo gwajakowe, kadzidło, agar,

 


Responses

  1. Och, to musi być naprawdę „milusi” zapaszek…Kurz, zjełczała oliwa – dobrze,że nikt w moim otoczeniu nie kocha się w niszy:-)

    • wbrew pozorom to nie pachnie tak upiornie jak brzmi 🙂

  2. A ja mam, jak zawsze, skojarzenia bardziej niegrzeczne. 😉
    Ale Twoja recenzja szalenie mi się podoba. Jak zwykle. 🙂

    • he he dzięki Sabb, a jakież to bezeceństwa masz na myśli?… 🙂

      • No wiesz… Ja pisałam o smukłym ciele w lateksie dotykanym w ciemności. 🙂

        • moja wyobraźnia nie jest aż tak elastyczna 🙂

  3. Z zaciekawieniem będę wyglądał okazji do poznania tego super niszowca 🙂
    Moja wyobraźnia szaleje więc mam nadzieję na inne nie mniej ujmujące obrazy…

    • oj trudno będzie Ci go dostać, no chyba że poprosisz Sabbath o użyczenie flaszki…

  4. Zatem poproszę przy najbliższej okazji 😉

    • oczami wyobraźni już widzę jak koczujesz w namiocie pod jej domem 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: