Napisane przez: pirath | 25 Maj 2014

Cartier – Declaration L’Eau, czyli pełną gębą Declaration na lato…


No i nastało lato… gwałtowny skok temperatury z ~10 na 26 stopni, poza szokiem termicznym i obcym jak dotąd zjawiskiem pocenia się – spowodował też dynamiczny wzrost cen napojów chłodzących w sklepach… a ponadto wymógł pilne zrewidowanie zasobów mojej półki z perfumami… doliczyłem się 16 flakonów na okoliczność gwałtownego nastania ciepłej pory roku (na ponad 80 ogólnie chomikowanych) – czyli generalnie nie mam co na siebie włożyć… 😉 na nowego Eau Tres Fraiche od Hermesa muszę jeszcze dociułać – a na dnie flakonu z ukochanym Roadsterem, ostały się ostatnie mililitry…

Cartier - Declaration L'Eau

Ale nie ma tego złego, bo właśnie trzymam w łapkach świeżutką próbkę Cartier Declaration L’Eau, którego nazwa i kojarzący się z morską bryzą kolor, dotarł do mnie w ten piątek… na wstępie pragnę uspokoić wszystkich, którym błękitny kolor flakonu nieodmiennie kojarzy się z morską bryzą – albowiem L’Eau nie ma z klimatami morskimi i ozonowymi absolutnie nic wspólnego… niewątpliwie jest to bardzo lekki, tryskający orzeźwiającą świeżością zapach, ale z gatunku cytrusowych… czuć tu też Deklarację, lecz nie klasyczną, a bardziej wersję Essence – więc tak naprawdę L’Eau jest wariacją na temat wariacji… 🙂 postrzegam L’Eau jako wynikową zmieszania Declaration Cologne (bardzo cytrusowego) z mocno ziołowym (acz mniej kardamonowym) i nieznacznie majerankowo sandałowym Declatarion Essence

grejpfrut

Zapach otwiera się miksem soczystych cytrusów z dominującym, acz oswojonym grejpfrutem i zdaje się innych cytrusów, objawionych na modłę Ellenową – czyli od wewnętrznej strony, acz tym razem nie przesuszonej skórki… w tle cały czas drzemie wyraźny kontur klasycznego Declaration, ale wyraźnie przechylonego, w stronę bardziej sążnistego i głębszego Essential… czuję soczyste, słodkie, lekko pikantne i nieznacznie powłóczące ziołową nutą, cytrusy… jest tu też pomarańcz lub mandarynka, bo to ich niezbyt wylewną słodycz dopełnioną wonią wewnętrznej części ich skórki, można odnaleźć w otwarciu tych perfum (zupełnie jak w Eau de Mandarine Ambree i nowym Eau Tres Fraiche od Hermesa)… zresztą L’Eau jest całkiem do nowego Terre podobne – jeśli wyjąć jego środkową, najbardziej Terre przypominającą część… ma też w sobie subtelną nutkę drzewną, więc w swej fazie dojrzałej, gdy już otrząśnie się z grejpfrutowo kardamonowej dominaty – jest też stylistycznie zbliżony do Hermesa d’Orange Verte w wersji Concentree

reklama Cartier - Declaration L'Eau EdT

Jeśli więc Cartier Declaration Cologne wydaje się Wam zbyt koloński i surowy, klasyczne Declaration zbyt poważne i agresywne (zwłaszcza latem), a Essence (zgodnie z nazwą) nazbyt przytłaczające – L’Eau jest ich kompromisem, wybornie łączącym wszystkie trzy odsłony… zapach jest bardzo zgrabny, bardzo na czasie i pomimo tłoku oraz ciasnoty panującej na półce z cytrusowymi świeżakami – wciąż jest nieodmiennie niebanalny… chyba najbardziej ucieszyło mnie zgrabne wplecenie w bukiet, tematu znanego z klasycznej Deklaracji – co ostatnio nie jest honorowaną regułą, wśród „kreatywnych” producentów… ostatnio spotkałem się z przypadkami buńczucznego tytułowania nowych wypustów, nazwą wielkiego klasyka – w odniesieniu do sequeli, które swą treścią ani o jotę do niego nie nawiązują… ekhm Fahrenheit?…

citrus and herbs

L’Eau zachowało charakter i duszę klasyka, którą emanuje nader delikatnie i której łaskawie nie sponiewierano – a jedynie wyeksponowano kluczowe niuanse, zachowując wyczuwalną zgodność wsteczną… a więc ortodoksyjni miłośnicy Declaration nie zejdą na zawał i jednocześnie miłośnicy cytrusowych świeżaków nie muszą się noszenia tych perfum wstydzić – w obawie o banał i koniunkturalizm, od którego L’Eau wyraźnie stroni… ten zapach z dumą może nosić swą nazwę, na którą w pełni zasługuje – a swym wyrafinowanym bukietem przyćmiewa większość dostępnej na rynku, cytrusowej gawiedzi… L’Eau pomimo swej delikatności, jest kształtne, obfite i bardzo nośne, z łatwością daje się zauważyć i zapewniam, że nie pomylicie tych perfum z płynem do płukania tkanin, ani szamponem z odżywką…

kardamon

Obecne tu cytrusy i mam wrażenie ich kwiaty, dopełniono aromatyczną, żywą zielenią – w tym bijącą od świeżych aromatycznych ziół i przypraw, które objawiono nader wykwintnie i taktownie… pierwszy i dalszy plan dość długo okupuje oswojony grejpfrut, wzbogacony odrobiną różowego pieprzu, który w dojrzałej fazie uzupełnia szczypta drewna sandałowego… jest tu też nader spokojny kardamon, herbata i mam wrażenie kwiat pomarańczy – przydający całości nieco upojnej, delikatnej słodyczy… słodycz ta przenosi się aż do akordu bazowego, gdzie pięknie otula subtelny detal drzewny – łagodnie i bardzo długo ścielący się na skórze… jako wielki miłośnik Declaration, nie poczułem się ani trochę zawiedziony i oszukany… L’Eau pachnie dokładnie tak jak powinno, nie doszukałem się też żadnych znamion profanacji – nierzadko towarzyszącej odświeżaniu klasyków, w celu wypełnienia kolejnej niszy rynkowej…

cytrusy

reasumując: oto wyśmienity przykład, iż można zgrabnie połączyć tradycję z nowoczesnością… L’Eau naprawdę zasługuje na przydomek Declaration i w dodatku pięknie łączy w sobie cechy klasyka i czegoś lżejszego… zupełnie jak w przypadku Encre Noire Sport i ostatnio opisywanego Hermesa Terre Eau Tres Fraiche – jest to lżejsza wersja klasyka, spreparowana z myślą o umilaniu sobą nadchodzących upałów… mój ukochany Hermes Concentree d’Orange Verte może zatem odetchnąć z ulgą – bo oto znalazłem mu godny i nie mniej wyrafinowany zamiennik…

EDIT:

początkowo mi to umknęło, ale w 5-6 godzin od aplikacji, gdy drzewno pieprzy temat bazy raczy przebrzmieć – w jego miejsce pojawia się ciekawy dry down, przypominający do złudzenia herbaciano fiołkowego Gucci Pour Homme II… więc jest to kolejny powód by poznać to zaskakujące i bogate w detale pachnidło…Cartier - Declaration L'Eau EdT

2014

Mathilde Laurent

Skład: różowy grejpfrut, różowy pieprz, cedr,

Reklamy

Responses

  1. Oj Marcin,piękna recenzja jak zawsze,i tu pojawia sie grymas na mojej twarzy,bo obiecałem sobie,że do lipca sie wstrzymam z zakupami,a Ty jak kusiłes tak kusisz….
    Pozdrawiam serdecznie.

    • dziękuję, ale ja do niczego nie namawiam, zawsze możesz grzecznie poniuchać sam tester… 🙂

  2. Marcinie. Kiedy ponad rok temu zaraziłeś mnie pozytywnie Deklaracją, od tego czasu zdradzam ją jedynie raz to z Terry Hermesa, innym razem z Hommage Lalique, a gdy robi się duszno i parno, do gry wkracza ostatnimi kroplami (podobnie jak u Ciebie) Roadster. Po przeczytaniu recenzji już wiem, że Deklaracja ma nową rywalkę ;). Na dodatek z tej samej rodziny :).
    Pozdrawiam serdecznie.

    • naprawdę warto wypróbować te perfumy, a jeśli jesteś miłośnikiem Deklaracji tak jak ja – w lot docenisz finezyjna lekkość tych perfum, więc polecam 🙂 dziękuję i również pozdrawiam 😀

  3. Muszę koniecznie go spróbować. Ale pewnie zanim wejdzie na dobre do Douglasa, minie sporo czasu…
    Z „Deklaracyjnej” rodziny najbardziej cenię klasyka, Essence wg mnie powinno się nazywać „Light” zamiast tego jak się nazywa, a Cologne jest „gazowaną Deklaracją”, Soir z kolei powinien mieć inną nazwę, bo do Declaration ma się nijak. Miałem w planach zakupić któregoś z dwójki Declaration (ku niemu się skłaniam) i D. Essence. Poczekam na L’Eau.
    Ciekawe, kiedy pojawi się w Douglasach…

    • ponoć widziano te perfumy u konkurencji, więc zajrzyj przy okazji czy mają już testery… u mnie przeciwnie, Essence pachnie zbyt gęsto (zgodnie z nazwą) i osobiście preferuję lżejszą Deklarację klasyczną… owszem Soir nie przypomina Deklaracji, ale wybaczyłem to Cartierowi – przez wzgląd na ogólną wartość merytoryczną bukietu Soir, który kunsztem nie odstaje od innych produktów Cartiera jak i serii Declaration…

  4. U konkurencji – znaczy gdzie, bo nie rozumiem? Za granicą? W Sephorze wszakże nie ma marki Cartier w ogóle.

    Co do Essence – on może pachniał zbyt gęsto, dopóki nie dobrała się do niego Mathilde. Zapewniam Cię, że teraz nie jest „gęsty” ani trochę.

    Na jakość Soir nie narzekam. Raczej na samą kompozycję. Kompot różano-pieprzowo-kminkowy.

    • to jeszcze nie ma go w sieci?… co ciekawe ponoć w amerykańskich Sephorach jest Cartier, ale nie mam pewności, zresztą jak mawiają, co kraj to obyczaj… skoro obecnie Essence nie jest „gęste” to znaczy, że przy nim grzebano – bo zapamiętałem te perfumy jako nader zawiesiste, resztą L’Eau i Essence, podobnie jak Cologne to dzieła Mathildy…

  5. będą testy !

  6. Pierwszym autorem (i autorem kompozycji) Essence był Ellena.
    Może i jest w sieci, ale ja wolę poczekać aż się pojawi „stacjonarnie”, pójść i przetestować.
    Obecne Essence zdecydowanie nie jest gęste.

    • aż pójdę sobie sprawdzić, bo w próbce którą kiedyś dostałem było coś ewidentnie zasługującego na nazwę Essence… czyżby więc (zakładając że coś się zmieniło) przy obecnej odsłonie majstrowała Mathilde?…

  7. Polexam sprawdzić. Ja czuję cały czas „Declaration Light” i tak też ten zapach opisałem na Wizażu…

  8. Widzę, że się pojawił na stronie Douglasa. Muszę sprawdzić, czy już jest na półkach…

    • hmmm już dawno powinni go mieć…

  9. Nie ma… Podobno będzie w późniejszych dniach lipca 😦

  10. Polski Douglas ma go bodajże od wczoraj. Ehhh, niestety, srogo się zawiodłem. Beznadzieja. Przypomina mi troszkę mocniejszą Declaration Cologne – też czuję te bąbelki (na wizażu chyba opisałem ją jako „gazowana” Deklaracja), do tego trochę klasyka, trochę Essence. Odcinanie kuponów, jak dla mnie. Powiem tak: Mathilde Laurent Ellenie do pięt nie dorasta, tworząc ten zapach tylko mnie w tym utwierdziła. Trwałość – beznadziejna. Projekcja – mierna.

    • czytając Twój opis, odniosłem wrażenie, że mówimy o dwóch różnych zapachach, ale jak widać co nos to inna reakcja… trafnie ująłeś to „bombelkowanie”, zresztą całkiem podobny efekt występuje w Kenzo L’eau Par, które określam mianem cytrusowego mohito na bazie gazowanej wodzie mineralnej – ale nie rozumiem części o odcinaniu kuponów… czego się Marcinie spodziewałeś po zapachu o nazwie Declaration, a który w dodatku bardzo dobrze wstrzelono stylistycznie w koncepcję zwiewnego „EAU”?… owszem jest wtórny, owszem przypomina odświeżone Declatation Cologne (nie wiem po co im dwa tak podobne do siebie zapachy), ale sądzę że stylem i treścią trafili w dziesiątkę, bo zapach jak najbardziej przypomina klasyczną Deklarację, po której zasłużenie nosi swą nazwę zaś co do parametrów jakościowych, to u mnie projekcja jest bez zarzutu, a prawie 12 godzinna trwałością niewiele ustępuje swemu przedreformulacyjnemu protoplaście…

  11. Widzisz, ja lubię tylko klasyka (znam wersję po reformulacji, „vintage” niestety nie), który uważam za perfumy zdecydowanie „ponadprzeciętne”, a reszta, tj. Essence, Cologne i twór zwany L’Eau to już odcinanie kuponów.

    Pewnie skończy się na tym, że wycofają z produkcji Declaration Cologne…

    • sam cenię klasyka najbardziej z pośród wszystkich, tym niemniej wszystkie jako „rodzina” bronią się spójnością i zachowaniem treści, czym w moim odczuciu zasługują na noszenie nazwy Declaration… każda marka stara się odcinać kupony od wcześniejszego sukcesu, bo to najłatwiejsza forma robienie pieniędzy, ale istotne jest jak to robi… mi brakowało Declaration w wersji która mógłbym nosić latem, podobnie jak Encre Noir, więc ucieszyłem się że Powstało zarówno Declaration L’Eau jak i EN Sport…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: