Napisane przez: pirath | 4 czerwca 2014

tajniki perfumiarstwa, czyli relacja z wtorkowych warsztatów Quality we Wrocławiu…


Wróciłem z warsztatów około północy (skończyły się grubo po 20) i zmęczony drogą (jelenie i nieoświetlone furmanki wytaczające się z podporządkowanej) tuż przed północą położyłem się spać, by przed szóstą wstać do pracy (wstawanie o tej porze powinno być surowo zabronione i karane jak za zbrodnie przeciwko ludzkości ze szczególnym okrucieństwem)… wreszcie po powrocie z pracy i ogarnięciu awarii prądu*, zebrać to co zapamiętałem i opisać… bawiłem się jak zawsze fantastycznie, usłyszałem kilka nowych ciekawostek i anegdot – więc znów wyniosłem z wyprawy do Wrocławia coś nowego i cennego (poza wnioskiem, że mają kompletnie niezsynchronizowane światła na obwodnicy)…

*eksplodująca żarówka wywaliła korki w mieszkaniu i czyniąc permanentne zwarcie – paliła każdy nowo wkręcony korek topikowy (tak, mam też studnię z żurawiem i rozdzielnię wiatru za domem)…

perfumy i esencjeperfumy i esencje obrazujące omawiane zagadnienia…

Pierwsza dobra wiadomość jest taka, że wrocławska Quality ma nową obsadę (tak, zły duch tego miejsca odszedł w niebyt) i miłośnicy perfum nie będą się już czuć w tym miejscu jak intruzi… Pani Stanisława Missala oficjalnie przedstawiła nam Panią Izę, która poza entuzjazmem i pozytywną energią – wniosła również imponujący wachlarz kompetencji i co najważniejsze uśmiech…

Pani Stanisława przedstawia Panią IzęPani Stanisława Missala przedstawia Panią Izę…

Druga dobra wiadomość, choć ździebko offtopowa, to odkrycie, że w pobliżu perfumerii mają kapitalny Sushi bar… mowa o Michiko Sushi Roll na tyłach kościoła św. Elżbiety, gdzie serwują fantastyczne i bardzo zróżnicowane zestawy, w cenie poniżej 30 zł od osoby – co jak na wrocławski rynek należy czytać jako „za darmo„… obfity zestaw z różnych rodzajów sushi podawany jest z zupą rybną, sałatką z sezamem i kleikiem ryżowym na przystawkę… sos Teriyaki jest tu najwyższej jakości – a do popicia można zamówić przepyszną lemoniadę z aloesu, za którą dałbym się pokroić… każdy kęs jest prawdziwą eksplozją doznań, a serwowany dla przełamania smaków marynowany imbir i wasabi, stanowią dodatkowe urozmaicenie i tak imponującej ferii bodźców smakowych… oczywiście sushi przyrządzają rodowici Japończycy, a obsługa jest przesympatyczna…

Pola i AniaPola i Ania Liwska :*

Rozpoczęliśmy chwilę po 17, od tradycyjnego powitania przez Panią Stasię, domowej roboty wypiekami i napojami… grono uczestników było nader kameralne, i sympatyczne – złożone z raptem 14 dusz… niestety tym razem Ania nie zebrała se sobą pojemnika z absolutem labdanum (w postaci gęstej pasty o kolorze toffi), więc musiałem się narkotyzować, tfu delektować się jedynie esencją – której notabene bardzo pilnowała… tematem warsztatów były „tajniki perfumiarstwa” z podtytułem „jak zostać perfumiarzem w jeden dzień” co przez wzgląd na obszerność wiedzy z tego zakresu, należy traktować jako metaforę…

Zaczęliśmy od krótkiego wprowadzenia, gdzie Pan Michał Missala opowiadał o historii perfumiarstwa od zarania dziejów – co uatrakcyjniał różnymi anegdotami o metodach pozyskiwania składników i metodach perfumowania się… wraz z Anią Liwską objaśniali jak to wszystko ewoluowało na przestrzeni tysiącleci – nie stroniąc od posiłkowania się zawiłościami chemii… ciekawostką jest informacja, że dym i olejki z mirry, mają silne właściwości antyseptyczne – stąd w starożytności chętnie korzystano z nich podczas balsamowania zwłok oraz okadzano się dymem, w celu pozbycia się pasożytów i przyśpieszania gojenia się ran…

Pan Michał i Ania podczas prelekcjiPan Michał Missala i Anna Liwska…

Kolejna ciekawostka dotyczyła cen olibanum w starożytności… ponieważ jeszcze nie było e-bay’a i porównywarek internetowych – kupowało się grudki żywicy wprost od kupców, którzy zawiązali solidarną zmowę cenową… cena olibanum została wywindowana do tak absurdalnego poziomu, iż wonne kadzidło osiągało cenę jak za złoto… ponoć Neron, w ogóle lubujący się w wonnościach, potrafił przepuścić na olibanum 20% (PKB netto) dochodów imperium – aby następnie puścić je z dymem, z okazji jakiejś uroczystości państwowej lub religijnej… ale najzabawniejsze jest, jak tłumaczono skonsternowanym rzymianom tak wysoką cenę kadzidła… otóż drzewa, z których pochodzą drogocenne grudki rosną w górach, które zamieszkują smoki… niestety większość śmiałków zapuszczających się w te rejony przypłacało to życiem, stąd astronomiczna cena wonnej żywicy… no więc Rzymianie płakali i płacili, bo ze smokami i polskim Urzędem Skarbowym się nie zadziera…

Pola i TeziakPola i Teziak…

I tu kolejna ciekawostka z serca Arabii, której jak wiemy Europa zawdzięcza cywilizację, nauki ścisłe oraz perfumy orientalne – że o modzie na oud i kole od roweru nie wspomnę… wedle arabów, róża jest nutą męską –  a jaśmin żeńską, stąd uważają połączenie róży z oudem nie jako unisex lecz brzmienie rasowo męskie… ot taka drobna rozbieżność kulturowa, ponieważ mówiąc arabowi, że pachnie jak baba – można stracić głowę… jako ciekawostkę, dodam od siebie, że jeśli zechcecie zrobić sobie w mieszkańcu Sycylii śmiertelnego wroga – powiedzcie mu, że jest łudząco podobny do Waszego przyjaciela z Mediolanu… wiem, że to brzmi nieco hermetyczne – ale koński łeb w wezgłowiu łóżka guarantee… 🙂

W epoce wiktoriańskiej zaczęła się z kolei moda na paczulę i orient, w sumie za sprawą przypadku – gdyż przywożone przez kupców z Chin i Indii tkaniny, przekładano dla odstraszenia robactwa liśćmi paczuli… ich zapach tak bardzo przypadł do gustu europejczykom – iż dosłownie wybuchła moda na orientalne wonności i paczulomanię, łudząco podobną w przebiegu do teraźniejszej oudomanii

Ania i Pani IzaPani Iza i Ania…

Warto nadmienić o dość kontrowersyjnej, ale mimo wszystko intrygującej myśli, którą wyraziła Pani Stanisława Missala – gdy przerabialiśmy wątek nośności i trwałości esencji, w zależności od ich koncentracji… otóż Pani Stasia wysnuła tezę, że perfumy oparte (w przytłaczającej większości i w całości) na składnikach sztucznego pochodzenia, pachną na skórze i bloterze (papierku) niemal identycznie i niezmiennie… gdy z kolei perfumy oparte na esencjach i olejkach pochodzenia naturalnego, rozwijają się na tych dwóch nośnikach skrajnie inaczej i u każdego indywidualnie… ponoć naturalne olejki mają tą właściwość, że wchodzą w niepowtarzalną reakcję ze skórą każdego z nas, wyczarowując z tego odmienne (czasem drastycznie) brzmienie – w przeciwieństwie do składników pochodzenia sztucznego, które pachną i układają się na skórze stosunkowo niezmiennie… po zweryfikowaniu tego w krótkim teście – muszę przyznać, że coś w tym jest…

Michał Missala, Stanisława Missala Anna Liwskawarsztaty zapachowe we wrocławskiej perfumerii Quality…

Chanel No 5 to wcale nie pierwsze perfumy aldehydowe, albowiem chronologicznie są dopiero trzecie – po powstałym w 1912 roku Houbigant Quelques Fleurs, który wciąż jest w produkcji i mieliśmy przyjemność go wąchać… w sumie z początkiem XX wieku w perfumiarstwie zaszła swoista rewolucja – gdyż dotąd kompozycje zapachowe składały się zazwyczaj z jednej nuty na akord… przykładowa kompozycja XIX wieczna zawierała bergamotkę w akordzie głowy, jaśmin w sercu i sandałowiec w bazie – a od premiery tych perfum zaczęła się moda, na umieszczanie w akordach dosłownie całych bukietów na raz…. trend ten utrzymał się stosunkowo długo, a jego szczyt przypadł na lata 80-te ubiegłego wieku – gdy skład niektórych kompozycji liczył sobie ponad 200 ingrediencji… teraz dla odmiany modny jest minimalizm i upraszczanie zapachów, a wręcz lansowane są kompozycje oparte tylko na jednym składniku (mono lub solo scent) – wybrzmiewające od początku do końca jednym np. kwiatem, owocem lub rośliną

Houbigant - Quelques FleursHoubigant Quelques Fleurs, pierwsze perfumy aldehydowe…

Przy analizowaniu piramidy zapachowej (akordy głowy, serca i bazy) zwrócono naszą uwagę, iż pewne grupy składników – ze względu na ich dużą lotność (mają bardzo małe cząsteczki, głównie cytrusy), niezależnie od stopnia koncentracji ich ekstraktu i tak będą pachnieć relatywnie krótko (do kilku godzin)… stąd celowo są umieszczane na samym szczycie piramidy nut, gdzie po ich ulotnieniu się/ wybrzmieniu – prym wiodą składniki o cięższych cząsteczkach, uwalnianych stopniowo i tym samym wyczuwalne przez dłuższy czas… to dlatego w akordzie bazowym czujemy zazwyczaj ambrę, piżma, mchy, drewna i żywice – ponieważ są to ingrediencje o bardzo dużych i ciężkich cząsteczkach, które utrzymują się na skórze najdłużej…

Omawiając zagadnienie pozyskiwania olejków zapachowych i ich rzekomo zdrowszych, chemicznych zamienników (w kontekście rozlicznych restrykcji, zaleceń i nakazów wymierzonych w branżę przez Ifrę – które co ciekawe nie stanowią prawa, a jedynie wyrażają opinię i zalecenia) usłyszeliśmy ciekawostkę, ile kosztuje wyprodukowanie pewnych bardzo popularnych, mainstreamowych perfum (męskich) – pochodzących notabene od bardzo znanego i utytułowanego domu mody… z wiadomych względów (nie chcąc być ciąganym po sądach przez ich prawników), nie mogę podać nazwy ani marki – ale powiem tylko, że za perfumy te płaci się ponad 300 zł za 100 ml, których wyprodukowanie kosztuje, uwaga: 18 centów (osiemnaście centów)… na cenę mainstreamowej flaszki poza prestiżem, w główniej mierze składają się: marketing, reklama, opakowania, media, kampanie, bilbordy, testery, szum medialny i wielkie nazwiska – zaś wyprodukowanie samych perfum, to zaledwie ułamek kwoty, którą płacimy za gotowy produkt… więc nie dziwota, iż klienci narzekają, że najnowsze wypusty mają coraz gorsze parametry jakościowe…

Ania tłumaczy podział nut zapachowych z uwzględnieniem układu limbicznegoMichał Missala i Anna Liwska podczas tłumaczenia działania układu limbicznego…

Kolejna ciekawa anegdota dotyczyła Napoleona Bonaparte, który był wielkim miłośnikiem wody kolońskiej (tej klasycznej)… kochał ją do tego stopnia, że przez wzgląd na jej nietrwałość i konieczność częstej reaplikacji – nawet na polu bitwy towarzyszył mu adiutant, z flakonem perfum w odwodzie… podczas odsiadki na wyspie św. HelenyAnglicy postanowili mu dopiec i zabronili sprowadzania dla niego ukochanych perfum… Leo był tak zdesperowany, że wymógł na wiernym adiutancie, by nauczył się sporządzać jego ulubione perfumy własnym sumptem… efekty jego efektów musiały być opłakane, gdyż mały człowiek z wielkim ego, po kilku latach zmarł – zapewne z tęsknoty za kolnisch wasser… 😉

Potem Pan Michał przybliżył nam historię stolicy światowego perfumiarstwa, czyli francuskiego miasta Grass (notabene miasta partnerskiego mego rodzinnego Opola)… jak Grass stało się stolicą perfumiarstwa?… dość prozaicznie i bynajmniej nie zawsze pachniało tam jaśminem i różami – gdyż nim Grass stało się mekką europejskiego perfumiarstwa – region ten zajmował się hodowlą bydła, stąd było tam sporo garbarni… jak wiecie z książki Pachnidło, ówczesne metody obróbki i wykańczania skór pachniały niezbyt przyjemnie i aby uprzyjemnić wyższym sferom obcowanie z ówczesną galanterią skórzaną – ktoś wpadł na pomysł, by wyrabianą w Grass galanterię skórzaną, nasączać wonnymi olejkami… w tamtych czasach i lokacji, profesję garbarza i perfumiarza traktowano jako tożsame – a ich perfumowane z czasem rękawiczki, zaskarbiły sobie przychylność i uznanie, nie jednego dworu panującego… wołów i tłuszczu wołowego (który jest bezwonny) też mieli pod dostatkiem -więc już wiecie jakiego rodzaju tłuszczu (który doskonale wchłania zapachy) używano jako absorbent zapachu w procesie enfleurage

esencje i perfumyi znów nie udało mi się podprowadzić z góry upatrzonego labdanum…

Na koniec omówiliśmy najważniejsze metody ekstrakcji i pozyskiwania olejków zapachowych, czyli destylację (każdy wie jak pędzi się bimber), ale ta metoda przez wzgląd na wysoką temperaturę procesu, nie jest wskazana dla np. kwiatów o najdelikatniejszych płatkach… następnie enfleurage, czyli mozolna metoda szpikowania kwiatami ram wysmarowanych warstwą tłuszczu, który wchłaniał woń kwiatów – a które układano na tym samym nośniku wielokrotnie, aż do zupełnego nasączenia tłuszczu ich aromatem… następnie ekstrakcja sorbentowa (zazwyczaj z pomocą heksanu), polegająca na dodaniu do ekstrahowanego składnika sorbentu (zazwyczaj chemicznego), który przyśpiesza proces wytrącania się i separacji aromatycznego olejku od swego nośnika… obecnie bardzo popularna jest stosunkowo młoda metoda ekstrakcji nadkrytycznym CO2… metoda jest o tyle ciekawa, gdyż przebiega zupełnie nieinwazyjnie – nie pozostawia toksycznych odpadów ani wtrąceń i pozwalająca na uzyskanie dużej wierności pozyskanego tą drogą zapachu…

nasmarowane tłuszczem ramy do enfleurageramy z tłuszczem w trakcie procesu enfleurage…

Jest jeszcze pionierska metoda Head Space, ale na tym etapie rozwoju tej technologii – to bardziej ciekawostka, niż efektywne źródło emulowania brzmień, a czasem całych lokacji (np. zapach Paryża, albo którejś dzielnicy Nowego Jorku)… jest to szklana kula połączona z szeregiem czujników sprzężonych z komputerem i specjalnym spektrometrem, analizującym przepływające przez szereg czujników widmo zapachowe… zamykamy w takiej bańce np. banana, a aparatura analizuje skład jego zapachu i na podstawie uzyskanych danych – próbuje odtworzyć jego zapach, za pomocą specjalnie spreparowanej palety substancji chemicznych… przypomina to trochę drukarkę atramentową, która odzwierciedla w druku wszystkie kolory, na podstawie trzech barw podstawowych RGB – choć naturalnie paleta nut przy Head Space jest znacznie obszerniejsza… na ten moment najcenniejsze esencje, to oud (są już farmy z zarażonymi mikozą drzewami, aby nadążyć za popytem na ten składnik) i irys – a konkretnie ekstrakt z jego kłącza, ponieważ musi ono schnąć minimum 5 lat (i to bez przyśpieszania naturalnego procesu), nim będzie można poddać je dalszej obróbce…

Pani Stanisława Missala i Ania LiwskaAnia przygotowuje blotery z kolejną esencją…

Ania sporo uwagi poświeciła analizie grup zapachowych i układowi limbicznemu, który odpowiada za to jak interpretujemy odczuwane zapachy… to właśnie układ limbiczny odpowiada za odbieranie woni jako przyjemne i nieprzyjemne – wywołuje w nas emocje i skojarzenia dotyczące pewnych nut i całych kompozycji zapachowych… zagadnienie jest bardzo rozległe i doprawdy fascynujące – więc szczerze zachęcam Was do posłuchania Ani wykładu na żywo… na koniec obgadaliśmy jeszcze raz Ifrę, spaliliśmy symbolizującą ją kukłę – strzelając do niej ze średniowiecznej kuszy oblężniczej i wdeptaliśmy jej popioły w bruk wrocławskiej starówki… 😉

i na koniec kilka interesująco zapowiadających się nowości…

Punktualnie o 17.00 odbyła się już całkiem oficjalna premiera nowego Amouage Journey dla pań i panów… o dziwo wersja damska pachnie intensywnie jaśminowo – choć Ania twierdzi, że czuje tam przewagę mimozy

Amouage Journey Man i Womannowe Amouage Journey…

Mancera Aoud Cafe – całkiem nieźle zapowiadające się perfumy kawowe… szczęśliwie oud jest w nich bardziej detalem marketingowym, za to kawa – pomimo iż wciąż nie przypomina mojej ulubionej, świeżo zmielonej i zalanej wrzątkiem „sypanki” – prezentuje się całkiem nieźle, jako świeżo zaparzone w ekspresie ciśnieniowym espresso

Mancera Aoud Cafecałkiem niezła kawa, choć wciąż daleka od ideału…

miałem też przyjemność poznać nowe Olfactive Studio Ombre Indigo… coś pięknego, jego delikatny, ambrowo benzoesowo żywiczny, wybrzmiewa niesamowicie subtelnie i intrygująco – pachnąc zupełnie niecodziennie, a przy tym jest zaskakująco otulający…

Olfactive Studio Ombre Indigocoś nowego i pozytywnie nietuzinkowego…

no i na koniec pokazano nam cztery nowe Creedy – tak świeżutkie, że klej pod naklejkami nie zdążył jeszcze wyschnąć… moją szczególną uwagę przykuły dwa z nich – a mianowicie Vetiver Geranium (pachnący troszkę podobnie do Terre) i Asian Green Tea (wprost stworzony do orzeźwiania sobą letnich upałów)…

naprawdę gorąco zachęcam Was do udziału w tego rodzaju warsztatach, to najtreściwsza pożywka dla każdego perfumomaniaka…

Advertisements

Responses

  1. Piracie, ponoć niedawno w Opolu partnerskie miasto Grasse dostarczyło kompozycję różano-jaśminową, którą zaperfumowane miejskie fontanny. Czy nie zbliżałeś się przypadkiem ostatnio do jakiejś pachnącej i tryskającej cieczy w Opolu? 🙂 Ciekaw jestem, jak się sprawdza zaperfumowywanie fontann.

    • owszem, poświęciłem nawet temu wydarzeniu osobny wpis… 🙂

  2. eeech kolejną akcję przegapiłem – muszę wrócić w obieg, bo ostatnio daję się pochłonąć pracy (w sumie drugiej pasji) – budowania obiektów sportowych 🙂 bardzo miło wspominam zeszłoroczne warsztaty we wrocławiu. moze quality pomysli o otwarciu perfumerii na śląsku?

    • w sumie dobrze jest jeśli praca jest też pasją, wówczas człowiek robi to co kocha i jest to wymarzona forma zarobkowania… 🙂 może z czasem otworzą, wszak to duże miasto i z potencjałem…

  3. Kawał dobrej roboty Piracie. Niedawno zastanawiałem się ile tak naprawdę wynosi koszt wytworzenia perfum. Twoje info spowodowało, że poczułem jakby mnie piorun strzelił. W ostatecznej cenie samochodu TOYOTy 30% to marketing. Dzisiaj odebrałem paczkę z perfumami RASASI. Oni w takim mają normalne ceny przy dobrej jakości produktu.

    • no niestety, to przykry znak naszych czasów, że marketing i promocja kosztują więcej niż sam produkt i jego wytworzenie…

  4. Jestem klientką perfumerii Quality we Wrocławiu od kilku lat i nie rozumiem Pańskiego komentarza: „ma nową obsadę (tak, zły duch tego miejsca odszedł w niebyt) i miłośnicy perfum nie będą się już czuć w tym miejscu jak intruzi”. Nigdy nie czułam się tam jak intruz ani nie czułam „złego ducha”. Wręcz przeciwnie, panie były sympatyczne, pomocne i bardzo cierpliwe. Uważam, że Pańskie komentarze są nie na miejscu. Proszę się skupić na dalszym recenzowaniu zapachów bo to wychodzi Panu znacznie lepiej.

    • Droga Pani, odwiedzając tę perfumerię wielokrotnie w ciągu ostatnich lat – osobiście doświadczyłem lekceważącego zachowania, o którym wspominam… proszę mi wierzyć, nie mam powodów by zmyślać i znam osoby które zostały potraktowane podobnie… szczęśliwie osoby, którą mam na myśli już nie ma – zaś do postawy reszty zespołu nigdy nie miałem jakichkolwiek zastrzeżeń… wobec powyższego, Pani komentarz odnośnie tego co jako klientowi wypada mi pisać, względem moich własnych odczuć – również uważam za niestosowny…

  5. Świetna recenzja. Ja też się zasadzam na labdanum :-))
    Prponuję spółkę złodziei labdanum. Również Wącham przy okazji bytności na warsztatach. Pani Ania już sama je do mnie popycha 😉
    Duźo przekazałeś. Dziękuję

    • cała przyjemność po mojej stronie… ok, Ty załatw Eter, a ja przyniosę dywan i pozbędę się zwłok… 🙂

      • Ha!
        Marzenia spełniają się 🙂
        Nie ma to jak spółka z tak kreatywną osobistością.
        Ja pozostałam w miejscu- zagadać i zwędzić. A dzisiaj będzie okazja! Pani Aniu kryj się!

        • he he, biedna Ania… Ona jeszcze nie wie, że labdanożercy zagięli na nią parol… 😀

          • wie…stanowczo wie…wspominała o Piracie.
            przynajmniej nie ja będę pierwszą podejrzaną 😉

          • kto by nie zwinął tego labdanum i tak będzie na mnie… to pewne po tym jak odkryli mój nieukończony podkop pod domem perfum na Bielanach… 🙂

  6. Cóż za inwencja Piracie! Będę się Ciebie trzymała. Coś z tego będzie 🙂 .
    A czy znalazłeś taki zapach, żeby było w nim duuuużo labdanum?
    Chodzi mi po głowie też pomysł zakupienia olejku aromatycznego (chyba o to mi chodzi) labdanowego i pokombinowanie pachnidełka we własnym zakresie (skoro P.Czarnecki może to ja pewnie też) :-))

    • owszem, Labdanum Donny Karan i pomimo iż skład o tym nie wspomina ani słowem Dirty English od Juicy Couture, polecam Ci oba 😉

  7. Boższszsz….tylko gdzie to znaleźć? Za „granicom Panie,za granicom”…chyba tylko.
    O DK Labdanum czytałam już u Sabbath. Kusi mnie niezwykle.
    Wprawdzie Juicy C jest w Douglasie, ale w internetowym nie ma tego brudnego..może w stacjonarnym.
    Zacznę chyba zwiedzać świat zawadzając o wszystkie perfumerie. 🙂

    • szczerze powiedziawszy nigdy nie widziałem „brudnego” w sieciówce, ale pojawia się w niektórych większych perfumeriach internetowych i tam proponuję Ci cyklicznie zaglądać, bo często mają próbki albo flakony w atrakcyjnej cenie…;)

  8. Wiele straciłem ale i dziękuję za dość wierne oddanie rzeczywistości tam panującej. Jak zwykle absolut Labdanum rządzi ! 😉

    P.S. Ombre Indigo mnie rozniesie , czuję…

    • owszem wiele straciłeś, bo jak zwykle przespałeś… 😉 mnie OI rozniósł 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: