Napisane przez: pirath | 29 lipca 2014

Serge Lutens – L’Eau Froide, czyli czyste szaleństwo…


Na wstępie offtopic, ale tylko pozornie niezwiązany z tematem wpisu… kolega kupił sobie niedawno Subaru Imprezę WRX STI, a więc wersję wyczynową… „przewiózł mnie” nim i nie powiem, bardzo mi się podobało – choć po nieszczęśliwym najechaniu kołem na leżącą na drodze pestkę od wiśni, skończyłem z poważnym urazem kręgosłupa w odcinku lędźwiowym… taki żarcik, mający Wam uzmysłowić, że auto jest tak „twarde„, iż plomby same wypadają na wybojach (zawieszanie jak w XIX wiecznym parowozie)… podwójny wydech o przekroju rynny jest tak głośny, że brykę słychać z kilometra – choć szczęśliwie karoseria nie została oszpecona spojlerem, stylizowanym a’la „półka na słoiki„… autko przyśpiesza w mgnieniu oka, ale przy najmniejszym muśnięciu stopą pedału gazu – spala tyle samo paliwa, co startujący wahadłowiec… owszem frajda z jazdy nim jest niesamowita, a profesjonalne fotele trzymały mój zadek w zakrętach, jakby był doń przyspawany – jednak nie mógłbym mieć takiego samochodu… po pierwsze szybko by mnie zabił (i nie mam na myśli spalania, a prędkość – choć 65 litrowy bak starcza na zaledwie 400 km), tyle że nie mógłbym do niego wsiadać i wysiadać z godnością… Subaru to dynamiczny, niesamowicie ekscytujący pojazd – ale używanie go jako głównego samochodu w rodzinie jest czystym szaleństwem, podobnie jak opisywany dziś zapach…

L'Eau Froide

L’Eau Froide to trzeci i ostatni aldehydowiec Lutensa, z uniseksowej serii L’Eau… zapomnijcie o kadzidle i jakimkolwiek realnym powiewie natury, bo ich obecność w składzie to czysta mistyfikacja… skład to aldehydy, aldehydy, jeszcze więcej aldehydów i odrobina ISO E – po prostu czyste aldehydowe szaleństw0… nawet wybijająca się na pierwszy plan i najlepiej identyfikowalna mięta, jest wytworem alchemika szaleńca… aldehyd miętowy, pachnący surową, purystyczną, syntetyczną, świeżą, słoną, napowietrzoną i ozonową, lekko świdrująca, miętą – jaką znamy z niektórych past i płynów do płukania ust… wprawdzie pomijając otwarcie,  zapach nie jest aż tak drapieżny i surowy jak wata szklana – ale czuć w brzmieniu tych perfum swoiste preludium do Laine de Verre, będącego apogeum Lutensowego, postaldehydowego szaleństwa

chemik przy pracy

Kwiatowo miętowe mydło w sprayu, wita mnie na samym, bardzo zresztą żywym otwarciu… tak wiem jak to brzmi, ale początek do złudzenia przypomina zapach mydła o zapachu ziołowo kwiatowym… jego wielowątkowość, skoczność i poziom niezdefiniowania wynikający ze zmienności i przeplatania się tworzących kompozycję detali jest po prostu oszałamiająca… zapach  pięciu sekund nie usiedzi spokojnie na skórze, kotłując się żwawo i zaskakując nieustannymi roszadami w piramidzie zapachowej… raz jest kwiatowy, po chwili miętowy, za chwilę kipi ozonową, chłodną świeżością – by po chwili zaatakować purystycznym mydłem, które za moment jest znów miętowe, później słone i tak w kółko… zdecydowanie nie jest to zapach dla schizofreników i paranoików, bo chwiejność bukietu L’Eau Froide, miotająca się od słodkawych mydlin, przez soczyste zioła, aż po słoną bryzę potrafi nieźle skonsternować nosiciela przywykłego do swoistej stateczności bukietu noszonych perfum…

Serge Lutens L'Eau Froide reklama

W pierwszej chwili ma się wrażenie, że zapach powołano do życia, sięgając po spontanicznie wybrane aldehydy, które wlano w losowej ilości do jednego naczynia, doprawiono odrobiną ISO i solidnie wstrząśnięto… wyszła z tego odrobinę drapieżna, chaotyczna, niewątpliwie orzeźwiająca i pobudzająca – choć dyskusyjna w kontekście noszalności mikstura, o silnie syntetycznym charakterze… ten chemiczny twór emanuje dynamiką i szokuje swym niecodziennym ujęciem – niewątpliwie zaintryguje indywidualistów, dziwaków i seryjnych morderców jednorożców, ale obawiam się że niewielu sobą porwie… linia L’Eau jest generalnie trudna w odbiorze, nie są to typowe perfumy – ale z całej trojki L’Eau Froide było mi najtrudniej ugryźć…

chemikalia

Doceniam inwencję i graniczącą z performancją kreatywność autora, ale z tradycyjnie pojmowaną funkcjonalnością perfum, ten zapach ma niewiele wspólnego… to raczej dzieło sztuki nowoczesnej, nastawiona na szokowanie i wzbudzanie emocji niż zapach użytkowy – jest trochę jak dragster, zbudowany do bicia rekordów na 1/4 mili… wreszcie jest jak wspomniane na wstępie Subaru, które pozwala się okazjonalnie rozerwać – ale wyprawa nim po bułki staje się  gehenną, przeplataną strzelaniem ze sprzęgła na każdych światłach i zwieńczoną epickim zawiśnięciem na progu spowalniającym… wprawdzie z czasem zapach uspokaja się i wybrzmiewa umiarkowaną, choć wciąż chaotyczną świeżością – ale nadal trudno określić tę spontaniczną mieszankę aldehydów, mianem perfum, którymi ludzie chcieliby się masowo wyrażać… odbieram L’Eau Froide jako odważny popis wizjonerstwa, który podobnie jak niektóre rzeźby i obrazy – lepiej podziwiać i kontemplować w galerii, niż wieszać sobie w domu nad łóżkiem…L'Eau Froide EdP

2011

Skład: olibanum, woda morska, piżmo, wetyweria, mięta, kadzidło, pieprz, imbir,

Reklamy

Responses

  1. No to mi radość sprawiłeś tym wpisem! Pokochałam jakiś czas temu L’Eau Froide na zabój. Niesamowicie ozonowy, świeży…brak mi słów… Kiedy kończyłam odlewkę, zaczęłam przymierzać się do kupna butelki. Sprawa jednak wyglądała tak,że L”Eau właściwie nie używałam jako perfum. Uzależniłam się jednak prawie od zasypiania z nim i prowadzania się od czasu do czasu za rączkę w obrębie własnego podwórka. Ciężko mi bardzo bez tego ozonu, ale mając 250 zł w portfelu musiałam wybierać: Hermes J’our, albo Lutens. Wybrałam Hermesa, ale nie przestaję myśleć o L’Eau Froide…Wciąż spędza mi sen z powiek. Właśnie ktoś kupił upatrzoną przeze mnie flaszkę na allegro, kiedy to byłam bliska decyzji o zakupie. Wiem jedno – muszę mieć go znowu!

    • nie potrafię postrzegać Froide inaczej niż olfaktoryczna awangarda, zrobiona dla Sztuki i zasady, że możemy sobie pozwolić na to szaleństwo, co bardzo dobrze świadczy o marce, która podchodzi tak swobodnie i nonkonformistycznie do kreowania swojego portfolio…

  2. Kupiłem go w zeszłym roku (tester) w jednym ze sklepów internetowych za nieprzyzwoicie niską cenę – ok. 120 zł za 100 ml.

    Znam go już dosyć długo używam na przestrzeni całego roku, choć zużyłem naprawdę niewiele.

    Jak to bywa, kompletnie nie czuję tego co Ty. L’Eau Froide to dla mnie nietypowy kadzidlak, bo jest pierwszym świeżym wodno-morsko-ozonowo-przyprawowym zapachem, gdzie prym wiedzie kadzidło.Jest to tak naprawdę najbardziej kadzidlany dla mnie Lutens – w Szpilkach kadzidło jest, ale schowane za suszonymi owocami, w Serge Noire zaś czuję bardziej kminek i goździki, a dopiero potem kadzidło.

    Podobno nie ma tu aromatu palonego kadzidła, a jest olibanum niepalone. Ciekawe, ale ja tego nie czuję. Czuję za to dym z trybularza (serio!).

    Poza tym, czuję trochę imbiru, no i tą „ozonowość, tudzież „morskość”, ale to są nuty drugoplanowe. Mięta jest jak najbardziej, ale mydła też nie czuję.

    Obok Szpilek i Ambre Sultan to mój ulubiony „Lutek”. Na „pudle” znajduje się na pierwszym miejscu, po jego prawej stronie – Szpilki, a po lewej AS.

    • to, że odbierasz go zupełnie inaczej niż ja, już absolutnie mnie nie dziwi, a co Lutensowych ulubieńców to moim jest niekwestionowanie Rousse i Ambre Sultan 😉

  3. Zakręcony ten typ 😉
    Też czuję aldehydowe oblicze choć nie uwiera jednak. Tworzy przestrzenno – kwiatową a jednak mydlano – piżmową aurę. Mydlana w odczuciu dziecięcych, długich zabaw w wannie… -ten typ emocji.Kompozycja mimo swej niepowszechności da się lubić. Kadzidła sobie nie przypominam 🙂

    • też nie czuję tu kadzidła, czuję za to bogactwo wszelkiej maści aldehydów, a jeśli pragniesz aldehydowego kopa, polecam poniuchać Laine de Verre 🙂

  4. Nieee.. nie pragnę, póki co to stronię od nich 😉

  5. @narde – zakręcony jest L’Eau Froide, czy to może o mnie było? 😉

  6. Marcin – Jak chcesz może być i o Tobie 😉

  7. Wolałbym jednak, żeby zostało o L’Eau Froide 😛

  8. Hej kiedy pierwszy raz go zastosowałem ( jeszcze z próbki ) nabrałem podejrzeń że skądś go znam , w końcu przyszła flaszka i jak najbardziej zastosowałem zwłaszcza że było ciepło , cały czas mi Zimna Woda coś przypominała w końcu po tygodniu psikania się Froide popatrzyłem na komentarze na Fragrantice i jeden mi uświadomił do czego ta woda jest podobna , otóż bardzo bliska temu zapachowi była sól do kąpieli ( zielona jak dobrze pamiętam) umieszczona w szyszce którą się stosowało w połowie lat 80 ubiegłego wieku . Oczywiście to podobieństwo nie dyskwalifikuje tego zapachu , dla mnie wręcz odwrotnie przypomina mi młodość ( tak 11-14 lat ) i do tego oryginalność zapachu w dzisiejszych czasach , na mojej skórze jest zimny , suchy ( mimo że w nazwie wodny ) i drzewny taki iglasty , i to mi się bardzo podoba , nawet dostałem kilka komplementów że ciekawie pachnę 🙂 . Nie wiem czemu trochę mi przypomina Zielone klasyczne Polo , którego na pewno bym nie nosił bo to nie mój klimat zresztą mam problem z zapachami paprociowymi jedynym który jestem w stanie stosować i lubić do Dunhill Desire . Co do technicznych właściwości Foide to na mnie ma niezłą projekcie i doskonałą trwałość i taka ciekawostka w takie dni jak dzisiaj czyli powyżej 30 stopni , troszkę się przekształca w coś co przypomina Oxygene od Lanvina . Wiele osób pisze o kadzidle ja nic takiego nie czuje . Pozdrawiam

    • ten specyficzny zapach to głównie aldehydy, znane w przemyśle kosmetycznym od lat bodaj 30-tych, więc nie dziwota, że były przemycane do perfum i kosmetyków od dekad. Słynne Chanel No5 to też aldehydy, a że moda lubi powracać, więc te same i nowe aldehydy zasiliły organy perfumeryjne Lutensa, bo historia i moda lubi powracać. Prawdopodobnie zapach świeżości, który wyczułeś w tym Lutku, to substancje zapachowe emulujące świeżość prawdziwej soli i nut morskich, który zapamiętałeś z dzieciństwa. Ja się cieszę że aldehydy wróciły, bo po ostatnich cięciach ze strony IFRA, ilość ingrediencji możliwych do zastosowania w perfumiarstwie znacząco zmalała, a tak znów poczuliśmy (dosłownie) powiew świeżości.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: