Napisane przez: pirath | 31 lipca 2014

Hermes Un Jardin – Apres la Mousson, czyli wilgotne i warzywne echo monsunu…


Już na wstępie pokuszę się na wyznanie, że ogródek monsunowy uważam za najdoskonalszy i zarazem najbardziej urzekający z dotychczas poznanych… wiem, że z tego typu wnioskami powinienem wstrzymać się aż do poznania reszty – ale nie sądzę by któryś poruszył mnie mocniej i głębiej niż ten… przede wszystkim jest też najbardziej „ogródkowym„, ze wszystkich „ogródków” – w dosłownym tego słowa znaczeniu… pomimo iż przez pierwszych kilkanaście sekund miałem wrażenie, że wącham zalewę i słoiki przygotowane pod zrobienie ogórków konserwowych (pozdrowienia dla Roq’a, który w każdych perfumach czuje konserwowe ogóry 😉 )… Hermesowe Ogródki autorstwa Elleny są trochę jak Cztery Pory Roku Vivaldiego… są lekkie, finezyjne i delikatne i choć każdy z nich brzmi inaczej – razem tworzą część jednego większego dzieła… a z tymi ogórkami konserwowymi i Elleną też wiąże się pewna zabawna historia, pozwólcie że przytoczę i bynajmniej zapewniam Was, że nie chodzi mi o ogródek nilowy

Hermes Un Jardin - Apres la Mousson

Wołoszański MODE=ON

Pewnego wieczoru, tuż po burzy, Maestro Ellena przechadzał się brzegiem morza, w pobliżu kurortu w egipskiej Hurghadzie – gdy drogę zastąpił mu dziwnie wyglądający mężczyzna… Jean Claude zdziwił się wyglądem wąsatego jegomościa, odzianego we wzorzystą koszulę i pomimo 30 stopniowego upału, noszącego ubrane do sandałów skarpetki… ów jegomość przedstawił się jako Janusz i wskazując dłonią na Hurghadę, wypowiedział niezrozumiale „ol inkluzif wakejszyns” i dał mu gestem  znać, by Ellena pomógł mu otworzyć trzymany w dłoniach słoik, z jak to określił, „le zagrycha”… mistrz zapamiętał niecodzienny i pobudzający, octowo koperkowy i lekko warzywny zapach zawartości słoju, który głęboko utkwił mu w pamięci… nieznajomy tak bardzo ucieszył się, gdy Maestro udało się sforsować zapieczone zamknięcie, że zapewne lokalnym zwyczajem zaprosił Jeana Clauda na tradycyjny egipski poczęstunek – a grzecznemu perfumiarzowi Hermesa, nie wypadało odmówić autochtonowi…. bawił się z rodziną Janusza do białego rana, tańcząc i pijąc z nimi lokalny egipski trunek zwany „le wy bo ro wa”, a na koniec nauczyli go pozdrowienia, brzmiącego mniej więcej „ja pę rdą lę!”… Jean Claude był tak poruszony lokalnym folklorem tubylców i wonią samych ogórków konserwowych, że zawarł to wspomnienie we własnej wizji ogródka monsunowego, którego orzeźwiający powiew zapamiętał, wracając nazajutrz o świcie do swego własnego hotelu… the end

Wołoszański MODE=OFF

mokry ogród

Wyobraźcie sobie, ze otwieracie potężne, niemal trzy metrowe okiennice tarasu i w jednej chwili powiew wiatru niemal wyrywa je Wam z rąk i podrywa ku górze ażurowe, białe firany, które łopoczą porwane gwałtownym podmuchem chłodnego powietrza… wychodzicie na taras, a w Wasze nozdrza uderza fala orzeźwiającego, wilgotnego powietrza po niedawnej nawałnicy, która przetoczyła się nad domostwem usytuowanym w odległości raptem kilkuset metrów od morza… na zawieszonym nad wpadającym do wody widnokręgu wciąż wiszą ciężkie ołowiane chmury, błyska się, a z oddali dobiegają stłumione pomruki oddalającej się burzy… idziecie boso po wyłożonym marmurowymi kaflami tarasie, stąpając pomiędzy strąconymi wiatrem gałązkami drzew, krzewów i kwiatów… ich potargane wiatrem szczątki ścielą się na posadzce tarasu i trawnika gęstym dywanem… są tu potargane liście palm, trzciny, płatki i całe kwiaty naniesione silnym powiewem wiatru…  to wszystko pachnie, intensywnie i aromatycznie, lekko warzywnie, gdyż nawałnica nie oszczędziła nawet dojrzewających usytuowanym nieopodal grządek z dyniami i melonami…

reklama Hermes Un Jardin - Apres la Mousson

Ziołowy i lekko dyniowaty, zupełnie jak melon dopełniony aromatyczną, przepiękną kolendrą, odrobiną kopru i kardamonu oraz stylizowany na nieco duszne, parne powietrze po subtropikalnej burzy… powietrze choć świeże i naładowane ozonem, jest gęste lepkie i ciężkie – sprawia iż materiał koszuli dosłownie klei się do pleców… jednocześnie jest to tak przejmująco autentyczne i porywające wiernością zainscenizowanych detali, że nie sposób przestać się zachwycać tym balansującym pomiędzy lekkością i ciężarem arcydziełem… arcydziełem wybrzmiewającym świeżością, oznonem, wilgocią, roślinnością, sokami roślin, kwieciem i ziemią z roztrzaskanych podczas upadku doniczek oraz szczątkami melona i dyni, zmiażdżonych przez powalone w ogrodzie drzewo… to zdecydowanie pachnie czymś więcej niż czystym, eterycznym powietrzem i banalną świeżością deszczu, bryzy, morza i obmytych deszczem roślin… powietrze choć wciąż zamglone mikroskopijnymi drobinkami wody, lewitującej pozostałości po niedawnej ulewie jest krystalicznie czyste… zero pyłków i kurzu, zupełnie jakby całą atmosferę przeciśnięto przez ogromny filtr powietrza z jonizatorem i nawilżaczem i nasycono aromatem żywych roślin, ich soków i świeżego miąższu warzyw dyniowatych…

mokra dynia

Jestem przekonany, że poza specyficznym dla Elleny kardamonem i pięknie rzucającą się w nozdrza kolendrą, jest tu też koper (stąd skojarzenie z mieszanką ziół i przypraw przygotowanych pod wlanie marynaty na wspomniane ogórki konserwowe) -zaś za graniczącą z pikanterią wytrawność bukietu odpowiada łagodny, roślinny imbir i występujący w formie szczątkowej różowy pieprz… aromatycznych i pobudzających akcentów jest tu zdecydowanie więcej, choć ich krawędzie rozmywają się w kontakcie z odrobinę mdłą, roślinną posoką, która równoważy ostrość brzmienia kompozycji… bez tej „dyniowatościogródek monsunowy byłby zbyt ostry i wytrawny – byłby czymś w rodzaju Eau de Gentiane Blanche (również Elleny) – a dzięki tej wodnistości zapach jest w odbiorze lżejszy, mniej napastliwy i zupełnie neutralny w kontekście płci…

Hermes Un Jardin Apres la Mousson

Z czasem okupujące otwarcie zioła wytracają swój impet i zapach robi się typowo roślinny, zmiękczony ich sokami i jawi się jak krem aloesowy, z ogórkowo melonowym  posmakiem, emanującym odżywczą, roślinną świeżością… zapach jak na swą tytułową zwiewność jest całkiem wyrazisty i bardzo trwały i co miałem okazję wypróbować w warunkach bojowych – świetnie sobie radzi w 30 stopniowych upałach… pachnie się wówczas nie perfumami, a orzeźwiającym balsamem, nasyconym lekko warzywną świeżością roślinnych tkanek, przetykanej aloesowo wodną bryzą, choć bez typowo „morskich” konotacji…

wilgotne rośliny

Piękne pachnidło, niebanalne i prawdziwie poruszające swą zwiewnością, przenikającym się bogactwem roślinnych akcentów i dynamiką mas kotłujących się powietrza, przesyconych kojącą roślinną wonią… raz lekki i zwiewny, by po chwili niemal przytłoczyć zwalistością wyrazistych ziół, paujących roślin – parzących się w gorącym, dusznym i wilgotnym powietrzu po deszczu… z całą pewnością mogę stwierdzić, że jeśli chodzi o wierność i sugestywność z jaką Ellena maluje krajobrazy – nadworny perfumiarz* Hermesa, nie ma sobie równych… gorrrąco polecam, szczególnie na najcięższe upały…Un Jardin - Apres la Mousson

*resident perfumery DJ… 😀

2008

Skład: kolendra, imbir, pieprz, kwiat imbiru, kardamon,

Reklamy

Responses

  1. Subiektywnie: najgorszy ze wszystkich ogródków. Mimo że używam do konsumpcji prawie wszystkich składników(poza kwiatem imbiru), a więc stykam sie z ich zapachami to Ellenowe połączenie przyprawia mnie o mdłości.

  2. Mógłbym powiesić w antyramie reklamę tego zapachu o odpowiednio dużej rozdzielczości gdyż jest niezwykle urzekająca. Mam wrażenie udanej korespondencji z zawartością flakonu reprezentowanego. 😉

    • prawda? piękna jest i też strasznie mi się podoba motyw świeżości, wilgoci i strąconych deszczem kwiatów, które pływają po wodzie… szukałem takich fotek do wpisu, ale nie znalazłem nic w tej stylistyce, a marzył mi się mokry taras, usłany kwieciem i ołowiane niebo w tle 🙂

  3. Recenzja miła w czytaniu, ale i tak wątek Janusza górą. No i takie będzie już moje skojarzenie monsunowe ;-))

    • he he, spotkałem ostatnio takiego Janusza i że tak to ujmę, zainspirował mnie… 🙂

  4. Bałem się używać go latem. Już wiosną mnie przytłaczał. Wg mnie to idealne perfumy na miesiące: marzec, październik i listopad. A podobno w upalny dzień rozwijają się pięknie…

    PS Piracie, naprawdę czujesz tu wymienianie przez Ciebie nuty? Bo ja, oprócz kopru, który zaprawdę tu jest, i oprócz jakiegoś a’la owocowego otwarcia (troszeczkę), czuję mieszankę przypraw kuchennych…

    • Marcinie, jak już wspominałem opisuję tylko ingrediencje, które naprawdę czuję, nie polegam ślepo na wykazie nut – stąd niektóre w opisach celowo pomijam (bo ich nie wyłapuję), lub wskazuję na obecność innych, oficjalnie niewymienionych… mieszanki przypraw kuchennych (np. prowansalskie) zazwyczaj bazują na ziołach, w tym koprze, kolendrze, szałwii, rozmarynie, tymianku, etc…

  5. Pomarzyć zawsze można… 😉

  6. Zależy o czym 😉

  7. O wszystkim Marcinie co można wykreować w swoim umyśle. Nie chcesz wiedzieć o czym ja marzę, zapewniam… 😉

    • nawet nie próbuję się domyślać 😉

  8. Hah, coś w tym jest 😀 pozdrawiam 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: