Napisane przez: pirath | 13 sierpnia 2014

Serge Lutens – Santal Majuscule, czyli sandał na bogato…


sandałki

Tia… wiem że trochę odpust i „Kim Kardashian” z tymi sandałkami, ale szczęśliwie nie o takie sandałki chodzi… 🙂

Marketing i wszechobecna oudomania sugeruje, że najpiękniejszym połączeniem drewna i kwiatu jest oud i róża, gdy tym czasem równie orientalne i efektowne jest połączenie róży i sandałowca… w moim odczuciu szlachetny sandałowiec wypada nie mniej urodziwie i bez wątpienia jest to połączenie mniej oklepanie… darzę kompozycje Lutensa szczególna estymą, ale ten jest bez wątpienia jednym z najbardziej urodziwych (obok Rousse, Fille en Aiguilles i Ambre Sultan) i przyjemniejszych w noszeniu Lutków, z jakim miałem dotąd styczność… te perfumy są tak soczyste, rzewne i apetyczne, że obcując z nimi, ma się dosłownie ślinotok – wywołany ich nieco żywicznym, bujnym i ociekającym bogactwem bukietem…

Serge Lutens - Santal Majuscule

Przypomina nieco słodką, żywiczą, upojną słitę, nieodmiennie kojarzącą mi się z niedawno poznanym Sacred Wood od Kiliana, zmieszane z uwodzicielską i jakże sugestywną różą z Lutensowego Sa Majeste la Rose, chociaż precyzyjniejszym byłoby wskazanie na jej podobieństwo do róży, którą zwykle raczy nas w swych oudowych (ziew) kompozycjach MontaleSantal Majuscule jest nie mniej pociągający, szykowny i urodziwy od Sacred Wood, a jego ociekający bliskowschodnim przepychem bukiet, jest znacznie bogatszy niż sugeruje oficjalny i tradycyjnie wybiórczy wykaz nut… poza wymienioną różą i idącym wraz z nią łeb w łeb sandałowcem na pierwszym planie – jest tu również szczypta przypraw (muszkat, kardamon, cynamon i goździk), żywiczne labdanum i benzoes, a w fazie dojrzałej zapach staje się balsamiczny, przez uaktywniający się subtelny akcent skórzano, koniakowo ambrowy

red rose

Zapach jest jak przystało na niszę i Lutensa jest wysoce wyrazisty, dźwięczny i nośny, ale przy tym jakże ujmujący i przyjazny… tutejsza odsłona orientu ocieka upajającą słodyczą, wysublimowaną żywicznością, przepychem i zdecydowanie bliżej tym perfumom do klimatów Amouage Jubilation, lub nawet Wozamby od Parfum d’Empire… wyobraźcie sobie żywiczną Wozambę, ale w aranżacji różanej… czyż nie brzmiałaby upojnie, zamaszyście i ponętnie?… mam też dziwne wrażenie, że w otwarciu jest jakaś dostojna nuta alkoholowa (stary rum albo koniak), przydająca bukietowi stricte niszowej, głębokiej nonszalancji i nieco dostojnego, Jovoy’owego pierwiastka (od nienagannie niszowego charakteru kompozycji Jovoy Paris)…

reklama Serge Lutens - Santal Majuscule

Niech Was nie dziwi jawne odwołanie się i podpieranie tak znamienitymi markami jak wspomniane Jovoy, Amouage, Parfum d’Empire i Kilian, gdyż ten zniewalający swą urodą Lutens jest kwintesencją najwyższych lotów perfumiarstwa… jest swoistym crème de la crème rasowo niszowego smaku i wyrafinowania… co ciekawe po około 6-7 godzinach ten orientalny, acz wysmakowany przepych zupełnie wygasa i w całości zastępuje przebąkujące już w akordzie serca kakao, którym zapach istotnie wybrzmiewa w fazie głębokiej bazy… to dość nietypowy schyłek, bardzo delikatny, minimalistyczny i monotematyczny, ale bez wątpienia bardzo intrygujący swą sugestywnością i odstępstwem od kanonu… nieznacznie piżmowe kakao jest na tyle wierne, że delikatna otulina, którą tworzy na skórze w zupełności wystarcza za wieńczącą dzieło otoczkę…

sandalwood

Jeśli lubicie rzewną, soczystą, rozśpiewaną i ciepłą różę oraz podobnie ujętego, lekko wilgotnego sandałowca, a na dodatek cenicie rasowo niszowe zacięcie w noszonych perfumach – będziecie wyrafinowanym brzmieniem Santal Majuscule zachwyceni… wprawdzie użyto tu lubiącej popadać w wyniosły chłód różę damasceńską, ale dzięki ciepłu sandałowca, żywic i przypraw, delikatnie zmiękczonych kakaowcem – zapach prezentuje się nader ciepło i otulająco… nie często można spotkać tak przyjazne, przyjemne i miłe w noszeniu pachnidło, o tak wybitnie niszowym charakterze… no i zawsze to miła odmiana po oudowo różanej hegemonii, o tradycyjnej dla Lutensa, wielogodzinnej trwałości i nienagannej projekcji…Serge Lutens - Santal Majuscule EdP

2012

Skład: drzewo sandałowe, kakao, róża damasceńska,

Reklamy

Responses

  1. Właśnie bardzo podobnie jak Ty odbieram to wybitne pachnidło o którym jednak zapomniałem w natłoku innych poznawanych z opóźnieniem przeważnie cudów. Musze dopaść odlewkę bo to jedno z ulubionych moich zapachów od Serge’a. Marzy mi się jeszcze poznać innego sandałka od Lutensa – Santal de Mysore, ale coś ciężko mi go dopaść… 😉

  2. O tak, jak ja uwielbiam te perfumy! Mam do nich szczególny sentyment, ponieważ był to pierwszy zapach Lutensa jaki poznałam. Zakochałam się, przepadłam.

    • moim pierwszym Lutkiem były Szpilki i też byłem zachwycony cudownym ujęciem żywicy świekowej w otwarciu… takie klimaty tylko w niszy… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: