Napisane przez: pirath | 14 sierpnia 2014

Hermes – Eau de Pamplemousse Rose, czyli róża, którą wychowały cytrusy…


Eau de Pamplemousse Rose to kolejny zapach z Ellenowej serii Colognes, ale nie sposób dostrzec tu pewnego podobieństwa do Un Jardin Sur Le Toit, jak i w ogóle stylistyki ogródków… nieodmiennie zwiewnych, delikatnych, orzeźwiających i skrajnie minimalistycznych… ponadto obdarzonych Ellenową sygnaturą, jaką odznaczają się obecne także i tu cytrusycytrusy z wywróconą na drugą stronę skórką, pachnące nie bogatą w aromatyczne, esencjonalne olejki skórkę wierzchnią – a ich białą, pokrytą bielmem stronę… spodziewałem się, że to róża zdominuje i narzuci charakter tej kompozycji, ale nie… to Ellenowe, jakże swoiste cytrusy dyktują styl i brzmienie tej misternej aranżacji, a róża jest tu jedynie dyskretnym akcentem dopełniającym…

Eau de Pamplemousse Rose

Szczerze powiedziawszy spodziewałem się to tych perfumach odpowiedzi Hermesa na Lutenslową Sa Majeste la Rose, ale brzmienie obu kompozycji oraz siła ich projekcji, dzieli dosłownie przepaść… jeśli chcieć scharakteryzować i zaszeregować brzmienie Eau de Pamplemousse Rose, to trzeba by wcisnąć ten zapach pomiędzy Eau d`Orange Verte (Ellenowa wersja Cologne, z 2009 roku), a Eau de Mandarine Ambrée z 2013 roku – zmieszane z trzecią częścią różanego Un Jardin Sur Le Toit z 2011 roku, czy nawet spowity delikatnym geranium z Terre w wersji Eau Tres Fraiche, z bieżącego roku… jak widać Ellena lubi skakać i nawiązywać do swego portfolio, bawi się w autoplagiaty i rozliczne zapożyczenia – co z jednej strony może nużyć i wskazywać na brak inwencji, wypalenie się i odcinanie kuponów od wirtuozerii z jaką Maestro sprawia cytrusy, ale szczerze?…

Hermes Colognes

Jeśli ktoś lubi tą stylistykę ultra lekkich, pochlastanych, atmosferycznych, przestrzennych i delikatnych jak mgiełka cytrusów – będzie za każdym razem zachwycony tą nonszalancją i powalającą sugestywnością ich objawienia… muszę wyznać, że trochę mnie irytuje jego monotematyczność w kreacji, ale bądź co bądź są to niemiłosiernie kunsztowne klony, będące (nie bójmy się użyć tego słowa) przebłyskiem geniuszu ich autora… dla tych którzy nie podzielają uwielbienia, tudzież nie wykazują zrozumienia dla minimalistycznych ciągot nadwornego perfumiarza Hermesa – będzie to jedynie wydelikacony cytrusowy świeżak, o przeciętnej trwałości, którego z łatwością zabije projekcja bijąca od kogoś, kto zaaplikował na siebie 2 psiknięcia Muglerowego A*Mena

reklama Eau de Pamplemousse Rose

Wspomniałem o róży Lutensa, wyrazistej, bujnej, apetycznej – spowijającej i otulającej słonecznym ciepłem, które dosłownie od niej bije… u Hermesa jest inaczej, tu róża stanowi jedynie dyskretne, nieco chłodne (poranne) ledwie zaakcentowane, acz ckliwe i rozedrgane tło – podkreślające i podbijające rzewny ton z jakim wybrzmiewają stanowiące trzon kompozycji cytrusycytrusy lekkie, soczyste, minimalistyczne i porażająco wierne… z drugiej strony są wyważone i na swój sposób powściągliwe, że tak to ujmę „zmusztrowane„… jestem nieodmiennie oczarowany ładem i porządkiem panującym w dziełach Elleny… tu każda nuta ma ściśle określona rolę, porę i miejsce, wszystko pracuje harmonijnie jak w zegarku… próżno szukać skazy i błędu na wyidealizowanym i nieskalanym wizerunku tej aranżacji – poza wspomnianą wtórnością…

reklama Hermes Eau de Pamplemousse Rose

Z drugiej strony, kto nam każe używać wszystkich kompozycji Hermesa?… podobnie jak w przypadku każdych dostępnych na rynku perfum, sięgamy jedynie po te najbardziej wstrzeliwujące się w nasze własne upodobania… osobiście nie przepadam za perfumami z różą w roli głównej, ale cenię kompozycje z jej udziałem – gdyż mało który kwiat (obok jaśminu) tak wdzięcznie podkreśla sobą bukiet, przydając mu dystyngowanej eleganci, głębi i wyrafinowania, wreszcie ciepła i nośności… gdyby nie ów akcent różany, Eau de Pamplemousse Rose byłoby nudne, schematyczne, nazbyt liniowe, płaskie i oklepane – a obecność różanego pierwiastka rozjaśniła, wzbogaciła i podkręciła dźwięczną i skoczną, acz dość liniową charakterystykę Ellenowych cytrusów

W skrócie wygląda to mnie więcej tak… wpierw wita nas eksplozja jędrnej, soczystej cytrusowej świeżości ze szczególnie wyeksponowanym grejpfrutem… nieco później ujawnia się mandarynkowa pomarańcz i wspomniana, delikatna róża… przez jakiś czas wszystkie nuty idą łeb w łeb i dopiero po około godzinie cytrusy robią się odrobinę pudrowe, płowieją i pachną tą specyficzną, wewnętrzną stroną swej skórki – wciąż dopełnianą i ożywianą przez zwiewną, niemal symboliczną różę… w sumie nic nowego i zaskakującego w kontekście Hermesowych Colognes, ale nieco inaczej i odrobinkę hojniej zaserwowane…

Eau de Pamplemousse Rose reklama

Obcując z tym zapachem ma się wrażenie, że żyje, że wierci się i pląsa na skórze, łechcząc nozdrza subtelnymi ukłuciami cytrusowo różanych szpileczek, tak delikatnych, że trudno zwietrzyć w tej stricte cytrusowej epopei, różanego konia trojańskiego… kojarzycie tą skrzącą się, mineralno krzemienną poświatę, którym emanuje ciepły bukiet klasycznego Terre?… tu tego ciepła, wręcz żaru bijącego od geranium/pelargonii nie uświadczycie – znajdziecie za to świeżą, poranną i bardzo delikatną różyczkę, która sama grzeje się w cieple słodkiej, mandarynkowej pomarańczy – wspartej na minimalistycznym bielmie skórki grejpfruta i pomarańczy… w praktyce brzmi to tak, jakby osieroconą różyczkę przygarnęły za młodu dominujące tu cytrusy i wychowały na swoje podobieństwo – gdyż jej brzmienie bardziej koresponduje ze spontanicznymi z natury cytrusami, niż dostojną królową kwiatów

hermes les colognes collection

ale czy to wada?… Eau de Pamplemousse Rose jest częścią kolekcji Colognes, więc spójność tematyczna z resztą serii jest tu naturalną koleją rzeczy – podobnie jak mocno odciśnięta w bukiecie, wysoce rozpoznawalna sygnatura ich autora… jeśli więc Eau de Mandarine Ambrée, Eau de Narcisse Bleu, Eau de Gentiane Blanche, a nawet najnowszy Terre d’Hermes Eau Tres Fraiche wydają się Wam nazbyt delikatne i płaskie – proponuję sięgnąć po nieco bardziej rześką i rzewną, grejpfrutową różęEau de Pamplemousse Rose EdC

2009

Jean Claude Ellena

Skład: grejpfrut, pomarańcza, róża,


Responses

  1. Było tak, psiknąłem na bloter, schowałem na niecałą godzinę do kieszeni, żeby w perfumerii nie wąchać, pośród innych zapachów, potem już czułem tylko bazę, podobną do Encre Noir.

    • i podejrzewam że błąd popełniłeś aplikując na papierek zamiast na skórę… papierek zniekształca i przekłamuje a na dodatek kompletnie zaburza brzmienie i długość trwania akordów… spróbuj ponownie ale bezpośrednio na skórę…

  2. róża 🙂

    • baaaardzo delikatna i ledwie zaakcentowana, przeważają głównie cytrusy więc się nie napalaj… 😉

  3. Dla mnie – jest dziwny. Jeden z dziwniejszych „ellenowych” zapachów…

    • być może dlatego, że poza zwyczajowymi i wszechobecnymi cytrusami zawiera coś jeszcze… 😉

  4. Nie mam nic przeciw cytrusom ale biorąc pod uwagę wyczuwalną Jesień to nie są mi one jakoś szczególnie już potrzebne. A róże mam ‚kosmiczną’ w Midnight Oud i póki co nie szukam dalej.., potrzebuję wytchnienia w tej kwestii. Fajnie że mnie rozumiesz 😉

    • w sumie racja, jesienią chciałoby się założyć coś konkretniejszego i bardziej ciepłego…

  5. Dlatego ubrałem dziś Jubilation 🙂

  6. Piracie – jego dziwność bierze się z czego innego… Ten miks róży i grejpfruta… Poza tym, nie czuję tu Terre. Bardziej Eau Tres Fraiche, jeśli już…

    • ekhm, nie czujesz tu Terre, a Eau Tres Fraiche jest czym?…

  7. O ile dobrze pamiętam, to pachnie mi ten zapach, jak delikatniejsza wersja Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic, czy mi nos nawala? 🙂


Odpowiedz na pirath Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: