Napisane przez: pirath | 16 sierpnia 2014

Hugo Boss – Boss Bottled Sport, czyli siermiężnie ale skutecznie…


Po żenująco tragicznym Bottled Night spodziewałem się, że znów będzie źle, bo powtórzenia sukcesu i przede wszystkim poziomu klasycznego Bottled (aka No 6, Szary Boss*) nie spodziewali się po tej marce, nawet najbardziej zagorzali entuzjaści legalizacji miękkich narkotyków (zwłaszcza w kontekście ultra zachowawczego Unlimited)… spodziewałem się zapachu „coyote ugly„**, a tym czasem (rozpatrując zapach wyłącznie w dość wąskich i sztywnych ramach konwencji gatunku) wcale nie wypada źle – podobnie jak Smart w klasie samochodów miejskich… a założenia „gatunku” są proste jak sztanga***: ma pachnieć tak, by nie było czuć potu w trakcie lub po intensywnym wysiłku fizycznym na powietrzu/ siłowni… niestety nie każdy trening/formę rekreacji można zakończyć w sposób cywilizowany (prysznicem) i niekiedy przyjdzie takiemu kolesiowi wracać do domu, szkoły, pracy na „trolla„****…

* paradoksalnie przydomek „Szary Boss” zapach zawdzięcza kolorowi kartonika i tandetnemu pseudo posrebrzanemu korkowi…

**w kontakcie zapachu ze skórą, ma się ochotę odgryźć sobie skalaną nim kończynę…

***tak, mam świadomość istnienia tzw. gryfu łamanego, czasem i wielokrotnie…

****metoda polegająca na przebraniu się w ciuchy, w których się przyszło, bez poprzedzającego tę czynność prysznica…

Hugo Boss - Boss Bottled Sport

I tu wypadałoby powiedzieć parę słów o genezie powstania i specyfice użytkowania zapachów „usportowionych”…

Teoretycznie problem załatwi doraźnie jakikolwiek dezodorant/antyperspirant, ale od czego jest kreatywność speców od marketingu – wmawiającym nam, że nie możemy się obejść, bez specjalnego rodzaju perfum „na siłkę„… mamy więc zapachy na dzień, na wieczór, do klubu, coś na lato i zimę, wreszcie zapachy na specjalne okazje, mniej lub bardziej formalne i wspomnianą kategorię Sport, którą reprezentuje bohater dzisiejszego wpisu… skoro to zapach dla sportowców, więc postanowiłem sprawdzić jego skuteczność w praktyce – postanowiłem dać sobie nietęgi wycisk schylając się, aby zawiązać sznurowadła… 😉

spocony facet

Po paru powtórzeniach, gdy na mą poczerwieniałą z wysiłku skroń wystąpiły siódme poty, nieco już uleżały od kilku godzin zapach – odzyskał w kontakcie z wilgocią i zwiększoną ciepłotą ciała przygasły wigor i projekcję… ten sam efekt miał zresztą miejsce z przypadku mojego „sportowca” nr 2, czyli Gucci by Gucci Sport (choć teoretycznie jest numerem jeden, bo mój ulubiony Lalique Encre Noire Sport, sportowcem jest tylko z nazwy i dla picu)… generalnie zjawisko drydownu/ponownego pobudzenia wyblakłego bukietu perfum do życia, występuje w przypadku każdych jednych perfum (o czym możecie się przekonać chuchając na skórę w miejscu, gdzie 6-8 godzin temu zaaplikowaliście sobie coś na próbę, że znów zapach poczujecie, włączając w to nawet nuty towarzyszące akordowi otwarcia)… tyle że w przypadku zapachów „dedykowanym sportowcom„, tę zupełnie naturalnie występującą cechę – wykorzystano PijaRowo w celu lepszego tuszowania potu i „odświeżenia” ćwiczącego…

reklama Hugo Boss - Boss Bottled Sport

Technicznie rzecz biorąc kompozycje „sportowe” to zapachy jak każdy inny, do których dorobiono określoną ideologię i pod tą przykrywką oferuje się je ludziom, którzy naprawdę wierzą, że jest im to potrzebne… ale jest też druga strona medalu, bo nie każdy bukiet zapachowy (korelacja składników) sprawdzi się w tej roli, więc dobór nut zapachowych bynajmniej nie jest tu zupełnie przypadkowy… tu nie chodzi o stworzenie porywającego, wyrafinowanego brzmienia, bo te w tych warunkach się po prostu nie sprawdzi/niezostanie zauważone ani docenione – lecz woni intensywnej, zapewniającej relatywnie wysoki poziom „świeżości„, tuszując szczególnie niepożądane w dzisiejszych czasach wonie nieprzyjemne… dlatego postanowiłem zmienić parytet cech, za pomocą których zwyczajowo oceniam brzmienie perfum i zdefiniować je od nowa – z myślą o mniej lub bardziej na siłę wykreowanych zapachach do uprawiania sportu…

spocony mężczyzna

I wreszcie przechodząc do meritum…

Otwarcie i początek serca pachnie nader udane, spójnie i wdzięczne, szkoda tylko, że sięgnięto i niezbyt udolnie wpleciono weń aldehyd miętowy – w efekcie czego z rozwiniętego akordu serca Bottled Sport, wyziera chwilami zapach mokrej i zapleśniałeś ściery… tak jak należało się spodziewać zapach zaczyna swój bieg z przytupem i ekspresją porównywalną z „siłą wodospadu„, pewnej kostki do WC… intensywne, diabelnie wyraziste, mocno ziołowo cytrusowe otwarcie nie zapowiada nic szczególnego, za wyjątkiem wzmożonej siły oddziaływania na organizmy żywe i niektóre rośliny… i jeszcze mała uwaga odnośnie plakatów reklamowych tej kampanii gdzie „stylówy” obu twarzy Bottled Sport bardziej sugerują wypad z kumplami do pubu/klubu niż uprawianie sportu… ale ponoć wtykanie jednodolarówek w majtki striptizerki, uchodzi w stanie Utah za sport… 🙂

reklama Hugo Boss - Boss Bottled Sport EdT

Niestety od składników zawiewa wyraźnie „chemicznym rodowodem” i niezbyt powalającą wiernością z ich naturalną paletą zapachową – ale da się wyróżnić coś intensywnie cytrusowego, dopełnionego już jak najbardziej czytelnymi jagodami jałowca, kolendrą, lawendą, kardamonem i wspomnianymi – ni to zielono ni to ozonowym akcentem aldehydu miętowego, przydającemu zdominowanemu przez zioła i przyprawy otwarciu odrobinę lotnej, świeżości… jest więc bardzo zielono, wyraziście, męsko, intensywnie, dobitnie i esencjonalnie, by nie powiedzieć inhalująco (i co gorsza siermiężnie)… zapach jest również diabelnie nośny, wibrujący i głęboki za sprawą wplecionego pomiędzy zioła i przyprawy geranium, które przydaje mu nośności porównywalnej z ekspresją samego Championa od Davidoffa, który choć banalny i komercyjny do bólu – na siłowni sprawdzi się idealnie…

na siłowni

Ten bujny, mocny, wręcz władczy bukiet utrzymuje się w niemal niezmienionej formie około godziny, po czym geranium i cytrus gaśnie, a kompozycja wybrzmiewa jedynie miksem ziół i przypraw, przetykanym wspomnianym „pseudo miętowymaldehydem, który czyni sobą więcej szkody niż pożytku… szczęśliwie dominujący kardamon pospołu z lawendą i jałowcem tworzą razem nader zgrane i świetnie uzupełniające się trio – więc zapach naprawdę bardzo długo i solidnie zapewnia wysoką skuteczność (OMG, brzmi jak reklama 72 godzinnego antyperspirantu)… chciałbym podkreślić, że skupiam się na walorach tych perfum w kontekście ich zastosowania zgodnie z przeznaczeniem – bo w konfrontacji z przeciętnym casualowcem Bottled Sport wypada wprawdzie agresywnie, ale i monotonnie oraz niestety topornie…

Hugo Boss - Boss Bottled Sport reklama

Szczerze powiedziawszy akcentu wymienionej w wykazie nut vetivery się nie doczekałem, a to co wybrzmiewa po 4-5 godzinach od aplikacji, bardziej przypomina przebrzmiałe echo namolnego akcentu ziołowo przyprawowego… jeśli więc szukacie zapachu, który naprawdę skutecznie poradzi sobie z tuszowaniem potu – Bottled Sport sprawdzi się w tej roli wyśmienicie, bo nawet gdy jego bukiet zaczyna przygasać, wystarczy odrobina wilgoci, wy wciąż spełniał swą nadrzędną rolę… podejrzewam również że w podkręconym testosteronem ferworze walki z żelastwem – siermiężność i monotonia dość liniowej charakterystyki przebiegu tych perfum, nie będzie nikomu przeszkadzać…Hugo Boss - Boss Bottled Sport EdT

2012

Głowa: grejpfrut, aldehydy,
Serce: lawenda, kardamon,
Baza: wetyweria,

Reklamy

Responses

  1. Kompletnie nie ogarniam tego jak w ogóle można używac perfum do maskowania zapachu potu, juz samo czytanie o tym jest dla mnie tak obrzydliwe, że miałbym problemy ze zjedzeniem w tym czasie posiłku. Jak ktoś uprawia sport i spływa potem powinien najpierw się umyć, a swoich ukochanych perfumek użyć… POTEM 🙂 w sensie później, po umyciu się 🙂

    • producenci twierdzą, że można (właśnie na tym zarabiają), a w dzisiejszych czasach zapach potu, nawet świeżego jest czymś wysoce niepożądanym przez wydelikacone noski, przywykłe do pachnących pasażów wielkomiejskich galerii handlowych… 😉 teoretycznie w tych zapachach chodzi o tuszowanie woni potu na czas/w trakcie wysiłku, a nie po – ale w praktyce bywa z tym różnie i efekt końcowy do pozytywnych nie należy… 🙂

  2. Wali tandetą.. 🙂

    • i tak i nie, zależy jak na to patrzeć… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: