Napisane przez: pirath | 18 sierpnia 2014

coraz bardziej smrodliwa polityka producentów perfum…


Przydługi wstęp, popełniony przy okazji recenzji Bossa Bottled Sport, zachęcił mnie do rozwinięcia wątku polityki i trendów stosowanych przez producentów perfum i bynajmniej nie piję do wspomnianego Hugo… perfumiarstwo już od dawna nie jest postrzegane przez producentów jako dziedzina sztuki (no może poza rdzenną niszą), ku nierzadko wielkiemu żalowi i rozczarowaniu po stronie odbiorców tych treści… perfumy stały się towarem, dobrem użytkowym, wprawdzie wciąż postrzeganym jako luksus (jakoś trzeba usprawiedliwiać przed kupującymi wysoką cenę, a snobom dawać pretekst do zakupu), ale dostępnym na każdą kieszeń… ponoć prawdziwej sztuki nie wycenia się na pieniądze, jednak producenci perfum robią to, a same perfumy z roli elitarnego luksusu dla wybranych – stały się towarem, który podobnie jak jogurt, proszek do prania czy maszynkę do golenia z pierdylionem ostrzy, trzeba po prostu sprzedać i to dużo… i tu pojawia się problem, bo perfumy nie są produktem pierwszej potrzeby, więc trzeba wpierw klientowi wmówić (wzbudzić w nim podświadomą potrzebę) nabycia czegoś, bez czego jest w stanie się obejść… sprawa nie jest prosta, bo o ile w przypadku proszku do prania bieli, koloru i rzeczy czarnych, stosunkowo łatwo można uzasadnić konieczność posiadania wielu produktów w ofercie, to w przypadku perfum nie jest to wcale takie oczywiste… wprawdzie w przypadku perfum można się kierować podstawowymi kryteriami ich doboru, jak pora roku (a więc nośność i intensywność oddziaływania bukietu zapachowego w kontekście temperatury i aury), ale podobnie jak w przypadku np. jogurtu – głównym kryterium decydującym o zakupie, są gusta smakowe (zapachowe w przypadku perfum) konsumenta…

Statystyczny użytkownik perfum wybiera jeden, góra kilka zapachów, których używa przez jakiś czas, lub wręcz przywiązuje się do jednego na całe życie… oczywiście nasze gusta zapachowe zmieniają się i ewoluują wraz z nami przez całe życie – ale producenta nie ratuje nasza przesiadka z powiedzmy lekkiego świeżaka, w których przeważnie gustują ludzie młodzi na coś cięższego i dojrzalszego w okresie późniejszym… producenci tego nie lubią, bo to wymusza utrzymywanie sporej palety produktów (a więc generuje koszta, a koszta to zło), nie zawsze rentownych, a perfumy starzeją się mentalnie, zmienia się moda i trendy… stąd niektóre produkty poddaje się reformulacji celem odświeżenia brzmienia, albo po prostu wycofuje z oferty – często celowo, w celu pobudzenia sprzedaży bardziej rentownych nowości (tańszych i mniej kłopotliwych w produkcji)… branża perfumeryjna to w dzisiejszych czasach biznes jak każdy inny – opierający się na twardych zasadach ekonomii, którą silnie wspiera machina do kreowania iluzji i potrzeb, czyli marketing… te rozbudowane i ciągle poszerzane portfolio zapachowe, w zasobach każdej marki, to nie próba wstrzelenia się w najbardziej wymagające gusta nabywców (bo te są dość powtarzalne i schematyczne), lecz są przykładem wypełnienia każdej możliwej niszy rynkowej… a o ich staranne wykreowanie i pielęgnowanie faktu i potrzeby ich istnienia dbają właśnie producenci i prawidłowość ta dotyczy każdego segmentu i branży na rynku dóbr konsumpcyjnych i usług…

Przykładowo kiedyś na rynku był po prostu jogurt, którego ofertę z czasem uatrakcyjniono o różne warianty smakowe… ale po chwili na rynku była masa jogurtów od wielu producentów, oferta uległa ujednoliceniu, a rozwój branży i zyski wytwórców wyhamowała stagnacja… dlatego wprowadzono produkty z obniżoną i zerową ilością tłuszczu, później wersje pitne, wprowadzono różne warianty opakowań, wersje dla dzieci, wreszcie wersje fit i light i coś mi mówi, że to nie jest ostatnie słowo producentów w walce o portfel klienta… żeby utrzymać wzrost słupków w Excelu, klient musi być ciągle zaskakiwany nowościami i bez znaczenia czy szumnie reklamowane nowinki mają cokolwiek wspólnego z inwencją i wnoszą cokolwiek lepszego, grunt by ciągle coś się działo… na końcu okazuje się, że sam produkt ma tu marginalne znaczenie, bo o jego sukcesie nie zależy jego jakość, ani wartość dodana związana z jego zakupem, cudowne właściwości i przełomowość – tak naprawdę liczy się wyłącznie skuteczność oddziaływania starannie wyreżyserowanej kampanii reklamowej i budowanie/podsycanie kultu marki, która ów produkt firmuje…

Ale to wciąż za mało, bo przecież nie do każdego trafia ten sam marketingowy bełkot – stąd zrodziła się potrzeba tworzenia/sygnowania produktów na każdą możliwą okazję/okoliczność i tym samym sprzedania jeszcze więcej… poza wspomnianymi zapachami na lato/zimę (choć ma to sens, nawet ten podział jest wciąż umowny), perfumy damskie i męskie (ostatnio w celu obniżania kosztów związanych z wytwarzaniem i promocją lansuje się na powrót kompozycje uniseksowe), perfumy na wieczór i specjalne okazje (Night, Noir, Soir, Black, Intense, Extreme), perfumy do uprawiania sportu, a do tego dochodzi jeszcze mnogość opcji związanej z samą koncentracją od mgiełek odświeżających, przez wody kolońskie, toaletowe, perfumowane, perfumy i ekstrakty… do tego dochodzą edycje specjalne, letnie, limitowane i jubileuszowe, a wszystko po to by wzbudzić w nas potrzebę kupienia dodatkowego flakonu na specjalną, mniej lub bardziej urojoną okazję… w większości przypadków zasadność istnienia pewnych rodzajów/gatunków perfum jest dość wątpliwa – ale w tym całym bogactwie wariantów nie chodzi bynajmniej o to, by dać klientowi potencjalnie jak największy wybór, tylko wmówić potrzebę zakupu i więcej sprzedać… we współczesnym biznesie nie chodzi o samo zaspakajanie potrzeb, biznes aby się utrzymać, musi sam te potrzeby kreować…

A przy tej konkurencji i przesyceniu rynku, sprzedać wcale nie jest łatwo… dziesiątki marek będących w sporej części jedynie pustą fasadą (gdy marka nic nie wytwarza, a jedynie firmuje swoim wizerunkiem produkt), logiem o ugruntowanej i rozpoznawalnej pozycji, prześciga się w lansowaniu nowych produktów, coraz częściej o bardzo wąskim przeznaczeniu/zastosowaniu… produktów nierzadko miernych i podrzędnych pod względem treści i jakości, ale stoi za nimi logo popularnej i pożądanej marki… dziś coraz częściej nie sprzedaje się produktu, a właśnie wizerunek marki, nazwę, logotyp i związany z nim prestiż, który dzięki sztabowi speców od marketingów stał się czymś ważniejszym, niż sam produkt… dziś wystarczy wziąć niczym niewyróżniające się perfumy, dorobić do nich piękną i chwytliwą (zazwyczaj żerującą na najbardziej podstawowych instynktach) ideologię, okrasić to rozpoznawalną twarzą albo nazwiskiem, podeprzeć całość rozpoznawalnym logo i przy odpowiednio szumnej kampanii reklamowej, z każdego gniota da się zrobić bestseller… dlaczego? bo ludzie kochają iluzję, chcą się czuć lepiej, być postrzegani dzięki nabyciu takiego produktu jako bardziej atrakcyjni – a produkt z prestiżowym logiem daje im tego substytut, mile łechcąc próżność, pozwala się dowartościować, a tym samym poczuć lepiej…

To boli, wiem… niestety żyjemy w czasach gdzie pęd ku zyskom i dominacji na rynku, przez wielkie korporacje i koncerny staje się trendem odczuwalnym globalnie… jakość, treść, etyka,  konwenanse i przywiązanie do wypracowanego dziedzictwa przestają mieć dla marek jakąkolwiek wymierną wartość… można utyskiwać nad mierną jakością współczesnych aranżacji, ich miałkością artystyczną – wreszcie rwać sobie włosy na wieść o kolejnej reformulacji lub skasowaniu zacnego klasyka, ale niestety nie wiele można z tym zrobić… entuzjaści perfum to raptem garstka z pośród grona potencjalnych odbiorców, dlatego producenci mogą pozwolić sobie na robienie konsumentów w balona, bo pozostałe 98% i tak kupi… żeby móc zmienić ten trend, musiałaby istnieć globalna świadomość faktu istnienia tego zjawiska i dopiero zbiorczy bojkot konsumencki, miałby szansę na odwrócenie tego niepokojącego trendu… oczywiście nie mówię tu o olfaktorycznych gustach, bo te są odgórnie uwarunkowane preferencjami większości – ale sądzę, że dałoby się polepszyć pogarszającą się jakość perfum, od ich strony technicznej… dziś elektronikę, AGD i samochody produkuje się tak, by przeżyły do końca gwarancji, a potem mają się zużyć/zepsuć – po to by klient kupił nowy, zapewniając niesłabnącą koniunkturę ich wytwórcom… warto zwrócić uwagę, że mniej trwałe perfumy też zużyjemy szybciej i więcej – a więc szybciej kupimy nowy flakon i właśnie o to producentom takich perfum chodzi…

Raczej nie spodziewałbym się w tej kwestii stosownych regulacji prawnych ze strony biurokratów z UE, bo tych ściśle oplatają macki lobbystów… ale uczulając na to zjawisko innych, rozmawiając o tym – wierzę, że przy odpowiednio silnej presji ze strony środowiska konsumentów (poprzez bojkot nieuczciwych firm), mamy szansę w niedalekiej przyszłości odwrócić ten trend, na powrót wskazując producentom, że to oni są dla nas, a nie my dla nich…

Reklamy

Responses

  1. Oczywiście lepiej myśleć optymistycznie chociaż w tym wypadku jakoś ciężko To widzę 😉
    Póki nisza ma się dobrze pozostaje spokojny i sam kompletnie nie łapię się na takie zabiegi na skróty, zwyczajnie obchodzi mnie To bokiem.. Ale pewnie panicznie bałbym się poznać Opium Sport Pour Homme. Co do tego dzieła wiem że było wiele różnistych, dziwnych edycji i na szczęście (choć nie dam sobie głowy uciąć gdyż nigdy nie było dane mi powąchać) klasyk obronił się. A za Must de Cartier pozabijam przy okazji… 😉

    • he he nisza też goni za pieniądzem, ale robi to mniej bezczelnie, ponieważ znacznie bardziej wyrobiona klientela nie pozwala robić się otwarcie w bambuko, jak statystyczny adresat mainstreamu… w niszy takie coś po prostu nie przejdzie… Opium Sport też nie chciałbym poznać, bo cóż nowego poza nieco bardziej zielonym L’Homme mogliby zaprezentować? nudniej i bardziej jałowo już się nie da, więc szkoda czasu… 🙂

  2. Pełna zgoda. Ogólnie niestety zaczyna się liczyć zysk a nie jakość 😦

    • zawsze liczył się zysk, tyle że obecnie między parciem na zysk, a utrzymaniem relatywnej jakości jest coraz większa przepaść…

  3. Fakt że po pełnię samobójstwo jeśli go wycofają , choć TO jedno z tych przy których moja nadzieje nie umiera. I będzie to chyba ostateczność jeśli szpony bezuczuciowego systemu zabiorą się za takiego klasyka. Walczy dzielnie i godnie, jeśli w ogóle bo nawet walczyć nie musi… 🙂

    • narde, lepiej nie składaj takich deklaracji, bo producenci i tak mają klientów w doopach 😉

  4. Wtedy też będę na dopach…hahaha 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: