Napisane przez: pirath | 29 sierpnia 2014

Lacoste – Live (L!VE), czyli multiplagiat niemal doskonały…


Gdy otrzymałem w zaprzyjaźnionej perfumerii próbkę najnowszej Lacoste Live (L!VE), aż zatarłem dłonie z zadowolenia… w domu zrobiłem sobie popcorn i wyłączyłem telefony, by nikt mi nie przeszkodził w pluciu jadem i zaaplikowałem zawartość samplerka na skórę… po chwili zwietrzyłem zaszytego w otwarciu, wzorcowo mainstreamowego cytrusa, pomyślałem – no to sobie poużywam… kolejny banalny cytrusowo aromatyczny świeżak, wyrosły na podwalinie dennej serii L12.12. – ale po chwili zapach zaczął uderzać w tą samą stylistykę, którą wybrzmiewają Boss Bottled, Herrera 212 i Chanel Allure… jest więc asekuracyjnie, wtórnie, koniunkturalnie, ale mimo wszystko zapach broni się całkiem przyzwoitym, przyjemnym bukietem… jak na ironię, byłem pewien, że Lacoste znów mnie rozczaruje, gdy tymczasem miażdżący cios spadł na mnie ze strony marki, po której nigdy bym się tego nie spodziewał, ale o tym przeczytacie już wkrótce…

W fazie dojrzałej troszkę przypomina styl Lolity Lempickiej llusions Noires Au Masculin Eau de Minuit (tak wiem, już sama nazwa odstrasza) poprzedzoną czymś w rodzaju owocowej Pumy Animagical i któregoś z ananasowych Beckhamów,”zielonymiMexxami, odrobiną klasycznego, śródziemnomorskiego sznytu, najnowszym ultra poprawnym politycznie Bossem Unlimited i najgorszego sortu massmarketowym ścierwem od Pumy i Bruno Banani – aż po skrajnie tandetne brzmienia Gianfranco Ferre i Gucci z rodziny Guilty, uffff… nowa Lacoste Live wprawdzie porusza się na pograniczu multikulturowego banału, ale jednak ma coś w sobie… miałem cichą nadzieję na miażdżącą recenzję, ale nawet w obliczu rażącego braku inwencji i odgapiostwa po stronie twórców, nie potrafię…

Lacoste Live

Zapach chwilami jest mdły i niezbyt wyraźny (wzajemnie przenikające się i nakładające na siebie akcenty, zapożyczone z wielu kompozycji) i nazbyt asekuracyjny, pozbawiony wiodącego wątku przewodniego – popada w klimaty od wspomnianego Allure, aż po nudny jak flaki z olejem YSL L’Homme… jest więc całkiem rozległą tematycznie zbieraniną „chwytów” i „riffów„, stosowanych przez wytwórców najbardziej chwytliwych i najlepiej sprzedających pod względem brzmienia „szlagierów” rynkowych… innymi słowy mówiąc Lacoste Live jest zlepkiem efektownych ujęć, zaczerpniętych z innych aranżacji i przedstawionych w formie jednego, uniwersalnego zapachu na każdą okazję… tyle, że ten swoisty „multiplagiat” wyszedł im naprawdę nieźle i pod względem bogactwa treści – bije na głowę całą rodzinę L.12.12., zlaną do kupy w jedną flaszkę… oczywiście można się czepiać niezbyt wysokiej jakości, wszechobecnego w każdym detalu odgapiostwa i bijącego od tych perfum, wręcz rażącego populizmu – ale nie zmienia to faktu, że są naprawdę diabelnie przyjemne, bezpieczne i łatwe w odbiorze… a dla kogoś kto nie przywiązuje uwagi do wyrafinowanego kroju noszonych perfum, nie zachwyca się wysublimowaną, bezbłędną i kunsztowną aranżacją poszczególnych akordów – wyrażoną za pomocą urzekająco sugestywnie ujętych nut, nie trzeba nic więcej… taka niestety prawda…

Lacoste L!ve

Trudno rozbić ten zapach na poszczególne składniki, gdyż jego bukiet wybrzmiewa nie pojedynczymi nutami, a całymi aranżacjami… mamy tu więc odrobinę cytrusów i soczystych owoców (stawiam na ananas), szczyptę świeżej zieleniny, odrobinę głębokiej, przydającej wyrazistości ziół oraz aromatyczne, ciepłe i przydające smaku wątki przyprawowe, dopełnione odrobiną pseudo drewna, piżma i lukrecji, której nie sposób nie skojarzyć z ich macierzystymi kompozycjami… wybaczcie, że nie pochylam się nieco głębiej nad tym zagadnieniem, ale uważam że przy tak potężnej dawce tanich syntetyków, z których względnie poprawnie utkano bukiet Live, jest to bezcelowe – a nie widzę powodu by wymyślać i improwizować… czytelność i wierność detali nie jest mocną stroną tych perfum, ale jako całość wypada to całkiem nieźle… tak jak niektóre osoby wypadają korzystniej w półmroku i makijażu, tak niektórym zapachom lepiej nie przyglądać się z bliska…

nowa Lacoste - Live

Dzięki temu miszmaszowi, Lacoste Live świetnie nadaje się na prezent w ciemno (jeśli już musimy, bo obdarowywanie kogoś perfumami, gdy nie znamy jego/jej preferencji, to dość ryzykowna zabawa), ale jako prezent dla młodego chłopaka/męża sprawdzi się wyśmienicie… w przypadku tych konkretnie perfum, prawdopodobieństwo wstrzelenia się w gusta obdarowanego, jest bardzo wysokie… Live jest wysoce komercyjną kompozycją, zapachem który na pewno będzie się podobał (mam na myśli gusta masowe) – a przy tym nie ma w nim tej ordynarności i taniego, ociekającego tonkową słodyczą, siermiężnego blichtru, którym emanują np. Just Cavalli i Versace Eros, a nawet klasyczny One Milion… zapach jest naprawdę ładny i zgrabny, całkiem nieźle sprawi się w roli całodziennego casualowca i zostawia za nosicielem całkiem wdzięczny ogon… wprawdzie im dalej w las tym gorzej i w fazie dojrzałej kompozycja ulega zredukowaniu i traci swą przebojowość – wręcz brzydnie, że tak to kolokwialnie ujmę… skromny, a z czasem wręcz nudny finisz przypomina mi ten rodem z Encountera od CK, więc szału nie ma… pomimo iż zapach trwałością nie grzeszy (max 5 godzin, co jest dość typowe dla zapachów Lacoste), ale sytuację ratuje całkiem niezła projekcja, więc Lacoste Live ma czym powalczyć o swój kawałek rynkowego tortu…

reklama Lacoste - Live

Niestety anonimowy twórca tych perfum nie zadbał, by w miejsce dziur pozostałych po wypalających się „efektownych riffach„, zaproponować godziwą i odpowiednio tuszującą to zapchajdziurę… drewno gwajakowe? – ha ha ha, wolne żarty, choć na przykład lukrecja jak najbardziej tu jest, stąd poniekąd powyższa wzmianka o lukrecjowej Lempickiej… zapach traci po kilku godzinach tę swoją „prokomercyjną fajność„, gubiąc poszczególne „wodotryski” i efektowne zagrania, popadając w słabiutką, symboliczną bazę, choć jak na tę ligę i tak przyjemną… dzięki spektakularnemu otwarciu i bogatemu sercu, jak żaden inny mu podobny, wstrzeli się w gusta przeciętnego odbiorcy, czego jestem absolutnie pewien… gdyby nie ten nieco rozczarowujący schyłek, oceniłbym go jeszcze lepiej, choć w tej kategorii (low level mainstream) i marce, ciężko spodziewać się dbałości o urzekające i wierne wykończenie detali… zresztą mało kto zwraca uwagę jak dany zapach finiszuje, większość nabywców skupia się na tym jak perfumy zaczynają swój bieg, a Live czyni to doprawdy czarująco…Lacoste Live EdT

2014

Głowa: lima,
Serce: nuty zielone, nuty wodne,
Baza: drzewo gwajakowe, lukrecja,

Advertisements

Responses

  1. No to taki twór „all in one”. Wszystkie zapachy w jednym i w dodatku nadające się do użytku. Fajnie. Ja podziękuję:-)

    • idealne dla ludzi chcących po prostu czymś pachnieć, bez doszukiwania się w noszonych perfumach artyzmu i wyższej ideologii… a takich jest najwięcej 😉

  2. Ach miło było poczytać ten niezwykły, jadowity z lekka wstęp. Ależ pojechałeś :-))))
    Czyta się świetnie.

    • dziękuję, cała przyjemność po mojej stronie… 🙂

  3. No ale na poważnie to co złego w tym , że w zapachu każdy odkryje coś dla siebie? 😀

    • w sumie nic, ale trudno doceniać, podziwiać i polecać perfumy wtórne i pozbawione własnego charakteru…

  4. Już sam flakon wygląda podejrzanie..

    • wbrew pozorom flakon wygląda i prezentuje się świetnie i bardzo solidnie, zwłaszcza przetłoczenia na szkle, których na zdjęciu nie widać…

  5. Nie wątpię 😛

  6. mam i uważam podobnie ja Ty – idealny zapach na prezent w ciemno. Idealny!
    podoba mi się jego opakowanie – minimalistyczne i proste.

    • lubię minimalizm w formie, bo zwykle okazuje się ponadczasowy i uniwersalny, a tu dodatkowo pasuje do swojej „uniwersalnej zawartości”… witam Cię Agatko, miło mi, że do mnie zajrzałaś… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: