Napisane przez: pirath | 9 września 2014

perfumerie stacjonarne, czyli czy aby na pewno przepłacamy?…


Do poruszenia tego wątku sprowokowała mnie bardzo interesująca dyskusja, z jednym z czytelników bloga… poruszyliśmy temat „przepłacania” za perfumy w perfumeriach stacjonarnych (bo w internecie taniej) – co owszem ma miejsce, ale czy na pewno przepłacamy?… jakie są społeczne i gospodarcze skutki kupowania perfum w jednych i drugich rodzajach perfumerii?… im dłużej w tym siedzę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że klienci jak i same perfumerie internetowe, po prostu żerują na perfumeriach stacjonarnych… owszem w internecie jest taniej, nierzadko nawet dwukrotnie, ale czy ktoś się zastanawiał dlaczego?… to nie dlatego, że perfumerie stacjonarne są pazerne (choć czasem są, ale wytrawne oko zauważy, że w internetowych „przegięć też nie brakuje) lecz dlatego, że to one ponoszą wszelkie koszta (wdrożenie i promocja danych perfum), co w prostej linii przekłada się na niskie ceny w ich internetowych odpowiednikach, które zostały już w tym wyręczone… wiem, że formułując tą tezę, pewnie narażę się na krytykę ze strony klientów perfumerii internetowych – ale jeśli spojrzeć na to zagadnienie szerzej, mam rację i potrafię to racjonalnie udowodnić… zatem przeczytajcie spokojnie do końca i zapraszam do polemiki…

Na wstępie posłużmy się, przytoczonym przeze mnie we wcześniejszej dyskusji, przykładem posiłku w restauracji… idę, siadam, zamawiam, jem, płacę 30-50 zł i wychodzę… ale po co, skoro mogłem zjeść w zwykłym fast foodzie, albo kupić półprodukty w hipermarkecie, ugotować i zjeść za mniej niż połowę tej ceny?… oczywiście nie stołuję się w restauracjach codziennie, bo nie stać mnie na taką fanaberię – ale przynajmniej raz w tygodniu pozwalam sobie na tę odrobinę wygodnictwa i wcale nie uważam, że przepłacam… przychodzę na gotowe, zamawiam co chcę, nie muszę gotować, więc w oczekiwaniu na papu gawędzę sobie z przyjaciółmi – wreszcie dostaję danie, którego prawdopodobnie sam bym lepiej nie przyrządził, jem, płacę i wychodzę… a to wszystko bez robienia zakupów, ślęczenia przy garach i sprzątania, że o zmyciu naczyń i ogarnięciu kuchni nie wspomnę… czy przepłaciłem? i tak i nie, bo warto aby każdy z Was zadał sobie pytanie, na ile wycenia swoją własną pracę… ja przyjąłem widełki od 50-100 zł za godzinę (proste prace domowe), więc jeśli nie gotuję posiłku dla kilku osób, albo na kilka dni – to po prostu nie opłaca mi się iść na zakupy, ślęczeć przy garach i je później zmywać, bo stracę na to 2-3 godziny… samodzielne gotowanie ma sens, gdy mamy na to czas i ochotę, ma to uzasadnienie ekonomiczne (kilkuosobowa rodzina) i paradoksalnie, ma to całkiem analogiczne przełożenie na zakupy w perfumeriach stacjonarnych i internetowych…

Jeśli 95% klientów perfumerii kupuje w nich okazjonalnie, raz czy dwa razy do roku – to czy rzeczywiście przepłacają, robiąc zakupy w znanej sieciówce, albo małej perfumerii stacjonarnej?… wchodzę, korzystam z pomocy sprzedawcy, wącham kilka/kilkanaście bloterów psikniętych darmowymi testerami, ewentualnie proszę o zrobienie próbki – albo od razu wybieram zapach, który mi się spodobał, płacę i wychodzę… no ale po co przepłacać, przecież można przyjść do stacjonarki, skorzystać z ich testerów, pozawracać „okolice Niderlandów” personelowi – a potem wrócić do domciu, naklikać w sklepie internetowym i tadaaaaam, jestem stówę do przodu!… tylko ja się pytam, czy to perfumeria internetowa poświęciła Ci swój czas i zapewniła bezpłatny dostęp do testerów – czy też w swoim (i dość powszechnym) mniemaniu, ci zachłanni krwiopijcy chcieli Cię perfidnie skroić?… pełen triumf życiowego sprytu nad kapitalistycznym wyzyskiem mas – ale czy samemu, aby na pewno jest się w porządku?…

Perfumerię internetową można prowadzić jednoosobowo (bez konsultantek, ochrony, a nawet towaru od ręki) i w za przeproszeniem, w garażu u rodziców… a więc odpada czynsz, który w galeriach handlowych podchodzi pod kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, a do tego dochodzą pięknie wykończone wnętrza, oświetlenie, media, sprzątaczki, pensje pracowników, etc… a do tego nierzadko kilkaset tysięcy złotych zamrożonych w towarze dostępnym od ręki, w pełnej palecie asortymentu, pojemności oraz co najistotniejsze – w testerach, których nikt nam nie żałuje, a czasem zrobi próbkę gdy mamy wątpliwości i chcemy się z zapachem przespać… no więc kto ma niewspółmiernie niższe koszta utrzymania i może sobie pozwolić na sprzedawania na raptem kilku procentach narzutu?… to było pytanie retoryczne, więc nie odpowiadajcie na nie…

Wyobraźcie sobie taką sytuację, że perfumerie stacjonarne się buntują, uciekają z centrów handlowych do jakichś baraków na przedmieściach, kasują testery i każą Wam kupować w ciemno (czyli tak samo jak sklep internetowy – no chyba, że wcześniej kupiliście próbki, albo już wiecie co kupujecie)… w tej sytuacji, gdy perfumeria stacjonarna może zwolnić niemal wszystkich pracowników (ale nie zapominajmy, że żeby móc wydawać pieniądze w sklepach – trzeba też mieć gdzie je zarabiać) i ucina koszta niemal do zera – wreszcie może sobie pozwolić na ceny zbliżone do oferty sklepów internetowych… ha!, teraz mogą oferować perfumy nawet nieco drożej (całe 10-15 zł na flakonie), bo po pierwsze mają towar od ręki – a po drugie, perfumeria internetowa i tak obciąży nas kosztem wysyłki… i jak Wam się podoba kupowanie w ciemno?… już widzę te tłumy, które spontanicznie rzucają się na każdą premierową nowość, która pojawi się w ofercie… owszem można kupić próbki, ale jeśli podliczyć koszta transportu, stracony czas i utopione w nietrafionych zakupach w ciemno, które ewentualnie odsprzedamy komuś ze stratą – po prostu się nie kalkuluje… a perfumerie internetowe właśnie na tym bazują, że ktoś wcześniej pozna zapach w stacjonarce i zakupi interesujący go zapach, znacznie taniej (u nich) – tyle, że nie wolno zapominać, kto wcześniej nam te tańsze zakupy umożliwił…

Można więc utyskiwać na przepaść cenową pomiędzy handlem tradycyjnym i elektronicznym, ale bądźmy obiektywni… czy pójście do stacjonarki, skorzystanie z ich testerów, a potem kupienie w necie jest uczciwe i etyczne?… w końcu ktoś poniósł niebagatelne koszta, by umożliwić nam poznanie i zakup kilkuset zapachów od ręki, w pełnej palecie produktów (gdy perfumerie internetowe, zwykle nie związane z producentem lub dystrybutorem żadną umową lojalnościową, sprzedają tylko to co najlepiej im się sprzedaje) – od wody po goleniu, przez balsamy, dezodoranty, świece i mydełka , więc chyba wypada dać im zarobić, nie?… szczególnie jeśli jest to mała, rodzima perfumeria, która płaci podatki na miejscu i daje pracę innym ludziom – którzy być może pójdą wydać zarobione w tej perfumerii pieniądze do Waszej firmy, też dając Wam zarobić… gospodarka, by się rozwijać, potrzebuje obrotu pieniądza…

Pamiętam, że na początku mojej perfumeryjnej przygody, też utyskiwałem na ceny w sieciówkach i lokalnych perfumeriach stacjonarnych – ale patrząc na to z szerszej perspektywy, widzę ilu ludziom dają pracę, jak wysokie mają koszta prowadzenia działalności i przede wszystkim, co za tę wyższą cenę oferują w zamian… perfumeria internetowa tych kosztów nie ma, więc może sobie pozwolić na znacznie niższe ceny, ale w moim odczuciu jest to zwykłe spijanie śmietanki i odcinanie kuponów, od czyichś inwestycji i nakładów… jeśli nie kupujemy co miesiąc fury kosmetyków i perfum (własny użytek i działalność), to w moim odczuciu wąchanie w stacjonarce i kupowanie w internecie, jest po prostu nieetyczne… jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że skupianie się wyłącznie na różnicach cen pomiędzy jednymi i drugimi przybytkami, to krótkowzroczność – a w dodatku krzywdząca… i dlatego pierwszy flakon danego zapachu, zawsze kupuję w perfumerii, w której go poznałem – nawet jeśli wychodzi drożej, ale zwykła uczciwość nakazuje, aby dać zarobić temu, kto się postarał, bym mógł poznać, fajny, nowy zapach…

Advertisements

Responses

  1. Dobry tekst. Szacun za zasady co do kupowania pierwszego poznanego flakonu w perfumerii. Ostatnio szukałem kropli do zmęczonych oczu. W internecie 16-18 PLN w stacjonarnej aptece 37 PLN. Tu nie trzeba marketingu, eleganckich ekspedientek itp. Dobrze, że jest internet. Probki nowych perfum lub odlewki kupujemy w necie, a później flakon i dylematów moralnych brak. Przy niszowych innego rozwiązania brak gdy nie mieszka się w większym mieście

    • owszem marketingu nie trzeba, ale wykształcone farmaceutki (a te nie zwykle nie pracują za minimalną krajową) i czynsz za lokal, media i dyżury nocne trzeba płacić – a to właśnie wpływa na cenę końcową produktu na półce… spójrzmy na to zagadnienie przez pryzmat liczb… mała perfumeria/apteka internetowa generuje wraz z pensją właściciela powiedzmy 10 tysięcy kosztów miesięcznie, gdy jej odpowiednik stacjonarny pochłania 50 tysięcy, albo lepiej… więc gołym okiem widać, że wielokrotnie wyższe koszta związane z prowadzeniem interesu (nim w ogóle zaczniesz zarabiać) po prostu wymuszają odpowiedni pułap cen i tego nie da się przeskoczyć…

      owszem fajnie, że jest internet, bo w pewnym stopniu pobudza konkurencję, bez której wolny rynek nie istnieje – ale załóżmy, że jest 1 w nocy i właśnie rozbolał Cię ząb/rozchorowało się dziecko (oczywiście nie życzę Ci tego, przykład hipotetyczny)… no to siadaj do laptopa i kup Ketanol i coś na sraczkę u niemowlaka… ups. dziś piątek i wysyłka dopiero w poniedziałek?… ojej, przecież Cię boli… no to zostaje apteka stacjonarna/ostry dyżur, choć tam można umrzeć ze starości nim doczekasz się na lekarza dyżurującego… 😉 jak widać, są zalety handlu tradycyjnego, których nawet najbardziej konkurencyjna cena nie jest w stanie zrekompensować… 😉

      p.s. no skoro od podstaw (próbki) do finalnego zakupu w necie, kupowałeś wszystko via internet, to nie ma tematu – ale jaki procent ludzi tak robi?… większość czyta w necie o jakichś perfumach, wącha je w stacjonarce, a zakupy robi w sklepie internetowym…

      w przypadku perfum niszowych zainteresowanie nimi jest tak niewielkie, że perfumerie internetowe nawet nie patrzą na ten segment rynku, bo jest zbyt mało dochodowy, by bawić się w sprzedawanie 1, góra 3 flaszek miesięcznie na śmiesznym narzucie… a do tego ich dystrybutorzy takich perfum dbają, by były prezentowane, oferowane i sprzedawane w odpowiednio ekskluzywnych warunkach – więc często dają jakiejś perfumerii wyłączność na ich sprzedaż w danym kraju, bo to pozwala jej odkuć się za potężne nakłady na zatowarowanie, marketing, testery, szkolenia personelu, za które niestety płaci się w cenie flakonu… no ale nie są to produkty pierwszej potrzeby i skierowane do wszystkich, więc trudno oczekiwać, że stać na nie będzie każdego… no i nie zapominajmy, że w tej cenie płacimy jeszcze 23% haracz fiskusowi, co przy cenach niszy jest szczególnie dotkliwe…

  2. „wiedza” tzw konsultantek jest zerowa. Dziś ponownie się o tym przekonałem. Nie będę wchodził w szczegóły. Nie chcę być niemiły ale tak naprawdę nie są mi one do szczęścia potrzebne. Oprócz wciskania idiotyzmów na temat nowości plotą co im ślina na język przyniesie.
    Testery są produktem promocyjnym więc perfumerie nie płacą za to. Zdziwiłbym się gdyby było inaczej.
    Nikt mnie nie przekona do zakupu perfum za 400 zł gdy mogę je mieć za 100 …. 300zł przebitki mówi samo za siebie. Żadnych sentymentów tutaj nie ma.

    • Tak \ie jest i moje zdanie. Lalique Encre Noir tak bardzo polecany przez piratha powąchałem w Douglasie, gdzie kosztował i do dzisiaj kosztuje 400 zł. A kupiłem go na perfumeria.pl za bodajże 115 zł, zatem okolicach ceny kiepskiego CK w Rossmanie. i naprawdę mam mieć z tego powodu wyrzuty sumienia? Przecież nie ukradłem tych perfum ani nie kupiłem od złodzieja czy oszusta. Zaoszczędziłem ponad 250 zł.

      • Panowie, wyjaśnijmy sobie coś… moim zamiarem nie jest sankcjonowanie, tudzież usprawiedliwiania przykładów ewidentnego ździerstwa, które mnie samego mierzą – ale świat perfumerii stacjonarnych na najbardziej znanych sieciówkach się nie kończy i nie tylko je miałem w powyższym wpisie na myśli… 😉

        Danziger (Gdańszczanin? 😉 ) – owszem większość konsultantek z tzw. łapanki nie ma pojęcia o tym co sprzedaje, ale gwarantuję Ci, że ten akurat problem dotyczy głównie sieciówek – bo w perfumerii stacjonarnej, tzw. niezrzeszonej, jeszcze się nie spotkałem, by osoba za ladą nie miała pojęcia o tym co sprzedaje… zresztą sam znam kilka przypadków naprawdę kompetentnych dziewczyn, które pracowały w dużych sieciówkach i właśnie jedna z nich zasiała we mnie miłość do perfum, za co jestem jej dozgonnie wdzięczny…

        p.s. perfumerie często dostają testery za darmo (co dystrybutor odbija sobie w odpowiednio wyższej cenie odsprzedaży każdego flakonu), ale czasem muszą za nie płacić… to zależy od warunków umowy jaką podpisały obie strony, ściśle zależną od obrotu – ale umówmy się, tak czy siak w każdym regularnym flakonie płaci się za tester, marketing i reklamę związaną z danym produktem… problem pojawia się wtedy, gdy perfumeria importuje perfumy danej marki własnym sumptem, bo wówczas musi zdemarkować pełnowartościowy produkt półkowy – z myślą o daniu go na rozkurz w formie testera… a taki koszt trudno sobie odbić inaczej, jak wliczając szczątkową wartość tak spreparowanego testera w marżę produktu… zresztą w przypadku każdej działalności opartej na handlu wygląda to podobnie – co widać dopiero wówczas, gdy powstaje tańsza konkurencja w internecie, a bazowe ceny produktów idą w setki złotych… zastanawiałeś się dlaczego nikt nie kupuje jabłek via internet?… bo kto się będzie szarpał dla paru groszy… 😉

  3. Dobry temat Piracie. Poruszyłeś we mnie silną nutę uczciwości. Przeważnie kupuję w perfumeriiach i właśnie ostatnio odkryłam, że chyba jestem naiwna z moim jednym zakupem internetowym. Że inni są tacy zapobiegliwi, a ja taka rozrzutna. Nawet zaczęłam przeglądać internetowe sklepy. A tu Ty wyskakujesz z tym tematem… Aż mnie zgięło. Masz rację. Jednak na tym etapie to we mnie się odzywa nutka : uczciwość kontra zdrowy rozsądek.
    Poza wszystkim, zakup perfum to dla mnie wielkie święto. To znaczy pójść, być obsłużonych pięknie, poprosić o zapakowanie,po to aby potem móc odpakowywać z radością. To ja chyba jednak jestem po jasnej stronie. 🙂

    • Olu, masz pełne prawo kupić gdzie tylko Ci się podoba, to prawo i przywilej każdego z nas, ale niech decyzja o zakupie zostanie podjęta od A do Z, bez angażowania w to firm trzecich… jeśli poznałaś zapach u koleżanki, dostałaś próbkę w prasie, od znajomych, czytałaś o zapachu i po prostu chcesz go kupić najtaniej, proszę bardzo, kupuj w internecie… problem widzę tylko w momencie, gdy ludzie chodzą wąchać i testować do stacjonarek, a zarabia sklep internetowy, zamiast firmy, która nam ten rekonesans umożliwiła… Chcemy tanio? ok ale bądźmy konsekwentni, sami zadbajmy o kupienie próbek, może wymianę z kimś, albo zaryzykujmy zakup w ciemno, bo tylko wówczas postrzegam to jako w pełni etyczne zachowanie… 😉

      • Masz rację. Po prostu masz. Pozdrawiam

  4. jako prowokator całego tematu dorzucę swoje trzy grosze 🙂 oto kilka moich luźnych spostrzeżeń odnośnie powyższego wpisu
    1/ Spokojnie, Twoja „katastroficzna” wizja znikających perfumerii stacjonarnych raczej się nie ziści, gdyby miało to nastąpić stałoby się to już dawno temu. Po pierwsze problem dotyczy głównie biedniejszych społeczeństw takich jak Polska, gdzie zarobki są jeszcze na relatywnie niskim poziomie. Na tzw. Zachodzie nie ma z tym problemu, natomiast przy okazji warto wspomnieć, ze perfumy w Polsce są często droższe niz np. w Anglii czy Irlandii. Nie wiem jak teraz, ale kilka/naście lat temu kiedy moi znajomi masowo wyjeżdżali do pracy za granicę zawsze pytali mnie, czy chcę jakieś perfumy. Problem dotyczy też innych branży np. odzieży. Po drugie mamy w tej chwili w Polsce constans, który trwa i w takim kształcie trwał będzie, dlatego, że…
    2/ …rynek jest już moim zdaniem podzielony. Są grupy klientów kupujących w necie i stacjonarkach. Osobom z bardziej zasobnymi portfelami wygodniej jest kupować w centrach handlowych. Osoby z bardziej ograniczonymi zasobami nie pójdą do stacjonarki, bo jeśli ktoś oszczędza, korzysta z okazji, promocji na towary spożywcze czy chemię, tym bardziej będzie starał sie oszczędzić na perfumach. No i wyobraźcie sobie taką sytuację: żona pyta męża: „co? kolejny flakon perfum?” Warianty zakończenia takiej rozmowy w przypadku zakupu tych samych perfum za 100PLN i 250PLN łatwo sobie wyobrazić 🙂 „Kochanie, to mój wymarzony zapach taniej o xPLN! Jak mogłem nie skorzystać?” 😉
    3/ Każdy segment rynku ma swoich klientów oraz swoje wady i zalety. Trzeba jednak pamiętać, że stacjonarki dają możliwość testów, ale jak wiadomo testy na bloterach to lipa, a z nadgarstkami jesteśmy ograniczeni do 2 zapachów. Oferta w internecie jest szersza, stacjonarki nie mają wszystkiego (wspominałem moje zdziwienie gdy w Sephorze nie mieli wszystkich 4 zapachów, których byłem ciekaw, w tym CK Dark Obsession). Co do przewagi w kwestii obsługi, zgadzam sie że konsultantki często nie dają klientowi od siebie nic. Nie znam stacjonarek lokalnych, znam tylko sieciówki. Do najblizszego Douglasa wiem, że nie ma sensu chodzić, konsultantki nic nie wiedzą, albo nie chce im sie po prostu ze mną gadać. Inny przykład to Rossmany, gdzie nie ma konsultantek, brak testerów a ceny są niższe od sieciówek typu Sephora, ale wciąż dużo wyższe niż w necie. Zakupy w Internecie są mimo wszystko mniej wygodne. Klienci dzielą sie zatem na oszczędnych i wygodnych.
    4/ Kwestia etyczności jest mimo wszystko dość kontrowersyjna. Każdy kto prowadzi działalność ponosi odpowiedzialność za jej skuteczność – klient i tak wybierze dla siebie lepsze rozwiązanie, czyli albo tańsze, albo wygodniejsze, albo lepsze jakościowo w zależnosci od potrzeb. Klient nie jest od tego, aby być „w porządku” wobec biznesmenów, to biznesmeni (i pracujący dla nich marketingowcy) są od tego, aby dać klientowi taki towar/usługę jakiego potrzebuje w cenie takiej, jakiej potrzebuje. Sam jestem marketingowcem, moja firma sprzedaje produkty droższe od konkurencji. Nie ma sentymentów. Klienci idą na cenę, takie czasy. Trzeba dotrzeć do klientów, którzy są w stanie zapłacić wyższą cenę lub zmieniać portfolio produktowe lub zmieniać strategię itd itp. To ja i moi koledzy z centrali jesteśmy od tego aby firma zarabiała, a nie litościwi klienci. Business is business. Klient, który znajdzie produkt w niższej cenie (identyczny lub analogiczny), ma prawo wyboru co kupi. Poza tym Internet żeruje na stacjonarkach tylko w penym stopniu, bo nie wszystko jest do powąchania w stacjonarkach, choć oczywiście tzw. mainstream jest w większej części dostępny.
    5/ Osobna kwestia to tzw. lokalne stacjonarki – wiem jedno: majac pieniądze do zanwestowania na pewno nie otworzyłbym perfumerii stacjonarnej, bo z punktu widzenia ekonomii i marketingu miałbym tylko problemy. Niech sieciówki sie męczą. Obrót pieniędzy? brak miejsc pracy? Niewiem, ile zarabiają „specjalistki” w sieciówkach ale w najgorszym wypadku musiałyby znaleźć pracę w jakimś sklepie odzieżowym lub innej obsłudze klienta. Perfumerie to zbyt mała skala aby mówić o miejscach pracy, gorzej jak jakaś fabryka pada i mamy 500 spawaczy lub wąskich specjalistów, dla których nie ma roboty w promieniu 100km.
    6/ Obecnie wydaję wiecej kasy na próbki niż całe flakony perfum 🙂

    • A kto Ci każe płacić haracz/fundusz na utrzymanie czyichś miejsc pracy?… stacjonarka sama się utrzyma z tego co robi, chodzi o to by jej przy okazji nie okradać, podejmując decyzję o zakupie przez internet, ale w oparciu o zasoby jej testerów i nic ponadto…

      niskie zarobki to jedno, ale bynajmniej nie usprawiedliwiają w moim odczuciu pewnego modelu zachowań… jeśli uważasz że sieciówka z Ciebie zbiera to nie chodź tam wąchać przed zakupem, aby sprawdzić jak to pachnie, nie zaglądaj w poszukiwaniu nowości (niech Twoja noga nawet u tych ździerców nie postanie) – tylko śledź uważnie ofertę ulubionej perfumerii internetowej, która tak dba o kondycję twojego portfela… 🙂 kup u nich próbki, poproś o rekomendację czegoś, w końcu jak się coś sprzedaje to wypada zapewnić doradztwo niezorientowanemu klientowi, prawda? i jeśli wszyscy utyskujący na ceny w sieciówkach, a kupujący w necie będą tak robić – wówczas nie będę miał żadnych zastrzeżeń co do etycznej strony kupowania zgodnie ze swoją wolą, w tym przypadku tam gdzie najtaniej… 🙂

  5. Pirat promuje formę lokalnego patriotyzmu. Kupując w sklepie stacjonarnym wspieramy swój region (miejsca pracy). Przy wyższym poziomie dochodów można rozważyć takie „poświęcenie”. Osobiście przy zakupach w necie (z wyjątkiem branży perfumeryjnej) zwracam uwagę czy produkt zrobiony jest w Polsce. Jest to forma patriotyzmu w dzisiejszych czasach. Oczywiście produkt musi być dobrej jakości. Nie chodzi tu o poświęcenie za każdą cenę. Kosmetyki, pasty do zębów itp kupujemy nasze – polskie. Bardzo wysoka jakość + satysfakcja, że wspieramy naszych rodaków.

    • Ciekawa dyskusja ale jesli taki sam towar jest tańszy to o czym my mowimy. To co konsultantki doradzaja to mnie akurat nie interesuje. Jesli czegos nie znam to ide poniuchac i sam oceniam zapach. Zamawiam u swoich dostawcow albo w necie.

      • wybacz docencie – ale chyba nic nie zrozumiałeś z tego co napisałem… chodzi właśnie o to by nie sępić stacjonarek z ich zasobów (ok olejmy pomoc konsultantek), ale jeśli czegoś nie znasz, to czemu od razu nie zamówisz próbek, albo nawet nie kupisz w ciemno u swojego tańszego dostawcy, albo w necie?… skoro sieciówki to banda zdzierców i nie chcesz im dać zarobić (wolny wybór), to poznaj zapach przez firmę, której planujesz dać zarobić… skoro chcą na Tobie zarobić, to niech załatwią Ci próbkę (nawet odpłatnie, co mogliby Ci później przy zakupie odliczyć od ceny flakonu), albo tester, albo wykażą inicjatywę w inny sposób, zamiast umywać ręce… teraz załapałeś, o czym mówimy?

    • trochę co innego miałem na myśli, ale owszem promuję kupowanie rodzimych produktów, w polskich firmach i jestem lokalnym patriotą… ale jednocześnie zapewniam Cię, że gdybym kiedyś podjął decyzję o wyprowadzce, do powiedzmy Wrocławia, to nie zapomniałbym o przemeldowaniu się na Wrocław… skoro korzystam z infrastruktury i wygód jakie zapewnia mi dane miasto, to chcę płacić moje podatki do jego kieszeni… a przynajmniej wydaje mi się to naturalne i uczciwe i nawet tożsame z moim prywatnym stanowiskiem co do okoliczności i metodologii kupowania perfum… 🙂

  6. Pirathku, Twój tekst jest bardzo ciekawy do tego stopnia, że wywołał u mnie północną myślenicówke na temat. Ponieważ moje wnioski są mocno odmienne od Twoich, pozwolę sobie na blogową minipolemikę. Myslę, że to doda kolorytu sprawie, aczkolwiek nie chodzi o to, żeby się spierać 🙂

    • Belorku, bardzo mi miło, że mój wpis tak Cię poruszył, że aż zmusił do polemiki… 🙂 wprawdzie nie podzielam Twojego punktu widzenia, zwłaszcza w kontekście argumentacji, ale pozwoliłem sobie zamieścić na Twoim blogu dłuższą odpowiedź i jej kopię zamieszczam również tu 🙂

      Fajnie, że postanowiłeś się ustosunkować do mojej tezy, choć szczerze powiedziawszy nie kupuję Twoich argumentów (brak w nich szerszej perspektywy)… 😉 ale z przyjemnością zamieszczam mój komentarz u siebie również, wraz z linkiem do opisu Twojego punktu widzenia…

      pierwsze primo, w oparciu o co podejmuje się decyzję o zakupie:
      jeśli przeczytałeś i podjąłeś ryzyko kupując produkt w ciemno w perfumerii internetowej, lub w oparciu o kupione w internecie próbki, których nabycie poprzedziło zakup flakonu w perfumerii internetowej (bo taniej), to nie ma tematu…

      ale jeśli poszedłeś do perfumerii stacjonarnej i decyzję o zakupie tańszego flakonu z oferty sklepu internetowego podjąłeś w oparciu o zasoby testerów i próbek z perfumerii stacjonarnej, to jest to w moim odczuciu nadużycie, cwaniactwo, że daruję sobie bardziej dosadne epitety, co o czymś takim myślę…

      pozwolę to sobie skwitować następującym pytaniem: ile osób postępuje wedle pierwszego, a ile wedle drugiego z modeli zachowań?…

      bo w necie za 100 a w stacjonarce po 400… owszem z liczbami się nie dyskutuje, ale chciałbym zauważyć, że podajesz bardzo skrajne (niewątpliwie działające na wyobraźnię) wartości, które w żadnym wypadku nie stanowią rynkowej normy… podałeś bardzo malowniczy przykład ewidentnego zdzierstwa, które sam potępiam, bo sam go doświadczyłem w jednej ze znanych sieciówek… gwoli ścisłości powiem, że mój drugi flakon tych samych perfum (EN) kupiłem właśnie w internecie, ale pierwszy w sieciówce, gdzie te perfumy poznałem… pewnie znasz pewną dość kontrowersyjną sieciówkę o zacięciu farmaceutycznym, gdzie cena perfum nieznacznie tylko odbiega od średnich cen w internecie, gdzie też nie zawsze i nie wszystko jest tak tanie… Biedronka, też otworzyła sieć swoich drogerii, o bardzo konkurencyjnych cenach, gdzie wprawdzie wybór nie powala, ale można kupić markowe perfumy w cenach jak z internetu*… spróbuj wyszarpać w perfumeriach internetowych perfumy Diora i Chanel w tak rażąco niskich cenach (w praktyce różnica między perfumerią sieciową i internetową to 10-15%, a gdy doliczysz koszta transportu, to wychodzi jeszcze mniej)…

      *mają bardzo atrakcyjne ceny, ale wiesz dlaczego? bo mogą sobie pozwolić na dokładanie przez jakiś czas do interesu, sprzedając po kosztach (na zachętę), by zdobyć udziały na rynku, a zapewne za jakiś czas te ceny stopniowo wzrosną…

      Adidasa Active Bodies kupuję w zaprzyjaźnionej perfumerii stacjonarnej w regularnej cenie około 100 zł za 100 ml i bynajmniej nie tester – gdy w internecie ceny są raptem o parę złotych niższe (a dolicz jeszcze transport), a więc da się?, da… w innej perfumerii stacjonarnej kupiłem flachę Zirh Ikona (na zapas, razem mam już 3), w cenie 80 zł za 100 ml, gdy w znanej perfumerii internetowej oferowano mi te same perfumy za uwaga 160 zł!!!… a więc mimo obiegowej opinii, perfumerie internetowe nie zawsze mają taniej i trzeba orientować się w średnich cenach rynkowych, poszukiwanych perfum…

      następnie piszesz o rachunku zysków i strat, choć polemizowałbym z tym „błędem logicznym”, zapewne wynikłym z błędnej interpretacji tego co napisałem… ja absolutnie nie każę komuś z zasady kupować w perfumerii stacjonarnej, bo prawo wyboru miejsca zakupu, to podstawowe prawo każdego konsumenta – a więc kupuj gdzie chcesz, ale bądź w tym konsekwentny… nie chcesz dać zarobić stacjonarce? proszę bardzo, ale również nie chodź tam wąchać testery i po próbki… pokaż że masz jaja, kupuj wszystko (łącznie z próbkami) w sklepie internetowym – i niekoniecznie w tym, w którym później kupisz (taniej o 300%) flakon perfum i wówczas będzie sprawiedliwie… ale umówmy się, większość ludzi się nie chce tracić czasu i ponosić kosztów zakupu próbek, których zwykle perfumerie internetowe nie mają, bo nie muszą – skoro wiedzą, że klienci i tak przed zakupem powąchają w dowolnej perfumerii stacjonarnej… sorry, ale dla mnie to żerowanie, że nie ujmę tego dosadniej…

      wiesz Belorku, co mi to przypomina?… kogoś kto wchodzi do restauracji, idzie się tam za przeproszeniem odlać, umyć ręce w ich łazience, usiądzie wygodnie przy stoliku, skubnie stojące na stoliku pieczywo, skorzysta z popielniczki, WiFi, posiedzi, podłubie w zębach stojącą na stoliku wykałaczką, a na odchodne skitra cukier w saszetkach, pozawraca trochę czasu kelnerowi wypytując jak smakują ziemniaczki po zbójnicku – a następnie wyjdzie i pójdzie to zamówić w pobliskiej budzie i zje na stojaka z plastikowego talerzyka… toaleta? zapomnij! w domu się wysikaj!…

      zresztą oddać moczu i umyć rąk już nie musi, bo zrobił to w lokalu wcześniej, oczywiście za darmo (czego oczywiście nie bierze pod uwagę, ale grunt że w budzie jest taniej)… no więc jeśli uważasz takie zachowanie za fair, to dalej rekomenduj swoim czytelnikom, by zachowywali się podobnie, czyli korzystali z dobrodziejstw perfumerii stacjonarnych, a oszczędzali w internecie… 😉 a więc jak widać po powyższym przykładzie, może i stacjonarka nie zarobiła, ale zarobił ktoś inny jej kosztem, więc za przeproszeniem nie wciskaj mi głupot, o zysku zero jedynkowym, bo jeśli ktoś przychodzi wpierw rozeznać się w temacie w oparciu o czyjąś logistykę (testery, blotery i próbki) i przerwał konsultantce rytuał dłubania w nosie, po to by musiała do Ciebie podejść, powitać Cię i poświęcić Ci raptem kilka minut niewiele interesującej Cię gadki – to do funta kłaków, musiała podjąć pracę, czyli naraziłeś kogoś na stratę… wprawdzie niewielką, ale przemnóż to przez ilość osób robiących podobnie i te minimalne straty, zamieniają się już w całkiem poważne kwoty…

      wobec powyższego, nie generalizowałbym, że perfumerie stacjonarne to sami zdziercy, bo pomijając barwny, acz skrajny przykład zdzierstwa, który przytoczyłeś jako argument (odpowiedziałem podobnym, ale w drugą stronę) – w większości perfumerii stacjonarnych, a zwłaszcza niezrzeszonych ceny wcale nie są tak drakońskie… owszem są droższe, czasem dużo ale zwykle mała perfumeria stacjonarna kupuje 5 flakonów miesięcznie, bo tyle jej schodzi a internetowa 100 i zapewniam, Cię że dużo taniej, bo więcej**… ale średnie ceny półkowe są i tak niższe, niż wynosi sugerowana cena sprzedaży, którą narzuca perfumerii tradycyjnej producent/dystrybutor… poniekąd niskie ceny w internecie, również uważam za skrajność, ale każdy walczy o klienta jak umie… owszem perfumerie internetowe mają spory wpływ na kształtowanie cen w perfumeriach stacjonarnych, pobudzają konkurencyjność, która przynosi wymierne korzyści w postaci zaoszczędzonych przez klientów pieniądzach – ale na dłuższą metę, przy tak wysokich kosztach utrzymania, jakie musi ponosić handel tradycyjny, jest to niewykonalne, no chyba, że chce się pójść z torbami…

      **a czemu więcej, bo sprzedają po kosztach, ponieważ stać ich na to, gdyż niską marżę rekompensują sobie obrotem… tyle, że na taki luksus może pozwolić sobie ktoś, kto ma albo potężne zaplecze finansowe, albo nie ma tak horrendalnie wysokich kosztów, w porównaniu z handlem tradycyjnym…

      naprawdę piszesz poważnie, że nie mam pojęcia o przepaści kosztów dzielącej e-handel od sklepu internetowego? (z zasady nie wypowiadam się na tematy, o których nie mam pojęcia)… ok, podnieśmy poprzeczkę, czyli wynajmijmy całkiem spory obiekt magazynowy za, powiedzmy 15 tysięcy miesięcznie (wielka perfumeria stacjonarna, ulokowana w centrum miasta, lub galerii to czynsz podchodzący pod 100 tysięcy miesięcznie i lepiej – nie pytaj skąd wiem, po prostu wiem, ale dobra i łatwo dostępna dla klienta lokalizacja kosztuje krocie) i zwiększmy liczbę zatrudnionych do nawet 20 osób w przypadku największych internetowych molochów sprzedających perfumy, lub jakiekolwiek inne dobra (w dużej perfumerii stacjonarnej ilość pracowników na oddział, włączając w to logistykę, kadry, księgowość, zarząd i ochronę wygląda podobnie, choć w sklepie mam 3-4 konsultantki na zmianę)… koszt magazynu towaru powiedzmy ustalmy na tym samym poziomie (milion złotych w towarze, przy czym perfumeria internetowa trzyma tylko to co chce sprzedawać i najlepiej rotuje – a stacjonarna musi trzymać pełną ofertę produktowa każdej marki (konstrukcja umowy handlowej z dystrybutorem tego wymaga), czy tego chce lub nie (mowa o przeciętnej sieciówce)… perfumeria internetowa musi tylko produkt spakować i wysłać, choć za usługę transportu i tak płaci odbiorca końcowy – gdy perfumerię stacjonarną jeszcze trzeba umeblować, odpowiednio oświetlić, wyeksponować towar, posprzątać, zainwestować w monitoring, ochronę, kasy, terminale płatnicze, testery i blotery (perfumeria internetowa tych kosztów nie ma, nawet nie musi szkolić personelu, bo tylko pakuje)… pomijając wydatki na marketing i reklamę, które ciężko oszacować po obu stronach – ale jakby nie liczyć, prowadzenie e-handlu wychodzi wielokrotnie taniej, bo odpadają koszty związane z wszystkim co widać… pewnych rzeczy nie mogę publicznie napisać wprost, ale jeśli chcesz to się zdzwonimy i podam Ci bardziej konkretne liczby i nazwy…

      Kiepski profesjonalizm i poziom merytoryczny pań w sieciówkach? zgadzam, się większość nadaje się tylko do uśmiechania się i wciskania najchodliwszych gniotów – ale nie znów nie uproszczajmy, bo na sieciówkach perfumerie stacjonarne się nie kończą… znam dziewczyny z perfumerii stacjonarnych, które wiedzą i obyciem z tematem (plus kosmetyki, o których z kolei my nie mamy oboje pojęcia) mogą zagiąć nie jednego pasjonaty… pracują w branży od lat i tak samo jak my, kochają to co robią…

      Wiem, że z punktu widzenia konsumenta, trudno wejsć w skórę osoby prowadzącej biznes, ale pozwól, że posłużę się analogią bliską sercu każdego z nas… dostajesz za swoją pracę pensję? oczywiście, każdy dostaje, i chce zarobić jak najwięcej, bo przecież trzeba płacić czynsz, media, kupić żywność, zresztą na inne wydatki i przyjemności po wniesieniu opłat zostaje niewiele… to co powiesz, by uciąć Ci pensję o połowę, bo w Indiach, Chinach i Urugwaju, specjaliści z Twojej branży pracują za mniej niż połowę Twojej pensji?… niesprawiedliwe? ależ skąd, bo skoro można mieć pracownika za połowę Twojej pensji (i niewspółmiernie wyższych kosztów życia w Polce w ogóle nie biorę pod uwagę), to Ty też możesz, nie?… w Końcu Ty i Chińczyk wykonujecie tą samą pracę (czyli mamy precedens), więc po co mam przepłacać zatrudniając kogoś za dwa razy więcej?, przecież to logiczne i nie ma nic wspólnego z niesprawiedliwością i nieuczciwością, prawda?… mam nadzieję, że zrozumiałeś co mam na myśli… niestety punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a ekonomia ma różne oblicza, tyle że większość nabywców w Polsce skupia się wyłącznie na cenie i to też mnie niepokoi, choć z innych względów… a więc kupuj w internecie, ale od A do Z, a nie posiłkując się zasobami sklepu (tylko do tego aspektu piję), którego oferta jest dla Ciebie nieatrakcyjna, bądź konsekwentny… 🙂

      p.s. oczywiście że handel tradycyjny wciąż się opłaca (bo ludziom nie chce się szukać, lubią pomacać, przymierzyć), ale mniej, bo rokrocznie kurczy się o kilka procent na rzecz e-handlu i jest to trend globalny… przykład z buntem perfumerii stacjonarnych był „hipotetyczny” (co wydaje mi się dostatecznie wyraźnie zaznaczyłem), ale jeśli rynek wciąż będzie niszczony przez firmy, które mogą sobie pozwolić na oferowanie czegoś po kosztach, to w przyszłości nawet bułki będziesz kupować online… 🙂

      p.s.2 i jeszcze małą konkluzja na koniec, wprost z mego zawodowego podwórka (nie związanego z branżą)… przychodzi mi klient i rwie włosy z głowi garściami, bo kupił tanio w necie kompresor… droga maszyna za ponad 10 tysięcy, ale się zepsuła… oczywiście sklep internetowy już nie istnieje, marka w Polsce nieznana, brak części i serwisów – ale połasił się na niską cenę… przychodzi kolejny, właśnie wykańcza inwestycję budowlaną za ponad 2 miliony, zamówił dachówkę za prawie pół miliona, ale dekarzy wziął sobie z łapanki, jakąś firmę kogucik reklamującą się na forach w internecie… owszem zrobili za 1/3 ceny i bez fakturki nawet… spoko, a teraz trzeba ten wart pół miliona dach rozebrać i postawić od nowa całą więźbę – bo spartolili sprawę i rzecz jasna szukaj wiatru w polu, bo karty sim już od dawna nieaktywne… i
      chyba koronne, koleżanka kupiła ostatnio perfumy pewnej znanej marki… dzwoni do mnie i się żali, że nie trzymają tak jak te, które kupiła rok temu w stacjonarce, ale się skończyły… wysyła mi fotki, opakowanie i flakon wyglądają identycznie, ale dla pewności sprawdzam kod EAN i bingo… kupiła wersję amerykańską, którą nieuczciwy sklep ściągnął sobie ze stanów i sprzedawał taniutko w Polsce, nie zadając sobie trudu by zaznaczyć, że produkt odbiega koncentracją i zapachem od wersji znanej europejkom… ale grunt, że było tanio… 🙂

      pozdrawiam i miłego wieczoru Ci życzę… 🙂

      • Doprawdy kupując te same, oryginalne perfumy, w tej samej koncentracji, w perfumerii w Polsce i np. na lotnisku w Kanadzie mogą okazać się różne?
        Tomek

        • oczywiście, że tak… każdy produkt produkowany z przeznaczeniem na konkretny rynek (UE, US, ASIA) ma prawo różnić się od reszty… skoro wprowadza się różne kody EAN na produkty w tej samej koncentracji i w identycznej wersji opakowania – to znaczy, że różnią się od siebie na tyle, by ów podział wprowadzić… nigdy nie słyszałeś o pojęciu „wyprodukowano dla”? nie słyszałeś o różnicy pomiędzy proszkiem niemieckim i polskim?… 😉

          • Owszem, ale kodowanie np. płyt jest formą zabezpieczenia, zawartość jest ta sama. W przypadku perfum nie jest to już dla mnie tak oczywiste i do przyjęcia. Kupując Coromandel w Paryżu, a następnie chcąc uczynić to samo, korzystając z obecności w Nowym Jorku, można się sromotnie zawieść, a przy takich sumach to tym boleśniejsze.
            Tomek
            PS Stacjonarne perfumerie też nie dysponują pełnym asortymentem, ciężko o Burberry Touch w S lub D.

          • No pewnie, że to nie jest oczywiste i dlatego takie spersonalizowane perfumy nie mają prawa być sprzedawane na rynku innym niż ten na który zostały wyprodukowane… problem polega na tym, że takie perfumy są zwykle znacznie tańsze niż ich europejskie odpowiedniki i nieuczciwe sklepy oferują je w Europie, importując je tam, gdzie w ogóle nie miały trafić – a nieświadomi tego nabywcy czują się oszukani, narzekają że kupili podróbę, że perfumy pachną inaczej, nie trzymają się… niszy ten problem nie dotyczy, bo to zbyt mały i wąski rynek, by komuś chciało się bawić, ale pewności nie ma…

  7. […] swoim, niedawno opublikowanym artykule (do którego przeczytania was zachęcam), kolega pirath (którego bloga z kolei bardzo […]

  8. Dodam swoje trzy grosze do dyskusji, opisując pewną historię. Jakiś czas temu serię kadzideł Comme des Garcons, w Polsce można było zakupić w Warszawie jedynie H&M przy Chopina, a w Krakowie o dwadzieścia złotych taniej w tamtejszej perfumerii niszowej. H&M nie oferowało płatnych, czy bezpłatnych próbek, zapach można więc przetestować jedynie na miejscu. Jednak gdy przy Tamka w Warszawie pojawiła się inna perfumeria oferująca te same zapachy w cenach niższych niż w H&M, w H&M także spadły ceny kadzideł, pojawiła się nawet oferta zakupu próbek (fakt że chyba najdroższych spośród wszystkich niszowych w Polsce). Wniosek jest taki, że da się taniej, nawet w niszy. Co do uczciwości, w jednej z niszowych perfumerii usłyszałem kiedyś że nie wprowadzą do oferty pewnego zapachu o który pytałem, bo można go dostać w innej i nie chcą się z tamtymi pokłócić. Jakiś czas potem dowiedziałem się, że wprowadzają do swej oferty markę którą ich konkurencja wprowadziła na Polski rynek pierwsza.

    • Słusznie, sam jestem zdania że konkurencja na rynku jest potrzeba i bardzo zdrowa – zwłaszcza z punktu widzenia konsumenta, ale niech to ma ręce i nogi… jeśli mówimy o konkurencji, to niech będzie sprawiedliwa, czyli niech obie strony mają równe szanse i możliwości obniżania cen… niestety koszta funkcjonowania w obu przypadkach (e-handel i handel tradycyjny) są tak rozbieżne, że trudno tu mówić o zdrowej konkurencji i warto mieć to na uwadze przy ferowaniu wyroków…

  9. Ceny na stronach internetowych są umowne. Proponuję napisać e-maile z pytaniem na jaki maksymalny upust można liczyć. U konkurencji jest taka sama cena więc jaką motywację mam aby zakupu dokonać w tym sklepie? Chyba można się dogadać?

    • próbowałem kiedyś, ale nawet przy sporych jednorazowych zakupach, maksymalny upust jaki mi zaproponowano w perfumerii internetowej, to 2-3 %, co jedynie potwierdza tezę o śladowych narzutach na sprzedawane perfumy… stacjonarne (poza sieciówkami, gdzie ceny narzuca centrala) są bardziej elastyczne pod tym względem, zwłaszcza dla stałych klientów i upusty na poziomie 20-30% dla stałych klientów to nic dziwnego… no ale perfumerie stacjonarne przynajmniej potrafią o stałego i lojalnego klienta zadbać…

  10. Jestem za a nawet przeciw… Mam mieszane uczucia, ale póki nie stać mnie na płacenie kosmicznych sum w klasycznych stacjonarkach gdzie obsługa i tak odpieprza przeważnie pańszczyznę usilnie udając to i tamto. Dlatego nadal będę kupował przez internet. Inaczej sprawa ma się z niszą i orientem jak wiemy. 🙂

    Polska i jej paradoks…

  11. Nie chce wyjść na ignoranta,który nie interesuje się zawiłościami gospodarki,etc.Ale raczej oczywiste jest,że
    skoro nie jestem burżujem,któremu wszystko jedno a luksus
    to chleb powszedni,to wiadomo,że kupie Amłaża w e perfumerii za 500zł a nie u Missalów za 1200.
    Tyle w temacie dopóki biedny jestem;-)
    Pozdro

    • obawiam się, że zasobność portfela ma niewiele wspólnego z reprezentowanym przez daną jednostkę kanonem zachowań… również pozdrawiam

  12. Popieram tok myślenia przedmówcy i zarazem dorzucę trochę oliwy do ognia… Z zasady nie kupuję w perfumeriach stacjonarnych, mówię o tych dwóch dominujących, których nazwy zaczynają się na wiadome (czwartą i dwudziestą czwartą) litery alfabetu. Ale tak, chodzę tam testować. co w tym złego? Uważam, że porównanie tego do „wysikania się i skubnięcia tego i owego w restauracji” jest mocno nietrafione. Ja i tak nie robię tego, co (jak zauważyłem) robi pewna część społeczeństwa, a mianowicie wchodzi, bierze tester „bestsellera” albo „chanela” do ręki i wielokrotnie używa atomizera, zlewając perfumami swoje całe ciało i ubranie. To uważam za chamstwo, ale skromne psiknięcie na nadgarstek lub wierzch dłoni już nie. Zresztą, niekompetencja większości sprzedających w ww. sieciówkach – to już jest w porządku, tak? Zaprzeczanie reformulacjom(za każdym razem, jak rozmowa schodzi na ten tor), nieznajomość „mechaniki” perfum, ba, nawet od jednej pani usłyszałem, że tester jest mocniejszy od oryginału. Ja mam im płacić, a oni i tak będą mieli w d… że panie są niedouczone? No proszę….

    • Marcinie zauważyłem (po Twoich wcześniejszych wpisach), że jesteś częstym i w dodatku „dociekliwym” gościem (że tak to eufemistycznie ujmę) Twoich lokalnych sieciówek, więc choćby przez wzgląd na to – wypadałoby choćby okazjonalnie zrekompensować im ich „gościnność” jakimś zakupem (zakładałem, że tak właśnie robisz)… tak przynajmniej to widzę, bo wiem z własnego doświadczenia (wprawdzie inna branża), jak obsługa sklepów postrzega ten rodzaj „zwiedzających”… stąd uważam, że analogia do do restauracji jest jak najbardziej trafiona, bo nigdzie w handlu (sprzedawcom/konsultantom płaci się za i od sprzedaży) a nie zabawiania pasjonatów, zadających im dziwne pytania, buszujących godzinami wśród tosterów i pomimo iż nie zlewasz się testerami i tak prawdopodobnie masz tam etykietkę „zawracacza dupy” – czyli kogoś kto zawraca gitarę, zabiera czas, męczy pytaniami, odrywa od innych obowiązków – nic nie dając w zamian, poza stertą zużytych bloterów… takie jest moje zdanie i sądzę, że każda osoba pracująca w handlu mi przyklaśnie – bo taki „trudny” klient, to nie klient, a pasożyt i wrzód na d…. 😉

      Statystyczną panienkę w sieciówce nie interesują reformulacje i mechanika perfum, bo trzeba to naprawdę lubić i się tym interesować – zresztą jakiś czas temu zauważyłem, że te panie bardziej są kształcone w kierunku kosmetyków i kolorówki, które sprzedają się w tych „perfumeriach” najlepiej, a same perfumy są jedynie efektowną fasadę, podbijającą sobą ekskluzywność przybytku… stąd wiedzę o perfumach traktuje się tam po macoszemu, co oczywiście nie usprawiedliwia rażącej ignorancji w rodzaju „tester jest mocniejszy” – ale i tak uważam, że ich braki w edukacji zawodowej i niewielka zasobność portfela po stronie potencjalnego nabywcy, nie są pretekstem do żerowania na ich zasobach… skoro uważasz, że nic nie umieją i mają drogo, to po prostu tam nie chodź, tak jak szerokim łukiem omija się knajpy z aroganckimi kelnerami, drożyzną i kiepskim jedzeniem… no ale to już kwestia moralna, którą jak wspomniałem, indywidualnie musi sobie rozważyć każdy z nas…

  13. Właśnie. Dotarliśmy do zasadniczej kwestii. Owszem, jestem dociekliwym, ale nie takim częstym gościem. Wstepuję do rzeczonych perfumerii raz, może dwa razy w miesiącu – raczej muszę ograniczyć nawet te skromne dwa razy. Nie ze względu na wyrzuty sumienia ani na kwestie moralne – zwyczajnie, z braku czasu. Nie, nie uważam, że powinienem im cokolwiek rekompensować. Dla mnie – to po prostu wiocha i żenada, jak pani mówi mi „a bo wie pan, testery są mocniejsze” (bynajmniej TA pani nie wyglądała na „panienkę” młodą i niedoświadczoną). Wcześniej – zanim odkryłem perfumerie internetowe – owszem, kupowałem w S. i w D. W S. nic już nie kupiłem od… 3-4 lat, w D. ostatni zakup popełniłem ok. 2 lata temu. I nie widzę powodu, dlaczego to miałoby się zmienić.
    A to, że pań nie interesują reformulacje – to bardzo źle. Świadczy to o tym, że lekceważą swoją pracę, nie szanują swojego czasu i mają w d… swojego pracodawcę i klienta. Jak słyszę „Antaeus nie przechodził reformulacji od 33 lat” albo „W ciągu tych 24 i 21 lat Egoiste i Platinum Egoiste nie zostały ani razu zmienione, zapewniam pana, wiem, o czym mówię” to mnie szlag trafia i krew zalewa.
    Swoją drogą – zauważyłem, że niekompetencja jest niestety bardziej zakrojonym procederem niż sądziłem. Jak rozmawiam z przedstawicielem(ką) dystrybutora A. w sieci na D. to chyba mam prawo domagać się rzetelniejszych informacji jak „reformulacji Terre nie było i proszę się mnie nie pytać dlaczego, ale nie było”. Nie uważam tego za profesjonalną obsługę (profesjonalnej firmy).
    Dlaczego na zachodzie idziesz, testujesz i kupujesz, wszystko w sklepie sieciowym? Bo tam jest NORMALNIE. Dostaniesz próbkę czego chcesz – bez zdziwień i grymasów sprzedających, potestujesz sobie w domu, wrócisz i kupisz tam, gdzie dostałeś próbkę. A to, że perfumerie mają próbki najnowszego Chanel, ale wolą je sprzedać na All zamiast udostępnić klientom (od biedy wrzucą co którąś do zakupu) także uważam za szczyt wiochy i cwaniactwa.
    Nie robienie próbek z produktów ww. marki też jest dla mnie podejrzane – i nie wierzę do końca, że sama marka sobie tego nie życzy.

    • Obawiam się, że kierujesz swoje zapytania do niewłaściwego adresata… perfumeria nie jest od śledzenia reformulacji, tylko od sprzedawania perfum – tu właściwą stroną nie jest nawet dystrybutor a sam producent, któremu jak wiemy jest wybitnie nie na rękę informowanie kogokolwiek, że przy którymś jego produkcie majstrowano… spróbuj zasięgnąć informacji o składzie, reformulacjach i modyfikowaniu receptury w Coca Coli, Pepsico albo Ferrero (Nutella), a szybko zostaniesz uświadomiony, że to pilnie strzeżona tajemnica handlowa, o której żaden producent nie ma obowiązku informować kogokolwiek, a już tym bardziej klienta końcowego… zresztą wiele firm jawnie zastrzega sobie prawo do modyfikacji i zmian konstrukcyjnych w swoich produktach… patrząc na to z mojego podwórka, byłoby dla mnie totalną abstrakcją, gdyby przyszedł do mnie klient i próbował dociekać jakiego producenta kondensatory i oporniki stosuje się w bieżącej rewizji danego modelu elektronarzędzia, tudzież kto jest dostawcą laminatu pod płytki drukowane z elektroniką i dlaczego producent zmienił kształt/design obudowy… póki narzędzie spełnia dedykowane w karcie produktu parametry techniczne (w przypadku wiertarki, np. obroty, moc, częstotliwość i energia udaru, funkcjonalność), dopóty nikt nie wnika co zostało zmodyfikowane w bebechach i wierz mi, że kierowanie tego rodzaju zapytań w stronę sprzedawcy jest kompletnie bezcelowe… oczywiście pomijam przypadki celowego lub nieświadomego wprowadzania klienta w błąd, wynikające z ignoranci lub niedouczenia tzw. specjalisty od doradztwa… chcesz wiecej informacji? napisz bezpośrednio do producenta, bo to on jest stroną upoważnioną do udzielania informacji, zwykle poufnych o wytwarzanych przez siebie produktach…

      Dlaczego na zachodzie sprzedaż przebiega, że tak to ujmę w bardziej cywilizowany sposób? pomijając najbardziej widoczną różnicę w sile nabywczej poborów – ale niższa zasobność portfela w moim odczuciu nijak nie sankcjonuje pewnych zachowań, o których wspomniałem wcześniej… to, że jestem biedny wcale nie usprawiedliwia faktu, np. kradzieży, gwałtu, rozboju… być może jeśli z głodu ukradłeś bułkę, sąd uzna to za czynnik łagodzący wymiar zasądzonej kary, ale jeśli zgwałcisz kobietę i będziesz to tłumaczyć, iż nie stać Cię na agencję, to nie sądzę, by sędzia wykazał się podobną empatią… 😉 ponadto na zachodzie nie ma typowego wśród Polaków cwaniactwa (znaczy się jest ale nie aż tak nagminne), nadużywania dostępu do próbek i gratisów (u nas dasz palec, a wezmą całą rękę) – kombinowania z gwarancją i reklamacjami, zwrotami towaru i innymi czynnikami, które sprawiają że klient jest coraz częściej postrzegany przez handel nie jak partner w interesach, a wróg (roszczeniowość i nadużywanie przywilejów konsumenckich, wierz mi wiem o czym mówię)… na zachodzie idziesz do perfumerii, testujesz i kupujesz, albo bierzesz próbkę i wracając kupujesz i jest to NORMALNE – gdy w Polsce większość klientów testuje, albo bierze próbkę, a potem kupuje w internecie, bo taniej i to NIE JEST NORMALNE… i oto masz odpowiedź, dlaczego perfumerie nie chcą robić próbek i rozdawać fabrycznych sampli każdemu potencjalnie zainteresowanemu…

  14. Co do przedostatniego akapitu – miałem na myśli nasze krajowe perfumerie (wątek z próbkami).

  15. Co do ostatniego akapitu – z tym co jest normalne, a co nie jest – pełna zgoda. A nie uważasz, drogi Piracie, że na Zachodzie są NORMALNE relacje płaca-cena, zaś w Polsce owe relacje są NIENORMALNE? I nikt mi nie wmówi, że „no bo przecież to Douglas, to Sephora, jest ekskluzywnie, to i musi być drogo”… Dla mnie ich ekluzywność jest ŻADNA. Same ceny w owych sieciówkach u zachodnich sąsiadów są niższe niż u nas (często), a o tym jakoś się nie mówi…

    • i tak i nie… pozwól, że znów posłużę się parafrazą… to, że nie mam w danym momencie partnerki, a mam ochotę na sex, nie usprawiedliwia w mym odczuciu gwałtu na jakiejś kobiecie… moralność i etyka nie mają nic wspólnego z zasobnością portfela… to że nie stać mnie na samochód z salonu, wcale nie znaczy, że muszę zlecać komuś jego kradzież, by mieć go taniej… 😉 jeśli mnie nie stać na pakiet softu od Adobe (bo drogi), zadowalam się tańszą lub darmową alternatywą, zamiast ściągać wersję piracką, usprawiedliwiając to przed sobą faktem, że Adobe albo Autodesk ma wyśrubowany cennik… mam nadzieję, że dostatecznie zaakcentowałem mój tok rozumowania… 🙂

      D i S stawiają na zamożną i złaknioną luksusu klientelę… owszem w przypadku mainstreamu mówienie o elitarności i ekskluzywności jest śmiechu warte (podobnie jak w przypadku tłuczonych w setkach milionów sztuk gadżetów od Apple), ale trudno nie dostrzec, by te sieci nie zabiegały o stworzenie wokół swojej oferty pewnych znamion luksusu, choćby dlatego, że taniość, tandeta i zwyczajność po prostu kłócą się z luksusem, którym same w sobie są perfumy… mają tam drogie rzeczy (również kremy po kilka tysięcy złotych), więc siłą rzeczy starają się dbać o odpowiednią oprawę i z relacją cenową produktu oraz siły nabywczej pensji w danym kraju ma to niewiele wspólnego… taki po prostu mają standard, niezależnie od szerokości geograficznej i współczynnika PKB w danym kraju…

      Bill Gates wycenił każde okna na równowartość 100 dolarów i na całym świecie legalne Windows tyle kosztują… owszem taki zakup dla Amerykanina i Polaka to zupełnie inna para kaloszy, bo dla tego pierwszego to kilka godzin pracy, a swego czasu dla rodaków, pół pensji… owszem można polemizować czy to sprawiedliwe, ale skoro stać Cię na zakup komputera za 3000 zł, to czepianie się ceny Windows na poziomie 350 zł wygląda co najmniej śmiesznie… 🙂

      to nie miejsce w którym kupujesz perfumy jest gwoździem programu, tylko produkty które się w nich sprzedaje, a te z zasady i filozofii tworzących je marek, po prostu nie mogą być tanie… tani luksus powszednieje i traci swoją wyjątkowość, a pamiętaj że 90% klientów tych przybytków nie kupuje perfum, tylko markę i zawiązaną z nią otoczkę…

      co do niższych cen na zachodzie… owszem w Polsce jest wyraźnie drożej i nie tylko perfum to dotyczy (swoją drogą nie wiem czemu tak się uczepiłeś cen w sieciówkach, bo na nich rynek perfumerii stacjonarnych się nie kończy, a z autopsji wiem, że w perfumeriach niezrzeszonych jest znacznie taniej niż u w/w)… w Niemczech nawet jogurt i karma dla niemowląt jest tańsza niż w Polsce, a to nie są towary ekskluzywne, ani wyjątkowe… sam chciałbym zrozumieć na czym polega ten fenomen, ale jak dotąd nic poza spekulacją nie przychodzi mi do głowy… prawda jest taka, że wysokość cen dyktuje rynek i dopóki ludzie się na nie godzą, kupując – dopóty ceny rosną lub utrzymują się na odpowiednio wysokim poziomie… kolejna kwestia to podatki i obciążenia fiskalne, większe niż na zachodzie koszta pracy i podatki, mnogość pośredników i brak własnego przemysłu wytwórczego sprawiają że wszystko trzeba importować z zachodu, opłacać pośredników, odprowadzać haracze do centrali, utrzymywać przerośnięta kadrę managerską w dużych firmach – a to wszystko ma wpływ na cenę produktu końcowego…

      zawsze powtarzam, że sportem narodowym polaków jest narzekanie… narzekamy na wszystko i wszędzie dobrze gdzie nas nie ma… ale gdyby choć 10% tego narzekania na drożyznę przekuć na bojkotowanie sklepów i firm, które z nas zrzynają, szybko poszłyby po rozum do głowy i obniżyły ceny… no ale skoro polski klient narzeka, ale płaci, to po co obniżać ceny?… chociaż we przypadku perfumerii cen obniżać nie trzeba, bo zdecydowana większość klienteli tych przybytków to ludzie majętni, których stać na kupienie sobie perfum jakie chcą, więc też bym nie oczekiwał, że nagle sieciówki i stacjonarki pójdą z torbami… klasa średnia jest z roku na rok coraz liczniejszym ułamkiem populacji i to ci ludzie napędzają koniunkturę i ceny w branży luksusowej i jedyne co może nią zachwiać to kolejny kryzys…

  16. Najgorsze dla mnie jest w tym wszystkim to, że ludzie WIERZĄ w to, że oryginalne perfumy da się kupić tylko w przybytkach typu S. czy D.

    PS Jakie są jeszcze stacjonarki z mainstream’owym towarem? Perfumeria na M. się wycofała z Polski, a Mon Credo ma pół na pół – nisza/mainstream.

    • Marcinie, w każdym mieście posiadającym ratusz (czyli powyżej 5 tysięcy mieszkańców), znajduje się jakaś lokalna, niezrzeszona perfumeria… sprzedaż perfum to nie jest domena sieciówek, które weszły na polski rynek stosunkowo późno, więc poza wymienionymi sieciami, w kraju jest co najmniej 10 x więcej prywatnych przybytków, zwykle od kilkudziesięciu lat parających się sprzedażą perfum i gwarantuję Ci, że wiedza pań za ich ladami znacznie wykracza poza wiedzę konsultantek z renomowanych sieciówek… te perfumerie zwykle posiadają tylko jedną filię, góra kilka, nie pompują fortuny w marketing własny i można w nich trafić zapachy o których nie słyszeli nawet w sieciówkach (czy tez może dlatego)… no i najistotniejsze, oferują perfumy wyraźnie taniej niż osławione sieci… a więc nie generalizuj, zwężając poletko perfumerii stacjonarnych, przez pryzmat największych sieciówek – bo to tak, jakbyś chciał analizować rynek samochodów w Polsce, opierając się wyłącznie na markach i modelach jeżdżących jako taksówki… 😉

  17. Fakt, o mniejszych stacjonarkach nie pomyślałem… Może dlatego, że w moim mieście jest ich niezwykle mało. Albo inaczej, dużo, ale nazywam je „internetowe” a nie stacjonarne. Mimo tego, że odbieram zawsze osobiście.

    • ciekawa strategia, u mnie takich perfumerii są dwie, a kiedyś w jednej z nich dorwałem Brutala po 8 zł za 100 ml… 🙂

  18. No i zamawiam via ceneo. Dlatego też myślałem o nich jako o „internetowych” a nie o „stacjonarnych”…

    • dla mnie stacjonarka to stacjonarka (perfumeria która ma półki z perfumami, można wejść z marszu, powąchać oferowany asortyment i kupić od ręki)

  19. W tych aspektach nie myślałem, ale jak najbardziej się zgadzam 🙂

  20. Poruszający tekst… Nawołujący do płacenia drożej za towar, który można kupić taniej… Łza się w oku kręci…
    Ja ZAWSZE i co do reguły kupuję w perfumeriach internetowych (sprawdzonych, nie zawsze najtańszych), a testuję w sieciowych. I nie mam nawet cienia skrupułów. Dlaczego? Bo tak działa rynek. Na tym polega. Maksymalizacja zysków/ korzyści. Tak samo działa każdy przedsiębiorca, w tym perfumeria zarówno stacjonarna jak i internetowa. Jak zaoszczędzę 100 czy więcej PLN to wydam te pieniądze na co innego – ergo – dam zarobić komu innemu. Te pieniądze nie znikną w gospodarce – będą ją napędzać, tylko „w innym miejscu”. Kierując się logiką „płacić drożej w perfumerii stacjonarnej” bo tak nakazuje przyzwoitość – kreujemy nieefektywność – pewna suma pieniędzy wystarcza na zaspokojenie mniejszej, a nie większej ilości potrzeb. Działanie dokładnie odwrotne do tego w jakim zmierza gospodarka jako całość. Nie obchodzi mnie jak moje decyzje wpłyną na perfumerie stacjonarne, nie dbam o ich zyski kompletnie. To jest ich sprawa, ich strategia biznesowa – żeby przetrwać. Jeżeli im się przestanie opłacać prowadzenie sprzedaży z możliwością przetestowania perfum – proszę bardzo niech zwiną interes. Rynek nie zna próżni, i szybko tę próżnię ktoś inny wypłeni. Jeżeli nie będzie możliwości testowania perfum – będę sobie radził jakoś inaczej. Może będę kupował w ciemno. Może rozwinie się handel próbkami. Życie, rzeczywistość zmusza do poszukiwania nowych rozwiązań, ale takich które są bardziej efektywne, a nie mniej.

    • kolego nie na tym polega wolny rynek (nawet w polskim, skrzywionym pojęciu)… no chyba że żerowanie na innych, by dać zarobić drugim uważasz za normalne – ale jak wspomniałem to już kwestia etyki każdego z nas… jestem wielkim zwolennikiem konkurencji i gospodarki wolnorynkowej – ale niech owa konkurencyjność będzie zdrowa i fair… nikt nie lubi przepłacać, to zrozumiałe – tyle że konkurencyjność i rentowność w każdej branży mierzy się za pomocą nakładów, kosztów i skali danego podmiotu (pomiar uśredniony), a nie biorąc skrajności, z których po jednej stronie masz sklep/firmę która działa w oparciu o zupełnie inny model handlowy, zaś z drugiej strony bierze się podmiot, który choć oferuje to samo, działa w zupełnie innej branży/lidze i jest zwolniony z większości związanych z prowadzeniem działalności kosztów, a które z tej dwójki ponosi tylko jeden z nich… ergo porównuje się obiekty o tej samej specyfice/modelu, zbliżonych lub porównywanych parametrach kosztów/osiągów i dopiero przy zachowaniu/porównywaniu analogicznego modelu biznesowego, można mówić o porównywalnym modelu konkurencyjności/cenie… niech sklep internetowy wynajmie lokal, wyposaży go i umebluje, zatrudni ludzi, ochronę i przyjmie model z którym konkuruje cenami i wówczas zobaczymy, czy wciąż będzie tak tanio… tyle że jak dotąd to jedni zbijają kokosy na działaniu tych drugich (owszem ich wybór, że zdecydowali się na handel tradycyjny), ale nie zapominaj, że to właśnie dzięki handlowi tradycyjnemu sklepy internetowe z perfumami odnoszą swój sukces… ciekawe, czy gdyby zwinąć z rynku perfumerie stacjonarne i perfumy będziesz musiał kupować w ciemno, ewentualnie kupować próbki i tracić masę czasu by powąchać cokolwiek nowego/innego – nadal będziesz tak zdeklarowanym orędownikiem cięcia kosztów i maksymalizacji zysków… o pardon, to nie nastąpi, bo nie mając dużo droższej konkurencji w postaci perfumerii stacjonarnych (co obecnie jest wabikiem i koniem pociągowym perfumeryjnego e-handlu), perfumerie internetowe będą mogły spokojnie wywindować ceny (a więc tanio się skończy), wielokrotnie wzrosną nakłady na marketing i reklamę – a potem zaczną się wzajemnie wykańczać, tnąc ceny aż do granicy rentowności… a gdy już zostaną tylko nieliczni i najsilniejsi, to co ich powstrzyma przed podniesieniem cen i dojeniu ludzi, skoro nie będzie alternatywy?… owszem rynek nie lubi próżni, ale z drugiej strony nie odpuszcza okazji do spekulacji, gdy tylko nadarza się ku temu okazja – a przegranym tradycyjnie będzie klient, który za tę rewolucję zapłaci…

  21. Piracie, jestem pełen podziwu dla Ciebie, z jakim uporem bronisz swojej tezy 🙂 plus za to dla Ciebie, choć pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą 😉 i uważam, że postawiona przez Ciebie teza jest nie do obrony, choćby z tego względu, ze jak pisałem wyżej Twoje „czarnowidztwo” odnośnie upadku perfumerii stacjonarnych raczej sie nie ziści. Ale bądźmy poważni
    Po pierwsze, pytasz w tytule posta „…czy aby na pewno przepłacamy?” Pytanie źle zadane, skoro wiadomo, że tak jest. Perfumy X w Douglas 200PLN, w Internecie 100PLN i proszę nie powtarzaj o zakupie mebli, towaru, wynajęciu ochrony, (niekompetentnego) personelu itd., każdy sam wybiera model biznesu i nikt się z tego powodu nie bedzie nad nikim rozczulał, a w ogóle z testów bloterowych sam się śmiejesz… podobnie jak ja.
    „niech sklep internetowy wynajmie lokal, wyposaży go i umebluje, zatrudni ludzi, ochronę i przyjmie model z którym konkuruje” – no nie mów mi jeszcze, że mam komuś płacić wiecej bo zrobił sobie drogi biznesplan 🙂
    „nie mając dużo droższej konkurencji w postaci perfumerii stacjonarnych (co obecnie jest wabikiem i koniem pociągowym perfumeryjnego e-handlu), perfumerie internetowe będą mogły spokojnie wywindować ceny” – naprawdę w to wierzysz? Nie ma szans, bo zaraz powstanie kolejna perfumeria z niższymi cenami i wszyscy z powrotem będą do niej grzecznie równać. Nie można w nieskończoność pracować na marży 1000% bo zawsze znajdzie sie ktoś, kto z wyższej marży zrezygnuje aby wejść w rynek. Ewentualnie drogie perfumerie bazowałyby na klientach, którym nie chce się szukać niższych cen (co robią obecnie stacjonarki) a reszta kupi tam gdzie ceny rozsądniejsze
    Zgadzam się z Xenomorphem – zamknij perfumerie stacjonarne a zobaczysz jak szybko ludzie poradzą sobie z tym „problemem”. Ostatecznie i tak lepiej wydać 5PLN na próbkę jeśli oszczędzamy 100PLN na flakonie. Za pozostałe 95PLN kupujemy kolejne 19 próbek dzięki którym zaoszczędzimy kolejne może 300PLN, a może 500PLN, a może 1000PLN…
    Jak wiesz ja bazuję właśnie na kupowaniu próbek i jest to bez prównania lepsze rozwiązanie niż łażenie po perfumeriach – dzisaj jestem perfumofreakiem, bez perfumerii stacjonarnych byłbym „normalem”

    • otóż nie przepłacamy, ale ponieważ punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, znajomości mechanizmów i specyfiki działania obu przytoczonych przez Ciebie przypadków, zatem po kolei:

      Widzisz, bronię tej tezy, bo wiem (z własnego, wieloletniego doświadczenia z handlem i e-handlem) jak wygląda od kuchni prowadzenie biznesu w obu odsłonach… wprawdzie poruszam się w innej branży, ale z grubsza rzecz ujmując mechanizmy i specyfika kształtowania cen w obu przypadkach pozostają te same… Ty skupiasz się tylko na jednym aspekcie, czyli cenie, gdy ja patrzę na to przez pryzmat rachunku nakładów, kosztów i zysków – a w obu przykładach są diametralnie różne… nie chce mi się o tym rozwodzić po raz kolejny, ale widzę, że nie bierzesz pod uwagę tego, że poza kosztem zakupu produktu, a ceną końcową dla klienta końcowego jest jeszcze szereg innych opłat i narzutów, których doliczenie do kosztu zakupu powoduje, że w sklepie X coś kosztuje 200 a w Y za 100 zł – ponieważ sklep Y nie ponosząc tych kosztów może sobie pozwolić na sprzedawanie taniej… przykład: cena zakupy produktu (oczywiście w dużym uproszczeniu, bo mechanizmy wpływające na kształtowanie kosztu zakupu i skalkulowania ceny końcowej produktu są daleko bardziej złożone) dla perfumerii X i Y to ~90 zł… perfumeria X ma wysokie koszty związane z działalnością (czynsz, pracownicy, media, amortyzacja wystroju, zatowarowania, strat) na poziomie powiedzmy 60 zł, a perfumeria internetowa 15 zł… żeby wyjść na swoje każda z firm musi dołożyć odpowiednio skalkulowaną marżę, by zarobić na siebie i chyba nie muszę Ci tłumaczyć, że forma która ma niewielkie koszta, może się zadowolić znacznie niższą marżą na produkcie, by osiągnąć zysk i utrzymać rentowność…

      Pytanie postanowiłem celowo w tej właśnie formie i to bynajmniej nie pomyłka… żałuję, że nie mogę przytoczyć więcej argumentów aby lepiej umotywować swoją rację – ale nie uśmiecha mi się ciągać po sądach, za naruszenie czyjejś tajemnicy handlowej i wyjawienie kilku branżowych sekretów, a które rzuciłyby więcej światła na mechanizm uzyskiwania tych kusząco niskich cen… wierz mi sporo wiem i mógłbym na temat e-handlu (nie tylko perfumeryjnego) powiedzieć – ale mam nadzieję, że rozumiesz iż w tych okolicznościach nie założę sobie stryczka na szyję… 🙂 powiem tylko tyle, że nie raz spotkałem się z modelem sprzedawania tanio, tylko po to by wykończyć konkurencję (tzw zmowa cenowa, lub dumping) albo wykorzystywanie luk i obchodzenie pewnych z pozoru nieistotnych kwestii w kanale dystrybucji, aby obniżyć koszta i móc wykończyć konkurencję niską ceną – a potem zgadnij co się stało? ceny poszły ostro w górę i koniec rewolucji… rynek owszem nie znosi próżni, ale również bezwzględnie wykorzystuje okazje i zawsze zmierza ku maksymalizacji zysków…

      Uczepiłeś się tego zamykania perfumerii stacjonarnych, pomimo iż w tekście jak byk stoi „hipotetycznie”, czyli ów wariant może, ale nie musi wystąpić – co nie zmienia faktu, że jest całkiem prawdopodobny… perfumerie stacjonarne mają wielu stałych i lojalnych klientów, część ludzi boi się kupienia podróbki, produktu niepełnowartościowego, albo z zasady nie kupuje w necie, bo może sobie na to pozwolić… dzięki tego rodzaju klienteli (a wciąż stanowi ona większość w portfelu nabywców handlu tradycyjnego) te sklepy wciąż działają i jeszcze długo będą funkcjonować w niezmienionej formie – dopóki migracja klientów do internetu (choćby przez wymianę pokoleniową) nie zmusi ich do zmiany strategii… niektóre sklepy już zmieniają strategię działania, więc pozwól że posłużę się następującym przykładem:

      Ostatnio chciałem kupić subwoofer, bo mój stary się kończy… poczytałem w necie za czym warto się rozejrzeć i przejrzałem listę dystrybutorów marki X, w celu dokonania odsłuchu i oględzin… idę do salonu audio, pytam o ten model i możliwość odsłuchu i słyszę, że owszem ale muszę za to zapłacić 30 zł, które zostaną mi odjęte od ceny produktu, jeśli go u nich kupię…. początkowo trochę się zdziwiłem, ale ponieważ różnica w salonie stacjonarnym i internetem wynosiła około 50 zł, machnąłem ręką, bo suba, a po doliczeniu kosztów transportu z neta, wyszło prawie tyle samo… wiesz czemu sklep wprowadził taką politykę? bo miał dość zawracaczy dupy, którzy przychodzili macać i słuchać do nich – a potem łasili się na parę złotych taniej w sklepie internetowym i właściciel miał już tego dość…

      dlaczego to on ma ponosić koszta promocji, zdobywania przez kogoś wiedzy, doradztwa, ekspozycji i zawracania mu dupy, by zarobił sklep internetowy? cwani są nie? klient niech idzie pooglądać i posłuchać stacjonarnie, a potem kupuje w necie (bez kosztu i zachodu po stronie w-sklepu)… uważasz że to uczciwe, a różnica w cenie w obu sklepach jest nieuzasadniona?… gość w salonie audio musi opłacić lokal, ludzi, wystawkę, prąd i zapewnić know how i logistykę – a sklep internetowy zapewnia co?… mam nadzieję, że ten przykład doskonale obrazuje jak działa mechanizm ustalania cen na produkt (i czemu porównywanie cen head to head jest tak krzywdzące) i dlaczego handel tradycyjny zaczyna coraz częściej bronić się przed hienami, które perfidnie żerują na ich zwróconym frontem do klienta modelu biznesowym… w ten oto sposób sklep się asekuruje przed wyzyskiwaniem przez „oszczędnych”, bo nawet jeśli nie zarobią na sprzedaży sprzętu muzycznego, to zarobią parę groszy za udostępnienie swej ekspozycji – a decyzję gdzie kupić, wciąż pozostawiają klientowi…

      Chwała Ci za bazowanie na próbkach, szkoda tylko że większość z tych którzy utyskują na ceny w perfumeriach stacjonarnych nie robi podobnie – gdy zupełnie nie przeszkadza im że używają ich testerów, a kupują w necie… rzekłbym moralność Pani Dulskiej… 🙂 na koniec zaznaczę, że nie mam nic przeciwko e-handlowi, sam kupuję na allegro, w perfumeriach internetowych i nie widzę w tym nic zdrożnego – o ile zysk jednych nie jest okupiony wykorzystaniem innych… konkurencja choć potrzebna i będąca nieocenionym motorem przedsiębiorczości powinna być zdrowa i jeśli coś ze sobą zestawiać i porównywać, to wedle tych samych kryteriów, klas i zasad… dlatego nadal twierdzę (pomijając rażące przypadki zdzierstwa, aczkolwiek w e-handlu perfumeryjnym też je widuję), że kupując w stacjonarkach niekoniecznie przepłacamy…

      i widzisz jak pięknie perfumerie stacjonarne zmarnowały i rujnują Ci życie? 😀

      • „Ty skupiasz się tylko na jednym aspekcie, czyli cenie, gdy ja patrzę na to przez pryzmat rachunku nakładów, kosztów i zysków – a w obu przykładach są diametralnie różne… nie chce mi się o tym rozwodzić po raz kolejny, ale widzę, że nie bierzesz pod uwagę tego, że poza kosztem zakupu produktu, a ceną końcową dla klienta końcowego jest jeszcze szereg innych opłat i narzutów” Oczywiście, że mam tego świadomość. I nie trzeba być wielkim znawcą biznesu żeby wiedzieć jak funkcjonuje każdy sklep wysyłkowy (ludzie nie muszą znać szczegółów ale generelanie dobrze się orientują), wliczając w to perfumerie internetowe i pojąć różnice ich funkcjonowania w stosunku do punktów stacjonarnych. Pytanie tylko – co mnie to obchodzi? Pisałem już, że nie mam zamiaru płacić komuś za drogi biznesplan. Testowanie perfum w stacjonarkach jest nagminne, bo w tej branży różnice cen są kolosalne. Sprzęt audio – sorry ale tu różnice w cenach są dużo mniejsze, a poważne salony audio dzielą sie na dwie grupy – jedni sprzedają trochę (z naciskiem na trochę) drożej i bazują na bogatej klienteli miejscowej albo takie, które łączą sprzedaż internetową ze stacjonarną i sorry – ceny w takim sklepie i w necie sa takie same, czyli w atrakcyjne na tyle żeby nie pałętać sie po necie w poszukiwaniu innych cen. Poza tym poważne salony audio mają w ofercie sprzęt którego nie kupisz w jakimś RTV z galerii handlowych więc jedni i drudzy mają spokój, sprzedają sobie jednocześnie przez net i stacjonarnie… Mówimy tu oczywiście o sprzęcie luksusowym, lub zaawansowanym a nie o głośnikach pod komputer kosztujących 500PLN. A perfumy? Ktoś sobie wymyslił że sprzeda 100% drożej, to niech się nie dziwi że ludzie testują i kupują w necie. Ja tych ludzi rozumiem, ktoś wali kosmiczne ceny i się nie przejmuje, to dlaczego sam klient ma sie przejmować zamiast wykorzystać możliwość? A moje zakupy próbek są spowodowane raczej tym, że testy w stacjonarkach mi po prostu nie odpowiadają, próbki mogę testować dłuzej jak i lepiej między soba porównywać kiedy waham się, który zapach kupić. Nie przekonuje mnie Twoja retoryka, ludzie mają swoje argumenty, Ty masz swoje, ale nie wiem czy kogoś uda Ci się przekonać…

        • Widzisz, a mnie obchodzi, bo jako istota dociekliwa i starająca się spojrzeć na każde hejtowane zagadnienie w miarę obiektywnie i racjonalnie – widzę też inne rzeczy niż mój własny portfel… Ty nie chcesz po prostu przepłacać, spoko jestem w stanie to zrozumieć i przyjąć ten argument jako koronny – ale nie da się ukryć że sukces komercyjny perfumerii internetowych wynika bezpośrednio z istnienia i wyższych cen perfumerii stacjonarnych… gdyby nie perfumerie stacjonarne których cennikiem tak się brzydzisz, perfumerie internetowe nie miałyby racji bytu – bo ile osób kupi/kupowało by perfumy w ciemno?… a więc warto sobie uświadomić sukces sklepów internetowych i korzyść dla nabywcy w postaci przyjaźniejszej dla portfela ceny wynika bezpośrednio z faktu istnienia instytucji, których „modelem biznesowym” tak bardzo gardzisz… cóż za ironia, prawda?…
          owszem, nie każę Ci przepłacać w drogich stacjonarkach, ale wypada mieść świadomość za co w swoim mniemaniu przepłacasz (płacisz za towar dostępny od ręki, testery, dostępność nowości i możliwość przebierania do wyboru do koloru od ręki), a to z kolei postrzegam nie jako koszt, a przywilej, luksus (jakkolwiek zwał, wartość dodana), za który między innymi płacisz więcej…

          Salony audio owszem często bawią się w segmentację i mają określony profil i starają się wzajemnie ze sobą nie konkurować (przestrzegają zasad dystrybucji, by każdy zarobił) i trzymają się cen sugerowanych, poniekąd narzuconych przez dystrybutora… w przypadku perfum różnice w cenie są spore, a wynika to właśnie z niekontrolowanej konkurencji ze strony sklepów online, oferowania wszystkiego jak i gdzie popadnie (choć wciąż wybiórczo, bo to się im opłaca) pozyskiwania towaru z różnych źródeł i rynków (na czym można wtopić o czym ostatnio przekonała się moja oszczędna czytelniczka, kupując Euphorię przeznaczoną wyłącznie na rynek amerykański, ale była tania) – a więc powstał bałagan nad którym nikt nie panuje… oczywiście korzysta na tym klient, stwierdzając krótkowzrocznie, że jedni go bezczelnie kroją, a drudzy są cacy bo mają tanio – a jednocześnie kompletnie ignorując zależność dlaczego tak jest… owszem możemy rozpatrywać każdą z branż na rynku tylko z perspektywy ceny (gdzie przetargi wygrywają firmy które dały najtaniej, co często kończy się jak z budową autostrad), amatorszczyzną, tudzież jak w przypadku sprzedaży perfum – na zwykłym żerowaniu na dorobku wypracowanym przez innych… zastanowiłeś się czemu żadna perfumeria internetowa nie wdraża własnym sumptem nowych, nieznanych marek?… bo ludzie nie chcą kupować w ciemno, a promocja i lansowanie nowych marek i produktów kosztuje, a te sklepy nie chcą tych kosztów ponosić – bo wówczas musiałyby ten koszt wkalkulować w cenę produktu (jak perfumeria stacjonarna) i podnieść ceny, a wówczas diabli wzięliby ich główny argument, czyli niskie ceny… można długo nad tym dywagować, nie każę nikomu przepłacać i nie mam zamiaru nikomu niczego zabraniać – apeluję jedynie o konsekwencję i uczciwość względem perfumerii stacjonarnych i niekorzystanie z ich zasobów jeśli chce się napychać portfel sklepowi internetowemu, to wszystko… poza tym 100% drożej wcale nie musi oznaczać 100% większego zysku (najczęstszy błąd logiczny w analizie cen), ale kalkulowanie marży w oparciu o doliczenie kosztów i zachowaniu rentowności to bardzo obszerne i złożone zagadnienie – ale warto je choćby powierzchownie zgłębić, choćby po to by móc spojrzeć na temat relacji cen bardziej racjonalnie…

  22. Piracie, nie mogę się z Tobą zgodzić. Dlaczego mnie, jako klienta mają obchodzić wysokie koszty związane z działalnością (czynsz, pracownicy, media, amortyzacja wystroju, zatowarowania, strat) perfumerii stacjonarnej? Chcę produktu oryginalnego dobrej jakości po jak najniższej cenie. Perfumerie które nazywam internetowymi (niektóre z nich są dla Ciebie stacjonarne, w porządku) nie mają takich kosztów, i super. Dlaczego mam płacić za ww. 6 „czynników”? Zwyczajnie się na to nie godzę.

    • Dokładnie

    • Marcinie nie zgadzam się z Tobą. Wszystko co napisał pirath jest szczerą prawdą i tylko prawdą. Popieram jego wypowiedź w 100%. Życzę tym wszystkim, którzy tak zawzięcie upierają się przy swoich anty wypowiedziach aby kiedyś rzeczywiście zabrakło tych sklepów stacjonarnych( salonów pokazowych:)) i wąchali wszelkie nowości perfum jak już owy zapach nowością nie będzie. Tylko gdzie????????????? Ludzie-każdy chce kupować jak najtaniej ale nie róbmy parodii!!! Jeśli nie stać Was na zakup perfum w perfumerii stacjonarnej to nie wchodźcie tam i nie szarpcie nerwów sprzedawcom!!!
      W moim mieście była miejscowa mała perfumeria, która pracowała na siebie 20 lat. Niestety została zamknięta. Właśnie dzięki takim klientom, którzy przychodzili…tylko wąchać. Sklep miał wykwalifikowany personel, wszelkie nowości perfumeryjne, materiały, testery, próbki. To wszystko dla klientów ale jakich???? Takich, którzy przyjdą pożerować na kimś??? Sklep został niestety zamknięty. Macie swój kapitalizm:)

      • Nie wiem co to była z perfumeria ale to był widać kiepski pomysł na biznes – ostatecznie różnica czy ludzie przyjdą powąchać i kupią gdzie indziej czy nie przyjdą powąchać i też kupią gdzie indziej z perspektywy tej perfumerii jest żadna.
        Generalnie jednak chodzi o typowe sieciówki, lokalne stacjonarki to trochę inna bajka jak Marcin ponizej napisał.
        Mnie stacjonarne perfumerie nie są do życia potrzebne.

        • ha ha ha padłem… 🙂 proponuję, abyś otworzył biznes, zainwestował i zaopatrzył się w sprzęt demo/pokazowy i zobaczymy jak długo pociągniesz wychodząc z założenia że to „ostatecznie różnica czy ludzie przyjdą powąchać i kupią gdzie indziej czy nie przyjdą powąchać i też kupią gdzie indziej z perspektywy tej perfumerii jest żadna” rzeczywiście będzie dla Ciebie i Twojego biznesu bez znaczenia… 🙂

          • No własnie 🙂 dlatego wychodząc z takiego założenia nie wpakowałbym się w ten akurat biznes – skoro wiem że moje ceny są 100% wyższe niz w necie. Jak zakładać biznes to taki który ma jak najwiekszą szansę powodzenia. Sieciówki są mocne i się utrzymają, ale jak ktoś podejmuje decyzje o wpakowaniu hajsu w małą lokalną perfumerię musi sobie zdawać sprawę z realiów rynku i brać odpowiedzialność – szukać rozwiązań, nie problemów, a jeśli nie ma rozwiazań, nie inwestować. Realia są takie że ludzie wykorzystują niestety innych dla własnych korzysci kiedy mają okazję… Nie przypadkowo raj jest u góry, piekło na dole a my pośrodku…:)
            Moje zdanie jest takie: to nie klient jest od dbania o dobro biznesmena, lecz biznesmen od spełniania potrzeb klienta. Ludzie którzy tego nie rozumieją może po prostu nie są biznesmenami, a może byli nimi kiedyś i już nie są bo tego nie zrozumieli….

          • zrozum, ceny w necie nie są normą, tylko patologią powstałą przez wypaczenie naszych realiów rynkowych/gospodarczych… regularne ceny (sugerowane przez producentów) masz w perfumeriach stacjonarnych – a to co jest w sklepach online, to ceny maksymalnie zaniżone, bo to jedyny argument w ręku e-handlu, bo czym innym mogą powalczyć o klienta?… myślisz że gdyby perfumeria stacjonarna mogła sobie pozwolić na obniżkę cen (zwolnienie od sztywnej lojalki dystrybutora/producenta) i nie miała tak wysokich kosztów własnych, a które nobilitują wyższe ceny – to by ich nie obniżyła, zamiast rok w rok oddawać bezradnie pole na rzecz e-handlu?… biznes jest od zaspokajania potrzeb klientów, a nie na odwrót – pełna zgoda, ale każdy zaspokaja te potrzeby jak potrafi i na ile może sobie pozwolić (segmentacja/target)… możesz zaspokoić głód kebabem za 9 zł, albo pójść na obiad do restauracji, gdzie zjesz jak człowiek na siedząco, korzystając z zastawy i obsługi kelnerskiej, ale drożej… zatem czy restauracje mają upaść bo są drogie – czy też utrzymają się, bo oferują obsługę na nieco innym levelu i celują w innego rodzaju klientelę?…

      • bardzo mi miło, że chociaż jedna osoba podziela moje zdanie i argumenty (nawet te hipotetyczne)… szkoda że ta perfumeria musiała się zwinąć (obstawiam, że nie była w stanie na siebie zarobić) i mam cichą nadzieję, że była jedyną w promieniu iluś tam kilometrów i teraz amatorzy tanich zakupów w sieci są w czarnej d… serdecznie ich pozdrawiam oraz życzę im miłego kupowania w ciemno i przyjemnego poznawania nowości… 😉

    • Marcinie, rozumiem co chcesz mi powiedzieć, rozumiem i zgadzam się z Twoją argumentacją – ale osobiście nie potrafię przestać rozpatrywać tego zagadnienia w szerszym kontekście, spłycając wszystko jedynie do perspektywy mojego portfela… różnica w cenie nie bierze się z sufitu, bo składa się na nią wiele czynników min. dostępność towaru od ręki, możliwość powąchania od ręki, poznania nowości (to perfumerie stacjonarne wprowadzają nowości jako pierwsze, nim produkt spopularyzuje się na tyle, by perfumerie internetowe postanowiły go wdrożyć) i nie postrzegam tego przez pryzmat kosztu za który ktoś każe mi ponosić – lecz jako atut i przywilej, którego zaoferowanie klientowi poniekąd kosztuje…

  23. ……”Ostatnio chciałem kupić subwoofer, bo mój stary się kończy… poczytałem w necie za czym warto się rozejrzeć i przejrzałem listę dystrybutorów marki X, w celu dokonania odsłuchu i oględzin… idę do salonu audio, pytam o ten model i możliwość odsłuchu i słyszę, że owszem ale muszę za to zapłacić 30 zł, które zostaną mi odjęte od ceny produktu, jeśli go u nich kupię…. początkowo trochę się zdziwiłem, ale ponieważ różnica w salonie stacjonarnym i internetem wynosiła około 50 zł, machnąłem ręką, bo suba, a po doliczeniu kosztów transportu z neta, wyszło prawie tyle samo… wiesz czemu sklep wprowadził taką politykę? bo miał dość zawracaczy dupy, którzy przychodzili macać i słuchać do nich – a potem łasili się na parę złotych taniej w sklepie internetowym i właściciel miał już tego dość… ”
    brawo dla pomysłowego właściciela sklepu:) jestem za- wszędzie powinni wprowadzić taką normę- uważam, to za super pomysł.

    • ciekawe czy któraś perfumeria stacjonarna zdecyduje się na wprowadzenie opłat za próbki zamiast testerów… to byłoby ciekawe doświadczenie, przeczytać i posłuchać o zapachu od konsultantki (coś jak czytanie bloga), a później zakup próbek do domciu… raczej sprzedaż flakonów się nie zwiększy (z racji cen, klienci po poznaniu zapachu, kupią go w sieci), ale przynajmniej zarobili by na kolportażu próbek… 🙂

  24. Dla mnie mogą zamknąć wszystkie Sefory i Daglasy, Nie będzie to wielkim problemem. Mam sprecyzowany gust i jeszcze nigdy się nie zawiodłem, a trochę kupiłem w ciemno (bo polska dystrybucja w tak wychwalanych przez was stacjonarkach nie miała np. Diora Eau Sauvage Parfum, choć jest to stosunkowo nowy zapach, i wielu innych też nie miała). Może ich braknąć. Ja nie jestem z tych co chodzą po stacjonarkach i żebrzą o próbki. A cała otoczka „luksusu i ekskluzywności” S. i D. mnie śmieszy.

    PS Z takich typowo stacjonarnych sieciówek zostały już tylko S i D, bo sieć Marrionaud się wycofała z Polski. Zostaje jeszcze parę niszowych stacjonarek, ale to trochę inna bajka…

    • Marcinie, mnie też luksus i elitarność nie rusza, zwłaszcza ta w Polskim wydaniu… ok, niech je zamkną, tylko gdzie Ty i inni ludzie będziecie poznawać nowości i poznawał nieznane sobie kompozycje?… będziesz musiał kupować próbki albo flakony w ciemno, uśmiecha Ci się to? – o jak dla mnie jest to rozwojowy krok wstecz… może w ogóle pozamykajmy wszystkie sklepy stacjonarne, piekarnie, warzywniaki i apteki, wszystko kupujmy online, bo będzie tanio… oby, bo brak konkurencji zwykle skutkuje podniesieniem cen, pamiętaj Marcinie, że w przyrodzie i gospodarce nic nie ginie… 🙂

      • No wiadomo że w necie nie byłoby drożej bo w necie masz wszystkie sklepy w jednym komputerze, porównywarki cen itd. a na zakupach w tesco nie wyświetla sie cena z kauflanda 😀
        Chwilowy skok cen byłby możliwy przy hipotetycznym przejsciu tylko na handel online ale umówmy się, wówczas pojawiają sie nowi gracze z niższymi cenami bo zwyczajnie robi sie dla nich w ten sposób miejsce.
        i rozumiem że jak pójde do Douglasa to powącham i kupię Bvlgari Man in Black? 😉 😛

        • owszem, tu w dużej mierze działa mechanizm tzw. „stada” i firmy tną się na ceny o przysłowiową złotóweczkę na flakonie, ale ile można?… przypominam, że perfumerie online to nie są pełnowartościowe sklepy, z kompletnymi liniami towaru od ręki, testerami, obsługą i każdą nowością niemal od ręki, a jedynie magazyny realizujące zamówienia w oparciu o wiedzę, którą klient posiądzie w perfumerii stacjonarnej… zabierz z rynku perfumerie stacjonarne z ich testerami i możliwością poznania kilkuset pachnideł od ręki i zobaczymy czy e-handel dalej będzie święcił takie triumfy jak teraz… owszem kupisz online coś co znasz, ale co z nowościami i nieznanymi szerzej markami?… ludzie nie lubią kupować w ciemno, chcą macać i wybrzydzać, a zwróć teraz chybiony zakup używanych perfum… co zrobi Twoja tania perfumeria online? zabije Cię śmiechem, bo widziały gały co brały i to Twój problem, że opis produktu okazał się niewystarczający i kupiłeś coś co Ci nie odpowiada…

          jacy nowi gracze? konkurujący z innymi e-sklepami czym? ceną?… obecnie relacje handlu i e-handlu wyspecjalizowanego w sprzedaży perfum postrzegam jako relację patologiczną, gdy ci drudzy dorabiają się na modelu biznesowym tych pierwszych (jedynym prokonsumenckim)… ilu ludzi będzie chciało zabiegać własnym sumptem o próbki nowości, gdyby perfumerie stacjonarne znikły z rynku? wyobrażasz sobie jak bardzo załamałby się w perspektywie czasu e-handel, który bazuje na tym że przed zakupem poznasz dany produkt w stacjonarce?… klienci lubią macać, wąchać, wybrzydzać, lubią shopping i ładne sklepy, dlatego handel tradycyjny wciąż ma się dobrze – bo poza ceną liczą się jeszcze inne wartości dodane i warunki w których możesz dokonujesz zakupu… ja swoje pierwsze kroki stawiałem właśnie w sieciówce, gdzie trafiłem na kobietę, której pasja udzieliła mi się tak bardzo, że rozkochałem się w perfumach do szaleństwa… to ona pokazała mi najpiękniejsze i najlepsze kompozycje, poniekąd ukierunkowała i wykształciła mi mój olfaktoryczny gust – odrzucając za mnie na wstępie chłam i tandetę po którą chciałem sięgnąć, bo od znanej marki… nie zrobił tego sklep internetowy, gdzie jestem tylko numerkiem zamówienia, a doradztwo nie istnieje, lecz właśnie sklep stacjonarny ze swoimi kosmicznymi cenami… ale i tak nie żałuję ani złotówki, którą teoretycznie „przepłaciłem”… 😉

          • Tak jak napisał Pirath w sklepie internetowym jest się tylko numerkiem- A nie osobą, klientem- człowiekiem. W stacjonarnej perfumerii( piszę na przykładzie perfumerii, której już niestety:( została zamknięta) klient może poczuć klimat danego miejsca, serdeczność i oddanie sprzedającego, który zna upodobania stałego klienta od podszewki. Niestety takie sklepy upadają właśnie przez e-handel,gdzie przysłowiowa złotówka jest na miarę złota. Te sklepy, które jeszcze są staną się wkrótce ” salonami wystawowymi”. Cóż, chciałabym poznać opinię zwolenników e-handlu za parę lat:)

          • „jacy nowi gracze? konkurujący z innymi e-sklepami czym? ceną?… ” – no a czym, przecież nie plakatami na mieście.. 😛
            Twierdzisz że gdyby nie handel stacjonarny nie istniał, klient straciłby na tym ponieważ perfumerie internetowe nie majac drozszego konkurenta podniosłyby ceny – otóż jest to błędne myslenie, gdyz w takiej sytuacji robi się właśnie miejsce dla nowych graczy skłonnych sprzedawać na nizszej marży aby zaistnieć na rynku. Spójrz np. na przyprawy detaliczne – czy klient do końca swiata miał kupować Kamisa i Kotanyi? Nie, pojawił się Prymat, inne tańsze marki, a w końcu sam Kamis był zmuszony wprowdzic tańszą markę Galeo aby zaistnieć w tańszym segmencie. Taki sam mechanizm działa wszędzie tam gdzie ceny są sztucznie pompowane do góry, niezależnie od branży. Te same przyprawy mozesz kupić w „stacjonarnych” marketach, w Internecie (np. Tesco24, Frisco) oraz w sklepikach internetowych – w podobnej cenie. Tym samym Tesco nie płacze na sprzedaż internetową, każdy wypełnia swoją niszę. Tak samo jest ze sprzętem audio, AGD itd. itd. Perfumerie stacjonarne i ich dystrybutorzy też raczej nie płaczą – ich polityka cenowa to strategia obliczona na określony zysk, taką przyjmują strategię i godzą sie na nią. Klienci „żerujący” są moim zdaniem wliczeni w koszta – oczywiscie przez dużych graczy, jak sieciówki. Małe perfumerie to inna kwestia – zeby to szło trza to robić z głową albo wcale. Póki co mamy na rynku takie np. PerfumyExpress – ciekawy temat, podobnie jak taki Douglas prowadzą sprzedaż stacjonarną (w Lublinie) oraz równolegle w necie, ale po nizszych cenach niż rzeczony D, są tak po srodku miedzy sieciówkami a netem i jakos dają sobie radę.

          • Oczywiście, że twierdzę iż klient by na tym stracił, a pod względem kultury robienia zakupów, cofnęlibyśmy się do 19 wieku – gdzie z racji braku dostępu do wyspecjalizowanych sklepów, wszystko kupowało się wedle czarno białych rycin i szkiców piórkiem, nielicznych sklepów wysyłkowych… perfumy to nie lakier do paznokci, ani dżem truskawkowy, którego kolor widzisz a smaku się domyślasz – perfumy przed zakupem się wącha i czyni to 98% klientów, więc trzeba być kompletnym ignorantem by sądzić, że upadek perfumerii stacjonarnych nie przełoży się na załamanie (w szerszej perspektywie) dochodów i obrotu e-handlu, którego bieżąca, bardzo dobra kondycja (choć głównie w tej części europy, gdzie gorzej się zarabia) opiera się właśnie na taktyce: klient wącha i poznaje stacjonarnie, a później kupuje online… zabierz z rynku miejsca do darmowego testowania, jakimi w mniemaniu e-handlu i ich klienteli są stacjonarki i zobaczymy jak im będzie szła sprzedaż, zwłaszcza nieznanych nikomu nowości… rynek skonstruowany jest jako system połączonych ze sobą naczyń, tworząc swoisty ekosystem (jak w naturze)… zabierz jedno ogniowo, a wkrótce całość posypie się niczym domek z kart…

            potwierdzi Ci to każdy ekonomista – choć wymaga to choćby minimalnej wyobraźni i wiedzy o handlu… ceny wszystkich dóbr kalkuluje się tak, by zarobił producent i sprzedawca (głównie na swoje utrzymanie, bo dystrybucja i konfekcjonowanie kosztuje czasem więcej niż produkcja)… jeśli zabierzesz sklepowi zysk ze sprzedaży (taki który amortyzuje koszta), każdy podmiot gospodarczy prędzej czy później padnie (nawet wytwórca)… nie chce mi się pisać tego po raz 50-ty, ale o poziomie cen (pomijając jawną spekulację) decyduje poziom rentowności, czyli koszta i marża niezbędna by sklep zarobił na siebie i swój rozwój (przyszłe remonty, nowe meble, rozszerzenie działalności, nowsze auta służbowe, nowy laptop, a nawet zatrudnienie większej ilości pracowników, podwyżki, etc… więc nie wyjeżdżaj mi z porównaniem cen kubka kawy z automatu i filiżanki espresso z włoskiej kafeterii na Krakowskim rynku – bo pomijając jakość obsługi, koszt postawienia i funkcjonowania automatu do kawy i kawiarni z pracownikami, czynszem i innymi kosztami jest niewspółmierny… owszem to kwestia modelu biznesowego, możesz nie chcieć przepłacać za elegancką kawiarnię, gdzie napijesz się kawy z porcelany, a nie jednorazowego papierowego kubeczka – ale zrozum w końcu, że NIE PORÓWNUJE SIĘ ZE SOBĄ I NIE ZESTAWIA CEN PODMIOTÓW DZIAŁAJĄCYCH WEDLE RÓŻNYCH MODELI BIZNESOWYCH!… pewnie, że kawiarnia w rynku może ciąć ceny i sprzedawać ją w cenie nie 8-12 zł tylko 2-3 zł, ale czy zarobi na siebie – tak jak wspomniany automat, którego cennik skalkulowano również pod kątem jego rentowności (prąd, serwis, napełnianie, zakup maszyn) i zysku właściciela?… chcesz porównywać ceny w perfumeriach? to porównuj osobno cenniki perfumerii stacjonarnych i osobno tych internetowych, tylko wówczas ma to sens…

            a te konkurencyjne ze sobą firmy przyprawowe działają wszystkie w handlu tradycyjnym, czy też część porusza się tylko online, a reszta oferuje swoje produkty tradycyjnie? – to było retoryczne pytanie, nie odpowiadaj… oczywiście wszystkie działają na zasadzie współzawodnictwa na półce jednego nawet sklepu i szczerze? dużo gotuję i przypraw kupuję sporo, ale nie zauważyłem drastycznej różnicy w cenach poszczególnych marek – choć już w jakości jak najbardziej i stąd celowo wybieram te droższe, bo różnicę w cenie naprawdę czuć… celowo nie wspomnę marki by nie uprawiać kryptoreklamy, ale ostatnio spotkałem się u tańszych marek ze zjawiskiem konkurowania na coraz to mniejsze gramatury opakowań – więc jeśli dobrze policzyć, to poza kosmetycznymi różnicami w cenach, wszyscy trzymają mniej więcej ten sam poziom cen (nie wypowiadam się o jakości)… ergo nie stwierdziłem by marka X oferowała swoje produkty 2-3 x drożej lub taniej niż marka Y… pewnie gdyby przenieść przenieść sprzedaż tych przypraw marki Y do internetu (jakiś magazyn, waga, opakowania i paru studentów na śmieciówce), przenieść koszta spedycji i dystrybucji na klienta końcowego, dałoby się zjechać z ceny o kilkadziesiąt a nawet kilkaset procent – ale już widzę te tłumy kupujące majeranek i kminek od nieznanej marki online… 🙂

            Naprawdę sądzisz, że filarem Tesco jest ich e-market? Tesco żyje z żywego klienta i zawsze tak będzie, bo klient który odwiedza cały sklep, obcuje z całym asortymentem i tylko wówczas kupi więcej niż 5 produktów, które naklika w sklepie online (takie rzeczy to raczej w Azji, gdzie ludzie nie mają czasu i mają inną mentalność)… Tesco próbuje wypełnić swoistą niszę, uderzając również o e-handel, gdzie korzystając z dostępnego zaplecza towarowo logistycznego (czyli nie masz dodatkowych kosztów, bo bazujesz na już posiadanym zapleczu, poza paroma kierowcami i autami na które zarabia cała sieć), oferuje towary trochę taniej i z bezpłatną dostawą – ale robi to nie by na tym zarobić, lecz by umocnić swoją pozycję rynkową…

            Nie znam tej firmy o której piszesz z autopsji, choć nazwa obiła mi się o uszy – i zdaje się jest to jakaś zachodnia sieciówka… owszem mają tanio, ale nie pomyślałeś, że polityka bardzo niskich cen, nawet przez kilka lat, to dość powszechna taktyka u nowych graczy, którzy wchodząc na dany rynek, chcą w ten sposób powalczyć o swój kawałek tortu?… spokojnie gdy ich pozycja i rozpoznawalność marki w oparciu o mniemanie klientów, że są tani już dostatecznie się ugruntuje – ceny odpowiednio wzrosną, albo się zwiną bo nie można bez końca dopłacać do interesu (dopłacać do nowych i nierentownych placówek na rozruchu) nawet w imię wyższego marketingu i u prawdziwych gigantów też ma swoje granice…

  25. Ja bym jeszcze spojrzał na problem od drugiej strony – gdyby nie Internet bulilibyśmy nieprawdopodobne kwoty w sklepach stacjonarnych za wszystko, nie tylko za perfumy. Na moim osiedlu jest sklepik samochodowy – można tam kupić popularne oleje samochodowe w najwyższych cenach na swiecie. Nieopodal sklep RTV – kiedyś chciałem tam kupić baterie, mało popularne – kiedy usłyszałem cenę jedyne co zdołałem wydusić z siebie to „…dlaczego tak drogo?”. Na allegro oczywiscie kupiłem ten sam towar za 10% ceny. To nie jest zdrowa konkurencja, normalne ceny itd. To bezczelne windowanie cen i szukanie, przepraszam, frajerów. Kto w takich sklepach kupuje? Wiadomo – jak ktoś musi kupić na szybko, płaci i bierze – gdyby nie sklepy internetowe, musiałby tam płacić kazdy mieszkaniec osiedla.
    Gdyby w stacjonarce perfumy X kosztowały nie 300 a 200PLN, ludzie woleliby przetestować i kupić od razu a nie isć do domu i zamawiać za 150PLN. Kupujący w necie stanowiliby margines. Ale przy 100% przebitce, cóż… Ludzie wąchają i kupują w necie i dla mnie to nie jest nic dziwnego. Nie kazdemu chce się zamawiać próbki i robić kilkukrotne testy zapachów jak ja to robię – i jak dla mnie to też nie jest dla dziwne.

    • ja bym na to spojrzał jeszcze inaczej… bez sklepów stacjonarnych e-handel w większości przypadków nie miałby racji bytu (to sklepy stacjonarne ponoszą wszelkie koszta i zajmują się w ogóle popularyzacją wszelkich pachnideł, gdy sklep online to tylko magazyn realizujący zamówienie i nie zapominajmy o tej jakże istotnej relacji)… znając swoje wymiary (zakładając że wystawiający i producent się przyłożył) ubrania via online kupisz, ale perfumy?… naprawdę nie rozumiesz, że racją bytu perfumerii internetowych i podstawą ich polityki działania w postaci szokująco niskich cen jest w większości przypadków istnienie handlu tradycyjnego w obecnej formie? paradoksalnie to dzięki cenom i bytności perfum w stacjonarkach, możesz później kupić te perfumy w necie (gdzie sklepy tną się na ceny, kto da taniej bo to kluczowy argument w ich polityce sprzedaży), a nie na odwrót… 🙂

      wiem, że na bateryjkach i duperelach zarabia się najwięcej i taka jest tych sklepów polityka, że duży i drogi, np. telewizor (przy którego zakupie jeździsz od sklepu do sklepu i porównujesz przed zakupem ceny) sprzedają Ci tanio, ale zarabiają na sprzedaży dupereli, przy których zakupie większość ludzi cen ni analizuje… przepłacenie za bateryjki 1000% Cię nie zaboli, ale przy poważnej kwocie już tak… ale ok, kup te bateryjki online i przy doliczeniu do nich ceny transportu i czasu na oczekiwanie (miłej obsługi telewizora albo myszki komputerowej Ci życzę, gdy padną baterie), wyjdzie na to samo, więc jak dla mnie argument chybiony… 🙂 i tu dochodzimy do sedna sprawy… przy naszych zarobkach zakup perfum jest po prostu sporym wydatkiem, gdy na zachodzie zakup flaszki w stacjonarce jest tym, czym dla nas przysłowiowy zakup bateryjek w kolejce do kasy… nie zastanawiam się czy przepłacam za czteropak paluszków, po prostu je kupuję, bo je potrzebuję… a politykę cen i ceny wszystkie sieciówki na całym świecie mają taką samą – a jedyne co się w poszczególnym kraju zmienia, to siła nabywcza poborów statystycznego obywatela… 🙂 ale tu pretensje należy mieć nie do polityki handlowej zachodnich koncernów, tylko naszej gospodarki, że większość ludzi zarabia za mało by pozwolić sobie na zakup dóbr luksusowych w regularnych cenach rynkowych…

      • idąć Twoim tropem Allegro już dawno upadłoby…
        ale jak zatem ustosunkujesz sie do kwestii o której już wspominałem, a mianowicie nizszych cen w stacjonarkach na Zachodzie i w Polsce. Moi znajomi wracajac z wysp z roboty zawsze pytali mnie czy chcę jakieś perfumy, jak coś to przywiozą dla mnie.
        Jeśli chodzi o bateryjki to kupiłem online, miałem ich cztery razy tyle i jeszcze resztę ale mogłem tez isć do marketu budowlanego i tam kupić, w tym wypadku sprzedaż online i stacjonarna się nie wykluczają

        • Dziwna sprawa, bo Douglas niemiecki ma sugerowane ceny identyczne jak Douglas polski. Po przeliczeniu na złotówki płacisz dokładnie tyle samo:) Czasem różnica sięga najwyżej 10 zł.
          Pirath- myślisz dokładnie jak ja. Myślę, że duuuuuużo osób zmieniłoby zdanie na temat ogólnego handlu, jeśli znaleźliby się np na miejscu właściciela perfumerii, kierownika, pracownika itp.
          I nie mówię tylko o perfumeriach ale o każdej gałęzi handlu.

          • też mi się tak wydaje, że ceny wszędzie są mniej więcej te same, wedle „rozdzielnika”… gryzł mnie ten temat już od dłuższego czasu, dlatego choć moja teza wydaje się kontrowersyjna, postanowiłem ją poruszyć i spróbować wytłumaczyć jak to wszystko działa od kuchni (niezależnie od branży)… a nie wszystko jest tak proste i oczywiste jak się ludziom wydaje…

        • Allegro działa na nieco innej zasadzie, bo skupia zarówno małe i duże firmy handlowe jak i podmioty często bezpośrednio powiązane z perfumeriami online i dużymi hurtowniami oraz osoby w nich pracujące – a które pozakładały własne działalności i „podpinają” się pod rabaty i zaplecze magazynowe swoich pracodawców/dostawców… nie mówię że wszyscy, ale spora część zarejestrowanych podmiotów działa na tej właśnie zasadzie… znam to z autopsji (choć z innej branży), gdy pracownik firmy X zakłada jednoosobową firmę, sam sobie odsprzedaje towar z zachowaniem maksymalnych upustów wypracowanych przez swego pracodawcę i po doliczeniu paru procent marży sprzedaje pod własnym szyldem… może i kokosów nie zbija, ale nie ponosząc prawie żadnych kosztów przynajmniej drugą pensję miesięcznie ma na czysto… 🙂 dolicz do tego pracowników i osoby prywatne, które sprzedają na aukcjach towar który okazyjnie kupiły, dostały lub przywiozły z jakiejś solidnej wyprzedaży za zagranicą i masz mniej więcej kompletny obraz i przekrój oferentów portali aukcyjnych… osobiście znam firmę, która prowadzi sklep online i posiada co najmniej kilkanaście sub kont na różnych portalach aukcyjnych, sprzedając przez słupów ten sam asortyment w bardzo atrakcyjnej z perspektywy klienta cenie… siedziba i sklep stacjonarny?, ano nie ma, a korespondencję i zwroty kurier zwraca do prywatnego mieszkania jednego z właścicieli… 🙂

          z tego co się orientuję, sieciówki wszędzie mają podobne ceny, choć rzeczywiście wyprzedaże na zachodzie są znacznie atrakcyjniejsze niż u nas i trafiają się częściej… często można trafić na prawdziwe -50%, kupić coś w strefie bezcłowej, ale generalnie trzymanie cen sugerowanych producenta (do czego sieć jest zobowiązana pod groźbą kary przez markę, której produkty oferuje, np. Dior, Chanel, Prada, etc.) to powszechnie znana polityka na całym świecie… często to nie perfumeria wymyśla sobie cenę z sufitu (choć może to tak wyglądać), lecz stosuje się do zaleceń konkretnej marki… widziałeś gdzieś w sieci drastycznie tańsze niż w perfumeriach stacjonarnych perfumy Chanel albo Diora?… celowo użyłem przykładu tych dwóch marek, gdyż słyną z tego, że mają bardzo rygorystyczną politykę cenową – bo nie życzą sobie aby ich produkty, przez wzgląd na ekskluzywność i renomę były sprzedawane tanio… sklepy internetowe zwykle zaopatrują się własnym sumptem, z różnych źródeł i kanałów dystrybucji – więc jako że nie są powiązane z dystrybutorem i producentem żadną umową obustronną, nie muszą się trzymać cennika i zaleceń którymi uwiązane są sieciówki… przypominam, że mowa o dobrach luksusowych, które nie będąc art. pierwszej potrzeby, nie muszą być tanie, ani szeroko dostępne i tym producenci bronią swoich cen przed dewaluacją renomy i prestiżu… wiem, że brzmi to kuriozalnie, ale między innymi na tym koniku jedzie Apple i większość producentów luksusowych aut sportowych, windując ceny do astronomicznego poziomu, podkręcając tzw. ekskluzywność… a więc to nie perfumeria tylko producent, którego wyrobami chce dana sieć handlować narzuca ceny detaliczne i są to warunki narzucone odgórnie… nie podoba się? to nie dostaniesz produktu marki X na swoją półkę… a że duże stacjonarki i sieciówki potrzebują i chcą współpracy z markami prestiżowymi, które przyciągają doń klientów, godzą się na to – nawet kosztem wysokich cen… oczywiście korzysta na tym e-handel skrupulatnie wykorzystując fakt iż nie ma tą drogą skrępowanych rąk i ma niższe koszta uzyskania przychodu…

          fajnie że kupiłeś tanio bateryjki, tyle że to ogólnie dostępna pierdółka, której nie musisz macać ani oglądać przed zakupem bo jest ustandaryzowana… ale gdy zechcesz wyremontować łazienkę, kupisz kabinę prysznicową online, bez oglądania jej wystawki w markecie?… 🙂 owszem handel i e-handel w wielu kwestiach się nie wykluczają, ale w większości przypadków jedno bez drugiego nie może istnieć, a ze względu na potężną rozbieżność w specyfice działania i kosztów jednego i drugiego, nie można ich ze sobą miarodajnie porównywać i zestawiać – a już najmniej odpowiednim ku temu kryterium oceny jest cena…

          • Dokładnie tak jest jak piszesz Pirath. To nie sklep wymyśla sobie ceny tylko dystrybutor danej marki dyktuje warunki na które składa się wiele punktów. Dany sklep podpisuje umowę z generalnym dystrybutorem i musi się z niej wywiązywać. I właśnie dzięki temu sklep może promować dany produkt mając próbki, testery. Sklep internetowy takiego wsparcia mieć nie będzie ponieważ umowy nie dostanie, chyba że zobowiąże się na sprzedaż po cenach jakie zasugeruje mu dystrybutor i przeniesie się z piwnicy do normalnego lokalu za, który płaci się krocie. Ale przecież nikt nie zgodzi się na takie warunki prawda? Bo szybciej czy później musiałby zwijać interes. Oj wtedy by dopiero spojrzał na to innym okiem- łaskawym czy nie? Może? I niech mi nikt nie wmawia, że taki kupujący wcale nie jest uzależniony od stacjonarek! Czy sprzedajemy bateryjki??czy perfumy- każda strona transakcji powinna być usatysfakcjonowana i zadowolona.

  26. Przebitka nie jest 100%, tylko ponad 100%. Za takie Encre Noire wynosi ona dokładnie 400%, a nawet więcej.

    • Marcinie, masz dostęp do cen zakupu którejś z wiodących sieciówek, iż twierdzisz, że mają 400% przebitki?… chętnie poznam ich rzeczywiste ceny zakupu… a jeszcze lepiej gdyby któraś z wiodących perfumerii internetowych, również podzieliła się cenami ze swoich faktur zakupowych (oraz źródłem pozyskania towaru, do czego przyznają się wyłącznie sklepy stacjonarne) i wówczas byłoby czarno na białym, bez uprawiania spekulacji z %…

  27. Dobrze mi idzie kupowanie w ciemno, więc nic nie tracę na „nie testowaniu” w S. i D. Niekompetencja sprzedających bardzo mnie denerwuje.

    Nie wiem oczywiście, po ile sieciówki kupują testery i produkty od dystrybutora. Ale uważam, że jest to cena zbliżona do cen perfum w sklepach internetowych.

    A poza tym, sprzedawanie testerów nie jest legalne. A przynajmniej nie w oficjalnej dystrybucji. Inaczej na każde perfumy w S. i D. mielibyśmy dwie ceny.

    • Marcinie, Ty kupujesz w ciemno, zaś pozostałe 99% klientów woli uprzednio powąchać…

      Niekompetencja owszem, zdarzają się wybitnie odstające jednostki, ale ja mam masę bardzo pozytywnych doświadczeń w tym aspekcie… zresztą umówmy się, przy Twoim poziomie wiedzy, większość konsultantek jest niekompetentna… 🙂

      no właśnie, sprzedaż testerów jest nielegalna, sieciówki i stacjonarki tego nie robią, a w sieci kupisz testery wszędzie i niemal u każdego… coś kiedyś wspominałem o etyce prawda?… że o przestrzeganiu prawa, które zdaje się w internecie nie obowiązuje nie wspomnę…

      i Marcinie napis NOT FOR SALE producent nie mieścił sobie od tak… do kupowania są produkty półkowe, tester to z założenia narzędzie promocyjne dla potrzeb perfumerii, a nie towar półkowy i basta!…

      z mojej pobieżnej wiedzy o cenach zakupy wynika, że sieciówki i stacjonarki jednak kupują drożej – ale nie posiadam twardego dokumentu w postaci wglądu do faktur…

      • Ja również nie chcę powtarzać swoich opinii na ten temat po raz wtóry. Każdy ma swoje racje i swoją kartę przetargową. Za e-handlem zawsze pozytywnie będą wypowiadać się zazwyczaj kupujący dla których liczy się cena jak przystało na dzisiejsze czasy i polską rzeczywistość a może i naszą mentalność. Chociaż już nie raz i nie jeden dużo stracił na „oszczędzaniu” ale to zupełnie inny temat:) Ja akurat nie jestem sprzedającym ale dużo obserwuję co się dzieje w dzisiejszym świecie szczególne w handlu. Mam też trochę znajomych, którzy prowadzą jakieś tam biznesy i na przykładzie nawet tych ludzi wyrażam swoje zdanie i opinię.

        Odnośnie niekompetencji sprzedających w stacjonarkach Marcin pisze…..hmmmm chciałabym wiedzieć jaką wiedzę na temat perfum mają sprzedający w necie? Zapewne znakomitą!!!!!:)

        Przypomniała mi się pewna zabawna sytuacja, której byłam świadkiem właśnie będąc w perfumerii.
        Pewien Pan zapytał sprzedającą czy ma do powąchania zapach jakiś Hugo Bossa ( przepraszam, ale tu nie pamiętam dokładnie o jaki chodziło, wiem natomiast, że pytał o tę markę). Sprzedająca grzecznie mu odpowiedziała, że tego zapachu już niestety nie mają ponieważ ich dystrybutor już tego zapachu nie ma w ofercie. A więc Pan zapytał czy ma może tester lub próbkę tego zapachu do powąchania ponieważ jemu na tym bardzo zależy żeby poznać ten zapach. Pani odpowiedziała, że tego zapachu już mieć nie będą ponieważ wyszedł już z oferty. Więc Pan zapytał jak ten zapach pachnie. Sprzedawca z uśmiechem na ustach śpiewająco określiła mu nuty zapachu i powiedziała swoją opinię. Pan poczerwieniał bo co mu mówią nuty zapachowe, tak? Więc brnął dalej: A do czego ten zapach jest podobny? Sprzedawczyni coraz bardziej rozbawiona( zresztą mnie też już ten Pan ujął swoją osobą) odpowiedziała, że do niczego bo każdy zapach jest inny i nie powinno się porównywać do jakiegoś tam zapachu. Sprzedawczyni zaproponowała Panu jakieś tam inne a Pan wiecie co odpowiedział? Pewnie się domyślacie!!! „….wie Pani, bo ja chciałem na necie kupić ten zapach bo w dobrej cenie jest 100 ml. no ale powąchać chciałem bo jak tak mam kupić w ciemno.”
        I jeszcze na koniec wychodząc zapytał, czy pani sprzedająca nie wie gdzie można go powąchać bo on by go kupił i chce kupić no ale bez powąchania to chyba zrezygnuje.
        A Pani sprzedająca grzecznie i z uśmiecham na twarzy odpowiedziała:”….spróbuje Pan powąchać w internecie, tam na pewno będą go mieć…”
        Uśmiałam się do łez a mój mąż razem ze mną, gdy opowiedziałam mu o tej sytuacji.

        I może, ktoś mi powie , że e- handel w pewnych gałęziach handlu nie jest uzależniony od stacjonarek?

        • zamknij wszystkie stacjonarki a zobaczysz jak szybko ludzie poradzą sobie z takim „problemem”

          • Oczywiście- Polak potrafi:)
            Podejrzewam, że jeśli by się tak stało- ceny na necie poszły by w górę.
            Chociaż, kto wie? Ale przynajmniej nikt by na nikim nie żerował:((

          • nie wątpię że rynek „jakoś” sobie poradzi, ale jakim kosztem?… brak możliwości poznania zwłaszcza nowych perfum uderzy w pierwszej kolejności właśnie w e-handel, bo nikt nie będzie kupować nieznanych nowości… jak wypełnisz tą dziurę, otwierając kolejne sklepy internetowe? owszem tu rynkiem rządzą duzi gracze, to oni dyktują ceny, stąd co roku powstaje i pada wiele mniejszych podmiotów, które zostają zmienione z rynku, bo mają w myśl kupujących za drogo… a więc jaka konkurencja, skoro e-handel już jest podzielony pomiędzy paru największych graczy (dla niepoznaki pod paroma szyldami którzy znaleźli źródełko z najniższą ceną zakupu)?… zresztą wystarczy spojrzeć na „konkurencyjność” Telecomów… 😀

        • zabawna historia, ironicznie podkreśla mentalność zakupową wielu naszych rodaków… byleby tanio… a pensję każdy chce brać jak najwyższą… 😉

  28. do alienka00
    „Czy sprzedajemy bateryjki??czy perfumy- każda strona transakcji powinna być usatysfakcjonowana i zadowolona”
    – na tym polega cały gips, klient w tym wypadku jest stroną niezadowoloną, bo czuje sie wykorzystywany poprzez abtsrakcyjnie wysokie ceny.
    Czyli wygląda to tak: perfumeria stacjonarna: jesteśmy zadowoleni, dyktujemy wysokie ceny
    / klient: jestem niezadowolony, ceny są 100-150% wyższe niż w necie. Kupując telewizor w stacjonarnym sklepie RTV przepłacam niewiele (albo negocjuję cenę ze sprzedawcą)”

    • a skąd wniosek że nie jest? skoro klienci kupują w stacjonarkach, to widać są zadowoleni, że ktoś im doradził, że mogli powybrzydzać, że mieli od ręki i do wyboru do koloru i że zrobili to w miłych dla oka i nosa warunkach… ale jak mawiają, każdemu wedle upodobań, jeden woli kupić tak, inny tak – każdy z modeli ma swoich zwolenników i przeciwników, mamy demokrację więc kupujesz gdzie chcesz i nie sądzę by klienci czuli się wykorzystywani (ergo różnica cennika budy z kebabem i restauracji)… ja nie robię awantury, że poszedłem do knajpy na kolację i dlaczego skroili mnie 70 zł za kolację (z winem i deserem) od osoby…

      Wygląda to tak, bo zdaje się nie nadążasz za faktami: perfumeria stacjonarna=wysokie koszta prowadzenia takiego biznesu, więc i wyższa marża, bo trzeba na to wszystko zarobić… i po drugie: sztywne ceny narzucone przez producenta lub dystrybutora, a zawarte w umowie handlowej… gdyby np. Samsung kazał sprzedawać telewizory w cenach sugerowanych, różnicę cen w elektro marketach zauważyłbyś od razu… Tyle że telewizor to nie dobro luksusowe i producentowi/właścicielowi marki nie należy na prestiżu jego produktu i przystosowanej do jego umocnienia polityki cenowej… mam nadzieję, że to jasne i nie wymaga dalszego komentarza…

      Efekt? może i drogo, ale kupując perfumy w stacjonarce masz gwarancję, że np. kupiłeś perfumy na rynek europejski, a nie amerykański (mniej skoncentrowane), ale tanio, bo takie sklepowi online udało się pozyskać i sprzedać… czy klientka była zadowolona z oszczędność w cenie zakupu swoich ulubionych perfum? nie była…

      • kurcze no, co za pytanie… wniosek ze klient nie jest zadwowolony z cen – stąd że wącha i nie kupuje w tym sklepie. 🙂 Gdyby różnica w cenie była mniejsza niż te 100 czy 150% nikomu nie chciało by się wychodzić ze sklepu bez towaru.

        Odnośnie powyższej odpowiedzi (chyba masz ustawiony limit odpwoiedzi na ten sam komentarz bo nie mogę odpowiedzieć tam gdzie trzeba), podsumuję całą dyskusje w sposób następujący. Powyższe przykłady były luźne, a Ty stawiasz sprawę tak jakby stacjonarni sprzedawcy perfum to byli jacyś filantropi.
        Daruj sobie wykłady o ekonomii i nie bierz tego do siebie, ale nie ucz ojca dzieci robić… 😉 Jak wspomniałem wcześniej pracuję w marketingu, jestem obecnie odpowiedzialny m.in. za kalkulowanie cen produktów m.in dla tzw. klienta ostatecznego, marże wyjściowe producenta z uwzględnianiem marży dystrybutorów. Sporo już widziałem jeśli chodzi o kreację marzeń klienta poprzez ceny i doskonale wiem jakie są mechanizmy zarabiania na produktach od kuchni. Oczywiście każda branża ma swoją specyfikę ale nie jestem naiwny i nikt mi nie wmówi, że nie da się czegoś taniej sprzedać. Perfumy to towar luksusowy i to jest główny powód wysokich cen w perfumeriach stacjonarnych, niezależnie czy odpowiada za to producent, chory dystrybutror czy same perfumerie, ale jak znam życie to wszyscy po trochu. Lokalne perfumerie moga nie wytrzymywać mechanizmów rynkowych, ale to jest problem globalny, nie tylko branży perfumeryjnej.
        Ja odbieram to tak: Pirath próbuje mi uswiadomic że w handlu tradycyjnym nie da sie sprzedawać perfum taniej. Nie kupuję tego. Pirath, ty jesteś pasjonatem i bloggerem perfumiarskim i nie jesteś/byłeś pracownikiem wysokiego szczebla producenta czy dystrybutora perfum? – jeśli sie mylę popraw mnie. Czy znasz kogoś wysoko postawionego z firmy produkujacej perfumy, kogoś odpowiedzialnego za kreację cen? Chcesz jak najlepiej dla branży, ale nie obraź się – nie kupuję z Twoich ust wykładów ekonomii i stwierdzenia, że tego czy tamtego się nie da. Jesli e-handel mocniej dokuczy sieciówkom byc może ceny pójdą w dół, ale mają swoich klientów i te ceny nie pójdą w dół, a ja nie jestem naiwny zeby im wierzyc ze niby robią cos po kosztach i taniej sie nie da. Zauważcie że nie ma znacznej dysproporcji w cenach miedzy takim Doyglasem a perfumeriami lokalnymi. Czy to oznacza że tak potężna firma jak Douglas nie potrafi sie dogadac z producentem czy dystrybutorem? Dlaczego producent tak ilnuje poziomu cen stacjonarnych a olewa e-handel? Dlaczego to samo robi dystrybutor i same perfumerie? Ci sami ludzie na swiecie są jednocześnie pracownikami różnych firm i klientami rozmaitych usług i dóbr. Są tacy klienci, którzy wykorzystają sprzedawcę i sprzedawcy, którzy wykorzystają klienta.
        Nie kupuję tego, ze taniej się nie da. A nawet gdyby sie nie dało, to tym bardziej nie mam nic za złe ludziom, którzy wąchaja stacjonarnie i kupują w necie. Jeśli zarzucasz ludziom, że postepują nieuczciwie wyręcz sprzedawców którzy sie nie kwapią i wytłumacz, skąd sie biorą ceny perfum bez lania wody o płaceniu czynszu, załatwianiu testerów i zatrudnianiu konsultantek, bo tego nikt nie kupi…
        To że kupuję próbki perfum nie sprawia, ze mam czyste sumienie – kompletnie mnie ten temat nie obchodzi.
        Zostawmy temat perfumerii lokalnych, bo globalny problem biznesu jest taki ze liczą sie tylko więksi gracze, rekin dyktuje warunki. Osiedlowe spożywczaki też padają, w takim świecie zyjemy. Jestem zwolennikiem wspierania biznesu lokalnego (np. robie zakupy w osiedlowych warzywniakach, a Lidla ma pod nosem, pewnie przepłacam jakieś 10-20% a nie mam 100% pewnosci ze jest to lepsza żywność) – ale nikt tego nie zrobi musząc dopłacić 100% i w tym problem. A sieciówki, cóż, nie biedują.
        Pirath, mamy inne zdania na ten temat i postępujęmy według swoich przekonań, ja nie przekonałem Ciebie, Ty nie przekonałeś mnie oraz, niestety, wielu innych. Niech tak zostanie. 😉

        • wniosek jest taki, że część klientów wciąż kupuje i będzie kupować w stacjonarkach, a część urażona tamtejszą drożyzną (jawnym i perfidnym zamachem na ich portfele) głosuje nogami idąc kupować online – oczywiście uprzednio korzystając z zasobów należących do tych znienawidzonych kapitalistycznych świń… 🙂 chcesz wniosku? jeśli mnie nie stać na dobra luksusowe to ich nie kupuję, tak jak nie kupuję sobie 5 litrowego BMW i nie przerabiam go później na gaz, bo nie stać mnie na tankowanie… 😉 bunt i sankcjonowanie drobnego podskubywania stacjonarek (próbki i testery), które próbujesz usprawiedliwić tamtejszą drożyzną – dotyczy jakiegoś procentu populacji, którego pobory nie pozwalają im kupować dóbr luksusowych w cenach rynkowych… żyjemy w kraju gdzie roszczeniowa mentalność obywateli jest tak skrzywiona, iż są gotowi usprawiedliwić przed sobą i całym światem fakt wykorzystywania czyjegoś zaplecza, bo ktoś śmie wciskać im coś drożej… jeśli twierdzisz, że okradanie kogoś w odwecie za ceny na półkach (zgodne z oczekiwaniem producenta) jest dobre, cacy i w porządku – proponuję, abyś zaczął pikietę salonów jubilerskich, bo ich ceny również są dalekie od realnych cen skupu kruszców i precjozów… a w ogóle po co przepłacać za produkty oryginalne – wszyscy przerzućmy się na podróbki i marki alternatywne, będzie jeszcze taniej… 😉

          owszem, mam limit odpowiedzi na post, bo za każdym razem skrawek przestrzeni na odpowiedź staje się węższy w powyżej 3 odpowiedzi na posta, staje się nienaturalnie wąski, niemiłosiernie wydłużając tekst, co czyni go niewygodnym…

          absolutnie nie twierdzę że handel stacjonarny bawi się w filantropię, nie wiem skąd sobie to ubzdurałeś – bo każdy podmiot handlowy dąży do maksymalizacji zysków własnych, o czym widzę doskonale zdajesz sobie sprawę, zwłaszcza z tego że przed wprowadzeniem każdego produktu do obrotu, pieczołowicie analizuje się górną wysokość jego ceny detalicznej… a że ceny detaliczne, dodatkowo sztywno ustalone przez producenta są w branży perfumeryjnej takie a nie inne – widać takie właśnie mają być… i wybacz, ale producenta perfum X g… obchodzi, że w Polsce ludzi na jego produkty nie stać… piję do tego, że niesłusznie winą za tą sytuację obarcza się firmy handlowe, poniekąd zmuszone do honorowania narzuconej umową polityki cenowej… prawda jest taka, że gdyby nie e-handel i ta potężna dysproporcja pomiędzy cenami w stacjonarkach (kaganiec cenowy) a freestylem w internecie – ludzie dalej by kupowali w tych niby zawyżonych cenach, bo nie mieliby powodów do utyskiwania na ich wysokość (świadomości, że można taniej co dotyczy niemal każdej branży na rynku), gdyby nie krecia robota ze strony e-shopów, które te ceny zbiły do absurdalnego poziomu… a przypominam, że e-handel to również nie filantropia i coś z tego mają, zwłaszcza że parają się sprzedażą testerów (co jest zabronione) i jedynie najbardziej chodliwego towaru, więc na swoje też wychodzą, bez konieczności trzymania kompletnych linii zapachowych, z niesprzedawalnymi balsamami, AS, mydełkami i deo na czele…

          skoro pracujesz w marketingu, to zapewne wiesz, że każdy produkt jest wart dokładnie tyle, ile ktoś jest w stanie i chce za niego zapłacić, a luksus i prestiż kosztują – stąd skoro ludzie wciąż zaopatrują się w stacjonarkach, w tych niby horrendalnie zawyżonych cenach, to znaczy że je akceptują… ale skoro producentowi nie zależy by jego produkt był sprzedawany tanio (prestiż, renoma, reputacja, kreowanie wizerunku elitarności, niepotrzebne skreślić) i narzuca odgórnie sklepom pewne ceny – to nie obraź się ale nazywając rzecz po imieniu e-handel psuje im rynek i wszystkim robi krecią robotę… jak wiemy w branży perfum najwięcej zarabia producent… koszt wyprodukowania flakonu kosztuje parę euro, dolicza się do tego kilkaset a nawet kilka tysięcy procent, pakuje w amejzing i puszcza do sprzedaży… wiadomo, że w każdym kraju jest sieć dystrybucji i sklepów, z których każdy też dolicza do ceny bazowej producenta swoje% i na półce masz cenę nie 5 euro tylko np. 100… tyle że jeśli coś jest drogie na etapie zakupu dystrybutorskiego, to choćby i dystrybutor i perfumeria doliczyli swoje uczciwe 20-30%, to i tak cenę masz z kosmosu…

          abyśmy się dobrze zrozumieli, nigdy nie pracowałem i nie pracuję w branży kosmetycznej (choć znam osoby o których wspominasz, tyle że działają w innej branży), nie jestem lobbystą i mnie mam zamiaru nikogo usprawiedliwiać i tłumaczyć z ich cennika – zwracam tylko uwagę, że to nie pazerna perfumeria, tylko szereg innych decyzji i czynników (często bardziej strategicznych i PR-owych, a nie ekonomicznych) + model dystrybucji wpływa na taką, a nie inną relację cen pomiędzy stacjonarką a internetem… a skoro mam pojęcie skąd te ceny się biorą i jak się je kształtuje – nie widzę powodu by nie zabrać głosu, aby pewne kwestie naświetlić… branża obroni się sama i bez mojego wsparcia medialnego, po prostu nie lubię głupiego p….., że jedni są be, a drudzy są cacy, a zwykle te dyrdymały i urban legends o krwiopijcach z sieciówek uprawiają ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o ekonomii i kulisach prowadzenia biznesu…

          owszem można by obniżyć ceny, ale po co?… to jest marchewka? mleko dla diabetyków? jakiś lek na kurzajki który powinien być tani i na kieszeń każdego obywatela?… z drugiej strony nie widzę powodu dlaczego to perfumeria ma ciąć swój własny 20-30% zysk (do którego ma pełne prawo), by raptem kosmetycznie obniżyć cenę produktu (w porównaniu z internetem), który albo kupiła drogo, tudzież ma niewielkie pole manewru w temacie rabatów w myśl cen narzuconych przez producenta/dystrybutora… przypominam, tu nikt nie bawi się w filantropię… pozwól że zadam pytanie inaczej… idę do sklepu a tam jabłka (akurat temat na czasie) po 2-3 zł/kilo… złodziejskie sklepy można by powiedzieć, skoro te jabłka w skupie mają cenę 27-45 groszy za kilo – zatem który spekulant, tudzież inny reakcyjny element wywrotowy bierze różnicę?… po co przepłacać, jedźmy do rolnika i kupmy u niego, nawet po 80 groszy, niech ma – zamiast dawać zarabiać złodziejskim sklepom, spekulantom, skupom, magazynom, które te jabłka sezonują (ceny prądu i paliwa znasz)… gospodarka kręci się dzięki przepływowi pieniądza (każdy chce i powinien zarobić), nie da się prowadzić biznesu nie zarabiając – ale przypominam, że tu zarabiają obie strony, choć każda inaczej, przy innym nakładzie kosztów i w oparciu o inny model… a ze ceny u jednych i drugich mamy wysoce rozbieżne – no cóż, nie będę kolejny raz przytaczał analogii z kebabem i restauracją… bez wątpienia żadna ze stron nie bieduje, skoro ktoś prowadzi jakiś biznes, to widać mu się opłaca… a kwestie sumienia i etyki to tak jak powiedziałem indywidualna sprawa każdego nabywcy, zrobi jak uważa – ważne by miał świadomość skąd się ta dysproporcja bierze… żałuję, że z oczywistych powodów nie mogę sięgnąć po więcej argumentów optujących za moją tezą – ale ten wpis nie miał na celu zbawić świat, nikogo usprawiedliwiać, nawracać na siłę na sieciówki – chcę mieć czyste sumienie, że powiedziałem w tym temacie swoje… a dalej, róbta co chceta…

          p.s. a w temacie „uczenia o robieniu dzieci”, marketing powiadasz?… nie obraź się, ale wiedzę o prowadzeniu firmy wolę opierać na wieloletnim doświadczeniu ludzi, którzy mają w CV dyrektor generalny, tudzież główny księgowy firmy zatrudniającej więcej ludzi, niż liczy mieszkańców niejedno średniej wielkości miasteczko… 😉

  29. można to nazwać krecią robotą, wykorzystywaniem, pomysłem na biznes, whatever. Po prostu zawsze znajdzie się ktoś, kto wypełni niszę która sie tworzy. Skoro towar jest tani, to można go też tanio sprzedać.Ktoś kupuje tanio i tanio sprzedaje w necie. Perfumerie stacjonarne godzą sie na dany system który obowiązuje, narzucany im przez dystrybucję czy producentów – to sobie wyjaśniliśmy, nie musi to być wina samych perfumerii, ale taki jest system, który akceptują i w jego obrębie działają. Ludzie obchodzą ten raczej chory system poprzez zakupy w necie (innych dóbr luksusowych w sumie nie da sie kupić w necie za pół ceny,a już na pewno nie BMW i nie ma sensu porównywać samochodów do kosmetyków). Na pytanie czy etyczne jest kupowanie w necie wąchajac w stacjonarkach czy lepiej wspierać ten system każdy odpowiada sobie sam i postepuje wg swoich przekonań. Kwestia etycznosci dla mnie jest troche naciągana – i raczej filozoficzna niż biznesowa, ale fajnie było podyskutować. Perfumy to nie marchewki, ale też nie diamenty..

    • owszem, wnioski musi każdy wyciągnąć sobie sam – też nie widzę sensu przemawiania się w nieskończoność, ale dziękuje Ci za kulturalną polemikę … 🙂

  30. Człowieku, Twój punkt widzenia jest żałosny.
    Jaka etyka? Jakie żerowanie? Piszesz:
    „nie da się ukryć że sukces komercyjny perfumerii internetowych wynika bezpośrednio z istnienia i wyższych cen perfumerii stacjonarnych”,
    a możesz powiedzieć, co mnie jako przeciętnego szarego klienta to obchodzi? Ich marketing, ich sprzedaż, życzę powodzenia.
    Czyżby ludzie z S. i D. dorwali się
    do Twoich czterech liter? Ten artykuł to już szczyt hipokryzji, zwłaszcza że po boczku wypisujesz polecane perfumerie… INTERNETOWE!
    A niektóre z nich, uwaga, też mają legalnie działające punkty odbioru osobistego! (np świetny E-Glamour).
    To tak samo jak z grami na Playstation. Nowa w znanej sieci Empik w trakcie premiery kosztuje czasami nawet 249 zł.
    Ten sam tytuł w sklepie growo – konsolowym, który sugeruje się cenami z allegro, ok 190 zł. Po 3 miesiącach kosztował będzie 149 zł,
    w Empiku wciąż tyle, co wcześniej (nie piszę o używkach). Jakie płyną z tego wnioski? Oczywiście, że należy kupić grę
    w tym sklepie, albo zamówić ją na allegro, a kupowanie w Empiku zostawmy tym, którzy o istnieniu innych źródeł nie wiedzą
    (warto ich jednak uświadomić). Czy moje postępowanie jest nieetyczne? Chyba z punktu widzenia pracowników Empiku…
    Podobnie jest np z butami. W centrach handlowych płaci się sporo za wynajem lokalu (przez co cena towaru rośnie), a za elegancki
    butik, ale na ulicy czy w kamienicy, już mniej. To ja mam kupić w centrum, bo niby coś im zawdzięczam? Niby co? Rozpylanie w powietrzu
    aromatu sztucznej skóry? Twoje podejście wcale nie jest szlachetne, bo przecież legalnie kupujesz TEN SAM oryginalny produkt.
    Nie zamierzam dziękować perfumeriom S. i D. za możliwość poznania zapachu, bo to jest chyba zupełnie
    normalne. Nawet jeżeli zamówię później ulubiony perfum w internecie, to przecież mam prawo tak zrobić, bo ja przy
    wejściu do sklepu z nikim żadnej umowy nie podpisywałem.
    Warto także wspomnieć o tym, co już było wcześniej napisane, czyli o często nikłej wiedzy ekspedientek nt. prezentowanego
    towaru. Coś takiego jak reformulacja nie istnieje, a w S. jest sprzedawana najstarsza wersja Antaeusa. Jasne! Skoro widać
    już na oko, że najnowsza.
    Nie wspomnę już o szczycie hipokryzji ze strony tych pań. Kiedy jestem ubrany bardzo modnie i mam w ręku
    jakieś siatki, panie kleją się jak pszczoły do miodu i z uśmiechem (rażąco sztucznym) próbują mnie zachęcać
    do zakupu. Kiedy mam na sobie tylko bluzę z kapturem, to często udają, że mnie nie widzą (i dobrze, mam
    święty spokój), ale zaraz przyklejają się do pana po 40-tce w garniturze, by polecać Diora Fahrenheita.
    W sumie co się dziwić, sprzedawczynie są specjalnie szkolone, by wybadać potencjalnego klienta i wcisnąć
    mu jak najwięcej. Zagrożone są też osoby starsze i mało asertywne, które zamiast powiedzieć proste „nie dziękuję”,
    już wciągną się w rozmowę jak w bagno. Takich ludzi w dzisiejszych hedonistycznych czasach trzeba drenować z kaski,
    no mercy. Takie zagrożenie przy zakupach internetowych prawie nie występuje.
    Ja zamierzam wąchać testery w perfumeriach stacjonarnych i kupować w internetowych, chyba że znajdę stacjonarną
    z odpowiednimi cenami. Ja szanuję swoje pieniądze. O to tylko chodzi, a nie o konflikt stacjonarka vs internet. Dzięki takim zakupom mogę zaoszczędzić, a pieniądze zawsze się przydadzą
    w chwilach kryzysowych. Nie nasza wina, że nastały w Polsce takie trudne czasy,
    gdzie trudno o pracę, a wszystko drożeje. Mało tego, jeżeli składniki są w większości syntetyczne, to perfumy nie są aż tyle warte.
    A przecież każdy zasługuje na odrobinę luksusu.. Kto chce płacić dodatkowo za swój snobizm, jego sprawa.
    Nieetyczne są dwie rzeczy: zlewanie się od stóp do głów testerem w S. lub D. przed randką, albo co gorsza, regularnie,
    bądź też celowe i umyślne kupowanie podrób, żeby się popisać przed otoczeniem, np Hogo Boos. To nie tylko nieetyczne, ale
    przede wszystkim głupie. Jeżeli nie stać kogoś, by wydać te 100 – 150 zł, to lepiej otwarcie się do tego przyznać
    i spryskać się przemysławką. Będę mieć większy szacunek dla kogoś takiego niż dla taniego cwaniaka i pozera.
    A co do Ciebie, Piracie, to pomyśl o napisaniu książki. Niekoniecznie o perfumach. Masz piękny, czasami wręcz
    poetycki styl, któremu dajesz upust w recenzjach zapachów. Szkoda tylko, że w kwestii argumentów ocierasz się
    o prawdziwe kuriozum.

    • Doprawdy? Żałosne jest pisanie całego elaboratu, którego pointa sprowadza się do jednej jedynej sentencji „a możesz powiedzieć, co mnie jako przeciętnego szarego klienta to obchodzi? Ich marketing, ich sprzedaż, życzę powodzenia.” Skoro Cię to nie obchodzi, bo masz to gdzieś/nie masz pojęcia o czym piszesz (niepotrzebne skreślić) to daruj sobie polemikę, miast popuszczać wodze swej ignorancji… Zwłaszcza, że przykłady i sytuacje, na które się powołujesz, są totalnie chybione/nieadekwatne jako argument. Ale skoro odkurzyłeś wątek, pozwól że naprostuję Twój tok postrzegania tematu.

      Po pierwsze ideą i intencją tego wpisu nie miało być napiętnowanie/szkalowanie którejkolwiek ze stron (e-handel/stacjonarki) – tylko próba wykazania, skąd się bierze przepaść cenowa pomiędzy cennikiem jednych i drugich. A czemu mieliby się dorwać do moich czterech liter? Mam świadomość, że pisanie niewygodnej prawdy na 100% zwróciłoby uwagę perfumerii (nie tylko stacjonarnych, a te też mają swoje za uszami) na moją osobę – dlatego mając tego świadomość, napisałem dokładnie tyle na ile mogę sobie pozwolić. Mógłbym bardziej dobitnie wyartykułować ten wywód, ale naprawdę nie nie mam ochoty i nie stać mnie na potyczki z ich prawnikami – a wierz mi, ten temat ma naprawdę głębokie drugie dno…

      Wytykasz mi, że pomstuję na e-handel i jednocześnie go reklamuję? Mój drogi ja niczego nie reklamuję. Założyłem tę zakładkę, bo swego czasu dostawałem masę wiadomości od czytelników, z pytaniem o zaufane i polecane perfumerie, gdzie sam kupuję, etc. Co więcej w tym zestawieniu nie znalazło się kilka perfumerii, którym bardzo zależało, by znaleźć się w tym zestawieniu – ale tam nie można się dostać za pieniądze. Wymieniam tam wyłącznie sprawdzone i zaufane perfumerie, W KTÓRYCH OSOBIŚCIE ROBIĘ ZAKUPY!. Wiem, że w dzisiejszych czasach trudno uwierzyć w podobny przejaw pobudek etycznych, ale tak jest i nie wyobrażam sobie by kiedykolwiek było inaczej. Ten blog to moje hobby, a na życie zarabiam w zupełnie innej branży, więc daruj sobie podobne insynuacje.

      Co więcej kupuję i stacjonarnie i online, bo każda z tych platform sprzedażowych ma swoje wady, jak i niezbywalne zalety. Owszem mnie też wkurzają ceny w sieciówkach (stanowczo za wysokie, ale o tym za chwilę), obsługa (zwykle niekompetentna i sztucznie uprzejma) oraz nadgorliwa ochrona – tyle, że jak dotąd stacjonarki mają dla mnie jedną koronną przewagę nad e-handlem. Udokumentowane i jawne źródło zaopatrywania się w towar. Perfumy z oficjalnego kanału dystrybucji są droższe (co ma przełożenie na cenę ostateczną produktu), ale przynajmniej mam pewność co i od kogo kupuję. Mam tu na myśli jakość i gwarancję dystrybutora/producenta, bo importować własnym sumptem perfumy może sobie każdy. A skąd, co i jakiego sortu? czort wie… Zatem dopóki perfumerie internetowe nie będą oferować mi produktu, co do którego będę miał absolutną pewność, że jest to towar pełnowartościowy (a nie jakiś np. odrzut niewiadomego pochodzenia i z nieznanego rynku), dopóki jako osoba mająca obsesję na punkcie oryginalności i jakości, będę optował za droższymi stacjonarkami (acz też nie za wszystkimi). Oczywiście nie twierdzę, że sklepy internetowe są z założenia nieuczciwe, absolutnie nie! – ale dostaję sporo maili od ludzi, którzy poczuli się srogo zawiedzeni jakością oferowanego przez co niektórych sprzedawców towaru i nie mam powodów, by wszystkich traktować jak oszołomów, którzy coś sobie uroili.

      Osobiście kupuję tu i tu (stacjonarnie i online) w wypróbowanych lokacjach, z tym że online kupuję z czystym sumieniem to czego nie mają stacjonarki, w tym masę próbek nowości i zapachów których nie znam, choć jeśli mam być szczery własne zapasy perfum wolę uzupełniać stacjonarnie, świadomie przepłacając. Ale jest to cena świętego spokoju, bo już raz się sparzyłem – a maile od czytelników skarżących się na jakość perfum kupowanych w przeróżnych sklepach online i na allegro do rzadkości nie należą. A więc coś za coś mój drogi – bo i każdy kij ma dwa końce.

      Sorry, ale dla mnie ktoś, kto chodzi do perfumerii wąchać, do sklepu odzieżowego mierzyć buty i ciuchy, rower, odsłuchać sprzęt audio, a potem kupuje to online jest zwykłym cebulakiem. Skoro Cię nie stać to nie kupuj, bo trzeba nie mieć za grosz szacunku dla czyjejś pracy (i nie niekompetentne panienki w sieciówkach mam tu na myśli), by zawracać dupę i marnować czyjś czas, korzystać z czyichś wystawek i sprzętu demo, by zaoszczędzić parę groszy… To zamów sobie te buty w ciemno z allegro, zapłać parę razy za wysyłkę w tę i nazad, trać czas i fatyguj się z odsyłkami w razie reklamacji, albo uprawiaj ruletkę, kupując w ciemno – zamiast narzekać że drogo… Ktoś Ci ten luksus i przywilej pomacania, przymierzenia i powąchania zafundował i niestety jest to usługa wliczona w cenę produktu. Niby proste, ale jak widzę nie dla wszystkich…

      A co do cen w stacjonarkach, to chciałbym nieśmiało zwrócić Twoją uwagę na pewien aspekt, iż perfumerie sieciowe są stosowną umową z producentem/dystrybutorem zobligowane to trzymania tzw. sugerowanych cen sprzedaży. Owszem sieciówki mają drogo same z siebie (jakoś na tę wypasioną perfumerię trzeba zarobić), ale takie a nie inne ceny wymusza na nich producent (którego są zwykle jedynym oficjalnym dystrybutorem) – którego za przeproszeniem g… obchodzi, że w Polsce jest bieda i ludzie zarabiają grosze. To jest kwestia prestiżu i wizerunku dla marki, więc czemu np. Chanel albo Pradzie miałoby zależeć, by Polak kupował ich luksusowe produkty tanio? Sorry ale pitolisz, z tym „A przecież każdy zasługuje na odrobinę luksusu..”, od kiedy perfumy są produktem pierwszej potrzeby i muszą być tanie? Czy Billa Gatesa obchodziło, że Windows XX, (który w każdym kraju w którym był dystrybuowany ma kosztować równowartość 100$) w Polsce kosztował 1/3 miesięcznej wypłaty a w USA dniówkę? Od kiedy zamożność społeczeństwa ma wpływ na kreowanie pułapu cen min. produktów luksusowych, jakimi z definicji są perfumy?

      Ha ha ha srsly podałeś przykład gier i sklepu z grami jako ekwiwalent perfumerii stacjonarnej? Widzisz o grze możesz poczytać w necie i prasie, pooglądać screeny, zobaczyć filmik na YT, albo pograć w demo – gdy perfumy możesz jedynie powąchać w realu, by ponad wszelką wątpliwość uznać, że to jest właśnie to co chcesz mieć. Sorry, zupełnie inna specyfika branży, więc argument totalnie chybiony merytorycznie… Podaj mi przykład choć jednego sklepu stacjonarnego, sprzedającego wyłącznie gry? To było pytanie retoryczne, bo nijak by się nie utrzymał tylko ze sprzedaży gier (nawet w elektro marketach jest to tylko jedna z bardzo wielu branż w ofercie), więc porównywanie czegoś co można kupić bez jakiejkolwiek organoleptycznych wątpliwości online/stacjonarnie/w streamie – z czymś co można kupić wyłącznie w oparciu o zmysł, który nie ma swojego alternatywnego zamiennika, uważam za niemiarodajne.

      Piszesz że E-glamour otwarło perfumerię stacjonarną i też mają w niej tanio? To raczej punkt odbioru towaru i zagranie marketingowo wizerunkowe niż ich flagowy filar dystrybucji, więc do tematu różnicy cenowej E-glamour vs. stacjonarka – wrócimy gdy udział w sprzedaży tej ich perfumerii stacjonarnej (być może z czasem sieci) będzie wynosił 70-90% (tak jak w przypadku perfumerii stacjonarnych), a nie 2-5% jak ma to miejsce w tej chwili (tak obstawiam)… 🙂

      Mam nadzieję, że bardziej naświetliłem Ci temat i kierujące mną pobudki, a wierz mi pracując prawie 20 lat w handlu, to i owo wiem… pozdrawiam i mam nadzieję bez urazy… 😉

  31. Doprawdy? Z Twojego elaboratu natomiast można dowiedzieć się
    wiele ciekawych rzeczy (zdradzasz kulisy handlu i chwała Ci za to), jednak mam wrażenie, że zgubiłeś w
    nich sens i przesłanie całego artykułu, po prostu się zamotałeś.
    Xenomorph napisał: Poruszający tekst… Nawołujący do płacenia drożej za towar, który można kupić taniej… Łza się w oku kręci…
    I słusznie, o to właśnie chodzi i nie przykryjesz tej kwestii dużą liczbą tłumaczeń i ładnym słownictwem. Myślałem,
    że jesteś specem od zapachów, a nie specem od moralności i etyki, o której masz niestety blade pojęcie i lepiej
    się za to nie bierz, boś nie prorok religijny ani nawet psycholog.
    „Podaj mi przykład choć jednego sklepu stacjonarnego, sprzedającego wyłącznie gry?” Haha takich sklepów jest kilka tylko
    w moim mieście, w pewnym regionie 3 na jednej ulicy, ale chyba nie ma sensu dyskutować o tym z takim znawcą.
    Myślałem, że „cebulakiem” jest osoba, która przelewa własne piwo do szklanki w toalecie pubu i chyba będę
    obstawać przy własnej definicji tego słowa, bo mam rację.
    Odwołam się też do wypowiedzi Twojej fanki alienki: ” Jeśli nie stać Was na zakup perfum w perfumerii stacjonarnej to
    nie wchodźcie tam i nie szarpcie nerwów sprzedawcom!!!” albo: „To wszystko dla klientów ale jakich????
    Takich, którzy przyjdą pożerować na kimś???”. Sorry, ale ja jako potencjalny klient nie chcę, aby ktoś mnie uważał za pasożyta.
    Mówca schodzi ze sceny, bo go widownia drażni- jasne, tak najłatwiej. Gdyby sprzedawca był wobec mnie przyjacielski, miły
    i wykazał się odpowiednią wiedzą, to gwarantuję Ci, że sam chętnie bym zapłacił wyższą kwotę, nieważne za co.
    Ta zasada w handlu działa ZAWSZE – ale już wykracza poza zdobytą wiedzę i psychologię. Radość, serdeczność, szacunek.
    To już wyższa szkoła jazdy, bo wymaga od sprzedawcy zmiany nastawienia. Nie przeczytasz o tym w poradnikach biznesowych.
    A jak jest w takiej S.? Wspomniałeś Piracie o przesadnej ochronie i masz rację, ja tam zawsze czuję się nieswojo, jakiś
    nerwowy i spięty. W D. ciut lepiej. Dodaj do tego sztuczne minki pań sprzedających, słabą wiedzę, to ocenianie po wyglądzie i
    całą hedonistyczną, pompatyczną otoczkę, i już Ci się kupna odechciewa. Wspominasz, że w stacjonarce masz gwarancję i pewność – ale to
    taka cena strachu, czyż nie? I oni właśnie na tym strachu żerują. Na tak wysoką cenę perfum składa się nie tylko
    dystrybucja, marża, pensje pracowników ale przede wszystkim kampania reklamowa i reklamy w tv! A ja za oglądanie reklam
    przerywających filmy opłacam telewizję i internet. Więc co Ty wypisujesz o szacunku dla cudzej pracy. Ty chyba masz jakąś
    traumę związaną z handlem – nie umiesz sobie radzić biedactwo z ludźmi trudnymi – tymi, którzy próbują ciągle zjeżdżać z ceny,
    naciągać, wykłócać się, zalegają ze spłatą itd. Kiedy z nimi przebywasz, pojawia się napięcie, któremu dajesz upust w niektórych recenzjach.
    I masz tych ludzi za bydło, klniesz pod nosem bo nie szanują Twojego wysiłku. Nic dziwnego, że przez to masz problemy w swoim handlu.
    Rozgryzłem Cię między wierszami.
    I nie odpisuj odwetowo „co ja mogę wiedzieć i jak śmiem bawić się w takie analizy” i nie reaguj sztucznym śmiechem, tylko weź to przemyśl na spokojnie.
    Wracając do tematu. Mało tego, gdyby jeszcze towar był wart swojej ceny. Uważasz, że Chanel to prestiż i wizerunek? Może kiedyś.
    Myślisz, że dzisiejszy Egoiste, czyli syntetyczna zlewka pachnąca jak lekarstwo (to nie tylko moje zdanie) albo babskie
    wynaturzenie z plastikowym woskiem Antaeus naprawdę są warte ponad 4 stówy? Buteleczka tych rarytasów nie jest warta więcej niż 50 zł.
    Osoba siedząca tyle lat w handlu nie wie, że nad zapachami zaczynają pracować koncerny i korporacje chemiczne, coraz bardziej
    chciwe i pazerne, które mocno
    tną koszty, bo bardziej opłaca im się wydać na reklamy? Przez to obniża się jakość produktu. I gdzie tu jest szacunek do moich
    pieniędzy, ja się pytam? Za co ja tak naprawdę płacę aż tyle? Oni to dopiero mają klientów za bydło. A co do samej perfumerii,
    ja mogę mieć szacunek do ludzi w niej pracujących, ale jak już zaznaczyłem wcześniej, nie podpisuję przy wejściu umowy kupna i sprzedaży. I nie mam zamiaru się ich żałować przez leżący na półce tester, skoro nawet nie potrafią mi nic sprzedać.
    A zatem problem rozwiązany – wysoka jakość produktu, odpowiednie podejście do klienta i adekwatna cena.
    A skoro już jesteśmy w temacie, to zróbmy mały offtop. Jak wspomniałem, piszesz bardzo ładne recenzje, są w nich emocje i charakter.
    Ale treść bywa absurdalna. Powód? Rozdzielanie składników w perfumach SYNTETYCZNYCH. Olibanum, bergamotka, geranium… Czy Ty kiedykolwiek w
    życiu wąchałeś prawdziwe geranium?! Jeśli tak, to zwracam honor, niemniej wielu kupców perfum na pewno nie, a jednak w sposób jakże
    bajeczny opisują na różnych forach swoje doznania zapachowe. To jest aż śmieszne. Po przeczytaniu recenzji ludzi takich jak Ty zwyczajnie się nakręcają.
    Bo na pudełku czytam skład: linalool, eugenol, alpha-isomethyl ionone itd, z którego wynika, że do produkcji zapachu użyto
    substancji imitujących owe składniki. Dlaczego recenzenci perfum oszukują ludzi? Dlaczego pomagają korporacjom sprzedawać kłamstwa? To jakiś matrix.
    Nie lepiej rozkładać na czynniki pierwsze zapachy tworzone naturalnie, a w przypadku syntetyków opisywać po prostu doświadczenie,
    skojarzenia i ogólną jakość? Po jakiego grzyba doszukiwać się w nich czegoś, czego nie ma tylko dlatego, bo rzekomy skład podaje producent?

    • Nie, nie rozgryzłeś mnie i nawet się nie zbliżyłeś, więc daruj sobie 😉 Mam ten przywilej i komfort (tak, to adekwatne określenie) poruszania się w branży, która nie wymaga zaniżania cen, spinania się o plany, cele i rosnące słupki – choć znając realia wiem jak taka polityka „cięcia się na rabaty” psuje rynek. Zwłaszcza że handel w Polsce, to wciąż niecywilizowana dzicz, polegająca na oszukiwaniu/naciąganiu klientów, zwłaszcza w sektorze usług finansowych i telecomów. U nas nie liczy się jakość (w tym obsługi), obsługa po sprzedażowa, tylko zwabienie ofiary na choćby jedną transakcję, słowem kluczowym „promocja” i niska cena. Polak ma klapki na oczach, widzi tylko cenę, a widząc słowo rabat,promocja,wyprzedaż dostaje małpiego rozumu i wyłącza analityczne myślenie. U nas nie praktykuje się promocji z prawdziwego zdarzenia, nie dba się o budowanie długotrwałych i opartych na lojalności i zaufaniu relacji i to mnie osobiście najbardziej boli. Boli mnie że na każdym kroku ktoś chce mnie oszukać, zwabić i urobić, wciskając mi coś czego nie chcę, zwykle tanio i podłej jakości. Ale ja nie chcę tanio, ja chcę jakości za którą chcę zapłacić – dlatego nie kupuję ubrań na promocji w sieciówkach, ani w obawie o podróbkę na Allegro – tylko ściągam ubrania np. z Anglii, co jest może upierdliwe, ale tańsze i ciuchy są nieporównywalnie lepszej jakości. Można to rozpatrywać w konwencji „ceny strachu i świętego spokoju”, ale niestety zmuszają mnie do tego realia, tj. „narodowa mentalność cwaniaka”.

      Mam pełną świadomość, że wpisy o wydźwięku moralno etycznym nie cieszą się popularnością i zrozumieniem, co widać po licznych przypadkach polemiki z moim tokiem rozumowania – ale trudno oczekiwać, by w kraju poniekąd słynącym z narodowego cwaniactwa, kombinowania (tzw. polaczkostwa) tego rodzaju inicjatywy spotykały się z powszechnym zrozumieniem. Co do tego nie mam wątpliwości, bo widzisz cebulactwo to nie tylko „nalewanie sobie kątem browara w kiblu”, to również inne przejawy kombinowania jakby tu zapłacić taniej – bo tok rozumowania i postrzegania „cwaniaka” skupia się wyłącznie na kryterium „niska cena”, zupełnie ignorując przyczyny i konsekwencje tego stanu rzeczy. Dupocentrycznemu cwaniakowi taka powierzchowna ocena sytuacji przychodzi najszybciej i najłatwiej, bo po co zadawać sobie trud szerszym zrozumieniem specyfiki i przyczyny takiego stanu rzeczy – skoro jedynym wnioskiem jest to, że pewnie ktoś chce go naciąć/skroić… Sam kiedyś ostro jechałem na sieciówki, zarzucając im żerowanie na kieszeni rodaków i odrealnione/kosmiczne ceny – ale dopiero gdy przeanalizowałem problem w szerszej perspektywie, przeszło zrozumienie tego fenomenu, co i Tobie polecam…

      Co do analizy zapachowej perfum, to stosuje się i naturalne i syntetyczne nuty zapachowe, ale powiedz jaka jest różnica, czy czuję w bukiecie perfum geranium prawdziwe czy syntetyczne – skoro jedno i drugie pachnie jak geranium? Coś więcej powie Ci użycie nazwy „linalool, eugenol, alpha-isomethyl ionone” (no chyba że jesteś biegłym chemikiem z branży kosmetycznej)?. Wykaz nut zapachowych (co tłukę jak mantrę w co któreś recenzji) nie są ani obligatoryjne, ani kompletne, ani do czegokolwiek producenta perfum nie obligują. Wcale też nie jest powiedziane, że muszę to wyczuć, bo nie muszę i piszę jak jest, celowo omijając ingrediencje, których w bukiecie nie odnalazłem. Można to zwalić na karb ułomności mego zmysłu powonienia albo na nieuczciwość producenta, który pisze bzdury i dał się ponieść kreatywnemu marketingowi. Właśnie po to powstają recenzje perfum, by zweryfikować za czytelnika co tak naprawdę siedzi w danych perfumach – a to czy jest to geranium naturalne, albo jego syntetyczny substytut nie ma już większego znaczenia. Owszem wąchałem prawdziwe geranium i to w kilku odsłonach (poszczególne metody ekstrakcji cechują się różną wiernością/sugestywnością w odniesieniu do żywej roślinki) i to między innymi pozwala mi ocenić, czy mam do czynienia z nutą pochodzenia naturalnego, lub w przypadku róży, próbą oszustwa, gdy jej drogocenny olejek nieuczciwy producent perfum oszukuje domieszką geranium, które pachnie dość podobnie i często różę w perfumach emuluje. Dlatego skupiam się nie na tym co producent napisał w oficjalnym wykazie nut, czasem ignorując pewne składniki, choć zdarza mi się wyłapać coś czego w składzie nie uwzględniono. Dalej uważasz, że to absurdalne? Perfumy potrafią wywołać potężny ładunek uczuć i emocji, właśnie dlatego że bazują na wspomnieniach, skojarzeniach i poszczególne nuty tworzące daną kompozycje przywołują potężny ładunek emocjonalny – stąd nie dziw się, że ludzie którzy się tym naprawdę pasjonują, tak bardzo przeżywają obcowanie z jakimś szczególnie poruszającym ich pachnidłem. O perfumach generalnie pisze się trudno, potrzeba tu przykładów, analogii i alegorii, licznych skojarzeń i porównań – by spróbować opisać doznania zarówno uczuciowe, jak i zweryfikować co naprawdę w zapachu siedzi. Jaki jest sens czy napiszę wanilia czy wanilina, skoro to co odnajdę w bukiecie perfum pachnie mi wanilią? Pisząc o konwalii w perfumach, mam na myśli wyłącznie nutę syntetyczną, bo zapachu tego kwiatu nie da się (na skale przemysłową) ekstrahować w sposób naturalny – więc czy kłamię i oszukuję pisząc, że czuję konwalię? Mam każdorazowo wspominać, że to co czuję jest na 100% syntetyczne? Myślisz, że pisząc o ambrze i nutach ambrowych kogoś obchodzi (poza grupą ortodoksów), czy jest pochodzenia organicznego (cena kilka tysięcy dolarów za uncję ekstraktu), czy też syntetykiem za dolara per galon – skoro dla czytelnika i użytkownika tych perfum, liczy się tylko efekt końcowy? Swoją drogą trzeba być naiwnym, by w mainstreamowych perfumach za 300 zł spodziewać się naturalnej ambry – ale to już wymaga pewnej wiedzy i obycia z tematem, czego ktoś szukający informacji jak coś pachnie w 95% przypadków nie ma ochoty drążyć. Ludzi obchodzi, jak coś pachnie i jak długo trzyma, choć przyzwoitość nakazuje wspomnieć o przypuszczalnej genezie składu i jego wierności ze wzorcem, alternatywach dla danego zapachu i efekcie globalnym. Sam nie lubię wdawać się w technikalia, no chyba że mam do czynienia z ewidentnym przekrętem, albo obiecywaniem gruszek na wierzbie i wówczas sam chętnie o tym napominam. Gdzie tu kolaboracja z korporacjami? Na jakiej podstawie oceniasz moją pracę, jako powielanie wyidealizowanej papki o produkcie, celem nakręcania komuś koniunktury na dany zapach? Chociaż w sumie dałeś już popis swojej ignorancji i krótkowzroczności w postrzeganiu meandrów otaczającego Cię świata – zatem nie powinno mnie to dziwić… 🙂

      p.s. to ja poproszę jakiś namiar na ten wyspecjalizowany sklep stacjonarny z grami, w Twojej okolicy (ponoć jest ich mnóstwo) – chętnie zweryfikuję moją niewiedzę i poszerzę horyzonty…

  32. Zgadzam się z Tobą we wielu aspektach. Aby pisać o perfumach,
    potrzebna jest odpowiednia wrażliwość, sentymentalność, bogate słownictwo,
    bazowanie na skojarzeniach, pasja, doświadczenie życiowe. A zatem to,
    że zajmujesz się takim hobby, czyni Cię w pewnym sensie osobą wyjątkową.
    Mimo wszystko będę się czepiać. Owszem, dla większości nie ma znaczenia,
    czy w kompozycji użyto naturalnego, czy też syntetycznego składnika. Liczy
    się to, aby zapach był po prostu ładny. Aczkolwiek rażą mnie zdania typu:
    „moc fiołka w pewnym momencie słabnie, by zaraz doszło do głosu geranium”,
    skoro tam nie ma ani jednego, ani drugiego. Nie lepiej napisać, że użyte
    nuty zapachowe przypominają woń fiołka i geranium, co w większości zgadza się/
    nie zgadza ze składem podanym przez producenta? To jest o wiele bardziej
    autentyczne. Chodzi mi o to, że korporacje w dzisiejszych czasach stawiają
    na syntetyki, by w przyszłości zawłaszczyć produkty naturalne i sprzedawać
    je po kuriozalnej cenie, co jest po prostu wynikiem niszczącej chciwości i
    chęci ogłupiania społeczeństwa. Albo nie lepiej opisać, jak to pachnie, co
    to przypomina, jakie to jest jakościowo i jak bardzo jest trwałe, czy eleganckie,
    czy warte swojej ceny i koniec? Akurat w tym przypadku to nie jest pójście na
    łatwiznę.
    Wracając do cen. Chcę żebyś zrozumiał punkt widzenia klienta.
    Osobiście nie cierpię jeść w tanich barach i stołówkach. Nie dlatego,
    że się wywyższam, ale dlatego, bo nie raz dostałem na talerzu straszny syf, po
    którym bolał mnie brzuch i miałem zgagę. Dlatego wolę iść do restauracji, nawet dużo droższej,
    bo oprócz jedzenia liczy się dla mnie atmosfera, wnętrze i klimat. I w jednej wcale nietaniej
    restauracji, pierwszy raz w życiu dałem napiwek. Bo jedzenie było bardzo dobre,
    a kelnerka naprawdę miła. Potrafiła mi osłodzić tamten szary, pochmurny dzień. Ja, taka straszna
    sknera. W D. też kupowałem swojej ex jakieś tam pudry, kosmetyki i nie patrzyłem na to,
    że gdzie indziej mogę to dostać 10-15 zł taniej. Tak było najlepiej i najwygodniej. Ale nie
    wmawiaj nikomu, że udostępnienie głupiego testera jest aż tyle warte, skoro forumowicze
    wyliczyli już nie raz, co tak naprawdę składa się na wysoką cenę perfum w D. i S., te wszystkie
    koszty z reklamą sklepu na czele. Zwłaszcza jeżeli ktoś kupuje perfumy hurtowo, by zaopatrzyć sklep,
    to położenie na półce tego jednego do sprawdzenia na pewno nie jest warte 200 zł. D. i S. zostały
    wykreowane dla „ludzi sukcesu”, wszelkiej maści snobów i tych, którzy przez swój strach zapłacą
    każde pieniądze, byle tylko czuć się bezpiecznie. Chodzi im tylko o wydrenowanie portfela, rzadziej o
    satysfakcję klienta. Poza tym wieść o tym, że kupiłeś perfum właśnie
    w S. zdecydowanie bardziej elektryzuje towarzystwo. „O, to pewnie dobrze ci się powodzi” – usłyszysz,
    i już ego rośnie jak balon. Ja oczywiście nie zniechęcam do zakupów w tamtych miejscach, ale niech
    każdy ma świadomość tego, za co płaci. Czym innym jest oczywiście jakaś bardziej kameralna perfumeria
    stacjonarna oraz miły, rozmowny sprzedawca w niej pracujący – tutaj już można bardziej polemizować.
    A żeby uniknąć ryzyka oszustwa w perfumeriach internetowych, warto trzymać się jednej bądź dwóch, zamiast
    skakać z kwiatka na kwiatek jak pszczółka Maja, bo gdzieś tam da się trafić tą wodę toaletową jeszcze 20 zł
    taniej. Osobiście jestem zadowolony z E Glamour, bo ceny są bardzo rozsądne, towary oryginalne, przesyłki dobrze zabezpieczone
    i szybko wysyłane. Oni szanują moje pieniądze, znalazłem swoje miejsce i osiadłem. Więc po co przepłacać?

    • Coś czułem, że będziesz się czepiać wszak malkontenta nic nie zadowoli, będzie drążył i szukał problemu, nawet tam gdzie go nie ma. Ot taki typ osobowości, więc skoro wiesz lepiej co czujesz (ja wiem co ja czuję i na tym się opieram) pozostań przy swoim zdaniu i opinii. Zgodzę się, że we większości współczesnych zapachów, głownie mainstreamowych i massmarketowych królują nuty syntetyczne, to obecnie standard – zresztą bez dobrodziejstwa współczesnej chemii wiele wspaniałych zapachów nigdy by nie powstało – więc czego się czepiasz? Gdyby w perfumy ładowano wyłącznie olejki pochodzenia organicznego, to dopiero byś płakał, że wtórne, oklepane i że 2-3 razy droższe niż teraz… umówmy się perfumiarstwo to z ekonomicznego punktu widzenia (zwłaszcza gdy odrzeć je z szumnej ideologii i marketingowego bełkotu – co nie bez dzikiej rozkoszą praktykuję na łamach tego bloga) to biznes jak każdy inny, więc producent i perfumeria muszą wyjść na swoje.

      „Chodzi mi o to, że korporacje w dzisiejszych czasach stawiają
      na syntetyki, by w przyszłości zawłaszczyć produkty naturalne i sprzedawać
      je po kuriozalnej cenie, co jest po prostu wynikiem niszczącej chciwości i
      chęci ogłupiania społeczeństwa”

      Tu dobrze kombinujesz, ale obawiam się, że to idzie na odwrót. Wielkim koncernom zależy raczej jak najszybszym wyeliminowaniu z rynku składników pochodzenia naturalnego, aby zastąpić je łatwiejszymi w obróbce (każda partia pachnie nieodmiennie identycznie co poprzednia) i co najistotniejsze wielokrotnie tańszymi składnikami syntetycznymi. By w efekcie jeszcze więcej zarobić i wydać na marketing i promocję kolejnych wypustów. Co wciąż nie zmienia faktu, że składnik użyty do emulowania wspomnianego geranium, powstał po to by jak najwierniej emulować geranium, cynamon, by udawał cynamon naturalny, podobnie sandałowiec i co najistotniejsze wersja syntetyczna nie uczula (ponoć) tak jak naturalna. Oczywiście proceder jest dość kontrowersyjny i dyskusyjny, ale zasadniczo wiadomo, że chodzi o pieniądze. Również te w Twojej kieszeni, bo inaczej nie stać by Cię było nawet na ich zakup online, że o różnorodności na rynku nie wspomnę. Twój tok rozumowania przypomina trochę Amisza, wzbraniającego się przed elektryfikacją, gdy nut i składników syntetycznych nie należy się bać, bo znacząco wzbogacają ofertę rynkową o zapachy, które bez tej chemii nigdy by nie powstały.

      he he, ależ ja doskonale znam tok rozumowania klienta. Chce dużo i tanio, a przynajmniej w Polsce. Zgodzę, się że zachodnie korporacje traktują nasz rynek jak gąbkę, którą trzeba wycisnąć, kolonię do eksploatacji i niewolniczej pracy, że jesteśmy na każdym kroku oszukiwani na składzie detergentów, słodyczy, jakości ubrań i elektroniki – jednym słowem jesteśmy konsumentem trzeciej kategorii. A wiesz dlaczego? Bo sobie na to pozwalamy, narzekając ale wciąż kupując oszukaną chemię, tandetne ubrania, które rozpadają się po jednym praniu. Osobiście sądzę, że wina leży po obu stronach, bo Polak nie jest po pierwsze nauczony wymagać jakości, a po drugie zrezygnował z niej bo chce tanio. Dużo i tanio, jak najtaniej, taniusio, więc tak właśnie dostaje – a, że przy okazji byle co, to inna para kaloszy. Można to częściowo zwalić na karb niskiej zamożności społeczeństwa, bo siła nabywcza pensji Polaka, jest średnio 4-5 razy niższa niż Niemca – przy czym on żywność, elektronikę i konfekcję kupuje jeszcze taniej niż Polak, ale markę, która ustala cenę detaliczną swojego produktu na jednym poziomie guzik obchodzi, że to nie jest cena na kieszeń statystycznego polaka. Osobiście wychodzę z założenia, że jestem zbyt biedny by kupować byle co i tandetę, dlatego wolę zapłacić więcej i dostać produkt wysokiej jakości, który w efekcie posłuży mi dłużej (suma summarum, w dłuższym czasie wydam mniej). A zwłaszcza w przypadku dóbr luksusowych jakimi są perfumy i kosmetyki. Nie, perfumeria nie płaci 200 zł za tester, który stoi na półce, bo jego cena jest wliczona w koszt produktu półkowego (w jego cenę zakupu), a ten z kolei kosztuje w detalu np. 500 zł nie tylko dlatego, że sieciówka ma kosmiczną marżę (bo z czegoś trzeba opłacić czynsz, pracowników, stock i logistykę), tylko dlatego że mając podpisaną umowę z firmą X musi, podkreślam MUSI mieć na półce takie ceny jak sobie ta firma życzy, ponadto kompletną ofertę produktową z całej linii (wspomniany stock) oraz ma odgórnie narzucone przez centralę, że zaopatruje/zatowarowuje się WYŁĄCZNIE u oficjalnego dystrybutora/producenta. To ostatnie to ogromny plus i atut dla kupującego, ale niestety podwyższa cenę produktu w detalu. Swoją drogą masz pojęcie jak wyśrubowane normy względem, prestiżu, ekspozycji i lokalizacji sklepu musi spełnić perfumeria, która chce mieć w ofercie najbardziej luksusowe marki? To niestety kosztuje, a Ty możesz przyjść, pomacać i powybrzydzać. Owszem płacisz za to w cenie produktu, ale zrozum w końcu, że to jest wartość dodana, której możesz co prawda nie chcieć, ale i tak jest wkalkulowana w cenę produktu!. Produktu z definicji luksusowego i DROGIEGO, nie na każdą kieszeń (choć cena samych perfum w tym wszystkim to ułamek kwoty), więc warto mieć to na uwadze.

      Żeby nie było, ja nie bronie za wszelką cenę tego modelu biznesowego, sam czuję się w sieciówkach nieswojo, uważam, że ceny spokojnie mogliby obniżyć – ale dostrzegam różnicę pomiędzy cechami perfumerii działającej wedle zasad, które wyłuszczyłem powyżej – od perfumerii internetowej, która nie musi spełniać tych wszystkich warunków i którą równie dobrze można prowadzić w kapciach, siedząc w swoim salonie i popijając kawkę!. To pierwsze jest perfumerią, a to drugie magazynem, bez ekspozycji i związanymi z tym kosztami, które siłą rzeczy przenoszone są na klienta końcowego. Pomyśl który z tych modeli biznesowych to sklep z prawdziwego zdarzenia, którzy prezentuje Ci swą ofertę, a który jedynie sprzedaje w oparciu o wiedzę, którą pozyskałeś wąchając dany zapach stacjonarnie i postanowiłeś kupić, ale online, bo dla Ciebie taniej?. Kto Ci dał możliwość podjęcia wiążącej decyzji o zakupie, stacjonarka, czy sklep internetowy, dla którego jesteś tylko dowodem wpłaty na wyciągu bankowym?

      Wreszcie czepiasz się „otoczki luksusu dla ludzi sukcesu”, który perfumerie kreują w oczach klientów… da faq? a oni tam marchewką i kartoflami handlują, czy też dobrami luksusowymi, zresztą nie tanimi?!. Mają z leżaka na bazarze handlować i pakować w gazetę? Ta otoczka jest poniekąd wpisana w filozofię marek, które sygnują te perfumy – więc znów kierujesz swoje nieuzasadnione żale w stronę podmiotów, które po prostu dostosowują i realizują swój model sprzedażowy do wymagań i kwalifikacji rynku w którym działają, więc daruj sobie, bo to doprawdy żenująca abnegacja… Ja się w życiu nie jarałem faktem że „przepłacam” w Douglasie, zawsze dziękowałem za te ich turkusowe torebunie, bo nie znoszę łażenia i afiszowania się (może niektórych to dowartościowuje, choć mnie zniesmacza), że wracam z markową torbą z zakupów. Sorry, jak dla mnie to wiocha, więc zwykle zakupy brałem do ręki/plecaka i hyc do samochodu. No ale co kto lubi…

      Co do perfumerii internetowych, to moim zdaniem taktyka trzymania się jednej lub kilku też nie daje pełnej gwarancji, bo biorąc na wiarę ich najlepsze intencje, przecież oni czasem sami nie wiedzą co im nieuczciwy kontrahent/importer albo hurtownik wcisnął. Przecież nie będą otwierać i psikać każdego flakonu, by przekonać się, że z zapachem jest coś nie tak, zepsuł się, albo trafiła im się seria z odrzutu lub na inny rynek (mniejsza koncentracja). Wprawdzie sam się jeszcze nie sparzyłem, ale dostaję tyle maili od czytelników, skarżących się że z ich kupionym w perfumerii X zapachem jest coś nie tak, albo że kupili podróbkę. Osobiście nie wierzę w podróbki, bo żadna szanująca się perfumeria internetowa nie zszargałaby sobie nieodwracalnie reputacji dla paru złotych zysku, ale osobiście wybieram te, które zaopatrują się oficjalnym kanałem dystrybucji. Niby wychodzi drożej, ale mam pewność że kupuję produkt o najwyższej jakości i z pewnego źródła.

      Reasumując, niech każdy kupuje tam gdzie chce, ale skoro gardzisz krwiopijcami z sieciówek – to pokaż że masz jaja, bądź konsekwentny i omijaj je szerokim łukiem, a zwłaszcza ich testery i skąpany w sztucznym blichtrze model biznesowy. Mam nadzieję, że wiedza (choć niestety nie cała, ale naprawdę więcej napisać nie mogę) którą Ci przekazałem nieco bardziej naświetliła Ci meandry rynku, na który porwałeś się z szabelką… No ale żeby coś merytorycznie krytykować, wpierw trzeba to zrozumieć… 🙂

  33. Najpierw piszesz, że Cię nie przejrzałem, a później
    samemu sobie przeczysz. Już w poprzednim poście dałeś do
    zrozumienia, że masz poważne problemy z własną tożsamością
    narodową i patriotyzmem. Mało tego, dajesz temu upust
    w niektórych recenzjach zapachów, drwiąc sobie z tzw. cebulaków
    zlewających się podróbkami Fahrenheita, Le Male czy Joop Homme.
    Owszem, takie postępowanie to słoma wychodząca z butów i nic więcej, ale to
    przecież nie znaczy, że ludzie, którzy tak się zachowują, to jakieś śmieci.
    Te bufonowate, ordynarne wywody bardzo zaniżają poziom recenzji zapachów.
    Twoje pojmowanie patriotyzmu jest skandaliczne. Pisząc o Polsce, przywołujesz
    same negatywne przykłady. Czy Tobie naprawdę wydaje się, że Polska = chamstwo,
    cwaniactwo, pijaństwo, wieśniactwo, narzekanie, długi, kredyty, oszustwo itd,
    a poza tym nic innego się nie liczy? Tylko nie pisz mi, że „takie jest życie”, bo to typowy
    tekst ludzi, których nie cierpisz. Siki Anglików pewnie pachną jak Chanel. A dziedzictwo kulturowe? Sztuka? Fauna i flora?
    Niektórzy sportowcy? Poświęcenia na wojnie? Czy aby na co dzień nie za bardzo topisz się w degrengoladzie na własne życzenie?
    Czy Ty nie wiesz, że tożsamość narodowa ZNACZĄCO wpływa na poczucie własnej wartości
    i ogólne powodzenie również w finansach? Znałem ludzi, którzy tak biadolili na
    Polskę, i prędzej czy później każdy staczał się do poziomu tych stereotypów. KAŻDY
    z nich był niezadowolony z życia. Nawet jeżeli grał bajeranta, ta maseczka przy alkoholu opadała.
    I każdy miał wieczne problemy w interesach. To, że wielu ludzi stało się „cebulakami”,
    jest winą dwulicowego rządu, trudnych warunków środowiskowych, problemów rodzinnych, ogłupiających
    mediów i braku osoby, która od siebie wskazałaby drogę. Ale żeby to zrozumieć, należy
    właśnie w życiu kierować się etyką. Osoba, która uważa siebie za kogoś lepszego od innych,
    nie postępuje w życiu etycznie. Piszesz: „Mam pełną świadomość, że wpisy o wydźwięku moralno etycznym
    nie cieszą się popularnością i zrozumieniem”. A wiesz czemu? Bo zabierasz się za pisanie o etyce,
    nie postępując etycznie. Drażni Cię mentalność biedoty, a sam gardzisz wieloma Polakami. To dopiero
    trzeba być krótkowzrocznym ignorantem.
    Dlatego Twoje wywody są takie śmieszne i absurdalne. To tak samo jakby ksiądz za dnia trajkotał
    o moralności i świętości, a wieczorami chodził do burdelu. On jest tak samo autentyczny jak Ty
    w tym momencie. Albo idziesz w etykę w 100%, albo w ogóle się za to nie bierz, bo wyjdzie z tego
    pseudoliteracka, subiektywna kupa. O perfumach natomiast należy pisać subiektywnie.
    Co do ubrań. Oj tak, mój znajomy się tym zajmował. Jeździł po polskich hurtowniach,
    zamawiał biały worek 30 kg jakiegoś cream mix, a później siedział i płakał. Dlatego wierzę
    w to, co piszesz o naszym rynku. Ale to o Tobie bardzo dobrze świadczy, że stawiasz na jakość
    i sprowadzasz towar z zagranicy. Jak już coś robić, lepiej robić to dobrze. Dlatego walcz o wysoki poziom
    i pokaż, że Polak też potrafi. Po co dostosowywać się do poziomu zlewu i później biadolić, że zlew to
    zlew? Dlaczego nie postępować honorowo, z sercem, po swojemu i zlekceważyć to, co się dzieje wokół?
    Wbrew pozorom myślisz bardzo szlachetnie, ale ograniczają Cię stereotypy.
    Myślisz, że wszyscy Polacy kupują pirackie płyty i ubierają się w najtańszych lumpeksach? To się
    bardzo grubo mylisz. Funkcjonowanie sklepów takich marek jak Zara, Mohito, Mango, a z butików
    Venezia, Gino Rossi itd tylko potwierdza to, że wielu Polaków lubi i chce dobrze.
    A może po prostu na nowo określ swoją klientelę, napisz nowy biznesplan?
    Przestań zwracać uwagę tylko na to, co złe. Bądź bardziej asertywny. Zmień towarzystwo.
    I dowiedz się, czym naprawdę jest Polska, bo na razie widzisz tylko problemy dręczące ten kraj.
    To przecież nie jest wina Polaków, że prowadzi się z nimi ukrytą wojnę.
    PS. A co, jesteś zapalonym graczem? Nie wszystkie te sklepy posiadają własną stronę internetową, więc
    nie wiem, czy jest sens rzucać nazwami, skoro nie znam Twej lokalizacji…

    • Po pierwsze, daruj sobie personalne wycieczki i próby analizy mojej osoby, bo po pierwsze sobie nie życzę, a po drugie g… o mnie wiesz. Jeśli chcesz się ze mną szerzej dzielić swoimi urojeniami i frustracją malkontenta – kieruj je na maila, zamiast zaśmiecać mi bloga coraz to kolejnymi elaboratami. Moja tolerancja na ględzenie, też ma pewne granice…

      Żeby była jasność, to blog osobisty, mój punkt widzenia oraz poglądy i nie widzę powodu dlaczego miałbym ich nie wyrażać. Nie podoba się? Twoje prawo, choć akurat Twoja ocena (i czyjakolwiek inna) mojej osoby, guzik mnie obchodzi. Cóż ja poradzę, że mam szczególną alergię na buractwo, cwaniactwo i ludzką głupotę i nie widzę powodu dlaczego mam przemilczać i gloryfikować nasze najgorsze narodowe przywary, które Ty postrzegasz jako atak, brak patriotyzmu, tożsamości, gardzenie innymi i bufonowatość. Osobiście jestem dumny z faktu bycia Polakiem i dumnym lokalnym autochtonem (naszej kuchni, kultury i historii i gdybyś zadał sobie trud przeczytania moich starszych tekstów, to nie pierdzieliłbyś teraz farmazonów, że widzę tylko wady) – ale nie widzę powodu, dlaczego nie wytykać „Januszom” chodzenia w sandałach + skarpety i zlewania się tanimi wodami. Poczułeś się dotknięty? trudno, nie mam zwyczaju kolorowania rzeczywistości i przemilczania aspektów, które mnie irytują. Ale nie będę przyjmować rad, a zwłaszcza krytyki – od kogoś, kogo model etyczny sprowadza się do pochwały wykorzystywania zasobów perfumerii stacjonarnej, by zaoszczędzić kupując online. Taka właśnie prywata za czasów polski sarmackiej doprowadziła do rozbiorów Rzeczypospolitej, więc daruj sobie pouczanie mnie o patriotyzmie, świętojebliwy hipokryto…

      Gdybyś umiał czytać ze zrozumieniem, to zamiast wypisywać „Albo idziesz w etykę w 100%, albo w ogóle się za to nie bierz, bo wyjdzie z tego
      pseudoliteracka, subiektywna kupa. O perfumach natomiast należy pisać subiektywnie.”
      przeczytaj ignorancie nagłówek bloga i daruj sobie wspinaczkę na „wyżyny intelektualne”, bo ewidentnie Ci nie wychodzi… dzielę się na łamach tego bloga różnymi przemyśleniami, wszystkie z definicji są subiektywne, szczere i dosadnie – i nie widzę powodu, by nie wplatać moich refleksji w recenzje. Wpierw podważ stawiane przeze mnie tezy, podając mi merytoryczny i konstruktywny argument, że się mylę – albo przestań marnować mój czas swoimi wyssanymi z palca dywagacjami i skakaniem z tematu na temat. Załóż własnego bloga i tam wylewaj swoje żale, bo sobotnią noc mam ciekawsze rzeczy do roboty – niż przemawianie się i udowadnianie komuś, że nie jestem wielbłądem oraz wysłuchiwania dobrych rad od Pani Dulskiej w spodniach…

      p.s. A co do adresu sklepu z grami, to owszem lubię pograć, ale w tym przypadku po prostu sprawdzam (jak w pokerze), czy blef który podałeś jako argument, ma jakiekolwiek przełożenie na rzeczywistość…

      p.s.2 swoją drogą ciekawy fenomen, krytykować i pyszczyć anonimowo to każdy internetowy pieniacz potrafi, ale jak już ma napisać z imienia i nazwiska, albo z jakiego jest miasta – to jego odwaga cywilna jakby truchleje… 🙂

  34. Ojoj, komuś chyba wylali za dużo A*Mena na głowę… (cenzura, za wulgaryzmy i p……… od rzeczy – przyp. pirath)
    Myślę, że ten temat został już wyczerpany, dlatego bez odbioru i powodzenia, Słoneczko.

    • Słoneczko, temat wyczerpałeś już dwa elaboraty temu, a ponieważ nie wiesz kiedy odpuścić – zrobiłem to za Ciebie… nie będę tolerował ordynarnych wulgaryzmów (ja swoje kropkuję) ani marnował czas na polemikę z pieniaczem. Również żegnam ciepło i proponuję, porozmawiać z terapeutą o zmianie Twoich leków…

  35. Oj tak tak, biedne perfumerie, wszyscy na nich zeruja, rzeczywiscie. Zapominacie o jednym – to jest rynek, sprzedaz, marketing. Czytam te glupoty i nie wierze, mi by do glowy nigdy nie przyszlo, zeby miec wyrzuty sumienia z tego powodu, ze jak mam do wyboru taki sam produkt z roznica w cenie i ze 200 zl czasem, to kupie go tam gdzie jest taniej. Wlasnie zamowilam tester Angela 100 ml za 280 zl z odbiorem osobistym w pewnej zaufanej perfumerii internetowej. Ok 3 minuty drogi samochodem od swojego mieszkania mam perfumerie stacjonarna(nie sieciowa, mniejsza, firma rodzinna). Angel nienapelniany kosztuje tam 315 zl za uwaga… 25 ml. Napelniany ponad 400. ZA DURNE 25 ML, ktore zuzyje w miesiac, nawet mniej, jak dobrze pojdzie. Tak, wiem, to jest produkt luksusowy, ktory kosztuje i ktory potrzebny do zycia nie jest. Ale sorry. Mam fanaberie, zeby miec Angela. I nie zarabiam milionow. I akurat do glowy by mi nigdy nie przyszlo, ze mam kupowac 25 ml za ponad 300 zl, skoro 100 ml moge miec taniej.
    Testerow nikt nie zaluje? Dziwne, bo zawsze jak tylko ktos wezmie go do reki do pracownica podbiega i patrzy czy chociaz nie wypsikuje za duzo 😀 probki? Taaa. Jak maja to biora dla siebie i sprzedaja na alledrogo. Jak nie, to robia albo z wielka laska i niezadowoleniem albo w ogole 😉
    Zrozumcie, ze wszystko to jest biznes. Co to, moja wina ze ktos sobie wymyslil zalozenie perfumerii z wymuskanym lokalem i wypacynkowanymi sprzedawczyniami i duza oferta? Mam wydawac tam cala swoja wyplate i oszczednosci, zeby zrekompensowac mu to, ze jest taki dobry, bo udostepnil klientom swoja obsluge i kilka testerow(najczesciej zepsutych, bo smazacych sie kilkanascie godzin dziennie na lampach)? Moze mam nawet zakupow nie robic, tylko leciec i nagradzac douglasy i sephory za ich dobroc? Bo ktos wydal tyle i tyle pieniedzy na lokal? A co mnie obchodzi ile wydal? Nie moje pieniedze, tylko tego kogos, niech wydaje na co chce. Ja tez mam swoje. I perfumerie internetowe to cwaniaki, owszem. Dokladnie TAK SAMO jak WSZYSCY. Juz pisalam – to biznes, nic innego. Kazdy chce miec jak najwiecej za jak najmniej, KAZDY.
    I jeszcze jedno – perfumerie internetowe sprzedaja tylko to co im schodzi? Buahahahahah, tu mnie rozwaliles. Musiales slonko pomylic internetowe ze stacjonarnymi 😉 pokaz mi Sephore, ktora ma chociaz w polowie taki asortyment… W sephorze kupisz tylko mainstream, ktory sie dobrze sprzedaje, ewentualnie kilka(doslownie) zapachow z „niszy”. Jesli jakies perfumy sa w linii zapachowej(pelnej, jak np. Wspomniany przeze mnie Angel), to da sie w nich kupic najwyzej jeszcze w zestawie z balsamem do ciala. Kiedys szukalam balsamu z lini Euphoria, nie mieli nawet tego, a nie sadze zeby euphoria zle sie sprzedawala 😀
    Tak jak mowie, moje pieniadze. I widac jestem bardzo zla i podstepna osoba, zerujaca na innych, bo wole kupic ten sam produkt taniej i to znacznie 😉 porownywanie tego do chodzenia do restauracji to juz calkiem smiech na sali – roznica w jakosci moze byc nieziemska. We flakonie perfum(tych samych, oczywiscie oryginalnym) jaka moze byc roznica? Poza tym, ze dostajesz kilka razy mniej za wiecej kasy?
    A w sephorach nigdy nie korzystam z pomocy konsultantek. One NIE SA OD POMAGANIA, BOZE, serio trzeba to wam tlumaczyc? One sa od wciskania co trzeba. Jesli mam cos kupic, to wchodze biore, place i aut. Zaplacili za tester? Nie martw sie tak o nich, mysle ze z tego powodu nie zbankrutuja 😉

    • No pewnie że biedne, bo wszyscy oceniają je pod kątem tego kosztownego modelu biznesowego na jaki się zdecydowały i ceny detalicznej – wszak dla niezorientowanego w szczegółach nabywcy, stacjonarna sieciówka to zło wcielone, które zdziera i okrada biednego klienta… Ponownie, przeszkadza Ci ich model dystrybucji i związana z nim polityka cenowa? to zagłosuj nogami i nie kupuj stacjonarnie, ale miej też honor i jaja i nie używaj przy okazji ich testerów, kupuj online i pokaż jaki jesteś niezależny… Widzisz wszyscy widzą tylko fasadę, czyli to że stacjonarka ma absurdalnie drogo, ale pomijając ich czasem kontrowersyjny, koniunkturalny, nierzadko kuriozalny i pełen niekompetentnych sprzedawców model sprzedażowy – warto pamiętać, że sieciówki mają odgórnie narzucony przez dystrybutora każdej z marek cennik i MUSZĄ MIEĆ CENY JAKIE ŻYCZY SOBIE ZA SWÓJ PRODUKT DIOR, LALIQUE CZY CHANEL, bo to gwarantuje zawarta pomiędzy brandem, a daną perfumerią umowa.

      Ale ta sama umowa gwarantuje Tobie jako kupującemu, że kupisz w takiej sieciówce wyłącznie perfumy z tzw sortu premium, czyli pierwszego gatunku i pochodzące z oficjalnej dystrybucji na rynek UE (perfumy z poza UE mogą pachnieć zupełnie inaczej i mieć zupełnie inne parametry) oraz że nie są np. przeterminowanym, zleżałym i pozagatunkowym odrzutem niewiadomego pochodzenia, wprowadzonym na rynek przez nieuczciwego pośrednika. A czy Twoja perfumeria internetowa również zaopatruje się wyłącznie u autoryzowanych dystrybutorów i gwarantuje sprzedaż produktów z sortu premium lub od w 100% pewnych dostawców? Więc wydaje mi się że próba zestawienia ze sobą sklepów działających wedle tak skrajnie odmiennych modeli biznesowych, wyłącznie przez pryzmat ceny półkowej – jest wysoce niemiarodajny i bezcelowy. Oczywiście ostatecznego wyboru każdy dokona sam, zaś moją intencją nie było bronienie sieciówek – a wskazanie przyczyn takiego stanu rzeczy i składających się na tę nierzadko kolosalną różnicę czynników.

  36. Nie rozumiem wszechobecnego przekonania, że w perfumeriach stacjonarnnych jest 100, 200 lub 300 procent drożej… Kojarzę kilka marek, które są tak „cenione” przez S i D, m.in. Calvin Klein, Guerlain, Lalique i YSL, może jeszcze Dior (oczywiście porównując do cen butikowych i zachodnich). Wciąż mamy do wyboru perfumy, które nie mają aż tak dużego narzutu, czy ktoś nam każe kupować te pachnidła, które akurat mają taką przebitkę? Ja osobiście po prostu nie rozważam tych marek; straszne, wybór zuborzał o całe 10 flakonów na kilkadziesiąt innych w porównaniu do internetowej konkurencji… Ale za to dostaję próbki, (z reguły 😉 ) miłą obsługę, brak kosztów wysyłki oraz co najważniejsze, możliwość odstrzału zapachów przed kupnem próbki, a koszt takowych przy, np. Tomie Fordzie potrafi wynieść tyle co nie najgorszy obiad 😉
    PS Czy na prawdę tak rażą wszystkich „niekompetentne” ekspedientki? Jeszcze nie spotkałem takiej, która wcale nie wie co mi sprzedaje, może czasem wciskają jakiś chłam, ale zazwyczaj szybko się poddają, gdy zobaczą, że nie mają szans by nas przekonać

    • A ja takie spotykam bardzo często (niekompetentne i ewidentnie ukierunkowane na sprzedaż określonych marek) konsultantki i chyba to mnie najbardziej razi w dużych sieciówkach. Zaś co do cen to owszem, zgadzam się, że nie wszystko w sieciówkach jest kilkukrotnie lub dużo droższe niż w perfumeriach online. Wystarczy spojrzeć na ceny Diora i Chanel, które mają bardzo ostrą i rygorystyczną politykę rabatową względem swoich autoryzowanych sprzedawców – co widać właśnie po niewielkiej różnicy w cenie tego samego produktu online i stacjonarnie gdzie różnice nierzadko wynoszą jedynie 10-20%. I jeszcze jedno. Perfumerie internetowe nierzadko sprzedają testery, co jak wiemy jest zabronione, ale po uśrednieniu ceny regularnych flakonów i otrzymanych gratis od dystrybutora testerów – można sobie pozwolić na atrakcyjną cenę sprzedaży, przy jednocześnie wysokiej marży, na co przypominam perfumeria stacjonarna zgodnie z prawem nie może sobie pozwolić… więc sorry, ale w świetle powyższego narzekanie na drożyznę u jednych, gdy niska cena u innych czasami wynika po prostu z bezczelnego łamania/naginania prawa, to dla mnie kiepski atut przemawiający za „atrakcyjnością cenową handlu online”…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: