Napisane przez: pirath | 12 września 2014

Caron – Le 3’Homme de Caron, czyli perfumy dla hipstera (w teorii)…


Wybrałem się ostatnio z kumplem do opolskiej Kofeiny 2.0, bo ponoć wybornie tam karmią… wszystkie moje cztery żołądki to potwierdzają, jedzenie jest doprawdy przepyszne, a ceny uwzględniające jakość i smak potraw, śmiesznie niskie… burger za 18 zł, przy którym te z rzekomo „amerykańskiegoPapa Jack’a nawet się do tych Kofeinowych nie umywają, że o przesympatycznej i wyluzowanej w granicach rozsądku obsłudze nie wspomnę… weganie i wegetarianie, nie wiecie co tracicie, choć jak na hipsterską jak się okazało knajpę przystało, głodni stamtąd nie wyjdziecie… no właśnie, knajpa jest tak bardzo hipsterska, że już bardziej się nie da* – co na wstępie anonsują stoliki sklecone z palet Euro, a ilość iPhone’ów, obcisłych rurek, RayBanów zerówek, śmiesznych fryzur, dziwnych kapelutków, kiczowatych marynarek, zapuszczonych bród na metr kwadratowy, po prostu przytłacza… ale nie powiem,  ta pseudo intelektualna atmosfera jest całkiem przyjemna, panuje tu cisza spokój i kultura jak w Empiku

*no dobrze da się – zawsze można zdemontować w toaletach spłuczki i postawić ocynkowane wiadra z wodą…

Caron - Le 3'Homme de Caronzapach z brodą, niemal dosłownie… 🙂

Pałaszując mojego niebiańsko pysznego burgera z pieczonymi w ziołach i czosnku ziemniaczkami i boskimi, własnej roboty sosami (właściciel naprawdę nie oszczędza na jakości składników, a kucharz jest wirtuozem w swym fachu), zastanawiałem się jakie perfumy pasują do tego miejsca… tego dnia akurat mieliśmy z kolegą na sobie Caron – Le 3’Homme, więc łypałem dyskretnie w stronę pobliskich stolików, jakie to staromodne brzmienie robi wrażenie na współbiesiadnikach – zajadających swoje tarty z ciecierzycą i popijające latte, na sojowym mleku… tyle, że ku memu zdziwieniu, nasze „retro perfumy” nie wywarły na otoczeniu najmniejszego wrażenia, wręcz pozostały niezauważone… nikt nie odwracał pytająco głowy, nie wymiotował, nikomu nie ciekły z oczu krwawe łzy i absolutnie nikt nie zemdlał na klawiaturę swego MacBooka… a przecież tu aż się prosi o coś oldskulowego, coś co koresponduje z tymi przerysowanymi „stylówami” – tyle, że obiektywnie rzecz biorąc, 55 kilowy „ogier” w ciasnych rurkach i nie mniej staroświeckich niż te perfumy okularkach a’la Cybulski, wypada w takim brzmieniu po prostu groteskowo… 😉

hipsterdla zobrazowania hipotetycznej zbieżności stylu i modela z poniższej reklamy Carona Un Homme – sięgnąłem po niniejsze zdjęcie, przedstawiające dość schludnie i „męsko” wyglądającego przedstawiciela gatunku, do którego sznyt Caron – Le 3’Homme de Caron teoretycznie pasuje…

Nie myślcie, że jestem nietolerancyjny, ale nie ukrywam, że zabawa w hipsterstwo po prostu mnie bawi… modę polegającą na pseudo cywilizacyjnym buncie i robieniu czegoś na pokaz, a w dodatku podszytą hipokryzją polegającą na ideologicznym obśmiewaniu mainstreamu, z iPodem w uszach i popijając kawę w modnej sieciówce – odbieram jako przejaw zwykłego pozerstwa i desperacką potrzebę zwrócenia na siebie uwagi/zaistnienia, które nie ma nic wspólnego z indywidualizmem i nonkonformizmem… ale ja nie o tym… w teorii Le 3’Homme de Caron to pachnidło perfekcyjnie wstrzeliwuje się w gusta fanów stylu „retro„… tyle, że obfite opary Carona unoszące się leniwie wokół naszego stolika, nie wywołały wśród zgromadzonych najmniejszego zainteresowania… zero, null, nawet najmniejszego pociągnięcia nosem w stronę, z której dobywał się ten na wskroś niemainstreamowy zapach… zupełnie jakby „ciągoty” bywalców były udawane i nie wynikały z rzeczywistych preferencji, potencjalnych odbiorców tego rodzaju pachnideł – chociaż z drugiej strony, nie jest to 90 letnia maszyna do pisania, ani patefon na korbkę… a od Carona pięknie zawiewa oldskulem, w końcu ta kompozycja ma prawie 30 lat, więc przejawia sobą stylistykę, która królowała w perfumiarstwie we wczesnych latach 70 i 80-tych… jest więc aromatycznie, dość wytrawnie, sążniście, dobitnie, wręcz samczo i bardzo donośnie, zwłaszcza początkowo… wprawdzie zapach prezentuje się nieco lżej niż legendarny już Caron Un Homme – ale wciąż pachnie tak, że włosy na klacie i nogach rosną facetom obficiej… 😉

Caron Le 3'Homme de Caron

Ten wpis to w sumie wypominki po kompozycji, która poza garstką ortodoksyjnych miłośników gatunku, nie znajdzie poklasku i zrozumienia w dzisiejszych czasach… można udawać outsidera i intelektualistę, nosząc odpowiednie udające starocie ciuchy i fryzurki (w końcu moda lubi powracać), ale obawiam się że z perfumami to nie przejdzie… takie kompozycje trzeba autentycznie lubić i dobrze się w nich czuć, albo pamiętać ten styl aranżacji z autopsji – więc są to perfumy dla ludzi 35+, a tacy zwykle już wyrośli z subkultur, do których przynależność pozwalała im poczuć się akceptowanym i mniej zagubionym… Le 3’Homme de Caron to perfumy dla kogoś dojrzałego, również mentalnie, okrzepłego i myślę, że będący wówczas u szczytu formy Sean Connery, czy nawet serialowy McGyver – pachniał właśnie tego rodzaju perfumami i im one naprawdę pasowały… a mi właśnie wpadł w łapki flakon tego dziś już „rarytasu” i bardzo chcę się z Wami podzielić (ironicznie rzecz jasna) wrażeniami z obcowania z tym pachnidłem…

reklama Caron - Le 3'Homme de Caron

W gruncie rzeczy to zapach pachnący prawie jak wzorcowy europejski klasyk, ale o wyczuwalnym orientalnym rodowodzie… tak naprawdę większość dostępnych na rynku kompozycji zapachowych, włączając w to koncepty nowożytne – to aranżacje mniej lub bardziej orientalne… wprawdzie w otwarciu tych perfum królują staroświecko przybrane cytrusy (na starą modłę kolońską), wspomagane wianuszkiem z nieśmiertelnej lawendy i bukiecikiem z kolendry w butonierce, ale goździk i odrobina paczuli przydają brzmieniu lekko orientalnego charakteru… w sumie gdyby do Rive gauche YSL, Carona Un Homme i klasycznego Azzaro PH dodać nieco mniej „zielska„, a więcej cieplejszych akcentów przyprawowych, pachniałyby w całkiem zbliżonej tonacji… wprawdzie jest to tylko niuans, ale mimo wszystko tonizujące ostrość brzmienia, zwłaszcza w fazie dojrzałej… w sumie ten zapach jest bardzo podobny w brzmieniu i charakterze do swego odpowiednika od Cartiera, czyli klasycznej Pashy z 1992 roku, ale jest od niej delikatniejszy i mniej inwazyjny…

Caron Un Homme

W akordzie serca jest też odrobina (dosłownie symboliczna ilość) róży – ale czemu wykaz nut o tym milczy?… z tej samej przyczyny, dla której Dior przez długie lata skrywał przed panami tajemnicę, że w ultra męskim Fahrenheicie też są kwiaty, a konkretnie rumianek, goździk, konwalia i jaśmin… w tamtych czasach kwiaty w kompozycjach męskich były nie do pomyślenia – gdy dziś nikogo nie dziwi mężczyzna pachnący upierdliwą tonkową słodyczą, że o widoku faceta z męską torebką i w różowej koszulce z dekoltem nie wspomnę… 🙂 zdecydowanie nie jest to róża ujęta równie obficie i wydatnie co w Guerlainowych Heritage i Habit Rouge, ani Givenchy Xeryus – jest bardzo powściągliwa, ale i tak rozświetliła i ożywiła sobą stosunkowo monolityczne, ciężkie (by nie powiedzieć ociężałe) cytrusy i wytrawne zioła… wprawdzie otwarcie tych perfum od razu informuje, że mamy do czynienia z czymś staroświeckim – ale o dziwo, w fazie dojrzałej trudno nazwać te perfumy mianem wiekowych, pomimo iż mech dębowy dosłownie z nich kapie… dyskretna, wręcz powściągliwa słodycz paczuli i zwietrzałego goździka, pięknie koresponduje z nieśmiertelną, acz na tym etapie bardzo łagodną lawendą – tworząc bardzo męski, ale zupełnie nienapastliwy zapach, który bardzo wygodnie się nosi…

Podkreślam, że podczas publicznych testów tych perfum, nie ucierpiał żaden hipster, nikt nie uciekał (zapominając o zapłaceniu rachunku), nikomu nie odeszły przedwcześnie wody – nasza kelnerka nie zemdlała, ani nie włączył się alarm przeciwpożarowy… jeśli więc szukacie czegoś ewidentnie męskiego, klasycznego, z charakterem i przy tym niezbyt napastliwego – Le 3’Homme de Caron, będzie ciekawą alternatywą dla miłośników wiekowych YSL, Chanel i GuerlainówCaron - Le 3'Homme de Caron EdT

1985

Głowa: bergamotka, cytryna amalfi, mandarynka,
Serce: lawenda, goździk (przyprawa), kolendra,
Baza: wetyweria, mech dębowy,

Reklamy

Responses

  1. Ale masz banie na punkcie tych Hipsterów. Musi Cię to wyjątkowo boleć skoro tak często o tym wspominasz. Rozumiem ich paradoks ale to naturalny szyk współczesności i jej chaotycznej, rozwarstwionej natury. Oni młodzi szukają ukojenia a że nieświadomość i otępienie wciąż rosną…no cóż. Wolno im… Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią 😉

    Co do zapachu to nie moja bajka zdecydowanie ale i tak lubię czuć emocje starych czasów. I nie wiedziałem że u Diora aż tyle kwiatuszków się ukryło 🙂

    P.S jakoś w Heritage róży nie czuję…hmm chyba przywykłem do tych naprawdę kozackich. 😉

    • szyk? hahahahaha to jest kicz, wiocha i groteska, która nie ma nic wspólnego z dobrym smakiem i elegancją, ani tym bardziej wyjątkowością, do której tak usilnie aspirują… robią to na pokaz, aby się wyróżnić – czym protezują sobie brak możliwości zaimponowania otoczeniu innymi przymiotami… i owszem boli mnie, od samego patrzenia na coś takiego… stąd z umiłowaniem pastwię się nad hipsterstwem, jak nad każdym przejawem ludzkiej głupoty i uwsteczniania się (zwłaszcza udawanego) w imię mody i trendów lifestylowych… jak ktoś ma problem z ustaleniem swojej świadomości i jego tożsamość ulega rozwarstwieniu – to niech siądzie na dupie i chwilę pomyśli nad swoim jestestwem, albo skorzysta z porady specjalisty – zamiast bezmyślnie zasilać szeregi innych outsiderów na pokaz i w imię ideologii, której nie rozumie… jestem daleki od identyfikowania się z mądrościami Ferdka Kiepskiego, ale w jednym muszę się z nim zgodzić, że facet ma wyglądać jak facet, a nie jak pi…

      całkiem możliwe, że po tych wszystkich różanych killerach, masz ździebko skrzywione postrzeganie tej nuty… 🙂

  2. Tak ,a jak mówił Szczepan od Irenki – Na życiu trzeba się znać 🙂

    Rozumiem że Ferdek wygląda jak facet…hahaa. Kwestia subiektywnego postrzegania i uwarunkowania w ‚swoich czasach’ co ewidentnie ogranicza otworzenie się na to co nowe bez niesmaku a z większym zrozumieniem. Takie czasy. Jeśli ktoś lubi rurki to od razu pi…? To chyba też jestem pi…. choć z Hipsterstwem się nie utożsamiam. Jeśli jest się w masowym amoku to cudem jest dostrzec iluzje… ale Cuda się zdarzają. 😉

    Jak się nosi ostatnio Midnight Oud to inne róże blakną momentalnie… 🙂

    • powiem inaczej, mimo wszystko, patrząc na Ferdka nie mam wątpliwości co do jego płci… 🙂

  3. Rasoviec to fakt 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: