Napisane przez: pirath | 15 września 2014

z cyklu szybki przelot przez – S jak Sephora…


Dziś postanowiłem odwiedzić Sephorę, gdzie moją uwagę przykuł prawdziwy wysyp zapachów „usportowionych„… uwielbiam pastwić się nad tą grupą zapachową, a w tym sezonie to już ostatni gwizdek na ewentualną rekomendację tego rodzaju wynalazków… jak wiadomo perfumeryjne blotery przekłamują, dlatego postanowiłem darować sobie testy na papierze i od razu zaaplikowałem każdy z zapachów na skórę… na papierku zapachy pachną tak jaskrawo, wyraziście i nienaturalnie długo (co może być złudne, gdy zwodniczy i zwykle najbardziej chwytliwy akord otwarcia utrzymuje się nie parę minut, a pół godziny) – gdy na skórze ten sam zapach wydaje się bardziej płowy i pierwsze wrażenie jest zdecydowanie mniej spektakularne… minęło około 8 godzin od wstępnych testów, więc pora na wstępne wnioski…

Yves Saint Laurent - L'Homme Sport

Na pierwszy ogień poszedł najnowszy Yves Saint Laurent – L’Homme Sport… cóż mogę powiedzieć, pachnie po prostu zwyczajnie, tak jak każdy L’HommeYSL znów się nie wysiliło, sięgając po swój flagowy produkt, przystroiło go dla niepoznaki odrobiną jaskrawej i niestety syntetycznej zieleniny – a następnie zapakowało tę niewiele sobą wnoszącą miksturę, do niewiele różniącego się od pierwowzoru flakonu, upstrzonego czerwonym napisem Sport… i tyle nowego, bo reszta to wszystkim znane, nudne, zachowawcze i do bólu przewidywalne L’Homme, o równie przeciętnej jak się okazało trwałości i projekcji… jeśli ktoś lubi kolekcjonować odgrzewane w nieskończoność kotlety, to proszę bardzo – choć osobiście nie widzę sensu w kupowaniu kolejnego flakonu, z tą samą zawartością co reszta…

Calvin Klein - CK Free Sport

Następnie zaryzykowałem bliższy kontakt z Calvin Klein – CK Free Sport i tu o dziwo zostałem mile zaskoczony… wprawdzie zapach oryginalnością i głębią nie grzeszy i prędzej nazwałbym go mianem szebernastej wersji Summer – jest za to lekkostrawny i bardzo miły dla nosa… wprawdzie „Sport” w przypadku tego delikatnego soczku, to daleko idący eufemizm – ale dla młodego chłopaka, który jeszcze nie dorósł do brzmień pokroju Davidoff Champion, a chciałby czymkolwiek pachnieć, będzie jak znalazł…

Carolina Herrera - 212 Surf for Him

Kolejny zapach to Carolina Herrera – 212 Surf for Him, będący niezbyt górnolotnym ukłonem w stronę surferów… mamy tu więc garść syntetycznych akordów morskich, szczyptę infantylnych cytrusów i odrobinę mętnej i niezdefiniowanej słodyczy w finiszu – równie niezmąconej co patos przeciętnego adresata niniejszej zapchajdziury… jeśli więc Waszym życiowym celem  jest posiadanie perfekcyjnej opalenizny – to ten równie „ambitny” zapach, będzie doskonałym uzupełnieniem zawodowego portfolio, w którym jedno z wyższych miejsc zajmuje umiejętność „wybekania” swojego imienia, już po jednym piwie…

Loewe 7 Sport

Ostatnim sportowcem w niniejszym zestawieniu jest Loewe 7 Sport, który choć lekko „zszargany konwencją gatunku„, wciąż ma w sobie duszę, charyzmę, polot i charakter klasycznej siódemki… co prawda zapach nie jest tak dobrym remake co Loewe 7 Natural, ale pod szczyptą orzeźwiającej mięty wciąż czuć w nim serce i temperament swego wielkiego protoplasty – zwłaszcza gdy pozwolić zapachowi odpocząć i umościć się z godzinkę na skórze… w odbiorze jest jeszcze delikatniejszy niż Natural, ale flankier nie zgubił tego korzennego i wysoce specyficznego motywu przewodniego, którym w 2010 roku Loewe 7 podbił rynek… ów motyw upchnięto w tle, ale im dłużej zapach gości na skórze, tym staje się coraz lepiej wyczuwalny – sprawiając, że sama kompozycja (choć najlżejsza ze wszystkich) jest po pierwsze nietuzinkowa, ale w pełni zasługuje na tą 7-kę w nazwie…

Issey Miyake - Nuit d’Issey

I na deser czarujący Issey Miyake – Nuit d’Issey, całkiem zręcznie emulujący klimaty Diora Homme, Armaniego Eau de Nuit, Bvlgari Men In Black i Diora Fahrenheita Absolute… po Isseyu spodziewałem się kolejnej wariacji na tematy ozonowo wodne – ale Nuit d’Issey okazał się czymś zupełnie nowym, a na dodatek zaskakująco dobrym… to przepiękna, nietuzinkowa i szalenie intrygująca kompozycja o wybitnie wieczorowym zacięciu – zaaranżowana z ogromnym wyczuciem smaku i choć w pewnym stopniu wtórna, jednak czyni to z tak nieprawdopodobną gracją, że nie sposób przejść obok tych perfum obojętnie… wydaje mi się, że w otwarciu jest gorzkawy piołun, który przydaje brzmieniu wytrawnego i przy tym bardzo eleganckiego charakteru – gdy faza schyłkowa to zniewalająca swą wysmakowaną delikatnością, kadzidlano, paczulowo ambrowa słodycz… to naprawdę kawał dobrego pachnidła i z przyjemnością wrócę do niego w przyszłości…

Reklamy

Responses

  1. Kiedy wąchałem wczoraj Issey, czułem że Ci się spodoba, bo ma charakter. Z tym, że podobny charakter mają choinki zapachowe w Tesco. Fakt, że czuć w tym zapachu jakieś olejki kamforowe nie czyni z tego pachnidła nic wyjątkowego. Czy wszystko co nie pachnie świeżo i ogórkowo automatycznie uznawane jest za dobry zapach? Dla mnie Nuit d’Issey pachnie jak bazarowy „odpowiednik” Body Kourosa…
    Pozdrawiam 🙂

    • RoQ, cieszę się, że znów do mnie zajrzałeś mój Ty umiłowany komentatorze i jak zwykle dziękuję za Twoją bezcenną opinię, którą wszyscy tu zebrani zanotowali w swych malutkich kajecikach… 🙂

  2. Nuit d’Issey jest jedną z nowości, na którą ostrzę sobie ząbki od dłuższego czasu. Poza tym ma fajny filmik promo 🙂 Przy następnym zakupie próbek na pewno go uwzględnię, bo „japońskie” klimaty odkładam już zbyt długo (Annayake por Lui czeka…)

  3. L’Homme Sport – odnajduję jego elementy w najnowszej wodzie perfumowanej Bleu de Chanel EDP. Generalnie jeden i drugi trąci mi chemią kosmetyczną.

    Nuit d’Issey to dla mnie „wieczorowe mydliny”, czyli klasyczny Miyake z dodatkiem jakiejś dziwnie gryzącej skóry i ISO E Super. Tragedia…

    Loewe 7 Sport jest najlepszy z nich wszystkich – choć wg mnie bardzo podobny do Loewe 7 Natural, to ma coś uroczego – ten przepiękny liść pomidora na początku…

    CK i CH jakoś nie wąchałem, nie przepadam za takimi „wynalazkami” 😉

    • generalnie jestem pod wrażeniem stylistyki Loewe, zarówno w kontekście konsekwencji, jak i nietuzinkowego stylu w aranżacji, który marka sobie wypracowała… podobnie jak Laura Biagiotti, Mugler, Prada, czy Hermes, po samym stylu kompozycji, można domyślić się z czyjej stajni zapach pochodzi…

  4. Fajny wpis, czas wybrać się na „łowy” i poniuchac trochę…

  5. najbardziej lubię gdy aż jad kapie z Twojej recenzji. naprawdę lubię. a tu taka łagodność na koniec. dziękuje że piszesz o zwielokrotnionej nijakości zalewającej półki. to już jakiś czas trwa, to samo na półce damskiej. Ale chciała bym znaleźć coś naprawdę ciekawego dla mojego miłego. a bestia wybredna. i chce pachnieć.
    pozdrawiam

    • he he nie ukrywam, że sam się cieszę gdy mogę sobie pofolgować, a ostatnio producenci coraz częściej proszą się o krytykę, sygnując coraz większe badziewie… wychodzę z założenia, że porządna, ekskluzywna i szanująca się marka nie powinna sobie pozwalać na wypuszczanie takich gniotów, w końcu aspirują (głównie cenowo) do czegoś szczególnego, ponadprzeciętnego, stylowego, ekskluzywnego i markowego – a tu w moim odczuciu nie ma miejsca na ściemę i tandetę… jak mawiają Francuzi: noblesse oblige…

  6. Z tych zapachow przedstawionych przez Ciebie moim zdaniem bezapelacyjnym zwyciezca jest Loewe7 sport dla mnie nr1 dalej dluuuggooo dluggoooo nic!!!!Loewe bardzo trzyma poziom i zasluguje na uznanie pozdrawiam Marcinie

    • zgadzam, się Loewe jak zwykle prezentuje bardzo wysoki poziom i jest najbardziej interesującym z całej czwórki sportowców… czemu mnie to nie dziwi?… 🙂 chociaż Isseyowi też bardzo chętnie przyjrzę się z bliska, bo pomimo bycia swoista reprodukcją określonego gatunku, ma coś w sobie…

  7. Napaliłem się na Issey’a choć jak przeczytałem uroczy wpis Roq’a to osiadłem na ziemię. Niemniej jednak nie zapomnę sam się przekonać jak jest w rzeczywistości. Loewe ufam więc wiem że się nie zawiodę 🙂 Resztę przemilczę.

    • zignoruj opis RoQ’a, to fantastyczny facet i uwielbiam go, ale jego opisy perfum bardziej przypominają naszpikowane zgryźliwym sarkazmem i dowcipną ironią teorie spiskowe Antka (wszędzie te konserwowe ogórki) niż rzeczywiste brzmienia danych perfum… 🙂

  8. …ale chamstwo… 🙂

    • strasznie mi przykro, ale no wiesz… taki mamy klimat… 🙂

  9. Wiem z obserwacji ze się lubicie stad rozumujecie i komunikujecie się w specyficzny dla siebie sposób… Ale pewnie jest w jego opisie nutka subiektywnej prawdy 🙂

    • więc po prostu powąchaj i napisz, czy czujesz choinki zapachowe z Tesco (swoją drogą fenomenalne powonienie, skoro wyczuwa sklep w którym je nabyto) i ogórki, zapewne konserwowe… 🙂

      • …ale ja nie napisałem, że rzeczony zapach wali ogórkami, tylko są marną podróbką Body Kourosa ^_^

        • który to zapewne wali ogórami… 🙂

  10. Nowy Issey podróbką Body Kourosa? A z zatokami wszystko dobrze u Ciebie Roq?

    • RoQ nie ma zatok, RoQ posiada płuco tchawki… 😉

  11. Nieprawda bo mam przetchlinki. A Body Kourosa kocham 🙂

  12. Fajne z was chłopaki 🙂

    • wiemy o tym, ale dzięki… 🙂

  13. A ja dla odmiany Body Kourosa nie znoszę :p

    • a ja go nawet nie znam… 🙂

  14. Szczęściarz 😛

  15. Nie znasz Body Kourosa???
    To go zdobądź. Jestem PRZEKONANY, że zrobi na Tobie piorunujące wrażenie. To jeden z ostatnich PORZĄDNYCH zapachów… 🙂

    • nie znam… i dlaczego coś mi podpowiada, ze Twoja rekomendacja to szczyt wyrachowania i pewny wyrok śmierci na moje nozdrza?… 🙂

  16. Oj, zdecydowanie nie jest porządny…

  17. Kwestia gustu. Dla mnie Body Kouros jest po prostu świetny…

  18. Dla mnie Gucci PH I jest arcydziełem więc to bez wątpienia kwestia gustu….

    • gusta gustami, ale pod względem kroju kompozycji i korelacji nut składających się na jego korzenno, koniakowo przyprawowe brzmienie (jak dotąd bezprecedensowe) oraz nienaganne parametry jakościowe (projekcja i trwałość) – GPH czy się komuś podoba czy nie, jest arcydziełem…

  19. Skoro Gucci PH I jest dla ciebie arcydziełem to rzeczywiście masz prawo do dziwnych zachowań 🙂

    • RoQ, to proste – Ty po prostu żyjesz we wszechświecie równoległym i stąd całe nieporozumienie… 🙂

  20. Dziękuję za przyzwolenie 😉

  21. Dla mojej sąsiadki landszafcik wiszący nad jej łóżkiem i zatytułowany „Jelenie na rykowisku” też jest arcydziełem, dlatego zezwalam… 🙂

    • RoQ, a ten obraz z psami jedzącymi kolację przy stole, który widziałem w Twoim salonie, jest niby szczytem dobrego smaku?… 😀

  22. Piszesz o tym obrazie Coolidge’a? Kosztował majątek… 🙂

  23. Jeżeli ten landszafcik przyrównujesz do Gucciego I Roq, to naprawdę musi być arcydziełem 😀

    • RoQ posiada specyficzny gust odnośnie perfum, ale tym landszaftem na szczęście tylko się z nami droczy… 😉

  24. Rozumiem, że dla ciebie arcydziełem jest „Bitwa pod Grunwaldem”, albo koniki_od_Kossaka 🙂

    • a co jest złego w BpG? albo Kossaku? wszystko zależy od wystroju i rozmiaru wnętrza RoQ… wprawdzie byłbym daleki od wieszania sobie Grunwaldu na ścianie kawalerki (mógłby mnie deczko przytłaczać i gryźć z mebelkami z Ikei), ale osobiście wolałbym jakąś dobrą fotkę w antyramie niż jakieś surrealistyczno kubistyczne bohomazy… 🙂

  25. Roq, ja się na sztuce nie znam, ale Gucci PH arcydziełem jest i basta.

    • Skoro takie z niego arcydzieło, to ciekawe dlaczego Gucci przestał go produkować. Pewnie okazał się zbyt „piękny” dla pospólstwa i kiepsko się sprzedawał 🙂

      • bo wygasła umowa licencyjna na produkcję tych perfum… i owszem „pospólstwo” rozmiłowane w banalnych i koniunkturalnych gniotach, którymi zalewany jest rynek ku uciesze rozmiłowanej w tandecie i tanim blichtrze gawiedzi – nie jest w stanie docenić prawdziwie genialnych perfum i nie Gucci PH mam tu na myśli… zresztą doskonale o tym wiesz RoQ… 🙂

    • +1

  26. …czyli arcydzieło niedocenione przez głupi motłoch… 😉

    • dość dosadnie ujęte, ale coś w tym jest… reprodukcje bohomazów takiego Picassa, Chagalla albo Boscha, raczej nie cieszą się szerokim wzięciem w „dziale dom” przeciętnego marketu z wyposażeniem wnętrz… 🙂
      p.s. i proszę przestać mnie podpuszczać (żyłka)… 😀

  27. Gdybym nie pozbył się swojej setki Gucciego, teraz pewnie czyściłbym nim felgi…
    Pablo Coelho… 😉

    • tia… pewnie poszedł za małą fortunę na e-bayuu – za którą sfinansowałeś zakup paru innych flaszek, którymi bardziej przystoi czyścić felgi… 🙂

  28. Roq, on się bardzo dobrze sprzedawał. Po prostu P&G nie miała ochoty go dalej produkować, mając nadzieję, że „lud głupi kupi” Guilty i pochodne…

    • Marcinie nie masz racji, a PG nie miał tu nic do gadania… PG to tylko fabryka, która dysponuje potężnymi mocami przerobowymi w wytwarzaniu zleconych im perfum (dajesz recepturę, podajesz ilość, wybierasz składniki i robią, są takim Samsungiem i Foxconem dla Apple), który produkuje to co mu zlecą na zamówienie zaś decyzja o wycofaniu tych perfum, to efekt wygaśnięcia umowy licencyjnej na ich produkcję, którą zawarł lata temu Tom Ford… otwartym jednak pozostaje pytanie, czy Frida nie chciała, czy też nie mogła powalczyć o wznowienie owej licencji, bo nie wierzę, że mając kilku znajomych używających tych perfum – nie wierzę, że te perfumy się nie sprzedawały…

  29. To bardzo ciekawa teoria Marcinie. Brak ochoty produkowania bardzo dobrze sprzedającego się produktu rzuca nowe światło w podstawy kapitalizmu… 🙂

    • a kto powiedział, że nie było ochoty? po prostu wygasła umowa licencyjna na produkowanie tych perfum, analogicznie Dior swego czasu musiał na własną rękę stworzyć/odtworzyć klony serii Homme, bo też stracili prawa do wytwarzania tych perfum, stąd reformulacja/wskrzeszenie ich w 2011 roku..

  30. Nie chodzi tylko o brak ochoty. Były też kłopoty ze zmianą rozlewni i parę pomniejszych. Gucci’ego PH I spotkał ten sam los, co Envy for Men i Rush for Men.

    • rozlewnia to rozlewnia, przyjmują zlecenie i robią, są podwykonawcą ale nie mają nic do gadania w temacie polityki danej marki, pod którą produkują…

  31. A nie przyszło ci do głowy, że po prostu inne zapachy sprzedawały się lepiej i dlatego wycofano te mniej chodliwe?

    • mianowicie które? Guilty, któego agresywna kampania wciskania tych perfum komu popadnie przełożyła się na chwilowy sukces? zapytaj teraz jak świetnie się Guilty sprzedaje, gdy skończyły się miliony wpompowane w marketing… 🙂

  32. Zupełnie zły tok myślenia, Roq. Że co niby, Guilty sprzedawało się lepiej? Od PH I, Envy Men i Rush Men? Nie wierzę.

    • Roq chce nam powiedzieć, że prawdopodobniejsze Gucci chciało odświeżyć ofertę, skasować stare linie i zastąpić je czymś bardziej na czasie… tyle, że Gucci nie miało wyboru, ale postanowiło wykorzystać/przekuć tę sytuację dla diametralnej zmiany stylu sygnowanych perfum, niestety z opłakanym skutkiem… ich najnowsze wypusty są po prostu denne i choć silą się na koniunkturalizm, poprawność polityczną i neutralność, tym ciężej im cokolwiek sprzedać, bo obecnie większość marek robi podobnie… w efekcie dochodzi do rozmycia i zatarcia konturów, bo jak powalczyć o klienta czymś co nie ma charakteru i niczego swoistego, co pozwalałoby klienteli utożsamiać produkt z marką?… dlatego przerzucili się na lansowanie własnego logotypu, a nie powiązanych z nim produktów…

  33. Nie wiem czy Guilty sprzedawało i sprzedaje się lepiej, ale biorąc pod uwagę „arcydzieło”, mało prawdopodobne, żeby przeciętny obywatel chciał pachnieć kościołem i tanimi kadzidełkami od wietnamców. Powiedzmy, że Guilty jest bardziej uniwersalnym zapachem, choć jeśli chodzi o kompozycję, to wg. mnie, szału nie ma… 🙂

    • Gucci PH to nie tylko kadzidło, a już zwłaszcza nie kościelne (wpierw powąchaj klasyczne kadzidła i dopiero gdy wyrobisz sobie miarodajna skalę porównawczą porywaj się na określanie czegoś mianem kadzidła kościelnego 😉 )… Gucci PH to wysoce szykowny, nośny, esencjonalny, korzenno drzewny zapach – w dodatku bez precedensu na rynku, więc co zagrażało jego pozycji?… trudniejsze i jeszcze bardziej niszowe (oldskulowe) kompozycje są wciąż wytwarzane, a tu nagle zapach flagowy znika, a w jego miejsce pojawia się nie dorastająca mu pod jakimkolwiek względem do pięt… sądzisz, że Gucci naprawdę postanowiło strzelić sobie w stopę tak chybiona zagrywką?…

  34. Do wszystkich kadzidlanych zapachów jesteś tak wrogo nastawiony Roq? Btw, nazwanie Guilty zapachem – to przegięcie :p

    • chyba tak… 🙂 pewnie ma przykre wspominania z dzieciństwa, gdy jakiś przesiąknięty wonią kadzidła jegomość, okazywał małemu RoQuortowi szczególne zainteresowanie… 🙂 a pamiętajmy, że zły zapach boli całe życie… 🙂

  35. Wiem, że młodzież uwielbia kadzidła w zapachach i to na zasadzie – im więcej tym lepiej. Jakoś utarło się w młodych umysłach, że kadzidło musi być z definicji synonimem elegancji i samczości, choć mi kojarzy się z „indyjskimi” straganami, gdzie obok tandetnych towarów tlą się kadzidełka pachnące jak u Cygana w salonie z dywanem na ścianie.
    Owszem, umiejętnie zastosowane kadzidło i jako dopełnienie całości nierzadko pachnie całkiem fajnie jak np. w Midnight in Paris czy Body Kouros. Z tym, że Gucci PH to taki „Sen_Złoty” Cygana.
    A jako że gust przeciętnego, z niewyrobionym gustem Polaków jest niewybredny, dlatego „wywar z kadzidła” idealnie zawojował ich serca.
    Oczywiście, nikt nikomu nie zabroni zlewania się tym wywarem, ale ja jakoś nie czuję się dobrze w klimatach „Cygan idzie na Sylwestra”… 🙂
    Ps. Guilty jest jednak zapachem. Ale każdy zapach w porównaniu do Gucciego PH będzie że tak powiem – mało wyrazisty. Rozumiem, Marcinie że czujesz się macho i zgaduję że potrzebujesz wyłącznie bardzo silnych bodźców typu Gucci PH i np. YSL Kouros. Inaczej nie czujesz się wystarczająco męski 🙂
    Pozdrawiam…

    • Roq, młodzież preferuje lekkie wonie ozonowo cytrusowe, zaś kadzidła, drewna i żywice to domena mężczyzn dojrzałych… Ty pod tym względem jesteś ewenementem, bo preferujesz wonie lekkie, unikając używania czegokolwiek ciężkiego – ale spokojnie to tylko kwestia gustu i preferencji, bo nie śmiem insynuować, że ta wrogość do wszystkiego co dobitne, wyraziste i esencjonalne to desperacka próba odmłodzenia się, choćby mentalnie… 🙂 zjawisko o którym piszesz, to domena speców od marketingu którzy lubią wciskać modne i działające na wyobraźnie nuty (haszysz, kadzidło, oud) gdzie popadnie, ale zwykle to rynek i gusta przeciętnego odbiorcy weryfikują ich zapędy… ludzie podświadomie boją się mocnych i nieznanych brzmień i prędzej sięgną po zapach pozbawiony charakteru i wyrazu, stąd sukces rynkowy beznamiętnych, wydelikaconych gniotów – tyle że taki zapach nosić może każdy, a do noszenia killerów i woni dominujących trzeba po prostu mieć odwagę cywilną i jaja… 😉
      również pozdrawiam…

  36. Jaj bym do tego nie mieszał, bo wygląda na to, że w tym kraju mają je tylko hipsterzy i dotknięci Alzheimerem, wychodzący z domu w spodniach od dresu w zestawie z frakiem, koszulą z żabotem i sandałach.
    A insynuowanie, że wszystkiemu winni spece od marketingu i niedorozwinięte umysłowo społeczeństwo jest grubą przesadą. Weź pod uwagę, że dla przeciętnego obywatela, zapach jest tylko ( na nieszczęście rzadkim w naszym kraju) dodatkiem do ubioru i nie gra, a nawet nie powinien grać pierwszych skrzypiec w całej kompozycji.
    I dziwię się, tak trudno zrozumieć, że zapachy tzw. mało wyraziste zawsze będą chętniej używane, skoro są mało inwazyjne i uniwersalne a poza tym… po prostu przyjemne dla otoczenia. Jak to mówią u nas w Wąchocku – lepiej pachnieć przyjemnie, niż śmierdzieć 🙂
    A jeśli uważasz, że spryskując się rano Kourosem czy Guciem, potem jechać do biura pokazujesz że masz jaja i odwagę cywilną, to pozostaje mi wykonać tzw. face palm i oddać się modlitwom za Wasze (i kolegi Marcina) zbłąkane dusze. Poza tym, fajne z Was chłopaki…
    Buziaki 🙂

    • hahaha RoQ, to nie Alzheimer, to moda i najnowsze trendy w kreatywnym kreowaniu wizerunku, nie znasz się i tyle… 🙂 co do społeczeństwa, to jak inaczej je nazwać, skoro kupuje, godzi się i przejmuje wszystko co im media wciskają? bezmózgie zombie, owce czy jaki grzyb?… jeśli jestem rozumną istotą i widzę, że wciska mi się coś co mi nie pasuję, to jako jednostka obdarzona wolną wolą i umiejętnością analizy – sam podejmuję decyzję czy rzeczywiście różowy to nowy czarny a obcisłe rurki noszone do trampek są cool… ale wracając do meritum… owszem zgadzam się, że zapach powinien stanowić jedynie uzupełnienie dla danej stylizacji, być subtelnym akcentem dopełniającym cały look, intrygującym dodatkiem umiejętnie podkreślającym nas samych – ale tu kluczem jest UMIAR i WYCZUCIE… ludzie nie umieją używać perfum, zlewają się nimi bez umiaru i nie patrzą że upał i duchota, bach 20 chmur Joopa Homme i do kościołka, pracy, centrum handlowego…

      zapachy delikatne i mało wyraziste są po prostu łatwiejsze w używaniu, bo łatwiej ukryć potencjalna gafę i przesadyzm w aplikacji, a ponadto jako bardziej asekuracyjne i niezobowiązujące, łatwiej wstrzeliwują się w preferencje tzw. tłumu… po pierwsze są bezpieczne, a po drugie na tyle nijakie, że podobają się większości i to cały sekret ich popularności… żeby użyć Gucci PH trzeba wiedzieć do czego i kiedy przywdziać tego rodzaju kompozycję, gdy przeciętną koniunkturalną Lacostą, Bossem i CK możesz się zlewać kiedy Cię najdzie ochota… takie perfumy są jak błękitne Jeansy, pasują do koszuli, t-shirtu i marynarki, gdy wonie bardziej zdecydowane, pretensjonalne i dostojne przypominają spodnie od garnituru… nie da się, tudzież nie powinno łączyć ich ze sweterkiem, podkoszulkiem ani bluzą z kapturem… 🙂

      takie perfumy trzeba po prostu umieć używać, zwracać uwagę czy wypada ich użyć i ile… nigdy nie miałem obiekcji czy mogę użyć Gucci PH (kilka psików a nie kilkanaście) do pracy gdy aura za oknem i strój na to pozwalał – no ale ja jestem z gatunku tych co przejmują się swoim otoczeniem, grzecznie płacą podatki i czytają instrukcję obsługi składania mebli… 🙂 RoQ fajny z Ciebie gość, ale nie wrzucaj wszystkich do jednego wora… :*

  37. Fajny z Ciebie chłopak Roq, ale błądzisz okrutnie. Guilty nie jest zapachem. Jest co najwyżej kreowany na zapach. Już o tym zresztą wspominałem. Kouros to trochę „inna działka”(uwielbiam go, żeby nie było), ale Gucci I to wspaniały zapach i basta. Nie wziąłeś pod uwagę – że może po prostu Ty nie lubisz tej kategorii zapachowej i nie jest to powód do mieszania każdego drzewnego zapachu z kadzidłem w roli głównej (lub jednej z głównych) z błotem?

  38. …ciekawe skąd wiedziałem że uwielbiasz Kourosa? 🙂
    A co do tej kategorii przyprawowej, to akurat ją lubię, choć niewiele mam okazji do używania cieplejszych zapachów. Zresztą, sam zobacz ile mam zapachów tego typu…

    http://www.fragrantica.pl/uzytkownicy/1044/

    • o rany…. a myślałem że to ja jestem nawiedzony i kitram flaszkę za flaszką, ale Ty masz jeszcze więcej flakonów ode mnie… 🙂

  39. W typie Gucci’ego PH I nie masz nic 😉

    • Ma Costume National, o ile nie zapomniał go wywalić z listy, bo wiem, że chciał się pozbyć… 🙂 posiada też Fafarafę, A*Mena, Guerlain L’Instant, Burberry London, Encre Noire, Dreamera i Santosa, więc ma kilka solidnych killerów na podorędziu i zapewne nie zawaha się ich użyć… 🙂

  40. Fafarafa, A*Men, L’Instant, London, Dreamer i Santos nie są w typie Gucia I. Encre – jest.

    • miałem na myśli kompozycje ciężkie i wyraziste, a nie klony Gucia, którym w EN bynajmniej też nie jest… Gucci PH jest bezprecedensowy i nie znam pachnidła, które mogłoby go zastąpić w więcej niż jednym małym aspekcie/detalu (a takich nie brakuje)…

      • Ja znam drogi Pirathcie. Stoisko z kadzidełkami pani Bożenki na bazarze Cytrusek 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: