Napisane przez: pirath | 18 września 2014

Bentley – Azure, czyli zaskakująco zwyczajny błękit…


Miałem spory problem z tymi perfumami, a mówiąc wprost – mordowałem się z poświęconym im wpisem, przeszło trzy tygodnie… Azure (to również kabriolet w ofercie Bentleya) jest tak drastycznie odmienny od wcześniejszych zapachów Bentleya, iż aby móc obiektywnie ocenić ten zapach, musiałem zapomnieć o całym dotychczasowym bagażu doświadczeń z tą marką… w międzyczasie zużyłem 5 próbek z mocnym postanowieniem drążenia tematu tak długo, aż dojrzę w niebieskim Bentleyu przewagę cech pozytywnych – albo ostatecznie znienawidzę te perfumy i wracając do pierwotnego zamiaru, sromotnie je zjadę… logo Bentley i wcześniej odpowiednio wysoko ustawiona poprzeczka sprawiły, że w pierwszym kontakcie bukiet Azure wydawał mi się tak chybiony i schematyczny, że wręcz irytujący swą kompletnie niepasującą do portfolio marki (notabene bardzo wąskiego), stylistyką…

Bentley - Azure

W ubiegłym roku marka zaskoczyła (i zawstydziła inne moto marki) nadzwyczaj wysokim poziomem i jakością swoich dwóch premierowych kompozycji (Bentley for Men i perfumowana wersja Intense), zresztą bardzo ciepło przyjętych przez rynek… zachęceni sukcesem, prawdopodobnie chcieliby za pomocą Azure powalczyć o klientów w znacznie łatwiejszej i bardziej dochodowej kategorii zapachowej, jaką niewątpliwie są świeżaki… ale w końcu to Bentley, pomyślałem – więc jeśli zaczną „chałturzyć„, to zrobią to z klasą i polotem, porównywalną do finezji z jaką zaprojektowano kuper, ważącego niemal tyle co pałac Buckingham, Bentleya Mulsanne*… podejrzewam, że gdyby Bentley szył ciuchy i nagle postanowił oferować swej nobliwej klienteli jeansy – to i tak za ich krój odpowiadałby jakiś znany i utalentowany projektant (tu wstawcie sobie jakieś znane nazwisko)… gdyby zamienić perfumy na ubrania, to wcześniejsze kompozycje Bentleya byłyby świetnie skrojonymi garniturami – gdy Azure jest właśnie takim blue jeansem na co dzień, tyle że jakością bijącym na głowę ciuszki konkurencji…

*ale jeśli posiadacie przed domem co najmniej 12 metrowej średnicy fontannę lub fronton wsparty na kolumnach jońskich, wcale nie wydaje się ciężki, ani oczojebny…

Bentley - Azure kabrioletBentley Azure, czyli wiktoriańska katedra na kołach…

Brzmienie Azure, było dla mnie szokiem… a gdy już się z niego otrząsnąłem, stwierdziłem, że oto wącham kwintesencję letniego, ozonowo zielonego świeżaka, okraszonego subtelną nutą kwiatową… warto zaznaczyć, że Azure rewolucją bynajmniej nie jest, bo takich zapachów są na rynku dziesiątki (krój zbliżony do mniej lub bardziej usportowionych casualowców od Bossa (zwłaszcza Element i Energise), Armaniego Code Sport, Chanel Allure Sport), są już tak oklepane, że trudno doszukać się w każdym kolejnym, czegokolwiek swoistego i ciekawego… szczególnie, że większość tego rodzaju kompozycji reprezentuje sobą tak żenująco niski poziom jakościowy, że osobiście byłbym skłonny w ogóle zrezygnować z noszenia takich perfum – i ze względu na lepszą trwałość i projekcję, pozostać przy kompozycji zapachowej mojego proszku do prania… obwąchałem się tego rodzaju „dzieł” sporo, ale tę wyróżnia fakt, że producent naprawdę solidnie przyłożył się do strony technicznej kompozycji…

reklama Bentley - Azure

Na pierwszy niuch, Azure niewiele różni od podobnych doń kompozycji, ale jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach… pomimo iż pozornie zawiewa od tych perfum wtórnym i dość pospolitym krojem – tę zwyczajność zatuszowano ponadprzeciętną, wręcz napastliwą wyrazistością i czystością brzmienia… porównując przystępne brzmienie Azure, do równie przystępnej „średniej rynkowej” – uczyniono to z naprawdę godną pozazdroszczenia i rzadko spotykaną w tej klasie dbałością o jakość i detale… najbardziej rzucającą się w nozdrza cechą Azure jest ponadprzeciętna wyrazistość i nośność bijąca od nosiciela tych perfum, na metry… zapach dosłownie przeszywa powietrze swą rozpasaną, wręcz kopiącą po nosie, intensywną świeżością – przez co nie sposób nazwać tych perfum mianem nudnych i bezpłciowych, a zignorowanie ich jest po prostu niemożliwe… Bentleyowy Błękit od samego początku jest wściekle donośny i kipi roślinno zieloną jaskrawością (dodatkowo wyśrubowaną przez zręcznie wpleciony w bukiet kwiat) oraz lekko pikantną wytrawnością za sprawą szałwii muszkatołowej i kolendry… wprawdzie to nie ta tonacja, ale jest równie inwazyjny co Joop Homme, Terre Hermesa, Le Male i Just Cavalli – a przecież to nie zawiesisty killer, tudzież upierdliwie słodki słodziak na wieczór, a letni świeżak… owszem, ma się ważenie, że Azure waży milion ton, ale pomimo swej siły rażenia, nie jest tak ordynarny i tandetny jak wspomniany Cavalli

Bentley Azure

Pierwsza refleksja i zarazem przestroga, jest następująca: przy Azure trzeba uważać z atomizerem, ze względu na jego bujną, wręcz morderczą projekcję… zapach jest tak intensywny i nośny, że trzeba się bardzo pilnować z ilością zaaplikowanych chmurek… w razie przedawkowania, raz, że wykończymy sobą otoczenie – a po drugie zapach jest tak mocny, że zmęczy również nosiciela… Azure nie jest zapachem przesadnie złożonym ani wysublimowanym, to stosunkowo proste i uniwersalne brzmienie, acz o narowistej naturze… intensywnie zielone cytrusy oraz wyrazista, nadpobudliwa ziołowa zielenina, już na etapie otwarcia informują, że nie mamy do czynienia z ugrzecznionym banałem dla mas… a wspomnianą zieloną wyrazistość dopełnia czyste i żwawe, połyskujące, jaskrawe, skrzące się i bijące ciepłem geranium, które przepięknie zwieńcza sobą otwarcie i okazały akord serca, czyniąc je bujniejszymi niż są w istocie… to niemal cytrusowe geranium podbija i świdruje pięciolinię kompozycji swym sopranem z takim wdziękiem, pasją i lekkością, że mało kto się połapie iż szczyt piramidy zapachowej okupuje tu kwiat (a konkretnie jego liście)… bez tego jakże wdzięcznego geranium, masywne i władcze serce Azure byłoby ciężkie i przytłaczające niczym głaz obdarzony finezją dryfującego swobodnie lodowca… niby detal ale diametralnie zmieniający środek ciężkości całej kompozycji, czyniąc ją lżejszą, przyjaźniejszą i przede wszystkim strawną…

Bentley Continental GTBentley Continental GT, z którym brzmienie Azure bardziej koresponduje, ale GT wyglądałoby na flakonie co najmniej dziwnie…

Strawną dlatego, iż trzon kompozycji budują aromatyczne zioła, których przesyt, przez wzgląd na donośność i siłę rażenia kompozycji, byłby nie do zniesienia, bez zdejmującego część ciężaru geranium… nawet wyczuwalne dopiero w fazie schyłkowej pimento (rodzaj papryczki stosowanej w perfumiarstwie) nie dał rady przełamać ciężaru lawendy, kolendry i zwalistej szałwii… przypominam, że mowa o kompozycji tak przez swą nośność ciężkiej, że nawet wyczuwalne w otwarciu liście fiołka i herbata, warzą niemal tonę na pojedynczy listek…  dopiero godzinę, półtorej od aplikacji brzmienie łagodnieje na tyle by, po około 5 godzinach ukazać swe spokojne, nieco bardziej dystyngowane oblicze… Azure to rasowy świeżak (z nutką sportową), ale o dziwo posiadający czytelną, stonowaną bazę, opartą na nutach drzewno piżmowych, z ledwie zaakcentowaną, niemal zupełnie wyblakłą słodyczą w tle… spójrzcie na fotkę samochodu na samej górze (Bentley Azure), może i posiada zwalistą i pretensjonalną bryłę nadwozia – ale to bez wątpienia Bentley… o przejaskrawionym bukiecie Azure EdT ciężko powiedzieć to samo (ewentualnie w rachubę wchodzi usportowiony Continental GT), ale pomimo zupełnie odmiennej i nowoczesnej stylistyki – zachował rozmach, charyzmę i jakość, z której słynie ta marka i ma szansę spodobać się tym, dla których bezmianie premierowych kompozycji Bentleya wydało się zbyt nobliwe, klasyczne, poważne i eleganckie…Bentley - Azure EdT

2014

Głowa: ananas, liść fiołka, tangerynka, bergamotka,
Serce: papryka, lawenda, herbata, szałwia muszkatołowa,
Baza: drzewo kaszmirowe, fasolka tonka,

Advertisements

Responses

  1. Z zapachów marki uwiódł mnie Intense choć niestety zbyt szybko traci masę i magię… wiec nie zapragnąłem jakoś. Pewnie gdyby miał prezencję wyżej opisanego to działo by się zapewne więcej miedzy nami. Świeżak z kopytem to też coś więcej… 🙂

    • z tym traceniem masy, stawiam na klasyczną dla EdP przypadłość polegającą na zmniejszonej sile projekcji, przez zwiększoną formę koncentracji… niby olejków jest więcej, ale zwiększona gęstość staje trudna do udźwignięcia przez skórę… na mnie znacznie dłużej i wyraźniej pachną wersje EdT niż teoretycznie trwalsze i bardziej treściwe wersje perfumowane, prawdopodobnie jest to powiązane z ciepłotą skóry, u mnie na poziomie trupa… 🙂

  2. Spodobał mi się, choć nie zachwycił mnie. Czuję bardzo wyraźną nutę herbaty i równie wyraźny liść fiołka, przez co wydaje mi się być podobny do Gucci Pour Homme II (w początkowej fazie tego drugiego). Później robi się ziołowy, przez co z kolei w bardzo małym ułamku upodabnia się do Chanel Platinum Egoiste, przy czym nuta herbaty jest nadal bardzo wyraźna. Cieszy mnie, to, że pachnie niezwykle naturalnie. Trwałość – ponad 8 h, projekcja skromna…

    • owszem fiołek i zbliżona do ziela angielskiego ekspresja Azure upodabnia go w pewnym stopniu do Gucci PH II, ale Gucci jest zdecydowanie bardziej wysublimowany i wykwintniejszy… a co do Platynowego, to owszem, w jednym i drugim geranium brzmi podobnie wibrująco i czysto… paradoksalnie herbaty w ogóle tu nie czuję…

  3. Ja czuję, ale nie mocną czarną tak jak w Guciu. Bardziej mrożoną… Zapach ten nie zbiera dobrych opinii w necie, a mi się podoba. Choć (jeszcze) nie na tyle, żeby kupować cały flakon.

    • ja go doceniam za całokształt, choć osobiście bym go nie kupił, ale dlatego, że preferuję zapachy w nieco innej tonacji…

  4. Wiem Piracie ,znam dobrze temat z twojego punktu widzenia. Dobrze że od środka mam silnie nieujarzmiony ogień bo osobiście preferuję EdP i dobrze mi z tym 😉 Intense nawet na bloterku zbyt szybko blaknie…ale kompozycyjnie wysoka półka. 🙂

    • to musi być kwestia ciepłoty ciała (emisji ciepła poprzez skórę), bo na Sabbath Intense daje ostro czadu… tak bardzo, że kiedyś jej wypaliłem, że znów użyła jakiegoś Montalowego oudu… 🙂

  5. No faktycznie poleciałeś. 😀

    • no, wiesz jak się obruszyła? … 😀

  6. nie wiem… 😉

  7. Wciąż intryguje mnie ten zapach i myśle o próbce. Niby śweżak, niby cieżki – jest sens sprawdzać teraz, na zimę?

    • umówmy się… masz zamiar wyskoczyć w krótkim rękawku na balkon, spryskać się i trochę pomarznąć?… 🙂 no właśnie, też sądzę że byłaby to przesada, bo perfumy testuje się zawsze w warunkach optymalnych (ciepłota i wilgotność pomieszczenia – sam tak właśnie piszę recenzje) a nie w warunkach bojowych/polowych… by coś poznać pora roku nie ma znaczenia, bo przecież nie będę symulował warunków -10/ +35 stopni w pokoju gdzie piszę recenzję/poznaję nowe perfumy – więc nie dajmy się zwariować… 🙂 owszem można mieć obiekcje czy nosić świeżaka w listopadzie, ale takie obiekcje w przypadku oblatywania próbki w domowym zaciszu to już gruba przesada… 🙂

      • nie zrozumiałeś mnie. Mogę kupić próbkę i przetestować w domu, pytanie było czy jest sens testować ten zapach akurat teraz, czy jest odpowiednio ciężki by zainteresować sie nim gdy zima tuż tuż, bo potrzebuję na zimę jakiegoś świeżaka na odmianę od słodszych kompozycji, ale takiego ciężkiego jak karoserie Bentleya 🙂 F Aqua jakoś mi nie wchodzi w zimne dni 🙂
        latem lubię ponosić i lekkie i cieżkie zapachy, ale zimą raczej tylko te cięższe …

        • dobrze Cię zrozumiałem… pora roku (w kontekście testów) nie ma żadnego wpływu na Twoją percepcję zapachową… przecież nie stoisz na mrozie ani w deszczu, będąc w domowym zaciszu – więc czynniki zewnętrzne (aura za oknem) nie mają wpływu na odbiór perfum, ergo nawet w środku zimy można testować świeżaka… abstrahując od metodologii testów, ten zapach jest na tyle ciężki i donośny, że sądzę, że nawet zimy się nie przestraszy… 🙂

          • źle mnie zrozumiałeś 🙂 😛
            bo ja testuje po to zeby kupić a nie czekać pół roku na zakup 🙂
            wiadomo ze w domku można testować ale nie chciałem kupowac próbki zapachu, który na zime za słaby – stad było moje pytanie czy na zime bedzie spoko czy potestować sobie latem z innymi swieżakami, na które poniekąd odpowiedziałeś powyżej
            ale – uwaga – sam podjałęm decyzje wykorzystujac podle sieciową perfumerię stacjonarną !!!! spryskałem bloter perfumami, powąchałem i nie kupiłem tego zapachu w tej perfumeri !!! 😉 😛 😀 !!! Natomiast podjąłem decyzje o zdobyciu próbki i testuję w pracy. Zapach jest na tyle cieżki że moze być tym czego szukałem – świeżak na zimę kiedy będę chciał odpocząć od cieższych i słodszych kompozycji
            hurrrraa!!

          • w moim odczuciu ten zapach jest tak wyrazisty i dobitny, że z powodzeniem sprawdzi się zimą…

  8. Moim zdaniem nie…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: