Napisane przez: pirath | 21 września 2014

Valentino – Uomo, czyli jak włoski makaron podbił świat…


Już nie raz piałem z zachwytu przy okazji recenzowania pachnideł o włoskim rodowodzie i dziś zapieję ponownie… jeśli chodzi o wyczucie dobrego smaku i nienaganny szyk, Włosi nie mają sobie równych…  co tu dużo mówić, zapach jest urzekająco śliczny, po prostu rozkoszny i nie mam najmniejszych skrupułów, aby bezwstydnie i z premedytacją się nim zachwycać… rozważam też napisanie hymnu, albo przynajmniej eseju o tytule: „opisz doskonałego kawiarnianego casualowca i dlaczego jest nim Valentino Uomo„* – choć mam świadomość, że poza garstką koneserów, absolutnie nikt tych perfum nie kupi… dlaczego? jeśli potencjalnego nabywcę nie odstraszy wymuskany, kunsztownie frezowany flakon – to i tak nie doceni delikatnego, nieziemsko wyrafinowanego brzmienia samych perfum – nazbyt wyszukanego na plebejskie gusta przeciętnego klienta rodzimej sieciówki… ekhm nie chcę nikogo obrażać, ale po tym co się tam najlepiej sprzedaje, nie mam najlepszego zdania o gustach zapachowych polaków…

*parafrazując anegdotę z czasów głębokiego PRL, o temacie wypracowania klasowego, pt.: „Opisz swojego ulubionego bohatera i dlaczego jest nim Lenin„…

Valentino - Uomo

Valentino Uomo to pełen polotu i finezji, wykwintny, wyrafinowany, najwyższych lotów koncept i ten wymuskany artyzm naprawdę czuć… tego rodzaju perfumiarstwo, lekkie, ale z klasą i polotem można powąchać jeszcze u szanujących się marek z włoskim rodowodem, a w szczególności piję tu do Laury Biagiotti… wprawdzie na widok flakonu Uomo ścisnęło mnie w dołku (poczułem nieprzyjemny powiew Las Vegas, Moskwy oraz salonów Swarovskiego i Versace w jednym) – ale na szczęście ten stylizowany na karafkę flakonik nie okazał się nazbyt przesadnym i pompatycznym przerostem formy nad treścią… w przypadku tych perfum flakon jest jedynie dopełnieniem samych perfum, a nie główną atrakcją – co wręcz szokuje, gdy się spojrzy kto tę kompozycję stworzył… Olivier jest synem słynnego Jacquesa Polga i dotąd zasłynął raczej z sygnowania swym nazwiskiem (a raczej szargania nazwiska swego utytułowanego ojca), następującymi gniotami: Burberry Rhythm, Van Cleef & Arpels Midnight in Paris, Gianfranco Ferre In The Mood, Paco Rabanne Invictus, Viktor & Rolf Spicebomb i całą serią nieporozumień dla Salvatore Ferragamo… z drugiej strony popełnił całkiem niezłe Kenzo Eau de Boisee, kultowego już Diora Homme, Diesla Only The Brave i Burberry The Beat, a więc gdy mu pozwolić, potrafi wyczarować prawdziwe cudo – via Valentino Uomo… jak dla mnie, pełna rehabilitacja…

reklama Valentino - Uomo

Valentino Uomo to małe olfaktoryczne arcydzieło, porównywalne jakościowo (mam na myśli jakość kroju) jedynie z najgłośniejszą zeszłoroczną premierą, czyli Bottegą Venetą, (że o innych ubiegłorocznych perełkach, czyli Essenza di Roma Laury Biagiotti i Eau de Nuit Armaniego nie wspomnę) notabene również marką włoską… a więc nie Francuzi (zwłaszcza po niedawnym stoczeniu się/upadku domu Guerlain), tylko Włosi stoją obecnie na straży wysokich lotów perfumiarstwa*… przesadzam? parę dni temu opisywałem również WŁOSKIE Bvlgari, które zaprezentowało równie pięknie skrojonego Men In Black (notabene wcale nie tak odległe stylistycznie od Valentino, zwłaszcza w fazie dojrzałej)… te perfumy sa jak wizyta w niewielkiej, przytulnej kawiarence, gdzie skubiąc wyborne ciastko i popijając kawę, słucha się z winylu Wiedeńskiego Kwartetu Smyczkowego

*dokonania Gucci, Trussardi i Roberto Cavalli pozwolę sobie litościwie przemilczeć…

Valentino Uomorzadko się zdarza, by piękne zewnętrze tak wybornie korespondowało z równie wyszukaną zawartością flakonu…

W początkowej fazie jest kremowo mleczny, taki trochę toffi, dopiero później robi się kawowo czekoladowy i przez to kawiarniany… pachnie jak gorąca czekolada lub cappuccino z toffi i odrobiną koniaku, słodko i delikatnie, ale ten wątek „koniakowy” dodaje Valentino niesamowitej głębi i polotu… niektóre nadziewane likierem praliny pachą podobnie, a w tle rzeczywiście da się wyczuć orzechy laskowe… jest tu sporo sporo benzoesu, mirry i czekolady, całkiem zgrabnie emulujących delikatne i dyskretne klimaty kawiarniano skórzane… co do kawy, to jest jak najbardziej wyczuwalna w akordzie środkowych – ale pachnie jak syntetyczna, lakoniczna i wyjątkowo lurowata kawa rozpuszczalna… najlepiej ten wyjątkowo słaby akcent zignorować i niewiele na tym tracąc, skupić się na bardziej okazałych i przyjemniejszych meandrach kompozycji… a tych pomimo delikatnego i kameralnego nastroju panującego w fazie dojrzałych kompozycji, nie brakuje… im bliżej schyłku, tym zapach robi się delikatniejszy, „skórzane” a w praktyce benzoesowo alkoholowo kawiarniane klimaty łagodnieją, tonizują się i zapach przeistacza się w delikatną woń czekoladowo orzechowego cappuccino, nieznacznie tylko słodkiego i wyraźnie przestygłego…

Valentino - Uomo reklama

Teoretycznie to męskie perfumy, ale mianem samczych bym ich nie nazwał… byłby to daleko posunięty eufemizm i co więcej – pokuszę się o tezę, że byłby to całkiem zgrabny i wyważony uniseks, czyli zapach dla dwojga… owszem w swej początkowej fazie, zapach nawiązuje treścią do wątków wybitnie męskich (pomimo dominującej, kawiarnianej słodyczy, w tle jest koniakowo skórzasty), ale nie są to ujęcia na tyle zdeklarowane jako samcze, by dama lubująca się w klimatach Angel Les Parfums de Cuir, Thierrego Muglera i generalnie a’la Muglerowych słodkościach (acz w tym przypadku wyraźnie delikatniejszych), nie mogła z powodzeniem nosić tych diabelnie uwodzicielskich perfum… w końcu na damskiej skórze będą wybrzmiewać delikatniej i jeszcze bardziej zjawiskowo… jest to więc kompozycja delikatna i o wysoce neutralnym charakterze, stąd nosić ją można przez cały dzień, choć ze wskazaniem na chłodniejsze pory roku… miłośnicy delikatnej kawiarnianej stylistyki w rodzaju Rochas Man, Must Cartiera, czy nawet ostatnio opisanego Bvlgari Man In Black, będą łagodnym, ciepłym i otulającym brzmieniem Valentino Uomo wprost zauroczeni… jeśli szukacie niebanalnego, dyskretnego i przy tym szalenie szykownego zapachu na dzień i pół oficjalne okazje, nowy Valentino będzie doskonałym wyborem… oczywiście pomijając drobny szkopuł w postaci baaaardzo przeciętnej trwałości i kameralnej projekcji…Valentino - Uomo EdT

2014

Olivier Polge

Głowa: bergamotka, mirt,
Serce: palone ziarna kawy, czekolada, orzech laskowy,
Baza: skóra, cedr,

Reklamy

Responses

  1. zapach przecietny, pachnie tanio, chemicznie.

  2. PS. nie uzywam perfum z sieciowek, bo faktycznie, sa w wiekszosci slabe. ale nie mam tez gustu „plebejskiego”.
    pozdrawiam

  3. Zbiera mi się tego materiału do powąchania że aż nie ogarniam. Czas w końcu odwiedzić Śląskie perfumerie by się nieco odciążyć jak i dociążyć z drugiej strony patrząc… 😉 I nie musisz się chyba domyślać że pewnie ta kompozycja jak i Bvlgari Man in Black zdobędą moje serce 🙂

    Dziś Jesień a ja zarzuciłem Opium EdP i wciąż mnie zachwyca… chociaż to Shams podbił ostatnio moje serce i nie tylko moje co najlepsze. W życiu nie dostałem tylu komplementów sumując lata pachnienia jak za to ostatnie głębokie pachnidło noszone od chwili zaledwie. Pewnie będzie akcja jak się odlewka skończy ale coś się wymyśli. Swoją drogą bardzo przypomina esencjonalność rodem z Incense Normy która to miło kojarzy mi się z Tobą. I pewnie jak będzie mi dane poznać Labdanum tejże pani, równie szybko wpadnę…

    • Shams?, a powiesz na ten temat coś więcej?

      • EDP shams; znalazłem opis na nisha.pl

        • cóż za niesamowita dedukcja!

      • na fragrantce też jest, chyba masz dziś pomroczność jasną.

        • tyle, że Fragrantica znajduje 8 zapachów o nazwie Shams, więc nim „błyśniesz” taką poradą – może pozwól wypowiedzieć się osobie do której skierowałem zapytanie?…

  4. Pewnie Shalimar.

    Cieszę się Piracie, że przynajmniej Ty nie piszesz że to kopia Diora Homme…

    • a czemu miałbym tak uważać?… 🙂

  5. *Albo i nie Shalimar 😳 😀

    • pożyjemy zobaczymy…

  6. Memo – Shams. U Czarnej siostry jak i u Nishy znajdziesz oddające ducha zapachu recki.- wystarczy zsumować. Dla mnie kolejne perfumeryjne cudo. Gęścioszek żywiczny z naszymi ulubionymi składnikami 😉

    • hmmm jakby Ci to powiedzieć… pracując na półtora etatu i samemu blogując, mam niewiele czasów na śledzenie innych blogów…

  7. A ja już się nauczyłem że w twoje recenzje po prostu trzeba wierzyć,bo nawet teraz jak ktoś ma inne zdanie to za 5 lat edukacji perfumeryjnej je zmieni na 100% 🙂
    Valentino jest piękny,już kilka miesięcy temu znalazłem go w Superfarmie.Akurat koleżanka pracuje,sprzedały się 3 butelki.Gusta perfumeryjne są wsród przeciętnych polaków bardzo mało wypracowane,z ubiorem nawet u panów jest już dużo lepiej i tu się zgadzam z Tobą Piracie we wszystkim.Ja tylko jeszcze znajduje w Valentino nuty pudrowe i aldehydy świeżego powietrza i kumarynę oprócz tego wszystkiego o czym pisałeś.I na dodatek moge potwierdzić że to wszystko co podaje producent w zapachu na prawdę jest i jeszcze więcej.Zapach polecam na jesienne wieczory razem z recenzją Pirata-pachnie jeszcze lepiej 🙂

    • Piotrze, bardzo Ci dziękuję, również za odwiedziny, bo wiem jak bardzo jesteś zapracowanym człowiekiem… 🙂

  8. Nie wiem czemu miałbyś tak uważać. Dużo osób je porównuje, że niby podobne….

    A jednak się pomyliłem, nie Shalimar… 😮

    No właśnie, Piotr jest żywym przykładem tego, o czym mówię. Gdzie w tym Valentino są nuty pudrowe? 😮

    • zapewne część osób interpretuje orzech laskowy jako w/w i stąd ten wniosek…

  9. Niezmiernie ciekawe i dziwne zarazem.

  10. Jeśli by Cię zaciekawił na poważnie to mimo wszystko warto zajrzeć na te 5 minut, naprawdę warto ! 🙂

    • a co mi da opis, gdy nie mam próbki (znasz moje podejście)? będę się widział z Sabb, to powącham i wyrobię sobie zdanie… 😉

  11. Jestem tu laikiem, co masz na myśli przeciętna trwałość i kameralna projekcja?
    dziękuję!

  12. Przeciętna trwałość, czyli, dajmy na to, 4-6 h (na pewno poniżej 8 h), kameralna projekcja – zapach nie narzuca się otoczeniu i „siedzi” dość blisko skóry.

    No ale ja to tak „widzę”. Niech się Pirath wypowie

    • nic dodać, nic ująć Marcinie… 🙂

  13. Mnie się bardzo podoba. Nawiązuje do Dior Homme choć nie wiem czy to raczej nie podświadomość i osoba twórcy. Całkiem nie dawno był w Superpharmie po 299zł/100ml obok stał Dior Homme po 299zł/100ml i była promocja -60% drugi zapach, czyli jak by wziąść oba to wychodziło 440zł, ale nie skorzystałem.

    • cena dobra, ale raczej też bym nie skorzystał 🙂

  14. Można już go dostać poniżej 200 zł więc cena taka sobie.

    • No ale Dior Homme 2014 za 220zł/100ml to już nie chyba nigdzie nie znajdziesz.

  15. Jeszcze parę miesięcy i partia z 2014 wejdzie do sklepów internetowych, a przynajmniej taką mam nadzieję…

    • prędzej czy później każdy magazyn i hurtownia wyprztyka się ze starych zapasów, wiec to tylko kwestia czasu Marcinie…

  16. Dostałem próbkę tego pachnidła jako gratis, przetestowałem… to jest po prostu dzieło sztuki. Nie można się od niego oderwać, nie można się nim nacieszyć. Jest piękny od momentu, kiedy tylko po aplikacji wyparuje bimber, aż do zniknięcia ze skóry… Po prostu urzekający, wciągający, uzależniający, genialny… Przebieg zapachu jest jak spektakl teatralny, który szokuje prologiem, wciąga jak odkurzacz w trakcie i uspokaja epilogiem…

    Biegłbym po niego do sklepu, gdyby nie to, że ten spektakl tak potwornie krótko trwa… 2 godzinki i już jest przy skórze, a po 4 godzinach niestety kurtyna opada i gasną światła… 😦

    • owszem jest przecudny i arcy wyrafinowany jak na dzisiejsze standardy i przez to właśnie będzie niedoceniony i w efekcie przestaną go produkować. Przestaną, bo liczy się sprzedaż, a tym perfumom brak jest chamstwa, buty i krzykliwości, która sprawia że ludzie zwracają na jakieś perfumy uwagę… Owszem nie jest tytanem trwałości, ale zawsze można re aplikować,by pławić się jego orzechowym sercem do upadłego 🙂

      • I chyba właśnie dlatego warto zaopatrzyć się we flakonik, póki jeszcze są. Może będzie niedoceniony, ale na pewno dzięki temu będzie oryginalny, a kompozycja jest po prostu rewelacyjna. Jeden z AMH mimo fatalnej trwałości… Może kupię, nie wiem jeszcze. Kusi, ale z drugiej strony boli to, że ledwie przetrzyma pół dnia pracy…

        • Może ja pomogę jeżeli chodzi o parametry techniczne , jak masz gdzieś w okolicy salon z ubraniami Próchnika zobacz ich nowe pachnidło o nazwie Grom , są prawie identyczne czyli podobne do tej perełki od Valentino którą uwielbiam , wydaje mi się że próchnikowy Grom jest trwalszy i ma lepszą projekcje ( Oczywiście na mojej skórze ) ale wcale nie jest tani jak na polskie perfumy myślę że z ceną sporo przesadzil ,i tak lekko o 150 zł , Niestety Próchnik mnie rozczarowuje bo mimo te ze ich wody mają polskie nazwy co jest super , to zapachy kopiują od innych , dobrze że chociaż od tych dobrych .

          • interesujące spostrzeżenie, wkrótce mam nadzieję to zweryfikować 🙂

        • i gdyby nie ta kameralna trwałość i projekcja, sam bym go kupił… wiem, że nie każde pachnidło musi być siekierą, ale po prostu chciałbym po obcować z arcy wysublimowanym bukietem tych perfum nieco dłużej…

  17. a na mnie ten zapach w środkowej fazie to jabłko, ale takie jak z aromatyzowanych „soków” jabłkowych i to o całkiem niezłej projekcji,
    mam nadzieję że nikt mnie nie wycyganił na próbce bo czekolady, kawiarnianych nut ani orzecha ni odrobiny 😦

    • rzeczywiście dziwna sprawa, ja tam z kolei nie czuję jabłka 😉

  18. Piękny i nie da się tego ukryć ale lepiej kupić bvlgari man in black dla prawdziwego faceta z kohones.

    • cojones można wyrazić na różne sposoby i tworzy je sam ich posiadacz a nie zapach który nosi 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: