Napisane przez: pirath | 26 września 2014

dlaczego perfumy pachną jak pachną?…


Tak, wiem że tytuł jest niezbyt precyzyjny, zwodniczy i odrobinę tabloidowy – ale przyjęta metodologia sprzedaży perfum (o tym za chwilę), poniekąd niewiele odbiega od trendu zamieszczania krzykliwych i nierzadko niewiele mających wspólnego z treścią artykułu, nagłówków… zastanawialiście się kiedyś, dlaczego wszystkie perfumy pachną w oparciu o w zasadzie jeden, utarty kanon?… jakoś tak się przyjęło, że łatwe i przyjemne nuty zapachowe są wypychane na pierwszy ogień – a trudne, bardziej wymagające, tudzież mniej czytelne, oczywiste i jednoznaczne w interpretacji, upycha się lub przemyca w akordzie bazy, albo łączy z innymi, następującymi nieco później… zwykle zapach posiada trzy, stosunkowo łatwe do wskazania fazy (akordy) głowy, serca i bazy (osobiście optowałbym za innym ich nazewnictwem*) – choć nie jest to regułą, bo akordów może być mniej lub więcej, a granica pomiędzy nimi może być trudna do wskazania – tym niemniej można mówić o swoistym schemacie, wzorcu wedle którego komponuje się perfumy…

piramida zapachowa

*wspomnianą głowę, serce i bazę, zastąpiłbym porami roku… wiosna jako głowa, lato jako serce i jesień jako bazę… tak naprawdę większość ingrediencji da się podciągnąć pod ten schemat i niewiele odbiega on od kanonu pór roku… wiosna, czyli owoce i delikatne kwiaty oraz nuty wodo ozonowe i zielone kojarzą nam się z lekkością, świeżością, czymś delikatnym i łagodnym* – niczym ciepły wiosenny wiatr i deszcz oraz zapach młodych pędów i nieśmiało kwitnącego wokół nas świata… lato to z kolei pachnące dojrzale i aromatycznie nuty przyprawowe, kwiatowe i ziołowe, dosłownie emanujące pełnią smaku i aromatem nagrzanych słońcem składników – a akord serca zwykle epatuje takim obfitym, kwiecistym wianuszkiem sowicie wyartykułowanych nut w pełnym rozkwicie i obfitości akcentów… jesień to pora na nuty rozgrzewające, kojące i otulające, a więc balsamiczne żywice, ciepłe i taktowne drewna oraz przydające wytrawności i melancholii mchy i piżma – pachnące jak przesiąknięte jesiennym deszczem pnie, obrośniętych nimi drzew… ponadto świeże, acz bardzo dojrzałe i suszone owoce, skóra, wina i koniaki, kojarzące się z grzańcem i przytulnością wnętrza ogrzanego nastrojowym kominkiem… nie sądzicie, że pory roku brzmią bardziej sugestywnie i mam wrażenie precyzyjniej?…

**w zapach na lato odnajdziemy mnóstwo nut „wiosennych”, bo te perfumy mają nas schładzać, orzeźwiać i dzięki swemu subtelnemu przebiegowi, łagodzić niedogodności związane z aurą, min. nadpobudliwością klasycznych kompozycji, która ujawnia się podczas upałów… analogicznie, w przypadku kompozycji na jesień, znajdziemy w nich przewagę nut z akordu „jesiennego”, rozgrzewających i wprawiających w miły błogostan… zresztą przebieg kompozycji zapachowej wygląda bardzo podobnie do charakterystyki wspomnianych pór roku… wpierw mamy nieśmiały rozkwit, następnie stadium dojrzałe, by z czasem bukiet zapachowy przekwitł, przebrzmiał i wreszcie opadł ze skóry, niczym obeschłe liście z drzew…

cztery pory roku

A wracając do wątku przewodniego, od którego tradycyjnie odpłynąłem… na samym początku upycha się te najprzyjemniejsze i zarazem najbardziej delikatne i ulotne składniki – ponieważ nie od dziś wiadomo, że akord otwarcia to swoista reklama (bardzo zresztą ulotna) każdej kompozycji zapachowej i to od jej skuteczności zależy czy potencjalny klient zainteresuje się zakupem danych perfum… stąd uważam za poroniony, pomysł testowania perfum na bloterze, bo ten po pierwsze przekłamuje rzeczywiste brzmienie perfum, a po drugie niemiłosiernie wydłuża trwający zwykle od kilkunastu sekund do paru minut akord głowy – przeeeeeciąąąąąągaaaaająąąccc go na papierku (nierzadko specjalnie w tym celu spreparowanym) do kilkunastu minut, a nawet godziny… i co się później dziwić, że klient wychodzi z takim papierkiem z perfumerii, zachwyca się i wraca po produkt, kompletnie nieświadomy, że dał się uwieść i zmanipulować zafałszowanej metodzie testowej… stąd perfumy powinno się testować wyłącznie na skórze (koniecznie własnej), by uniknąć pomyłek i spontanicznych, acz nietrafionych zakupów…

pory roku

Nuty owocowe, a zwłaszcza cytrusowe kojarzą się z naturalnością, świeżością i lekkością, wreszcie pobudzają apetyt i łaknienie (w końcu kojarzą się odbiorcy z jedzeniem) – więc szybciej wstrzelą się w nasze gusta niż powiedzmy kwiat, żywica lub drewno… poza tym są przyjemne i bardzo łatwe w interpretacji, kojarzą się z naturą i jej niewymuszonym, delikatnym wdziękiem… a przecież każdy chce pachnieć pięknie, apetycznie i kusząco… najprościej można to zaobserwować wąchając legendarne już otwarcia marki Calvin Klein… są świeże, lekkie, owocowe, uwodzą swą rozkoszną, chwytliwą, spektakularnie piękną, łagodną formą i kuszą – nierzadko zwodząc na manowce nieświadomą podstępu ofiarę, która w oparciu o pierwsze, jakże zwodnicze takty kompozycji podejmuje decyzję o zakupie – pomimo iż zapach na skórze, szczególnie po kilkudziesięciu minutach pachnie diametralnie inaczej… a perfumerie zacierają ręce, bo rybka połknęła haczyk i flaszka została kupiona…

olfactory pyramid

Ponadto nuty towarzyszące akordowi początkowemu są zwykle nader jaskrawe i wyraziste, bo przecież aplikując perfumy, chcemy je wyraźnie i sugestywnie poczuć – gdy nuty towarzyszące akordowi schyłkowemu mają zwykle łagodny, dyskretny i bardziej powściągliwy charakter… wyobraźcie sobie jak by to wyglądało, gdyby aplikując zapach na skórę poczuć nie tryskający wodotryskami wianuszek soczystych i aromatycznych nut, a ledwie snujący się nad skórą mix lekkich drewien, paczuli, przypraw, żywic balsamicznych, dyskretnych piżm, powłóczystej słodyczy tonki lub kameralnej wanilii?… niezbyt to widowiskowe i zauważalne, prawda? – zresztą ilu z nas po 6-8 godzinach od aplikacji, wciąż czuje akord schyłkowy własnych perfum?… poza wspomnianymi uwarunkowaniami fizyczno chemicznymi, to właśnie charakterystyka wybrzmiewania określonych ingrediencji, wymusza taką a nie inną kolejność ich występowania w strukturze kompozycji…

nuty głowy

Oczywiście zrzucanie tego stanu rzeczy na karb zachłanności i koniunkturalizmu producentów (by nie powiedzieć wprost, naciągania), byłoby daleko idącym uproszczeniem – ponieważ taki stan rzeczy wymusza poniekąd naturalna specyfika określonych składników, a nawet całych grup zapachowych… cytrusy, owoce i delikatne kwiaty umieszcza się w otwarciach (na szczycie piramidy zapachowej) nie bez powodu, ponieważ ich cząsteczki są bardzo małe, a co za tym idzie lekkie, więc unoszą się i znikają najszybciej… a to określa i poniekąd wymusza ich ekspozycję w pierwszej kolejności i na samym początku – i pomimo iż można to zjawisko opóźnić za pomocą chemii, generalnie trudno temu zjawisku zaradzić…

nuty serca

Ciepłota naszego ciała (perfumy powinno się nanosić na skórę, a nie odzież, która wprawdzie wydłuża trwałość perfum, ale jednocześnie zniekształca i spłyca ich bukiet) sprawia, że cząsteczki zawarte w olejkach zapachowych stosowanych przy produkcji perfum (a następnie rozcieńczonych w określonym stężeniu w będącym ich nośnikiem alkoholu) unoszą się z nad skóry i pachną… nie trzeba mieć Nobla z fizyki, by rozkminić, że najszybciej i najobficiej unoszą się najmniejsze i najlżejsze cząsteczki, a takie zawierają min. olejki cytrusowe i kwiatowe… a ponieważ ich emisja do otaczającego nasz powietrza jest bardzo gwałtowna i przebiega bardzo szybko, stąd relatywnie szybko przestajemy je czuć – a ich miejsce stopniowo wypełniają nuty zapachowe o wyższej masie cząsteczkowej, które wytrącają się wolniej i mniej burzliwie (ich cząsteczek starcza na dłuższą ekspozycję)… idąc dalej tym tropem, najdłużej utrzymują się składniki o największej masie własnej (nuty drzewne, piżmowe, przyprawowe i syntetyki) i to one zwykle pachną przez wiele godzin od aplikacji, gdy wszystko inne zdążyło już wybrzmieć…

nuty bazy

Nasuwa się konkluzja (oczywiście w dużym uproszczeniu), że perfumiarstwo, to sztuka łączenia ze sobą określonych nut zapachowych w taki sposób, by poszczególne esencje stanowiące daną kompozycję zapachową, emanowały, koegzystowały i ulatniały się w określonym tempie i czasie – tworząc zadany (zamierzony) efekt końcowy… to trochę przypomina metodę na otrzymanie wody z kranu o temperaturze „letniej” – gdzie tak manipulujemy kurkami z zimną i gorącą wodą, aby uzyskać ciecz o odpowiedniej temperaturze… oczywiście brzmieniem i wzajemną koegzystencją nut zapachowych można w pewnym stopniu sterować, stosując chemię i utrwalacze – ale ogólny kształt i zarys piramidy zapachowej i tak narzucają nieubłagane prawa fizyki… tej samej która sprawia, że z wiekiem i zwiększoną masą ciała coraz trudniej wstać z kanapy, a pewne detale anatomii nieubłaganie przemieszają się w dół… 🙂

Reklamy

Responses

  1. Świetne porównanie rozwoju nut z porami roku. Podążając Twoim tokiem rozumowania, mogłyby powstać perfumy wyłącznie jesienne, wyłącznie wiosenne itp. Nie trzeba by było czekać na rozwinięcie akordów – człowiek od razu by wiedział z czym ma do czynienia 🙂

    • perfumoholiczko, ależ są takie perfumy i zwykle dedykujemy je na w/w pory roku… 🙂

  2. Lubię Twoje dygresje. Ciekawie przyporządkowałeś nuty do pór roku. Obrazowo przemawia. Ja czasem zapadam w niemy zachwyt , gdy czuję jak zapach pracuje,zmienia się. Ciekawi mnie jak perfumiarz jest w stanie zaplanować taki rozwój aromatów.niesamowite.

    • perfumy zwykle przemawiają do odbiorcy obrazowo, z czymś nam się kojarzą, przywołują określone wspomnienia dotyczące miejsc, sytuacji i osób… tyle, że każdy inaczej „pamięta” zapach domu, babcinego placka jabłkowego, stąd najlepiej sprawdzają się analogie powtarzalne, które wszędzie pachną mniej więcej powtarzalnie, a przynajmniej na naszej szerokości geograficznej… 🙂 sądzę, że perfumiarze po latach edukacji i setkach prób są w stanie po prostu przewidzieć jak dana korelacja nut ze sobą zagra, oszacować czas wybrzmiewania określonych składników, etc… zresztą komponowanie nowych perfum to dziesiątki, jeśli nie setki prób, eksperymentowania z proporcjami i różnymi odmianami danego składnika, bo każdy pachnie inaczej i inaczej się zachowuje… wiedzę tą określa się warsztatem i da się ją wypracować wyłącznie przez lata praktyki…

  3. Wiadomo 😉

  4. może inne ‚modele’ byłyby dla konsumentów albo zbyt nudne (jedna nuta) albo zbyt skomplikowane 🙂 nie mam dużego doświadczenie z perfumami i nie znam wielu produktów które odbiegałyby od przedstawionej powyżej piramidki. i czy tylko ja tak mam, że każdy, dosłownie każdy zapach nawet jeśli uznam go za ciekawy po jakimś czasie mnie nudzi; nie znalazłam produktu który podobał by mi się przez dłużej niż, powiedzmy, pół roku. tyle też mniej więcej trwa u mnie ‚ważność zapachowej sygnaturki’, teraz szukam czegoś na jesień i zimę 🙂

    • to zrozumiałe i naturalne zjawisko, bo z czasem po pierwsze wszystko czego używamy w trybie ciągłym zaczyna nużyć nawet ulubione jedzenie i picie), a po drugie włącza się do tego nasz „wbudowany” mechanizm obronny, który posiadamy od czasów praczłowieka… czucie własnych perfum przytępia nasz zmysł powonienia, który w naturalnym odruchu próbuje ową woń zignorować, by przywrócić zmysłowi pełną sprawność wyczuwania zagrożenia i niebezpieczeństwa (dziki zwierz, pożar, etc. jak za czasów praczłowieka), stąd po pierwsze zaczynamy się nudzić, a po drugie czujemy daną won coraz słabiej… dlatego perfumy powinno się jak najczęściej zmieniać, by owego zjawiska nie odczuwać… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: