Napisane przez: pirath | 1 października 2014

Gucci by Gucci – Pour Homme, czyli ten ostatni wśród pierwszych…


Prawie już zapomniałem o Gucci by Gucci Pour Homme, ale skoro swego czasu ochłonąłem z oburzenia i porwałem się (z całkiem zresztą pozytywnym skutkiem) na jego wersję Sport – wypadałoby zmierzyć się z tzw. zapachem środka… swoistym pomostem łączącym wielkie perfumiarstwo, z którego ongiś słynął dom mody Gucci – a synonimem tandety i badziewia, z którego obecnie słyną ich wypusty… poprzeczkę, którą niesamowicie wysoko ustawiły Envy, Gucci PH i Gucci PH II ciężko przeskoczyć – więc trudno oczekiwać, że zapach skomponowany przez szwajcarskiego potentata chemicznego, dostarczającego komponenty do produkcji perfum, przebije genialne działo Michela Almairaca… to niewykonalne, ale bardzo trudno to zrozumieć fanatykowi Gucci Pour Homme, jakim wciąż jestem…

Gucci by Gucci - Pour Homme

Pozornie zapach nie jest zanadto odległy od Gucci Pour Homme II – powiem więcej, całkiem zgrabnie emuluje jego finezyjną, fiołkowo herbacianą stylistykę… pozornie, bo czuć w nim niestety syntetyczną chemię i tę swoistą miałkość oraz beznamiętną nonszalancję, cechującą aranżacje stricte komercyjne (zaaranżowane z myślą o masowym podboju rynku)… owszem flakon ma przepiękny, ale odnoszę wrażenie, że o ile Gucci PH był ozdobą swego flakonu, to tu jest na odwrót i piękna flaszka protezuje pewne niedociągnięcia i niedobór wysokiej jakości składników w aranżacji… wprawdzie GbG to jeszcze nie zwrot (tudzież odwrót) o 180°, jaki reprezentuje sobą Guilty – ale jest to zmiana kursu przynajmniej o solidne 90°…

reklama Gucci by Gucci - Pour Homme

Owszem jest lekki, niewinny i zwiewny, ale jak na rasowe Pour Homme nowej generacji przystało – brakuje mu charyzmy, szyku i klasy, którą emanowały wcześniejsze kompozycje Gucci, wylansowane jeszcze za czasów panowania Toma Forda… w porównaniu z wcześniejszymi konceptami, od GbG bije pustka i mam na myśli zarówno niedobór budujących bukiet akcentów oraz powściągliwość, z jaką je przedstawiono… niestety Tomek poszedł na swoje, a jego miejsce zajęła Frida Giannini, kobieta z ambicjami, ale z zupełnie innym (rasowo komercyjnym) podejściem do prowadzenia biznesu… nie będę się teraz o tym rozwodził, ale gołym nosem widać, że Frida ma zupełnie inne wyczucie – nazwijmy to smaku, jeśli chodzi o dobór sygnowanego marką Gucci repertuaru… kwestię jakości pozwolę sobie litościwie przemilczeć, bo nie kopie się leżącego…

Gucci by Gucci - PH

Sięgając po GbG zapomnijcie o potężnej projekcji, zniewalającym i wysmakowanym brzmieniu i przede wszystkim tytanicznej trwałości… to bardzo lekki i dyskretny zapach, któremu daleko do napuszonej, monumentalnej ekspozycji jego poprzednika (Gucci Pour Homme)… czuć w GbG wianuszek znajomych, standardowych nut, mamy więc odrobinę ugrzecznionych cytrusów, legendarnego już fiołka i cyprys (ten ostatni szczególne uroczy w GbG Sport) i kropelkę jaśminu, przydającemu wydelikaconemu brzmieniu nieco głębi i nośności w akordzie serca… a wszystko to na wyraz lekkie, kameralne i wyraźnie przyciszone… zapach chwilami dosłownie szepcze, co niestety odbija się na nikłej nośności i trwałości kompozycji – więc 2,3 godzinki i jest po wszystkim… szczerze powiedziawszy, bardziej mi to pachnie na aranżację skrojoną pod gusta amerykańskie, niźli europejskie – a widząc boom na ten brand za oceanem, taktyka odniosła skutek… osoby znające stylistykę marki z przed panowania Gianinni poczują niedosyt, wręcz zawód ze strony tych perfum – ale jeśli ktoś szuka powściągliwego, asekuracyjnego, acz niebanalnego casualowca – to Gucci by Gucci Sport jest ostatnim godnym polecenia zapachem w portfolio marki…

Gucci by Gucci - Pour Homme reklama

Gucci by Gucci Pour Homme jest przyjemny, ale tylko przyjemny – więc w zestawieniu z podobnie brzmiącą konkurencją, acz obdarzoną potężniejszą projekcją i nieporównywalnie lepszą trwałością – w ogólnym rozrachunku wypada co najwyżej przeciętnie… przebieg tych perfum jest tak bardzo standardowy i przewidywalny, że mógłby stanowić olfaktoryczny wzorzec metra… w otwarciu cytrusy, w sercu zielenina (z wyczuwalnym, acz oficjalnie nieujętym na pierwszym planie kardamonem i geranium) i cichutkie „drewno” w finiszu… za wyjątkiem najokazalszego i najobfitszego w niuanse akordu serca, zapach wybrzmiewa bez przekonania… na upartego można by to podciągnąć pod wysmakowaną finezję – bo choć jest to zapach wysoce komercyjny, trudno zarzucić mu tanią ordynarność…

Gucci by Gucci Pour Homme

Tym co naprawdę mnie uwiodło w tych perfumach (i powstrzymało przed rozniesieniem ich na strzępy), to prześliczne, miękkie, głębokie acz finezyjne (niemal tłuste, a wiecie co za tym stoi) drzewno balsamiczne zwieńczenie… jest tak ujmujące i udane, że z łatwością równoważy syntetyczny i beznamiętny start oraz zachowawczy krój kompozycji… jest w finalnym brzmieniu GbG niewymownie urocza drzewna lekkość, pieszczotliwość i gracja, która z łatwością wprawia w błogostan – zupełnie jakby w to śliczne zwieńczenie wpleciono magię ISO… ale balsamiczne żywice (bezimienne, bo to bardziej efekt, niż konkretny składnik) ujęto nie w formie dymu, a granulek… dopełnia je odrobina cedru i kaszmeranu, więc schyłek choć skromny i delikatny, o dziwo nie jest bezpłciowy…

Gucci by Gucci Pour Homme reklama

Pomimo iż czuć, że to zapach ewidentnie komercyjny, lekkość i finezja akordu bazowego, czyni Gucci by Gucci Pour Homme na swój sposób uroczym, choć krótkotrwałym zjawiskiem… zapach nie wnosi sobą absolutnie nic nowego, gdyż konkurencja od CK, Lacoste, Bossa i Armaniego pachnie bardzo podobnie i w dodatku donośniej… ale subtelność i w efekcie polot, z jakim skrojono zwieńczenie jego ortodoksyjnie mainstreamowych szat, zasługuje na umiarkowane uznanie – choć jego parametry techniczne, a zwłaszcza projekcja zawodzą… Gucci by Gucci to ekspoze rozpoczynające erę Fridy – zapach łącznik, którym Gucci żegna się ze swą wysmakowaną stylistyką i zapowiada nadchodzącą rewolucję w aranżacji ich pachnideł, a którą postrzegam jako katastrofę i blamaż… no ale skoro ludzie wciąż kupują ich urodziwe flakony i słupki pną się w górę, to znaczy że Gucci dobrze wyczuło nadchodzącą koniunkturę… nastały czasy gdzie liczy się wyłącznie kult marki – a przymioty związane z istotą zagadnienia (zawartość tych urodziwych flakonów), odgrywają coraz bardziej marginalną rolę…

GbG - Pour Homme

W ogólnym rozrachunku jestem na nie… owszem GbG jest przyjemny, lekki i subtelny, na swój sposób finezyjny – ale nie mam złudzeń, że ta lekkość ma na celu ukrycie niedociągnięć, miałkiego i wysoce syntetycznego rodowodu tych perfum… brak im charyzmy i czegokolwiek ponadprzeciętnego, a z pary bliźniąt GbG, to wersja Sport jest zdecydowanie tą lepszą (Odynie, sam nie wierzę, że to napisałem)… na rynku jest masa tak pachnących perfum i jeśli miałbym wydać pieniądze na niezobowiązującego casualowca, o wysoce stereotypowym brzmieniu – wydałbym je na coś co pachnie z przekonaniem i bardziej swoiście…Gucci by Gucci - Pour Homme EdT

2008

Givaudan (szwajcarski koncern chemiczny, dostarczające składniki min. dla branży perfumeryjnej)

Głowa: bergamotka, cyprys, fiołek,
Serce: tytoń, jaśmin,
Baza: paczula, olibanum, żywica bursztynowa, żywica elemi, skóra,

Reklamy

Responses

  1. Tak, tak to miało właśnie wyglądać. Recka piękna, popcorn zjedzony a w sercu tylko wspomnienia o legendarnych Envy, PH i PH II. Rozdział zamknięty i trzeba iść dalej..

    • otóż to, szkoda toczyć żółć za tym co już nie wróci… 😉

  2. Kardamonu tu nie ma, przynajmniej ja go nie czuję. Jest za to lekkie kadzidełko, nie wyczuwasz niczego takiego Piracie? Dla mnie Gucci by Gucci to nowoczesny (na wskroś wręcz) skórzany szypr z leciutko dymnym finiszem. PS perfumiarzem z Givaudan, który go skomponował, znanym z imienia i nazwiska (przynajmniej znanym mojej osobie) jest Aurelien Guichard.

    • nie wiedziałem, dzięki…

  3. Szczerze Cię podziwiam pirath’ku, potrafisz nawet w ciemnej dupie dostrzec światełko i malowniczo się o nim rozpisać 🙂

    • na tym polega obiektywizm Belorku… 😉 nawet słabe perfumy mogą mieć w sobie coś pozytywnego i wypada wziąć to pod uwagę, przełamując wewnętrzną odrazę i awersję… do opisywania tego rodzaju perfum trzeba solidnie ochłonąć… gdybym opisał je tuż po poznaniu, zapewne nie zostawiłbym na nich suchej nitki – a tak negatywne emocje opadły i można było napisać na spokojnie, choć zapachowi niewiele to pomogło, bo jest po prostu słaby…

  4. By Gucci w porównaniu do Guilty i Made to Measure to jeszcze nie taka ciemna dupa IMO :]

    • owszem, ale niewiele mu brakuje… 🙂 gdy coś oscyluje na poziomie bliskim zera, nie istotne czy mowa o brzegu rzeki, czy dnie koryta – trudno mówić o znaczących różnicach poziomu… 🙂

  5. Zdobędę odlewkę starego Pour Homme i Envy i nie chcę czytać o kolejnych wypocinach 😉

    • i słusznie, ja też poprzestanę na wykańczaniu mojej setki Gucci PH, nabytej trzy lata temu w jeszcze atrakcyjnej cenie 250 zł… 😉

  6. Czy ja wiem czy niewiele… Powiedziałbym raczej że między by Gucci (i Sport) a Guilty Homme(+Intense, Black, Made to Measure) jest przepaść.

    • osobiście uważam że GbG (zwłaszcza Pour Homme, bo Sport naprawdę wysoko cenię) bliżej do mizernej i tandetnej stylistyki Guilty i Made niż wcześniejszych kompozycji… GbG to niby zapach zapach środka/łącznik/preludium, ale wyraźnie naznaczone docelową stylistyką perfum Gucci…

  7. Nie zgadzam się z tym. Guilty i Made pachną jak pierwsze lepsze Adidasy (nie umniejszając kosmetykom Adidas). Ja pierwotne GbG cenię wyżej niż jego wersję Sport.

    • Mi także o wiele bardziej podoba się GbG od wersji Sport która zbyt chemicznie pachnie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: