Napisane przez: pirath | 16 listopada 2014

Bvlgari Man Extreme, czyli coś dualistycznie i dwójnasób wyjątkowego…


Wróciłem… blog od dwóch tygodni leżał odłogiem, ale nawał obowiązków zawodowych sprawił, że będąc w ciągłych rozjazdach nie mogłem sobie pozwolić na pisanie…  na wstępie chciałbym polecić Wam lekturę bloga Roqforta, którego część Was kojarzy z kontrowersyjnych recenzji na polskiej fragrantice, a niektórzy pamiętają z perfuforum… sądzę, że jego lekkie, frywolne pióro i rozbrajające pointy, okraszone błyskotliwym humorem, przypadną Wam do gustu…

Bvlgari Man Extreme

Korci mnie niemiłosiernie, ale dziś niewiele będzie o dualizmie i głęboko skrywanym drugim dnie… już samo wspomnienie terminu dualizm, z automatu kojarzy mi się z wzniosłymi recenzjami krytyków filmowych, rozpisujących się w aktach strzelistych o wyższości np. armeńskiego kina niezależnego nad hollywoodzką bryndzą – wywołuje u mnie cofkę*… tyle, że zarówno amatorom kolejnego odmóżdżającego Kac coś tam, jak i fanom kina alternatywnego, trudno odmówić racji… tradycyjnie prawda tkwi gdzieś po środku, a ten zapach jest wybornym przykładem, że można zrobić coś co zadowoli jednych i drugich…

*ujmę to tak: nie jestem ignorantem, ale oglądanie trzygodzinnego „dzieła” przedstawiającego schnącą farbę olejną, tudzież sześcioletniego chłopca niosącego przez step bańkę z kozim mlekiem (a na koniec rozlał) – może i jest powiewem niszowej awangardy, ale jest też najzwyczajniej w świecie nudne i szkoda mi życia na takie pierdoły… w trakcie ostatnich warsztatów ze wspomnianego „kina moralnego niepokoju”, na które zaciągnęła mnie znajoma (grożąc, że alternatywą jest festiwal jodłowania) – chciałem otworzyć sobie żyły żelkami Haribo… niestety nie udało się, podobnie próba uduszenia się, ich pustym opakowaniem nałożonym na twarz (w ramach zamiennika dla foliowej torebki)…

reklama Bvlgari Man Extreme

Kompozycje o naturze cytrusowej/z wiodącą nutą cytrusową zwykle są słodkie, soczyste i orzeźwiające, rzadziej cierpkie lub  gorzkie, tudzież Ellenowe**… ta dla odmiany jest z zniewalający sposób neutralna, zadziwiająco Ellenowa, minimalistyczna i ascetyczna – zupełnie w stylistyce nowego Diora Cologne, z tym że dużo mniej od niego siermiężna i lakoniczna… po pierwsze, niech Was nie zwiedzie to budzące niepokój Extreme w nazwie, bo zapach ma tyleż wspólnego z wyśrubowanym, ekstremalnym killerem – co dziewczyny z okładek Cosmo, z naturalnym pięknem… Bvlgari Extreme to kompozycja wzorcowo purystyczna, niemalże pudrowa, nieśmiała, cicha i dyskretna i niebezpiecznie ocierająca się o Ellenowy krój kompozycji (w kontekście ujęcia i barwy cytrusów)…

**Jean Claude Ellena (nadworny nos domu mody Hermes i jeden z najzdolniejszych perfumiarzy na świecie) wypracował sobie niepowtarzalny i bardzo specyficzny styl w aranżowaniu i przedstawianiu w swoich kompozycjach nut oraz akcentów cytrusowych… nie pachną one klasycznym miąższem i sokiem cytrusów (grejpfrut, pomarańcz, mandarynka, cytryna), lecz jakby ich skórką, wąchaną od wewnętrznej strony (od bielma)… w dodatku jest to ujęcie bardzo delikatne i diabelnie sugestywne, pomimo iż wyzbyte większości masywności jaką wnoszą surowe olejki eteryczne, wyekstrahowane z tejże skórki…

Bvlgari Man Extreme reklama

Zapach roztacza wokół nosiciela zadziwiająco neutralną, pozbawioną emocji aurę – ale jak na ironię skomplementowano go, jakby był uroczym, acz bezpłciowym słodziakiem od YSL… niech rekomendacją dla tych perfum będzie fakt, że dostałem za nie aż 4 komplementy jednego dnia… pasja pasją, a gusta gustami, ale od jakiegoś czasu bawię się w sondowanie zachowań i reakcji na noszone przeze mnie perfumy w miejscu pracy… doszedłem do wniosku , że opinia niespecjalnie interesujących się perfumami współpracowników, to doskonały barometr nastrojów i zarazem wysoce pragmatyczny i praktyczny tester, dla mych własnych ochów i achów… wnioski z dotychczasowych testów są do tego stopnia interesujące, że już niebawem zamieszczę wpis poświęcony najcieplej i najchłodniej przyjętych w moim środowisku perfum…

Bvlgari - Man Extreme

Bvlgari Extreme to dość rzadki i w sumie wyjątkowy zapach cytrusowy, bo gorzkawy… to chyba najrzadsza forma aranżacji, bo purystyczną wytrawność i ascetyzm tych perfum, tworzą na pudrowo i gorzko ujęte cytrusy oraz surowe i ascetyczne drewnoExtreme, choć wciąż nadrzędnie cytrusowy (w dodatku na Ellenową modłę, ergo zawiera w sobie boską cząsteczkę nadwornego perfumiarza Hermesa, tzw. bozon Elleny), nawiązuje do surowej, suchej i bezprecedensowej aury, którą roztacza wokół nosiciela niemiłosiernie suchy i wytrawny Eau de Gentiane Blanche od Hermesa, którą uważam za jedną z najciekawszych i najlepszych wód kolońskich (w sensie gatunku olfaktorycznego) ever!

Bvlgari - Man Extreme reklama

Jeśli kompozycje cytrusowe utożsamiacie z infantylnym banałem dla nastolatków i archetypem płynu do mycia naczyń Ludwik – proponuję niuchnąć Extreme i coś mi mówi, że natychmiast skorygujecie swoje zapatrywania… to owszem prosty, wręcz minimalistyczny świeżak z wyczuwalną od początku do końca nutą grejpfruta wąchanego od wewnętrznej strony swej niedojrzałej skórki, ale zaskakująco niebanalny… jego niezobowiązującą, neutralną i łatwo przyswajalną aparycję oparto na podwalinie drewna (w tym zdrewniałej, zimnej vetivery) i cytrusów – ujętych na wysoce specyficzną, tzw. Ellenową modłę – czyli wybrzmiewając na wzór Eau Tres Fraiche, Eau de Narcisse Bleu i Mandarine Ambre Hermesa… tak wiem, w kółko echy i achy nad przewijającą się w każdym akapicie Ellenową modłą ale gość jest geniuszem, stworzył legendarny i porażający autentyzmem sznyt, więc jest nad czym się spu… tfu zachwycać…

Bvlgari Pour Homme

Pomimo iż wykaz nut wspomina o benzoesie i żywicy bursztynowej, próżno szukać w tym pachnidle ciepła, przytulności i otulającej balsamiczności, w której ramionach można się schronić, przytulić i przeczekać najgorsze jesienne słoty… to perfumy zdecydowanie na wiosnę i lato, emanują chłodem, puryzmem i ascetyczną, płową i nakrochmaloną czystością – ale z Pradą Infusion d’Homme mają niewiele wspólnego… nawet vetiverowa i nieco żywsza Prada Infusion de Vetiver to jeszcze nie ten level puryzmu, świeżości i lekko cierpkiej, roślinnej świeżości… Extreme jest jeszcze bardziej wytrawny, jeszcze czystszy, jeszcze bardziej surowy, wręcz jałowy (w kontekście sterylności)… w sumie najbliżej tym perfumom do stylistyki klasycznego, lekko piżmowego Bvlgari Pour Homme, ale objawionego w odświeżonej, konwencji grejpfrutowo drzewnej… pomimo swej lekkości i umiarkowanej dźwięczności bukietu, zapach jest nośny, trwały i bardzo męski… zupełnie jakby Alberto Morillas podjął próbę odświeżenia, odmłodzenia i emanującego mchem i piżmem Bvlgari Pour Homme, z doskonałym zresztą skutkiem… stworzył zapach neutralny, wyważony, nowoczesny, bezsprzecznie męski, niebanalny i nieodmiennie intrygujący… puryzm w miłej dla nosa, ale niezwykle wyrafinowanej i nietuzinkowej formie…

smutna kobieta w oknie

Gdy już chętnie, żywo i obficie wyzierający z akordu otwarcia grejpfrut dostatecznie się wyszumi, w tle pojawia się świeże (zupełnie jakby przed chwilą przetarte lub powalone) drewno… surowe i wilgotne od soków i bezsprzecznie ujęte na modlę japońską (japoński cyprys, albo cedr z Annayake Undo), emanując pospołu spokojną, przyjemną, wysoce przystępną delikatnością i chłodnym, skandynawskim minimalizmem… a skoro jesteśmy przy kinie skandynawskim, to mamy tu też coś dla wspomnianych we wstępie miłośników Bergmana… zamyślone postacie w grubych swetrach, wpatrujące się w horyzont przez ociekające kroplami deszczu okna i popijające kawę z cynowych kubków… wyzbyte emocji twarze i zimne spojrzenia przygaszonych, smutnych oczu… oczu noszących znamiona trawiącej duszę od lat depresji… kurcze, ten zapach pasuje do tej stylistyki i scenerii jak ulał – ale to jakie dojrzycie w nim oblicze, zależy od kontekstu (pory roku) w jakim to pachnidło zostanie osadzone…Bvlgari Man Extreme EdT

Alberto Morillas

2013

Głowa: różowy grejpfrut, kalabryjska bergamotka, sok kaktusowy,
Serce: frezja, gwatemalski kardamon, żywica bursztynowa,
Baza: benzoes, haitańska wetyweria, nuty drzewne,

Reklamy

Responses

  1. U mnie Bvlgari Man jest zupełnie nr. 1 i to dzięki Tobie Pirathcie. Może to głupio zabrzmi, ale gdy czuję go na sobie to jestem jak król Leonidas – twardziel z brodą, stalowymi mięśniami i lodowatym spojrzeniem. Czuję się w nim pewnie niczym Bond na rozdaniu kart w kasynie. Wspomnę także, że bardzo się podoba kobietom w moim otoczeniu.

    • he cieszę się że mogłem pomóc w doborze :)… z całej trójki Man, też najbardziej przypadła mi do gustu wersja klasyczna, bo pomimo swej niezobowiązującej natury, najprzyjemniej mi się te perfumy nosi… pasują i do dresów i corpodresscode… 🙂 i też dostaję za niego sporo komplementów, raz zdarzyło mi się to nawet w windzie, od przygodnej kobiety… 🙂

  2. Piracie, nie chcę się czepiać, ale trzymaj się nazw… Bowiem kilka razy użyłeś tutaj „Bvlgari Extreme”, a to jest zupełnie inny zapach od opisywanego, flanker klasycznego Pour Homme…
    Nie lubię Man Extreme. Pachnie jak rozwodniony sok Tymbark „Owoce Świata. Czuję wyraźnie kaktusa, fajna nuta ogółem, ale nie pasuje do całości. Sok z kaktusa, słodkie cytrusy i piżmo. Nie czuję nawet żadnego drewna… Wolę Man, który jest bardzo dobrym męskim drzewnym zapachem z orientalnym sznytem.

  3. Marcinie, spoko… tyle że w tytule wpisu wyraźnie stoi o którym Extreme mowa… zwłaszcza, że bohaterem wpisu jest (skoro już trzymamy się sztywno nazewnictwa) Bvlgari Man Extreme, a Ty masz na myśli Bvlgari Pour Homme Extreme… uważam że moi czytelnicy nie są aż takimi indolentami, by je pomylić (że o ewidentnej rozbieżności w wyglądzie flakonów nie wspomnę)…

    sok kaktusa… ciekawe gdzie to można powąchać… 😉

  4. Mnie nie podszedł, daleko mu do pierwszego Man. A sam w sobie taki mało wciągający.

    • owszem bardzo się różnią i są to dość osobliwe, jak na dzisiejsze standardy perfumy – ale właśnie ze względu na tę oryginalność i nieszablonowe brzmienie, za co cenię je tak wysoko… co prawda nie wiem jak pachnie Bvlgari Pour Homme Extreme, ale mi Bvlgari Man Extreme przypomina klasycznego Bvlgari Pour Homme…

  5. Bvlgari Extreme to zwyczajowo skrócona nazwa Bvlgari PH Extreme i tego się trzymajmy 😉

    Sok z kaktusa piłem w jakimś drinku, no i w ww „Owoce Świata”.

    narde ma rację, Man Extreme jest na dłuższą metę bardzo nudny. A koło Pour Homme to on nawet nie stał, nie ta klasa perfum (mimo tego, że to ta sama marka)… Morillas nie popisał się tym zapachem… A wręcz nazwałbym go „wpadką”…

    • Marcinie bzdury piszesz… Man Extreme i PH Extreme to dwa różne zapachy, w dwóch zupełnie odmiennych flakonach, z dwóch różnych serii i o odmiennych nazwach… owszem mogą pachnieć podobnie (sam zauważam podobieństwo Bvlgari Man Extreme do Bvlgari Pour Homme), ale określanie ME i PHE mianem synonimu to jak powiedzieć, że Gucci by Gucci to Gucci Pour Homme…

      a więc określasz woń soku z kaktusa na podstawie sytuacji, w której piłeś drinka z sokiem, który go zawiera? pomijając to, że w owym soku, dodatek „soku z kaktusa” stanowił w tymże soku około 0,3% (i to przed rozcieńczeniem alkoholem, który zdominował/przełamał smak całości) kategorycznie nie jest to miarodajna ani reprezentacyjna forma zgłębiania walorów jakiejkolwiek nuty zapachowej… ekhm w sumie nie powinienem tego nawet komentować…

      a ja czuję wyraźne podobieństwo (zwłaszcza po kilku godzinach) do piżmowo, drzewno wytrawnej suchości, którą emanuje dojrzała forma klasycznego Bvlgari PH…

  6. Ale ja nigdzie nie napisałem, że PH Extreme to to samo co Man Extreme. Znam obydwa zapachy i doskonale wiem, że się od siebie różnią.
    Chyba nie rozumiesz, o co mi chodzi. Nie można pisać o Man Extreme per Extreme (opuszczając Man), bo tutaj wielu czytelnikom (w tym mnie) na myśl przychodzi Pour Homme Extreme. Tylko o to mi chodzi.

    • czytając ustęp „Bvlgari Extreme to zwyczajowo skrócona nazwa Bvlgari PH Extreme i tego się trzymajmy” odniosłem zgoła inne wrażenie… ponadto zdaje się dostatecznie jasno wyklarowałem (za pomocą pełnej nazwy w nagłówku wpisu oraz zdjęć) którego Extreme mam na myśli… Marcinie, nie szukaj dziury tam, gdzie jej nie ma…

  7. Nie wiem czy dobrze pamiętam (te wszystkie Bvlagari nazywają się prawie tak samo), ale chyba dobrze 🙂 pamiętam…
    … i Man Extreme to straszna porazka była dla mnie. Otwarcie żenująco słabe, w opisie jakieś kaktusy ale zapach kojarzył mi sie z pewnymi (nie pamiętam jakimi) cytrusowymi i na maxa oklepanymi perfumami damskimi (wtedy bardzo mi sie podobały, ale kiedy laski je nosiły) – uwaga – z czasów liceum. Piękne wspomnienia powróciły, szkoda tylko że na mojej skórze i to w dodatku opatrzone etykietką Man Extreme….

    • no nie każdy zapach może i musi być łamiącą nos siekierą, jest też klientela na bardziej dyskretne i przygaszone wonie i ten zapach powstał właśnie z myślą o nich… 😉

  8. Dziękuję Pirath’cie… 🙂
    A tego Bvlgariego mam i kocham…

    • ależ cała przyjemność po mojej stronie 🙂

  9. Dla mnie to najgorszy zapach od Bvlgari :/

    • kwestia gustu, mi najmniej przypasował Soir…

  10. Przyzwoite perfumy. Dobra trwałość (czego nie można powiedzieć o wersji podstawowej) przyzwoita projekcja (czego nie można powiedzieć o wersji podstawowej) ogólnie na +.
    Wciąż mnie zadziwia jak różny jest odbiór tych samych perfum przez różne osoby.

    • dlatego nie można się sugerować opinią jednej osoby i koniecznie zapach wypróbować na własnej skórze…

  11. Zapach bardzo ciekawy, ale czy ktoś zwrócił uwagę jest niemal identyczny z Azzaro Chrome Sport z przed kilku lat, tak samo świdrujący ozonowy element, może Extreme Man trochę intensywniejszy, ale Chrom sport bardziej złożony i zmienny w czasie.

    • niestety nie znam tego Azzaro, więc się nie wypowiem 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: