Napisane przez: pirath | 20 listopada 2014

prestiż prestiżowi nie równy, czyli przydługa rozprawka o stosunku jakości do rozpoznawalności brandów sygnujących perfumy, w trzech sążnistych aktach…


Z góry przepraszam za dłużyznę, ale wiem, że przebrniecie przez nią bez trudu… z założenia miał to być krótki tekst, ale przez ostatnie dni ciągle coś dopisywałem i rozwijałem wątki – więc w efekcie wyszła mini „Wojna i Pokój” (swoją drogą pierwsze 800 stron jest nudne, ale później się rozkręca)… 🙂 pretekstem do popełnienia tego wpisu były wzmagające się zapytania i przekierowania wyszukiwarek na mojego bloga – prawdopodobnie w związku ze zbliżającymi się świętami… jak co roku szukacie podpowiedzi co i gdzie kupić, a ja niniejszym wpisem chciałbym zwrócić Waszą uwagę na mniej znane i niedocenione, a zdecydowanie warte uwagi marki… wystarczy, że odpowiedzi sobie na proste pytanie: nosicie na sobie przyjemny zapach, czy flakon od znanej marki?…

Prolog…

Marki luksusowe (a za takie chcą uchodzić brandy oferujące min. perfumy) najogólniej rzecz biorąc, dzielą się na te mniej lub bardziej znane – a co za tym idzie mniej lub bardziej pożądane… niestety ich rozpoznawalność i reputacja nie zawsze idzie w parze z jakością treści jaką sygnują swym szeroko rozpoznawalnym logo – i dzisiejszy wpis, ma spróbować Wam to uświadomić… zwykle sięgamy po znane i cenione marki, bo ich status stanowi pewną gwarancję jakości (sam kupuję wyłącznie produkty markowe lub wysokiej jakości – ale z tej przyczyny, że nie stać mnie na kupowanie tanio)… kupując produkt markowy, sądzimy że dostajemy to co najlepsze – ufając, że wraz z niemałą ceną otrzymamy produkt markowy, topowy i wymuskany jak reklamujące go twarze i ciała… niestety stojąc przed półką zapełnioną flakonami znanych producentów łatwo zapomnieć, że nie wszystko co się świeci jest złotem i dla własnego dobra nie powinniśmy o tym zapominać…

Przeciętny nuworysz, parweniusz czy inny nowobogacki snob, marzy o podkreśleniu swego statusu majątkowego za pomocą jakiejś prestiżowej marki… dlatego chętnie kupują oczojebne, ociekające złotem i połyskujące kamyczkami Rolexy (głównie przez wzgląd na ich ostentacyjność i rozpoznawalność marki, błędnie utożsamianej z top of the top) – gdy ludzie naprawdę ceniący sobie klasę, prestiż i dobry gust, kupują Pateki… kuriozalność tej sytuacji polega na tym, że niewiele osób kojarzy markę Patek Philippe, za to każdy słyszał o Rolexie… i to się właśnie nazywa potęga prania mózgów, w imię rozpoznawalności marki…

Oczywiście nie chcę Was odgórnie posądzać o snobizm, czy próbę lansu markowymi perfumami (bo te kiepsko się ku temu nadają, ale o tym później)… nie ważne czy mowa o zegarkach, perfumach czy samochodach – mechanizm kreujący w oczach nabywcy ich prestiż i co za tym idzie cenę, działa w oparciu o bardzo prostą receptę… im wyższą otoczkę luksusu, prestiżu i elitarności uda się danej marce wypracować (częściej wypromować i wylansować), tym wyższe mogą krzyczeć sumy za swoje wyroby… więc nie dziwota, że firmy prześcigają się w podbijaniu i rozsławianiu swego wizerunku – bo im coś popularniejsze, tym łatwiej wcisnąć produkt za nierzadko astronomiczną i kompletnie nieadekwatną do realnie reprezentowanej jakości cenę…

W biznesie dóbr luksusowych chodzi o to, by tak się sprzedać, aby ślepo zapatrzone w modę, prasę i telewizję lemingi, pobiegły kupić – sromotnie przepłacając za produkt, częstokroć nie wart nawet 1/10 sumy na metce… najlepszym i najbardziej znanym przykładem działania tego fenomenu jest moje ukochane Apple, które sztukę wciskania klientom niewiele za bardzo wiele, opanowało do perfekcji… swoją drogą jestem pod wrażeniem potęgi kultu, jaki Apple wykreowało wokół swoich produktów – albowiem nie kojarzę drugiej takiej firmy, której fanatyczni klienci traktowaliby produkty bądź co bądź użytkowe z podobną czcią i bezkrytycznym uwielbieniem… no ale ponoć Apple, podobnie jak Rosja i dresiarstwo, to stan umysłu…

Meritum…

Troszkę odpłynąłem od wątku przewodniego, więc już przechodzę do rzeczy… korzystając z mojej wiedzy i kilkuletniego doświadczenia (oczywiście z pewną dozą subiektywizmu) w oparciu jedynie o jakość i poziom sygnowanych danym logiem perfum – postaram się uszeregować najpopularniejsze marki perfumeryjne*, wedle rzeczywistej wartości, jaką sobą reprezentują… skupię się wyłącznie na zagadnieniach związanych z parametrami technicznymi oraz kunsztem w aranżacji samych tylko kompozycji zapachowych… liczą się więc trwałość i jakość składników oraz niepowtarzalność, wyrafinowanie, wykwintność i sugestywność samej kompozycji… oczywiście biorę poprawkę, że koszt wyprodukowania i użytych składników nie rzadko stanowi jedynie ułamek kwoty gotowego produktu… nie interesuje mnie też sugerowana cena, okupowana półka i wydumany poziom aspiracji odnośnie prestiżu – a zwłaszcza doniesienia, że były facet Kim Kardashian też używa danych perfum… wyglądem i prezencją flakonów również nie zaprzątałem sobie głowy – skupiłem się wyłącznie na tym co dana marka realnie sobą reprezentuje…

*niszę z racji iż jej idea głownie opiera się o legendarnej elitarności, niedostępności i home made tym razem wykluczyłem, bo ze względu na objętość, jest to temat na odrębny wpis…

Prawie każdy kto choćby okazjonalnie krząta się na perfumeryjnym podwórku słyszał o markach ikonach: Armani, Dior, Gucci, YSL, Channel, Boss, Lacoste, Calvin Klein, Adidas, Dolce&Gabbana, Diesel, Davidoff, Ferrari, Bentley, Bugatti, Paco Rabanne, Ralph Lauren, Versace, Mercedes Benz, Puma… są jeszcze marki środka (umiarkowanie rozpoznawalne), czyli Givenchy, Burberry, Thierry Mugler, Carolina Herera, Kenzo, Azzaro, JPG, Paul Smith, Marc Jacobs, Trussardi, Van Cleef & Arpels… no i na koniec mało znane i niedoceniane, wręcz ignorowane (bo niemal zupełnie nieznane szerszej grupie odbiorców) perełki jak Prada, Hermes, Cartier, Bvlgari, Guerlain, Lolita Lempicka, Lalique, Rouge Bunny Rouge, Laura Biagiotti, Valentino, Ungaro, Tom Ford… tak naprawdę o ich popularności nie stanowi rzeczywista jakość samych perfum, ale ilość pieniędzy wpompowanych w reklamę, marketing i product placement… poniżej najpopularniejsze (oczywiście nie wszystkie przez wzgląd na zachowanie rozsądnej objętości tekstu) marki na rynku, wraz z adekwatną do ich rzeczywistych walorów segmentacją…

skala pomiarowa jest bardzo prosta i przejrzysta:

(***) marka będąca synonimem wysokiej jakości i zdecydowanie warta swojej ceny
(**) marka o przyzwoitych parametrach i bardzo dobrym stosunku jakości do ceny
(*) marka przepłacona, przereklamowana i kompletnie nieadekwatna do żądanych za nią pieniędzy…

Armani

Giorgio Armani (*) – marka znana i rozpoznawalna jak jak logo Coca-Cola, mająca w swym portfolio kilka udanych kompozycji, oraz nieco bardziej wyrafinowaną linię Prive – ale generalnie jest to co najwyżej stanowczo przereklamowany średniak… warto zwrócić uwagę na ich Diamonds for Men, klasycznego Acqua di Gio (oraz Essenza) i Eau de Nuit… może i szyją szałowe garnitury, ale perfumy tej marki to ewidentne odcinanie kuponów od sukcesu ich linii odzieżowej…

Christian Dior

Christian Dior (***) – marka instytucja, w zasadzie niemal każdy męski zapach tego producenta to pewniak… jedna z nielicznych marek, w której cena idzie w parze z jakością i nieudawaną otoczką prestiżu… brand ma w posiadaniu masę ponadczasowych klasyków (Fahrenheit, Eau Sauvage) oraz genialną (w przeważającej części) linię Homme, która pomimo przymusowej reformulacji wciąż trzyma zadany, bardzo wysoki poziom…

Gucci

Gucci (*) – niestety nie mogę przyznać 0 gwiazdek… kiedyś marka legenda, substytut jakości i dobrego smaku, a dziś wiodący producent tandety, który rozmienił swój zacny dorobek na popłuczyny w ładniutkich flakonach… żywy przykład przerostu formy nad treścią, a jedynym godnym uwagi i polecenia zapachem jaki wciąż uchował się w portfolio Gucci jest Pour Homme II i całkiem niezły Gucci by Gucci Sport

Yves Saint Laurent

Yves Saint Laurent (**) – ongiś ikona perfumiarstwa, największy konkurent Diora i Chanel, a dziś wiodący producent beznamiętnych, skrajnie zachowawczych i poprawnych politycznie słodziaków na każdą okazję… nie ważne którego kupicie L’Homme, bo wszystkie pachną tak samo… warto natomiast zwrócić uwagę na ich linię La Collection, wciąż noszącą znamiona wysokich lotów perfumiarstwa, z którego marka słynęła za życia Yves’a

Chanel

Chanel (**) – marka posiadająca w ofercie najbardziej znane perfumy świata, czyli nr 5 – choć jej propozycje dla panów zdają się nieco odstawać jakością i poziomem wykonania od kwintesencji prestiżu, elitarności i luksusu jaki marka wokół siebie kreuje… po niedawnym wykastrowaniu ostatnich bastionów wybornego perfumiarstwa w wykonaniu Chanel, jakim były Antaeus i Egoiste – zostaje nam Pour Monsieur oraz szykowna, choć nieco asekuracyjna linia Allure i populistyczny Bleu, kompletnie niewarty żądanych zań pieniędzy…

Hugo Boss

Hugo Boss (*) – przereklamowany, zachowawczy, jakościowo mierny i komercyjny do bólu brand oferujący nijakie, w większości przypadków banalne, ale podobające się tzw. ogółowi zapachy dla mas… za wyjątkiem kultowego Bottled i paru cytrusowych świeżaków z ostatnich lat (Just Different, Red i Orange) nie warto zawracać sobie głowy tą przereklamowaną marką…

Lacoste

Lacoste (*) – producent jednych z najbardziej banalnych, nietrwałych, infantylnych, tandetnych, bezpłciowych i marnych perfum jakie można spotkać na liście bestsellerów dużych sieciówek… swą pozycję zawdzięcza monstrualnie dofinansowanemu marketingowi, który rozpropagował ich słynnego krokodylka równie mocno, co nadgryzione jabłkoLacoste specjalizuje się w lekkich cytrusowo owocowych świeżakach o żywotności tlącego się w popielniczce papierosa – ale na szczęście marka posiada w ofercie kilka naprawdę dobrych pozycji, pokroju Challenge, Essential i Style in Play, potocznie zwaną Lacostą o zapachu jabłka…

Calvin Klein

Calvin Klein (*) – marka popularna jak Michael Jackson i wszędobylska jak pomniki Jana Pawła II-go, ale słynąca też z żenującej wręcz trwałości i projekcji swoich lekkich niczym mgiełka perfum… marka jest amerykańska, więc lekki i niezbyt natarczywy charakter ich kompozycji wpisany jest w amerykańską stylistykę sygnowania perfum, którą na żywca przeniesiono na rynek europejski… generalnie CK jest mocno przereklamowane, ale mają kilka naprawdę dobrych i godnych polecenia kompozycji jak Obsession for Men, Dark Obsession, CK One Shock, CK Free, IN2U i męską Euphorię

Adidas

Adidas (*) – marka znana głównie z produkowania sportowych ciuszków i obuwia, z dumą noszonego na co dzień przez kwiat polskiej młodzieży – ale zasłynęła produkcja jednego z najlepszych męskich zapachów w historii… mowa oczywiście o Active Bodies i na tym koniec… szczęśliwie ceny ich wyrobów perfumeryjnych są raczej massmarketowe, więc nie kolidują z dość banalnym i wysoce powtarzalnym charakterem ich niezbyt wyszukanych kompozycji zapachowych…

Dolce & Gabbana

Dolce&Gabbana (*) – marka ma w ofercie kilka dobrych zapachów, ale generalnie ceni się znacznie wyżej niż powinna, gdyż obecnie ma do zaoferowania niewiele… zwłaszcza w obliczu niezliczonej ilości reformulacji ich flagowego zapachu – Pour Homme… warto poznać ich The One, a zwłaszcza The One Gentleman, zaś resztą nie warto zawracać sobie głowy…

Diesel

Diesel (*) – marka tzw. środka, niby znana (w Polsce głównie z jeansów) ale nieszczególnie wybitna… mają w ofercie kilka niezłych zapachów (Zero Plus, Brave i Only The Brave Tatoo), ale generalnie ich kompozycje niczego nie urywają…

Davidoff

Davidoff (*) – jedna z dłużej obecnych na polskim rynku marek, zasłużona i mająca w dorobku kilka naprawdę dobrych pozycji, jak Adventure, Cool Water, Zino, Good Live i o dziwo komercyjnego do bólu, acz całkiem niezłego Championa… resztę wypada przemilczeć, bo takiego The Game powinno się rozdawać za dopłatą…

Ferrari

Ferrari (*) – jednym marka kojarzy się z luksusem, zaś innym z tandetą… mi z tym drugim, głównie prze pryzmat porażająco słabej i badziewnej, wysoce drogeryjnej stylistyki ich kompozycji (no może poza ich Oudem, ale to zdaje się inna linia)… niby logo znane i szanowane, ale poziom sygnowanych tym logo produktów jest żenująca…

Bentley

Bentley (**) – niedawny debiutant, który wparował z rozmachem w światek perfumowych brandów motoryzacyjnych i rozdał karty od nowa… marka udowodniła że potrafi robić zarówno samochody jak i w niczym nieustępujące im jakościowo i stylistycznie perfumy… wprawdzie jeszcze trochę za wcześnie na ostateczne wnioski, bo marka jest świeża niczym dopiero co pomalowana ławka, ale mocno im kibicuję…

Bugatti

Bugatti (***) – bardzo mało znana, niedoceniana i niemal nieobecna marka oferująca ciekawe, niebanalne i tytanicznie trwałe perfumy o bardzo specyficznym i niepowtarzalnym charakterze… Design & Motion i Pur3 Black to naprawdę świetne zapachy, szkoda tylko że tak trudno je kupić…

Paco Rabanne

Paco Rabanne (*) – brand znany z agresywnego, wszędobylskiego i napastliwego marketingu, ale to właśnie za jego sprawą perfumy Paco Rabanne odniosły tak oszałamiający sukces komercyjny… owszem One Milion jest zapachem na swój sposób przełomowym, zapoczątkował modę na ostre, odurzające i wylewne kompozycje, z wiodącą nutą tonkowej słodyczy – ale pomijając niewątpliwy sukces komercyjny tych perfum i zapoczątkowanie mody na „Milionową” stylistykę – marka jest niebotycznie napompowaną wydmuszką, która opiera swój sukces na namolnym i agresywnym marketingu… chciałbym przy okazji nadmienić, że reklamowany gdzie popadnie Invictus to sromotna chała, więc trzymajcie się od tych perfum z daleka…

Ralph Lauren

Ralph Lauren (**) – kojarzony z produkcją zapachów dla starych dziadów, golfistów, krykiecistów i posiadaczy Porsche po 50-ce… ale nic bardziej mylnego, bo LR to uznany brand oferujący naprawdę zacne kompozycje, do których trzeba po prostu dorosnąć… ich zapachy są na tyle klasyczne, że zupełnie w ciemno można te perfumy sprezentować własnemu ojcu…

Versace

Versace (*) – marka oferująca dobitne, wyraziste i niemiłosiernie donośne zapachy w szkaradnych flakonach, z których najbardziej wyróżnia się kultowy Dreamer i casualowa linia Jeans… wulgarnego, przerysowanego, a wręcz ordynarnego Erosa radzę unikać jak ognia – no chyba, że idziecie na podryw do remizy i chcecie czymś podtruć, lub odpędzić muchy…

Mercedes Benz

Mercedes Benz (*) – producent wspaniałych i prawdziwie luksusowych samochodów, ale z perfumami wybitnie Mercedesowi nie wychodzi (zwłaszcza emulowanie luksusu – choć minimalizm na jaki się silą również wypada bardzo słabo)… są nijakie, beznamiętne, byle jakie, pozbawione wyrazu, płytkie, surowe i bezkształtne… totalny przerost formy nad treścią, będący synonimem totalnego przerostu formy nad treścią i reprezentujący słabiutką jakość… zdecydowanie robienie samochodów wychodzi Mieczysławowi lepiej i na tym powinien poprzestać…

Puma

Puma (*) – tandetny i byle jaki massmarket do potęgi n-tej,  próbujący nieudolnie naśladować lekką i zwiewną stylistykę CK… dobrze że przynajmniej tani, choć i tak mam wrażenie że przepłacamy (w szczególności piję do Sync, gniota nad gnioty)… może i Puma sprawdzi się jako niezobowiązujące psikadło dla chłopaka w gimnazjum, ale lepiej by marka poprzestała na produkcji ortalionowych dresów i bluz z oczojebnym napisem od ramienia do ramienia…

Givenchy

Givenchy (**) – marka niby znana i ceniona (głownie w branży kosmetycznej), ale ich wyroby perfumeryjne jakoś nigdy świata nie zawojowały… owszem można wyróżnić Xeryus Royge, Pi, Gentleman jego odświeżoną wersję Only – ale żadna z nich nie jest na tyle szałowa, by stać się ikoną, kamieniem milowym, ani ponadczasowym bestsellerem…

Burberry

Burberry (**) – marka znana głównie ze względu na swą charakterystyczną, wysoce rozpoznawalną kratkę, w którą ubrała również swoje trzy najlepsze zapachy czyli Brit, Beat i London… niestety reszta oferty niczym szczególnym się nie wyróżnia, no może za wyjątkiem najnowszego Rhythm, który poziomem tragizmu przebił dno, osiadając 2 metry poniżej poziomu mułu… ten swoisty, rozstrzał i niekonsekwencja sprawia, że Burberry pomimo wielu sukcesów w dziedzinie mody, w świecie perfum (zwłaszcza w kontekście genialnego London) plasuje się jako średniak…

Thierry Mugler

Thierry Mugler (***) – wzorcowy przykład marki bezkompromisowej i nowatorskiej… marce która wypracowała wysoce swoisty sznyt i niepowtarzalny charakter każdej jednej kompozycji… nie ważne co kupicie od Thierrego Muglera, nie będziecie zawiedzeni ani jakością, ani poziomem aranżacji jego perfum… owszem gusta gustami, ale merytorycznie i technicznie nie ma tu do czego się przyczepić…

Carolina Herrera

Carolina Herrera (*) – nie wiem jak z ubraniami, ale w kontekście perfum Herrera nie zaproponowała absolutnie nic, co sankcjonowało by aspiracje tej marki do roli lwa salonowego, za jakiego podobnie jak Paco Rabanne marka chce być uważana… kilka przeciętnych, populistycznych i do bólu komercyjnych zapachów (a w tym jeden ordynarny VIP) to jeszcze za mało by z celebryty stać się gwiazdą firmamentu…

Kenzo

Kenzo (**) – marka do bólu kojarzona z nowoczesnym, miejskim mainstreamem (bardzo urban) – ale mająca w swej ofercie całkiem sporo naprawdę dobrych pachnideł… L’Eau Par, Boisee, Power, Jungle, czy niedawno wypuszczony Night reprezentują naprawdę wysoki poziom, charakteryzujący się wysoką jakością i niepowtarzalnym charakterem…

Azzaro

Azzaro (**) – marka kojarzona głównie przez małoletnich amatorów Chrome, ongiś równie popularnego co Justinn Bieber, ale mająca w swym dorobku kilka naprawdę dobrych zapachów… ich Pour Homme i Visit to naprawdę wyborne kompozycja, ale niestety reszta oferty skutecznie zaniża ocenę końcową marki…

Jean Paul Gaultier

Jean Paul Gaultier (**) – chętnie dałbym JPG trzy gwiazdki, zwłaszcza za Fleur Du Male i Kokorico – ale właśnie przez te wtórne i uporczywe eksploatowanie jednego i tego samego wątku w pierdylionie odsłon (obecnie mają w ofercie 1286 różnych odsłon Le Male), obniżam ocenę do dwóch gwiazdek… Le Male to w gruncie rzeczy bardzo dobre, swoiste, tytanicznie trwałe i niepowtarzalne (dopóki nie dorobiło się miliarda podróbek i klonów) pachnidło – ale obecna polityka marki polega jedynie na odcinaniu kuponów od sukcesu swego flagowego produktu…

Paul Smith

Paul Smith (**) – marka mało znana, a w dodatku o bardzo skromnym dorobku zapachowym, za to okraszonym dwiema perełkami… Paul Smith Men i Portrait mocno ciągną brand w górę, tyle że na prawa fizyki nie ma mocnych i słaba reszta ciągnie ich olfaktoryczną reputację w dół…

Marc Jacobs

Marc Jacobs (*) – nazwisko powszechnie znane i cenione, tyle że mające niewiele zapachów do zaoferowania panom… powiecie, że nieważna ilość, liczy się jakość, ale nawet z tym jest u Jacobsa krucho… za wyjątkiem przyjemnego, acz nietrwałego figowego Men i ciekawego pieprzowego Bang! trudno wskazać u Jacobsa propozycje broniące się zarówno wybitnością oraz jakością…

Trussardi

Trussardi (*) – może i marka znana i na dodatek włoska – ale pod względem jakości, finezji i polotu oferowanych przez siebie kompozycji, wypada bardzo słabo… ich zapachy są nijakie, komercyjne do bólu i  choć bronią się jakością – zadowolą jedynie klientów nie mających żadnych wygórowanych, ani sprecyzowanych wymagań… ot pachną bo pachną…

Van Cleef And Arpels

Van Cleef & Arpels (*) – marka jubilerska i odnoszę wrażenie że na tym powinna poprzestać… ich zapachy (piję tu zwłaszcza do drętwego Midnight in Paris) są porażająco nudne, nijakie i beznamiętne… może i wytwarzają przepiękną biżuterię, ale perfumy w ich wydaniu to jedynie lansowana na siłę zapchaj dziura w ofercie… dla własnego dobra warto sobie zakodować, że VC&A wytwarza wyłącznie biżuterię…

Prada

Prada (***) – prawdziwa włoska perełka, mało w Polsce znana i może nieco za bardzo rozdęta za sprawą filmu Devils Wear Prada – za to ich perfumy są prawdziwym majstersztykiem… nie ważne czy sięgniecie po kultowego Infusion d”Homme, Amber, czy pseudo sportową Lunę Rossę – każdy zapach Prady jest iście koncertowym popisem wirtuozerii w kreacji… są pełne polotu, finezji, szyku i wyrafinowania, a przy tym lekkie, wdzięczne, niepowtarzalne i bardzo trwałe…

Hermes

Hermes (***) – najchętniej dałbym Hermesowi cztery gwiazdki, przez wzgląd na ich imponujący dorobek i Jean Clauda Ellenę na pokładzie – ale muszę być konsekwentny… wprawdzie zapachom Hermesa często zarzuca się kiepską trwałość, ale artyzm (dla Elleny liczy się treść, a nie forma), niedościgniony kunszt i graniczące z wydolnością ludzkiej percepcji wyrafinowanie ich dzieł, z łatwością rekompensują niedostateczną trwałość, np. OgródkówHermes to jedna z nielicznych marek traktujących perfumiarstwo jako Sztukę i to podejście doskonale widać w kroju kompozycji, które sygnują swym logo…

Roberto Cavalli

Roberto Cavalli (*) – przykład marki wydmuszki, krzyczącej wiele za bardzo niewiele… próbują być trochę włoscy, trochę jak Paco Rabanne (czyli zakrzyczeć i zawrzeszczeć klienta potężną projekcją swych graniczących z ordynarnością i przerysowanych kompozycji), jednocześnie starają się być modni i przy tym asekuracyjni, co skutkuje prawdziwą kakofonią nijakości mieszającej się z wulgarnością, którą opatrzono równie nokautującą co siła brzmienia, ceną…

Cartier

Cartier (***) – zarówno ich wyroby jubilerskie i perfumeryjne w pełni zasługują na określenie – precjoza… mało która marka, u której perfumy są jedynie dopełnieniem oferty podstawowej może poszczycić się tak rozległym tematycznie, eleganckim, wyrafinowanym i niebanalnym portfolio… mało który zapach tej marki nie zasługuje na miano wybitnego, a epitety w rodzaju genialny i ponadczasowy, w odniesieniu do dorobku olfaktorycznego Cartiera, wcale nie będą na wyrost… zwłaszcza, że w parze z wyśrubowaną stylistyką idzie bardzo dobra jakość…

Bvlgari

Bvlgari (***) – również marka jubilerska, mało znana i niedoceniana, ale podobnie jak Cartier posiada w swych szeregach wiele godnych uwagi kompozycji… zarówno nowożytne Man, Man Extreme i Man In Black oraz klasyczne Aqua i Pour Homme to wysokich lotów perfumiarstwo, okraszone godną pozazdroszczenia jakością i nienaganną, nietuzinkową prezencją… to wszystko czyni z Bvlgari markę naprawdę wartą, niewygórowanych sum za ich flakony…

Guerlain

Guerlain (***) – niekwestionowana ikona, instytucja i jedyny brand na świecie, który od zarania swych dziejów wytwarza tylko i wyłącznie perfumy… wprawdzie ich ostatni zapach Ideal postrzegam jako paskudną rysę na wymuskanym i perfekcyjnym wizerunku tej wybitnie zasłużonej dla europejskiego perfumiarstwa marki, ale wielkim wybacza się nie takie potknięcia i incydenty… jak na ironię Guerlain jest słabo w Polsce kojarzone i aż serce mnie boli gdy widzę jak ludzie z rozmysłem omijają testery ich perfum – sięgając po flakony bardziej znanych, acz podrzędnych marek… nie sposób wymienić wszystkie perełki z dorobku tej marki, ale pozwolę sobie tylko napomknąć o serii L’Instant, Homme, Habit Rouge, Vetiver i Heritage, będące kwintesencją najwyższych lotów perfumiarstwa o nienagannych parametrach…

Lolita Lempicka

Lolita Lempicka (***) – niemal zupełnie nieznana marka, tworząca naprawdę wyrafinowane, niebanalne i doprawdy zniewalające perfumy dla panów – choć niestety ich specyficzna nazwa, skutecznie odstrasza od testerów Lolity męską klientelę… a szkoda, bo podobnie jak u Muglera, Laury Biagiotti i Lalique, mamy tu do czynienia z naprawdę wysokich lotów perfumiarstwem i własnym, niepowtarzalnym konceptem stylistycznym… kompozycje Lempickiej mają bardzo specyficzny, niepowtarzalny a przy tym wysoce noszalny krój -więc z łatwością zadowolą mężczyzn ceniących jakość oraz wyrafinowany i niepowtarzalny charakter noszonych perfum…

Lalique

Lalique (***) – nie znać Lalique, to jak powiedzieć, że się nie słyszało o Elvisie… niestety większość Polaków nie ma pojęcia o istnieniu „króla rock and rolla” i sięga po przeróżne przereklamowane „Majteczki w kropeczki” od Bossa, Lacoste i CK… a tymczasem Lalique w to marka będąca kwintesencją topowego perfumiarstwa oraz mająca własny niepowtarzalny styl w kreacji… Lalique wytwarza kryształy od czasów, gdy niejaki Swarovski dopiero uczył się korzystać z nocnika, ale o kim myślicie gdy pada temat kryształków?… Lalique to jakość, jakość i jeszcze raz jakość, a do tego staranność i wyrafinowana elegancja bijąca od każdej jednej kompozycji, którą marka posiada w ofercie (włączając w to zapachy, tzw. „sportowe”, od których zwykle na kilometr trąci banałem)…

Rouge Bunny Rouge

Rouge Bunny Rouge (***) – marka, która w ubiegłym roku szturmem wdarła się na półki Polskich perfumerii, ale zaskoczyła mnie finezją, polotem, powiewem świeżości oraz niewymuszoną egzotyką, która cechuje ich delikatne i intrygujące kompozycje… jeśli chcecie czegoś naprawdę niepowtarzalnego i wyraźnie ocierającego się o niszę (choć bez szoku związanego ze zgłębianiem jej naturalizmu) – gorąco polecam poznanie tej interesującej marki…

Laura Biagiotti

Laura Biagiotti (***) – myśląc o topowym włoskim szyku, finezji i polocie, mam na myśli Laurę Biagiotti… każdy z jej zapachów to małe dzieło sztuki, zniewalające, zjawiskowe i rozpieszczające nozdrza swym wyśrubowanym, pieszczotliwym i wysublimowanym bukietem… szkoda, że marka jest tak mało znana, bo z łatwością deklasuje sobą większość uchodzącego za topowy, mainstreamu… a jeśli połączyć to z najwyższą jakością, jaka cechuje perfumy Biagiotti, trudno (poza Pradą i niszą) znaleźć tej marce godnego konkurenta…

Valentino

Valentino (***) – powiem tak, mają tylko jeden męski zapach, ale za to przecudny… wiem, że trochę naciągam, ale tak się składa, że znam też damskie perfumy od Valentino – dlatego z pełną odpowiedzialnością mogę się pokusić o rekomendację tej mało znanej nad Wisłą marki…

Ungaro

Ungaro (**) – marka widmo, ciężko uchwytna w perfumeriach stacjonarnych i sieciówkach, a mająca w swej ofercie dwa piękne i nietuzinkowe zapachy… mowa tu o wręcz epickim Ungaro III i U by Ungaro, który za niewygórowaną cenę roztoczy wokół Was magię ISO E Super

Tom Ford

Tom Ford (***) – niby Tomek aspiruje do niszy, ale wciąż tworzy na rzecz mainstreamu… nie istotne, czego ten facet się nie dotknie (a swego czasu maczał palce w rewitalizacji oraz sukcesie Gucci i YSL), przekuwa to w sukces… i żeby była jasność, jego zapachy bronią się bez milionów euro wpakowanych w marketing – a samym tylko krojem esencjonalnych i nietuzinkowych kompozycji, które sygnuje swym nazwiskiem…

Epilog…

Od jakiegoś czasu (a zjawisko wciąż pogłębia się), możemy zaobserwować postępujący przerost marketingu, lansu i starannie wyreżyserowanych pozorów nad treścią… produkt i jego jakość oraz cechy przestają się liczyć, a najistotniejsze jest budowanie wizerunku samej marki… kiedyś reputację wypracowywało się, po prostu robiąc wysokiej jakości produkty, gdy dziś wszystko odwala PR i dział marketingu… dziś by sprzedać jakieś kosmetyk, nie musi on wyróżniać się na tle konkurencji, istotne jest by używał go/promował/lansował jakiś znany celebryta… najlepszym tego przykładem jest strategia Chanel, gdzie obecną twarzą perfum Chanel No 5 jest Brad Pitt… czy produkt się zmienił? czy stał się bardziej przełomowy?, czy dostajemy coś lepszego, więcej, taniej, lepiej?… nie, kompletnie nic się nie zmieniło, poza wykreowaniem kolejnego szumu medialnego wokół produktu starszego niż węgiel…

Największym paradoksem naszych czasów jest to, że nawet produkt bardzo dobry nie sprzeda się, tudzież nie będzie się doskonale sprzedawał bez nieodzownego wsparcia ze strony reklamy i marketingu… czemu? kiedyś to klient szukał produktu lub rozwiązania, a dziś to produkt nachalnie szuka nabywcy… dziś sprzedaje się perfumy szybko i byle jak – częstokroć wmawiając ludziom potrzebę kupna, w celu zaspokojenia jakichś wydumanych, zupełnie urojonych potrzeb… a taką potrzebą są między innymi perfumy, będące przecież przedmiotem zbytku, nikomu niezbędnemu do życia… nawet snobi i nuworysze będący dźwignią dóbr luksusowych tu nie pomogą, bo o ile zegarkiem, szmatą na grzbiecie, samochodem, albo komórką można się polansować (wątpliwa wydaje się próba lansu za pomocą telefonu tłuczonego w dziesiątkach milionów kopii, tudzież flakonu markowych, acz badziewnych perfum), ale kto bogatemu ignorantowi zabroni?… tyle że perfumami ciężko się pochwalić, zwłaszcza w kontekście nierzadko sromotnie przepłaconych perfum niszowych… przecież nie chodzimy z flakonem perfum pod pachą jak z torebką… zresztą nazwa niszowej i bardzo drogiej marki nic większości ludzi nie powie – a przecież metki z ceną na czole sobie nie naklei nawet osoba, która niby przypadkiem zapomniała oderwać od właśnie zakupionego garnituru tych karteczek z logo przy guzikach…

Żeby nie było, cenię dobrą reklamę, zwłaszcza jeśli jest błyskotliwa, dowcipna, przekorna – ale nierzadko specjaliści od marketingu zapominają, że konsument jednak nie jest bezmózgim Yeti i połapie się, że zbyt mocno nakręca mu się przysłowiowy makaron na uszy – tudzież wmawia truizmy jako przełom, a najczęściej na żywca robi z niego idiotę… marketing okołoperfumeryjny balansuje dosłownie na krawędzi kłamstwa i banału, karmiąc ludzi golizną, ładnymi buźkami i seksownymi ciałami – niedwuznacznie dając do zrozumienia, że kupując perfumy X będziemy bardziej seksi, wypiękniejemy i zaczniemy wyrywać na potęgę…

Tak naprawdę marketing perfum (i nie tylko) przypomina religię… wierzymy w coś, bo obiecuje się nam życie wieczne, tudzież życie po życiu – perfidnie żerując na podświadomym i odwiecznym lęku człowieka przed śmiercią… religie karmią nas bajkami o życiu wiecznym, bo wiedzą że właśnie to chcemy usłyszeć… dają nam spokój i nadzieję, że gdzieś tam jest nagroda, lepszy świat – że po ustaniu funkcji naszego mózgu, nasze życie się nie skończy… i dokładnie o samo, choć na nico innym levelu perfidii robią producenci dóbr wszelakich – wmawiając nam, że kupując produkt marki Z będziemy lepsi, szczęśliwsi, bardziej spełnieni… oczywiście jedno i drugie jest stekiem bzdur, ale ludzie chcą być tym karmieni (podświadomie godzą się na ten rodzaj podbudowującej indoktrynacji), więc ją dostają, nawet w reklamie płynu do mycia naczyń… zostań bohaterem w swoim domu i umyj pierdylion talerzy jedną kropelką płynu X… ufff, padłem…

Reklamy

Responses

  1. „…Lalique (***) – nie znać Lalique, to jak powiedzieć, że się nie słyszało o Elvisie… niestety większość polaków…”

    Polaków chyba?

    Artykuł bardzo ciekawy 🙂

    • rzeczywiście, paskudna literówka!, już poprawiłem, dziękuję i pozdrawiam ciepło… 🙂

  2. Dobra robota pirath, dobrze się czyta, bardzo sensowne podejście do tematu. Pewnie w szczegółach można się różnić ale generalnie arta oceniam bardzo wysoko 🙂 Gratki!

    • dzięki Belorku, w sumie dobrze jest mieć własne zdanie… 🙂

  3. Eeeee panie, Davidoff na jedną gwiazdkę ? to się nie godzi.
    Davidoff
    Zino
    Cool Water
    Relax
    Good Life
    Silver Shadow (i te inne blendy)

    ja wiem że subiektywnie, ale boli mnie pupcia 🙂

    • he he, o większość tych które wymieniłeś sam wspomniałem, owszem marka niezła i spokojnie dostaliby dwie gwiazdki – ale ostatnio zszargali sobie u mnie reputację wypuszczając koniunkturalnego The Game (a wcześniej Hot Water), więc jedna gwiazdka odpadła ze wstydu… 🙂
      p.s. istotne jest żeby Tobie się podobało 🙂

  4. hmmm….całkiem sporo tej treści 🙂 czym prędzej zabieram się za lekturę a potem też coś od siebie skrobnę heh jakieguś komenatrza…a tak na perfumowym marginesie jestem w trakcie – nie dosłownie,nie w tym momencie,ino tak ogólnie he he – lektury kryminału Katarzyna Bonda ”Pochłaniacz”,dopisek pod tytułem ”Na miejscu zbrodni pozostał tylko zapach” ….i tak se pomyślałem,że gdyby czarny charakter na miejscu przestępstwa pozostawił jakiś perfumowy zapach (w sensie: trop) to pirath niczym perfumiarski Herkules Poirot rozwikłałby taką zagadkę w try miga!
    hi hi 😉

    • to miłe, ale obawiam się, że przeceniasz moje zdolności… 🙂

  5. Świetna lektura. Podzielam Twoje zdanie, co do oceny firm i zapachów. I jeszcze podoba mi się porownanie wpływu religii i reklam na naszą świadomość, choć sympatycy moheru i im podobni, mogliby się oburzyć:-) Pozdrawiam nucąc z przyjemnością, choć nie do końca adekwatnie , ot pierwsze, co ciśnie mi się na usta: ” Raj, którego nocą pragniesz tak, jak ja – to niebo, to raj…”

    • he he ludzie inteligentni i o szerokich horyzontach (a za takich uważam moich czytelników) mają bardzo zdroworozsądkowe podejście do zagadnień religijnych, więc nie sądzę bym kogokolwiek tym porównaniem uraził… 🙂 jak to mawiają, ateizm jest religią ludzi wykształconych – zresztą czym się różni religia od zakupoholizmu, nieustannie podsycanego przez współcześnie lansowany model życia, aka weekendy w centrach handlowych, wyprzedaże jako odpusty i programy lojalnościowe skupiające wiernych klientów wokół świątyń konsumpcjonizmu?… 😉

  6. przeciez bvlgari aqua jest znany prawie jak czarny adidas 😀

    • no właśnie, i tylko Bvlgari Aqua, nagminnie zresztą mylony z Acqua di Gio Armaniego… bo innych zapachach Bvlgari rodacy nie słyszeli, a szkoda… 😉

  7. świetny wpis,bardzo interesująca,ciekawa lektura…solidny tutorial perfumiarskich marek…swoiste kompendium wiedzy…producenci perfum w pigułce…dzięki takim wpisom zapachowy laik (w domyśle: JA) może się troszku rozeznać w temacie,co poniekąd już zrobiłem…tylko czemu nie natrafiłem wcześniej w bezkresnych internetowych czeluściach na Twój blog pirath-cie? why? he he wtedy w życiu romana nie kupiłbym testera 100ml zielonej Lacosty cytuję ”o żywotności tlącego się w popielniczce papierosa” koniec cytatu….ale cóż,mądry Polak po szkodzie..teraz mam już swoich ”faworytów” o których wcześniej nie miałem zielonego pojęcia …i o ile np.zwykły Farenheit and Farenheit Absolute są świetne,trwałe ale przy tym,jak dla mnie,troszku drogawe…Hermes Terre d Hermes raczej też….
    to już np. taki GUERLAIN Vetiver czy Lalique Encre Noire mają świetny,wręcz wyśmienity stosunek ceny do jakości,naprawdę byłem w szoku,i ciągle pluję sobie w brodę z tą lacostą heh..toż to niebo a ziemia 🙂 ….w następnej kolejności tzn.przy jakimś następnym zamówieniu próbek, muszę rzucić okiem albo raczej nosem…przyjrzeć się bliżej marce Cartier (zwłaszcza że cenowo również wygląda to interesująco) np.Declaration …do tego Guerlain Homme L’eau Boisee…i może jeszcze coś wybiorę posiłkując się lekturą tegoż bloga i opiniami eksperta jakim jest pirath

    P.S nuworysz, parweniusz? oprócz wiedzy stricte merytorycznej o perfumach mozna podłapać jakieś nowe słownictwo 🙂 tak se myslę że zawansowany parweniusz-yzm to mi chyba nie grozi..chociaz gdybym tak np. wygrał w totka to kto wie he he mógłbym się np.obwiesić biżuterią a la BI-EJ BARAKUS z Drużyny A…popijać najdroższą kawę której ziarna wstepnie przetrawione ”lezakują” sobie w lisich kupach (czy jakoś tak)…a do tego bez opamietania psikac sie jakimiś meeega snobistycznymi&ekskluzywnymi perfumami

    ”Największym paradoksem naszych czasów jest to, że nawet produkt bardzo dobry nie sprzeda się, tudzież nie będzie się doskonale sprzedawał bez nieodzownego wsparcia ze strony reklamy i marketingu”….jak dla mnie to praca moich marzeń? a dokładniej copywriter ….w sensie scenariusze/pomysły na spoty w tv bądź całe kampanie reklamowe….najlepiej jakieś ”z jajem” i specyficznym poczuciem humoru

    ”że kupując perfumy X będziemy bardziej seksi, wypiękniejemy i zaczniemy wyrywać na potęgę”…no kurde balans!motyla noga! niech to gęś kopnie!…to to tak nie działa? przecież ja tylko po to się psikam wychodząc z chałupy he he

    ”były facet Kim Kardashian też używa danych perfum”…czyli jednak mozna wyrywać lachony! he he ;D….no dobra,ale tak między nami…pirath-cie jakiego zapachu uzywa były KIm??? z chęcią bym zamówił próbkę …bo przyznam że marzy mi się ożenek z jakąś bogatą celebrytką he he he

    pirath-cie a miałes może do czynienia z feromonami? np.w ramach jakichś testów zapachowych czy cuś bo tak se myślę że to chyba bazuje głównie na zapachu….to dopiero chyba takie ”perfumy” dzięki którym mamy się czuć ”bardziej seksi, wypiękniejemy i zaczniemy wyrywać na potęgę”…ale w najlepszym wypadku to chyba ”działa” (o ile w ogóle działa) na zasadzie PLACEBO..żeby nie było,nie interesuje mnie zakup takich specyfików (w co pewnie nikt mi teraz nie uwierzy he he he) tylko tak sobie pomyślałem,że w składzie takich produktów w głównej mierze muszą byc chyba jakieś olejki zapachowe…ale to tylko takie moje dywagacje,ja pozostaję przy tradycyjnych perfumach 🙂 słowo harcerza! he he…pozdrawiam

    • oj oj oj, już mi tak nie słodź, bo jeszcze wpadnę w pychę i zacznę się tytułować per ekspert… 🙂 a którą zieloną Lacostę masz na myśli, bo Essential (jeśli o tych mowa) to bardzo dobre perfumy, a to że nietrwałe to inna bajka… 😉 nie ma nic zdrożnego w kupowaniu perfum które naprawdę nam się podobają, ale problem polega na tym że Polakom podoba się to co wybierze im żona, poczują od kolegi, albo doradzi konsultantka w perfumerii… a nie oszukujmy się, panie lubią iść na łatwiznę i pokazują raczej szlagiery od znanych i rozpoznawalnych marek, bo te najłatwiej sprzedać… sam kiedyś tak robiłem, idąc wedle klucza marki, którą kojarzyłem i ciesze się, że trafilem na kompetentną babeczkę, która dosłownie odciągnęła mnie od tamtych regałów, zaprowadziła pod półeczkę z nieznanymi mi wcześniej Cartierami i wyszedłem z dwoma (Roadsterem i Declaration)… prowadzę tego bloga między innymi po to by popularyzować i pobudzać świadomość istnienia mniej znanych, a naprawdę wartych poznania marek i perfum… a kiedy już się pozna naprawdę piękne i ciekawe perfumy wcześniej zupełnie nieznanych sobie marek, nawet nie chce się wspominać tego co wcześniej uważało się za fajne…

      nuworysz i parweniusz to w sumie synonim nowobogackiego, ale cieszę się że mogłem dopomóc w poszerzeniu Twojego zasobu słownictwa… 🙂 kawa o której piszesz to Kopi Luwak i osobiście nie wypiłbym czegoś co wcześniej wydaliło jakieś zwierzątko… 🙂 no ale w pewnych kręgach ludzie szukają nowych, ekscytujących podniet na różne sposoby… obawiam się że copywriter ma stosunkowo niewielkie pole do popisu i zwykle musi sztywno trzymać się zadanych dla projektu ram… nie mam pojęcia i nie chcę wiedzieć jakich perfum używają celebryci… tacy ludzie mają w moim odczuciu niewiele do powiedzenia, autorytety z nich żadne – więc i moje zainteresowanie ich życiem jest żadne… natomiast chętnie dowiedziałbym się czym pachniał Einstein i Tesla… i na koniec, feromony i perfumy z feromonami to bujda i tak jak wspomniałeś placebo, więc nie warto tracić czas i pieniądze na podobne wynalazki… również pozdrawiam 😉

  8. Laura Biagiotti nie daje mi spokoju, muszę w końcu poznać a jakoś spotkać nie mogę. 😉

    • poznasz, zakochasz się i odpłyniesz… medium przemówiło, koniec widzenia,należy się 200 zł.. 😀

  9. no właśnie nie…ja mam tą drugą,L12.12 vert….a wiem,że Essential jest ponoć fajny….ale to był zakup zupełnie w ciemno,beż żadnego rekonesansu,totalna amatorka z mojej strony heh….chciałem coś cytrusowego,swieżego….nie chodzi mi już nawet o sam zapach tylko o trwałość….dla mnie lacoste jest teraz jak puma (tylko,że 2-3 razy droższa heh)…no ale teraz mam już troszku (ale tylko tak ciut,ciut he he) większą ”wiedzę” o pachnidłach…swoją drogą jak już pisałem wcześniej w kolejce do następnego zamówienia czekają próbki (choć póki co mam nawet sporą ilość próbek,więc najpierw musze je wykorzystac) Cartier – Declaration zwykła i może Essence lub L Eau (choć jeżeli chodzi o same próbki…zamawiam w jednej z zaufanych i polecanych przez Ciebie prath-cie internetowych perfumerii,którą znałem już wczesniej a która ma nawet dość atrakcyjne ceny,tylko nie zawsze jest w czym wybierac np.od Cartiera są teraz tylko 4 w ofercie …nie ma tez Fahrenheita Aqua który ciągle chodzi mi po głowie heh ale kiedyś w końcu go dopadnę he he)….no więc oprócz Declaration mam na liście Gueralin L’eau Boisee (też póki co nie mają go w ofercie)….a jeżeli chodzi o coś świeżego,cytrusowego ale o dobrej jakości (projekcja-trwałość-cena) np.Guerlain czy Lallique to co byś pirath-cie mógł polecić? (tylko bez opcji: porada medium + koszty manipulacyjne + VAT = 200 pln-ów w plecy 😛 he he) ….chciałbym też zobaczyć tą Laure Biagotti ale jest tylko jedna próbka w ofercie Blu di Roma Uomo (po opisie nut zapach może być nawet fajny nuta głowy:włoska cytryna….nuta serca: nuty wodne….nuta podstawy: skóra, nuty drzewne…..tylko te nuty wodne cosik mnie nie przekonują)….Kopi Luwak powiadasz? ja tam bym mógł z ciekawości spróbować czy jest jakaś różnica od standardowej domowej ”zalewajki” czy KAPUCZINO z automatu he he….chociaż zasadniczo to za kawą nie przepadam,wolę zieloną herbatę

    ”prowadzę tego bloga między innymi po to by popularyzować i pobudzać świadomość istnienia mniej znanych, a naprawdę wartych poznania marek i perfum” racja! potwierdzam!…sam jestem przykładem skuteczności tego powyższego stwierdzenia….pirath-cie wszak niesiesz kaganek perfumiarsko-zapachowej oświaty 🙂 poprzez wirtualne bezkresne ostępy internetu zwanego w niektórych kręgach globalną wioską 🙂

    • Kopi Luwak to zabojca 🙂 kawowy mozgojeb 🙂 Serwuja to zazwyczaj na czarno (bez mleka etc) ale mozesz sobie doprawic wg.uznania. Osobiscie wole oklepane latte albo flat white ze Starbucks 🙂

      • abstrahując od marki kawy, tak właśnie powinno się serwować wybornej jakości kawę, czyli bez dodatków – ewentualnie z wodą dla przepłukania ust w celu pozbycia się absmaku… hahahaha Starbunio nie serwuje kawy, tylko napój o smaku kawowym, ale wiem co masz na myśli, choć osobiście wolę mochę z Orlenu… 🙂

        • Do kubka super aromatycznej kawy warto super pachnieć fundując sobie podwójną przyjemność 🙂 Z kilkunastu wypróbowanych przeze mnie zapachów, do picia kawy najlepszymi póki co okazały się Bvlgari Man i Armani Diamonds 🙂 mmmm….

    • uuu no to rzeczywiście wtopiłeś… 🙂 polecane perfumerie mam w stosownej zakładce w blogrollu i są tam nie dlatego, że ktoś mi za to zapłacił – tylko bo sam z ich usług regularnie korzystam, więc są sprawdzone i godne zaufania… świeżaków od Guerlain nie kojarzę, bo dla mnie ich najświeższym zapachem jest L’Eau Boise, zaś co do lalique, to polecam ich koperkowego Eau de Lalique, ale jest ciężko dostępny… no i myślę, że skoro spodobał Ci się Encre Noire, to warto sięgnąć po jego wersję Sport… Blu di Romy sam nie znam, ale próbki niestety brak… 😦

  10. hmmm kawowy mozgojeb? 🙂 ale w sensie że małe espresso (wielkości naparstka) z kopi luwak i mamy tydzień snu z głowy? he he a ile mniej więcej kosztuje w knajpie taki kopi luwak? i chyba nawet nie trzeba czekać aż kofeina zacznie działać bo sama cena takiej ”kawki” zrobi na nas odpowiednio pobudzające wrażenie he he…ja najbardziej lubię jednak zielona herbatę (no sugar of course heh) ….próbowałem też yerba mate ale jakoś mi nie podeszło (no chyba że takie ekspresowe w saszetce to jeszcze…bo takie tradycyjne liściaste mi nie posmakowało)

    • około 1000 $ za uncję, ale jest to rarytas dla koneserów dziwadeł, podobnie jak głęboko gliwiejące sery, sery z żywymi larwami much, czy pijawki w cukrze pudrze, podawane w wietnamskich knajpach, jako przystawka do ich lokalnego bimbru ryżowego… dziękuję, postoję… ale abstrahując od dewiacji kulinarnych picie bardzo dobrej jakości kawy (a za taką zwykle płaci się krocie) polega na możliwości zakosztowania jej wyjątkowych walorów smakowo zapachowych – więc tradycyjnie pije się takie espresso bez dodatków, które po prostu profanują jakość tegoż naparu… z mlekiem i cukrem to ja się chętnie napiję kawy rozpuszczalnej, tudzież plujki Jacobsa, ale picie choćby takiej Kose z dodatkami przypomina picie 30 letniej Whiskey z colą, czyli barbarzyństwo… 🙂 p.s. filozofii picia zielonej herbaty a zwłaszcza yerby nie kupuję, bo jak mam ochotę na solidną dawkę przeciwutleniaczy, sięgam po świeże, mrożone, lub suszone aronie, które mają ich wielokrotnie więcej… 🙂

      • jeżeli chodzi o mnie – to nie wyznaję żadnej filozofii picia zielonej herbaty (nawet nie wiedziałem,że takowa istnieje he he)…ja po prostu ją lubię (czarną herbatę zresztą też)….a skoro jeszcze w dodatku napitek ma jakieś właściwości zdrowotne to ok,niech i tak będzie 🙂 …dawniej piłem też herbatę czerwoną pu-erh ale ona ma bardzo specyficzny,taki ziemisty posmak…..” spodobał Ci się Encre Noire, to warto sięgnąć po jego wersję Sport” od razu z próbką Encre Noire zamówiłem sport-a i tak,też mi się podoba

      • 1000$ za uncję?!? Są różne Kopi Luwak na swiecie? Czy ja nie do końca wiem co to jest uncja może? Bo ja widziałem w kawiarni w cenie 40PLN za espresso, a na wynos na wagę chyba 350PLN/100g. A w menu jest napisane „najdroższa kawa swiata”

        • lata temu wyczytałem taką informację o cenie, zresztą 350 zł/100 gram + marża kawiarni, dystrybutora i importera x kurs dolara – w sumie się zgadza… 🙂

          • tzn te 350PLN to była cena za 100g w tej samej kawiarni na wynos
            ale mniejsza z tym kawa akurat niezbyt mnie interesuje 🙂

  11. W większości się zgadzam z klasyfikacją i rankingiem, ale… Dla mnie Cartier posiada perfumy mdłe i nijakie… Dla przykładu – Roadster (do którego się już chyba nigdy nie przekonam) i denne Cologne, d’Un Soir „Intense” oraz L’Eau…

    A oceniać markę Van Cleef&Arpels na przykładzie jednego zapachu… Bo znasz tylko Midnight in Paris, prawda? A przecież są klasyki takie, jak Pour Homme, Tsar, Eau de Tsar, linia butikowa… No cóż….

    • według Ciebie Declaration, Santos i Pasha są mdłe i nijakie?… widzisz Marcinie, ja postrzegam VC&A dokładnie tak jak Ty widzisz Cartiera… tyle że za Cartierem przemawia popularność ich szerokiego i cenionego na świecie portfolio zapachowego – a o mierności Midnight przemawia to, że właśnie go skasowali… a poza wspomnianym wąchałem też ichniejsze Pour Homme i jest to jedna z marek pokroju Ferragamo, DKNY lub Carolina Herrera, której stylistyka znużyła mnie do tego stopnia – że poznawać reszty ich dorobku po prostu mi się nie chce…

  12. Rewelacyjny post! Twoja lekkość pióra i cięty dowcip potrafią wzbogacić każdy wpis, jednak w tym przeszedłeś samego siebie 🙂 Doceniam ile pracy w niego włożyłeś, bo od dawna szkicuję podobny – bez wymieniania konkretnych marek, tak po prostu o psuciu rynku przez marki tworzące rozreklamowane kompoty, jednak po przeczytaniu Twojego arcydzieła wpadłam w kompleks i chyba nigdy już go nie dokończę :> Masz mnie na sumieniu 🙂

    • dziękuję, normalnie aż się zaczerwieniłem, bo choć naprawdę się napracowałem, to jednak jesteś dla mnie zbyt łaskawa… 🙂 ani mi się waż składać broni, chętnie przeczytam jak Ty to widzisz… 🙂

  13. Chyba sobie raczysz żartować Piracie, porównując VC&A do gniota, jakim jest cała marka Salvatore Ferragamo 🙂 Van Cleef&Arpels Pour Homme to klasyk pokroju Antaeus’a (starego), Davidoff Classic, Dior Jules czy Kourosa…

  14. Ciekwy wpis, ale ten moralizatorski ton wstępu… 😉
    Postanowiłeś puscić oczko do nowicjuszy w temacie, ale…
    Spłycenie tematu do trzygwiadkowej oceny w niektórych przypadkach dało dziwny efekt. Są marki, które ładnie sie wpisują w jeden trend, jest ich nawet dość sporo, ale świat nie jest czarno-biały i niektóre Twoje oceny/klasyfikacje są oderwane od rzeczywistości. W przypadku Bossa czy Adidasa sprawa jest raczej prosta i przejrzysta, ale umówmy się, jak jednoznacznie oceniać marki posiadające w swoim portfolio 20+ zapachów? Skupić sie na pozytywach czy negatywach i co zrobić jeśli obydwu jest wiele? Trudne pytanie. CK mogłeś sobie odpuścić 🙂 Sam wymieniłeś jako świetne Obsession for Men, Dark Obsession (2013!), CK One Shock, CK Free, IN2U, Euphoria. Dodaj do tego świetnego CK Man (nie wiem czy znasz) oraz zapachy niewybitne, ale nadal bardzo dobre i na pewno nie będące gniotami – Encounter Fresh, Contradiction, Truth i masz już mniej więcej pół oferty CK z tych „lepszych”, i ja się pytam za co ta jedna gwiazdka, za kilka mierniejszych świeżaczków? Z trwałoscią nie przesadzajmy, wiele CK bez problemu trzyma na mnie 6-7godz., co w dzisiejszych czasach nie jest jakimś wielkim odstępstwem od normy (próbka Diora Homme – tego po ref. – nie wytrzymała na moim przedramieniu dłużej niż Kleiny).
    Podobnie zresztą w przypadku Kenzo, wymieniasz praktycznie całą dostępną ofertę „mainstreamową” jako zapachy wysokiej jakosci i niepowtarzalne i dajesz **. Zresztą pierwszy Kenzo też jest niepowtarzalny, a Sporty jak to Sporty… Nic z tego nie kumam.
    Jakos tez nie chce mi sie wierzyć zeby Davidoff zasługiwał tylko na jedna gwiazdkę.
    Zabrakło mi tu jednego ważnego czynnika, zwrócenie uwagi ile kosztują Diory, Chanele czy nawet Kenzo, a ile Davidoff czy CK. Przepłacanie za markę wiąże sie z ceną, a takie CK to produkty cenowo przystepne więc i wymagania są mniejsze.
    No i na koniec cytat, który mnie oburzył wręcz 🙂 :
    (Azzaro**) „ich Pour Homme i Visit to naprawdę wyborne kompozycja, ale niestety reszta oferty skutecznie zaniża ocenę końcową marki…”
    pour Homme Elixir? Chrome? Chrome Legend? Acteur? Club? Można nie lubić, ale na pewno nikt za to nie przepłaca, a wyliczanka będzie dłuższa jak poznam resztę, wszak jeszcze jest Now, Twin i Duo. Nie czepiajmy sie też na siłę świeżaków, akurat Azzaro dość dobre robi, ja np. latem uzywam Chrome Sport i wcale sie tego nie wstydzę :). Azzaro jest też minimum połowę tańsze od Diora i tak samo trwałe. Dla mnie ***, no bo jak do licha można przepłacić za tak tanie i dobre perfumy, to jest osczędzanie a nie płacenie.
    No ale żeby nie było ze tylko krytykuję to poza powyższymi tematami zestawienie wyglada fajnie, choć nie ma w nim bardzo popularnego DKNY

    • brawo Watsonie, zamysłem tego wpisu było wstępne oddzielenie ziarna od plew, z myślą o dopiero co zaczynających swą przygodę z perfumiarstwem, a skalę uprościłem celowo, ergo patrz powyższe… 😉 jeśli nie doczytałeś (a nie doczytałeś), to jednym z wyszczególnionych założeń jest ignorowanie cen (bo w większości przypadków i pomijając formę dystrybucji są one wyssane z sufitu) – a cena jak wiemy, NIE JEST w dzisiejszych czasach żadnym wymiernikiem jakości… innymi słowy mówiąc, nie interesuje mnie na ile marka się ceni, określam w przybliżeniu ile istotnie warta jest ich oferta na tle konkurencji… chodziło mi o uzmysłowienie co jest warte a co jest niewarte swej ceny i wydaje mi się że cel ten osiągnąłem, bez wdawanie się w zbędne dywagacje i autopolemikę… owszem świat nie jest czarno biały, ale wychodzę z założenia, że wszystkim i tak się nie dogodzi… nie chce mi się tłumaczyć mechanizmów oceniania poszczególnych marek, w końcu wspomniałem na wstępie o pewnej dozie subiektywizmu… masz pełne prawo nie zgadzać się z moimi typowaniami – mam świadomość, że u każdego będzie on wyglądał nieco inaczej… co do Azzaro, to dwie gwiazdki są właśnie za Elixira, zaś DKNY świadomie pominąłem, bo o czym tu pisać?… 😉

  15. I jeszcze jedna kwestia: nie demonizujmy tak marketingu i reklamy. Producenci perfum wciskają ludziom gnioty? Ja to widzę tak: wciskają, bo mają komu. Znawcy perfumiarstwa to góra 1% populacji. Do tego można dodać 5% (?) nie wiem, może max 10% populacji reprezentowanej przez osoby które lubia perfumy, lubią je poznawać i traktuja to jak hobby. Reszta – dla nich whatever czym pachną, niektórym możnaby przelac do ładnego flakonu lawendowy płyn do mycia podłóg i też byliby zadowoleni. Tacy są ludzie, więc taki jest rynek, a producenci głupi nie są i to wykorzystują. Dam inny przykład: wszyscy narzekają, ze w sklepie nie ma juz normalnego piwa, ze jest tylko koncerniakowy masowy chłam. A ja sie pytam: to kto kupuje ten chłam? Dlaczego widzę masy ludzi taszczących całe skrzynki Tyskiego na majówkę? Dlaczego żeby napić sie dobrego piwa muszę po zakpupach isć do blaszaka z napisem „piwa regionalne”?. Odpowiedź jest prosta, gdyby wszyscy ludzie faktycznie lubili dobre piwo mógłbym je kupic w markecie, a w telewizji widziałbym reklamę Pinty, a nie koncernowych masówek ze sztucznymi przyspieszaczami fermentacji w pakiecie.
    Nie zwalajmy więc całej jakości tudzież jej braku na producentów, wszak to klient kształtuje rynek i jesli ma pojęcie co kupuje, to „nabrać” można go tylko raz.

    • ”jesli ma pojęcie co kupuje, to „nabrać” można go tylko raz”….hmmm to tak jak ja i lacoste verth he he he

      • dokładnie, generalnie człowiek powinien się uczyć na swoich, a najlepiej cudzych błędach… 🙂

    • a jak tu nie napiętnować ludzi specjalizujących się w świadomym wciskaniu niezorientowanym w temacie ludziom kitu, na czyjeś zlecenie?… gdyby producenci perfum kierowali się etyką, a produkt bronił się swoimi właściwościami/parametrami (abstrahując od perfum) to nachalna reklama nie byłaby potrzebna… gdyby zebrać do kupy wszystkie reklamy wiodącego jogurtu (za każdym razem z nową i jeszcze lepszą recepturą), to dziś na półkach sklepowych stałaby najprawdziwsza ambrozja, po którą ustawiałyby się kolejki… tyle, że się nie ustawiają, czyli z produktem jest coś nie tak, skoro ginie w zalewie pierdyliona mu podobnych… dobry produkt nie potrzebuje reklamy, kosztownych kampanii i całego sztabu ludzi zatrudnionych do zmyślania jego nadprzyrodzonych cech, w celu nakłonienia kogoś do kupna…

      i masz rację, wciskają bo maja komu, bo świadomość kupowania w oparciu o jakość w zasadzie w społeczeństwach nie istnieje i zaciera z każdym dniem… a producenci i marketing bezwzględnie na tej niewiedzy i naiwności żeruje… stąd między innymi prowadzę tego bloga i powstał ten wpis, aby otworzyć chętnym oczy… tak na dobrą sprawę ludzie opierają swoją wiedzę o rynku w oparciu o reklamy, kupując reklamowane rzeczy – tyle że z założenia zmanipulowane i stronnicze reklamy nie mówią prawdy… nie doradzą szczerze i z przekonania, bo przecież nie mówią nawet prawdy o produkcie którego dotyczą… reklama i marketing to wyważona manipulacja, gra pozorów, której daleko od bezstronności i troski o dobro osób do których jest kierowana… a potem ludki widzą reklamę, z której wynika że produkt X jest super i kupują, bo skąd mają wiedzieć, że są jeszcze firmy Y i Z, które akurat się nie reklamują?… więc nie dziwota, że sprzedaje się to co jest reklamowane, a ludzie w oparciu o to co reklamowane i popularne budują sobie skrzywiony obraz tego co jest najlepsze…
      nie zgodzę się, to nie klient kształtuje rynek, dziś to producenci próbują kształtować i układać pod siebie klientów, aby wciskać im jak najmniej za jak najwięcej… to taki sztucznie wykreowany Matrix, gdzie producenci udają, że klient jest najważniejszy, że się troszczą – ale gdyby naprawdę się troszczyli, to nie wciskaliby nabywcom na każdym kroku wybrakowanych dóbr o zaniżonej jakości i żywotności… jak na ironię, mniejszość dyktuje warunki większości, kreując iluzję że jest na odwrót… 🙂

  16. No właśnie też tak myślę…żyjąc porównawczą myślą przewodnią do ukochanego MdCartier.!

    Wysłałem kasę mailem, wydrukuj sobie przy okazji chyba że tusz Ci się skończył a jego cena jest na tyle ‚istotna’ że lepiej od razu kupić nową drukareczkę. Więc chyba jesteś na zero a jak wiemy równowaga musi być 😉

    Płynę to ja od dawna i coś przestać nie mogę… co rusz To nowe obiekty westchnień 🙂

  17. Pomijając nowe kiepskie wypusty wszystkich producentów napiszę swoje TOP 5 marek które bardzo lubię.
    1-Yves Saint Laurent – Głównie za genialnego Kouros-a który stał się zapachową legendą. Kto go nie zna nie może interesować się perfumami.
    Do tego można wyróżnić jeszcze piękne M7,Jazz,Rive Gauche oraz Body Kouros. Wszystkie te zapachy są po prosu świetne.

    2- Dior – Poziom tej marki nigdy nie spadł a nawet wzrósł. Uwielbiam całą linię homme. Do tego można wyróżnić dwa zapachowe arcydzieła w postaci Farenheit oraz Eau Sauvage.

    3-Givenchy- Nie ma żadnego zapachu tej firmy którego bym nie lubił. Wszystko jest stworzone tak że aż chce się wąchać. Najlepszym ich dziełem jest oczywiście ponad czasowy Gentelmen wraz z wszystkimi jego nowymi wydaniami.Do tego wyróżnia się bardzo romantyczny Xeryus Rouge.

    4- Kenzo – Piszę o Kenzo głównie za sprawą jednego zapachu które już na zawsze zapisze się w historii perfumowych arcydzieł. Oczywiście mowa o Kenzo pour homme. Zapach który zna prawie każdy. Na zawsze obala wszelkie mity na temat że wszystkie „świeżaki” to zwykła nuda.
    Do tego z ich firmy bardzo lubię również Jungle i Kenzo homme Nigt.

    5 – Chanel. Głównie za sprawą Anateusa,Egoiste oraz Platinum Egoiste (sprzed totalnej kastracji) . Te trzy dzieła pachną wprost rewelacyjnie i nie można pozostać między nimi obojętnymi. Poza tym raczej ten brand mnie niczym nie zniechęcił ani szczególnie nie zaskoczył.

    • zasadniczo zgadzam się co do Diora i Chanel, ale Kenzo to typowa marka Urban, choć jakość ich kompozycji rzeczywiście może zawstydzić nie jedną markę… ale ponieważ jedna, może dwie jaskółki wiosny nie czynią, dla mnie Kouros i generalnie cały świetny dorobek YSL z przed lat (a od którego obecnie marka odcina tylko kupony) to za mało by przyznać im więcej… o wartości marki decyduje całokształt oferty, a że u YSL ostatnio jest to równia pochyła w dół, więc pomimo zacnej przeszłości, ocena nie może być inna w odniesieniu do teraźniejszości…

      • Dlatego napisałem że oceniam nie całokształt ale marki do momentu kiedy ich poziom nie spadł bo to że teraz produkują nudne bezpieczne zapachy dla mas nie oznacza że ich poprzednie dzieła są już nie ważne.

        • też patrzę na całokształt, staram się zachować maksymalny obiektywizm, jak w przypadku Guerlain, gdzie nawet koszmarnie denny Idole nie był w stanie zachwiać pozycją tej marki, tyle że w przypadku takiego Guerlain mowa o dziełach wybitnych, a o takie u Kenzo i Givenchy trudno…

  18. L’Homme Ideal nie jest znowu taki koszmarny 😛

    • i tak i nie… sam w sobie zapach zły (pomijając jego perfidną komercyjność) nie jest, ale gdy spojrzeć na jego markę, to nóż się w kieszeni otwiera, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych dokonań i dorobku Guerlain… 😉

  19. a gdzie ck eternity? Boss – soul? David Beckham (**)?

    • nie byłem w stanie wymienić wszystkich…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: