Napisane przez: pirath | 3 grudnia 2014

Cacharel – Nemo, czyli męski pierwiastek…


Dziś kolejny wpis o charakterze wspominek… pomijając mglistą świadomość istnienia marki Cacharel w Polsce, samego Nemo już wśród nas nie ma… zapach zniknął z perfumeryjnych półek kilka lat temu, a przyczyny możemy jedynie dociekać… prawdopodobnie nie wytrzymał konkurencji ze strony bardziej popularnych i rozreklamowanych marek (czyli poszło o pieniądze)… ponadto Nemo posiadł jeden z najbardziej oryginalnych flakonów jakie sieciówki widziały… żadna złota sztaba, popiersie z klatą, ani hantel nie może konkurować z surową prostotą, oryginalnością i zakamuflowanym przekazem, stojącym za flakonem tych perfum…

Cacharel - Nemo

Pomimo przyjętego podziału (dla ułatwienia nam wyboru), perfumy nie mają płci… przynajmniej w teorii, bo zawsze powtarzam, że płeć mają noszący je ludzie… marketing i sugestie producenta to jedno, ale tak naprawdę ostateczny sznyt, charakter i efekt nada perfumom dopiero skóra nosiciela… owszem użyte składniki i założony na wstępie charakter kompozycji, w dużym stopniu definiują przeznaczenie/ target perfum – ale dopiero skóra nosiciela (kobiety lub mężczyzny) nada im ostateczną barwę i wydźwięk… tę wcale nie tak oczywistą prawidłowość wykorzystują producenci mocno ostatnio lansowanych (zwłaszcza w segmencie niszy) perfum uniseksowych – gdzie wykorzystuje się tę zależność, by na pani i panu ten sam zapach zagrał stosownie i swoiście dla założeń przyjętych (umownie i kulturowo) dla określonej płci… spróbujecie użyć z dziewczyną/ chłopakiem tych samych perfum i porównajcie jak bardzo różni się uzyskana po kilku godzinach woń, w zależności od płci skóry na którą je napylono…

reklama Cacharel - Nemo

Autor kompozycji Nemo wykorzystał tę cechę i wyniósł ją na nowy, wyższy level – jednocześnie bawiąc się płcią, seksualnością i konwenansami… Nemo nie jest męski w sposób oczywisty… jego bukiet droczy się, ociera i oscyluje gdzieś pomiędzy płynną granicą płci – przekracza ją i nagina, niczym gwiazda neutronowa zakrzywiająca wiązkę światła… początek Nemo jest wyważony, klasycznie męski i po prostu piękny – więc wcale się nie dziwię, że ludzie (w tym panie) wspominają te perfumy z takim rozrzewnieniem… już od pierwszych taktów wita nas ożywiona bergamotką lawenda, muszkat, zioła i odrobina oszczędnego w ekspresji kwiecia – układając się na podobieństwo kompozycji klasycznie męskiej, acz przełamanej neutralnym niezdefiniowaniem, kojarzonym raczej z krojem współczesnego perfumiarstwa…

Cacharel - Nemo reklama

W akordzie środkowym pojawia się na dłuższą chwilę kawa, o której oficjalny wykaz nut nawet się nie zająknął… oczywiście jest to kawa bardziej umowna niż sugestywna – ale miłośnicy Givenchy Very Irresistible for Men bez trudu odnajdą w Nemo znajome rytmy… z czasem ta klasyczno kawowa męskość blednie i w tle zaczyna być wyczuwalne wtrącenie wybitnie żeńskiego pierwiastka… balsamiczna, kremowa woń, niczym zapach skóry, w którą wtarto kosmetyki do pielęgnacji ciała… wspomniana nuta kremu, balsamiczna, wyraźna i swoista – łączy się w fazie dojrzałej z klasycznie męskim mszano, piżmowo drzewnym i równie subtelnym motywem, tworząc tym samym iście uniseksową hybrydę… zapach jest jednocześnie męski, a przy tym łagodny i lekki, chwilami wręcz kobiecy – co zasługuje na szczególne uznanie, bo sztuka ta, częstokroć nie wychodzi producentom pachnideł oficjalnie lansowanych jako uniseksowe… jedyne zastrzeżenie jakie mam względem tych perfum to ich trwałość… ten delikatny i kremowo piżmowy akord bazy znika ze skóry zbyt szybko – nie pozwalając nacieszyć się misterną grą detali i niuansów, tworzących wysublimowany klimat tych perfum…

reklamaCacharel Nemo

Męskość Nemo wąchanego z blotera jest bardziej umowna niż namacalna… bije nie od arcy samczego bukietu, ani rdzennie męskiej korelacji tworzących bukiet nut – ale od nietuzinkowego, niesamowicie wymownego flakonu w kształcie litery Y… jego kształt symbolizuje i nawiązuje do chromosomu Y, którego przewaga definiuje płeć jako męską… to Y dobitnie sugeruje to, co wcale w przypadku tych perfum oczywistym nie jest – zanim resztę dopełni specyficzna chemia skóry mężczyzny… subtelna, prosta i czytelna forma flakonu nie pozostawia miejsca dla złudzeń i to bez konieczności eksponowania umięśnionej klaty, ani brodatej gęby* – co by nie pomylić androgenicznego modela, z modelką… choć patrząc na reklamę tych perfum, można mieć wątpliwości… 😉Cacharel - Nemo EdT

*zarośnięta twarz Conchity zdaje się kwestionować brodę, w roli archetypu męskości…

rok premiery: 2000

trwałość: przeciętna

projekcja: dobra, z czasem bliskoskórna

twórca: Jean Pierre Bethouart (autor min. Boucheron PH, Cerruti Si, Versace Blue Jeans)

Głowa: gałka muszkatołowa, lawenda, pieprz betelowy, kardamon,
Serce: labdanum, goździk (roślina), jaśmin, kminek, geranium,
Baza: skóra, paczula, cedr, wanilia,

Reklamy

Responses

  1. Całkiem mi miło że doczekałem się recenzji jednego z moich ulubionych perfumeryjnych dziełek jakim jest bez wątpienia Nemo. Minął ponad rok odkąd po warsztatach w Y zrobiłeś sobie odleweczkę z mojej pięćdziesiątki. Pamiętam że nie podpisałeś próbki z racji szybkiej akcji i obawiałem się że Ci przepadnie wraz z Signature- S.T. Duponta i nawet jeśli przypadkowo na nią trafisz to nie będziesz pamiętał co to… Ale jednak 😉

    Dla mnie to woń niezwykle magnetyczna, bezpieczna, uspokajająca i znacząco oryginalna, wybitnie przy tym uniseksowa, choć osobiście nigdy nie czułem jej na kobiecej skórze. Śmiało mogła by dziś istnieć w niszy i zbierać obiektywnie wysokie noty ale to chyba ze względu na swój nietuzinkowy charakter była omijana bokiem a ostatecznie wycofana więcej niż kilka lat temu (10 bankowo). U mnie z trwałością znacznie lepiej przy czym projekcja blisko skórna po 3-4 h. Biorąc pod uwagę wiek flakonu czy też próbek obecnie dostępnych, bo kiedyś w czasach kiedy przyciągał Nemo uwagę swym urokliwym flakonem na półkach S, jego parametry w każdym aspekcie były jednak nieco lepsze…
    Kawy nigdy nie wytropiłem za to coś na kształt balsamicznej żywicy w stylu labdanum może balsamu tolu które genialnie podkręcają TO coś właśnie… Uwielbiam nie przerwanie i zużywam swoją flaszeczkę z bólem gdyż ceny dostępnych nadal gdzie nie gdzie flakonów osiągają magiczne pułapy. Chociaż jak już skończę zrobię wszystko by nadal cieszyć się obcowaniem z tym przyjacielem bo to miłość ponadczasowa w takim stylu jak Must de Cartier czy Opium EDP i cobym nowego i miażdżącego nie poznał te pachnidła zawsze mnie poruszą i nie stracą nic ze swej magii…

    Pamiętam doskonale że kiedy dobrych kilka lat temu szukałem informacji na temat tego pachnidła to oczywiście znalazłem i był to mój pierwszy raz na Sabbath of Senses, tak też zaczęła się moja świadoma przygoda związana z ukochaną pasją, bo jak tu nie odżyć kiedy człowiek dowiaduje się że na świecie jest więcej perfumomaniaków 😉

    Dzięki Piracie 🙂

    • drobiazg, cała przyjemność po mojej stronie – gdyż dobrze jest choćby poznać najbardziej zasłużone dla perfumiarstwa pachnidła… 😉

  2. miałem, miałem, miałem!!!! ale mi wspomnienia ruszyłeś, Piracie!
    nigdy nie widziałem Twojej recenzji o cacharel pour homme… czyżbyś zignorował ten zapach?:) śnił mi się on dwa dni temu – idealnie we śnie odwzorowany zapach – nie mogę sobie jego tak uzmysłowić w rzeczywistości. chyba czas na zakup; już dobrych 10 lat go nie używałem!

    • nie zignorowałem, tylko powiedzmy, że długo dojrzewała jego moc urzędowa… 🙂

      • i…? pojawi się? chyba, że coś przeoczyłem!

        • już nie musisz…:) znalazłem gdzieś Twoje opinie na forach. tak, masz rację, ich błysk szybko blednie. w ogóle z tego co pamiętam, ostatnia flaszka była dla mnie rozczarowaniem wobec pierwszych moich zakupów – czyżby zapach został zliftingowany? nie ma już pierwotniaka z lat 80? przypominam: mój ostani kontakt z cacharel pL’H jest datowany na około 2000 rok n.e.

          • też bardzo mile zapamiętałem PH, jego cytrusy w otwarciu ujęto na granicy przejrzałości, tym niemniej zapach robi naprawdę dobre wrażenie i mam nadzieję, że będę miał wkrótce okazję zdobyć świeżą próbkę…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: