Napisane przez: pirath | 14 grudnia 2014

Etat Libre d`Orange – Tom of Finland, czyli niedwuznaczna odpowiedź na igraszki Le Male…


Na wstępie zaznaczam, że niniejszy wpis nie ma na celu nikogo sprowokować, ani urazić – lecz w przypadku tych perfum, nie sposób uniknąć kontekstu o naturze seksualnej… muszę też wyznać, że choć doceniam, to organicznie nie cierpię Le Male… i nie dlatego, iż to złe perfumy, co to, to nie – po prostu uważam je za nazbyt napastliwe i źle mi się kojarzą (personalnie)… reszty dopełnił wszechobecny zalew ordynarnych podróbek i umiłowanie naszych rodaków do zlewania się tymi perfumami na potęgę… jestem za to urzeczony jego lżejszą i daleko bardziej wysublimowaną odsłoną Le Male, czyli Fleur du Male (oba autorstwa Francisa Kurkdiana)… tyle że uświadczyć Fleur w perfumerii stacjonarnej, to jak spotkać Angelinę Jolie idącą pod rękę z papieżem Franciszkiem, na lokalnym targu z warzywami… prędzej zobaczycie Angelinę targującą się o dwa twarde pomidorki, niż Fleur w miejscu jednej z 39 wariacji na temat Le Male, a upchniętych na półce przeciętnej sieciówki…

Etat Libre d`Orange - Tom of Finland

Jest w tych perfumach niesamowita, wręcz kokieteryjna lekkość i finezja – zupełnie jakby flirtowały z nosicielem, kusiły, droczyły się i uwodziły… Tom of Finland ocieka tonkową słodyczą, ale nie jest tak jednoznaczny, wręcz wulgarny i przytłaczający jak pozbawiony jego finezyjnej lekkości i miękkości Le Male (o Eros Versace nawet nie wspominam)… oba wybrzmiewają w tej samej, upierdliwie słodkiej, chwilami monotonnej tonacji, ale powiedzieć, że Tom of Finland to klon Le Male, to srogie nadużycie… słodycz i aranżacja ToF ucieka bardziej w klimaty Fleur du Male – niźli ostentacyjną, spektakularną i nachalną słodycz Custo Man (notabene klona Le Male), Le Male, że o kultowym Joop! Homme nie wspomnę…

grafika autorstwa Tom of Finlandszkic autorstwa Tom of Finland

Nie twierdzę, że Le Male to zły zapach, wręcz przeciwnie – nie sposób odmówić tym perfumom genialnej prezencji i spektakularności, a ich autorowi nie powinszować przebłysku prawdziwego wizjonerstwa w kreacji… tyle, że Le Male i jego klon Custo Man w zestawieniu z jedwabisto atłasową fakturą Fleur du Male i Tom of Finland – wypadają po prostu szorstko… tonka podbita kwiatem pomarańczy w Le Male i Joop! Homme wypada ostro i chwilami po prostu ordynarnie, w zestawieniu z daleko bardziej wysublimowaną, miękką słodyczą tonki z Fleud du Male i Tom of Finland… prawdopodobnie chodzi tu o obecność (a raczej brak) kwiatu pomarańczy, który choć piękny – ma w nadmiarze tendencję do przydawania bukietom lekko buduarowo, wyzywająco i wulgarnego charakteru…

Etat Libre d`Orange - Tom of Finland reklama

Motywem przewodnim Tom od Finland jest głównie tonka, ale bób tonka nie jedno ma imię… można przedstawić tę nutę władczo, wręcz despotycznie i przytłaczająco oraz nadać jej lekkiego, miękkiego, niesamowicie przytulnego charakteru… ToF to tonka zmiękczona i dopełniona wianuszkiem balsamiczno ambrowych detali, które złagodziły jej niemiłosierną żywotność, ekspresję i temperament… galbanum, wanilia, styraks, zamsz i ambra przepięknie wysłodziły i złagodziły jej oblicze, czyniąc z fazy dojrzałej tych perfum najprawdziwszy balsam dla duszy i ciała… rzecz jasna zapachów emanujących tonkowym sznytem jest więcej (obecnie mamy do czynienia z wręcz modą na bób tonka), zaczynając od ordynarnego i przerysowanego Erosa od Versace (bardziej przypakowanego i nieokrzesanego brata Dreamera), aż po kultowego Bogarta PH, Lanvin Avant Garde, Black Sun S.Dali, Givenchy Play, T. Mugler A*Men, Joop Homme, etc. – ale nie bez przyczyny wskazuję na podobieństwo (zwłaszcza mentalne) do Le Male

Tom of FinlandTom of Finland we własnej osobie

Le Male jest zapachem, do którego przylgnęła etykieta zapachu dla homoseksualistów, jakoby rozmiłowanych we wszelakich odurzających, cukierkowatych słodkościach… to oczywiście bzdura, ale faktem jest, że kwiatowy bukiet Le Male niebezpiecznie balansuje na krawędzi męskości i zniewieścienia… pomijając ambiwalentne odczucia wynikłe z obcowania z kwiatem pomarańczy w tak nieprzyzwoitej ilości, ten zapach jawnie kpi i drwi z męskości swego nosiciela – wystawiając jego seksualizm na ciężką próbę… zresztą wystarczy spojrzeć na towarzyszące kampanii tych perfum, zdjęcia z roznegliżowanymi marynarzami, by domyślić się iż JPG w coś sobie podprogowo pogrywa… ale co by JPG nie sugerował, mężczyzna pewny swej seksualności bez wahania założy różową koszulę, którą skropi owym Le Male i jego „męskość” nie odniesie z tego powodu najmniejszej ujmy…

reklama Etat Libre d`Orange - Tom of Finland

W przypadku Tom of Finland, sprawa jest oczywista, gdyż zapach nosi nazwę i grafikę, po niezwykle popularnym w latach 80 i 90-tych rysowniku komiksów o tematyce gejowskiej – więc trudno tu mówić o jakiejkolwiek dwuznaczności… zresztą popatrzcie na postacie na jego szkicach, których użyłem do zilustrowania wpisu… przypakowani kolesie z przerysowaną muskulaturą, odziani w obcisłe skóry, marynarze, kowboje, budowlańcy, policjanci – dosłownie cały przekrój fantazji seksualnych, tfu Village People, no może z wyjątkiem Indianina… pomijając tematykę, Tom od Finland rysuje świetnie, acz ze względu na konwencję bloga i mając na uwadze odczucia czytelników, nie wypada mi zaprezentować jego co bardziej odważnych prac… o ile JPG igra i droczy się swą kampanią z odbiorcą, ELDO sprawia sprawę wprost… czyżby więc ELDO (nie pseudonim rapera, a skrót od Etat Libre d`Orange) zadrwiło sobie ze stereotypów i sięgając po wymowne znaki totemiczne – stworzyło zapach z myślą o gejach i im pośrednio dedykowany?… osobiście postrzegam te perfumy, jako swoiste puszczenie oczka w stronę tęczowej społeczności – choć zapewniam Was, że ironia zawarta w wizerunku tych perfum, absolutnie nie przekłada się na ich treść i niczego nie definiuje…

Tom of Finland szkicszkic autorstwa Tom of Finland

Jak to możliwe?… ano zapach może jedynie podkreślić i uzupełnić look i prezencję swego nosiciela, ale nie nada i nie zmieni jego wizerunku, zachowania i prezencji oraz tego jak jst odbierany przez otoczenie jako osoba… to nie jest magiczna różdżka, której jedno skinięcie przemieni zniewieściałego metro, w kipiący testosteronem synonim macho – albowiem za to jak jesteśmy postrzegani i odbierani przez nasze otoczenie składa się znacznie więcej czynników, jak ubiór, postura, głos, zachowanie, kultura osobista, zachowanie i charakter… perfumy mogą być jedynie tego zwieńczeniem, dopełnieniem, zresztą mniej lub bardziej trafnie dobranym…

szkic Tom of Finlandszkic autorstwa Tom of Finland

Zapach zaczyna swój bieg tonką, wysoce utemperowaną, grzeczną, lekko migdałową i odrobinę pieprzną… jego monotematyczny monolit rozświetla subtelny, ledwie zauważalny akcent cytrusowy – połyskujący nieśmiało i jakby od niechcenia… wielbiciele dzieł Lutensa wychwycą tu delikatny ukłon w stronę Nuit de Cellophane – zapewne dzięki obecności aldehydów sprawiających wrażenie obcowania z czymś nowym i niezdefiniowanym… ToF reprezentuje bardzo zwartą i w porównaniu z Le Male w znacznym stopniu ewoluującą konstrukcję, acz wiernie oscylującą wokół nadrzędnego motywu kompozycji… próżno tu szukać spektakularnych zwrotów akordów, ale z każdą chwilą bytności na skórze, bukiet ujawnia coraz to nowe wątki, których apogeum przypada na schyłek akordu serca… już po kwadransie uaktywniają się wspomniane balsamiczne konotacje, z galbanum i styraksem w roli głównej oraz dopełniającym całość irysem i ambrette, które w miejscu milknącego pieprzu – przydają kompozycji wyrazistości i zręcznie przełamują tonkową dominatę

reklama Etat Libre d`Orange Tom of Finland

Pomimo iż wciąż przybywa nowych detali i smaczków, brzmienie ToF jest wciąż stonowane, łagodne i bardzo przyjemne – swą stylistyką nawiązując do klimatów balsamiczno drzewno ambrowych… w niecałą godzinę od aplikacji zapach robi się dosłownie skórzasty i tytoniowy – dosłownie ociekając swym obłym, ambrowo żywicznym nadzieniem, przełamanym pikanterią irysa, piżma, pieprzu i drewna… wierzcie mi na słowo, bogaty i wyrafinowany bukiet, który dobiega z mojej skóry – w niczym nie przypomina woni czegoś zniewieściałego i niemęskiego… czuję tonkową słodycz, obfitującą w detale i niuanse, zbieżną z fizjonomią Le Male i Lanvin Avant Garde – ale i pełniejszą i bardziej złożoną, a przy tym wciąż dyskretną i finezyjną, niczym wysublimowany Fleur du MaleToF gaśnie bardzo powoli, z gracją bez tąpnięć i dziwnej pustki w fazie schyłkowej – do samego końca pozostając niesamowicie przyjemny, dosłownie otulając skórę nosiciela wianuszkiem swych ciepłych, balsamicznych żywic

Tom of Finland grafikaszkic autorstwa Tom of Finland

Tom of Finland to wybitnie tonkowy, tyle że dużo bardziej wykwintny, dopieszczony i subtelniejszy zapach, a który spodoba się zdecydowanej większości ludzi – ponieważ jego pieszczotliwa, słodka, ujmująca fizjonomia, delikatność i otulająca jowialność doskonale wstrzeliwuje się w olfaktoryczne gusta kobiet i mężczyzn… jeśli by odrzeć te perfumy z ich nazwy oraz otoczki i przepakować do flakonu po choćby Armanim Code (notabene również autorstwa Antoine Lie) i postawić na półce sieciówki – mielibyśmy kolejny bestseller, który poważnie zagroziłby od lat niczym nie zmąconej hegemonii Le Male… reasumując, obok wspomnianych dzieł Kurkdiana, tonka z Tom of Finland to jedna z najbardziej wdzięcznych odsłon tej nuty, jaką można zaznać w perfumiarstwie… jeśli więc lubicie klimaty Le Male, a chcecie czegoś bardziej wyszukanego i mniej napastliwego – polecam Wam te ujmujące perfumy…Etat Libre d`Orange - Tom of Finland EdP

rok powstania: 2007

trwałość: bardzo dobra

projekcja: umiarkowana i pozbawiona wahań amplitudy

nos: Antoine Lie (twórca min. CdG Wonderwood i Davidoff Adventure)

Głowa: cytryna amalfi, aldehydy,
Serce: brzoza, sosna, pieprz, cyprys, galbanum, geranium,
Baza: wanilia, fasolka tonka, irys, wetyweria, styraks, zamsz, piżmo, ambra,

Reklamy

Responses

  1. Pamiętam że Le Male był pierwszym hitem który mnie oczarował zanim sam jako młodziak przekroczyłem progi sieciówek. Flakon (na półce dawnego kolegi z czasów kapel rockowych) i jego zawartość roztaczały wtedy aurę czegoś naprawdę niecodziennego i ekskluzywnego, Francuskiego i takiego zaczarowanego. Późniejszych odsłon jakoś nie poznałem ale chętnie nadrobię z Fleur du Male by na nowo zinterpretować po wielu, wielu latach bardziej urodziwą wersję klasycznego Male. Tonkowcem nie jestem ale pamiętam że również ta nuta jeśli się nie mylę podobała mi się w Allure, który po bliższym poznaniu nie zagrzał miejsca w kolekcji – w końcu poznałem MdCartier! (nie do Tonki biję). Szata graficzna opisywanego wyżej pachnidła zdecydowanie nie leży moim gustom jednak opisałeś to nader kusząco do tego stopnia że chętnie sięgnę po próbkę jeśli nadarzy się okazja. Balsamiczna baza oczywiście kusi jak zawsze. Od jakiegoś czasu myśląc lub czytając o tym Bobie, w nosie a raczej w zapachowym wspomnieniu natychmiast perfidnie ożywa tylko jedno perfumeryjne szaleństwo i jest nim niestety Eros który zepsuł czy też ograniczył mi obraz tej nuty… 😉

    • też uważam, że Eros wyrządził tonce i tonkomanii więcej krzywdy niż Invictus w portfolio Paco i bękart Ideal, który niczym mezalians skalał niepokalane portfolio Guerlain… 😉

  2. 300zł za 100ml ToF to chyba gruba przesada. To już chyba lepiej dowolnego Hermesa w EDP kupić i jeszcze zostanie

    • naprawdę sądzisz, że 300-500 zł za 100 ml perfum niszowych o tak doskonałych parametrach oraz dopracowanym i szerokim portfolio, to drogo?… 🙂

  3. Pamiętam czasy jak YSL Opium 100ml kosztowały ok. 100zł. Dziś kosztują 200zł a niedługo staną się „niszowe” i będą kosztować 300zł. Można się zasłaniać sztuką perfumeryjną, jakością zastosowanych składników, wyrafinowanym bukietem itd ale dla mnie taka cena nie ma racjonalnego uzasadnienie. Sztuka kończy się tam gdzie zaczyna się biznes (konsumpcja). To zwykły skok na kasę, gra na pragnieniu konsumentów do bycia w segmencie premium na ich próżności i potrzebie utożsamiania się z daną marką. Przypomina mi się reklama firmy motoryzacyjnej zza południowej granicy w której para zwiedza sobie galerię sztuki nowoczesnej po czym zbiera się do wyjścia idzie do szatni a tam nad wieszakiem z ich ubraniami jacyś inni zwiedzający „podziwiają” ich odzienie wiszące na wieszaku przekonani że to kolejny eksponat. Hasło przewodnie to jakoś tak było: „S…a, Wiesz co dobre”
    Pozwolę sobie zacytować fragment z zaprzyjaźnionego z Tobą bloga, który oddaje idealnie co o tym myślę:
    „Wszystko co związane z produktem – reklamy, profil marki, szczególnie cena sprzedaży, strategia sprzedaży i marketing są zupełnie oddzielone od tego, co faktycznie zawiera flakon. Jedno zwykle nie ma związku z drugim. Prezentacja jest ważniejsza od zawartości. Stwarza się wrażenie obcowania z czymś wysokim i szlachetnym, czymś specjalnym. To powszechna praktyka – liczy się styl i zamieszanie, a końcowy rezultat to złudzenie luksusu.” -Geza Schon

    • heh, ciekawe gdzie można było kupić 100 ml Opium za 100 zł, bo ta marka zwykle bardziej się ceni, a przynajmniej jeszcze wówczas mogła i powinna… 🙂 co do reszty i tak i nie, bo owszem prawdziwa sztuka jest wolna od zakusów marketingu, ale w przypadku produktu bądź co bądź komercyjnego jakimi są perfumy, czysty i niezmącony ekonomią artyzm to przysłowiowe szklane domy… taki manewr może się udać jedynie w przypadku niszy, niekomercyjnej, awangardowej i bardzo niszowej i to zapewne do tego pił Geza w przytoczonym przez Ciebie fragmencie… „reklamy, profil marki, szczególnie cena sprzedaży, strategia sprzedaży i marketing są zupełnie oddzielone od tego, co faktycznie zawiera flakon. Jedno zwykle nie ma związku z drugim” – w przypadku mainstreamu, wnętrze flakonu ściśle współgra z marketingiem, pragmatyzmem, komercją, gustem masowym, bo inaczej byś skierowanych do tego targetu perfum nie sprzedał i nie osiągnęły by one zamierzonego sukcesu rynkowego… w dzisiejszych czasach artyści perfumeryjni, zwłaszcza gdy tworzą dla marek nastawionych na dochody (a więc mainstream i komercyjna nisza) zmuszeni są iść na mniejsze lub większe kompromisy i ten związek pomiędzy jednym i drugim niestety czuć w zawartości flakonu – więc tu się z Gezą nie zgodzę, no chyba że mówił o rasowej niszy…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: