Napisane przez: pirath | 19 grudnia 2014

wonie dziwne i nietypowe, acz subiektywnie przyjemne…


Przy okazji służbowego tourne, które szczęśliwie zakończyłem wczorajszego wieczoru – w trakcie tankowania, tradycyjnie nie mogłem się oprzeć wdychaniu oparów benzyny… nie potrafię tego wytłumaczyć, ale uwielbiam jej zapach… po krótkim rachunku sumienia okazało się, że niekonwencjonalnych zapachów, które zaliczam do grona przyjemnych jest znacznie więcej… pozwólcie, że pobawię się w swoistą wyliczankę i mam nadzieję, że podzielicie się ze mną własnymi typowaniami…

benzyna

Dotąd nie zajmowałem się tym zagadnieniem, ale co sprawia, że jedne zapachy z naszego otoczenia definiujemy jako wonie przyjemne, a inne jako nieprzyjemne lub odrażające?… na pewno część swych preferencji zapachowych wynosimy z domu, inne przyswajamy sobie w pracy i środowisku – wreszcie każdy z nas ma odmienne gusta i odmiennie skalibrowany zmysł powonienia… to dlatego nawet wzorcowe i neutralne wonie odczuwamy i odbieramy inaczej, zupełnie jak z jedzeniem, kolorami, muzyką, etc… prawdopodobnie mechanizm (możliwe, że powiązany z układem limbicznym) zbliżony do tego, który wywołuje naszą pozytywną bądź negatywną reakcję na określone kolory, smaki i inne bodźce – sprawia iż jedne perfumy podobają nam się bardziej, a inne mniej…

Co więcej, producenci perfum doskonale o tym wiedzą, więc zbierają i analizują dane o naszych preferencjach zapachowych, aby móc tworzyć kompozycje zapachowe, zawierające składniki najlepiej odpowiadające ,tzw. ogółowi (najbardziej neutralnie i bezpieczne względem większości potencjalnych nabywców)… to oczywiście pragmatyzm i swego rodzaju wyrachowanie, gdyż takie badania popularności i atrakcyjności określonych woni, nie mają na celu stworzenia perfum idealnych dla nas – a stworzenie zapachu podobającego się możliwie jak najszerszej grupie odbiorców, a więc maksymalizację potencjalnych zysków… to dlatego w rasowym mainstreamie i komercyjnej niszy stroni się od woni i brzmień trudnych, wymagających, niecodziennych, odważnych, abstrakcyjnych, dwuznacznych i kontrowersyjnych… bo takie zapachy mogą się odbiorcom kojarzyć negatywnie, zostać źle odebrane, a to niestety rzutuje na późniejszą sprzedaż… jestem pewien, że gdyby Thierry Mugler zataił przed klientelą informację iż Womanity pachnie min. kawiorem, perfumy te sprzedawałyby się znacznie lepiej…

ale ja nie o tym…

Zagadnięci o ulubione zapachy (z wyłączeniem perfum) zwykle wskazujemy na zapach pieczonego chleba, pieczeni, bekonu, zapach niemowlaka/oliwki, świeżo skoszonej trawy, deszczu, powietrza po burzy, lasu, ukwieconej łąki, etc – ale co z zapachami niekoniecznie związanymi z naturą i jedzeniem?… skupiając się na woniach, nazwijmy to technicznych (pomijając przykre wonie fizjologiczne i te wiązane z rozkładem), osobiście najbardziej nie trawię zapachu Lizolu i Domestosu, a w dalszej kolejności amoniaku, alkoholu (czystego), woni towarzyszącej prasowaniu (zwłaszcza przypalonego żelazka), spalenizny organicznej (zwłaszcza przypalonych włosów i spalonych ziemniaków, a nie jeden garnek w życiu spaliłem, podczas sesji w RPG) oraz co może zabrzmieć dziwnie, zapachu przechowywanych w lodówce truskawek… do tego stopnia, że jeśli owe nie były przechowywane w szczelnie zamkniętym pojemniku, cała zawartość lodówki ląduje w śmietniku…

rafineria

Wiele sobie obiecywałem po słynnym Petroleum, ale nie znalazłem w nim miażdżących inklinacji względem przemysłu petrochemicznego – owszem jest intrygujący i awangardowy, ale to wciąż nie to… co prawda Fumidus, Black Tourmalin i kilka innych nawiązują do lubianego przeze mnie rodzaju spalenizny, ale co z resztą?… wprawdzie całkiem imponującą kolekcję dziwactw ma w swej ofercie Demeter i CdG, sporą dawkę aldehydów uświadczymy u Lutensa – ale zwykle są to monosylaby, a nie kwiecista woń rafinerii o poranku… w niektórych perfumach komercyjnych można doszukać się pewnych wtrąceń i konotacji zalatujących chemią, min. coś co przypomina smar (Bugatti Pur3 Black), benzynę (stary Dior Fahrenheit), smołę, proch strzelniczy, zapach apteki tudzież stomatologa (głównie w aranżacjach oudowych), ale perfum o rasowym wątku industrialno chemicznym, ze świecą zapłonową szukać…

tankowanie

Poza wspomnianą na wstępie benzyną, bardzo lubię zapach gorącej smoły i właśnie kładzionego asfaltupłynną smołę, lepik i asfalt mógłbym wąchać godzinami – zwłaszcza chodząc po rozpalonym słońcem dachu naprawianego milion razy garażu… ilekroć sunę samochodem w pobliżu miejsca gdzie naprawiają/kładą nową nawierzchnię – zwalniam i odprowadzam nosem maszynę do jej układania, delektując się roztaczaną wokół niej wonią…

asfalt

zapach rozgrzanego oleju silnikowego… kiedyś zdarzyło mi się uzupełniać olej silnikowy i trochę rozlać na blok silnika… wytarłem co się dało, ale trochę pociekło w miejsce niedostępne dla mych dłoni… jakież było moje zdziwienie, gdy silnik się rozgrzał i przez otwory wentylacyjne zaczęło do mnie docierać powietrze przesycone zapachem świeżego, acz rozgrzanego 10W-40

olej silnikowy

zapach zdzieranego korundu… podczas szlifowania lub cięcia ściernicami korundowymi (tarcze do cięcia metalu i materiałów budowlanych, zakładane na ręczne lub stacjonarne szlifierki), już po kilkunastu sekundach zaczynam czuć palony i topiący się materiał osnowy tarczy… wprawdzie w trakcie cięcia narzędziem rozpędzonym do prawie 12 tysięcy obrotów na minutę, najbardziej skupiam się by nie stracić palców, tudzież nie oparzyć się towarzyszącym temu procesowi, snopowi iskier – ale uwielbiam zapach towarzyszący pracującej tarczy korundowej

korund

zapach silikonu sanitarnego i octu spirytusowego… ilekroć jestem w jakimś markecie budowlanym, nie mogę sobie odmówić choćby przejścia pomiędzy regałami działu z chemią budowlaną, a konkretnie silikonami… komu raz uszczelniano w łazience wanną, umywalkę lub kabinę prysznicową, kojarzy tę specyficzną, nasyconą octem woń… zresztą zjedzenia galaretki z nóżek, lub doprawienia soku pomidorowego bez octu sobie nie wyobrażam… ponadto zapach octu momentalnie wywołuje u mnie ślinotok, też tak macie?…

silikon

zapach przegrzanej elektroniki… przegrana, rozgrzana i mocno obciążona elektronika użytkowa i przemysłowa, to również woń którą zaliczam do atrakcyjnych… rozgrzane wnętrze komputera i amplitunera od kina domowego, router, czy buchające gorącem wnętrze laptopa – również emituje zapach, który odbieram jako przyjemny… rozgrzany laminat, cyna i prawie skwierczące układy scalone na poddanej ostremu overclockingowi GPU, emitują zapach zbliżony do lutowana…

komputer

zapach roztopionego wosku… blask, ciepło i miękkość płomienia palącej się świecy, ma w sobie coś magicznego… koi, uspokaja i pozwala się wyciszyć, że o tworzeniu niesamowitego nastroju nie wspomnę… ale płonąca świeca to nie tylko uczta dla oczu, ale i doskonała pożywka dla mego nosa, albowiem uwielbiam zapach roztopionego i ciepłego wosku… świeca wcale nie musi być aromatyzowana, wystarczy mi sam zapach wosku, najlepiej naturalnego…

świeca

zapach pasty do podłóg… ilekroć goszczę w domu gdzie jeszcze praktykuje się zwyczaj pastowania i pielęgnowania podłóg metodą tradycyjną, nie mogę się oprzeć wąchaniu… zapach wtartej w drewno pasty ma w sobie coś niesamowitego… pojęcia nie mam, o którą konkretnie chodzi substancję – ale coś podobnego ma w sobie pasta do butów, za której zapachem też przepadam…

podłoga

zapach nafty, lakierów i WD-40… nigdy nie wąchałem kleju w wiadomym celu, ale skłamałbym mówiąc iż zaliczam zapach butaprenu, nafty i lakierów (nawet tych do paznokci) do grona odorów… szczególną przyjemność sprawia mi zapach zakonserwowanego naftą lub ropą żelastwa, np. wierteł, narzędzi i płaszczy pił widiowych… nie pogardzę też zapachem świeżo rozpylonego na zawiasy WD-40, prawdopodobnie dlatego, iż ma w sobie coś ropopochodnego…

lampa

zapach palonego i spalonego drewna… uwielbiam ogniska, kominki i piece (kozy) opalane drewnem… wnoszą sobą ciepło i klimat, którego nie uświadczmy w przypadku palenisk opalanych węglem, brykietem i gazem… oczywiście chodzi też o dźwięk trzaskającego w płomieniach drewna, jego rozżarzona faktura i tańczące na polanach płomienie… mógłbym godzinami spoglądać na palący się kominek… płonące drewno wydziela specyficzną i w mym mniemaniu bardzo przyjemną woń, a przesycone nią pomieszczenia zyskują dzięki temu niesamowicie przytulnej aury…

płonące drewno

zapach dopiero co zapalonego papierosa (pierwszy dymek)… pewnie zaraz mi się oberwie za propagowanie nałogów, a w ogóle to w imię poprawności politycznej powinienem założyć burkę i worek pokutny – ale uwielbiam zapach dopiero co odpalonego papierosa… chodzi o tych pierwszych kilka sekund, gdy ktoś zaciąga się po raz pierwszy dopiero co przypalonym papierosem… oczywiście najlepiej, jeśli odpalono go zapalniczką benzynową, gdyż dodatkowo uszy pieści ten charakterystycznym klik otwierania i zamykania jej obudowy…

papieros

zapach kalafonii lutowniczej… jest taki proces związany z elektroniką, przy którym uwielbiam asystować, choć o lutowaniu nie mam bladego pojęcia… uwielbiam zapach lutowania z udziałem kalafonii (lubię wdychać ten dymek, który pojawia się, gdy przyłożyć do niej końcówkę rozpalonej lutownicy) i choć może zabrzmieć to dziwnie – swoistą namiastkę tej woni znalazłem w substancjach jak najbardziej pochodzenia naturalnego, labdanum i olibanum… co więcej, czysta esencja kadzidła frankońskiego pachnie tak petrochemiczne, że aż trudno w to uwierzyć…

kalafonia

zapach zakonserwowanych podkładów kolejowych… tak wiem, że ze względu na specyfikę funkcjonowania toalet w pociągach, stąpam po kruchym lodzie – ale nie po każdym torowisku jeżdżą składy osobowe… uwielbiam zapach rozgrzanego słońcem torowiska, a konkretnie smarów i substancji zabezpieczającej je przed robactwem i butwieniem…

podklady kolejowe

zapach palonych liści… jedna z najprzyjemniejszych woni i zarazem coś na co czekam każdej jesieni… odprowadzając wzrokiem jeden z pierwszych, opadający po spirali, pożółkły liść i wsłuchując się w szmer tych opadających wokół mnie – wprost nie mogę się doczekać pory jesiennych ognisk… szczęśliwie pomimo zakazu, położone nieopodal mojego domu ogródki działkowe, nader często sprawiają mym nozdrzom prawdziwą orgię… inaczej pachnie palone igliwie oraz szyszki, drzewa owocowe, liście dębów i klonów – każdy gatunek tląc się w obłokach gęstego, gryzącego dymu emanuje wonią, która tym przyjemniejsza im bardziej rozrzedzona powietrzem… czasem ciągnie się kilometrami od swego źródła, uświęcając mą ulubioną porę roku…

płonące liście

Advertisements

Responses

  1. fajny ten Twój blog. Przy okazji – też jestem i Opola i też mieszkam w pobliżu działek,( ciekawe czy tych samych), przy czym dochodzący stamtąd dym doprowadza mnie do szewskiej pasji…

    • a dziękuję, całkiem możliwe, że przy tych samych działkach na przeciw hipermarketu, pozdrawiam 🙂

  2. Zapach benzyny należy do moich ulubionych, wywołując dość obrazowe i przyjemne odczucia. W-40 też używam z przyjemnością. Zapach świecy z pszczelego wosku, past i kremów do butów, ale tych dobrej jakości, też sprawią, że lubię ich używać. Szkoda, że (chyba) nie ma perfum dokładnie oddających te wonie.

    • no proszę, a już myślałem że tylko ja mam niebezpieczne ciągoty w stronę klimatów petro 🙂 co do perfum, to cała nadzieja w Demeter, oni lubią tworzyć tak odjechane i awangardowe pachnidła, ale tani nie są…

  3. Niestety większości z tego co wymieniłeś nie lubię a zapachu przegrzanych części komputerowych do tego stopnia że muszę jak najszybciej opuścić pomieszczenie. Co do zapachu benzyny,ogniska , świeżo zapalonego papierosa i pastowanej podłogi bardzo lubię i się w pełni zgadzam 🙂
    Inne zapachy jakie wręcz uwielbiam to : Zapach świeżego tytoniu , gumy z kapci , starej piwnicy , rozgrzanego marmuru , nowo kupionego ubrania , nowej książki , dywanu , żwirku dla chomików ( 😉 ) , farby , kleju butaprenu , płynu do mycia mebli i w zasadzie to tyle.

    • no brawo i dziękuję 😉 ciepły marmur pachnie? muszę kiedyś sprawdzić, owszem przykładając do niego nos coś tam czuję, ale ciekawe czy projekcja jest obszerniejsza, np w przypadku budowli wyłożonej marmurami… co do starej piwniczki, to odczucia mam dość ambiwalentne, bo owszem kojarzę ją w sensie pozytywnym z paczulą, ale i z pleśnią, wilgocią oraz obsypującym się ze sklepienia tynkiem… coś mi się wydaje że nowo kupione ubrania są czymś spryskiwane, przynajmniej w niektórych sklepach, bo pachną tak przyjemną mieszanką, że aż sprawiają wrażenie upranych…

  4. Dołączam się do wielbicieli zapachów różnych i tak też uwielbiam zapach benzyny, wd-40, silikonu, kalafonii przy lutowaniu, butaprenu i płonącego drewna:)

    • he he witamy w klubie 🙂

  5. Świetny tekst! Czasem wyciągam ze stryszku amerykańskie płyty
    sprzed 40 lat.Pachniały (i nadal pachną) czymś niespotykanym w naszej
    „przyrodzie”.
    Najbardziej odpowiada mi zapach powietrza na plaży od strony morza,
    czyli prawie bez zapachu.
    Jest odpoczynkiem od smrodu wsi (nie tak daleko od Opola) ,w której mieszkam.I to nie dawnych zapachów „gospodarskich”,bo ich już nie ma,ale palonych butelek,miału,mokrego drewna,opon,itp.
    Sorry,taki mamy klimat,he,he.

    Zapach świeżego asfaltu…Ciekawe.

    • faktycznie smród palonych śmieci jest okropny, to przykre ale ludzie nic sobie nie robią z zakazu, oszczędzając nawet na wywozie odpadków…

  6. Palone liście i nuta kolejowej trakcji najbardziej działają na zmianę mojego stanu świadomości. Kalafonia owszem w końcu to żywiczna energia 😉 Nagrzana elektronika ( Ruskie lampy elektronowe -stare roczniki…) też wybornie nadają klimat w stylu ponadczasowej świecy …;)
    Pewnie jeszcze troszkę by się tego znalazło tylko dziury w głowie mam i nic mi do niej teraz nie przychodzi..eeee 😉

    • z czasem sobie przypomnisz, tak na szybko pamiętamy zwykłe o woniach organicznych i gastronomicznych, z tymi niecodziennymi jest gorzej, bo zwykle po prostu je ignorujemy…

    • O tak woń trakcji kolejowej i często tego pyłu z niej to jest coś wspaniałego !

      • ja jeszcze lubię zapach tego smaru do konserwacji zwrotnic 🙂

  7. Przypomniałem sobie kilka nowych woni równie nietypowych ale cóż poradzę że je uwielbiam. Zapach unoszący się wewnątrz apteki wszystkich specyfików i lekarstw szczerze uwielbiam. Do tego dorzucił bym zapach drewna z kominka który unosi się podczas mroźnych dni w okolicy. Nadaje to świetnego klimatu i od razu kojarzy mi się z górami 🙂

    • zapach apteki ma coś w sobie, głównie dzięki woni ziół, wciąż wyczuwalnej w atmosferze tego miejsca

  8. to niech ktoś przebije to:
    -lubię specyficzną woń stali wysokowęglowej 😀
    ale to akurat zboczenie związane z inną pasją, zaszczepioną przez knives.pl 🙂
    Z tego samego powodu uwielbiam przeróżne zapachy związane ze specyfikami do pielęgnacji skór i drewna. Mój najukochańszy to Schaftol (olejek kameliowy).
    Ponadto bardzo pozytywnie kojarzy mi się zapach stolarni i świeżo ciętych desek.
    Dodam do tego jeszcze zapach mchu unoszący się ponad akwarium (hodowla krewetek 😛 )

    • o tak, politury do drewna i skóry mają bardzo specyficzną i dla mnie również przyjemną woń, zaciągającą czymś petrochemicznym, trochę pastą do butów. Musiałbyś kiedyś powąchać piłę widiową, do rozkroju drewna iglastego, lub niektórych gatunków liściastych. Są wręcz oblepione aromatyczną żywicą tych drzew i pachną cudownie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: