Napisane przez: pirath | 22 grudnia 2014

Giorgio Armani – Eau d’Aromes, czyli rozważnie i umiarkowanie klasycznie…


Niespecjalnie traktuję Armaniego jako markę wybitną (wszak to komercyjny mainstream, z nieco za wysoko ustawioną poprzeczką cenową), ale trzeba im przyznać, że perfumy oferują całkiem przyzwoite… nie inaczej jest w przypadku Eau d’Aromes, co więcej odnoszę wrażenie, że od kilku lat Armani stopniowo podwyższa poprzeczkę, odrabiając straty po katastrofach pokroju Lui, Remix, Mania i Code… a przecież marka może pochwalić się więcej niż dobrymi Acqua di Gio (wraz z edycją Essenza), Armani Attitude, Code Ultimate i Sport, Diamonds for Men i ostatnim hitem, Eau de Nuit (o serii Prive celowo się nie wypowiadam)…

Armani Eau d’Aromes

Eau d’Aromes to prosty, świeży, nieco klasyczny, bezpieczny i bardzo przyjemny zapach, który nie ukręca nosa swą interpretacją brzmienia klasycznego – a przy tym pachnie dość elegancko i co najważniejsze, nie męczy… to miłe zaskoczenie, bo zapach zaczyna swój bieg tak infantylnie banalnym wianuszkiem cytrusów, iż w pierwszej chwili pomyślałem, że wącham następnego gniota pokroju L.12.12 od Lacoste – będącego kolejną niestrudzoną próbą podbicia rynku czymś równie absorbującym co oddychanie… szczęśliwie grzeczne i poprawne politycznie cytrusy znikają szybciej niż budy z kebabem po nalocie Sanepidu i kompozycja przechodzi do dużo bardziej treściwego, akordu serca…

Eau d’Aromes reklama

A tu pojawia się mydlano purystyczna nuta irysowa, ta sama za którą pokochałem Pradę Infusion d’Homme, poprzedzona nader delikatnym miksem imbiru, szałwii i kardamonu… wprawdzie wykaz nut o tym nie wspomina, ale przysięgłym, że czuję tu kłącze irysa, unurzane w delikatnej, puszystej szałwii i zdrewniałej vetiverze… w obliczu tak pięknie i delikatnie zaserwowanej nuty „mydlanej„, doprawdy trudno uciec od skojarzeń ze wspomnianą Pradą, ale Eau d’Aromes bynajmniej jego kopią nie jest… trzon i istotę kompozycji stanowią dość wykwintnie i nienachalnie zaserwowane zioła i przyprawy, w subtelnej osnowie ze wspomnianego irysowo szałwiowego mydełka… wspomniane akcenty przeplatają się wzajemnie, acz jeden drugiemu nie wadzi – więc nozdrza pieści harmonijny, lekki i szykowny bukiet, niespecjalnie rozkrzyczanych ingrediencji…

reklama Eau d’Aromes

Pomimo swej lekkości i delikatności, zapach emanuje klasyczną, męską aurą – wprost idealną na mniej oficjalne spotkania w trakcie cieplejszych pór roku… projekcję ma umiarkowaną, bukiet dyskretny i pomimo iż początkowo obstawiałem, że przeistoczy się w kolejnego oklepanego klona o prezencji Beckhama Classic, bo szczerze powiedziawszy jego akord schyłkowy nie powala – a mówiąc wprost, chwilami zawiewa od Eau d’Aromes nudą i monotonią… bardzo liczyłem na objawienie się paczuli, której miękkość lub dla surowość złagodziłaby lub wyostrzyła monotonię wybrzmiewającego do samego końca duetu szałwii i kardamonu – lecz pomimo jej zauważalnego braku, bukiet ratuje niewymuszona powściągliwość i elegancja, podkreślona wymuskaną grą irysa i vetivery… zatem wybornie sprawdzi się w roli zapachu na dzień lub klasycznego casualowca na spacer z rodziną lub przyjaciółmi…Eau d’Aromes EdT

rok powstania: 2014

projekcja: umiarkowana

trwałość: dobra

Głowa: bergamotka, mandarynka,
Serce: imbir, paczula,
Baza: wetyweria, kardamon, szałwia,

Advertisements

Responses

  1. Dla mnie za mało… Nie wiedziałem że kardamon potrafi pachnieć do końca.

    • każda nuta może pachnieć do samego końca (akord bazy), od tego mamy właśnie chemię i utrwalacze 😉

  2. Bardzo przyjemny zapach 🙂

  3. Coś mi ten zapach przypomina, i nie mogę sobie przypomnieć co… Ogólnie, to uważam go za przeciętnego przyprawowca. Źle nie jest, ale mogłoby być lepiej…

    • jest niezły, przyjemny i bezpieczny, czyli i tak osiągnięto nim więcej niż zwykle oczekuje się po komercyjnym mainstreamie… 🙂

  4. Kurczę… obniuchałem dzisiaj to pachnidło, mam na nadgastku i testuję… to całkiem fajny, poprawny, nie narzucający się za mocno, a zarazem intrygujący pachniuch. Mogło być ciekawej, ale to jedno z niewielu pachnideł, w których nic mnie nie wkurza, a zarazem nie sa tak banalne jak moja największa wtopa zakupowa w życiu, czyli YSL L’Homme. Fajny casual, który nie wybije biura, współpracownicy nie złożą donosu o mobbing (miałem wrażenie, że zaraz to nastąpi wczoraj, kiedy poszedłem do pracy tylko delikatnie muśnięty Diorem Homme Parfum…), a zarazem nie jest banalny jak byle świeżaczek, ma klasę i jest wyraźnie męski. Chyba trzeba się zaopatrzyć we flakonik jako zmianę i odzwyczajenie nosa od moich ulubionych Terre i Egoiste… 🙂

    Bo… jakie mam opcje? Dior Homme Parfum morduje wszystkie żywe organizmy w promieniu 50 metrów, Homme Intense jest za słodki, Homme EDT moim skromnym zdaniem w obecnej odsłonie nudny. Do Gio Profumo okropnie mi się podoba, ale nie pasuje do mnie. Lalique White uwielbiam, ale na max 2 godziny…

    Żebym ja się jeszcze znał na perfumach… 🙂

    • mnie tez w Aromes nic nie wkurza, ale też nic nie porusza. To dość zachowawczy i bezpieczny zapach, więc po opisywaniu takich perfum rzadko kiedy potrafię je sobie przypomnieć albo je rozpoznać. Gdzie te czasy gdy perfumy maiły tak specyficzne, swoiste i poruszające brzmienie, by z łatwością je zapamiętać, albo zapytać kogoś czym pachnie… Za dużo dziś banału, trywialności i beznamiętności w perfumach i trochę mi to przeszkadza u tego Armaniego, że jest dość nijaki i przez to ginie w tłumie. No z Diorem parfum trzeba bardzo uważać, podobnie jak z najnowszym perfumowanych Homme, ale od czego jest umiar? 🙂 Zostaje Ci ejszcze klasyka np. Guerlain L’Instant, męski Cartier Must i jeśli chcesz odsapnąć od Egoiste, Ungaro III 🙂

  5. No i po około 3-4 godzinach zamienił się w szałwię, dla odmiany zaciągającą szałwią, a jakby komuś było za nudno, to jeszcze do tego doszła szałwia… bez szału.

    • no właśnie, bez szału 🙂

  6. Dostałem ten zapach w prezencie i… byłem załamany. To najbardziej śmierdzące perfumy męskie na jakie trafiłem w życiu. Chciałem je podarować ojcu ale to mi daje prawie stuprocentową pewność że jeszcze je będę musiał kiedyś wąchać, więc je ukryłem głęboko w szufladzie. Nie wiem czy to konkretny składnik wywołuje u mnie takie uczucia czy może cała mieszanka… Dramat.

    • i to jest właśnie dowód dlaczego nie warto obdarowywać kogoś perfumami w ciemno… pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: