Napisane przez: pirath | 26 grudnia 2014

Long Lost Perfume – Bakir, czyli orientalno oldskulowy Shalimar i Samsara, w wersji dla mężczyzn…


W trakcie afterpaty, po którychś z warsztatów Sabbath, pewna przyjaciółka wcisnęła mi odlewkę Bakira i obróciwszy się na pięcie – uciekła w stronę stacji metra (wagony ruszające z piskiem kół o torowisko, istotnie wzbudziły u mnie pewne obawy)… ponadto odniosłem wrażenie, że oddała mi ten całkiem spory dekant z niewymowną ulgą i zaśmiała się szatańsko, ale to pewnie tylko wiatr… 🙂 zapomniałem o Bakir, ale gdy w końcu go odkopałem i użyłem, ptaszki na osiedlu przestały ćwierkać… zaczyna się niemiłosiernym wykopem, przypominając jakiegoś post orientalnego, skórzanego ortodoksa od Lutensa, (tudzież Parfum d’Empire i L’Artisan Parfumeur) którego bukiet łamie szczęki i nosy z brutalnością niszowego zawodnika MMA, teoretycznie zmiękczonego jakąś kwiatową siekierą, też od Lutensa

Long Lost Perfume - Bakir

Do opisania tych słabo znanych perfum skłoniła mnie ich bezkompromisowość, autentyzm i osobliwość… wierzcie mi, takiej potęgi i rozmachu można doświadczyć tylko w vintage-oldskulowym mainstreamie i w nieskalanej komercją niszy… owszem miłośnicy niszy ekstremalnej, a zwłaszcza tej orientalizującej, ledwie wzruszą ramionami przy oblatywaniu Bakira – ale większość wykaże się bohaterstwem porównywalnym do wojsk Mussoliniego w Afryce, które uciekając, tfu zajmując z góry upatrzone pozycje strategiczne, wzywają na pomoc mamę i pośpiesznie mamroczą pod nosem modlitwy odpędzające czarty… zwłaszcza w początkowej fazie, gdy zapach jest najbardziej narowisty i dziko wierzga swymi podkutymi kopytami…

warrior

Skóra, kwiat pomarańczy, cynamon, geranium, pieprz i jaśmin dają tak popalić, że dla odzyskania czucia – chce się wąchać płonącą oponę od traktora… oto rasowy orient, skórzasty, animalny, dziki, surowy i narowisty, wreszcie przejmujący, władczy, samczy i nieokiełznany – niby dla niepoznaki złagodzono go kwieciem, przyprawami i słodkością – ale panowie, jeśli kiedykolwiek zazdrościliście Waszym kobietom klasycznego Shalimara i Samsary, te perfumy są dla Was (mam na myśli pierwszą fazę Bakir)… wprawdzie najlepiej zabrzmią w zestawieniu z turbanem, brodą jak rododendron i zakrzywioną szablą saraceńską, ale skoro przeżyliście potęgę Opium, Kourosa i Joop! Homme, przeżyjecie i Bakira

ottoman empire

Pojęcia nie mam czemu komuś przyszło do głowy, że to zapach damski – pewnie kogoś poniosło, tudzież miał na myśli NRD’owskie sportsmenki, gdyż Bakir pachnie tak jak zwykły pachnieć Guerlainowe Samsary i Shalimary, z sprzed kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat… jeśli twierdzicie, że Chanel No 5 trącą niewiastą w trakcie zaawansowanej menopauzy, a kręcą Was wonie powyższe – potężny, władczy, wręcz despotyczny Bakir jest odpowiedzią na Wasze modły… padnijcie na twarz, ukorzcie się i błagajcie o litość… to perfumy, przy których morderczy oddech Fleurs d’Oranger Lutensa w parny lipcowy wieczór (pozdrawiam Teziaka 🙂 )- to pocieszne lwiątko z zaokrąglonymi uszkami, buszujące w trawie niczym domowy kociak…

mamalukowie

Gdy wybrzmieje pierwsza ogłuszająca salwa z Bakirowych armat, zaczyna mocno przypominać CK Obsession Men i Boucheron Jaipur, tyle że mocniej, dobitniej, na granicy ordynarności i przerysowania swej epickiej, fizjologicznej słodyczy, a z której słyną powyższe – ale nawet one bledną w konfrontacji z wybujałym bukietem tych druzgocąco majestatycznych perfum… wybujały i hardy to dobre określenia dla Bakira, wprawdzie pojęcia nie mam jak pachnie Muscs Koublai Khan Lutensa, ale coś czuję że miałby potężną konkurencję w braniu jasyru… nawet dopełniający bukietu cynamon jest tu potęgą porównywalną z dudnieniem tysięcy kopyt Ottomańskich ord, ciągnących na Wiedeń (nim z odsieczą przybył król Janek Trzeci i sprał im szarawary)…

warriors ottoman

Z czasem bukiet łagodnieje, acz nieznacznie, wybrzmiewając nader bujnym i obfitym wianuszkiem kwiecia i przyprawjaśmin i kwiat pomarańczy pachną nieco fekalnie i animalnie, stąd naturalne skojarzenie z przesyconym wonią cywetu i kastoreum oldskulem… wspomniane nuty przyćmiły nawet mającą tendencję do despotyzmu i solówek różę, którą ledwie czuć pod grubą warstwą cynamonu i białych kwiatów… choć trudno w to uwierzyć, nawet akord bazy strąca swą mocą Dreamlinery w locie – acz jest to moment, gdy wspomniane białe kwiaty słabną i oddają pola całkiem delikatnemu sandałowcowi, miękkiej paczuli i otoczonym słodyczą, nutom balsamicznym… powoli acz sukcesywnie, nieokiełznana i surowa dzikość zaczyna ustępować pola bogactwu i przepychowi, które określiłbym mianem kwintesencji orientu… w ciągu kilku godzin od aplikacji, Bakir przywiódł mnie, od przejmującej woni skórzanych siodeł i zbroi fanatycznych wojowników, aż do przepysznego wnętrza pałacu Chana

stambul

Nawet na tym etapie Bakir jest wciąż nienagannie orientalny i władczy… pręży się i zerka z pogardą na niewiernych, którzy ośmielili się porwać na jego przepojony dumą i grozą majestat – aplikując jego złote krople na swą niegodną skórę giaurów… wykaz nut powala rozmachem nie tylko na papierze – wierzcie mi, to bogactwo naprawdę czuć… zapach ma wpierw morderczą, a następnie tytaniczną projekcję i niezgorszą trwałość – zresztą na flakoniku umieszczono ostrzeżenie, że użycie tych perfum jest surowo zabronione w aż 36 stanach USA… 🙂 ten ultra samczy zapach teoretycznie zadedykowano paniom – owszem, ale pod warunkiem, że mowa o niewiastach emanujących kobiecością kulomiotek Honeckera… wprawdzie Bakir to nie ociekający piżmem Cuir Mauresque Lutensa, ale miłośnicy ekstremalnego orientu mogą chcieć wysadzić się w powietrze, z wrażenia…Long Lost Perfume - Bakir EdT

trwałość: bardzo dobra

projekcja: mordercza, łagodniejąc do tytanicznej

Głowa: petitgrain, francuskie labdanum, galbanum, bergamotka, malina,
Serce: lawenda, jaśmin, kwiat afrykańskiej pomarańczy, geranium, gałka muszkatołowa, róża, pieprz,
Baza: piżmo, drzewo sandałowe, paczula, mech dębowy, cedr Virginia, kadzidło, benzoes,

Reklamy

Responses

  1. Oszalałem ze smaków ! Mam na Orient niezwykle wyczulony nos podświadomości…
    Ty nieźle odpłynąłeś z tymi porównaniami i skojarzeniami, naprawdę mistrzostwo Piratha. To chyba magią świąt taką moc Ci sprawiła… Próbuję się złożyć do kupy po samym opisie chociaż i tak nie łatwo sobie to wyobrazić…
    Zamierzasz zużyć tą szatańską odlewkę, bo wiesz może jest szansa że podzielisz się ze mną kilkoma kroplami…?
    Szukam nie od dziś mocnych wrażeń, Kinksiego jeszcze nie poznałem w planach inne cudowne acz lajtowe w większości kompozycje (pomijając nie dającego spokoju Jaish) które wypadało by mieć na stanie a nasz Dhan kochany pewnie przy Bakir’ze wymięka co mnie jakoś cieszy – na dodatek to EdT.
    Czy swą majestatycznością i potęgą leży Bakir blisko propozycji Amouage?

    Dziś noszę Ambre Orient od Armaniego i chyba nie mniej to mocarna i zwierzęca kompozycja.

    • he he wiem że masz słabość do orientu oraz klimatów balsamoiczno ambrowych, tyle że tu mamy do czynienia z orientem ekstremalnym, widowiskowym i tak spektakularnym, że osobiście miałbym obiekcje, czy chociaż jeden psik to nie za dużo na wyjście do ludzi… 🙂 nie nie zużyję tego, więc chętnie Ci tego dekanta odstąpię, skrobnij mi adres na maila, niech to będzie odlewka przechodnia 😀
      p.s. o nie Amouage jest bezspornie bardziej wyrafinowane, szlachetne, wręcz dystyngowane w swej monumentalności, niż dziki, nieokrzesany i narowisty Bakir. To dwa zupełnie różne oblicza orientu, choć o zbliżonym w kontekście parametrów mianownikiem…

  2. Jestem ekstremalnym gościem chociaż przy pierwszym, często pozornym kontakcie nie wyglądam 😉
    Co do nokautującego ciosu to spodziewałem się go również po opisywanym gdzieś i wiele dobrego wróżącego Rien Intense Incense i kiedy już poznałem miałem spory niedosyt po mocnym otwarciu i w sumie czar prysł, mimo sporej dawki umiłowanego nam olibanum i labdanum oraz wielu wspaniałości (polecam mimo wszystko, przy okazji). Tak że jak widzisz mam ciśnienie na mocne uderzenie. 😉
    Tak też myślałem że Amouage bije klasą konstrukcji nieokrzesanego Bakira ale jednak skuszę się totalnie na tą niedoskonałość…. Tylko się nie zdziw jak zużyję tego dekanta z dziką pasją a następnie, namiętnie zapragnę flakonu.

    Adres po raz trzeci napiszę Tobie na Fb.
    Pozdrawiam w nowym, jak zwykle lepszym roku 😛

    • Rien Intense jest piękny, wprawdzie jeszcze nie wrzuciłem recki, ale to naprawdę niebanalne pachnidło, choć rzeczywiście szybko wytraca początkowy impet… niby takie Nic, a diabelnie intrygujące 🙂
      również pozdrawiam, a adresik napisz mi na maila, bo na fb zaglądam średnio raz na każde zlodowacenie 🙂

  3. To niecodzienne połączenie aldehydów z żywicami robi wrażenie 😉

  4. U nas chyba niedostępny. Próbowałem coś poszperać w internecie. Kaszana 😦

    • obawiam się że masz rację, to nisza zza oceanu, więc z dostępnością u nas krucho…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: