Napisane przez: pirath | 28 grudnia 2014

podsumowanie roku 2014…


Zapraszam Was serdecznie do lektury tegorocznej edycji perfumeryjnego podsumowania roku… oczywiście ranking jest subiektywny i niekompletny, ponieważ wielu tegorocznych premier nie udało mi się poznać – ale mimo wszystko chciałbym jakoś podsumować mijający rok olfaktoryczny… w tym roku postanowiłem przeorganizować kategorie tematyczne, rezygnując min. z podziału na mainstream i niszę oraz rozwinąć kategorię olfaktoryczne odkrycie roku… żaden z wyróżnionych w tej kategorii zapachów nowością nie jest, ale ponieważ poznałem je dopiero teraz i są to tytuły w moim mniemaniu wybitne, nieprzeciętne i godne wyróżnienia – uznałem iż zasługują na dodatkową wzmiankę i przypomnienie…

Wprawdzie żadna z licznych premier mijającego roku mnie nie zmiażdżyła, ale co najmniej kilka zapachów zaskoczyło mnie swym wysmakowanym brzmieniem bardziej, niż Orlen wprowadzeniem nowego sosu… mijający rok zaliczam do naprawdę udanych, gdyż w zasobach kilku marek, znalazły się kompozycje na zaskakująco wysokim poziomie… co więcej, uważam że rok 2014 przyniósł zauważalną poprawę, odnośnie jakości i tematyki serwowanych nam brzmień… tym razem postanowiłem nie wyłaniać zwycięzcy, gdyż skrzywdziłbym tym inne pachnidło – toteż poprzestałem na samych wyróżnieniach… mijający rok był też łaskawy w tym względzie, iż nie było mi dane poznać gniota porównywalnego z zeszłoroczną Pumą Sync – ale w tym roku o palmę pierwszeństwa zaciekle walczyli Trussardi i Carolina Herrera… zatem, już nie przeciągając…

w kategorii: najlepsze zapachy roku 2014 (kolejność przypadkowa)

Hermes Eau Tres Fraiche TerreHermes Eau Tres Fraiche Terre – lżejsza i zwiewniejsza odsłona kultowego Terre d’Hermes zachwyciła mnie zarówno zniewalającym bukietem, ale i pełnym wdzięku nawiązaniem do swego mocarnego protoplasty… podobnie jak w przypadku Declaration L’Eau i Encre Noire Sport, udało się Hermesowi stworzyć zapach wciąż nawiązujący duchem do pierwowzoru oraz stroniący od nierzadko towarzyszącemu lekkości, banału…

Valentino Uomo

Valentino Uomo – wyborny przykład wysublimowanego szyku i najwyższych lotów włoskiego stylu, zamknięty we flakonie stylizowaną na kryształową karafkę… a w środku polot i czekoladowa finezja, zaaranżowanych ze smakiem ingrediencji, z którego słynie włoskie perfumiarstwo…

Dior Fahrenheit Le Parfum

Dior Fahrenheit Le Parfum – wprawdzie recenzji tych perfum jeszcze nie zamieściłem, ale najnowsza, perfumowana (czyżby skończyły się wolne nazwy dla kolejnych wersji EdT?) odsłona słynnego Fahrenheita, przykuła mą uwagę swym wyrafinowaniem i subtelnością… wprawdzie zapach rozmija się znacznie z brzmieniem ojca założyciela, ale bez wątpienia jest to EdP, na które warto zwrócić uwagę…

Thierry Mugler AMan Pure Wood

Thierry Mugler A*Man Pure WoodMugler zwykle rzadko kiedy zaskakuje brzmieniem, dzięki swoistej wierności swemu wypracowanemu i bardzo specyficznemu brzmieniu – ale co by nie spłodził, zawsze jest to coś naprawdę dobrego… tym razem jest to unurzana w apetycznej słodyczy paczula, kawa i dla odmiany drewno

Givenchy Gentlemen Only Intense

Givenchy Gentlemen Only Intense – wprawdzie tematycznie rozmija się z Only jak PKP z rozkładem jazdy, ponadto jest to kolejny zapach w dość popularnej ostatnio konwencji balsamiczno przyprawowych słodziaków do uwodzenia, ale urody i klasy nie sposób Only Intense odmówić…

Rouge Bunny Rouge

Rouge Bunny Rouge Tundra, Silvan i Silhouette – premierę trojaczków od RBR na półkach jednej z wiodących sieciówek, odebrałem jako pojawienie się pierwszej rysy, na betonowym fundamencie podtrzymującym świątynię komercyjnego mainstreamu… oto ożywczy powiew nowości i świeżości, który niczym pojawiający się w śniegu pierwiosnek, zwiastuje nadejście wiosny – wnosząc pierwiastek czegoś niebanalnego i ponadprzeciętnego… podobnie jak pojawienie się w zeszłym roku na półkach konkurencji Bottegi Venety, poczułem lekki powiew niszy, zwiastujący cień zwrotu ku polepszeniu koniunktury w jakości serwowanych nam treści…

Calvin Klein Eternity Night for Men

Calvin Klein Eternity Night for Men – jeden z najświeższych zapachów w tym zestawieniu i pomijając dość luźną interpretację Eternity i umowność samego Night – tym razem miłe rozczarowanie względem jego ojczystej marki, bo zapach rozkochał mnie w sobie od pierwszego niucha… Eternity Night to przykład, że nawet w zatwardziałej mekce mainstreamu za jaką uważam Calvin Kleina może powstać zapach nietuzinkowy, szykowny i zniewalająco przyjemny… od jakiegoś czasu CK pnie się w górę, sygnując coraz to ciekawsze i wyłamujące się z kanonu mierności kompozycje, więc jest powód do radości…

Bvlgari Man In Black

Bvlgari Man In Black – pojawienie się tego drzewno, kadzidlano balsamicznego słodziaka, jest całkiem wdzięcznym ukoronowaniem całej serii Man od Bvlgari… wprawdzie zapach przełomem nie jest, ale jest wysmakowany, subtelny i diabelnie przyjemny bukiet pozwala z łatwością zapomnieć o jego licznej konkurencji…

Calvin Klein Euphoria Gold Men

Calvin Klein Euphoria Gold Men – kolejna wyśmienita premiera od CK (normalnie nie poznaję marki)… wpierw CK One Shock, potem Dark Obsession i Encounter Fresh, a teraz Eternity Night i Euphoria Gold… wprawdzie zapach niewiele ma wspólnego z samą Euphorią (męską), ale przepięknie i zgrabnie łączy w sobie bogactwo i rozmach orientu, z ponadczasowym szykiem i parametrami klasycznego europejskiego perfumiarstwa…

Dior Homme Parfum

Dior Homme Parfum – może i jest to perfidne odcinanie kuponów od sukcesu jednej z wiodących linii w portfolio Diora, ale jakże wdzięczne i pociągające… nieodmiennie szykowny, zjawiskowy, ciepły i wciąż w duchu klasyka Homme, więc jest komu z dumą nosić rodowe nazwisko… obok Fahrenheita Le Parfum, przykład iż w pędzie za pieniądzem, Dior nie zapomniał jak się robi perfumy…

Cartier Declaration L’Eau

Cartier Declaration L’Eau – lżejsza, nowocześniejsza, a co za tym idzie, przystępniejsza dla nosów współczesnych mężczyzn odsłona kultowego Declaration… tym perfumom już nie można zarzucić że są spocone, zbyt esencjonalne i nazbyt klasyczne – bo L’Eau to kwintesencja Declaration w odświeżonej, przyjaznej upałom i wciąż wierna brzmieniu swego wielkiego protoplasty…

Olfactive Studio Ombre Indigo

Olfactive Studio Ombre Indigo – drugi z czterech niszowych zapachów w tym zestawieniu, ale zapewniam, że kolejność nominacji jest czysto przypadkowa… zadurzyłem się w niekonwencjonalnym, głębokim, miękkim i zniewalającym bukiecie tych perfum od pierwszego niucha… pomimo iż bajecznie łatwy i przyjemny w odbiorze, pachnie przy tym jak rasowa, wyrafinowana i absolutnie niebanalna nisza – dosłownie spowijając nosiciela swym gęstym szalem, z ambry i ambrette

Kilian Sacred Wood

Kilian Sacred Wood – jedna z najpiękniejszych i najbardziej rozkosznych dla nosa inscenizacji z sandałowcem w roli głównej… w zalewie wszechobecnej oudomanii, jest to prawdziwe objawienie i zarazem wytchnienie, wynoszące to szlachetnie i ostatnio nieco zapomniane drewno, na wyżyny perfumeryjnego artyzmu… Sacred Wood to pachnidło zachwycające i olśniewające swym ujęciem sandałowca

Kenzo Homme Night

Kenzo Homme Night – zaskakujący powiew świeżości na mainstreamowym podwórku i jeden z nielicznych zapachów w pełni zasługujących na jakże licznie profanowany i niemiłosiernie naciągany podtytuł – night… ni to orchideowy, ni to figowy, za to absolutnie niebanalny i intrygujący, czyli taki jakie powinno być pachnidło sygnowane na wieczór…

Piotr Czarnecki Sensei She

Piotr Czarnecki Sensei She – wprawdzie Sensei Piotra Czarneckiego mile połechtał me nozdrza, ale to Sensei She doprowadził mnie do przewracania gałkami ocznymi z zachwytu… w otwarciu powitała mnie tak piękna, soczysta, zmysłowa i sugestywna śliwka – iż wpierw dostałem ślinotoku, a później chciałem ugryźć się w rękę… bez wątpienia Sensei to nader ciekawa kompozycja, ale śmiem twierdzić, że gdyby Piotr wystawił do walki wersję She, miałby zwycięstwo w kieszeni…

Loewe 7 Sport

Loewe 7 Sport – jeden z nielicznych przykładów pachnidła będącego naprawdę dobrym sportowcem i wciąż nawiązującego do wątku przewodniego swego niebanalnego protoplasty… klasyczna siódemka jest piękna, ale jej lżejsza odsłona to prawdziwy champion, wśród zapachów usportowionych

 

w kategorii: olfaktoryczne odkrycie roku

Paul Smith Man – o ile dwójka, niechronologicznie poznana jako pierwsza sromotnie mnie zawiodła, to pierwszy Man od Smitha z nawiązką zmył niemiłe wspomnienia po dwójce… jeśli lubicie pachnidła będące hybrydą Diora Homme i Fahrenheita Absolute, będziecie tymi niepozornymi i mało znanymi perfumami wprost zachwyceni… szczególnie iż cenowo wypadają znacznie korzystniej od CD

Paul Smith Man

Comme des Garcons Black – gdy powąchałem te perfumy po raz pierwszy, chciałem autentycznie ukraść odlewkę, z której je sobie zaaplikowałem… pieprz i kadzidło, w zniewalającym i jakże charakterystycznym dla CdG przybraniu… jeśli jakaś marka opanowała jego serwowanie do perfekcji – to jest nią właśnie CdG, acz z pewnymi nielicznymi wyjątkami…

Abercrombie & Fitch Fierce Cologne

Abercrombie & Fitch Fierce Cologne – pomimo iż za marką nie przepadam, osobiście uważam Fierce za jeden z najlepszych męskich zapachów, jaki kiedykolwiek powstał… jego swoiste niezdefiniowanie, pociągająca enigmatyczność i bezprecedensowy urok jaki roztacza wokół nosiciela, dosłownie rozbraja… mało które perfumy, włączając w to głównego maga – czyli ISO E Super w swej czystej postaci, potrafią miotać tak potężnymi czarami…

Emanuel Ungaro Ungaro Man

Emanuel Ungaro Ungaro Man – taniutka, mało znana i bardzo niedoceniona odsłona ISO E Super, a potrafiąca dosłownie spacyfikować aurą, którą roztacza wokół nosiciela… a do tego emanuje subtelnym i równie magnetycznym co Beckham Homme drzewnym minimalizmem, więc jest na czym zawiesić nos…

Laura Biagiotti Essenza di Roma Uomo

Laura Biagiotti Essenza di Roma Uomo – zniewalające perfumy i błogostan dla nozdrzy w czystej postaci… najbardziej wyrafinowany włoski styl i niewymuszona, pełna polotu elegancja w jednym flakonie… można polemizować z jakością włoskiej myśli mechanicznej, ale jeśli chodzi o sygnowanie zniewalająco uwodzicielskich perfum i projektowanie pięknych nadwozi – włosi nie mają sobie równych i basta!…

Laura Biagiotti Roma Uomo

Laura Biagiotti Roma Uomo – kultowy męski zapach o tak zniewalającej fizjonomii, że zachwycanie się jego urodą, powinno być oficjalnie wciągnięte na listę dyscyplin olimpijskich… ciepły, finezyjny, otulający i przy tym wciąż męski, dosłownie poraża swą stonowaną urodą, stanowiąc dowód iż do stworzenia kwintesencji uwodzicielskich i wciąż rasowo męskich perfum – nie trzeba głośności i projekcji wyrażonej obwodem bicepsu Pudziana, u szczytu formy…

Montale Blue Amber

Montale Blue Amber – przepiękna, ciepła, upojna, zamaszysta i obfita ambra – wyrażona w kilku smakach… jeśli kochacie ambrę i te klimaty, a chcecie zakosztować jej kilku odsłon jednocześnie – polecam Wam jeden flakonik, tych właśnie perfum… ponadto tłem dla zwykle upychanej w akordzie schyłkowym ambry, są tematy muzyczne kompozycji uważanych za creme de la creme perfumiarstwa niszowego…

Hermes Un Jardin Apres La Mousson

Hermes Un Jardin Apres La Mousson – pewnie zaraz usłyszę protesty, ale w moim odczuciu to najpiękniejszy, najbardziej wdzięczny i dosłownie porażający sugestywnością ogródek Hermesa… jeśli kiedykolwiek mieliście obiekcje co do geniuszu Jeana Claudea Elleny, to psiknijcie sobie tymi perfumami na skórę, zamknijcie oczy i spróbujcie wyrazić słowami ten porażający wiernością spektakl, przedstawiający najprawdziwszą scenerię po burzy…

Comme des Garcons Ouarzazate

Comme des Garcons Ouarzazate – tak wiem, rychło i szybko niczym przeprosiny papieża za świętą inkwizycję, ale lepiej późno niż wcale… jeśli jakakolwiek marka szczególnie ukochała i upatrzyła sobie olibanum, jako wątek przewodni wielu swoich kompozycji, to jest nią CdG… a przy tym doprowadzili sztukę jego objawiania do perfekcji, więc trudno się dziwić, iż dedykowana kadzidłu seria Incense 3, wciąż nieodmiennie zachwyca… zapiszcie sobie niewymawialną nazwę tych perfum na przedramieniu, bo naprawdę warto…

Rasasi Jaish

Rasasi Jaish – oto przykład iż da się przedstawić, upojną wzniosłość i pełne rozmachu bogactwo orientu, bez udziału modnego i oklepanego jak Kevin na święta w Polsacie, oudu… oto przepiękny i rasowo orientalny miks sandałowca, róży i paczuli, którego uroda i parametry dorównują w tym przypadku samemu królowi monumentalnego przepychu, Amouage

Etat Libre D’orange Eau de Protection

Etat Libre D’orange Eau de Protection – jeszcze nie zdążyłem wrzucić recenzji tych perfum, bo trudno mi przelać na e-papier, ich zniewalające piękno… ELDO ma wiele wspaniałych i niebanalnych zapachów w ofercie, ale uroda tych po prostu onieśmiela… dotąd mą ulubioną różą była ta z Rose Anonyme od Olfactive Studio, ale właśnie została zdetronizowana przez niepozorny kwiat z Eau de Protection

 

w kategorii: żenada roku

Trussardi A Way for Him

Trussardi A Way for Him i Carolina Herrera 212 Surf – nie bardzo jest nad czym się rozpisywać, po prostu radzę Wam omijać te gnioty szerokim kołem… gdyby powyższe zapachy były jedzeniem, prawdopodobnie byłaby to wysoce przetworzona padlina, nafaszerowana MOM’em, chemią, soją, wypełniaczami i wodą (zawartość mięsa około 20%)  – którą ktoś bezczelnie nazwał szynką i rzucił na półkę dyskontu, w promocyjnej cenie 4,99 za kilo… to przykre, że producenci wciąż traktują nabywców jak owce – próbując nam wciskać tak sromotnie przepłaconą miernotę…

Carolina Herrera 212 Surf

 

w kategorii: upadek roku

L’Homme Ideal Guerlain

L’Homme Ideal Guerlain – pewnie zaraz usłyszę, że wcale nie jest taki zły, a na dodatek świetnie się sprzedaje (w to akurat nie wątpię), ale do kaduka, to w końcu Guerlain!… owszem gdyby zapach wyszedł z pod ręki innego brandu, pewnie byłbym mniej surowy, ale ponieważ pod Ideal podpisało się Guerlain, przejście obojętnie obok tej ultra komercyjnej fuszerki, nie wchodzi w rachubę… od marek ikon, legend i ostoi najwyższych lotów perfumiarstwa zwykłem oczekiwać pewnego poziomu – którego zaniżenie postrzegam jedynie w kategoriach upadku, zaprzedania się własnym ideałom (na których straży dotąd marka stała) i co najgorsze, kpienia w żywe oczy z własnej klienteli… quo vadis Guerlain, czyżby przymiarka do wyścigu z YSL, Gucci i innymi o palmę pierwszeństwa w byciu ikoną mainstreamu?…

 

w kategorii: bezkompromisowość ponad wszystko

Serge Lutens Laine de VerreSerge Lutens Laine de Verre – obok ultra niszowych serii L’Eau i Serge Noir, kolejny zapach którym Lutens udowadnia iż nie boi się brzmień trudnych, nonkonformistycznych i awangardowych… tam gdzie inni odchodzą od brzmień trudnych i wymagających, kosztem łatwej do sprzedania prostoty – Serge Lutens prezentuje nam kolejny aldehydowy koszmarek… oczywiście umownie, bo Wełna Szklana to prawdziwa gratka dla odważnych indywidualistów, rozmiłowanych w rasowej i niekonformistycznej niszy…

Profumum Roma Acqua di Sale

Profumum Roma Acqua di Sale – za wykreowanie jednego z najbardziej porywających, wiernych, dosłownie porażającej sugestywnością scenerii, jaką miałem okazję zakosztować w perfumiarstwie… Acgua di Sale to nie jest zapach, to najprawdziwsza, zamknięta we flakonie sceneria, moment, obraz i przebłysk, który niczym stop klatka ze spaceru po plaży podczas odpływu – żywcem zamknięto we flakonie z perfumami…

 

w kategorii: upierdliwie wzorcowa zachowawczość

Lacoste Live

Lacoste Live i Boss Unlimited – no cóż, bytność w tej kategorii szczególnym powodem do dumy nie jest – ale by stworzyć zachowawczy, koniunkturalny, do znudzenia poprawny politycznie oraz nijaki i pozbawiony wyrazu zapach, trzeba tego bardzo chcieć… wprawdzie gniotami nie są ale, czuć że powstały dla zysku, a takie najłatwiej sprzedać… daleko im do zapachów, które można polecić konkretnej osobie, gdyż skrojono je tak by niczym się nie wyróżniały i podobały wszystkim jak leci… brak im polotu i cech indywidualnych, co sprawia iż trudno je zapamiętać – chociaż dla pewnych jest to zaleta…

Boss Unlimited

 

w kategorii: potentat w odcinaniu kuponów

Yves Saint Laurent L’Homme Parfum Intense

Yves Saint Laurent L’Homme Parfum Intense (wraz z licznymi krewnymi) – kilka lat temu YSL wylansował bez jajeczne ciepłe kluchy zwane L’Homme i pod pretekstem kosmetycznych zmian, rok w rok poszerza asortyment tych nudnych i beznamiętnych perfum – choć nie wątpię że zarabiają na nich fortunę… recepta jest prosta, bierze się zunifikowany dla całej rodziny (dla lepszej rozpoznawalności) flakon, napełnia nieznacznie zmodyfikowanym szlagierem (słodziakiem, który podoba się wszystkim) a na koniec dodaje kolejny przyimek za owym L’Homme i gotowe… a że wszystkie pachną tak samo i wystarczy poznać jeden by zaznajomić się z resztą – who cares, grunt że kasa od złapanych na logo YSL płynie szerokim strumieniem…

Jean Paul Gaultier Le Male

Jean Paul Gaultier Le Male (cała rodzina licząca około 1289 wariacji) – to mój niekwestionowany faworyt i żywy dowód, że nie trzeba się nazywać Porsche, by rok w rok prezentować ten sam samochód (po dostrzegalnych jedynie pod mikroskopijnych modyfikacjach) i w nieskończoność odcinać kupony od sukcesu komercyjnego, jednych jedynych perfum… tylko w tym roku doczekaliśmy się Le Male w wersji Le Beau Male 2014*, Le Male Limited Edition 2014* i Le Male Summer 2014*, gdzie gwiazdka (*) oznacza iż były wcześniejsze i niestety będą kolejne… wprawdzie nie pałam miłością do Le Male, ale nie zmienia to faktu iż taka polityka to przejaw ignorancji, braku inwencji, perfidne odcinanie kuponów i skrajne pójście na łatwiznę*…

*niepotrzebne skreślić

Reklamy

Responses

  1. A z damskiej linii, które pachnidło uznałbyś za najlepsze, jeśli chodzi o kończący się rok 2014? Tak po prostu – jestem ciekawa Twojej opinii 🙂

    • trudno powiedzieć, bo damskimi zapachami w ogóle się nie zajmuję 🙂 ale powiem, że nowy Gucci Oud, Cavali Gold, Armani Si i Cartier Panthere bardzo mi się podobają 🙂

  2. Bardzo ciekawe i miejscami zaskakujące podsumowanie (np. CK Eterninty Night… czekam na recenzję, zapach różnie przyjmowany). Dzięki za to, zwróciłeś moją uwagę na zapachy, na zapachy które na to zasługują. Fajnie by było jak by kliknięcie na dany zapach (np. na nazwę) odsyłało do recenzji, ale to szczegół. Z propozycji na 2015 do przetestowania proponuję coś co mniemam Cię zainteresuj:, otóż firma z ambicjami (Espionage, Architect, Sir Averbury) + zapach na bazie wetiwery + Nathalie Lorson = Oriflame Giordani Man Notte http://www.fragrantica.com/perfume/Oriflame/Giordani-Man-Notte-28162.html . To może być coś (niezły hit albo niezły kit, w każdym razie zapowiada się interesująco).

    • dziękuję, a co do linków, to owszem mógłbym zrobić przekierowania, ale w sumie mam na tyle dobrze zorganizowany wykaz recenzji, że odnalezienie poszczególnych tekstów nie powinno nastręczać problemów. Niestety nie mam dojścia do nikogo z Oriflame, więc ze zdobyciem próbek może być ciężko, pozdrawiam 🙂

  3. Uwielbiam Oud i wszystko co się z nim wiąże, kościoły, drewno palone, hrhr!!!!!! ten A-Men musi być bajeczny!

    • owszem jest ciekawy, ale może Ci się wydawać nazbyt grzeczny i słodki, jak przystało na Muglera

  4. Gentelman only na + ???
    Strasznie przecietny i parametry slabe – trwalosc na 30min

    • doprawdy pół godzinki i koniec? a przysięgłym że u mnie wytrzymał znaaaaaaaacznie dłużej 😉

  5. Są tu pewne bardzo smaczne kąski..

    • owszem i to nie jeden 🙂

  6. Dior zdecydowanie wygrywa w tym roku udowadniając że jako nie liczna obecna marka potrafi trzymać klasę i poziom. Dior Fahrenheit Parfum okazał się zapachem bardzo dojrzałym i z klasą. Nie ma się co dziwić że jest to EDP zważając na jego świetne parametry. Natomiast Dior homme Perfum jest zapachem innym niż wszelkie inne nowości. Mi się kojarzy z zapachem palonego drewna. Zaskoczył mnie również parametrami ponieważ trzyma się na mojej skórze nawet ponad 12 godzin.

    • nie chcę wskazywać jednej marki, bo skrzywdziłbym tym inne, ale mimo wszystko cieszę się że poprzedni rok był tak udany w inspirujące i ciekawe nowości, zwłaszcza na poletku świeżaków…

  7. Ekhm… Dla mnie, Kenzo Homme Night i Givenchy Gentlemen Only Intense można śmiało wrzucić do jednego wora podpisanego „porażka 2014 r”. Taki Guerlain L’Homme Ideal bije obydwa na głowę – kompozycją, parametrami i – niech będzie, choć nie lubię tego słowa – wyrafinowaniem. I nie, on wcale nie jest porażką Guerlain.
    PS nie umieściłeś np. Bleu de Chanel EDP – rozumiem, że nie ma o czym pisać 😀

    • Guerlain L’Homme Ideal Wyrafinowany ? Dobra kompozycja ? No cóż kwestia gustu ale moim zdaniem to jest porażka tego roku 😉

      • no cóż mogę dodać 🙂

    • Marcinie, mógłbym napisać kwestia gustu, ale długo się zastanawiałem nad tytułami do niniejszego wpisu i moje własne preferencje miały tu marginalne znaczenie. Skupiam się na całości kompozycji i różnych związanych z nią aspektach, zaś co do Bleu EdP, to po prostu jeszcze go nie znam… 🙂

  8. Witaj. Dawnoi nie pisałam, chociaż czytałam. dziękuję za takie podsumowanie roku szczególnie ze względu na mojego T. Nie jest zupełnie zainteresowany czytaniem o perfumach i przez moje zafiksowanie na ich punkcie, wręcz (pewnie dla równowagi w rodzinie;-)) przyjął metode „”w tył zwrot i w nogi”. Ale skoro ja się zamknęłam i przestałam namawiać do poznania tego, czy tamtego. A na półeczce zaczyna ziać pustką ( a wedle życzenia Św.Mikołaj omininął temat olfaktorycznych rozkoszy). Z przyjemnością mogłam mojemu T pokazać Twój wpis /podsumowanie roku, które może stać się przyjemną podróżą przed wyjściem do perfumerii i szukaniem na oślep, lub słuchaniem (znowu gada o perfumach!!!) mnie ;-))
    Pozdrawiam Piracie!

    • he he dziękuję i cała przyjemność po mojej stronie. Mężczyźni mają różne pasje i zainteresowania i oczywiście nie wszyscy chcą czytać o kosmetykach, co wielu z nich kojarzy się niemęsko, ale dobrze że mają żony które dbają by dobrze pachnieli 🙂 a jeszcze lepiej gdy żony nie kierują się gustem koleżanek i doradztwem konsultantek w perfumeriach sieciowych, bo tam zwykle doradztwo ogranicza się do tego co najłatwiej sprzedać 🙂 daj znać jak tam łowy w perfumeriach i czy znalazł coś dla siebie :), również pozdrawiam gorąco i do następnego przeczytania 🙂

      • Szybko to nie nastąpi, bo tym razem czekam na WYRAŹNY sygnał, że teraz chce cos kupić. Koniec z nadgorliwością ;-))
        Ale dam znać.

        • zwłaszcza, że z czasem się wyrabia i staje się bardziej wymagający oraz powściągliwy 😉 nim sam osiągnąłem ten poziom – kupowałem wszystko co mi się spodobało jak leci i w krótkim czasie dorobiłem się 60 flakonów 🙂

          • u mnie to raczej bunt na moje sfiksowanie i nabywanie i gadanie ( to ostatnie przestałam już robić, zamęczyłam rodzinę ;-))
            Poza tym On MA swój gust od dawna. Kupuje np. dla ,mnie nowe zapachy, bo ma takie widzimisię. Nie da się zdominować :-))
            Może by się dał namówić na Bvlgari Man In Black…Podobają mi się 🙂

          • to tylko się cieszyć, podlewać i pielęgnować 🙂
            p.s. zrób mu prezent i wręcz flakonik, z wzrokiem kota ze Shreka 😀

  9. No właśnie i na kilka mam niemałą chrapkę a jak na złość nie ma ich w okolicy…wrrr 🙂

    • podpowiem, że raptem centymetr obok na mapie leżą Katowice 🙂

  10. Co do Bleu EdP – nie ma czego poznawać… Lepiej wąchnij Allure Edition Blanche EdP – ten jest bardzo dobry wg mnie.

    • mówisz? czemu nie jestem zdziwiony, wszakże klasyczne Bleu też jest w moim odczuciu bardzo słabe i nieznośnie komercyjne… co do Allure, dzięki za rekomendację, będę pamiętał

  11. Piracie, gdzie można przetestować Ungaro Man? Sefora i Dagla już wiem ,że nie mają go w ofercie..

    • 40zl za 90ml jest w e-. Chyba nie ma co testować trzeba brać w tej cenie 🙂

    • W sieciówkach nie uświadczysz, zostają tylko sklepy online i to nie wszystkie, bo zapach jest mało znany, podobnie jak marka Ungaro.

  12. Tam też podbijam w takich celach ale właśnie tego na co mam największe smaki akurat nie mają, bynajmniej jak byłem ostatnio to nie było…
    Idę pisać maila 😉

  13. Bleu EDT jest moim zdaniem lepsze np. od obecnego Antaeusa (pod względem parametrów bije go na głowę). Smutne ale prawdziwe…

    • z tej dwójki Antaeus, choć wykastrowany, wciąż ma jakieś jaja 🙂

  14. Owszem, jest bardziej męski. Ale niezbyt wyrazista ta męskość. Bleu – jest męski w nowoczesny sposób…

    • he he, męski w nowoczesny sposób? mi współczesna męskość kojarzy się z wychudzonym młodzieńcem z zapadniętą klatka, odzianym w obcisłe rurki, apaszką i torebunią do kompletu 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: