Napisane przez: pirath | 7 stycznia 2015

trzy nałogi wg Kiliana – tytoń, czyli Light my Fire…


Witam Was po noworocznej przerwie i jako, że wielu z nas ślubowało w sylwestrową noc zerwanie z jakimś nałogiem – chciałbym niniejszym wpisem nawiązać do tematu używek i nałogów oraz powinszować podjęcia kolejnej próby tym z Was, którym podobnie jak mi, znów się nie udało 🙂

Kilian Addictive State of Mind

Dekanty z serią Addictive State of Mind, kurzyły się w mojej szufladzie bardzo długo, ale i niespecjalnie mnie ku nim ciągnęło. Tym niemniej doceniam oryginalny pomysł i swoistą awangardowość konceptu, będącego jak najbardziej domeną niszy i marki Kilian. Zastanawiałem się w jakiż sposób można opowiedzieć o trzech, może nie do końca wyniszczających nałogach, aby przedstawić je w pozytywnym i przyjemnym, zwłaszcza dla nosa świetle. Z drugiej strony picie kawy to dość łagodny, przyjemny i niespecjalnie upierdliwy dla otoczenia proceder. Nałóg to zbyt mocne słowo, to raczej używka, bo uzależnić się można od skubania słonecznika, picia coli, jedzenia fast foodów, a nawet seksu – wszystko jest dla ludzi, a kluczem do zachowania status quo, jest podobnie co w przypadku ciężkich i inwazyjnych perfum – umiar. Zapach kawy jest ingrediencją tak przyjemną, że nie od dziś gości w kompozycjach wielu perfum, ze szczególnym naciskiem na Givenchy i Muglera.

Kilian Hennessy

Mi osobiście nałogi nie kojarzą się z woniami przyjemnymi. Od alkoholika, palacza i narkomana zwykle nie pachnie fiołkami, owszem zapach kawy wprost uwielbiam – ale czując maryśkę, zbiera mi się na mdłości. Inna sprawa, to (jak na ironię) wymowna nieobecność głównego i najpowszechniejszego nałogu, jaką jest alkoholizm. No ale głupio tak zanieczyścić własne gniazdo i robić samemu sobie pijarowe kuku, gdy na nazwisko ma się Hennessy (tak, ten od gorzały). Mam Kilianowi trochę za złe, że porwał się na tak interesujący wątek, a przemilczał nałóg, który rok w rok i w majestacie prawa – pomaga wykończyć się milionom ludzi, zamieniając przy tym życie ich najbliższych w piekło. A przecież w perfumiarstwie nie stroni się od woni alkoholi, zarówno kolorowych jak i wódki – czego dał przykład, sygnując swym nazwiskiem Vodka on the Rocks.

Light my Fire by Kilian

I chyba tylko ostatnia reklama pewnej sieci RTV, zawierająca zmodyfikowany, acz wpadający w ucho refren – zebrała więcej ofiar śmiertelnych w postaci telewidzów, którzy koniec końców, zdecydowali się wyskoczyć przez okno. Na obronę znanej wokalistki, a na której nieszczęśliwie skupił się cały hejt – dodam, że to nie ona zdecydowała o upierdliwej częstotliwości emisji spotu. Więc jeśli chcecie się zemścić, polecam bardzo skuteczną metodę naszych zachodnich sąsiadów – bojkocik, czyli omijanie szerokim łukiem sklepów sprawcy zamieszania i refluksu u większości telewidzów. Kończąc ten przydługi noworoczny wstępniak, zapraszam Was do lektury recenzji pierwszego zapachu z serii Addictive State of Mind by Kilian. Dziś tytoń, a w następnych wpisach będziemy pobudzać się kawą i rozluźniać marihuaną

tobacco

tytoń, czyli Light my Fire…

Tak z powodzeniem mógłby pachnieć każdy palacz. Zapach jest skórzasty, miękki, dymny, obły, balsamiczny i wyraźnie koniakowy, słowem utrzymany w konwencji starego klubu dla gentlemanów – jaki znajdziemy w bogatych, szlachetnych i bardzo retro kompozycjach od Jovoy. Light my Fire zaczyna się z wyczuwalną nutką alkoholowo tytoniową, choć nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że czuję także stary skórzany fotel, z wspomnianego klubu dla nobliwych gentlemanów. Jego wiekowe, skórzane obicie przesiąkło zarówno wonią cygar, markowych koniaków i innych szlachetnych trunków – rozlanych niechcący podczas lektury popołudniowego wydania Times’a, donoszącego o załamaniu się rynku bawełny.

klub

O ile w początkowej fazie trudno określić, czy wdychamy przesycony wonią tytoniu, skórzany mebel – czy też tytoń przesiąknięty zapachem skórzanego obicia mebli. O ile z początku prym wiedzie skropiony szlachetnym trunkiem tytoń, to w fazie dojrzałej, zdecydowanie dominuje skóra. Ale nie zwierzęca i surowa, a szlachetna, dobrze sprawiona, pachnąca markowym alkoholem i tytoniem – wreszcie lekko słodka, nieco wytrawna i bardzo elegancka. To te same klimaty co Cuir Ottoman Parfum d’Empire i wspomniany Jovoy Les Jeux Sont Faits i Private Label oraz Frapin 1270 – zresztą autorką tego ostatniego, również jest Sidonie Lancesseur. Light my Fire to niesamowicie finezyjny, złożony, szlachetny i bardzo Kilianowy zapach. Jednym słowem, porażająco piękny zapach, acz raczej dla koneserów oldskulowych klimatów skórzano tytoniowych. Uwielbiam Tobacco Vanille Toma Forda, ale przy finezyjnej i rozłożystej głębi Light my FireTobacco wypada po prostu trywialne i siermiężne.

Light my Fire reklama

Stylistycznie LmF pięknie się komponuje, zarówno z Apple Brandy, jak i labdanowo owocowym (apetyczny susz owocowy rodem z Aziyade) Straight to Heaven. To cudownie zaaranżowana kwintesencja retro niszy, skąpana w wysublimowanych miękkościach balsamicznych żywic (stawiam na ambrę i benzoes), dopełnioną ciepłem szlachetnego trunku, który ociepla bukiet, niczym ciepło rozchodzące się po wnętrznościach, po jego spożyciu. Wprawdzie nie jest tak ostry i przejmujący jak w Fumidusie, ale fani przydymionego bukietu whisky – leżakowanych w opalanych żywym ogniem beczkach, w lot wychwycą ten specyficzny, jakże wyrafinowany smaczek. Do tego jest oszałamiająco tytoniowy, a przynajmniej w trakcie kilku pierwszych kwadransów, gdy wyraźna woń suszu z tytoniowych liści, chwyta zachłannie wilgoć bijącą od rozgrzewającego trunku, a całość pławi się w słodkiej jak miód, skórze.

koniak, tytoń i fajka

Niesamowite pachnidło, po prostu olśniewające bogactwem i zarazem finezją, z jaką skorelowano jakże dojrzały i majestatyczny bukiet, tych arcy szlachetnych perfum. Oto goszczę na skórze i dosłownie odurzam się pełną rozmachu głębią, którą równie spektakularnie ukazał mi rok temu Jovoy. Light my Fire to ten sam kaliber i nobliwość, o równie imponujących parametrach i wysoce adekwatnej do prezentowanych parametrów cenie. Zdrewniała vetivera wpleciona pomiędzy liście tytoniu, przydaje im niesamowitej – wręcz monumentalnej głębi, porównywalnej z brzmieniem Encre Noire od Lalique. Wyobraźcie sobie mieszankę tytoniu, paczuli i vetivery, unurzaną w miodzie i koniaku oraz dopełnioną skórą, zmiękczoną słodyczą waniliowej tonki. Spektakularność tego połączenia porusza i w prostej linii wiedzie do przewracania gałami z zachwytu. Gorycz i wytrawność tytoniu, miesza się ze szlachetnością wiekowego trunku, a których ostrość łagodzi balsamiczna, jowialna i diabelnie przyjemna słodycz.

Light my Fire Kilian

Po kilku godzinach od aplikacji, tytoń stopniowo zanika, a raczej tonie w upojnej koniakowo skórzanej kąpieli, gorącej, wilgotnej i przyjemnej niczym oddech na skórze – ewoluującej w stronę delikatnej, balsamicznej słodyczy. Fazę tą poprzedza brzmienie podobne do arcy pociągającego Ombre Indigo od Olfactive Studio, więc wyobraźcie sobie tę złożoność i różnorodność smaczków i detali, składających się na brzmienie tych perfum. Nazajutrz rano i jeszcze kilka godzin później, czułem na skórze delikatny, uwodzicielski film – utkany z subtelnej wanilii i balsamicznych, miękkich żywic oraz ambrette (choć możliwe iż to resztka heliotropu). Ten delikatny, lekko słodki, szlachetny i niesamowicie pociągający finisz to godne zwieńczenie pełnego rozmachu i bogactwa serca, tych jakże szlachetnych, upojnych i diabelnie przyjemnych perfum. Jestem zachwycony i coś czuję, że jako miłośnik klimatów skórzano balsamicznych, osuszę ten dekant z dziką rozkoszą.Light my Fire EdP

rok powstania: 2014

nos: Sidonie Lancesseur

projekcja: bardzo dobra

trwałość: doskonała

Głowa: liście tabaki,
Serce: kmin, siano, paczula, wetiwer, miód,
Baza: wanilia, heliotrop, bób tonka, brzoza,

Reklamy

Responses

  1. No no, szybko się poddałeś… 😉
    Mam nadzieję że nie uważasz wytrawnego palacza Ganji za ćpunka – toż to cudnej urody aromat, ten żywiczny tóż przed zerwaniem jak i palony dymny, słodkawy z szeroką paletą brzmień ( mówię o naturce, bez nowoczesnych i modnych ryjących beret domieszek)

    Wprawdzie nie popieram tytoniowej frajdy ale skusiłem się twoim pełnym fascynacji opisem…Mniam. Idę pić kawę 🙂

    • do palenia trawy mam bardzo ambiwalentny stosunek, a jej zapachu wprost nie znoszę.

  2. Ja uwielbiam zapach dobrego tytoniu. Swego czasu fajka i cygaro były moimi nieodłącznymi towarzyszami. Black&Mild – to był aromat, aż go nie popsuli i nie zmienili mu nazwy. Chętnie bym poznał Kiliana, ale chyba jednak kupię samochód 😛

    • Edit: znalazłem sklep gdzie można kupić próbkę za kilkanaście złotych. Więc jednak będzie samochód i Kilian, choć przez chwilę 🙂

      • mimo wszystko Kilian wychodzi taniej niż samochód 🙂

    • he he, zawsze możesz szarpnąć się na próbkę, bo kto wie, może zmienisz kolejność priorytetów 🙂

      • Samochód do max 12tyś, byłoby na 13 flaszek 😉
        Ale za to ile bym miał puzderełek na przeróżne pierdoły.
        Pudełko z mosiężnym wiekiem, a w środku: śrubki, nakrętki, gwoździe… 😛
        Próbki już do mnie jadą, wszystkie trzy wersje 🙂

        • można i tak, choć pewnie ostatnie flakony uległyby zepsuciu 🙂

  3. Zapach fenomenalny. Jeszcze nie na tyle by wyrzucić z szafki Diora homme intense czy Romę. Ale jeden z tych od których nos odrywam tylko na zresetowanie, po utraconej przesytem bodźców zapachowych, percepcji, by za moment przykleić go doń ponownie 🙂
    Odnajduje tu zapach fajki świeżo nabitej znakomitej jakości tytoniem , ale jeszcze przed jej odpaleniem. Jak by dołożyć trochę dymu byłbym już w niebie. Dodałoby to trochę pikantności kompozycji. Ale tak jak jest i tak mi się bardzo podoba. Pozostałe z trójki kompozycje nie przypadły mi do gustu, ale jak kiedyś dostaje sowitą premię to nad tytoniowcem się pochyłe 🙂

    • jest rzeczywiście prześliczny. z mojej strony big szacun dla Kiliana za sygnowanie tak wyrafinowanych brzmień… a mógł się rzucić na tonkę albo oud i trzepać kasę 🙂 p.s. Apple Brandy też jest prześliczny, szkoda tylko że te perfumy są zbyt drogie na spontaniczny zakup, ale z drugiej strony jest to nisza warta swojej ceny.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: