Napisane przez: pirath | 16 lutego 2015

Azzaro – Aqua Verde, czyli coś bardzo, ale to bardzo Azzaro…


Jeśli już się Wam ulewa na dźwięk nazwy Chrome, ale uwielbiacie pacyfikować otoczenie jego bukietem – to mam dla Was interesującą alternatywę. Interesującą bo mało znaną i tanią, choć zapewniam, że w nieodpowiedzialnych rękach, ekstremalnie groźną. Dla miłośników surowych i purystycznych aranżacji w stylu ChromeAqua Verde to spełnienie marzeń, kipiące wściekle ozonową świeżością i ultra wytrawną mieszaniną ziół i przypraw. Jednocześnie zapach jest tak bardzo, bardzo, bardzo Azzaro, że aż mi się podnosi… do czego piję? Ano każda szanująca się marka, dąży do ustanowienia swoistego sznytu… niepowtarzalnego i na tyle charakterystycznego, że wąchając od razu wiadomo co to jest, nawet gdy nie widać flakonu z logo producenta. Sztuka ta udała się Hermesowi (słynne Ellenowe cytrusy), Muglerowi (specyficzne połączenie kawy, czekolady i paczuli), Loewe (ostre goździki), Bugatti (wysoce nośna, wylewna i upojna tonka), JPG (tonka a’la Le Male), Pradzie (purystyczne mydliny), Lempickiej (jowialny anyż + lukrecja), Versace (drapieżna tonka, z równie nośną lawendą), Laurze Biagiotti (kaszmirowo żywiczne drewna) i między innymi Azzaro (agresywna, purystyczno ozonowa wytrawność) – choć tym razem powodów do dumy nie mają, gdyż wyszło siermiężnie i wtórnie jak diabli.

Azzaro – Aqua Verde

Początkowo pachnie naprawdę przyjemnie, bo otwarciu towarzyszy łagodna i soczysta słodycz owocu, ale po kwadransie od aplikacji czar pryska i zapach robi się naprawdę nieznośny. Emanuje tak potężną, sowicie podszytą muszkatem i dosłownie skrzących się od metalicznych drobin ziół, że aż głowa boli. Pozwólcie, że wytłumaczę to bardziej obrazowo… W grudniu ubiegłego roku, zostałem wezwany służbowo do Warszawy. Jakieś szkolenie, połączone z podsumowaniem roku – czyli klasyczny korporacyjny Amway (owacje, oklaski i jesteście zwycięzcami, itp). Zakwaterowali mnie z kolegą, który postanowił wyskoczyć późnym wieczorem na miasto. Rozbierało mnie wtedy przeziębienie, więc postanowiłem zostać w pokoju. Kolega używa Azzaro Chrome i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że używa go od lat i co za tym idzie, okrutnie go nadużywa. Znieczulica nabyta używaniem od lat jednych perfum zrobiła swoje i teraz zadaje szyku, strzelając atomizerem po kilkanaście razy i jeszcze parę razy na ubranie. Wprawdzie wychodząc z pokoju, litościwie zamknął drzwi od łazienki, ale mimo wszystko myślałem że się tam uduszę. Po kilku kwadransach nie wytrzymałem i zwlokłem się w łóżka, by otworzyć okno i wpuścić odrobinę świeżego powietrza. Zasnąłem około 3 nad ranem, w wyziębionym pokoju – utulony do snu przez przebiegającą tuż pod oknami hotelu, trasę S8. Nie sądziłem, że Chrome użyty w tak potężnej ilości dosłownie wywołuje ból fizyczny – a Azzaro Aqua Verde właśnie tak pachnie, tyle że po raptem dwóch psikach…

reklama Azzaro – Aqua Verde

Owszem początkowo jest bardzo przyjemny, esencjonalny, świeży i rześki, ale z upływam czasu – pachnie tak donośnie i wybujale, że towarzysząca mu przerysowana duchota i przesycona syntetycznością zawiesina, zaczyna przywoływać myśli samobójcze. Raptem w 15 minut od aplikacji, zapach daje czadu, w iście Azzaro Chromowym stylu… ozon, woda, metal i purystyczno wytrawnie i pikantnie zaaranżowane zioła, sprawiają potwornie przytłaczające wrażenie. Co więcej nawet po kilku godzinach, zapach wybrzmiewa tym samym, monotonnym i upierdliwym połączeniem nut (odnoszę wrażenie, że dla polepszenia artykulacji, upchnięto tam również liść laurowy), czym jeszcze bardziej męczy i nuży. Wrażenie to pogłębia, przyprószona piżmem baza – bo czegokolwiek drzewnego, a zwłaszcza żywicznego próżno tu szukać. Trzeba przyznać, że są to naprawdę nośne i trwałe perfumy, to oczywiście duży plus, jeśli spojrzeć na cenę – ale coś czuję, że nie jednemu ich żywotność wyjdzie bokiem. Oczywiście biorę poprawkę, że to nie mój styl i klimaty, że moja skóra sprzyja trwałości perfum – ale dosłownie nie mogłem się doczekać kiedy Aqua Verde ostatecznie zniknie z mojej skóry.

Azzaro Aqua Verde

Nie wiem co bardziej ganić, jego wybujałą i przerysowaną aurę, czy porażającą wtórność względem kultowego już Chrome, z 1996 roku. Mam na myśli tą wysoce syntetyczną, przesyconą metalem, ozonem i wodą aurę, którą roztacza wokół nosiciela użyty w nieprzyzwoitej ilości Azzaro Chrome. Nie powiem, Chrome to naprawdę niezłe perfumy, ale nawet dobre perfumy, użyte w ilości kilkunastu psików – są w stanie spowolnić dryf kontynentalny i zmusić endemiczne ptactwo, do migracji na odleglejsze tereny lęgowe. Chcę przez to powiedzieć, że Aqua Verde pachnie jak hekatomba po nadużyciu wspomnianego Chrome. Używacie na własne ryzyko i błagam wstrzemięźliwie, na ile się da – mając na uwadze, że po każdym nadmiarowym naciśnięciu atomizera, bozia uśmierca małego kotka… 🙂Azzaro – Aqua Verde EdT

rok premiery: 2010

projekcja: potężna, mordercza i osaczająca

trwałość: bardzo dobra

Skład: gałka muszkatołowa, lawenda, galbanum, wetyweria, cedr,

Reklamy

Responses

  1. To mnie zaskoczyłeś z trwałością, u mnie góra 2 godziny i koniec, może to i dobrze, nie muszę przechodzić takich katuszy, jak Twój nos 😉

    • tylko dwie godzinki? a ja się męczyłem z nim prawie dobę 🙂

      • Zatem masz wyjątkowo chłonną skórę 😉

        • owszem, moja skóra wyjątkowo sprzyja trwałości używanych perfum 🙂

  2. Zmieszałem się, aż sam sprawdzę… 🙂

  3. kiedyś miałem styczność z tym zapachem ale nie zrobił wrażenia – Azzaro ma w ofercie wiele znacznie lepszych propozycji

    • co kto lubi, choć osobiście też wolę PH i Visita, ale nie każdy lubi tak nośne kreacje.

      • ja lubię i od kilku miesięcy króluje u mnie tercet Azzaro ph + Visit + Opium

        • czyli preferujesz wyraziste, nośne i pikantne perfumy. A co na lato?

          • na lato…. Visit 🙂 one są na cały rok i kocham je.
            ale obecnie mój hit cieplarniany to Fahrenheit Aqua i już nie mogę się doczekać aż w końcu przyjdzie prawdziwa wiosna aby w końcu ponosić je tak jak mi to pasuje 🙂
            a na posępne i deszczowe dni CK Man zagnieździ się na mej skórze z pewnością – rekompensuję sobie nim niemożność noszenia tradycyjnego Fahrenheita.

          • o, miło mi słyszeć że ktoś docenia Aquę. Dla mnie to też jeden z faworytów, jeśli chodzi o stajnię Diora i rodzinę Fahrenheita.

  4. tzn że F Aqua jest tak mało popularny? nigdy sie nad tym nie zastanawiałem ale jakoś tak założyłem że powinny się bardzo dobrze sprzedawać…

    • tak mi się wydaje, niewiele czułem w życiu osób pachnących Aquą a i świadomość ich istnienia jest dość nikła. Nigdy też żadna konsultantka nie próbowała mi ich zaprezentować, wszyscy wciskali mi Diora Homme, albo klasyka, ewentualnie wersję Absolute.

      • oo, to dobra wiadomość dla mnie,
        a jutro będę rozpoczynał nową flaszkę

  5. „Aqua Verde pachnie jak hekatomba po nadużyciu wspomnianego Chrome” – co to znaczy? https://pl.wikipedia.org/wiki/Hekatomba

    • przeczytaj ze zrozumieniem zacytowaną definicję, a zwłaszcza ustęp o potocznym znaczeniu określenia hekatomba. Następnie odnieś to do kontekstu ustępu, którego się uczepiłeś i już powinieneś załapać sens…

      p.s. pseudo anonimowy trollu z małopolskiego, o ksywce wojtek/Małgosia – atakujesz mnie i moje wpisy już któryś raz w ostatnim czasie. W swych komentarzach silisz się na udawaną erudycję i próbujesz kwestionować moją retorykę – posiłkując cytatami i usiłujesz podważać określenia i zwroty, których sensu i znaczenia ewidentnie nie rozumiesz. Jesteś żałosny, ale żal mi Cię – jak każdego niespełnionego frustrata, który próbuje się realizować/dowartościować hejtując online… miłego dnia 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: