Napisane przez: pirath | 12 marca 2015

wpis niekoniecznie offtopowy, czyli zapach nowego komputera…


Już zdążyliście się przekonać, że lubię wonie dziwne i nietypowe, a solidna modernizacja komputera (nadrzędny powód ostatniej absencji) – to kolejna dawka nietypowych doznań olfaktorycznych, związanych z unboxingiem, składaniem i wygrzewaniem nowego zestawu. Tu wypada wtrącić, że komputery obok historii i perfum, to trzecia z moich największych pasji i bynajmniej niepozbawiona przyjemnego (w mym odczuciu) tła zapachowego. Zapach nowego i świeżo wygrzewającego się komputera, dobywający się z trzewi jego solidnie wentylowanej obudowy, to dla mnie prawdziwa orgia dla zmysłów. Ale nim to nastąpi, wpierw nabożny rytuał związany z wypakowaniem tego wszystkiego z pudełek oraz woreczków i uważnego składania w całość. Podobną i również bardzo przeze mnie lubianą woń, wydzielają bebechy solidnie rozgrzanego laptopa. A konkretnie zapach tego ukropu, mozolnie wydalanego przez jego rachityczny wiatraczek.

_DSC9678

Ponoć da się tą woń dość wiernie odtworzyć za sprawą niezastąpionych w tej materii aldehydów. Czytałem parę lat temu o perfumach inspirowanych zapachem nowego MacBooka Pro (takie rzeczy tylko w rezerwacie), ale coś w tym jest. Zapach ISO E Super, plus Ambroxan i chemia emulująca tę lekko warzywną woń folii, która zwykle zrywamy z ekranu świeżo kupionego smartfona – daje właśnie coś zbliżonego do zapachu nowo nabytej elektroniki. I tu muszę zgodzić się z fanbojami Apple, bo zapach nowiutkiego, świeżo rozpakowanego sprzętu elektronicznego, pachnie (dla niektórych) wprost prześlicznie. Podobny niuans, związany z nowością i elektroniką znajdziemy min w: Serge Lutens Nuit de Cellophane i Lorephine, Ungaro Man, Escentric Molecule Escentric o2, Beckham Homme i niedawno opisanym Baldessarini Private Affairs.

346479-build-it-crunch-pc

Świeżo wyjęta z pudła płyta główna, wyjmowany drżącymi palcami CPU i ten cały rytuał związany z samodzielnym składaniem tego wszystkiego do kupy. Tuż po zamontowaniu procesora i jego chłodzenia, przychodzi pora na unboxing pamięci RAM i ich osadzenie w gniazdach – czemu towarzyszy, będący pieszczotą dla ucha każdego geeka, klik. Jakież to wszystko nowe, lśniące i absolutnie dziewicze. Czuję zapach woreczków antystatycznych, nowego laminatu, resztek cyny i tę cudowną woń nowości. Normalnie czuję się jak w dzień dziecka, choć tak poważne upgrade systemu robiłem ostatnio 5 lat temu (wcześniej co roku lub nawet częściej, ale mi przeszło). Ostatnia modernizacja to wymiana systemowego dysku na SSD i dysków pomocniczych na 2 x pojemniejsze (łącznie 5 TB).

maxresdefault

Niestety moje leciwe C2D E8400 + 4GB RAM DDR2 OCZ 1066 Mhz i GTX 285 zestarzało się mentalnie (za niedługo premiera GTA 5 PC oraz Wieśka Dziki Gon) i zachciało mi się zgodności sprzętowej z DX12. I pomyśleć, że dla takiej pierdoły wydałem oficjalną średnią krajową – choć na dotychczasowej konfiguracji wszystko wciąż śmigało płynnie i w rozdzielczości Full HD. Wcześniejszy upgrade oddalałem ile się dało, uznając go za bezzasadny, ponieważ przyrost wydajności z nowych bebechów był kompletnie niewspółmierny do ich ceny. Niestety powyższe tytuły wymagają wsparcia ze strony najnowszych technologii. Ile w tym realnej konieczności, a ile marketingu mającego zmusić opornych do modernizacji, trudno powiedzieć – ale nie od dziś wiadomo, że producenci software i hardware, lubią sobie wzajemnie napędzać koniunkturę…

maxresdefault1

Nowy komputer pachnie niesamowicie, nawet gdy dopiero składam go do kupy. Gdy już powpinam ostatnie kable w płytę i podepnę moje 4 dyski, przychodzi moment pierwszego rozruchu. Drżącymi z podniecenia palcami, wpycham wtyczkę sieciową w zasilacz i przełączam go w tryb zasilania. Po chwili naciskam włącznik na obudowie i maszyna budzi się do życia. Wpierw zaświecają się diody sygnalizacyjne, a do mych uszu dochodzi ledwie słyszalny szum rozkręcających się wiatraków (4 x wolnoobrotowe 120 mm i 1 x 200 mm w samej budzie, plus 2 na GPU, 1 w zasilaczu i 1 na procku). Uwierzycie, że po zamknięciu obudowy, tego w ogóle nie słychać?. Wtóruje im dźwięk spinujących dysków twardych, a całość stanowi prawdziwą symfonię dla uszu. Po chwili dyski wchodzą na swoje 7200 RPM i ich dźwięk zanika, a w tle pozostaje ledwie słyszalny szum skręconych do minimum wiatraków (w ogóle ich nie słychać, bo chodzi o to aby powierzchnią i ilością wiatraków wymusić przewiew dla bebechów, nie robiąc przy tym odkurzacza z obudowy). Po chwili włącza się monitor, a BIOS wypluwa pierwsze komunikaty POST.

custom-built-computer

Zaczynam zabawę z BIOS’em, ale już po kilku minutach zaczynam czuć tę specyficzną woń, którą wdmuchują chłodzące system, leniwie obracające się wiatraki. Rozgrzana żywica, laminat, kalafonia, cyna, rozgrzany plastik i zapach ciepłego metalu oraz zjonizowanego powietrza, tworzą niesamowitą mieszankę – będącą prawdziwą poezją dla nozdrzy każdego geeka, nerda i wszelkiej maści maniaków OC (podkręcanie poszczególnych podzespołów, w celu zwiększenia wydajności zestawu). Jeśli chcecie spytać, czemu nie poszedłem w wodę – to śpieszę z wyjaśnieniem, że już wyrosłem z ortodoksyjno fanatycznego OC. Wprawdzie solidny komputer stacjonarny to dla mnie wciąż jeden z najważniejszych mebli w domu, ale po pierwsze przestałem się podniecać wyciskaniem kolejnych Mhz, a po drugie cenię sobie stabilność i żywotność podzespołów oraz niskie rachunki za prąd. 🙂

YFwnT

Tym niemniej zapach dobywający się z wygrzewającego się zestawu, to prawdziwa orgia dla moich zmysłów. Zapach nowości, przeplatający się z akcentami techniczno elektronicznymi, wciąż wywołuje u mnie autentyczny dreszczyk podniecenia. Szczególnie gdy obciążę zestaw Prime95 i wyciskam z niego siódme poty, podczas pierwszych testów stabilności. Wiatraczki wchodzą na nieco wyższe obroty i wypompowują z wnętrza solidnie rozgrzane powietrze. Aż ciężkie i gęste, naelektryzowane i przesycone zapachem rozgrzanej elektroniki. Lubię wówczas wyjść na parę minut z pokoju i wróciwszy, wciągać w nozdrza ten zapach. Coś pięknego i niestety bardzo ulotnego, bo nie minie kilka tygodni, a woń nowości ulotni się bezpowrotnie. Zastąpi ją znacznie mniej bogata i intrygująca, przesycona głównie szpileczkami naładowanych elektrostatycznie drobinek kurzu.Game_PC_Group_test-WireFire_..

Rok powstania: 2015

trwałość: 2-3 tygodni

projekcja: umiarkowana do ledwie wyczuwalnej

Skład: i5 4690K + MSI Z97 GAMING + 32GB RAM i MSI GTX970

Advertisements

Responses

  1. Jesteś psychicznie chory i za to Cię lubię. Podpisuję się wszystkimi członkami pod tym wpisem. 🙂 Nikt, ale to absolutnie nikt nie rozumie dlaczego UWIELBIAM składać kompy z nowych części. 😉

    • he he, dzięki 🙂 ale ponoć nie ma ludzi normalnych, poza tymi których jeszcze nie zdiagnozowano 🙂 Coś w tym jest, bo zapach nowej elektroniki również wydaje mi się mega przyjemny, ale przecież każdy ma swoje patie i antypatie 🙂

  2. Nie jesteś chory. Ja też wącham absolutnie wszystko 🙂 Nowy Macbook pachnie po prostu obłędnie, choć nie jest to woń unikatowa. podobnie aromatyzowane np. telefony różnych producentów. Boże, może wymieniam komputery z powodu zapachu???

    • całkiem możliwe, chociaż ja mojego lapka na razie nie wymieniam, bo pięknie pachnie gdy się solidnie zmęczy i wypluwa z siebie gorące, przesycone wonią smażącej się elektroniki powietrze 🙂

  3. Świetny tekst.Dla mnie zapach nowego kompa równać się może z zapchem nowej ,wyczekiwanej przez lata książki 😉 G.R.R. Martin wie o czym mówię…

    • dziękuję, owszem nowa książka też ładnie pachnie, szczególnie jeśli zrobiono ją z wysokiej jakości papieru. A propos książek, Terry Pratchett nie żyje… 😦

  4. Mam tylko 2 pytania:
    1. A po kiego Ci 32 GB ramu? (Pomijając kompleks wielkości własnego … ee dysku
    2. Nie myslales o dysku SSD ?

    • hmmm pomyślmy… bo myślę przyszłościowo? jeśli bieżąca konfiguracja ma mi spokojnie wystarczyć na kolejne 4-5 lat, a dzisiejsze karty graficzne mają po 4 GB ramu, a dyski 6 terabajtów – to wypadałoby zapewnić grafice rozsądny bufor, zwłaszcza że najnowsze tytuły zajmują po kilkadziesiąt giga na dysku i wartość ta ulegnie w najbliższych latach co najmniej dwukrotnemu zwiększeniu. Co do dysków SSD to mam takowe dwa, oba systemowe, zaś macierz służy mi do przechowywania danych, multimediów i backupu. Dyski SSD są diabelnie szybkie, ale wciąż koszmarnie drogie, a czas relokacji danych z SSD do RAMu grafiki jest dużo szybszy jeśli przerzucać dane z pamięci RAM komputera wprost do grafiki, niż przez wąskie gardło magistrali SATA III. To jest maszyna gamingowa i do pracy, więc wypadało uwzględnić pamięciożerność i obszerność nadchodzącego oprogramowania.
      p.s. uważasz że 32 GB to dużo? wobec tego posiadacze profesjonalnych stacji roboczych do przetwarzania danych i renderingu CAD/CAM, a wyposażonych w 128 lub 256 GB muszą mieć naprawdę krótkie kabelki… od dysków rzecz jasna 🙂

      • Do gier to ja wolę jednak konsole. Za 4-5 lat twój obecny procesor czy karta graf.będzie należeć do prehistorii wiec raczej wymiana na nowy sprzęt wydaje sie lepszym pomyslem niż zbrojenie sie teraz w zasoby których sie nie wykorzysta- bo czy miales kiedyś zużycie tego ramu choćby na poziomie 50% ? Może miales nie wiem co robisz i na jakich programach pracujesz , może taki civil 3d albo revit potrzebują takich zasobow ale to są raczej bardzo specjalistyczne zastosowania. Oczywiście lepiej mieć niż nie mieć ale często jest to sztuka dla sztuki.

        • brrr konsole, okropieństwo z paskudną i pozbawioną detali grafiką… Widzisz, ja lubię pograć i popracować, więc jak mam wydać porównywalną kasę na telewizor plus konsolę i sromotnie przepłacać za dedykowane im gry – wolę mieć uniwersalną maszynę do tańca i różańca. Obrobisz zdjęcia, odpalisz 3DSMaxa i postawisz wirtualną maszynę na swojej konsoli, albo będziesz w stanie wygodnie napisać na niej dłuższy tekst?

          Widzisz reguła (oparta na prawie Moora) że komputery co roku podwajają geometrycznie swoją wydajność nie obowiązuje już od co najmniej dekady, więc spokojnie można złożyć sobie kompa, który będzie służył te 4-5 lat – wciąż pozwalając na bezkompromisową jakość rozgrywki i co najistotniejsze, wielozadaniowość. Przypominam, że powodem upgrade nie jest brak mocy obliczeniowej (zamulanie, przycinanie się i powolność) a brak sprzętowej zgodności z nadchodzącym DX12. Od czasu wprowadzenie generacji procesorów i5 i chipów GTX, skalarność i wzrost wydajności w kolejnych generacjach sprzętu znacząco spadła (ich dynamika i progress) – więc wymiana platformy co rok, albo dwa lata nie ma sensu i racji bytu. Mam wydawać rok w rok 4 tysiące na modernizację, by zyskiwać 5-10% hipotetycznego przyrostu wydajności? Mój poprzedni komp miał właśnie około 5 lat, a GTAIV, DiabloIII, Skyrim, czy WiedźminII wciąż śmigały na tym płynnie w 1920×1200 i w detalach na maxa. Ponadto pomimo 5 lat na karku i tak generowały (wiem, bo moi znajomi mają konsole) lepszą i bogatszą w detale grafikę niż Twoja konsola, służąca wyłącznie do grania.

          Co do ramu, to poprzedniego kompa też złożyłem sobie na wyrost. 4 GB to było wtedy dużo, a 32 bitowy Windows7 nie potrafił już tego poprawnie zaadresować, deklarując 3,25 GB dostępnych zasobów. W poprzednim wpisie wspomniałem o przepaści związanej z transferowaniem gigantycznych (liczonych w gigabajtach) ilości danych pomiędzy dyskiem, ramem i pamięcią grafiki – więc jeśli pojęcie swapowania danych nie jest Ci obce (a przypominam że dyski SSD swapa nie obsługują), to chyba nie muszę mówić jakim spowolnieniem dla systemu jest konieczność przetwarzania takiego pliku na konwencjonalnym dysku twardym. Zwłaszcza, że dla wymagających gier i programów graficznych, wygenerowanie kilku-kilkudziesięciu gigowego pliku swap nie jest niczym szokującym, przy małej ilości pamięci ram. I tu mała dygresja, wiesz że bieżąca sesja Firefoxa, z raptem kilkoma stronami w pasku (na moment pisania tej wiadomości) pożarła 487 MB ram, a cały system (Win 8.1 Pro) prawie 1,6 GB? 🙂

  5. Kocham tą pasję w Tobie. Gratuluję polotu i spełnienia !

    P.S. Na kompach nie znam się w ogóle, co nie zmienia faktu że ich zapach doceniam bez wątpienia, choć pewnie nie z taką euforią jak ty…

    Pozdrawiam 😉

    • dziękuję, gdy się coś kocha, to pisanie o tym przychodzi nader łatwo 🙂

  6. Trochę pisać trzeba umieć a że ty nie od dziś praktykujesz to efekty są bardziej spektakularne 😉
    Co do samego fizycznego pisania to odręcznie szybko męczę rękę kiedy już muszę coś napisać lub choćby wypełnić, nie wspominając o zatracającej się czcionce, co za czasy…

    • he he takie czasy, że odręcznie piszemy coraz mniej i rzadziej. Ja się łapię na tym, że odręczne zapisanie niezbyt dużej karteczki z memo na monitor potrafi sprawić kłopot, bo albo braknie miejsca, albo literówka. A jeśli połączyć to z moim ultra nieczytelnym charakterem pisma, wychodzą autentyczne hieroglify. Dlatego nic mnie bardziej nie cieszy i porusza, jak otrzymanie odręcznie napisanego listu. Ktoś zadał sobie trud, być może musiał ten list przepisać, męczył się z kaligrafowaniem, a przecież nie da się zmazać i wstawić poprawek, lub zmienić gramatyki zdania bez pozostawiającego ślad kreślenia.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: