Napisane przez: pirath | 16 marca 2015

Calvin Klein – Eternity Night for Men, czyli dobry wieczór po amerykańsku…


Nim przejdę do właściwej recenzji tych perfum, wpierw słówko wprowadzenia – ponieważ aby móc docenić te niepozorne perfumy, wpierw trzeba zrozumieć genezę i filozofię marki. W przeszłości nie raz wyrażałem moją wysoce niepochlebną opinię o zapachach sygnowanych logo Calvin Klein i choć podtrzymuję me słowa w całej rozciągłości – to w świetle wiedzy którą w międzyczasie przyswoiłem, obecnie spoglądam na dokonania tej marki znacznie przychylniejszym okiem. Ale po kolei…

Calvin Klein teraz i w przeszłości jawi się jako marka sygnująca naiwne, banalne i trywialne soczki owocowe, o trwałości konwi z mlekiem, stojącej na pełnym słońcu. To wszystko prawda, tyle że trzeba sobie uświadomić iż Calvin Klein to marka rdzennie amerykańska, wyrosła i tworząca perfumy pod tamtejszy, wysoce specyficzny rynek. Amerykańscy autochtoni nie lubią perfum wyrazistych, nośnych, głośnych i trwałych. Stąd ichniejsze perfumy to lekkie, zwiewne, bardzo powściągliwe i oszczędne w projekcji kompozycje, o relatywnie niewielkiej trwałości. Brzmi znajomo? no właśnie, cechy na które my Europejczycy narzekamy i postrzegamy jako wadę, za oceanem uchodzą za cnotę i coś pożądanego – a nasze negatywne odczucia w obcowaniu z owocami lędźwi Calvina Kleina to nic innego jak reakcja na próbę przeniesienia żywcem tamtejszego (amerykańskiego) wzornictwa i stylistyki na nasze rodzinne, europejskie podwórko. tadaaaaaam!

Calvin Klein - Eternity Night for Men

Gdy tylko sobie uświadomimy tę subtelną zależność, da się spojrzeć na perfumy z logo CK nieco przychylniejszym okiem. Szkoda tylko, że Calvin Klein sam nie wpadł na to by swe zapachy, a produkowane z myślą o rynku europejskim, nieco bardziej zintensyfikować. No bo skoro legendarna Euphoria EdP (damska) występuje w dwóch wersjach*, to pewnie dałoby się uczynić to samo z męskimi Eternity, Euphorią i innymi. Szczęśliwie męskiego Obsession poprawiać nie trzeba, ale sami przyznacie, że fajnie byłoby moc cieszyć się ulubionymi świeżakami od CK kilka godzin dłużej. Mam nadzieję, że kiedyś ktoś u CK zrozumie, że zamiast pompować miliony dolarów w reklamę, wystarczy ułamek tej kwoty przeznaczyć na zwiększenie stopnia koncentracji i trwałości ich europejskich wód toaletowych, aby sprzedawały się dużo lepiej. Chyba nie są aż takimi ignorantami, by nie wiedzieć, że mieszkańcy tego malutkiego kraju, Europy – mają nieco odmienne preferencje i oczekiwania… 🙂

*damska Euphoria produkowana jest w wersji amerykańskiej i europejskiej, które różnią się tak drastycznie (zapachem, nośnością i trwałością) iż wąchając je ręka w rękę, trudno powiedzieć że chodzi o ten sam zapach.

Calvin Klein - Eternity Night for Men reklama

A teraz do meritum, czyli Calvin Klein – Eternity Night for Men…

Gdy wąchałem je po raz pierwszy, pomyślałem – oho, pewien mało znany Cartier będzie miał mocną konkurencję… Wprawdzie ostatnimi laty Calvin znacznie się wyrobił i ciurkiem wypuścił kilka naprawdę niezłych zapachów – ale ile potrwa ta dobra passa?. Zatem albo przekalkulowali, że nie opłaca im się konkurować na „bezpłciowe owocowe soczki” ze światową elitą (Lacoste, Gucci, Hugo Boss) lub wreszcie zatrudnili dyrektora kreatywnego, który naprawdę lubi i zna się na perfumach. Od razu zaznaczę, że Eternity Night for Men nie jest rewolucją, ani przełomem, który rzuci konkurencję na kolana (niczym swego czasu Paco, swoim One Milion). To stonowane, niczym szczególnym nie wyróżniające się pachnidło, osadzone w jakże modnej dziś stylistyce „pachnę więc jestem” – lecz zaaranżowane z tak potężną dozą sugestywności, charyzmy i dyskretnej elegancji, iż trudno uwierzyć że to amerykański Calvin Klein, a nie włoska Laura Biagiotti, albo francuskie Lalique. A kto jak kto, ale Włosi i Francuzi opanowali sztukę komponowania uroczych, szykownych, finezyjnych i zniewalająco pięknych perfum do perfekcji.

kolendra

Zaczyna się ostrym, aromatycznym, rześkim i bardzo zielonym akordem ziołowo kwiatowym (kolendra, jałowiec, geranium i fiołek), soczystym, słodkawym i skrzącym się niczym kandelabr z weneckiego kryształu, muskany delikatnym śródziemnomorskim zefirkiem – pobrzękujący w najwyższej i najczystszej tonacji, na którą zdolne są wejść aż świdrujące w nosie, akcenty zielone. Zapach zaczyna się bardzo podobnie (i uchylając rąbka tajemnicy, w sumie równie podobnie kończy) co Eau de Cartier… hmmm chyba powiedziałem odrobinkę za dużo, ale co mi tam – wszak przebrnęliście przez przydługi wstęp, a Cartier słynie między innymi z niebanalnych i niesłychanie finezyjnych perfum. 🙂

Cartier Eau de Cartier

Przez calutki akord otwarcia zapach dosłownie kłuje w nozdrza szpileczkami nieco pikantnej i esencjonalnej, zupełnie jak świeżo zerwanej i zmiażdżonej w moździerzu zieleniny, doprawionej odrobiną mielonego, różowego pieprzu i pimento. Nieco później do tej aromatycznej zieleniny dołącza, łagodząc całość niczym kojący balsam, rozkoszny i szalenie spontaniczny, wprost roześmiany fiołek. W tym momencie zapach rozświetla się i delikatnieje, przywodząc na myśl skojarzenia ze zdjęciami małych kotków i szczeniaczków, które tak chętnie lajkujemy na fejsie. To co wcześniej było ostre, wyraziste i esencjonalne, teraz łagodnieje i zmienia się niczym wcześniej napięte i surowe oblicze, na którym pojawia się cień rozbrajającego, serdecznego uśmiechu. Z każdą minutą zapach robi się coraz delikatniejszy, ociepla się i emanuje masą przyjaznego ciepła, gdyż do wspomnianego, radosnego fiołka dołącza kameralny, acz ciepły akcent drzewno przyprawowy.

fiołek

Niesamowicie miękki, pociągający i uwodzicielski sandałowiec, dosłownie stapia się z wciąż wybrzmiewającą kolendrą, fiołkiem i przyprawami, pachnąc troszku jak osadzony w podobnie zaaranżowanej zieleni, Gucci by Gucci Sport – acz jest od wysublimowanej aranżacji Gucciego bardziej nośny, żwawy i aromatyczny. Wprawdzie jak na europejskie standardy określenie Night jest w kontekście tych perfum nieco na wyrost (europejskie kompozycje na wieczór, zwykle są zdolne strącać swym bukietem samoloty), ale prawdopodobnie w tamtejszych realiach, Eternity Night for Men to killer jakich mało. Dlatego z powodzeniem można tych perfum używać za dnia, gdyż ich ekspresja i rześki, soczyście zielono drzewny bukiet pięknie koresponduje z naturą europejskich, niewymuszonych casualowców na dzień. Co więcej ten niejako sygnowany „na wieczór” zapach, ekspresją i charyzmą odpowiada dziennemu Bentleyowi Azure i w fazie dojrzałej nawet całkiem do niego podobnie pachnie.

upalony szczeniakgdy poczułem tutejszego fiołka, prawdopodobnie wyglądałem tak 🙂

Akord bazy jest dosłownie wyściełany miękkim, otulającym, niemalże białym i balsamicznym sandałowcem, dopełnionym ciągnącym się od otwarcia akcentem zielono ziołowym i owym lekkim i upalonym na wesoło fiołkiem. Dopiero po kilku godzinach z tła zaczyna się przebijać rasowo drzewny i zadziwiająco wyrazisty cedr, nieco suchy, ale ładnie komponujący się z soczystą zielenią i wilgotnym, ciepłym sandałowcem. Wprawdzie w przeciwieństwie do Cartiera, tu nie posiłkowano się magią ISO E Super, ale tym bardziej autorowi kompozycji należą się brawa za wyprowadzenie bukietu bez sztuczek i tricków – wyłącznie przy udziale naturalnej palety, bardzo zresztą sugestywnej i czystej. Wprawdzie obiecaną lawendę i vetiverę potraktowano tu bardzo po macoszemu (osobiście nie zwietrzyłem), za to inne nuty z nawiązką rekompensują te niedomagania.

Calvin Klein Eternity Night for Men

Ci którzy spodziewali się grzecznej kompozycji wieczorowej, będą podejściem Calvin Kleina do tematu rozczarowani – a zwłaszcza w kontekście urodzaju nieśmiertelnych akcentów ziołowo roślinnych, które nie chcą odpuścić nawet w dojrzałym akordzie bazy. Pod tym względem Eternity Night for Men to duże (choć w kontekście Cartiera Eau de Cartier i Bentleya Azure nieco wtórne) zaskoczenie – zwłaszcza, że nie każdemu ta wysoce nośna i chwilami nadgorliwa aranżacja przypadnie do gustu. Z jednej strony wyrazistość i buta wyzierająca z bukietu tych perfum cieszy, bo zapach przynajmniej nie zamula nijakimi, pseudo drzewnymi nutami o niezidentyfikowanym brzmieniu – zaś z drugiej strony jego nadpobudliwość i nakładające się na siebie, bardzo mocne w oddziaływaniu nuty drzewne i ziołowe mogą męczyć, podobnie jak w nieco zwalistym obliczu Bentleya Azure (spróbujcie takiego niemal trzytonowego transatlantyka zaparkować na parkingu w centrum). Pod tym względem (co do CK niepodobne), zapach jest zadziorny, by nie powiedzieć głośny i tu nie ustępuje rdzennie europejskim zapachom wieczorowo klubowym, aczkolwiek jego wykwintny bukiet pozbawiono typowej dla nich tandetnej krzykliwości.

sandałowiec

Eternity Night for Men to perfumy bardzo jak na Calvin Kleina nietypowe, wręcz nowatorskie. Do tego są eleganckie, mimo wszystko finezyjne oraz jak na „Amerykanina” – prezentują bardzo wysokich lotów walory jakościowe (trwałość i projekcja). Do tego mają uroczy, pełen wdzięku, wprost prześliczny rasowo drzewny i niezwykle ujmujący swą naturalnością schyłek, który pieści nozdrza aż po ostatnie tchnienie tych perfum. Kolejną mocną stroną są wyraziste, sugestywne i bardzo czytelnie ujęte składniki (zwłaszcza te lekko pyliste, wysuszone na wiór cedrowe szczapki), które nie opuszczają gardy nawet w głębokim akordzie schyłkowym. Ze względu na tak mocne argumenty, przymknę oko na chwilami znaczne podobieństwo do Bentleya Azure (notabene z tego samego roku) i Cartiera Eau de Cartier. Jeśli zatem lubicie kolendrę, fiołka i sandałowca, a szukacie czegoś niebanalnego i z jajem, lecz na dzień – gorąco polecam tego niepozornego gagatka.Calvin Klein - Eternity Night for Men EdT

Rok powstania: 2014

trwałość: bardzo dobra

projekcja: bardzo dobra

Głowa: kolendra, papryka, śliwka,
Serce: szałwia muszkatołowa, liść fiołka, lawenda,
Baza: drzewo sandałowe, cedr, wetywera,

Reklamy

Responses

  1. faktycznie niezle, co przyznaje nie b/zaskoczenia, podchodzilem do testow wiecej niz ostroznie; dodam, ze na widok i bliskie towarzystwo fiolka zawsze reaguje podobnie, jak postac ze zdjecia 😉

    • he he prawda? mnie ten szczeniak po prostu rozbroił 🙂

      • Nie !!!, nie, świeżaki, cytrusy i inne przyjemniaki, do tego reklamy kolesi w obcisłych do granic ludzkich możliwości majtasach.
        Calvinowska Idylla mlekiem i miodem płynąca, wzbudzająca odruch wymiotny aniżeli podkreślająca męskość. Wychodzę z założenia że facet ma pachnieć ciężko, twardo i elegancko.
        Rozumiem że moja opinia powinna dotyczyć tylko i wyłącznie zapachu, ale cała otoczka budowana wokół firmy odstrasza mnie na odległość.
        Mam nadzieję że dość ostra opinia nie wpłynie negatywnie te tenże blog, który zacząłem czytać nie dawno. Gdzieś tam wyczytałem że Gucio Envy pobudził Twoją pasję do perfum.
        Do dziś trzymam pusty flakon i co jakiś czas wsadzam kinol w duży, czarny korek aby poczuć wycofanego z produkcji klasyka.
        Pozdrawiam

        • Jest przecież Obssesion (ew. Dark Obssesion). Nie wiem czy można pachnieć bardziej ciężko i męsko we współczesnym świecie (aa sorry można jest przecież YSL Kouros jeszcze ;D). Po za tym z takim podejściem przekreślasz choćby Gucci PH II, a to już chyba przesada.

          • można, ale próbuje się nam wmówić że to nie wypada, że to passe, niemodne i nie na czasie. Teraz na czasie są rurki, brody i flanelowe koszule, ale moda na szczęście jest zmienna i lubi cyklicznie wracać – choć najlepiej nie zaprzątać sobie nią głowy i nosić to 9zwłaszcza perfumy) na co się ma ochotę.

        • No właśnie, trzeba by odseparować tę całą wyidealizowaną, wypindrzoną i wyreżyserowaną otoczkę, w którą ubierane są zapachy w imię lansowania mody na konkretne kanony. Jaka tam ostra, po prostu szczera i prawdziwa 🙂 Niestety nie mamy wpływu na politykę osób lansujących trendy, a te jakie są każdy widzi. Można nie utożsamiać się z wyidealizowanym, niemęskim wizerunkiem w który zapach przystraja reklama, ale osobiście nie mam nic przeciwko lekkim świeżakom na lato. O ile wizerunku z reklam nie kupuję w ogóle, to nie mam nic przeciwko tego rodzaju zapachom, to mierzi mnie golizna, tandeta i gloryfikowanie wizerunku faceta o cechach wybitnie niemęskich, lansowanego na archetyp męskości. Przecież modę na wygłodzone, anorektyczne modelki i chłopców udających mężczyzn (obecnie noszą brody) też ktoś wylansował, podobnie jak wszechobecną goliznę, bo przecież golizna i piękno (choćby umowne) zawsze świetnie się sprzedawało, jednocześnie nakręcając koniunkturę.

  2. Moja największa pomyłka perfumowa to Eternity właśnie. Szczególnie drażniący był dla nie ten paskudno – chemiczny drydown. Od tej pory perfumy CK, a już tym bardziej flankiery omijałem szerokim łukiem. Po recenzji widzę, że uprzedzenia nie są dobrym doradcą. Czas się przemóc 🙂

    • Perfumy CK lubią straszyć chemią, nierzadko naprawdę niskich lotów, ale dużo też zależy od skóry, a konkretnie tego w jakim kierunku odmalowuje ona brzmienia. CK nie słynie z naturalizmu w odzwierciedlaniu nut, ani z trwałości i sugestywności, u n ich wszystko jest albo byle jakie, wysoce umowne i lakoniczne, ale Eternity ogólnie to bardzo dobre perfumy. I owszem uprzedzenia są najgorszym doradcą, ale wyjątkowo trudno się ich wyzbyć, zwłaszcza jeśli nabyto je w autopsji 🙂

  3. NO,no…Czem prędzej się wybierajcie do Douglasa pospieszajcie, przywitać… 😉

  4. te lekko pyliste, wysuszone na wiór cedrowe szczapki- to właśnie pewnie owa magia iso 😀

    • Dobrze znam ISO, ale tu zdecydowanie nie posiłkowano się jego magią. ISO jest bardziej obłe, tłustawe i bardzo kształtne, gdy tu użyto składnika raczej syntetycznego pochodzenia i wyraźnie emulującego drewno.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: