Napisane przez: pirath | 5 kwietnia 2015

Dior – Homme Parfum, czyli bezsenność w Opolu…


Oj wiem, że się rozpisałem, ale ostatnimi czasy niewiele jest premier, o których można się z lubością i premedytacją rozpisać…

Dior - Homme Parfum

Prawem serii, przy okazji pastwienia się nad najnowszą modą intensyfikowania dobrze znanych i ciepło przyjętych brzmień, zahaczyłem o najnowszego Diora Homme Parfum, osadzonego w a jakże – najmodniejszej konwencji, przerabiania wszystkiego co żyje na perfumy. Co będzie następne? Joop! Homme Parfum, tudzież One Milion Parfum? A każdy o sile rażenia fosforowego granatu odłamkowego, albo zużytej dziecięcej pieluchy? W zalewie tego pseudo intense-eowego, extreme-eowego i perfume-eowego chłamu, od którego zaroiło się ostatnimi czasy na perfumeryjnych półkach – Dior Homme Parfum jest rzeczywistą kwintesencją tego co sobą reprezentuje. Spodziewałem się kolejnej ściemy (ala naciągany jak legginsy na tyłku KardashianFahrenheit Le Parfum), marketingowej protezy, która tylko udaje brzmienie niedoścignionego Diora Homme. A tymczasem dawno, podkreślam dawno nie wąchałem czegoś tak porażająco monumentalnego, a mówiąc szczerze – Homme Parfum autentycznie mną wstrząsnął (i przestraszył). Oto mocarz nad mocarze, autentyczny, bezdyskusyjny i absolutnie bezkompromisowy przykład najprawdziwszego „Parfum„, które pachnie jak najczystsza esencja kultowego Homme. Oto żywy dowód że jak się chce, to można zrobić perfumową odsłonę legendy, która w co trudno uwierzyć, totalnie tę legendę przyćmiła…

Dior - Homme Parfum reklama

Homme Parfum jest tak tłusty (żywy dowód na jego wysoką koncentrację), że plama po nim (w miejscu aplikacji) utrzymywała się na skórze przez ponad dwie godziny, więc zdecydowanie nie polecam pryskania tymi perfumami ubrania. Ponadto zapach doprowadził mnie do autentycznej bezsenności. Daje czadu tak mocno i intensywnie (szok jak na standardy przeciętnego Parfum), że czułem go i bez wąchania nadgarstka. Kładąc się spać nie dał mi zasnąć i czułem go nawet gdy poirytowany jego wszędobylstwem – wsunąłem spryskaną nim dłoń pod poduszkę. Zirytowany i zmęczony jego natarczywością, w końcu zwlekłem się z łóżka i poszedłem go zmyć, ale bez sukcesu. W efekcie rozsmarowałem go sobie po skórze dłoni i przedramienia, co jak się domyślacie – niespecjalnie wpłynęło na osłabienie jego tytanicznej nośności. Pomimo iż lubię ciężkie pachnidła i jestem do nich przyzwyczajony – te dały mi nieźle popalić. Z aplikacją Homme Parfum trzeba bardzo uważać, zwłaszcza jeśli planujecie pójść z nim na sobie spać.

reklama Dior - Homme Parfumte perfumy to najczystszy, irysowy mrok

By nie trzymać Was w napięciu mym egzaltowanym wodolejstwem, pora odpowiedzieć na dwa, najbardziej nurtujące pytania:

czy nowy Dior Homme Parfum pachnie podobnie i stanowi godne zwieńczenie serii Homme?tak!

czy zapach zasłużenie nosi swą szczytną i napuszoną nazwę?jak cholera!

Fani masywnej, pudrowo irysowejszminy” mogą spać spokojnie, oj nie będziecie zawiedzeni… Jak dotąd to pierwsze i jedyne (mam na myśli ostatnie liczne wykwity) „Parfum” z prawdziwego zdarzenia, które pomimo takowego „lokowania„, zaiste pachnie tak jak powinno. Panie Demachy, duże brawa… powiem więcej, trzeba mieć jaja jak kule armatnie, by w dzisiejszych czasach, jakże rozmiłowanych w skrajnej, bezpłciowej, symbolicznej i transparentnej beznamiętności – dać klientom tak sążniste i głębokie, po prostu przepastne pachnidło!. Oto absolut, ekstrakt, bovril, esencja, wyciąg z Diora Homme, przedstawiony w zaciężnej, ultra skoncentrowanej i po prostu miażdżącej odsłonie. Jedna kropla tych perfum waży kilogram i to się dosłownie czuje. Na oblatywanie tych perfum wystarczył mi jeden pojedynczy psik, ponieważ większej ilości po prostu się bałem. Draństwo jest tak intensywne, nośne i trwałe, że prawdopodobnie flakon męczyłbym dłużej, niż będą kręcić M jak Miłość. Spróbujcie sobie wyobrazić koszmar oglądania 70 letnich braci Mroczków i używania do końca życia jednych perfum…

Francois Demachywcielenie zła, Dr Demachy w swej pracowni, pracuje nad kolejną śmiercionośną kompozycją…

Jedno trzeba przyznać, w przeciwieństwie do perfumowego Fahrenheita, Homme Parfum bardzo mocno i ściśle osadzono w konwencji genialnego Homme i zintensyfikowano go do granic wydolności ludzkiej percepcji. Gdyby Demachy zaaranżował go choćby ździebko głębiej i ciężej – zapach prawdopodobnie zapadłby się w sobie, tworząc wraz z nosicielem epicką czarną dziurę. Jest piękny, głęboki, mocarny i bardzo, ale to bardzo Homme. Nie wiem jak pachną najświeższe odsłony Diora Homme EdT i Intense, ale jak ostatnio je wąchałem (edycje tuż po reformulacji), to nowy Intense ledwie trzymał poziom dawnego Homme EdT, samemu nie mając godnego następstwa. Ale teraz ma, bo wraz z premierą Homme Parfum, marudy i malkontenci niedopieszczeni brakiem odpowiedniej dawki irysowej szminki – mają wreszcie swój irysowy Armagedon. Jeśli więc zastanawiacie się na jakie irysowe perfumy wydać (dobrze wydać) ćwierć pensji – te mają wyborny stosunek ceny do parametrów.

pure evilkażdy geniusz zła ma białego kota, założę się że Demachy też ma takiego

Demachy wzmocnił i przydał masy kompozycji, sprytnie przemycając i wplatając w nią różę (ledwie wyczuwalną w akordzie serca, ale jednak) oraz wedle najbardziej pożądanych trendów w perfumiarstwie – utopił całość we wręcz nieprzyzwoitej ilości benzoesu. Zabieg ten wybitnie podkreślił pieszczotliwą i otulającą głębię bukietu, przy okazji nadając jej wybitnie konweniujących ze stylistyką „pure parfum„, miękkich cech skórzanych i balsamiczno żywicznych. Homme Parfum nie pachnie tak wartko jak klasyczny Dior Homme – ten zapach dosłownie szoruje swym pękatym brzuszyskiem po trawniku, niczym przeładowany zeppelin, albo przekarmiony jamnik. Czuć że mamy do czynienia z czymś niesamowicie esencjonalnym, ciężkim i niemiłosiernie skoncentrowanym. Pomimo tych benzoesowych obłości w finiszu, które subtelnie wysładzają i zmiękczają monstrualne brzmienie irysowego sedna kompozycji, zapach i tak sprawia monumentalne wrażenie. Homme Parfum wrzyna się i wtapia głęboko w skórę, wsiąka i wnika w jej najgłębsze partie, ale nazwanie go blisko skórnym to czysta herezja. Zupełnie jakby Demachy zredukował ilość alkoholowego wypełniacza do minimum, lub zredukował i zagęścił kompozycję niczym sos. Ilość esencji z kłącza irysa której tu użyto jest po prostu nieprzyzwoita, a zapach chwilami dosłownie zapiera dech tym aspektem.

white cato! rzeczywiście ma! 😉

Powiem tak: są piękne, ale tak intensywne iż nie byłem wstanie zdzierżyć je na sobie dłużej niż kilka godzin. Oswajałem się z nim przez kilka dni, nim wreszcie przywykłem doń na tyle, by nie uciekać w popłochu (z tego samego powodu, lata temu wybrałem Diora Homme, a nie zbyt mocną w mym mniemaniu wersję Intense). Wyśrubowaną wytrawność irysa wprawdzie łagodzi solidna dawka balsamicznego benzoesu i rumu (tło Homme Parfum pachnie zupełnie jak w niemalże czekoladowo alkoholowym Frapinie 1697), sandałowiec i czegoś iście czekoladowo skórzanego – ale moc rażenia i intensywność całości po prostu onieśmiela. Zupełnie jakby Demachy zamknął się w czeluściach lochów, w których usytuowano jego tajemne laboratorium i chichocząc niczym szalony naukowiec – stworzył potwora. Mało wam Diora Homme? No to macie! hahaha ahaha ha ha ha ha! – zachichotał złowieszczo Demachy i pogłaskał wielkie białe kocisko…Dior Homme Parfum

rok powstania: 2014

nos: Francois Demachy

trwałość: potężna

projekcja: monstrualna

skład: toskański irys, drzewo sandałowe, skóra,

Advertisements

Responses

  1. Takie recenzje pisać kiedy sklepy są zamknięte i to do wtorku to prawdziwa tortura ;). Ale we wtorek z otwarciem perfumerii biegnę testować.Gdyby to był tylko irys,skóra i sandał to było by za proste niestety.Ale zobaczymy we wtorek, zżera mnie ciekawość 🙂

    • no niestety Piotrze, trzeba poczekać, aż sklepy otworzą swoje podwoje po kolejnej przerwie 🙂 wiem że lubisz ciężkie i dosadne pachnidła, więc jestem ciekaw jak Ci się widzi nowy Dior Homme.

  2. O jak ja kocham wszystkie te Diory ( wersję Homme Parfum miałam okazję testować) i chyba jestem jakaś dziwna ale moc wersji Parfum to dla mnie ,, ni dreszcz” .Potrafię 2- 3 psiki walnąć.Rozsądek jednak przemówił i nie poleciałam kupować flaszki . W końcu zużycie dwóch dotychczasowych wersji jednak ,,trochę” czasu zajmie . ( smacznego jajka Marcinie i mokrego Dyngusa)

    • dziękuję Haniu, wprawdzie nie obchodzę (ateista z przekonania), ale Tobie również miłego wypoczynku 🙂

  3. Umówmy się, takie parametry powinny być normą, przyjmując że nazwa ma odpowiadać kanonom właściwym dla danej koncentracji (obojętne czy to edp., edt., etc.). Przechodząc w listopadzie zeszłego roku wstąpiłem do Douglasa, i zarzuciłem na nadgarstek. Moc i zapach jak na Diora (i adekwatną nazwę) takie jakie zawsze powinny być, niestety 99% obecnych produkcji mainstreamowych to nędzne popłuczyny. Ale co ja tam wiem, w końcu moja młodość przypadła na lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Aha, i mam nadzieję, że za moment nie będzie reformulacji, to może zdążę uzbierać na flakon.

    • Jestem podobnego zdania. Jak coś nazywa się EdP, Parfum, Intense i Extreme, to powinno właśnie tak pachnieć, zwłaszcza perfumy w najbardziej skoncentrowanej wersji. Przykład nowego Homme Parfum udowadnia, iż można zrobić takie perfumy, pokonując barierę ograniczeń wynikających z prawideł fizyki i chemii, ale widać nie wszyscy producenci przykładają do tego należytą uwagę. Nie bez powodu Dior jest jedną z najbardziej uznanych i szanowanych marek na mainstreamowym podwórku i co widać potrafią swą jak dotąd niezagrożoną pozycję utrzymać.

  4. Piracie , narobiłeś mi chrpakę na Dior homme Parfum 🙂 Jako że bardzo lubię linię „homme” od Diora , to muszę w końcu go przetestować na własnej skórze. Czyli rozumiem że „Parfum” od Diora to rzeczywiście Parfum , a nie marna imitacja ? Mam nadzieję że w mojej lokalnej małej Sephorze dorwę tego mocarza 🙂

    • to najprawdziwsze perfum i zarazem kwintesencja klasycznego Diora Homme, pełną gęba i bez ściemy. Po prostu miażdżące pachnidło.

  5. U mnie na obecną chwilę Dior HP jest tylko na specjalne okazje. Osobiście przedkładam go nad HI. Projekcja pozwala na zdominowanie otoczenia przy użyciu dwóch psików. I działa przy tym niesamowicie długo. Nie jest tak słodki jak intense i za to go lubię. Dla mnie ideał jako wysmakowany i elegancki przerywnik dla Lalique EN, Romy i Hermesowej ziemi. Lubię czasem odmianę, ale nie wyobrażam sobie HI jako podstawowego pachnidła. Za ciężki. Nie wyobrażam sobie pachnieć nim w upalne dni. Ale już w top 5 ma stałe miejsce 🙂

    • też nie wyobrażam sobie noszenia tak ciężkich, wręcz despotycznych perfum przez cały dzień. Są zbyt wytworne i poważne jak na zapach pod dresy albo jeansy. Te perfumy zasługują na nadzwyczajną oprawę i specjalne okazje.

  6. A że irysa nadal znam słabo to jeszcze chętniej pobiegnę na testy. Benzoes uwielbiam jak i głębokie, totalne brzmienia a i zawsze żałowałem że nie było dane mi poznać protoplasty. Mówisz że nawet Bakir ucieknie w popłochu..? 😉
    Mniammmm…

    • wiem że uwielbiasz benzoes 🙂 siłą rażenia są bardzo do siebie podobne, ale stylistycznie to dwa zupełnie różne światy 🙂

  7. No wiadomo 🙂
    Poszedłem raz z podstępnym zamiarze psiknięty Bakirem na rozmowę o prace i wiesz co.., nie przyjęli mnie…haha 😉

    • jesteś pewien, ze to przez Bakira? 🙂

  8. Ten zapach jest po prostu przepiękny.Skóra jest tutaj podkręcona kolokwialnie rzecz ujmując do granic wytrzymałosci.Pachnie bogato,mocno i dlugo.

    • dokładnie, chociaż z prawdziwą, suwerenną skórą, ta w wersji od Diora ma stosunkowo mało wspólnego 🙂

      • otóż to i dlatego cieszę się że Lalique nie zmieniało brzmienia EN Sport, a jedynie uczyniło doskonały bukiet tych perfum jedynie lżejszym, dzięki czemu odpadał problem z ich nadpobudliwością latem.

  9. Wiem ze to przez ten matematyczny test no i ta rozkoszna pani z informacji która akurat musiała wtedy czegoś szukać w papierach i rozmawiać z kierownikiem za moimi plecami kiedy to próbowałem się cudownie skupić nad ulubioną mą dziedziną. Majster bieda 😉

  10. Dzieki za recenzje! Dzielę podobne odczucia i fascynację tym zapachem (choć róży nie wyczuwam). Ciekawi mnie bardzo Twoja opinia dot innego Diora – Eau Sauvage Parfum – miałeś okazję wąchać?

    • bardzo cenię oba (choć wersji Parfum jeszcze nie), a wersję Extreme EdT wprost uwielbiam i posiadam 🙂

  11. Niech sobie zarabia czy tam dorabia pod biurkiem, wredna picza 🙂

  12. Dior Eau Sauvage Parfum jest cudowny!

  13. W końcu sprawdziłem , tego Diora 🙂 Niestety po części mnie rozczarował. Nie samą kompozycją , ale tym że miał być Parfum z prawdziwego zdarzenia , a w nie tylko moim odczuciu taki nie jest. Z całej linii ” homme ” pod względem kompozycji pachnie najciekawiej, nieznacznie ewoluując. Dior Homme Parfum , to głównie Irys , zatopiony w wytrawnym kakaowo – orzechowym tle. Po kilku godzinach zaczynają wyławiać się cięższe skórzane akordy. Jak dla mnie DHP , to połączenie intensywniejszej , bardziej skoncentrowanej wersji Dior Homme ( nie Dior Homme Intense) wraz z Valentino Uomo. Niestety , oczekiwałem czegoś więcej , co by mnie potrwało a moją opinię tylko potwierdza , zdanie rodziny , którą DHP nie ujął swoją mocą.

    • a moim zdaniem Homme Parfum pachnie dokładnie tak jak powinien i zwykle wybrzmiewa zapach w konwencji perfumeryjnej. Wersje toaletowe są zwykle bardziej dźwięczne, nośne, bardziej wyraziste i wartkie – gdy wody perfumowane i perfumy (nawet o tej samej nazwie) pachną ciszej, dyskretniej, bardziej powłóczyście, czekoladowo balsamicznie, są nieco zamazane i bliskoskórnie. A więc cyt. „Jak dla mnie DHP , to połączenie intensywniejszej , bardziej skoncentrowanej wersji Dior Homme” pachnie dokładnie tak jak pachnieć powinien 😉

  14. Poznałem wczoraj, zdobyłem próbkę i dziś się zachwycam… Trudno uwierzyć że takie autentyczne cudo pozwolili umieścić w sieciówkach. Ale chwała im za to dzięki temu wiem jaki kolejny flakon chcę mieć u siebie na Jesień. Nigdy nie pałałem sympatią do szlagierów Diora i mimo szacunku wszystkie było poza moim stylem i gustem, ten nie wiem jak to możliwe (balsamiczność) spasował mi od strzała ! 🙂

    • wiesz, do niektórych perfum trzeba po prostu dorosnąć, więc możliwe że właśnie nastał Twój czas 🙂

  15. Nie, nie… ta wersja jest po prostu inna. Może i nie pamiętam tak dokładnie jak Ty jedynego pierwowzoru ale pamiętam że jednak się różnią i nie chodzi tylko o stopień koncentracji. I to właśnie ta różnica spowodowała wstrzelenie się w moje zapachowe gusta 😉

  16. Od jakiegoś czasu miałem próbkę Diora HP na półce, czekającą aż się za nią zabiorę… zabrałem się dzisiaj i mnie zmiotło, zmasakrowało, rozdeptało i zafascynowało. Cuuuudo! Jest przepotwornie miażdżący, przejeżdża jak walec, ciężki i potężny, ale po prostu cudny… Szkoda tylko, że niezbyt daily, za ciężki, w pracy może zamordować otoczenie, chociaż… bałem się, że Terre D’Hermes zamorduje otoczenie, a dochodzę do końca flakonika i nikogo jeszcze nie skrzywdziłem. Szkoda tylko, że przyzwyczaiłem się i mimo okresowych zmian na Egoiste, przestałem już czuć geniusz Terre. :/

    Pytanie tylko jedno mam – czy flakoniki Diora HP mają normalny atomizer? 🙂

    • Wiesz, z tą „morderczość” perfum to pojęcie względne. Zależy ile na siebie wylewasz i jak bardzo czułe jest Twoje otoczenie 🙂 czasem skrzywdzisz, a czasem nawet nie zauważą że czymś pachniesz, bo mają w pracy kolegę, który wali na siebie 30 chmurek Le Male lub Joop ! Homme i przywykli 🙂 Też uważam, że Fahrenheit Parfum wybitnie się Diorowi udał, choć za mało w nim samego Fahrenheita, no ale znak czasów… Tak, mają normalny atomizer i w dodatku bardzo precyzyjny, jak na Diora przystało, pozdrawiam

      • Akurat fanem Fahrenheita nigdy nie byłem, kiedyś w zamierzchłych czasach próbował mnie zabić i od tamtego czasu omijam go szerokim łukiem.

        Ale Homme Parfum bardzo udany… zastanawiam się jednak, czy nie chcę może wersji Intense, tylko że to całkowicie inne pachnidła…

        A otoczenie w pracy pewnie przyzwyczajone, skoro mnie od paru lat znoszą mordującego Egoiste albo Terre. 🙂

        • ojej, choć obecnie produkowana wersja (po pierdylionie reformulacji) jest znacznie lżejsza i mniej drapieżna niż wersja z przed lat, więc może warto odnowić znajomość z Fahrenheitem? Egoiste też ostatnimi laty zelżał i to już nie te same perfumy.

          • Obadam Fahrenheita EDT przy najbliższej okazji, póki co jedzie do mnie próbka wersji perfumowanej, z Twojej recenzji wynika, że to może być to. Troszkę Fahrenheita, ale łagodniej i bardziej dystyngowanie, lepszej zachęty zrobić nie mogłeś. 🙂

          • Nie znasz jeszcze tych perfum w wersji klasycznej? a gdzieś Ty się uchował? 😀

          • Ale że ja? Doskonale znam Fahrenheita sprzed wielu wielu lat, coś pewnie z 15 będzie. Nie znam tylko wersji EDT w obecnym wcieleniu, pewnie jest znacznie utemperowana względem oryginału. Wersja perfumowana już przetestowana, cudo, w dodatku usłyszałem, że jest bardzo „sensual” i „pociągający”. 🙂

          • owszem sensualności nie sposób im odmówić i do tego Klasy przez duże K…

  17. Zazwyczaj tego nie robię, ale będąc w Sephorze zapodałem trzy chmurki Homme Parfum na szyję i wycofuję się ze swojej opinii. W ciepełku pięknie się rozwija. Pachnie jak świeże, kakao wymieszane z aromatem Irysa i wanilii. W dodatku jak rodzina odbierała mnie po 6 godzinach od momentu aplikacji z dworca, stwierdzili że bardzo mocno i słodko pachnę. Za słodko, ale moja rodzina woli inne pod względem bukietu kompozycje.

    • niektóre perfumy by dobrze zagrać, potrzebują stosownej aury, najlepiej umiarkowanej i sprzyjającej ich projekcji. Dlatego nie opisuję perfum na mrozie i w największe upały.

  18. Ja z posiadanej próbki zaaplikowałem sobie w piątek dwa psiki na szyję, po jednym na stronę. Zastanawiałem się co jest nie tak, że się na początku dnia dziwnie czułem, zwalałem to na pogodę… następnego dnia zaaplikowałem sobie jeden psik i mało nie padłem…

    Obłędny zapach, niesamowicie się rozwija i trwałość też na piątkę z plusem, ale w ciepłym otoczeniu na mnie działa zabójczo… 😦 Szukam dalej…

    • też się zdarza, bo każdego dnia zmienia się nasz własny nastrój, percepcja i samopoczucie, zmieniają się też kondycja skóry i nasza podatność na bodźce, dlatego testy powtarza się kilkukrotnie, czasem inną porą roku i do zapachu się po prostu wraca.

      • Dlatego go nie skreślam całkowicie, po prostu odpada jako everyday na chwilę obecną, mimo wszystko niedługo powinny przyjechać próbki i do niego na pewno wrócę. To zbyt genialny zapach, żeby tak przejść obojętnie. 🙂

        • no jako everyday, byłby przerostem formy nad treścią (zapach jest zbyt zobowiązujący względem otoczki, ubioru, etc), ale co kto lubi

          • Dlatego chyba po prostu dokupię jeszcze ze dwie próbki i wystarczy mi na kilka lat ‚specjalnych okazji’. 🙂

          • robię podobnie, bo w przypadku kilku zapachów nie byłbym w stanie nigdy zużyć całej flaszki, nawet 30 ml 🙂

  19. Pirath czy możesz mi wyjaśnić czy dior homme eau for Men to ten sam zapach co dior homme tylko w wersji wody toaletowej?

    • nie znam wersji Eau, ale zważywszy na nazwę, zasadniczo są to dwa zupełnie różne zapachy

  20. Potężna dawka zapachowa. To co napisał autor powyższego postu to prawda. Zapach jest tak trwały, że utrzyma się ponad 12 godzin. Nigdy wcześniej nie miałem na sobie tak mocnego zapachu. Kosmos 🙂

    • a próbowałeś klasycznego Joopa Homme? 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: